Stonerchef – edukacja czy szkodliwe treści?

Stonerchef czyli małżeństwo psychologów, którzy od kilku lat tworzą treści o tematyce związanej z konopiami, od początku swojej działalności wzbudza skrajne emocje wśród społeczności konopnej i nie tylko. Jedni ich wychwalają inni krytykują i zarzucają szkodliwe działania. Znani są z tego, że nie tolerują odmiennego zdania niż ich własne blokując i zastraszając tych, którzy ośmielą się ich skrytykować. Także o jakiejkolwiek dyskusji ze Stonerchef nie ma mowy, są jedynie dogmaty mówiące, że każdy powinien codziennie palić zioło bo to poprawia jakość życia niczym noszenie okularów czy butów, a żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry, no bo wiecie, wystarczy zajarać. 

Reklama

Stonerchef – edukacja czy szkodliwe treści

Zanim przejdziemy do najpoważniejszych zarzutów względem obecnej działalności bohaterów tego tekstu, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz.

Stonerchef czyli Anita oraz Piotr Kuźniewicz do szerszej świadomości przebili się w roku 2019 za sprawą swojego „konopnego ślubu”… który z konopiami miał niewiele wspólnego.

Reklama

Już wtedy konopna społeczność szybko się przekonała, że jakikolwiek krytyczny komentarz, nawet najdelikatniejsza krytyka lub sugestia, że jest inaczej niż twierdzą państwo Kuźniewicz, kończyła się obrażaniem i bardzo szybkim banem na ich kanały social media, gdzie się promowali.

A takich komentarzy było niemało. No bo co to za „konopny ślub i wesele”, skoro konopie były na nim mało znaczącym dodatkiem. Było to zwyczajne wesele jakich w naszym kraju odbywa się wiele, tyle, że do zdobiących salę kwiatów… powciskano nieco roślin konopi siewnych.

To, oraz fakt postawienia „baru” z konopiami (susz CBD) wg Stonerchefów wystarczyło, aby całość nazwać „konopnym ślubem i weselem”.

Tak naprawdę była to zwykła manipulacja, która miała pomóc przebić się do szerszego grona odbiorców, prosta akcja marketingowa, która w dodatku oparta jest o nieprawdę. Bo wesele, gdzie spożywa się alkohol, normalne posiłki, a sala jest przyozdobiona kwiatami i wieloma innymi roślinami, pomiędzy  które upchnięto nieco roślin konopi – to nadal zwykłe wesele i ślub, tyle, że z konopnymi akcentami.

Innym wydarzeniem, które promowali jako „pierwsze konopne”, była akcja marketingowa firmy, z którą Stonerchef mieli akurat współpracę – EirHealth.

Stonerchef w swoich materiałach posługiwali się  tym przypadku stwierdzeniami typu „pierwsza konopna kolacja w Europie”. Tyle, że to nie była kolacja konopna tylko kolacja z konopnymi akcentami, w polu konopi i nie pierwsza w Europie ponieważ tego typu wydarzenia odbywały się wielokrotnie w Szwajcarii czy Niemczech i miały znacznie więcej wspólnego z konopiami. O ile organizator wydarzenia pisał o „edukacyjnej kolacji w polu konopi” o tyle Stonerchef informowali o „pierwszej w europie kolacji konopnej”, co jest wprowadzeniem w błąd ale zapewne lepiej się klikało.

A wspominam o tej sytuacji głównie dlatego, iż był to mój pierwszy kontakt z państwem Kuźniewicz. Pierwszy i na jakiś czas ostatni. Dlaczego? Ponieważ okazało się, że Stonerchef mają potężny problem z jakąkolwiek, nawet konstruktywną, krytyką czy zauważeniem, że nieco mijają się z prawdą.

Gdy skomentowałem udostępniane materiały pisząc, że to kolacja z konopnymi motywami i konopną edukacją ale na pewno nie „pierwsza konopna kolacja w Europie” – zostałem zaatakowany personalnie a po chwili zablokowany na ich profilu. I tu dochodzimy do kolejnego zarzutu wobec bohaterów tego tekstu.

Stonerchef – królowie cenzury

O tym, że na profilach Stonerchef nie można napisać ani jednego krytycznego słowa, ani nawet zasugerować, że mogą się mylić, iż może być inaczej niż mówią – wie każdy kto choć raz nawet w konstruktywny sposób wyraził krytykę wobec prezentowanych przez nich treści.

  • Krytyka = blokada użytkownika
  • Niewygodne pytania = blokada użytkownika
  • Odmienne zdanie = blokada użytkownika
  • Napisanie czegokolwiek co nie pasuje Stonerchefom = blokada użytkownika

Czy to problem, że ktoś usuwa pewne komentarze ze swojego własnego kanału pod swoimi własnymi treściami? W wielu przypadkach powiedziałbym, że nie. Jednak w przypadku treści jakie poruszają Stonerchef, które mają być edukacyjne, a które nierzadko zawierają nieprawdziwe informacje, w dodatku na tak wrażliwy temat jakim jest marihuana – kasowanie każdego merytorycznie krytycznego komentarza może mieć negatywne konsekwencje dla odbiorców treści, którzy tematu zbyt dobrze nie znają i zdają się na to co usłyszą od „ekspertów”.

Szkodliwość takiego zachowania jest oczywiście zależna od tematu, którego dotyczy. Niezrozumiała jest też jego motywacja, bo często jest to celowe wprowadzanie w błąd. Jako przykład niech posłuży poruszany przez państwo Kuźniewicz temat tzw. marihuany PGR, czyli kwiatów pochodzących z upraw gdzie dodawano szkodliwe dla ludzi środki mające na celu zwiększenie plonu. 

Z publikowanych przez nich treści wynika, że większość dobrej jakości suszy marihuany dostępnych w aptekach – jest zanieczyszczona i zawiera bardzo szkodliwe substancje. Susze te posiadają większość cech zanieczyszczonego produktu, o których informują Stonerchef.

Tylko, że ich treści o PGR nafaszerowane są nieprawdziwymi i od lat powielanymi mitami, pisaliśmy o tym T U T A J.

To, że podają nieprawdę oraz udowadniający to artykuł był kilkukrotnie wklejany w komentarzach pod ich treściami, a wiadomo jak bardzo pilnują sekcji komentarzy, aby nikt nie napisał czegoś z czym się nie zgadzają, nawet gdy to prawda. Dlatego jestem przekonany, że go przeczytali. A mimo to później wielokrotnie powtarzali swoje kłamstwa o suszu PGR, zapewne dlatego, że jest to dość nośny temat i zawsze wywołuje dyskusje.

Albo dlatego, że jest to jedna z wielu bzdur powtarzanych przez Stonerchefów, która trafiła np. do ich e-booków i nie da się jej edytować, czy tak jest tego oczywiście nie wiemy. 

Przecież gdyby uwierzyłby im ktoś kto jest pacjentem medycznej marihuany, to byłby przekonany, że wszystkie jakościowe susze w aptece (które wyglądają właśnie tak jak Stonerchefy opisują zanieczyszczony susz PGR) zawierają szkodliwe substancje i wybieraliby produkty gorsze jakościowo, które nie wyglądają jak PGR wg. państwa Kuźniewicz. Dlatego powielanie takich bzdur należy uznać za działalność szkodliwą.

Podobna sytuacja była w przypadku ich treści, że używanie fajki wodnej / bonga – filtruje dym z palonych konopi. To także jest nieprawda powtarzana przez Stonerchefów, którą już im wyjaśnialiśmy T U T A J, w artykule mówiącym, że wodna nic nie filtruje, a jedynie schładza dym. 

Stonerchef – niezdrowa gloryfikacja marihuany

Jednak to wszystko o czym wspomniałem do tej pory blednie przy najpoważniejszym zarzucie jaki pojawia się wobec Państwa Kuźniewicz – niezdrowej gloryfikacji marihuany.

Według Stonerchefów, codzienne palenie zioła niesie za sobą jedynie pozytywne skutki!

Po internecie krąży ostatnio fajny wywiad z Sethem Rogenem, w którym on tłumaczy swoją filozofię korzystania z zioła codziennie, porównując to do.. noszenia butów i okularów. Czy mógłby nie chodzić codziennie w butach? Mógłby. Czy mógłby nie nosić okularów? Mógłby. Czy jego jakość życia uległaby poprawie? No, to jest dyskusyjne, gdyż są to narzędzia służące A) Zwiększeniu wygody życia; B) korekcji jakichś deficytów, co ma w konsekwencji uwaga – poprawić jakość życia.

-czytamy na profilu pary

I zdecydowanie jest to treść szkodliwa.

stonerchef

Marihuana to używka, która co prawda nie uzależnia w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jednak chociaż nie uzależnia fizycznie, to jej niewłaściwe używanie może mieć fatalne konsekwencje dla życia użytkownika. A dla zdecydowanej większości użytkowników codzienne używanie marihuany od rana przez cały dzień – będzie miało negatywne konsekwencje. I tak – zdarzają się osoby używające marihuany od rana do nocy, a przy tym w miarę normalnie funkcjonujące, jednak jest to bardzo niski odsetek. 

Dla większości ludzi używanie marihuany od rana do wieczora negatywnie wpłynie na ich produktywność i aktywność.

Większość osób używających marihuanę od rana do wieczora robi to w sposób szkodliwy, a jednocześnie całkowicie to wypiera.

Tego typu treści są przed wszystkim bardzo groźne właśnie dla osób, które używają konopi właśnie w sposób szkodliwy lub dopiero zaczynają to robić będąc zafascynowanym marihuaną. W końcu państwo Kuźniewicz, którzy są ekspertami i propagują jaranie od rana do nocy, nadając temu jakąś wartość oraz mówiąc, że to poprawia jakość życia!

Innym razem oburzają się, że ktoś krytykuje codzienne palenie marihuany porównując ją do… kawy. Według Stonerchefów, ktoś kto codziennie używa kawy nie ma prawa krytykować codziennego używania zioła. To nawet ciężko skomentować.

Takie treści są oczywiście bardzo szkodliwe, szczególnie, że Stonerchef kreują się na ekspertów, którzy na wszystko o czym mówią mają potwierdzające to wyniki badań (czasami zmanipulowane o czym za chwilę), a w komentarzach kasowane jest każde słowo krytyki  wobec ich treści.

Co ciekawe, jest to przecież para psychologów, a mimo to tworzą treści, które mogą poważnie zaszkodzić odbiorcom, którzy w nie uwierzą. 

Jako psychologowie powinni wiedzieć też, jak wygląda schemat uzależnienia czy szkodliwego używania. Wiedzą, że osoby używające szkodliwie wypierają fakt, że są uzależnione psychicznie –  twierdzą często, że po prostu lubią jarać bez przerwy i potrafią rzucić w każdej chwili. Ale nie chcą. Tak naprawdę rzucają dopiero gdy zorientują się, że nadużywanie zioła jednak ma swoje negatywne konsekwencje – zniszczone relacje, odstawienie na bok zainteresowań, gorsze wyniki w pracy / na studiach / w szkole, a przy cięższym używaniu apatia i brak motywacji do czegokolwiek nie związanego z paleniem marihuany.

Ale jak to, przecież nawet na WeedNews znajdziemy artykuły obalające tezę, jakoby palenie marihuany prowadziło do syndromu amotywacyjnego. Tak, obniżenie motywacji i inne negatywne skutki palenia zioła nie są zagrożeniem – o ile używasz go świadomie i odpowiedzialnie, a nie jarasz od rana do nocy twierdząc, że to konopny biohacking, bo tak ci powiedzieli konopni patoinfluencerzy.

Jak już wspominałem, osoby nadużywające marihuany zawsze dążą do usprawiedliwiania swojego nałogu, a treści Stonerchef im w tym niesamowicie pomagają i utrzymują ich w przekonaniu, że palenie zioła od rana do nocy pomoże odnieść im sukces, przecież marihuana jest jak buty czy okulary – jedynie poprawia jakość i komfort życia. Kawa? Przecież to nałóg! Lepiej już zajaraj! 

I obowiązkowo zamów nasz e-book.

O tym, że tacy użytkownicy oszukiwali samych siebie orientują się często po kilku latach, widząc, że to nie był jednak żaden konopny biohacking tylko rozwalanie sobie życia dzień po dniu. Ale to już Stonerchefów nie interesuje, ważne, że kupił e-booka.

Stonerchefom zdarza się też manipulowanie wynikami badań.  

Ostatnio wyłapał to m.in. Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista.

Akurat w tym konkretnym przypadku Stonerchefy opublikowały na swoim koncie na platformie X posta z danymi na temat tego, ile procent użytkowników marihuany się od niej uzależnia (stosuje szkodliwie). Treść posta brzmiała następująco:

NAJWIĘKSZY PROBLEM Z ZIOŁEM I JEGO UŻYTKOWNIKAMI

Przez to, że konopie były w tak kreskówkowy sposób demonizowane prze tyle lat, część ludzi uwierzyła, że zioło nie ma skutków ubocznych.

Dlatego wyprostujmy kilka faktów:

  1. Od zioła da się uzależnić

Ale 95% użytkowników (w tym 98% dorosłych) nigdy nie spełni klinicznych kryteriów diagnozy uzależnienia. Dla większości regularnych użytkowników jest to nawyk lub forma terapii.

Tylko, że to zwykłe kłamstwo i manipulacja danymi. 

Jest to manipulacja ponieważ w wynikach badań, na które się powołują napisano, że owszem, uzależnia się 1,5 do 3% ale nie użytkowników lecz całej populacji ogółem. 

W publikacji tej, znajdziemy informacje, że uzależnia się (używa szkodliwie) 9% wszystkich użytkowników, 17% osób, które rozpoczęły korzystanie z marihuany w młodości i 33 do 50% użytkowników codziennych!

stonerchef publikacja

Skala przekłamania i szkodliwości w tym przypadku jest potężna, biorąc pod uwagę zasięgi pary psychologów, którzy codzienne palenie zioła nazywają biohackingiem. 

Z czego wynika fakt publikowania przez tę parę takich treści tego nie wiem, mogę się jedynie domyślać. Czy chodzi o to, aby sprzedać jak najwięcej swoich e-booków? Po części na pewno ponieważ na tym zarabiają i z tego żyją, oni przecież nie tworzą tych treści w celach edukacyjnych, pro publico bono, jest to po prostu forma promocji ich samych i ich produktów. 

A może chodzi o to, że Piotr Kuźniewicz nie potrafi normalnie korzystać z żadnej substancji odurzającej? Bo jeszcze zanim przerzucił się na konopie był alkohol i alkoholowe treści typu „Nie lubię trzeźwieć będąc przytomnym” etc. 

stonerchef alkohol

stonerchef alkohol

Tego nie wiemy.

Stonerchef o psychiatrii

Kolejnym poważnym zarzutem są treści dotyczące psychiatrii oraz np. ADHD, które są także szkodliwe.

No bo jak można inaczej określić poniższe stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach nikt nie potrzebuje psychiatry?

stonerchef
Stonerchef o psychiatrii

To jest już wyższy level szkodliwych treści.

Chociaż osobiście też mam mieszane uczucia co do psychiatrii to widziałem w życiu bardzo wiele różnych sytuacji oraz ludzkich życiowych kryzysów i wiem, że to właśnie psychiatra, leki i terapia pomogły niektórym ludziom wyjść z naprawdę bardzo ciężkiego stanu psychicznego. Teraz cieszą się życiem właśnie dzięki psychiatrii.

Napisanie czegoś takiego przez ludzi kreujących się na ekspertów, będących psychologami – może mieć fatalne konsekwencje.

Czasami mam wrażenie graniczące z pewnością, że państwu Kuźniewicz obce jest pojęcie empatii.  Stonerchefy wychodzą chyba z założenia, że skoro im nie potrzeba psychiatry – to nie potrzeba go nikomu. Skoro oni są zadowoleni z życia to inni tez powinni, a depresja to wymysł koncernów. A no i ADHD, które jak twierdzą, jest powodowane brakiem bliskości z rodzicami i w żadnym przypadku nie powinno się leczyć ADHD farmakologią. Japierdole.

Nie wiem jak inaczej wyjaśnić tak bardzo nieodpowiedzialne i szkodliwe treści o psychiatrii, która ma swoje wady i to sporo, ale która z drugiej strony uratowała życie wielu osobom. Różnego rodzaju poważne zaburzenia wymagające psychiatrii nie są Stonerom znane więc chyba uważają, ze nie istnieją. 

Stonerchef w świecie biznesu

Państwo Kuźniewicz oczywiście całą swoją działalność monetyzują m.in. sprzedając swoje e-booki, które rzekomo mają pomóc wykorzystać cały potencjał ukryty w konopiach. Czy tak jest? Czy e-booki zawierają jakąś tajemna wiedzę? Tego nie wiem bo ich zwyczajnie nie czytałem.

Natomiast zakładam, że ogólny przekaz w nich zawarty jest bardziej rozbudowaną wersją tego, co serwują nam na swoich social mediach.

Chciałbym natomiast na chwile zatrzymać się przy ich ostatnim produkcie czy tez produktach z serii „Zioła do zioła”, wokół których pojawiło się sporo kontrowersji. A przy okazji Stonerchefy udowodnili, że są bezczelnymi kłamcami i raczej nie należy im wierzyć.

Czym są „Zioła do zioła”? To mieszanki ziołowe, które mają zastąpić tytoń. Chociaż państwo Kuźniewicz twierdzą, że są to produkty… nie do palenia. Co jest oczywistym kłamstwem. Jest to też przestępstwo skarbowe ponieważ swoje produkty, które są przeznaczone do palenia, sprzedają bez akcyzy twierdząc, że to nie jest produkt do palenia. Tylko, że reklamują je jako zamiennik tytoniu. Za którego używanie twoje płuca ci podziękują.

stonerchef zioła do zioła
Przekonaj się na własne płuca!

Czyli co, użytkownik na nacierać tym płuca żeby podziękowały? A jak zatem poczuć smak, zjeść? No ale wtedy płuca nie podziękują. Wiadomo, że jest to produkt do palenia / waporyzacji, zresztą jest też reklamowany jako zamiennik tytoniu, a także publikują „opinie zadowolonego klienta” gdzie wprost jest napisane, że ktoś zamiast tytoniu używa ich produktu oraz, że waporyzuje go z waporyzatora Volcano:

stonerchef zioła do zioła

Oczywiście, aby „ominąć prawo” nigdzie tego nie napisali wprost. Natomiast pojawiają się informacje, iż jest to zamiennik dla tytoniu – czyli jednak do palenia. Są też hasła reklamowe takie jak „Twoje płuca ci podziękują”, ale wiecie, to jest produkt nie do palenia. Pewnie chodzi o nacieranie nim płuc.

stonerchef opinie

Gdy poruszyłem temat na ich kanale FB, po bzdurnej odpowiedzi z ich strony zostałem oczywiście zablokowany:

stonerchef

Druga kwestia związana własnie z ich serią „Zioła do zioła” jest produkt będący mieszanką ziołową, która zawierać miała w swoim składzie kwiaty Błękitnego Lotosu.

W największym skrócie chodzi o to, że są dwa rodzaje Niebieskiego Lotosu – jeden kojarzony z Azją(Nymphaea Nouchali), a drugi z Egiptem (Nymphaea Caerulea).

Pochodzący i kojarzony z Egiptem Lotos Niebieski Nymphaea Caerulea jest w Polsce nielegalny i przypisuje mu się właściwości odurzające. 

W sieci pojawiły się informacje i komentarze, że w skład mieszanki ziołowej wchodzi właśnie ten zabroniony Lotos. 

Jednak Stonerchef zaprzeczyli tym doniesieniom informując, że w ich mieszankach znaleźć można jedynie legalny Lotos z Azji.

Tylko jest mały problem – para psychologów wielokrotnie informowała na swoich social mediach, że chodzi o święty kwiat Nilu wykorzystywany przez faraonów. A w taki sposób można opisać jedynie Nymphaea Caerulea, czyli Egipski lotos nielegalny m.in. w Polsce.

stonerchef booster lotos

Stonerchef oczywiście wszystkiemu zaprzeczają, jednak nieco się w swoich tłumaczeniach pogubili. Efektem pogubienia się w tłumaczeniach jest sytuacja, gdzie nie ważne, która wersja jest prawdziwa – klienci zostali wprowadzeni w błąd. Bo jeżeli w Boosterze jest niebieski lotos, który jest świętym kwiatem Nilu – sprzedawali produkt, który w Polsce jest nielegalny. Jeżeli natomiast w mieszance znajduje się lotos pochodzący z Azji, to opisanie go jako świętego kwiatu Nilu – było wprowadzaniem klientów w błąd. No bo gdzie Nil, a gdzie Azja.

stonerchef booster

Co do punktu pierwszego – samo sprzedawanie tych mieszanek jest robione w sposób łamiący prawo ze względu na brak akcyzy. 

Z czasem zmieniały się też opisy mieszanki, co wypunktował konopny aktywista Przemysław Zawadzki:

stonerchef mieszanka booster

Kolejnym zarzutem wobec Stonerchefów jest bardzo słabe podejście do swojego biznesu i klientów, którzy nie otrzymali zamówienia, komentarzy na ten temat jest w sieci bardzo dużo, oto zaledwie kilka z nich:

stonerchef opinie

stonerchef opinia

Inny użytkownik pisze:

stonerchef opinie

Jeszcze kto inny stwierdza, że w ogóle nie otrzymał zamówienia i twierdzi, iż został oscamowany:

stonerchef opinie

Takich opinii jest sporo.

Podsumowując

To, że ktoś średnio prowadzi swój biznes nie jest czymś nowym, a dla nas jest to tak naprawdę sprawa bardziej drugorzędna. Z drugiej strony ich komunikacja pokazuje, że raczej nie są to ludzie wiarygodni.

Największym problemem jest wspomniana niezdrowa gloryfikacja marihuany, pisanie, iż nikt w dzisiejszych czasach nie potrzebuje psychiatry oraz kasowanie komentarzy i blokowanie użytkowników, którzy podejmują próbę wyjaśnienia parze psychologów, iż nie mają w danej kwestii racji. 

Cała działalność Stonerchef bardzo przypomina działalność np. fit / treningo / żywieniowych „ekspertów”, których w ostatnich latach jest wysyp, a którzy publikują szkodliwe treści. Cechą wspólną tych wszystkich pato-doradców jest fakt, →ż każdy z nich swoją działalność monetyzuje poprzez publikowanie e-booków ze swoimi „mądrościami” czy też innych produktów związanych z danym tematem.

Natomiast w zeszłym roku na platformie X Stonerchefy żalili się, że usunięto im wszystkie kanały na social mediach i teraz będą publikować właśnie na X. Skomentowałem ich wpis słowami, że to żadna strata gdyż są szkodnikami, na co się bardzo oburzyli i żądali uzasadnienia moich słów. Oczywiście żadnego wyjaśnienia wtedy nie otrzymali ponieważ szkoda mi czasu na tworzenie obszernego komentarza, który natychmiast zostanie usunięty a ja zablokowany – szkoda czasu. Dlatego powstał ten artykuł.

Co ciekawe, wspomnianego komentarza nie skasowali. Zamiast tego otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym żądają przeprosin za nazwanie ich „szkodnikami”. Przeprosiny miały by zostać zamieszczone i przypięte na samej górze naszych mediów społecznościowych na okres sześciu miesięcy oraz, tu uwaga, mieć wyłączoną możliwość dodawania komentarzy. 

Dobre sobie.

Takie samo pismo otrzymał od ich prawnika także Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista, który regularnie punktuje szkodliwe lub nieprawdziwe treści Stonerchefów, którego poprosiliśmy o komentarz do sprawy:

Reklama

Ja również otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym domagają się publicznych przeprosin. Oczywiście nie przeproszę – i to nie tylko dlatego, że wyraziłem jedynie swoją opinię na temat ich działalności publicznej, ale przede wszystkim dlatego, że chętnie zobaczyłbym, jak sędzia potwierdza w wyroku, że: – idealizują publicznie „zioło”, jarając codziennie od dekady, zaczynając poranki od jointa i twierdząc, że nie robią tego ani w celach rekreacyjnych, ani medycznych, lecz… profilaktycznie, co nazywają „ziołowym biohackingiem” i jeszcze uczą tego innych w ramach płatnych konsultacji.

Ich mieszanka zawiera niebieski lotos rosnący nad Nilem, który jest w Polsce zakazany lub jest to zabieg marketingowy, a mieszanka wcale nie zawiera tego surowca.

Publiczne twierdzenia w stylu: „żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry” jest nieprawdziwe, wątpliwe moralnie i społecznie szkodliwe. A to tylko część tego, co kryje się pod tym „kocykiem”, który wcale nie jest milutki i konopny, lecz szorstki i uszyty z masowych banów oraz pism od prawników. Dobrze, aby firmy nawiązujące z nimi współpracę miały świadomość, że nie jest to tak czysta przestrzeń, jak może się wydawać, bo kurz jest po prostu regularnie zamiatany pod dywany, łóżka i szafy.

-mówi Przemysław Zawadzki

Reklama

Ostatnio popularne

11 komentarzy do “Stonerchef – edukacja czy szkodliwe treści?”

    1. Paweł "Teone" Leśniański

      Już tłumaczę – Wystrój: konopie jako dominujący element wystroju, a nie gdzieś powpychane rośliny. Menu: przynajmniej część potraw z konopi. Na pewno potrawy infuzowane THC. Zero alkoholu, a zamiast niego barek z ziołem, koncentratami, olejami i haszyszem. Kręgi wokół bongosóœ etc byłem kiedyś na takim weselu i było zajebiście.

  1. Tomek (IndicaSativa)

    Już lata temu przeczytałem w jakimś internetowym komentarzu, że oni wyżej sraj, niż dupę mają, co moim zdaniem idealnie streszcza ich „content”. Jak widzę, nic się nie zmieniło.

  2. Cóż jak widać psychologowie też mogą być uprawiającymi przemoc emocjonalną takich narcyzów. Nie zawracajcie sobie nimi głowy, ostrzegajcie, ale nie wchodźcie w polemikę.

  3. Stonerchef gloryfikują ale niestety duża część polskich konopnych influencerów przesadnie patologizuje – rozumiem “że Polska”, że ostrożność, że w miare nowy temat jak na to społeczeństwo, ale serio – nie musze mieć w prawie każdym miejscu mówione o “psychozach” i ciężkim uzależnieniu – rzeczach które wiekszość użytkowników nie doświadcza; albo zuzyciu – który każdy dorosły uczy sie regulowac. Nie mówie że nikt tego nie ma, ale kurde, to jest dosłownie na każdym kroku. Dziwnie wygląda dla kogoś kto sobie pyka 0,2 z umiarem od 10ciu lat. Troche tak patologizująco jednak.
    Co do stonerchef, jakkolwiek punkty trafne i krytyka sie klei, bardziej zastanawia, co z tego dobrego wynika? Bedziecie sie teraz kłócić wewnatrz społeczności konopnej? Nie dogadujecie sie – można żyć obok. Troche zbyt ten tekst stara sie komuś krzywde robić.

    1. Paweł "Teone" Leśniański

      A kto z konopnych influencerów przesadnie patologizuje marihuanę? nie zauważyłem niczego takiego. Nie, tu nie chodzi o żadne kłótnie tylko o pokazanie, że to co robią jest dość szkodliwe, a oni usuwając komentarze i blokując uzytkowników zwracających im uwagę tworzą wrażenie, że wszystko co mówią to prawda bo jak by tak nie było to by w komentarzu ktoś to napisał, rozumiesz już? To są sprzedawcy, a ich treści mają służyć jedynie zwiększeniu sprzedaży

  4. Zamówiłem ich mieszankę i myślałem, że otrzymam ja po kilku dniach, okazało się, że oni zbierali zamówienia żeby wyprodukować towar nazywając to preorderem, zrezygnowałem jeszcze tego samego dnia, pisząc wiadomość email, nie otrzymałem odpowiedzi przez 2 tygodnie, ani zwrotu środków.
    14 dnia napisałem ponownie już dłuższego maila z prośbą o zwrot i odpowiedzieli, że oni przecież zrobili zwrot od razu i dali nawet numery zwrotu u operatora płatności mowiac ze oni maja 14 dni i operator to moze przeciagnac jeszcze dluzej i to nie ich wina, więc wziąłem ten nr zadzwoniłem do operatora i kobitka mi powiedziała że zwrot zlecony 5 minut temu xD napisałem że się czuje oszukany i mi przykro mi bo wcześniej im nawet gratulowałem i kibicowałem to mi odpisali że mogę ich nawet zgłosić i czekają na zgłoszenie do UOKiK xD No i oczywiście blok poszedł.
    Znalazłem jakaś grupę na fb gdzie się kłócili o coś z ludźmi i opisalem w kom całą sytuacje to wywalili cały post

  5. konto zablokowane

    Blokują nawet za udostępnienie artykułu, więc prawda chyba jednak boli. No i sami potwierdzają, że tak właśnie jest. 🥲

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Jak działa bongo wie niemal każdy, polega to na tym, że dym przechodzi przez wodę przed dotarciem do ustnika, co przede wszystkim obniża jego temperaturę oraz zwiększa wilgotność dymu dzięki czemu jest on delikatniejszy. Na końcowy efekt wpływa też perkolacja, czyli rozbijanie strumienia na drobniejsze pęcherzyki, dzięki czemu rośnie powierzchnia kontaktu dymu z wodą. Bongo nie filtruje dymu w klasycznym znaczeniu, ale zmienia charakter przepływu i odczucie podczas zaciągania – warto poznać, jak konstrukcja dyfuzora wzmacnia lub ogranicza ten proces.

Reklama

Jak działa bongo i czym są dyfuzor i perkolacja

Działanie bonga czyli fajki wodnej polega na tym, że dym przechodzi przez wodę, zanim trafi do ustnika. Na tym etapie część ciepła zostaje odebrana, a dym staje się łagodniejszy dla płuc dzięki zwiększeniu jego wilgotności. Bongo do palenia marihuany nie filtruje dymu w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale zmienia charakter przepływu i odczucie podczas zaciągania dzięki schłodzeniu i nawilżeniu dymu.

Natomiast jakość chłodzenia i nawilżenia dymu można znacząco oprawić.

Reklama

Jednym z wykorzystywanych sposobów na poprawę jakości dymu jest perkolacja, czyli rozbijanie strumienia dymu na mniejsze pęcherzyki.

Im większa powierzchnia kontaktu dymu z wodą, tym intensywniejsze chłodzenie i lepsze nawilżenie. Różne konstrukcje osiągają to inaczej, dlatego efekt zależy od budowy układu, ilości wody i sposobu przepływu.

Czym właściwie jest dyfuzor do bonga i jak działa system perkolacji?

Działanie bonga opiera się na prostym ruchu: dym wchodzi do komory z wodą i przechodzi przez nią, zanim dotrze dalej. Woda działa jak bariera chłodząco-nawilżająca, sprawiając, że dym staje się łagodniejszy. Taki układ nie filtruje dymu w klasycznym znaczeniu, ale zmienia warunki, w jakich dym trafia do ustnika. Perkolacja wzmacnia ten proces, ponieważ rozbija dym na drobniejsze pęcherzyki. Mniejsze pęcherzyki mają większą łączną powierzchnię kontaktu z wodą, więc chłodzenie i filtracja przebiegają skuteczniej.

Dyfuzor zwykle ma formę rurki ze szczelinami albo otworami, które rozpraszają strumień i rozdzielają go na wiele punktów wejścia do wody.
W rozwiązaniach zewnętrznych dyfuzor działa jako element pośredni w torze przepływu. Dym nie przechodzi jednym zwartym strumieniem, lecz rozprasza się jeszcze przed zetknięciem z cieczą. W praktyce oznacza to bardziej równomierne wykorzystanie wody i łagodniejszy przebieg przepływu w całym układzie.

Jakie są zalety stosowania dyfuzora zewnętrznego w szklanym bongu?

Dyfuzor zewnętrzny zwiększa rozproszenie dymu, dlatego woda ma większą szansę na jego schłodzenie i nawilżenie. To ważne, bo jeden zwarty strumień ma mniejszy kontakt z cieczą niż wiele drobnych pęcherzyków. W praktyce przekłada się to na bardziej wyrównany przebieg całego zaciągnięcia. Łagodniejszy wdech wynika zwykle z intensywniejszego kontaktu dymu z wodą, a nie z całkowitej zmiany jego składu. Takie rozwiązanie wspiera perkolację, więc proces filtracji staje się skuteczniej wykorzystany w samej konstrukcji. Zyskuje na tym przede wszystkim komfort przepływu i odczucie chłodzenia.

Jak działa bongo – dlaczego warto stosować kilkukrotną „filtrację”?

„Filtracja” wodna ma znaczenie przede wszystkim dlatego, że zmienia temperaturę i charakter dymu poprzez nawilżenie przed jego dotarciem do ustnika. Dzięki temu przepływ staje się mniej ostry i bardziej równomierny.
Rola perkolacji polega na zwiększaniu powierzchni kontaktu dymu z wodą. Im drobniej zostaje on rozproszony, tym lepszy efekt. Ale działanie bonga można poprawić – wystarczy dodać kolejny dyfuzor. Im więcej razy dym przejdzie przez wodę – tym jest delikatniejszy.

Bongo z filtracją polegającą na przepuszczeniu dymu przez np. trzy dyfuzory – da lepszy efekt niż bongo z pojedynczą filtracją. Pełną ofertę bong z różnymi rodzajami filtracji, ale także waporyzatorów, bletek i innych akcesoriów wartych polecenia można znaleźć na stronie partnera tego materiału, którym jest Vaporshop.

Reklama

Ciekawostka: dodanie nieco cieplejszej wody do bonga wydaje się pomysłem co najmniej dziwnym, ale taki zabieg znacząco poprawia delikatność dymu dzięki jego lepszemu nawilżeniu.

Reklama

Marihuana bez zapachu trafiła do sprzedaży w Kanadzie. Produkt od kilku dni można nabyć w sklepach, a pierwsze zainteresowanie jest ponoć spore. Producenci bezwonnych konopi kierują swój produkt do osób, którym zależy na dyskretnym spożywaniu ziela, a to jak wiadomo potrafi pachnąć bardzo intensywnie. W jaki sposób uzyskiwany jest tego rodzaju susz oraz czy brak lub też niskie stężenie terpenów oznacza, że jest to produkt gorszy od klasycznego zioła?

Reklama

Marihuana bez zapachu trafiła do sprzedaży w Kanadzie

Zapach marihuany to jedna z najbardziej znanych cech konopi na świecie. Mowa zarówno o zapachu kwiatów jak i o aromacie konopnego dymu, który ciężko pomylić z czymś innym.

Za aromat zioła odpowiadają terpeny czyli związki zapachowe, których konopie produkują dużo, mało która roślina wytwarza ich aż tyle. Terpeny konopne znajdują się w produkowanej przez rośliny żywicy, którą pokryte są kwiaty. W przyrodzie związki zapachowe są wykorzystywane m.in. do zwabiania zapylaczy.

Reklama

W przypadku konopi indyjskich mają one jeszcze jedną niesłychanie ważną cechę – bo to właśnie terpeny decydują jak dany szczep zadziała na użytkownika. To od kompozycji związków zapachowych zależy czy dana odmiana zadział nasennie, przeciwbólowo czy energetycznie poprawiając nastrój i apetyt. W aptekach można nabyć wiele odmian, które mają ok. 25% THC i bardzo zbliżony profil kannabinoidowy, a mimo to działają zupełnie inaczej. Wynika to właśnie z kompletnie różnego składu terpenowego poszcsegónych genetyk.

Terpeny mają też znaczenie dla mocy działania konopi, im jest ich więcej, tym odmiana działa mocniej.

Marihuana bez zapachu

Zapach marihuany może być też źródłem problemów, chodzi przede wszystkim o sytuacje gdzie pacjent / użytkownik chce spożyć konopie w dyskrecji.

Dlatego kanadyjska firma postanowiła wprowadzić na rynek nowość – marihuanę bez zapachu.

Firma CannabCo Pharmaceutical poinformowała, że ​​jej produkt, który nazwano Odourless OG co można przetłumaczyć jako „Bezzapachowy OG„, jest już dostępny w sprzedaży u ponad 300 licencjonowanych sprzedawców detalicznych marihuany w Ontario. Odourless OG ma stężenie THC na poziomie 32%.

Jak powstaje marihuana bez zapachu?

Pierwsze produkty, które trafiły na półki sklepowe w Ontario, to 0,5-gramowe gotowe skręty o zawartości THC ok. 32%. Jak opisują analitycy branży, jest to zupełnie nowa kategoria produktów na rynku rekreacyjnym.

W jaki sposób powstaje taki susz? Jest to w pierwszej kolejności selekcja konkretnego fenotypu do dalszej hodowli roślin, które mają określone cechy. O ile normalnie hodowcy zioła na całym świecie chcą uzyskać jak najwięcej terpenów o tyle w przypadku zioła bez zapachu selekcjonowano te rośliny, które produkują mniej terpenów przy jednoczesnej produkcji wysokich stężeń kannabinoidów, głównie THC. Ale to oczywiście nie wszystko.

Odourless OG jest uprawiany z wykorzystaniem opatentowanej  technologii PureScent™, stosowanej po zbiorach. Proces ten selektywnie redukuje specyficzne związki lotne odpowiedzialne za intensywny, utrzymujący się zapach dymu, zarówno podczas przechowywania w temperaturze pokojowej, jak i aktywnego spalania. Mówiąc najprościej jest to zabieg usuwania terpenów z kwiatów.

Takie zabiegi z pewnością wpływają nie tylko na zapach ale i na działanie produktu, które zapewne jest znacznie słabsze aniżeli w przypadku suszu z dużą ilością terpenów. Jednak czy produkt jest faktycznie „gorszy” od klasycznego zioła? Tego można się dowiedzieć jedynie testując marihuanę bez zapachu czego jeszcze nie miałem okazji zrobić.

Kiedy po raz pierwszy ogłosiliśmy bezwonną marihuanę, natychmiast pojawiły się pytania, czy jest ona „prawdziwa”. Dziś rozmowa przeniosła się na temat dostępności detalicznej i szerszej dystrybucji

– powiedział Mark Pellicane, prezes i dyrektor generalny CannabCo

Niezależne testy laboratoryjne przeprowadzone przez firmę Scentroid, zajmującą się pomiarami węchowymi, wykazały, że kwiaty od CannabCo generują znacznie niższe stężenia związków zapachowych niż tradycyjne odmiany konopi w kontrolowanych warunkach palenia. Rezultatem jest dym, który minimalizuje utrzymujące się zapachy na ubraniach, włosach i współdzielonych pomieszczeniach, takich jak mieszkania czy apartamenty, gdzie ograniczenia nakładane przez właścicieli i przepisy miejskie często stwarzają problemy dla użytkowników ziela / pacjentów medycznej marihuany.

Przeczytaj też: Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity czyli jak patent stał się „wiedzą”

Póki co produkt sprzedaje się dobrze, a czas pokaże czy to tylko chwilowa fascynacja i chęć spróbowania czegoś nowego, czy może jednak wielu użytkowników zostanie miłośnikami marihuany bez zapachu.

Reklama

Dotarcie do ponad 300 punktów sprzedaży detalicznej w Ontario to ważny krok milowy na wczesnym etapie

– powiedział Mark Novak, dyrektor operacyjny CannabCo. „Zapewnia to komercyjną walidację marihuany o obniżonym zapachu i wspiera możliwość rozwoju tej kategorii poza Ontario”, dodał.

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy kupionej u lokalnego dilera? To pytanie przewija się na różnych forach odkąd do naszych aptek trafił medyczny susz. Jakie są zatem różnice pomiędzy tymi dwoma produktami? Czy to prawda, że tylko w aptece kupisz standaryzowany susz? Dlaczego kupowanie zioła od dilera to ryzyko nie tylko kłopotów z prawem ale i zdrowiem? Na te oraz inne związane z tematem pytania odpowiedź znajdziesz w artykule.

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy?

Ten temat był już poruszany w różnych miejscach, mimo to, takie pytanie pojawia się w sieci nadal dość często.

Zatem czym różni się marihuana a apteki od tej z ulicy?

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy – APTEKA

Susz medycznej marihuany kupowany w aptece jest oficjalnie zarejestrowany jako surowiec farmaceutyczny do wytwarzania leków recepturowych, nie jest natomiast zarejestrowany jako lek.

Jednak zarówno leki jak i surowce farmaceutyczne produkowane są w takim samym farmaceutycznym reżimie. Dodatkowo medyczna marihuana jest zarejestrowana jako surowiec wziewny, czyli do waporyzacji / palenia. To istotne ponieważ surowiec farmaceutyczny przeznaczony do inhalacji ma jeszcze większy sanitarny reżim produkcji niż surowiec do np. połykania.

A ponieważ jest to produkt medyczny, jest on sprawdzany pod kątem patogenów czy zanieczyszczeń oraz pozostałości nawozów i pestycydów. Dlatego pacjent korzystający z medycznych konopi ma pewność, że produkt nie zawiera żadnych zanieczyszczeń takich jak pleśnie czy pestycydy.

A jeżeli interesuje cie jak wygląda uprawa medycznych konopi to koniecznie sprawdź nasz reportaż z niemieckiej uprawy Aurory o T U T A J

Susz z apteki jest też standaryzowany co oznacza, że każde kolejne opakowanie danej odmiany będzie na pacjenta działać tak samo na przestrzeni lat.

Medyczna marihuana – odmiany

Nabywając marihuanę w aptece zawsze wiadomo jaką odmianę kupujesz, w przeciwieństwie do zakupów „na ulicy”, w przypadku których nigdy nie wiadomo co otrzymasz, ale do tego zaraz dojdziemy.

Jakie zatem odmiany są wykorzystywane do produkcji medycznej marihuany?

Dokładnie te same, które można kupić na dowolnej stronie z nasionami konopi indyjskich. Jeżeli mieszkasz w kraju gdzie uprawa konopi indyjskich na własne potrzeby jest legalna możesz uprawiać kilka roślin z dokładnie tych samych nasion odmian konopi, które są dostępne na receptę w aptece.

Jednak nie nastawiaj się wtedy, że uzyskasz dokładnie taki sam susz jak ten z apteki, pomimo tego, że użyłeś tej samej odmiany. Wynika to z rozbieżności genetycznej występującej w ramach jednej odmiany, wiedzą o tym ci, którzy z uprawą konopi mają jakiekolwiek doświadczenie.

Obecny rynek nasion wygląda tak, że 10 nasion tej samej odmiany może dać 10 zbliżonych, ale jednak różnych roślin zarówno pod względem wielkości jak i ich działania.

Producenci medycznej marihuany sadzą np. 10 roślin z tej samej odmiany po czym wybierają jedną najbardziej odpowiadającą im roślinę i ją klonują czyli robią sadzonki / rozsady. To sprawia, że każda roślina ma potem te same cechy co roślina matka, z której pobrano sadzonki. Proces ten jest pokazany w podlinkowanym wyżej materiale z upraw Aurory.

Marihuana z ulicy

No dobra, temat medycznego suszu wyjaśniony, teraz skupmy się na marihuanie z nielegalnych źródeł.

Największym problemem nie jest to, że nie wiadomo jaką odmianę palisz, nie możesz zatem dobrać odpowiedniego suszu, który by np. pobudzał czy odwrotnie – działał nasennie i przeciwbólowo.

Największy problem to to, co znajduje się w takim suszu. A są to:

  • pozostałości nawozów
  • metale ciężkie
  • pestycydy
  • syntetyczne kannabinoidy
  • różne dodatki zwiększające masę, np. cukier (uprzednio rozpuszczony w wodzie, którą spryskano susz)

Największym zagrożeniem są syntetyczne kannabinoidy, których jest obecnie cała masa, a którymi grupy przestępcze spryskują susz CBD i następnie sprzedają taki susz CBD + oprysk syntetykami sprzedają jako marihuanę. Zjawisko w ostatnim czasie przybrało na sile, póki co media i GIS opisują to jako „nową falę dopalaczy”.

Opisany zabieg stosowany grupy przestępcze ma dla nich wiele plusów. Po pierwsze taki susz spryskany syntetykami jest zwyczajnie tańszy bo kosztuje ok 2000 do 3000 zł za kilogram, a jednocześnie jest to dla nich znacznie mniejsze ryzyko ponieważ testy narkotykowe nie wykrywają syntetycznych kannabinoidów, a jedynie THC, zatem teoretycznie taki susz jest w pełni legalny. Należy jednak pamiętać, że to są nieznane substancje, a po niektórych takich kannabinoidach dochodziło już nawet do śmierci, jest to realne zagrożenie dla zdrowi i życia.

A skala tego zjawiska jest w naszym kraju (ale też np w Czechach) jest bardzo duża, lada dzień opiszemy to szczegółowo.

Istnieje jeszcze jedna strefa – nielegalnie sprzedawany susz pochodzący z legalnych upraw w np. USA, taki susz w ostatnim czasie jest do Europy przemycany w dużych ilościach, pisaliśmy o tym T U T A J.

Ryzyko spożywania takiego suszu jest mniejsze, ale nadal znacznie większe niż w przypadku zioła z apteki.

Największym zagrożeniem w tym przypadku są pestycydy, których w produktach pochodzących z legalnych upraw jest jak się okazuje bardzo dużo, co potwierdziły ostatnie kontrole na tym polu w USA, gdzie 90% przebadanych próbek zawierała pozostałości.

Reklama

Konkluzja jest prosta – marihuana z apteki jest zwyczajnie bezpieczniejsza i zawsze wiesz co kupujesz. Cenowo też jest taniej niż na ulicy.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – do takich wniosków doszli „naukowcy”, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na ten temat. Oczywiście temat podłapały już media na całym świecie więc i w polskiej prasie też się coś na ten temat lada dzień pojawi. Ale jak to możliwe, skoro od zawsze wiadomo, iż ziele działa uspokajająco i wyciszająco? Uspokajamy – to wszystko manipulacja i to bardzo słaba ponieważ wystarczy przeczytać podsumowanie wyników, aby zorientować się, że ktoś tu chce nas oszukać, a biznesowe lobby anty-konopne wchodzi na nowy poziom straszenia społeczeństwa agresją po użyciu konopi. Bo powiedzmy sobie jasno – większość ludzi nie zweryfikuje wyników badania, nawet ich nie poszukają. Będą natomiast wierzyć w to, co przeczytali w swojej ulubionej prasie, radiu czy telewizji. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – wynika z nowego przeglądu badań. Uspokajamy, to manipulacja.

Rosnąca popularność marihuany związana z większą świadomością społeczną oraz zalewającą świat falą legalizacji czy też depenalizacji zioła, to problem dla m.in. branży alkoholowej, potężny problem. Po pierwsze obecni młodzi dorośli (18 – 30 lat) świadomie rezygnują z alkoholu zdając sobie coraz częściej sprawę z jego dużej szkodliwości. Po drugie, starsi dorośli (30+), w krajach gdzie zioło zostało zalegalizowane, co raz częściej wybierają produkty konopne zamiast alkoholu. Ostatnio informowaliśmy, iż w USA doszło do sytuacji, gdzie każdego dnia więcej obywateli używa marihuany niż alkoholu czy papierosów, przeczytasz o tym T U T A J.

Dlatego niech was nie dziwi narastająca fala „wyników badań”, które wskazują marihuanę jako źródło wszelkiego zła na świecie.

Reklama

Teraz, opublikowane kilka dni temu na stronie Uniwersytetu Cambridge wyniki przeglądu badań mają wskazywać, iż marihuana prowadzi do wzrostu przemocy. Tylko, że to nie jest coś, co wynika z przedstawionej metaanalizy badań, a mimo to ich wyniki noszą tytuł „Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji”. Manipulacja jest widoczna gołym okiem już od pierwszych dwóch zdań streszczenia wyników metaanalizy.

Używanie konopi indyjskich jest znanym czynnikiem ryzyka niekorzystnych skutków dla zdrowia psychicznego, w tym psychozy, która często wiąże się z agresją. Jednak konkretny wpływ używania konopi indyjskich na ryzyko przemocy pozostaje niejasny.

-piszą autorzy.

Konopiami zajmuję się zawodowo od blisko dwóch dekad, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć przypadku agresji powodowanej marihuaną, a mimo to autorzy piszą o „częstej agresji” i psychozach, których występowanie wśród użytkowników ziela jest tak naprawdę nieznacznie większe od populacji, która marihuany nie używa i występuje wśród osób mocno zioła nadużywających. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy, że wpływ zioła na agresje jest nadal niejasny, co jednak chyba autorom umknęło podczas ustalania tytułu dla wyników badań.

Dalej we wstępie czytamy, że:

Chociaż negatywny wpływ używania konopi na zdrowie fizyczne i psychiczne został szeroko zbadany, znacznie mniej uwagi poświęcono szkodom wyrządzanym innym, w tym przemocy interpersonalnej.

To zdanie jest oczywiście kompletną bzdurą ponieważ nie ma badań, których wyniki wskazywałyby, że używanie marihuany ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, no chyba, że marihuana jest ostro nadużywana, wtedy zdarzają się sytuacje negatywnego wpływu na psychikę użytkownika. Pamiętajcie, że marihuany używa cała masa sportowców – najszybszy człowiek na ziemi używa marihuany, najszybszy człowiek w wodzie używa marihuany, 80% graczy NBA przyznaje się do używania marihuany, której używają także w WNBA czy NHL – najlepszej lidze hokeja na świecie. Gdyby zioło szkodziło fizycznie – raczej by z niego zrezygnowali tak jak z alkoholu, którego sportowcy używają bardzo mało.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – metaanaliza

Czym w ogóle jest metaanaliza? Jest to zaawansowana metoda statystyczna, która łączy i analizuje wyniki wielu niezależnych badań naukowych dotyczących tego samego zagadnienia, aby uzyskać jeden, bardziej wiarygodny i precyzyjny wynik.

W tym przypadku z tysięcy badań wybrano 63.

metaanaliza, przeprowadzona zgodnie z wytycznymi PRISMA, zsyntetyzowała dowody z 63 recenzowanych badań (N = 265 079) zidentyfikowanych za pomocą przeszukiwań baz MEDLINE, EMBASE i PsycINFO do listopada 2024 r., aby wyjaśnić związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą, zarówno w roli sprawcy, jak i ofiary. Modele efektów losowych ujawniły, że użytkownicy konopi indyjskich są znacznie bardziej narażeni na popełnianie aktów przemocy.

-czytamy w podsumowaniu metaanalizy.

Dalej czytamy, że:

Chociaż wcześniejsze przeglądy systematyczne badały związek między używaniem konopi a przemocą w wybranych populacjach, nie przeprowadzono kompleksowego przeglądu systematycznego ani metaanalizy syntetyzującej dowody zarówno w populacji ogólnej, jak i u pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, uwzględniając zarówno sprawców, jak i ofiary. Dlatego przeprowadziliśmy kompleksowy przegląd systematyczny i metaanalizę, aby zbadać związek między używaniem konopi a udziałem w aktach przemocy. Skupiliśmy się w szczególności na dwóch grupach: użytkownikach konopi (a) w populacji ogólnej oraz (b) wśród pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Uznając złożoną zależność między używaniem konopi a skutkami przemocy, zbadaliśmy również potencjalne źródła heterogeniczności badań, w tym różnice w ich projektach. Zasadniczo, niniejsze badanie ma na celu wyjaśnienie, czy i w jakim stopniu używanie konopi jest powiązane z występowaniem przemocy.

Podsumowanie wniosków przez autorów

We wstępie do podsumowania czytamy:

Ogólnie rzecz biorąc, nasze wyniki wskazują na zwiększone ryzyko stosowania przemocy interpersonalnej, w tym poważnych form przemocy, takich jak napaść zaostrzona, agresja seksualna, bójki i rabunek, wśród użytkowników konopi. Wysoki efekt skali dla liczby wyroków skazujących za przemoc wśród użytkowników konopi ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę skalę tej przemocy i prawdopodobnie większą wiarygodność tych danych niż samoocena.

-napisali autorzy.

Jednak ci sami autorzy w żaden sposób nie potrafią wytłumaczyć w jaki sposób konopie indyjskie miałyby powodować agresję. W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że picie herbaty prowadzi do zabójstw, bo wiecie, zapewne zdecydowana większość zabójców pije herbatę. Panowie „naukowcy” zapomnieli, że korelacja nie równa się przyczynowości i na siłę starają się wymyślać różne „powody mające na to wpływ”, jednak sami przyznają, że nie wiedzą w jaki sposób marihuana może być przyczyna agresji.

Możliwe wyjaśnienia związku między używaniem konopi, zwłaszcza w dużych dawkach, a przemocą obejmują upośledzenie uwagi, funkcji wykonawczych, hamowania i zdolności rozwiązywania problemów. Ponadto w okresach odstawienia marihuany osoby mogą odczuwać drażliwość, lęk, niepokój i zaburzenia funkcjonowania, co może prowadzić do agresji.

-tak tłumaczą to „naukowcy”, zajmujący się ową nieszczęsną metaanalizą dodając też, iż:

Co najważniejsze, regularne używanie konopi zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia paranoi, powodując, że osoby interpretują neutralne bodźce jako potencjalnie zagrażające, co prowadzi do przekonania, że ​​muszą się bronić.

To jest dość ciekawa retoryka, jakoby użytkownicy marihuany, którzy używają jej regularnie mają paranoje i to tak silną, że prowadzi do atakowania innych ludzi bo są oni odbierani jako zagrożenie. Przecież to jest propaganda rodem z USA w latach głębokiej konopnej prohibicji, w trakcie której wmawiano ludziom, że palacze marihuany to agresywni gwałciciele.

To tez nas bardzo rozbawiło, aczkolwiek jest to śmiech przez łzy, ponieważ „naukowcy” napisali:

Ponadto użytkownicy marihuany wykazują tendencję do wyższego poziomu impulsywności i angażowania się w bardziej ryzykowne zachowania, co może prowadzić do antyspołecznych i przestępczych działań w ramach ich stylu życia.

Użytkownicy marihuany i impulsywność oraz agresja? Tego jeszcze nie grali, a my mamy wrażenie, że czytamy opis działania alkoholu, a nie konopi.

W podsumowaniu napisano też, że:

 Używanie konopi indyjskich często współwystępuje z szeregiem czynników indywidualnych, społecznych i środowiskowych, w tym impulsywnością, cechami antyspołecznymi, niekorzystnymi warunkami społeczno-ekonomicznymi i narażeniem na przemoc w środowisku, które mogą niezależnie przyczyniać się do ryzyka przemocy.

I w tym zdaniu ukryta jest część prawdy o omawianej metaanalizie. Bo to nie jest tak, że osoby, które używają marihuany są antyspołeczne czy impulsywne właśnie ze względu na marihuanę. To się wiąże z tym, że grupy wykazujące pewne antyspołeczne zachowania są osobami, które jednocześnie korzystają z konopi, jednak sam fakt ich impulsywności czy antyspołecznego podejścia nie wynika z używania marihuany, bo korelacja nie oznacza przyczynowości. Równie dobrze można powiedzieć, że osoby jedzące mięso to złodzieje bo 80% skazanych złodziei je mięso.

A na koniec podsumowania „naukowcy” stwierdzają, że w sumie to nie marihuana ale wiele nakładających się na siebie czynników prowadzi do agresji, a że w tytule wyników napisali, że marihuana powoduje wzrost agresji? Kto by się tam przejmował, ważne, że środowisko, któremu zależy na takiej narracji dobrze zapłaciło.

Dostępne dowody sugerują zatem, że związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą prawdopodobnie odzwierciedla wiele wzajemnie oddziałujących na siebie ścieżek, a nie pojedynczy bezpośredni mechanizm przyczynowy.

-piszą autorzy

W przeglądzie naukowcy stwierdzili też, że użytkownicy marihuany częściej są też ofiarami przemocy, jednak w podsumowaniu znowu piszą, że w sumie to chuj wie czemu:

Związek, który odkryliśmy między używaniem konopi a byciem ofiarą, choć słaby, może odzwierciedlać zwiększoną podatność, a nie bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Użytkownicy konopi mogą narażać się na ryzykowne sytuacje. Mogą utrzymywać kontakty z rówieśnikami, którzy używają substancji psychoaktywnych lub dopuszczają się przestępstw, zwiększając w ten sposób swoją ekspozycję na przemoc. Zatem zarówno rozhamowanie behawioralne, jak i środowisko społeczne mogły przyczynić się do zwiększonego ryzyka bycia ofiarą.

-piszą autorzy metaanalizy.

O innej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J. Do tego dochodzi niedawne badanie, którego wyniki stwierdzają, że marihuana nie pomaga w walce ze stresem, co też jest manipulacją, a przeczytasz o tym T U T A J.

Reklama

Żyjemy w czasach gdzie nauka się sprzedała, a naukowcy za odpowiednią stawkę wykażą co tylko chce zleceniodawca. Pamiętajcie o tym.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-nastolatek pod wpływem marihuany nożem zaatakował personel medyczny w tamtejszym szpitalu? Wiadomo, że był pobudzony, zachowywał się nieracjonalnie, a kontakt z nim był utrudniony. Nic nie wskazuje, że był on pod wpływem marihuany, bardziej jakiś stymulantów. Natomiast inne zdanie ma Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Maria Topolska, która napisała w swoim felietonie, że takie wydarzenia to skutek wystawiania przez lekarzy recept na medyczne konopie oraz, że nastolatek z Jastrzębia był „naćpany marihuaną” – co jest kłamstwem i zwykłą manipulacją białostockiej lekarz, która nie wiedzieć czemu jest przeciwnikiem pacjentów medycznej marihuany. Zadzwoniłem do pani Topolskiej i to co usłyszałem jest karygodne. Jest to pierwszy z serii zaplanowanych artykułów na temat szkodliwej działalności OROZ z Białegostoku.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-latek był pod wpływem marihuany i dlatego zaatakował nożem personel szpitala – twierdzi OROZ Małgorzata Topolska

Mężczyzna wtargnął do szpitala 25 czerwca około godziny 18. Miał ze sobą ostre narzędzie. W ataku poszkodowane zostały cztery osoby – lekarz, pielęgniarka i dwie pacjentki.

Cztery osoby są poszkodowane. Jest mi strasznie trudno o tym mówić, ponieważ dotyczy to moich znajomych, kolegów z pracy, i także dwóch pacjentek, które były pod naszą opieką

– mówił ordynator oddziału chirurgii dr Artur Ploch.

Reklama

Jak przekazał, pielęgniarka została lekko ranna, natomiast pozostałe trzy osoby – doktor, który miał obezwładnić napastnika, i dwie pacjentki – mają rany kłute klatki piersiowej, a jedna z nich również rany na szyi.

Wszyscy pracownicy i myślę, że nie tylko, wstrząśnięci są tym aktem agresji. Trzeba tutaj wspomnieć, że ordynator oddziału własnym ciałem, takim bohaterskim czynem, obezwładnił go [nożownika – red.] ostatecznie i on go przytrzymał do przyjazdu policji

– poinformował dyrektor szpitala Robert Ostrowski.

Zatrzymany został mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju. Był trzeźwy. Wstępne badania potwierdziły, że był pod wpływem narkotyków

– poinformowała asp. szt. Halina Semik.

Jedyna informacja co do stanu trzeźwości, jaka pojawia się w przekazach medialnych dot. tej sprawy, to informacja, że napastnik nie był pod wpływem alkoholu ale był pod wpływem narkotyków. Jakich? Tego do informacji nie podano. Nigdzie.

Natomiast Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Topolska, w swoim felietonie zamieszczonym na stronie Okręgowej Izby Lekarskiej wprost stwierdza, iż napastnik był pod wpływem marihuany, a w ogóle takich sytuacji można by uniknąć gdyby… lekarze przestali wypisywać medyczną marihuanę.

Może naćpany wypisanymi przez was „lekami” kierowca spowoduje wypadek i kogoś zabije. A może, jak w Jastrzębiu-Zdroju, naćpany ziołem zaatakuje i rani personel medyczny

-stwierdza w swoim felietonie pani Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy

Artykuł Małgorzaty Topolskiej pokazuje jej stosunek do medycznej marihuany, pacjentów z niej korzystających oraz przepisujących konopne terapie lekarzy. Twierdzi ona, że lekarze to dilerzy, a pacjenci to ćpuny.

Białostocka OROZ rzuca poważne oskarżenia, które w sporej części są zwykłymi kłamstwami i niczym nie potwierdzonymi wymysłami autorki felietonu. Gdy poprosiłem komentarz oraz źródła podawanych informacji pani OROZ zaczęła na każde moje pytanie odpowiadać regułką „jeżeli uważa pan, że złamałam prawo proszę iść z tym do odpowiedniego sądu.”

W naszej opinii wypowiadanie się OROZ czy jakiegokolwiek lekarza o pacjentach „ćpuny”, a o lekarzach „dilerzy” jest oburzające i niedopuszczalne – nie może być na to zgody pacjentów oaz lekarzy.

Dlatego zachęcam do składnia protestów oraz wniosków o postępowanie dyscyplinarne dla pani Małgorzaty Topolskiej na adres mailowy bialystok@hipokrates.org

Reklama

Do tematu wrócimy jeszcze w tym tygodniu analizując cały felieton, a dokładniej jego rozdział poświęcony medycznej marihuany ponieważ nie można tego tak zostawić.

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce to temat, który w ostatnich latach pojawia się w mediach regularnie, jednak kompletnie nic z tego nie wynika, a politycy traktują go jako „kiełbasę wyborczą” lub nośny temat, który pomoże wypromować nowe ugrupowanie w polskim parlamencie. Dodatkowo osoby, które rzekomo działają na rzecz konopi (Wolne Konopie, Lewica), w ostatnim czasie zaszkodziły sprawie konopnej tak bardzo jak nikt inny. Jakie są zatem szanse na liberalizację prawa dot. konopi w najbliższym czasie?

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – co z projektem ustawy?

Nasz ostatni artykuł dot. tego tematu był zatytułowany „Depenalizacji nie będzie – ocena Biura Ekspertyz i Skutków Regulacji nie zostawiła na projekcie suchej nitki”. Pisaliśmy w nim m.in.:

„Depenalizacji marihuany nie będzie, a na pewno nie w takiej formie, jak proponuje KP Centrum – opinia Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji nie pozostawia na projekcie suchej nitki, a to nie jedyny problem ponieważ projekt nie ma lekko także w sejmowych Komisjach. BEiOSR wskazało przede wszystkim na błędy natury prawnej, które uniemożliwiają przyjęcie projektu w takiej formie. Czy zatem złożenie projektu miało służyć jedynie wypromowaniu nowego klubu parlamentarnego? BEiOSR ciekawie podchodzi tez do wyników konsultacji społecznych, gdzie padł historyczny rekord wypełnionych ankiet, a w analizie skutków społecznych manipuluje danymi na niekorzyść konopi. Nadal pojawiają się argumenty, że trzeba chronić społeczeństwo przed konopiami, bo przez nie ludzie sięgają po mocniejsze używki. Napisano też, że w sumie marihuana jest już legalna, wystarczy iść do apteki!„

Reklama

Cały artykuł znajdziesz T U T A J .

Czy coś w tej sprawie od tamtego czasu, czyli początku lipca, coś się wydarzyło?

W odpowiedzi na nasz artykułu, konopne szkodniki czyli Wolne Konopie i Łukasz Rydzik poinformowali, iż to co napisaliśmy nie jest prawdą, że to fake news dla kliknięć oraz, że to nie Biuro Ekspertyz zatwierdza ustawy – co jest poważną manipulacją. Do tego dorzucili kłamstwo, jakoby była to ich ustawa – co jest zwykłym i celowym wprowadzaniem w błąd gdyż nie mają oni z nią kompletnie nic wspólnego, jest to projekt KP Centrum Ryszarda Petru.

Tak, to posłowie w ramach głosowania decydują czy prawo zmienić czy jednak nie. Jednak zanim dojdzie do głosowania projekt musi być należycie przygotowany i przejść całą drogę legislacyjną. Tak, to posłowie decydują o przyjęciu nowego prawa jednak, aby w ogóle doszło do głosowania projekt nie może zawierać błędów natury prawnej, a ten złożony przez Petru jest prawnie nie do obrony, o czym pisaliśmy w artykule podlinkowanym wyżej.

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – stan na dzisiaj

Czy Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. jest jeszcze możliwa? Projekt na początku lipca został skierowany do Sejmowej Komisji Zdrowia, której przewodnicząca z góry informowała, że projektu nie przyjmie.

I tu warto się na chwile zatrzymać. Bo dlaczego Komisja Zdrowia jest aż tak bardzo przeciwna projektowi, skoro jeszcze nie tak dawno resort zdrowia sam postulował depenalizację marihuany? O pomyśle Ministerstwa Zdrowia, że należy zdepenalizować marihuanę pisaliśmy T U T A J.

Skąd zatem tak radykalna zmiana zdania?

Zawdzięczamy to szkodnikom z Wolnych Konopi: Łukaszowi Rydzikowi, Andrzejowi Dołeckiemu, Przemkowi Ratowiczowi, a przede wszystkim – Jakubowi Gajewskiemu.

W skrócie: Wolne Konopie zostały zaproszone do resortu zdrowia, aby omówić kwestie depenalizacji, inicjatorem było Ministerstwo Zdrowia. Panowie z WK na spotkaniu zostali poinformowani, że informacje na ten temat mają na tym etapie nie być ujawniane. Natomiast Gajewski chcąc najpewniej podbudować swoje ego natychmiast po wyjściu z sejmu poinformował na swoich social mediach o wszystkim co się działo podczas spotkania ujawniając poufne informacje, które zobowiązał się chwilę wcześniej zachować dla siebie.

Od tamtej pory resort zdrowia jest przeciwny zmianie prawa.

Projekt ustawy został jednak wycofany z Komisji Zdrowia i skierowany do prac w Komisji Sprawiedliwości. Co ciekawe, Wolne Konopie oraz Łukasz Rydzik (Lewica) przedstawiają ten fakt jako swój sukces, jednocześnie ani słowem nie wspominają, że negatywne nastawienie szefowej Komisji Zdrowia to ich zasługa.

Na dzień dzisiejszy nadal nie wiadomo kiedy Komisja Sprawiedliwości się nad tematem pochyli.

Jedno natomiast jest wg nas pewne – projekt ustawy w obecnej formie nie przejdzie, chociaż oczywiście bardzo chciałbym się w tej kwestii mylić.

Reklama

Natomiast co do Wolnych Konopi – już wkrótce na naszym portalu pojawi się obszerny materiał opisujący ich szkodliwą działalność z ostatnich 13 lat czyli od momentu gdy zostali formalnie zarejestrowani jako stowarzyszenie. Niestety ostatnie kilkanaście lat to same porażki WK i ani jednego konkretnego sukcesu. Zniszczenie polskiego aktywizmu konopnego, oszukanie wielu ludzi, zero zrealizowanych celów własnych, szkodzenie tam gdzie zostali zaproszeni do współpracy, działanie na szkodę branży konopi siewnych oraz działanie na szkodę pacjentów medycznej marihuany – to wszystko opiszemy już niebawem. Bo nie może być tak dalej, że konopie w tym kraju reprezentują ludzie, którzy prywatnie od jakiegoś czasu są ich przeciwnikami, którzy bezpośrednio odpowiadają za to, że medyczne konopie zostały wrzucone do jednego worka z fentanylem i nie można ich przepisywać w ramach konsultacji online, a odpowiedzialni za to Gajewski, Rydzik, Ratowicz i Dołecki powinni zniknąć z polskiej przestrzeni konopnej. Dla dobra konopi.

Reklama

Medyczna marihuana – w Warszawie powstał nowy gabinet stacjonarny, który znajduje się na tzw. patelni czyli przy wejściu do metra centrum. Poradnia jest dobrze ulokowana ponieważ do centrum można bez problemu dostać się z każdej części miasta komunikacją miejską, a do tego sąsiaduje z apteką, która ma bardzo dobre ceny jeżeli chodzi o medyczny susz. A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy na wizyty, które i tak są w przystępnej cenie regularnej. Więcej informacji w tekście.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia na patelni czyli w samym centrum miasta

Terapia medycznymi konopiami zyskuje w Polsce na popularności o co raz większa liczba pacjentów rozpoczyna taką formę terapii.

I nic w tym dziwnego ponieważ medyczna marihuana może się doskonale sprawdzić przy takich przypadłościach jak m.in.: Ból, przewlekły ból, fibromialgia, problemy z apetytem, endometrioza, terapii nowotworów, bezsenności i wielu innych.

Reklama

Największą zaletą terapii konopnej jest całkowity brak skutków ubocznych poza odurzeniem. Tak, to jedyna terapia, która pomagając na jedną konkretną jednostkę chorobową, nie naraża reszty organów na jakiekolwiek ryzyko powikłań i działań nie porządanych.

A teraz Warszawiacy oraz bywalcy stolicy mają nową poradnię terapii konopnej, która otwarła się w samym centrum na doskonale znanej w Warszawie „patelni”, czyli przy wejściu/wyjściu z metra centrum.

medyczna marihuana w warszawie
Nowy gabinet terapii konopnych w Warszawie, znajduje się w miejscu, które zna każdy mieszkaniec miasta i nie tylko

A ponieważ gabinet znajduje się na patelni to łatwo do niego dojechać z każdego zakątka miasta, a nawet spod Warszawy ponieważ wysiadając na stacji Warszawa Centralna – jesteś prawie na miejscu bo gabinet znajduje się jakieś 4 minuty od dworca i Złotych Tarasów.

Od razu obok znajdziesz też aptekę, która w swojej ofercie posiada medyczną marihuanę, a ich ceny są bardzo przystępne.

W gabinecie jednocześnie przyjmuje dwóch lekarzy, którzy są fachowcami i znają się na terapiach z zastosowaniem medycznej marihuany.

Wizytę umówisz po kliknięciu „Umów wizytę” i wyborze miasta, zrobisz to T U T A J.

A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy działający do końca września, wystarczy, że umawiając wizytę w polu „kod rabatowy” wpiszesz WEEDNEWS i automatycznie otrzymasz upust 20% od ceny regularnej, która sama w sobie jest też przystępna.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia w samym centrum miasta.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli mamy kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi. Światowe w tym polskie media w ostatnich dniach obiegły artykuły opisujące eksperyment, z którego rzekomo wynika, iż ziele konopi nie pomaga redukować stresu, że wynik jest słabszy niż przy placebo i tego typu podobne kłamstwa. Ani jedna redakcja nie wspomniała, że to badanie w żadnym wypadku nie może oddawać działania zioła ponieważ było przeprowadzone na wyizolowanym THC, a nie z użyciem konopi, a to kolosalna różnica. Oprócz dużych reakcji, których informacje z założenia należy traktować z dystatnsem, o wynikach badań w przekłamany sposób informują serwisy typu SprawdzamTo.pl, które sprawiają wrażenie niezależnych komentatorów, a tak na prawdę mocno mijają się z prawdą i wprowadzają w błąd dokładnie tak samo jak pozostałe media.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi

W ostatnich latach badań nad marihuaną i kannabinoidami przybywa rok do roku co głównie wynika z liberalizacji prawa dot. konopi indyjskich w różnych częściach świata.

Niestety nader często badania mające opisywać działanie marihuany w konkretnych przypadkach (np. ból, bezsenność, brak apetytu czy PTSD), a raczej sposób opisywania tych wyników – jest poważną manipulacją.

Reklama

Portal SprawdzamyTo.pl pisze tak:

„Czy marihuana naprawdę redukuje stres? Weryfikujemy. Wielu użytkowników marihuany sięga po nią, żeby się uspokoić i zmniejszyć napięcie. Nowe badanie kliniczne pokazuje jednak ciekawy paradoks: po marihuanie uczestnicy czuli mniejszy stres, ale podobną poprawę deklarowały osoby, które dostały placebo. Tymczasem reakcje ich organizmów szły w różnych kierunkach.”

Tylko, że to wszystko jest kłamstwem.

W badaniu probantom nie podawano marihuany, a jedynie wyizolowane Delta-9-THC – a to potężna różnica. Działanie konopi to efekt synergicznego działania wszystkich zawartych w nich substancji, których są setki: Kannabinoidy, terpeny, flawonoidy a nawet sama materia zielona i wiele więcej.

Głównym składnikiem psychotropowym i leczniczym jest oczywiście THC. Jednak to w jaki sposób ono zadziała, czy będzie nas pobudzać, usypiać lub działać przeciwstresowo – zależy od pozostałego składu ziela konopi.

Znajdziemy wiele odmian marihuany, które mają dokładnie taką samą zawartość THC, a mimo to ich działanie jest zupełnie inne. Jedna odmiana zawierająca 20% THC będzie nas mocno usypiać, działać odprężająco i przeciwbólowo podczas gdy inna odmiana o stężeniu THC na dokładnie tym samym poziomie będzie poprawiać apetyt i dodawać energii oraz poprawiać nastrój.

Działanie konopi w głównej mierze definiują dwie grupy zawartych w nich związków – kannabinoidy (nie tylko THC ale także CBG, CBD i inne) oraz terpeny, które odpowiadają za modulacje działania ziela.

Marihuana nie pomaga na stres jak wyglądało badanie

W badaniu wzięło udział 120 regularnych użytkowników marihuany, których podzielono na trzy grupy.

  • Pierwsza grupa otrzymała placebo,
  • druga 20 mg THC,
  • trzecia 40 mg THC.

Następnie badacze sprawdzali ich reakcję po pięciu minutach oraz po godzinie. Mierzono zarówno to, jak zestresowani czuli się uczestnicy oraz reakcje ich organizmów. Naukowcy analizowali poziom kortyzolu, tętno, zmienność rytmu serca oraz przewodnictwo elektryczne skóry.

Wynik: wszystkie trzy grupy deklarowały wyraźny spadek stresu, zarówno po pięciu minutach, oraz po godzinie. Problem w tym, że badacze nie znaleźli dowodów, aby THC zmniejszało subiektywnie odczuwany stres skuteczniej niż placebo.

Mówiąc najprościej – lepiej czuli się zarówno uczestnicy, którzy przyjęli THC, jak i ci, którzy go nie przyjęli.

U osób przyjmujących THC poziom kortyzolu spadał w porównaniu z osobami, które otrzymały placebo, jednak efekt szybko zanikał. Obniżało się także przewodnictwo elektryczne skóry, czyli jeden ze wskaźników pobudzenia układu nerwowego.

Jednocześnie THC zwiększało tętno, szczególnie przy wyższej dawce. Zmienność rytmu serca nie zmieniła się natomiast istotnie w żadnej grupie. Nie powstał więc prosty obraz, w którym po THC wszystkie wskaźniki stresu spadają.

Żadna redakcja ani portal factchekingowy na świecie nawet się nie zająknęły na temat manipulacji i twardo przypisują wyniki THC dla całej rośliny konopi pisząc, że „marihuana nie działa na stres” chociaż nikt tego nawet nie zbadał, zbadano jedynie wpływ wyizolowanego, jednego z setek związków, które określają jak zadziała marihuana, zero jakiejkolwiek rzetelności.

Reklama

O identycznej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – jeśli ktoś ci kiedyś radził, żeby przed waporyzacją zjeść mango, to wiesz, o czym będzie ten tekst. Ta rada ma prostą logikę i zero badań, a jest tylko jedną z wielu „oczywistości” o terpenach, które słyszysz od producentów, aplikacji, portali, a czasem od lekarza lub w aptece: mircen otwiera barierę krew-mózg, humulen zmniejsza apetyt, pinen rozszerza oskrzela. Brzmią konkretnie, brzmią naukowo, powtarza je każdy. W część z nich sama kiedyś wierzyłam. Aż w końcu usiadłam i sprawdziłam je zdanie po zdaniu. Ten artykuł jest o tym, co znalazłam – a raczej o tym, czego nie znalazłam.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny: metodologia

Prowadzę TerpeneAtlas.org, bezpłatną encyklopedię terpenów i porównywarkę odmian z polskich aptek, więc pytanie „a skąd to wiadomo?” w kontekście terpenów zadaję sobie dość często. Postanowiłam więc je zadać także “branżowym pewnikom”. Wzięłam najczęściej powtarzane twierdzenia o 17 terpenach występujących w polskim suszu i sprawdziłam w Pubmed, największej bazy badań naukowych, trzy rzeczy: 

  1. Czy badanie, na które wszyscy się powołują, w ogóle istnieje?
  2. Czy dotyczy konkretnie tego terpenu, czy może jego chemicznego kuzyna albo całej rośliny?
  3. Czy badano ludzi, czy myszy, czy komórki w probówce w laboratorium?

Wynik nie był miły. Większość „faktów” o terpenach odpada już na drugim pytaniu. Poniżej pięć najpopularniejszych mitów o terpenach – zaczynając od tego najbardziej znanego.

Reklama

Marihuana i terpeny: Mit 1 – Mircen pomaga THC przejść przez barierę krew-mózg i nasila działanie psychoaktywne marihuany

To zdanie ma tłumaczyć, dlaczego odmiany z dużą ilością mircenu „uderzają mocniej” i dlaczego ten sam procent THC za jednym razem działa na ciebie silniej, za drugim słabiej.

Wpisałam więc w PubMed „mircen + bariera krew-mózg”. Zero wyników. „Mircen + THC + wchłanianie”. Zero. Nikt tego nigdy nie badał – ani u ludzi, ani u zwierząt.

Dlaczego tyle osób to powtarza? Znalazłam źródło i nie jest nim badanie. To amerykański patent z 2019 roku na produkt konopny do leczenia bólu (US10206888B2), należący do firmy CMG Partners. W jego opisie stoi zdanie, że mircen „obniża opór bariery krew-mózg, pozwalając sobie i wielu innym substancjom przejść przez nią łatwiej i szybciej”. Bez przypisu. Bez badania. Patent to dokument prawny – urząd sprawdza, czy wynalazek jest nowy, a nie czy zdania w opisie są prawdziwe. Ale patenty są w Google, więc to jedno zdanie poszło na blogi o tematyce konopnej, z blogów do ulotek, z ulotek do artykułów – i tak patent stał się farmakologią.

I teraz najciekawsze: terpen, który naprawdę otwiera barierę krew-mózg, istnieje. To borneol – ponad sto badań, dobrze opisany mechanizm, od dziesięcioleci używany w medycynie chińskiej jako „przewodnik” prowadzący inne leki do mózgu. Jego odmiana, deksborneol, jest składnikiem leku na udar zarejestrowanego w Chinach. Tylko że w konopiach borneol występuje śladowo i żaden z obecnych na polskim rynku producentów nie deklaruje jego obecności w profilu terpenowym . Mit nie jest więc całkiem zmyślony – po prostu przypisano go złemu terpenowi.

A skoro mircen niczego nie otwiera, to nie ma większego sensu kolejna “złota rada” dotycząca marihuany.

Mit 2 – zjedz mango przed waporyzacją to efekt będzie lepszy

Logika tego mitu jest prosta: mircen otwiera barierę krew-mózg, mango zawiera mircen, więc zjedzone przed sesją da mocniejszy efekt. Przeczytasz to na każdym chacie i na każdej grupie dotyczącej medycznej marihuany w internecie.

Pierwszą część już znasz. Druga jest równie krucha: mango ma w sobie terpeny, ale rzadko dominującym jest mircen. Cała zawartość związków zapachowych w miąższu to 18–123 mg na kilogram owocu, zależnie od odmiany, a głównym terpenem w większości rodzajów jest 3-karen lub inne terpeny, nie mircen. W badaniu 25 odmian mango z siedmiu krajów mircen dominował zaledwie w jednej – filipińskiej. Mango dostępne w polskich sklepach zawiera zwykle ułamek miligrama mircenu.

Istnieje jedno badanie u ludzi dotyczące mircenu podawanego doustnie – uczestnicy dostawali 15 mg mircenu w kapsułce i mierzono ich kontrolę prędkości na symulatorze prowadzenia samochodu i faktycznie mircen miał negatywny wpływ –  ale to wszystko co wiemy. Jedz mango jeśli lubisz, smacznego, ale nie licz na mocniejsze działanie konopi.

Mircen dostał cudzą właściwość z patentu. Kolejny terpen dostał ją od rośliny, z której wziął nazwę.

Mit 3 – Humulen zmniejsza apetyt

„Humulen tłumi apetyt – w przeciwieństwie do THC”. To zdanie znajdziesz w prawie każdym przewodniku po terpenach, zwykle z dopiskiem, że to dobra wiadomość dla Pacjentów, którzy boją się zwiększonego apetytu.

„Humulen + apetyt” w PubMed: zero. „Humulen + łaknienie”: zero. Dla samego humulenu nie ma ani jednego badania o apetycie.

Mogę jednak domyślić się genezy tego mitu – humulen nosi swoją nazwę od chmielu (Humulus lupulus), a chmiel rzeczywiście hamuje łaknienie – tylko że robią to goryczki chmielowe, nie terpen. I dla nich mamy prawdziwe badania na ludziach: gorzki ekstrakt chmielu zmniejsza ilość zjadanego pokarmu. Ktoś wziął efekt całej rośliny i przypisał go najbardziej znanemu składnikowi zapachowemu. A że humulen znajduje się też w konopiach to ta cecha trafiła do konopi. Mam złą wiadomość – jeśli szukasz odmiany, po której będziesz miał mniejszy apetyt humulen w profilu terpenowym ci tego nie zapewni. 

Dalej w tematyce właściwości pożyczonych – dwa terpeny z polskiego suszu pożyczyły całe swoje CV.

Mit 4 – Selinadien i farnezen „działają przeciwzapalnie” – czyli właściwości pożyczone od sąsiadów

W profilach kilku polskich odmian są selinadien i farnezen, a w opisach mają listy działań: przeciwzapalne, uspokajające, nasenne, przeciwbakteryjne. Sprawdziłam każde.

Selinadien ma w PubMed pięć prac. Trzy o enzymie, który go produkuje, dwie o składzie olejków. O działaniu na jakikolwiek organizm – zero.

Farnezen ma więcej literatury, ale to głównie biotechnologia (produkuje się go w drożdżach jako surowiec na paliwo) i entomologia, czyli nauka o owadach (to feromon alarmowy mszyc). Dane „przeciwzapalne” pochodzą z całych olejków – imbiru, rumianku, mięty – w których farnezen jest jednym z kilkudziesięciu składników. Badań z samym farnezenem u zwierząt czy ludzi nie ma.

Skąd więc listy działań? Z pomyłki nazw. Farnezol – inny związek, alkohol o podobnie brzmiącej nazwie – ma setki badań, i to jego właściwości wędrują do opisów farnezenu. To samo spotkało sabinen: często cytowane badanie „przeciw próchnicy” dotyczyło hydratu sabinenu, czyli czegoś innego. Podobny ruch, tylko z rośliny na składnik, stoi za mitem o humulenie i chmielu. Jeśli o terpenie w literaturze nie ma nic, uczciwe źródło powinno napisać: „brak badań” – i tyle. Dla Ciebie znaczy to jedno: selinadien i farnezen w profilu odmiany to informacja o zapachu, nie o działaniu.

Zostawiłam na koniec mit, który ma dla ciebie największe znaczenie praktyczne, bo dotyczy tego co robisz z suszem, czyli inhalacji.

Medyczna marihuana i terpeny: Mit 5 – pinen rozszerza oskrzela

„Pinen jest bronchodylatatorem, wspiera oddychanie” – to obietnica, którą znajdziesz w kontekście większości odmian pachnących lasem. Czy to prawda? Olejek sosnowy wszak od dawna wdycha się dla łatwiejszego oddychania, a pinen (po angielsku pine oznacza sosnę) to jego najbardziej znany składnik. Analogicznie do humulenu, efekt olejku przeniesiono na najbardziej znany terpen. Jest tylko maleńki problem – sam pinen działa odwrotnie.

W 2010 roku brazylijscy badacze rozłożyli olejek eukaliptusowy zawierający pinen na poszczególne składniki i sprawdzili każdy z osobna na izolowanej tchawicy szczura. Pełna zgoda,  cały olejek sosnowy rozluźniał drogi oddechowe. Ale α- i β-pinen je kurczyły – nasilały skurcz, a nie go łagodziły. Autorzy napisali wprost: to nie pinen odpowiada za rozluźniające działanie olejku. Dla pacjenta z astmą to nie jest szczegół – astma to właśnie choroba nadmiernego kurczenia się dróg oddechowych. Dodatkowo pinen po prostu drażni drogi oddechowe – u zwierząt wykazano to wprost. 

I znów, jak przy mircenie, badania kliniczne dowodzące zbawiennego działania terpenu na drogi oddechowe istnieją, ale dotyczą nie tego terpenu – eukaliptolu. Dowiedziono, że przyjmowany w kapsułkach poprawia czynność płuc u pacjentów z astmą i zmniejsza częstość i nasilenie zaostrzeń choroby u zmagających się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Jeśli leczysz się w Poradni Chorób Płuc nie wybieraj suszu z pinenem wierząc, że ci pomoże – powiedz o swojej chorobie lekarzowi i razem zastanówcie się nie tyle nad odmianą, co nad formą przyjmowania leku. Pamiętaj, że konopie są w Polsce zarejestrowane jako surowiec farmaceutyczny i wybór formy terapii jest szerszy niż susz do waporyzacji – dostępne są kapsułki, ekstrakty, krople do stosowania pod język a nawet czopki (uspokajam, te ostatnie nie są metodą proponowaną przeze mnie jako leczenie pierwszego rzutu). Wybór jest znacznie szerszy niż słoik i młynek.

Medyczna marihuana i terpeny – co to oznacza dla ciebie – pacjenta

Wszystkie pięć mitów łączy jedno: efekt całej rośliny, podobnie brzmiącego związku albo zdanie z patentu przypisano terpenowi, który go nie ma – a przy każdym kolejnym artykule czy poście liczba źródeł “potwierdzających” takie działanie rosła. Dlatego czytając o terpenach pytaj zawsze kto i jak to udowodnił – i kto na tym twierdzeniu zarabia.

W praktyce: nie jedz mango „na wzmocnienie”. Jeśli masz astmę lub POChP, nie licz na pinen – porozmawiaj z lekarzem o formie terapii. I nie szukaj humulenu w profilu terpenowym jeśli narzekasz na zwiększone łaknienie po przyjmowaniu konopi, raczej wybierz susz o niższym stężeniu THC.

Profil terpenowy nadal jest najlepszym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić jedną odmianę od drugiej i zapisać, jak na ciebie działa. Ale pamiętaj, że to narzędzie do obserwacji, nie karta charakterystyki leku i każdy z nas na daną odmianę reaguje indywidualnie. 

Pełne profile terpenowe odmian i właściwości terpenów, z podziałem co jest działaniem wykazanym w badaniach klinicznych, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach a co jest na etapie badań laboratoryjnych, a także podsumowanie realnych opinii pacjentów znajdziesz na www.terpeneatlas.org

Dobór leku nie powinien być zgadywaniem. Będąc w terapii konopnej masz prawo wiedzieć jak działa na ciebie lek, którym jesteś leczony.

Źródła: 

  1. Patent US10206888B2 (CMG Partners, 2019) 
  2. Borneol i bariera krew-mózg – Hu i wsp., Phytomedicine 2024 (PMID 38964157)
  3. Mango – Pino i wsp. 2005 (PMID 15769159) 
  4. Li i wsp. 2017 (PMID 29211747) 
  5. Mircen doustny – Johnson i wsp. 2023 (PMID 37287732)
  6. Chmiel i apetyt – Walker i wsp., Am J Clin Nutr 2022 (PMID 35102364) 
  7. Pinen i tchawica – Lima i wsp. 2010 (PMID 20302920)
  8. Podrażnienie dróg oddechowych przez pinen – Nielsen i wsp. 2005 (PMID 15910405)
  9. Eukaliptol – Worth i wsp. 2009 i 2012 (PMID 19624838, 22978309)

lek. Ewa Jastrzębska – lekarz, prowadzi Pacjentów w terapii konopnej od 2021 roku w ramach Indywidualnej Praktyki Lekarskiej. Autorka www.TerpeneAtlas.org.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity

Reklama

Tajlandia zmieni prawo dot. uprawy i sprzedaży marihuany? Tajski Gabinet oficjalnie przyjął nowe wytyczne, które miałyby zakończyć rekreacyjną sprzedaż ziela w całym kraju. Wg. nowego prawa konopie miałyby być przepisywane jedynie przez lekarza w celach medycznych. Podniesiony ma być także wiek, od którego można legalnie nabywać zioło w Tajlandii. Nowe przepisy mają być odpowiedzią na gigantyczną skalę przemytu konopi z Tajlandii do innych krajów, głownie Europy i USA. Tyle, że już raz przepisy zmieniono, jednak oficjalne przepisy prawa to jedno, a ich stosowanie w życiu codziennym to drugie, taki urok Tajlandii. Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia: Rząd chce zmienić przepisy dot. uprawy i sprzedaży marihuany, czy tym razem coś faktycznie się zmieni?

Latem ubiegłego roku w mediach na całym świecie pojawiły się artykuły mówiące, że Tajlandia zdelegalizowała rekreacyjne używanie i handel marihuaną pozostawiając jedynie rynek medycznych konopi sprzedawanych na receptę.

Bardzo szybko jednak można było się zorientować, iż nowe prawo to jedynie zasłona dymna i to bardzo słaba ponieważ w rzeczywistości – nie zmieniło się kompletnie nic. Szerzej opisywaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Reklama

Problem tajskiego rządu z marihuaną wynika z tego, że tamtejszy rynek jest bardzo mały i pomimo ok. 12 000 punktów sprzedaży zioła na terenie kraju, mało kto robi w nich zakupy. Sytuacja ta doprowadziła do ogromnej nadprodukcji. Na sprzedaż tajskiego zioła na rynku lokalnym nie ma co liczyć, dlatego od jakiegoś czasu kwitnie proceder przemycania marihuany z Tajlandii do innych krajów, głownie europejskich oraz USA, szerzej opisaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Niedawno informowaliśmy, iż ze względu na naciski krajów, do których trafia zielona kontrabanda z Tajlandii, jej premier zapowiedział możliwą zmianę przepisów z ponownym uznaniem marihuany jako narkotyku włącznie, przeczytasz o tym T U T A J .

Tajlandia: Koniec rynku rekreacyjnej marihuany?

22 września tajski Gabinet zatwierdził projekt ustawy regulującej uprawę produkcję i sprzedaż konopi indyjskich. Teraz dokument trafi do Izby Reprezentantów. Nowe przepisy miałyby objąć cały rynek – od upraw po sklepy. Każda uprawa będzie musiała zostać zarejestrowana, a władze będa gromadzić informacje o jej lokalizacji i wielkości. Ma to pozwolić na śledzenie produkcji oraz kontrolowanie jakości produktów trafiających na rynek.

Projekt przewiduje obowiązkowe licencje na uprawę, produkcję, import, eksport i sprzedaż. Standardowo mają być one wydawane na trzy lata. Jednocześnie rząd chce ograniczyć możliwość sprzedaży konopi. Produkty konopne nie będą mogły być sprzedawane osobom poniżej 20 lat, kobietom w ciąży oraz kobietom karmiącym piersią.

Ograniczenia mają obowiązywać również w określonych lokalizacjach, między innymi w pobliżu szkół, świątyń, akademików i parków.
Zakazana ma zostać także reklama i promocja kwiatów konopi, żywicy oraz sprzętu przeznaczonego do palenia,

Projekt wyraźnie przesuwa nacisk na medyczne wykorzystywanie marihuany. Dozwolone mają być również określone zastosowania naukowe.
Za nielegalną uprawę, produkcję, import eksport lub sprzedaż mogą grozić grzywny, a w niektórych przypadkach również więzienie. Kary finansowe przewidziano także za używanie konopi poza dozwolonymi celami

Tylko z tym wszystkim o czym właśnie przeczytaliście jest jeden ale za to bardzo duży problem – te wszystkie regulacje teoretycznie funkcjonują już od zeszłego roku. Jednak w rzeczywistości tylko na papierze, a rekreacyjny rynek funkcjonuje dokładnie tak samo jak funkcjonował wcześniej.

Czy nowe przepisy faktycznie coś zmienią? Ciężko to przewidzieć bo Tajlandia to bardzo specyficzny kraj o czym przekonałem się osobiście spędzając tam blisko rok czasu.

Reklama

Trzeba też podkreślić, że zatwierdzenie projektu przez gabinet nie oznacza jeszcze wejścia ustawy w życie. Dokument musi przejść dalszą procedurę parlamentarną. Poinformujemy jak tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama
Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.