Kryminalne Zagadki Zielonego Świata

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem zioła  do innych krajów na potężną skalę, pisaliśmy o tym już w marcu zeszłego roku. Problem wynika z tego, że tajski rynek legalnego zioła jest bardzo mały, a produkcje bardzo duża – doprowadziło to do fali przemytu w skali niespotykanej dotychczas nigdzie na świecie. A skala zjawiska ciągle rośnie. Dlatego obecny premier Tajlandii, Anutin Charnvirakul, jeden z głównych architektów dekryminalizacji konopi, po raz pierwszy otwarcie przyznał, że rząd może ponownie uznać marihuanę za narkotyk i nawet całkowicie zamknąć legalnie działający sektor. W całej historii pojawia się także wątek… Polski. Oto więcej informacji.

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem zioła, inne kraje naciskają na zmiany przepisów

Odkąd w Tajlandii zalegalizowano marihuanę tamtejszy rynek zmaga się z dwoma dużymi problemami. Pierwszy z nich to bardzo mała sprzedaż legalnej marihuany na rynku wewnętrznym. Wynika to z tego, że Tajowie w specjalnych sklepach konopnych zakupów nie robią gdyż ceny są dla nich zbyt wysokie, w szczególności, że każdy może sobie sam posadzić rośliny i uzyskać susz. Turyści natomiast przyjeżdżają tam w innych celach i jedynie niewielki odsetek korzysta z tajskiego zioła. Drugi problem, wynikający z tego pierwszego, to przesycenie rynku i zdecydowana nadprodukcja towaru.

W konsekwencji najwięcej do tej pory stracili producenci, którzy zainwestowali spore pieniądze w infrastrukturę i teraz mają problem, gdyż nie mają gdzie upłynnić wytworzonej marihuany, a jeżeli już dostaną ofertę kupna to za bardzo niskie stawki.

Więcej o tej sytuacji, przyczynach, skutkach oraz problemach legalnych producentów, którzy stają się przez te problemy przemytnikami – przeczytasz T U T A J

Teraz, Premier Anutin Charnvirakul, jeden z głównych architektów tajskiej legalizacji marihuany, po raz pierwszy otwarcie przyznał, że jego rząd może ponownie uznać marihuanę za narkotyk i nawet całkowicie zamknąć legalnie działający sektor.

Powodem są ogromne przemyty konopi przechwytywane poza granicami kraju oraz rosnąca z tego powodu presja ze strony zagranicznych władz.

Przypadków, w których turysta skuszony szybkim zarobkiem pakuje w Bangkoku do walizki ponad 20 kg marihuany i leci do Europy – wciąż przybywa.

Kobieta spakowała 40 kg marihuany i poleciała do Warszawy, albo buddyjscy mnisi, przy których ujawniono ponad 110 kg marihuany przemyconej z Tajlandii do Sri Lanki.

Ostatnim, bardzo głośnym zatrzymaniem kontrabandy z Tajlandii do Europy było przejęcie 1,2 tony konopi, które z Tajlandii drogą morską i przez port w Hamburgu – miały trafić do Polski.

Marihuana była ukryta w kontenerach oficjalnie zgłoszonych jako transport materiałów budowlanych. Według śledczych za procederem stała niemiecko-polska grupa przestępcza, która mogła regularnie sprowadzać duże ilości konopi z Tajlandii do Europy. Władze Tajlandii wymieniają ten przykład jako jeden z powodów możliwej całkowitej likwidacji legalnego rynku konopi w Tajlandii. Chodzi przede wszystkim o skalę procederu.

Jeszcze większą partię zioła przechwycono w Indonezji.

Policja we Wschodniej Jawie zabezpieczyła około 3,37 tony suszu, który według śledczych pochodził z Tajlandii. Marihuana miała zostać wykorzystana do produkcji produktów przeznaczonych na rynek w Dżakarcie i na Bali.

W związku ze sprawą zatrzymano 12 osób, w tym obywateli Tajlandii.

 

To tylko kilka z sytuacji, które dzieją się już każdego dnia, a ich skala rośnie w bardzo szybkim tempie.

Teraz, premier Anutin Charnvirakul, który był głównym architektem legalizacji marihuany przyznał, że kolejne przypadki przemytu konopi z Tajlandii zmuszają rząd do ponownej oceny obecnych przepisów.

Wynika to w sporej mierze z nacisków władz innych krajów, do których trafia kontrabanda z Tajlandii.

Pojawiają się pomysły, aby marihuana ponownie została nielegalnym narkotykiem.

Ponowne uznanie marihuany za narkotyk oznaczałoby ogromną zmianę dla tajskiej policji

Po liberalizacji przepisów w 2022 roku funkcjonariusze stracili część wcześniejszych narzędzi pozwalających na zatrzymywanie podejrzanych, zabezpieczanie transportów i prowadzenie spraw na podstawie prawa antynarkotykowego.

Powrót konopi na listę substancji kontrolowanych ponownie umożliwiłby stosowanie znacznie surowszych przepisów. Osoby skazane za handel lub przemyt mogłyby również ponownie mierzyć się z poważnymi karami więzienia.

Zwolennicy zaostrzenia prawa przekonują, że obecne przepisy nie pozwalają skutecznie walczyć z dobrze zorganizowanymi międzynarodowymi grupami przestępczymi.

Informacje, które pojawiały się w ostatnich latach jakoby Tajlandia obecnie dopuszcza jedynie marihuanę do celów medycznych to fake newsy wynikające głównie z nieznajomości specyfiki tego pięknego kraju, więcej pisaliśmy o tym T U T A J.

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem marihuany – co dalej?

O ile wcześniejsze informacje o końcu legalnej marihuany rekreacyjne w Tajlandii były nieprawdziwe, o tyle teraz faktycznie mogą zajść pewne zmiany, a tak naprawdę, aby służbom przywrócić potrzebne uprawnienia – trzeba ponownie wpisać marihuanę na listę nielegalnych narkotyków.

Jednak pamiętać też należy, że jest to kraj pozorów, które zrozumieć można tylko wtedy gdy się w Tajlandii trochę pomieszka, dlatego bardzo ciężko przewidzieć co faktycznie postanowią władze i jak będzie to implementowane. 

Poinformujemy gdy tylko pojawią się nowe informacje w tej sprawie.

Ryki: Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Lublinie przeprowadzili operację, w wyniku której zlikwidowano sporych rozmiarów uprawę konopi innych niż włókniste. Funkcjonariusze zabezpieczyli w blisko 1300 krzaków oraz 4 kilogramy gotowego suszu konopi. Zatrzymany do sprawy 38-latek twierdził, że to legalne konopie przeznaczone na olejki, niestety dla niego, testy wykazały co innego. Oto więcej informacji.

38-latek posadził 1300 krzaków konopi indyjskich, które zgłosił jako konopie włókniste. Niestety misterny plan się nie powiódł

Cała akcja była efektem wspólnych działań lubelskich kryminalnych oraz Prokuratury Rejonowej w Puławach. W działaniach oraz w przeszukaniu wytypowanego miejsca policjantów z wydziału narkotykowego wspierali funkcjonariusze zajmujący się przestępczością gospodarczą oraz jednostka z Ryk, na których terenie znajdowała się posesja z uprawą.

Na miejscu oprócz sprzętu do uprawy, takiego jak namioty, oświetlenie czy sprzęt do wentylacji, znaleziono 1288 roślin konopi indyjskich oraz cztery kilogramy gotowego suszu marihuany.

Zatrzymany na miejscu 38-latek próbował tłumaczyć mundurowym, że prowadzona przez niego uprawa jest w pełni legalna i miała służyć do wytwarzania legalnych olejków konopnych. Zabezpieczony materiał natychmiast trafił jednak do szczegółowych badań, a powołany w sprawie biegły sądowy jednoznacznie potwierdził, że zabezpieczone substancje to zakazane środki odurzające.

Z uzyskanych przez nas nieoficjalnie informacji wiemy, że to jednak nie były legalne konopie siewne lecz konopie indyjskie, które pomimo  wczesnego etapu rozwoju – już zawierały ponad 1% THC.

Zatrzymany na miejscu mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty dotyczące uprawy, wytwarzania oraz wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających.

Sąd na wniosek organów ścigania, zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Za popełnione przestępstwa 38-latkowi grozi surowa kara pozbawienia wolności, sięgająca nawet 20 lat.

Gdańsk: Funkcjonariusze Morskiego Oddziału Straży Granicznej, we współpracy z niemieckimi służbami, zabezpieczyli blisko 1,2 tony marihuany z Tajlandii, która była ukryta w kontenerach z cegłami. Kontrabanda zaadresowana do Polski, przypłynęła z Azji statkiem do Hamburga, skąd w podróż ruszyć miała drogą lądową. Odkąd jakiś czas temu pisaliśmy o fali przemytów zioła z Tajlandii do Europy, niewiele się w tej kwestii zmieniło ponieważ pomimo komunikatów prasowych, sugerujący zmiany, jest tak jak było 2 czy 3 lata temu. Tajska marihuana cały czas trafia do Europy w tym Polski.

Służby udaremniły przemyt 1,2 tony marihuany z Tajlandii do Polski

Pierwszy z kontenerów, który do Europy przypłynął z Azji, został ujawniony w porcie w Hamburgu. W specjalnie przygotowanej skrytce znajdowało się 815 kg marihuany.
Drugi kontener, skierowany do tego samego odbiorcy w Polsce, zawierał kolejne 379 kg marihuany.

Łącznie zabezpieczono 1194 kg suszu konopi indyjskich.

Jak informują śledczy, działania wymierzone były w grupę działającą na terenie Polski i Niemiec, a cała operacja trwała kilka miesięcy. Przełom w sprawie nastąpił dzięki współpracy międzynarodowej, realizowanej w oparciu o Europejski Nakaz Dochodzeniowy.

Marihuana była ukryta w specjalnie do tego przygotowanych skrytkach w transportach cegieł. W pierwszym kontenerze, skontrolowanym w porcie w Hamburgu, śledczy ujawnili 815 kilogramów marihuany. 

Drugi kontener, skierowany do tego samego odbiorcy w Polsce, zawierał kolejne 379 kilogramów konopi indyjskich. 

Do pierwszych zatrzymań doszło 6 maja 2026 roku w Szczecinie.
Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali trzech mężczyzn podczas próby rozładunku narkotyków oraz właściciela firmy będącej odbiorcą transportu.
Kolejne działania przeprowadzono 15 czerwca 2026 roku pod Poznaniem, gdzie na gorącym uczynku zatrzymano cztery kolejne osoby powiązane z przestępczym procederem.

Łącznie w sprawie zatrzymano osiem osób w wieku od 29 do 57 lat.

Prokurator przedstawił podejrzanym zarzuty przywozu oraz wewnątrzwspólnotowego przemytu znacznych ilości środków odurzających.

Trzem podejrzanym przedstawiono dodatkowo zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. 

Przemyt marihuany z Tajlandii do Europy trwa w najlepsze

Jaki jest tego powód? Jak już swego czasu pisaliśmy, legalnie uprawiana marihuana w Tajlandii się słabo sprzedaje, jest jej potężna nadprodukcja, a skoro nie da się produktu sprzedać na miejscu, jest on przemycany do Europy i USA, więcej na ten temat przeczytasz T U T A J

Istnieją 2 rodzaje prób przemytu – wypchanie walizki ziołem i po prostu lot jak ze zwykłym bagażem, tyle, że jest nim średnio ok. 20 kg zioła, bo tyle mieści się w walizce. Oraz jak w opisywanej sprawie, przemyt dużych organizowany przez grupy przestępcze.

Wielu wierzy w przekazy medialne, że w Tajlandii od jakiegoś czasu istnieje jedynie rynek medycznej marihuany, ale to jest kompletna bzdura, rynek istnieje dokładnie tak samo ja przez rzekomymi zmianami, więcej na ten temat przeczytasz w naszym artykule T U T A J 

Na lotnisku Bandaranaike w Kolombo (Sri Lanka) doszło do jednej z najbardziej zaskakujących i zarazem największych operacji antynarkotykowych w ostatnich latach. Służby zatrzymały aż 22 buddyjskich mnichów, którzy , jak się okazało, byli zamieszani w zorganizowany przemyt dużej ilości zioła. Sprawa wywołała ogromne poruszenie nie tylko ze względu na skalę procederu, ale przede wszystkim z powodu osób, które miały brać w nim udział. Służby ustaliły, że wcześniej w tym roku mnisi także mieli przemycić sporo konopi na Sri Lankę. Zarekwirowana marihuana pochodziła z legalnego rynku w Tajlandii.

Buddyjscy mnisi zatrzymani na lotnisku za przemyt 110 kg marihuany z Tajlandii

Zatrzymanie było efektem wcześniejszych ustaleń śledczych. Funkcjonariusze dysponowali informacjami sugerującymi, że grupa może próbować przemycić narkotyki drogą lotniczą. Wszyscy mnisi biorący udział w przemycie podróżowali z identycznymi walizkami, co wzbudziło dodatkowe podejrzenia podczas kontroli.

Jak się szybko okazało, w bagażu mnichów znajdowały się specjalnie przygotowane skrytki, w których ukryto ponad 110 kilogramów marihuany oraz haszyszu. Szacunkowa wartość przechwyconych substancji, wg. służb przekracza 1,1 miliarda rupii lankijskich (ok 12 mln zł), co czyni tę akcję jedną z największych w historii kraju. Jednak w naszej opinii wyliczenia są kilkukrotnie zawyżone. 

Śledczy ustalili, że operacja była zorganizowana i koordynowana przez trzech mnichów związanych ze świątynią w regionie Jamburaliya. To właśnie oni mieli odpowiadać za rekrutację pozostałych uczestników procederu. Co istotne, do werbunku wykorzystywano media społecznościowe, w tym Facebooka, co pokazuje, jak współczesne technologie są używane również przez grupy przestępcze do prowadzenia nielegalnej działalności

Śledczy ustalili, że operacja była zorganizowana i koordynowana przez trzech mnichów związanych ze świątynią w regionie Jamburaliya na Sri Lance. To właśnie oni mieli odpowiadać za rekrutację pozostałych uczestników procederu. Do werbunku wykorzystywano media społecznościowe, w tym Facebooka.

Większość zatrzymanych to młodzi ludzie, często poniżej 30. roku życia, a część z nich to studenci. Według wstępnych ustaleń mogli oni nie być w pełni świadomi charakteru przedsięwzięcia. Kuszono ich obietnicami darmowych podróży, zakwaterowania i wyżywienia. Organizatorzy mieli przekonywać, że transportowane bagaże zawierają jedynie „materiały edukacyjne” lub słodycze przeznaczone dla dzieci. To sugeruje, że przynajmniej część uczestników mogła zostać zmanipulowana i wykorzystana jako nieświadomi kurierzy.

Ustalono także, że grupa udała się wcześniej do Tajlandii, skąd najprawdopodobniej przywożono kontrabandę. Cała sytuacja budzi szczególne kontrowersje ze względu na fakt, iż w proceder zamieszane są osoby duchowne. W kulturze Sri Lanki oraz Tajlandii buddyjscy mnisi cieszą się ogromnym autorytetem społecznym i są postrzegani jako moralne wzorce. Dlatego też ich udział w przemycie narkotyków wywołał szok i może mieć poważne konsekwencje dla wizerunku instytucji religijnych w kraju.

Jak widać, przemyt marihuany z Tajlandii to problem nie tylko dla Europy ale też dla samej Azji.

W Słubicach na granicy polsko-niemieckiej zatrzymano obywatelkę Ukrainy. Polskie służby znalazły przy kobiecie 40 gramów marihuany. Ukrainka usłyszała zarzut przewozu środków odurzających, przyznała się do zarzucanego czynu i dobrowolnie poddała karze grzywny, która wynosiła, uwaga – 1800 zł. Ma też opuścić Polskę i spokojnie wrócić za kilkanaście miesięcy. I tu pojawia się bardzo istotna kwestia – dlaczego polskie sądy tak pobłażliwie traktują obywateli Ukrainy podczas gdy za dokładnie te same czyny skazują własnych obywateli na więzienie? 

Ukrainka ukarana niewielka grzywną za przemyt 40 gramów marihuany, ma też opuścić Polskę

Funkcjonariusze z Placówki Straży Granicznej w Słubicach podczas realizacji zadań związanych z tymczasowym przywróceniem kontroli granicznej zatrzymali na słubickim moście zmierzającą od strony Niemiec 21-letnią Ukrainkę.

Przy kobiecie znaleziono woreczek foliowy, w którym znajdował się susz roślinny. Cudzoziemkę poddano szczegółowej kontroli na obecność niedozwolonych substancji, w efekcie której ujawniono około 40 gramów substancji suszu konopi indyjskich.

Ukrainka usłyszała zarzut przewozu środków odurzających, przyznała się do zarzucanego czynu i dobrowolnie poddała karze grzywny w wysokości 1,8 tys. zł. Ponadto kobieta musiała zapłacić świadczenie pieniężne w kwocie 1 tys. zł na rzecz funduszu pokrzywdzonych oraz pomocy postpenitencjarnej. 21-latka otrzymała także roczny zakaz ponownego wjazdu do państw strefy Schengen.

Co ciekawe, kara za przewóz marihuany z innego kraju to przemyt, za który kodeks karny przewiduje minimalną karę 3 lat pozbawienia wolności, a sam czyn kwalifikowany jest jako zbrodnia. 

I o ile w tzw przypadku mniejszej wagi, gdyby chodziło o 1 lub 2 gramy, bardzo niski wymiar kary nie byłby niczym dziwnym, o tyle za przemyt 40 gramów lub nawet mniejszej ilości ,polscy obywatele trafiają do aresztów śledczych oraz otrzymują wyroki pozbawienia wolności. A grzywny sięgają po kilkadziesiąt tysięcy złotych.

A pani z Ukrainy dostała grzywnę i poszła do domu.

Napisaliśmy w tej sprawie do Ministerstwa Sprawiedliwości oraz MSWiA z prośbą o komentarz i uzasadnienie.

Poinformujemy o treści odpowiedzi gdy tylko ją otrzymamy.

We francuskim mieście Avallon obywatele mają raczej luźny stosunek do marihuany oraz grup przestępczych, które nią handlują. Wskazuje na to wynik marcowych wyborów samorządowych. Zaangażowana w rodzinny narkobiznes, wywodząca się z lewicy Jamilah Habsaoui, wygrała lokalne wybory już w pierwszej turze z wynikiem 51,45% i zasiądzie w ratuszu na kolejne sześć lat. Fakt, że jest oskarżona o posiadanie 70 kg zioła nie miał, jak widać, żadnego znaczenia dla mieszkańców. A może sami się u niej zaopatrują? Oto więcej informacji.

Francja: Znaleziono u niej 70 kg marihuany, a mimo to wybrano ją na burmistrza Avallon

Na początku kwietnia 2024 roku, w wyniku trwającego kilka tygodni śledztwa w sprawie handlu narkotykami w miasteczku Avallon, w regionie Bourgogne-Franche-Comté, w którym mieszka 6000 osób, zatrzymano obecną burmistrz miasteczka oraz jej dwóch barci.

W domu lewicowej burmistrz, Jamilah Habsaoui, znaleziono wtedy 70 kg marihuany. Tajemnicą poliszynela lokalnej społeczności był natomiast fakt, że jej bracia są zaangażowani w obrót suszem konopi indyjskich. Bracia byli też wcześniej skazywani za przestępstwa narkotykowe.

Od zatrzymania minęły 2 lata, a sprawa nadal jest w toku, dlatego Habsaoui bez problemu mogła zgłosić swoja kandydaturę w wyborach samorządowych  2026, które wygrała już w pierwszej turze.

Adwokat jednego z braci pani Habsaoui powiedział francuskiej gazecie Le Figaro, że marihuana znaleziona w domu pani burmistrz, była przechowywana na terenie posesji bez jej wiedzy oraz bez jej zgody.

Zapytana o to czy sprawa o posiadanie 70 kg marihuany wpłynęła mocno na jej kampanię wyborczą, odpowiedziała, że ku jej zdziwieniu temat prawie wcale się nie pojawiał i mało kto go poruszał.

Ostatecznie lokalna społeczność zagłosowała na Jamile Habsaoui, która wygrała lokalne wybory już w pierwszej turze z wynikiem 51,45% i zasiądzie w ratuszu na kolejne sześć lat.

Mieszkający w Krakowie 16-latek chciał zostać dilerem, jednak takiego finału sprawy zapewne się nie spodziewał. Niestety mama nastolatka znalazła w jego pokoju susz konopi indyjskich. Jednak zamiast porozmawiać z synem wybrała całkiem inne wyjście – poszła na komisariat i doniosła na niego doniosła. Mundurowi udali się pod jej adres, gdzie w pokoju syna znaleziono kolejny pakunek z ziołem. Co ciekawe, ponieważ mówimy o osobie nieletniej, jego rodzice także mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. A wy co sądzicie o takiej postawie rodzica?

16-latek chciał zostać dilerem, ale mama doniosła na niego na policje

Do tej nietypowej sytuacji doszło 11 marca w Krakowie. Jak informuje Komenda Miejska Policji w Krakowie, do komisariatu zgłosiła się kobieta, która znalazła w pokoju syna susz roślinny, który według niej był marihuaną. Jak się okazało, miała rację.

Policjanci udali się pod wskazany adres i przeszukali pomieszczenia zajmowane przez nieletniego. Jak poinformowała Komenda Miejska Policji w Krakowie, marihuana znajdowała się m.in. w pojemniku na półce, w saszetce oraz w dużym worku ukrytym za kaloryferem. Łącznie zabezpieczono ponad pięćdziesiąt gramów suszu oraz gotówkę.

16-latek został zatrzymany i trafił do Policyjnej Izby Dziecka. Podczas przesłuchania przyznał się nie tylko do posiadania marihuany, ale także do jej sprzedaży.

Nieletni usłyszał zarzuty posiadania znacznych ilości narkotyków oraz wprowadzania ich do obrotu 

– przekazał rzecznik policji

O dalszym losie chłopaka zdecyduje sąd rodzinny, który może też ukarać matkę chłopaka.

Choć osobie nieletniej nie grozi typowe postępowanie karne, wciąż popełnia ona czyn zabroniony, a zatem łamie prawo. Do czasu osiągnięcia przez sprawcę pełnoletności pieczę nad nim sprawują rodzice lub inni opiekunowie prawni. Jeśli rodzice nie będą sobie radzić z wychowaniem dziecka, ich władza rodzicielska może zostać ograniczona, mogą być nawet tej władzy pozbawieni.

Co więcej, na rodziców w ramach postępowania w sprawie nieletniego sąd rodzinny może nałożyć szereg obowiązków, w tym dotyczących np. poprawy warunków bytowych dziecka, lepszego wychowania podopiecznego czy współpracy z młodzieżowym ośrodkiem terapeutycznym. Niewykonanie tych obowiązków grozi nałożeniem na rodziców grzywny.

Osobną kwestią są też nieznane konsekwencje w dalszym życiu nastolatka, który jeszcze nie wszedł w dorosłość, a już ma kartotekę karną. 

Źródło: KMP Kraków

Kilkadziesiąt kg marihuany zamiast zamówionych części do produkcji maszyn? Taka sytuacja miała niedawno miejsce w Brzegu niedaleko Opola. Pracownicy zamiast komponentów do urządzeń, które produkują, znaleźli w kartonach marihuanę, której było sporo. Z policyjnych ustaleń wynika, że konopie mogą pochodzić z transgranicznego przemytu. Teraz śledczy będą ustalali kto jest nadawcą oraz do kogo mogła być kierowana przesyłka. Oto więcej informacji.

Brzeg: Fabryka zamówiła części, a przyszło kilkadziesiąt kg marihuany

11 marca 2026 r. kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Brzegu wspólnie z funkcjonariuszami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu zabezpieczyli przesyłkę zawierającą znaczną ilość środków marihuany. Informację o podejrzanym pakunku policjanci otrzymali od jednej z firm produkcyjnych w powiecie brzeskim.

Na miejscu pracownicy zakładu, zajmujący się rozładunkiem wskazali śledczym paletę z podejrzanymi roślinami. Jak ustalili policjanci, pracownik magazynu w jednej z przesyłek zamiast zwykłego towaru znalazł susz roślinny, zapakowany w foliowe worki. Już po chwili funkcjonariusze przystąpili do oględzin niecodziennego ładunku. Zabezpieczyli materiały dowodowe i wykonali dokumentację fotograficzną. 6 kartonów, w których był susz roślinny, został zabezpieczony do policyjnego magazynu. Badanie środków wykazało, że na paletach znajduje się marihuana.

Funkcjonariusze łącznie zabezpieczyli ponad 64 kilogramy suszu konopi indyjskich, które teraz trafią do policyjnego laboratorium. Czarnorynkowa wartość marihuany wg. policji sięga 2,5 miliona złotych, jednak jest to wartość w detalu, w cenach hurtowych będzie to milion do półtora miliona złotych.

W toku wykonywanych czynności kryminalni ustalili, że paczka trafiła do Polski podczas transgranicznego przemytu. Śledczy wyjaśniają teraz szczegóły sprawy i analizują zebrane materiały. Sprawa jest prowadzona pod nadzorem brzeskiej prokuratury i ma charakter rozwojowy.

Źródło: Opolska Policja

W Macedonii zarekwirowano 40 ton medycznej marihuany, która mimo, iż była wytworzona w licencjonowanych obiektach – miała trafić na czarny rynek. Część z pewnością była przeznaczona na rynek serbski, to właśnie w Serbii ujawniono  styczniu 5 ton nielegalnego suszu, który jak się okazało został wyprodukowany w licencjonowanych obiektach w Macedonii, które zajmują się uprawą konopi indyjskich na cele medyczne. Co ciekawe, susz ujawniono w budynku należącym do Serbskiej Partii Postępowej (SNS) w pobliżu miasta Kruševac. W sprawie podejrzani są też politycy z Macedonii. Oto więcej informacji.

Macedonia: Zarekwirowano 40 ton „medycznej marihuany” przeznaczonej na czarny rynek

Skopje, Macedonia – Wieczorem 5 lutego policja i prokuratura ds. przestępczości zorganizowanej i korupcji przeprowadziły przeszukania w fabryce „GALAFARM GROUP” zlokalizowanej w Skopje, jednocześnie przeprowadzając kontrole w kilku innych lokalizacjach w rejonie Strumicy.

W trakcie zorganizowanych nalotów służby przejęły łącznie około 40 ton marihuany, która rzekomo była uprawiana w celach medycznych. 

10 ton zarekwirowano w okolicy Skopje natomiast pozostałe 30 w niedalekiej Strumicy.

Do działań w Macedonii Północnej doszło po niedawnym przejęciu przez władze serbskie kontrabandy –  pięciu ton marihuany, która miała pochodzić z fabryki w Skopje, posiadającej licencję na produkcję konopi indyjskich do celów medycznych. Marihuanę znaleziono na terenie należącym do  Serbskiej Partii Postępowej (SNS) w pobliżu miasta Kruševac.

Służby podały, że biorąc pod uwagę sposób produkcji, przechowywania i obchodzenia się z zarekwirowaną marihuaną – nie mogła być ona przeznaczona do użytku medycznego, lecz jedynie do sprzedaży ulicznej lub przemytu.

W obiektach, gdzie uprawiano konopie na czarny rynek natychmiast ruszyły kontrole.

Komisja ds. Konopi Indyjskich, we współpracy z Ministrem Spraw Wewnętrznych, przeprowadziła nadzwyczajną kontrolę. Procedura jest nadal w toku, a dalsze ustalenia faktyczne są w trakcie. Na chwilę obecną nie jest możliwe udzielenie dalszych informacji

– poinformowała komisja dziennikarz Radia Wolna Europa.

Według Radia Wolna Europa (RFE), jak dotąd kontrole nie przyniosły żadnych rezultatów. Sprawę bada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Macedonii Północnej oraz Komisja ds. Zatwierdzania Upraw Konopi do Celów Medycznych przy Ministerstwie Zdrowia. Zgodnie z prawem, komisja jest odpowiedzialna za nadzór nad firmami produkującymi medyczną marihuanę.

Brane Petruševski, poseł rządzącej partii VMRO-DPMNE, oświadczył, że ponad dwie trzecie marihuany skonfiskowanej w rejonie Strumicy pochodziło z firmy należącej do działaczy opozycyjnego SDSM i współpracowników byłego premiera Zorana Zaewa. Wcześniej bezpośrednio powiązał Zaewa z narkotykami skonfiskowanymi w Serbii.

Zoran Zaev zaprzeczył w niedzielę oskarżeniom VMRO-DPMNE, które miały go łączyć z zajętą ​​marihuaną.

To skandaliczne kłamstwo, że mam jakikolwiek związek ze sprawami dotyczącymi marihuany, które przedstawiono opinii publicznej. To również bezczelne kłamstwo, że skontaktowałem się z Administracją Celną w sprawie pięciu ton marihuany, które trafiły do ​​Serbii

-napisał Zaev na Facebooku.

29 stycznia serbska policja skonfiskowała rekordową ilość pięciu ton marihuany we wsi Konjuh niedaleko Kruševaca, której szacunkowa wartość na czarnym rynku wyniosła od siedmiu do dziesięciu milionów euro.

Według serbskiej prokuratury ds. przestępczości zorganizowanej, zorganizowana grupa przestępcza przemyciła marihuanę z terytorium Macedonii Północnej do Serbii w styczniu.

Podejrzani to Aleksandar Mijajlović, Nebojša Spasojević, Rade Spasojević, Ivan Draganić i Uroš Mladenovski.

Prokuratura zaproponowała wydanie nakazu aresztowania, w tym nakazu międzynarodowego, za Aleksandarem Mijajloviciem, który został zidentyfikowany jako organizator grupy przestępczej i obecnie przebywa na wolności.

Mijajlović jest radnym Serbskiej Partii Postępowej w Kruševacu. Opisywano go jako bliskiego współpracownika ministra obrony Bratysława Gašicia.

 

Do nietypowej sytuacji doszło ostatnio w Warszawie, gdzie ktoś marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę. Osoba będąca w kryzysie bezdomności i mieszkająca w samochodzie została skontrolowana przez patrol policji, który zauważył, iż przebywa w nim już od jakiegoś czasu spędzając tam także noce. W trakcie kontroli funkcjonariusze poczuli zapach zioła co doprowadziło do przeszukania pojazdu i ujawnienia konopnego suszu. Wyjaśnienia właściciela pojazdu okazały się dość nietypowe. Oto więcej informacji.

Warszawa: Marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę

Wszystko zaczęło się od rutynowej obserwacji. Funkcjonariusze z komisariatu przy ulicy Rydygiera w Warszawie zwrócili uwagę na zaparkowaną Kię, w której od dłuższego czasu przebywał ten sam mężczyzna.

Z ich ustaleń wynikało, że 50-latek uczynił z samochodu swój tymczasowy dom. Gdy funkcjonariusze podeszli do auta, znajdujący się w środku mężczyzna uchylił okno. Niestety dla niego, w tym momencie z wnętrza pojazdu wydostał się intensywny i charakterystyczny zapach marihuany. Policjanci postanowili przeszukać pojazd.

Chwilę później mundurowi znaleźli srebrne zawiniątko z konopnym suszem między przednimi fotelami, tuż pod ręką 50-latka. 

Wyjaśnienia mężczyzny były równie zaskakujące, co smutne. Mężczyzna przyznał, że znaleziona przy nim marihuana to nie zioło nabyte od dilera, lecz forma zapłaty.

Pomieszkujący w aucie mężczyzna przyznał, że otrzymał marihuanę od innej osoby w zamian za podwiezienie jej w wyznaczone miejsce. Niestety, w polskim prawie „ziołowaluta” nie jest uznawana za legalny środek płatniczy, dlatego mężczyzna został zatrzymany i przedstawiono mu zarzut posiadania nielegalnych substancji. Ale to nie koniec historii.

Po zakończeniu czynności procesowych funkcjonariusze przeprowadzili z nim rozmowę o dostępnych formach pomocy.

50-latek otrzymał listę instytucji oferujących schronienie, ciepły posiłek oraz wsparcie psychologiczne i socjalne. Sprawą zajmuje się teraz Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz, która zdecyduje o dalszym losie mężczyzny żyjącego w aucie. 

A my mamy nadzieję, że postępowanie zostanie umorzone.

Źródło: Kryminalki.pl

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.