Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – do takich wniosków doszli „naukowcy”, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na ten temat. Oczywiście temat podłapały już media na całym świecie więc i w polskiej prasie też się coś na ten temat lada dzień pojawi. Ale jak to możliwe, skoro od zawsze wiadomo, iż ziele działa uspokajająco i wyciszająco? Uspokajamy – to wszystko manipulacja i to bardzo słaba ponieważ wystarczy przeczytać podsumowanie wyników, aby zorientować się, że ktoś tu chce nas oszukać, a biznesowe lobby anty-konopne wchodzi na nowy poziom straszenia społeczeństwa agresją po użyciu konopi. Bo powiedzmy sobie jasno – większość ludzi nie zweryfikuje wyników badania, nawet ich nie poszukają. Będą natomiast wierzyć w to, co przeczytali w swojej ulubionej prasie, radiu czy telewizji. Oto więcej informacji.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – wynika z nowego przeglądu badań. Uspokajamy, to manipulacja.

Rosnąca popularność marihuany związana z większą świadomością społeczną oraz zalewającą świat falą legalizacji czy też depenalizacji zioła, to problem dla m.in. branży alkoholowej, potężny problem. Po pierwsze obecni młodzi dorośli (18 – 30 lat) świadomie rezygnują z alkoholu zdając sobie coraz częściej sprawę z jego dużej szkodliwości. Po drugie, starsi dorośli (30+), w krajach gdzie zioło zostało zalegalizowane, co raz częściej wybierają produkty konopne zamiast alkoholu. Ostatnio informowaliśmy, iż w USA doszło do sytuacji, gdzie każdego dnia więcej obywateli używa marihuany niż alkoholu czy papierosów, przeczytasz o tym T U T A J.

Dlatego niech was nie dziwi narastająca fala „wyników badań”, które wskazują marihuanę jako źródło wszelkiego zła na świecie.

Teraz, opublikowane kilka dni temu na stronie Uniwersytetu Cambridge wyniki przeglądu badań mają wskazywać, iż marihuana prowadzi do wzrostu przemocy. Tylko, że to nie jest coś, co wynika z przedstawionej metaanalizy badań, a mimo to ich wyniki noszą tytuł „Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji”. Manipulacja jest widoczna gołym okiem już od pierwszych dwóch zdań streszczenia wyników metaanalizy.

Używanie konopi indyjskich jest znanym czynnikiem ryzyka niekorzystnych skutków dla zdrowia psychicznego, w tym psychozy, która często wiąże się z agresją. Jednak konkretny wpływ używania konopi indyjskich na ryzyko przemocy pozostaje niejasny.

-piszą autorzy.

Konopiami zajmuję się zawodowo od blisko dwóch dekad, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć przypadku agresji powodowanej marihuaną, a mimo to autorzy piszą o „częstej agresji” i psychozach, których występowanie wśród użytkowników ziela jest tak naprawdę nieznacznie większe od populacji, która marihuany nie używa i występuje wśród osób mocno zioła nadużywających. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy, że wpływ zioła na agresje jest nadal niejasny, co jednak chyba autorom umknęło podczas ustalania tytułu dla wyników badań.

Dalej we wstępie czytamy, że:

Chociaż negatywny wpływ używania konopi na zdrowie fizyczne i psychiczne został szeroko zbadany, znacznie mniej uwagi poświęcono szkodom wyrządzanym innym, w tym przemocy interpersonalnej.

To zdanie jest oczywiście kompletną bzdurą ponieważ nie ma badań, których wyniki wskazywałyby, że używanie marihuany ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, no chyba, że marihuana jest ostro nadużywana, wtedy zdarzają się sytuacje negatywnego wpływu na psychikę użytkownika. Pamiętajcie, że marihuany używa cała masa sportowców – najszybszy człowiek na ziemi używa marihuany, najszybszy człowiek w wodzie używa marihuany, 80% graczy NBA przyznaje się do używania marihuany, której używają także w WNBA czy NHL – najlepszej lidze hokeja na świecie. Gdyby zioło szkodziło fizycznie – raczej by z niego zrezygnowali tak jak z alkoholu, którego sportowcy używają bardzo mało.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – metaanaliza

Czym w ogóle jest metaanaliza? Jest to zaawansowana metoda statystyczna, która łączy i analizuje wyniki wielu niezależnych badań naukowych dotyczących tego samego zagadnienia, aby uzyskać jeden, bardziej wiarygodny i precyzyjny wynik.

W tym przypadku z tysięcy badań wybrano 63.

metaanaliza, przeprowadzona zgodnie z wytycznymi PRISMA, zsyntetyzowała dowody z 63 recenzowanych badań (N = 265 079) zidentyfikowanych za pomocą przeszukiwań baz MEDLINE, EMBASE i PsycINFO do listopada 2024 r., aby wyjaśnić związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą, zarówno w roli sprawcy, jak i ofiary. Modele efektów losowych ujawniły, że użytkownicy konopi indyjskich są znacznie bardziej narażeni na popełnianie aktów przemocy.

-czytamy w podsumowaniu metaanalizy.

Dalej czytamy, że:

Chociaż wcześniejsze przeglądy systematyczne badały związek między używaniem konopi a przemocą w wybranych populacjach, nie przeprowadzono kompleksowego przeglądu systematycznego ani metaanalizy syntetyzującej dowody zarówno w populacji ogólnej, jak i u pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, uwzględniając zarówno sprawców, jak i ofiary. Dlatego przeprowadziliśmy kompleksowy przegląd systematyczny i metaanalizę, aby zbadać związek między używaniem konopi a udziałem w aktach przemocy. Skupiliśmy się w szczególności na dwóch grupach: użytkownikach konopi (a) w populacji ogólnej oraz (b) wśród pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Uznając złożoną zależność między używaniem konopi a skutkami przemocy, zbadaliśmy również potencjalne źródła heterogeniczności badań, w tym różnice w ich projektach. Zasadniczo, niniejsze badanie ma na celu wyjaśnienie, czy i w jakim stopniu używanie konopi jest powiązane z występowaniem przemocy.

Podsumowanie wniosków przez autorów

We wstępie do podsumowania czytamy:

Ogólnie rzecz biorąc, nasze wyniki wskazują na zwiększone ryzyko stosowania przemocy interpersonalnej, w tym poważnych form przemocy, takich jak napaść zaostrzona, agresja seksualna, bójki i rabunek, wśród użytkowników konopi. Wysoki efekt skali dla liczby wyroków skazujących za przemoc wśród użytkowników konopi ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę skalę tej przemocy i prawdopodobnie większą wiarygodność tych danych niż samoocena.

-napisali autorzy.

Jednak ci sami autorzy w żaden sposób nie potrafią wytłumaczyć w jaki sposób konopie indyjskie miałyby powodować agresję. W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że picie herbaty prowadzi do zabójstw, bo wiecie, zapewne zdecydowana większość zabójców pije herbatę. Panowie „naukowcy” zapomnieli, że korelacja nie równa się przyczynowości i na siłę starają się wymyślać różne „powody mające na to wpływ”, jednak sami przyznają, że nie wiedzą w jaki sposób marihuana może być przyczyna agresji.

Możliwe wyjaśnienia związku między używaniem konopi, zwłaszcza w dużych dawkach, a przemocą obejmują upośledzenie uwagi, funkcji wykonawczych, hamowania i zdolności rozwiązywania problemów. Ponadto w okresach odstawienia marihuany osoby mogą odczuwać drażliwość, lęk, niepokój i zaburzenia funkcjonowania, co może prowadzić do agresji.

-tak tłumaczą to „naukowcy”, zajmujący się ową nieszczęsną metaanalizą dodając też, iż:

Co najważniejsze, regularne używanie konopi zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia paranoi, powodując, że osoby interpretują neutralne bodźce jako potencjalnie zagrażające, co prowadzi do przekonania, że ​​muszą się bronić.

To jest dość ciekawa retoryka, jakoby użytkownicy marihuany, którzy używają jej regularnie mają paranoje i to tak silną, że prowadzi do atakowania innych ludzi bo są oni odbierani jako zagrożenie. Przecież to jest propaganda rodem z USA w latach głębokiej konopnej prohibicji, w trakcie której wmawiano ludziom, że palacze marihuany to agresywni gwałciciele.

To tez nas bardzo rozbawiło, aczkolwiek jest to śmiech przez łzy, ponieważ „naukowcy” napisali:

Ponadto użytkownicy marihuany wykazują tendencję do wyższego poziomu impulsywności i angażowania się w bardziej ryzykowne zachowania, co może prowadzić do antyspołecznych i przestępczych działań w ramach ich stylu życia.

Użytkownicy marihuany i impulsywność oraz agresja? Tego jeszcze nie grali, a my mamy wrażenie, że czytamy opis działania alkoholu, a nie konopi.

W podsumowaniu napisano też, że:

 Używanie konopi indyjskich często współwystępuje z szeregiem czynników indywidualnych, społecznych i środowiskowych, w tym impulsywnością, cechami antyspołecznymi, niekorzystnymi warunkami społeczno-ekonomicznymi i narażeniem na przemoc w środowisku, które mogą niezależnie przyczyniać się do ryzyka przemocy.

I w tym zdaniu ukryta jest część prawdy o omawianej metaanalizie. Bo to nie jest tak, że osoby, które używają marihuany są antyspołeczne czy impulsywne właśnie ze względu na marihuanę. To się wiąże z tym, że grupy wykazujące pewne antyspołeczne zachowania są osobami, które jednocześnie korzystają z konopi, jednak sam fakt ich impulsywności czy antyspołecznego podejścia nie wynika z używania marihuany, bo korelacja nie oznacza przyczynowości. Równie dobrze można powiedzieć, że osoby jedzące mięso to złodzieje bo 80% skazanych złodziei je mięso.

A na koniec podsumowania „naukowcy” stwierdzają, że w sumie to nie marihuana ale wiele nakładających się na siebie czynników prowadzi do agresji, a że w tytule wyników napisali, że marihuana powoduje wzrost agresji? Kto by się tam przejmował, ważne, że środowisko, któremu zależy na takiej narracji dobrze zapłaciło.

Dostępne dowody sugerują zatem, że związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą prawdopodobnie odzwierciedla wiele wzajemnie oddziałujących na siebie ścieżek, a nie pojedynczy bezpośredni mechanizm przyczynowy.

-piszą autorzy

W przeglądzie naukowcy stwierdzili też, że użytkownicy marihuany częściej są też ofiarami przemocy, jednak w podsumowaniu znowu piszą, że w sumie to chuj wie czemu:

Związek, który odkryliśmy między używaniem konopi a byciem ofiarą, choć słaby, może odzwierciedlać zwiększoną podatność, a nie bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Użytkownicy konopi mogą narażać się na ryzykowne sytuacje. Mogą utrzymywać kontakty z rówieśnikami, którzy używają substancji psychoaktywnych lub dopuszczają się przestępstw, zwiększając w ten sposób swoją ekspozycję na przemoc. Zatem zarówno rozhamowanie behawioralne, jak i środowisko społeczne mogły przyczynić się do zwiększonego ryzyka bycia ofiarą.

-piszą autorzy metaanalizy.

O innej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J. Do tego dochodzi niedawne badanie, którego wyniki stwierdzają, że marihuana nie pomaga w walce ze stresem, co też jest manipulacją, a przeczytasz o tym T U T A J.

Żyjemy w czasach gdzie nauka się sprzedała, a naukowcy za odpowiednią stawkę wykażą co tylko chce zleceniodawca. Pamiętajcie o tym.

Marihuana nie pomaga na stres czyli mamy kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi. Światowe w tym polskie media w ostatnich dniach obiegły artykuły opisujące eksperyment, z którego rzekomo wynika, iż ziele konopi nie pomaga redukować stresu, że wynik jest słabszy niż przy placebo i tego typu podobne kłamstwa. Ani jedna redakcja nie wspomniała, że to badanie w żadnym wypadku nie może oddawać działania zioła ponieważ było przeprowadzone na wyizolowanym THC, a nie z użyciem konopi, a to kolosalna różnica. Oprócz dużych reakcji, których informacje z założenia należy traktować z dystatnsem, o wynikach badań w przekłamany sposób informują serwisy typu SprawdzamTo.pl, które sprawiają wrażenie niezależnych komentatorów, a tak na prawdę mocno mijają się z prawdą i wprowadzają w błąd dokładnie tak samo jak pozostałe media.

Marihuana nie pomaga na stres czyli kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi

W ostatnich latach badań nad marihuaną i kannabinoidami przybywa rok do roku co głównie wynika z liberalizacji prawa dot. konopi indyjskich w różnych częściach świata.

Niestety nader często badania mające opisywać działanie marihuany w konkretnych przypadkach (np. ból, bezsenność, brak apetytu czy PTSD), a raczej sposób opisywania tych wyników – jest poważną manipulacją.

Portal SprawdzamyTo.pl pisze tak:

„Czy marihuana naprawdę redukuje stres? Weryfikujemy. Wielu użytkowników marihuany sięga po nią, żeby się uspokoić i zmniejszyć napięcie. Nowe badanie kliniczne pokazuje jednak ciekawy paradoks: po marihuanie uczestnicy czuli mniejszy stres, ale podobną poprawę deklarowały osoby, które dostały placebo. Tymczasem reakcje ich organizmów szły w różnych kierunkach.”

Tylko, że to wszystko jest kłamstwem.

W badaniu probantom nie podawano marihuany, a jedynie wyizolowane Delta-9-THC – a to potężna różnica. Działanie konopi to efekt synergicznego działania wszystkich zawartych w nich substancji, których są setki: Kannabinoidy, terpeny, flawonoidy a nawet sama materia zielona i wiele więcej.

Głównym składnikiem psychotropowym i leczniczym jest oczywiście THC. Jednak to w jaki sposób ono zadziała, czy będzie nas pobudzać, usypiać lub działać przeciwstresowo – zależy od pozostałego składu ziela konopi.

Znajdziemy wiele odmian marihuany, które mają dokładnie taką samą zawartość THC, a mimo to ich działanie jest zupełnie inne. Jedna odmiana zawierająca 20% THC będzie nas mocno usypiać, działać odprężająco i przeciwbólowo podczas gdy inna odmiana o stężeniu THC na dokładnie tym samym poziomie będzie poprawiać apetyt i dodawać energii oraz poprawiać nastrój.

Działanie konopi w głównej mierze definiują dwie grupy zawartych w nich związków – kannabinoidy (nie tylko THC ale także CBG, CBD i inne) oraz terpeny, które odpowiadają za modulacje działania ziela.

Marihuana nie pomaga na stres jak wyglądało badanie

W badaniu wzięło udział 120 regularnych użytkowników marihuany, których podzielono na trzy grupy.

  • Pierwsza grupa otrzymała placebo,
  • druga 20 mg THC,
  • trzecia 40 mg THC.

Następnie badacze sprawdzali ich reakcję po pięciu minutach oraz po godzinie. Mierzono zarówno to, jak zestresowani czuli się uczestnicy oraz reakcje ich organizmów. Naukowcy analizowali poziom kortyzolu, tętno, zmienność rytmu serca oraz przewodnictwo elektryczne skóry.

Wynik: wszystkie trzy grupy deklarowały wyraźny spadek stresu, zarówno po pięciu minutach, oraz po godzinie. Problem w tym, że badacze nie znaleźli dowodów, aby THC zmniejszało subiektywnie odczuwany stres skuteczniej niż placebo.

Mówiąc najprościej – lepiej czuli się zarówno uczestnicy, którzy przyjęli THC, jak i ci, którzy go nie przyjęli.

U osób przyjmujących THC poziom kortyzolu spadał w porównaniu z osobami, które otrzymały placebo, jednak efekt szybko zanikał. Obniżało się także przewodnictwo elektryczne skóry, czyli jeden ze wskaźników pobudzenia układu nerwowego.

Jednocześnie THC zwiększało tętno, szczególnie przy wyższej dawce. Zmienność rytmu serca nie zmieniła się natomiast istotnie w żadnej grupie. Nie powstał więc prosty obraz, w którym po THC wszystkie wskaźniki stresu spadają.

Żadna redakcja ani portal factchekingowy na świecie nawet się nie zająknęły na temat manipulacji i twardo przypisują wyniki THC dla całej rośliny konopi pisząc, że „marihuana nie działa na stres” chociaż nikt tego nawet nie zbadał, zbadano jedynie wpływ wyizolowanego, jednego z setek związków, które określają jak zadziała marihuana, zero jakiejkolwiek rzetelności.

O identycznej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J

Medyczna marihuana i terpeny – jeśli ktoś ci kiedyś radził, żeby przed waporyzacją zjeść mango, to wiesz, o czym będzie ten tekst. Ta rada ma prostą logikę i zero badań, a jest tylko jedną z wielu „oczywistości” o terpenach, które słyszysz od producentów, aplikacji, portali, a czasem od lekarza lub w aptece: mircen otwiera barierę krew-mózg, humulen zmniejsza apetyt, pinen rozszerza oskrzela. Brzmią konkretnie, brzmią naukowo, powtarza je każdy. W część z nich sama kiedyś wierzyłam. Aż w końcu usiadłam i sprawdziłam je zdanie po zdaniu. Ten artykuł jest o tym, co znalazłam – a raczej o tym, czego nie znalazłam.

Medyczna marihuana i terpeny: metodologia

Prowadzę TerpeneAtlas.org, bezpłatną encyklopedię terpenów i porównywarkę odmian z polskich aptek, więc pytanie „a skąd to wiadomo?” w kontekście terpenów zadaję sobie dość często. Postanowiłam więc je zadać także “branżowym pewnikom”. Wzięłam najczęściej powtarzane twierdzenia o 17 terpenach występujących w polskim suszu i sprawdziłam w Pubmed, największej bazy badań naukowych, trzy rzeczy: 

  1. Czy badanie, na które wszyscy się powołują, w ogóle istnieje?
  2. Czy dotyczy konkretnie tego terpenu, czy może jego chemicznego kuzyna albo całej rośliny?
  3. Czy badano ludzi, czy myszy, czy komórki w probówce w laboratorium?

Wynik nie był miły. Większość „faktów” o terpenach odpada już na drugim pytaniu. Poniżej pięć najpopularniejszych mitów o terpenach – zaczynając od tego najbardziej znanego.

Marihuana i terpeny: Mit 1 – Mircen pomaga THC przejść przez barierę krew-mózg i nasila działanie psychoaktywne marihuany

To zdanie ma tłumaczyć, dlaczego odmiany z dużą ilością mircenu „uderzają mocniej” i dlaczego ten sam procent THC za jednym razem działa na ciebie silniej, za drugim słabiej.

Wpisałam więc w PubMed „mircen + bariera krew-mózg”. Zero wyników. „Mircen + THC + wchłanianie”. Zero. Nikt tego nigdy nie badał – ani u ludzi, ani u zwierząt.

Dlaczego tyle osób to powtarza? Znalazłam źródło i nie jest nim badanie. To amerykański patent z 2019 roku na produkt konopny do leczenia bólu (US10206888B2), należący do firmy CMG Partners. W jego opisie stoi zdanie, że mircen „obniża opór bariery krew-mózg, pozwalając sobie i wielu innym substancjom przejść przez nią łatwiej i szybciej”. Bez przypisu. Bez badania. Patent to dokument prawny – urząd sprawdza, czy wynalazek jest nowy, a nie czy zdania w opisie są prawdziwe. Ale patenty są w Google, więc to jedno zdanie poszło na blogi o tematyce konopnej, z blogów do ulotek, z ulotek do artykułów – i tak patent stał się farmakologią.

I teraz najciekawsze: terpen, który naprawdę otwiera barierę krew-mózg, istnieje. To borneol – ponad sto badań, dobrze opisany mechanizm, od dziesięcioleci używany w medycynie chińskiej jako „przewodnik” prowadzący inne leki do mózgu. Jego odmiana, deksborneol, jest składnikiem leku na udar zarejestrowanego w Chinach. Tylko że w konopiach borneol występuje śladowo i żaden z obecnych na polskim rynku producentów nie deklaruje jego obecności w profilu terpenowym . Mit nie jest więc całkiem zmyślony – po prostu przypisano go złemu terpenowi.

A skoro mircen niczego nie otwiera, to nie ma większego sensu kolejna “złota rada” dotycząca marihuany.

Mit 2 – zjedz mango przed waporyzacją to efekt będzie lepszy

Logika tego mitu jest prosta: mircen otwiera barierę krew-mózg, mango zawiera mircen, więc zjedzone przed sesją da mocniejszy efekt. Przeczytasz to na każdym chacie i na każdej grupie dotyczącej medycznej marihuany w internecie.

Pierwszą część już znasz. Druga jest równie krucha: mango ma w sobie terpeny, ale rzadko dominującym jest mircen. Cała zawartość związków zapachowych w miąższu to 18–123 mg na kilogram owocu, zależnie od odmiany, a głównym terpenem w większości rodzajów jest 3-karen lub inne terpeny, nie mircen. W badaniu 25 odmian mango z siedmiu krajów mircen dominował zaledwie w jednej – filipińskiej. Mango dostępne w polskich sklepach zawiera zwykle ułamek miligrama mircenu.

Istnieje jedno badanie u ludzi dotyczące mircenu podawanego doustnie – uczestnicy dostawali 15 mg mircenu w kapsułce i mierzono ich kontrolę prędkości na symulatorze prowadzenia samochodu i faktycznie mircen miał negatywny wpływ –  ale to wszystko co wiemy. Jedz mango jeśli lubisz, smacznego, ale nie licz na mocniejsze działanie konopi.

Mircen dostał cudzą właściwość z patentu. Kolejny terpen dostał ją od rośliny, z której wziął nazwę.

Mit 3 – Humulen zmniejsza apetyt

„Humulen tłumi apetyt – w przeciwieństwie do THC”. To zdanie znajdziesz w prawie każdym przewodniku po terpenach, zwykle z dopiskiem, że to dobra wiadomość dla Pacjentów, którzy boją się zwiększonego apetytu.

„Humulen + apetyt” w PubMed: zero. „Humulen + łaknienie”: zero. Dla samego humulenu nie ma ani jednego badania o apetycie.

Mogę jednak domyślić się genezy tego mitu – humulen nosi swoją nazwę od chmielu (Humulus lupulus), a chmiel rzeczywiście hamuje łaknienie – tylko że robią to goryczki chmielowe, nie terpen. I dla nich mamy prawdziwe badania na ludziach: gorzki ekstrakt chmielu zmniejsza ilość zjadanego pokarmu. Ktoś wziął efekt całej rośliny i przypisał go najbardziej znanemu składnikowi zapachowemu. A że humulen znajduje się też w konopiach to ta cecha trafiła do konopi. Mam złą wiadomość – jeśli szukasz odmiany, po której będziesz miał mniejszy apetyt humulen w profilu terpenowym ci tego nie zapewni. 

Dalej w tematyce właściwości pożyczonych – dwa terpeny z polskiego suszu pożyczyły całe swoje CV.

Mit 4 – Selinadien i farnezen „działają przeciwzapalnie” – czyli właściwości pożyczone od sąsiadów

W profilach kilku polskich odmian są selinadien i farnezen, a w opisach mają listy działań: przeciwzapalne, uspokajające, nasenne, przeciwbakteryjne. Sprawdziłam każde.

Selinadien ma w PubMed pięć prac. Trzy o enzymie, który go produkuje, dwie o składzie olejków. O działaniu na jakikolwiek organizm – zero.

Farnezen ma więcej literatury, ale to głównie biotechnologia (produkuje się go w drożdżach jako surowiec na paliwo) i entomologia, czyli nauka o owadach (to feromon alarmowy mszyc). Dane „przeciwzapalne” pochodzą z całych olejków – imbiru, rumianku, mięty – w których farnezen jest jednym z kilkudziesięciu składników. Badań z samym farnezenem u zwierząt czy ludzi nie ma.

Skąd więc listy działań? Z pomyłki nazw. Farnezol – inny związek, alkohol o podobnie brzmiącej nazwie – ma setki badań, i to jego właściwości wędrują do opisów farnezenu. To samo spotkało sabinen: często cytowane badanie „przeciw próchnicy” dotyczyło hydratu sabinenu, czyli czegoś innego. Podobny ruch, tylko z rośliny na składnik, stoi za mitem o humulenie i chmielu. Jeśli o terpenie w literaturze nie ma nic, uczciwe źródło powinno napisać: „brak badań” – i tyle. Dla Ciebie znaczy to jedno: selinadien i farnezen w profilu odmiany to informacja o zapachu, nie o działaniu.

Zostawiłam na koniec mit, który ma dla ciebie największe znaczenie praktyczne, bo dotyczy tego co robisz z suszem, czyli inhalacji.

Medyczna marihuana i terpeny: Mit 5 – pinen rozszerza oskrzela

„Pinen jest bronchodylatatorem, wspiera oddychanie” – to obietnica, którą znajdziesz w kontekście większości odmian pachnących lasem. Czy to prawda? Olejek sosnowy wszak od dawna wdycha się dla łatwiejszego oddychania, a pinen (po angielsku pine oznacza sosnę) to jego najbardziej znany składnik. Analogicznie do humulenu, efekt olejku przeniesiono na najbardziej znany terpen. Jest tylko maleńki problem – sam pinen działa odwrotnie.

W 2010 roku brazylijscy badacze rozłożyli olejek eukaliptusowy zawierający pinen na poszczególne składniki i sprawdzili każdy z osobna na izolowanej tchawicy szczura. Pełna zgoda,  cały olejek sosnowy rozluźniał drogi oddechowe. Ale α- i β-pinen je kurczyły – nasilały skurcz, a nie go łagodziły. Autorzy napisali wprost: to nie pinen odpowiada za rozluźniające działanie olejku. Dla pacjenta z astmą to nie jest szczegół – astma to właśnie choroba nadmiernego kurczenia się dróg oddechowych. Dodatkowo pinen po prostu drażni drogi oddechowe – u zwierząt wykazano to wprost. 

I znów, jak przy mircenie, badania kliniczne dowodzące zbawiennego działania terpenu na drogi oddechowe istnieją, ale dotyczą nie tego terpenu – eukaliptolu. Dowiedziono, że przyjmowany w kapsułkach poprawia czynność płuc u pacjentów z astmą i zmniejsza częstość i nasilenie zaostrzeń choroby u zmagających się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Jeśli leczysz się w Poradni Chorób Płuc nie wybieraj suszu z pinenem wierząc, że ci pomoże – powiedz o swojej chorobie lekarzowi i razem zastanówcie się nie tyle nad odmianą, co nad formą przyjmowania leku. Pamiętaj, że konopie są w Polsce zarejestrowane jako surowiec farmaceutyczny i wybór formy terapii jest szerszy niż susz do waporyzacji – dostępne są kapsułki, ekstrakty, krople do stosowania pod język a nawet czopki (uspokajam, te ostatnie nie są metodą proponowaną przeze mnie jako leczenie pierwszego rzutu). Wybór jest znacznie szerszy niż słoik i młynek.

Medyczna marihuana i terpeny – co to oznacza dla ciebie – pacjenta

Wszystkie pięć mitów łączy jedno: efekt całej rośliny, podobnie brzmiącego związku albo zdanie z patentu przypisano terpenowi, który go nie ma – a przy każdym kolejnym artykule czy poście liczba źródeł “potwierdzających” takie działanie rosła. Dlatego czytając o terpenach pytaj zawsze kto i jak to udowodnił – i kto na tym twierdzeniu zarabia.

W praktyce: nie jedz mango „na wzmocnienie”. Jeśli masz astmę lub POChP, nie licz na pinen – porozmawiaj z lekarzem o formie terapii. I nie szukaj humulenu w profilu terpenowym jeśli narzekasz na zwiększone łaknienie po przyjmowaniu konopi, raczej wybierz susz o niższym stężeniu THC.

Profil terpenowy nadal jest najlepszym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić jedną odmianę od drugiej i zapisać, jak na ciebie działa. Ale pamiętaj, że to narzędzie do obserwacji, nie karta charakterystyki leku i każdy z nas na daną odmianę reaguje indywidualnie. 

Pełne profile terpenowe odmian i właściwości terpenów, z podziałem co jest działaniem wykazanym w badaniach klinicznych, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach a co jest na etapie badań laboratoryjnych, a także podsumowanie realnych opinii pacjentów znajdziesz na www.terpeneatlas.org

Dobór leku nie powinien być zgadywaniem. Będąc w terapii konopnej masz prawo wiedzieć jak działa na ciebie lek, którym jesteś leczony.

Źródła: 

  1. Patent US10206888B2 (CMG Partners, 2019) 
  2. Borneol i bariera krew-mózg – Hu i wsp., Phytomedicine 2024 (PMID 38964157)
  3. Mango – Pino i wsp. 2005 (PMID 15769159) 
  4. Li i wsp. 2017 (PMID 29211747) 
  5. Mircen doustny – Johnson i wsp. 2023 (PMID 37287732)
  6. Chmiel i apetyt – Walker i wsp., Am J Clin Nutr 2022 (PMID 35102364) 
  7. Pinen i tchawica – Lima i wsp. 2010 (PMID 20302920)
  8. Podrażnienie dróg oddechowych przez pinen – Nielsen i wsp. 2005 (PMID 15910405)
  9. Eukaliptol – Worth i wsp. 2009 i 2012 (PMID 19624838, 22978309)

lek. Ewa Jastrzębska – lekarz, prowadzi Pacjentów w terapii konopnej od 2021 roku w ramach Indywidualnej Praktyki Lekarskiej. Autorka www.TerpeneAtlas.org.

Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity

Obecnie w USA więcej osób używa codziennie marihuany niż alkoholu czy papierosów – wynika z nowego badania federalnego. Doczekaliśmy czasów, w których Amerykanie są bardziej skłonni używać marihuany niemal codziennie niż palić papierosy lub pić alkohol. A ponieważ szkodliwość alkoholu i tytoniu jest wielokrotnie większa niż konopi, amerykańskiemu społeczeństwu może to wyjść tylko na dobre. 

W USA więcej osób codziennie używa marihuany niż alkoholu czy papierosów – mówi raport federalny

W 2025 r. na co dzień więcej Amerykanów używało marihuany niż tytoniu czy alkoholu. To, że taki moment nadejdzie było niemal pewne. Odkąd przez Stany Zjednoczone zaczęła przechodzić fala legalizacji marihuany rekreacyjnej, kolejne badania pokazywały, że coraz więcej osób świadomie zamienia używanie alkoholu na rzecz znacznie mniej szkodliwej i niebezpiecznej marihuany. 

Opublikowane pod koniec lipca wyniki raportu Krajowe Badanie Użytkowania Narkotyków i Zdrowia (NSDUH) z 2025 r. wykazało, że 21,4 mln Amerykanów powyżej 12. roku życia przyznaje się do codziennego lub prawie codziennego używania marihuany, co oznacza jej spożycie przez 20 lub więcej dni w ciągu miesiąca.

Dla porównania, 17,2 mln Amerykanów przyznało, że spożywa alkohol codziennie lub prawie codziennie, stosując tę ​​samą definicję.

Jeśli chodzi o codzienne używanie papierosów, badanie objęło jedynie respondentów, którzy palili je w każdym z ostatnich 30 dni. Zadeklarowało to 19,9 mln osób.

  • Marihuana – 21,4 mln
  • Papierosy – 19,9 mln
  • Alkohol – 17,2 mln
codziennie używa marihuany
Więcej Amerykanów codziennie używa marihuany niż alkoholu i tytoniu

Więcej Amerykanów codziennie używa marihuany niż alkoholu i tytoniu – przyczyny

Z czego wynika fakt, iż regularne spożywanie marihuany jest obecnie bardziej popularne niż spożywanie alkoholu lub papierosów pomimo, że te dwie ostatnie substancje pozostają całkowicie legalne na szczeblu federalnym i nie podlegają Ustawie o substancjach kontrolowanych (Controlled Substances Act, CSA), podczas gdy marihuana jest nadal w dużej mierze zakazana na szczeblu federalnym?

Odrębne badania oparte na finansowanym przez rząd federalny programie Monitoring the Future wykazały, że młodzi dorośli są prawie trzy razy bardziej skłonni do codziennego lub prawie codziennego używania marihuany niż alkoholu.

I tu dochodzimy do pierwszej kwestii – młodzi dorośli nie tylko w USA lecz na całym świecie, spożywają mniej alkoholu niż ich dziadkowie i rodzice, znacznie mniej.

Przede wszystkim wynika to z większej świadomości młodych ludzi na temat szkodliwości alkoholu, obecnie mamy wręcz modę na niepicie alko.

Z marihuaną jest natomiast odwrotnie. Młodzi ludzie mają świadomość, że wmawiana społeczeństwu od dekad duża szkodliwość marihuany była fikcją tworzoną na rzecz anty-konopnej propagandy. 

Młodzi dorośli w USA, ale też w wielu innych częściach świata zdają sobie sprawę, iż zioło używane z głową (nie nadużywane) nie niesie za sobą żadnych negatywnych konsekwencji zdrowotnych.

Marihuana używana rozsądnie, czyli po prostu nie nadużywana, może przynieść pozytywne konsekwencje zdrowotne jej użytkownikom, poprzez aktywacje układu endokannabinoidowego ECS .

Badania wykazują też, iż osoby starsze, które w trakcie swojego życia używały marihuany, notują mniejszy spadek funkcji poznawczych w wieku podeszłym, w porównaniu do osób, które ziołą w swoim życiu nie używały. Bo warto pamiętać, że marihuana jest neuroprotekcyjna, w przeciwieństwie do m.in. alkoholu, który jest neurotoksyną i którego każda dawka jest szkodliwa.

Medyczna marihuana łagodzi objawy „zespołu niespokojnych nóg” (RLS – Restless Legs Syndrome), zwanego też chorobą Wittmaacka-Ekboma. Jest to neurologiczne zaburzenie czuciowo-ruchowe, które objawia się przymusem poruszania kończynami (najczęściej dolnymi), któremu często towarzyszą uciążliwe i nieprzyjemne doznania w głębi tkanek – np. mrowienie, drętwienie, pieczenie czy szarpanie. Szacuje się, iż RLS dotyka 5 do 10% populacji przy czym kobiety chorują dwa razy częściej. Według wyników nowego badania osoby cierpiące na zespół niespokojnych nóg (RLS) mogą odczuwać „znaczną” ulgę w dłuższej perspektywie dzięki leczeniu konopiami. Badanie wykazało, że najlepsze efekty uzyskuje się poprzez połączenie THC z CBD w stosunku niemal 1:1. 

Badania wykazały, że medyczna marihuana łagodzi objawy „zespołu niespokojnych nóg”

Medycyna dzieli to zaburzenie na dwa główne typy:

  1. ​Idiopatyczny (pierwotny): Najczęstszy, o podłożu genetycznym (często występuje rodzinnie). Wiąże się z zaburzeniami metabolizmu żelaza w mózgu oraz nieprawidłowym działaniem dopaminy (neuroprzekaźnika kontrolującego ruch).

  2. ​Wtórny: Wywołany przez inne czynniki lub choroby, takie jak:

    • ​Niedobór żelaza (i niskie stężenie ferrytyny),

    • ​Niewydolność nerek,

    • ​Ciąża (objawy często mijają po porodzie),

    • ​Cukrzyca i polineuropatia,

    • ​Stosowanie niektórych leków (np. antydepresantów, leków przeciwhistaminowych czy przeciwwymiotnych).

Jak RLS wpływa na życie? (Konsekwencje)

​Choroba drastycznie obniża jakość życia, ponieważ jej symptomy nasilają się wieczorem, w nocy oraz podczas spoczynku (siedzenie, leżenie). Ruch (chodzenie, rozciąganie) przynosi natychmiastową, ale tylko tymczasową ulgę.

  • ​Ciężka bezsenność: Pacjenci mają ogromny problem z zaśnięciem lub wybudzają się w nocy. Ponad 80% chorych cierpi dodatkowo na PLMD (okresowe ruchy kończyn podczas snu) – nieświadome kopnięcia i szarpnięcia nóg co 20–40 sekund, które niszczą strukturę snu.

  • ​Przewlekłe zmęczenie: Brak efektywnego wypoczynku prowadzi do senności w ciągu dnia, problemów z koncentracją i pamięcią.

  • ​Zaburzenia psychiczne: Stres i wycieńczenie fizyczne drastycznie zwiększają ryzyko stanów lękowych oraz depresji.

  • ​Izolacja społeczna i zawodowa: Trudność sprawia wysiedzenie w kinie, teatrze, restauracji czy podczas długich podróży samochodem i samolotem.

Według nowego badania osoby cierpiące na zespół niespokojnych nóg (RLS) „mogą odczuwać znaczącą ulgę” w dłuższej perspektywie dzięki leczeniu konopiami.

Naukowcy stwierdzili, że chociaż agonisty dopaminy tradycyjnie stanowiły „leczenie pierwszego rzutu” w zespole niespokojnych nóg (RLS), to ostatnie badania wskazują, że obecnie zaleca się stosowanie gabapentynoidów. Ponieważ kannabinoidy, podobnie jak gabapentynoidy, hamują pewien rodzaj aminokwasów związanych z tym schorzeniem, naukowcy postanowili przetestować ich skuteczność terapeutyczną.

Eksploracyjne badanie otwarte, przeprowadzone przez naukowców z Universidad Europea de Madrid i opublikowane w czasopiśmie Journal of Neurology, wykazało, że produkt konopny zawierający 2,7 ​​mg THC i 2,5 mg CBD „skutecznie łagodził nasilenie zespołu niespokojnych nóg” u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym i „związanym z nim idiopatycznym zespołem niespokojnych nóg”.

W tym eksploracyjnym badaniu otwartym leczenie stężeniem 2,7 mg THC/2,5 mg CBD skutecznie zmniejszało nasilenie zespołu niespokojnych nóg (RLS), mierzone skalą IRLS, u pacjentów ze stwardnieniem rozsianym i idiopatycznym zespołem niespokojnych nóg (RLS). Poprawę obserwowano po 1 i 3 miesiącach leczenia, a efekt utrzymywał się po roku u pacjentów, którzy kontynuowali terapię.

-napisali badacze w podsumowaniu wyników badania

Biorąc pod uwagę, że marihuana jest powszechnie znana ze swoich właściwości łagodzenia skurczów mięśni i powiązanych z nimi schorzeń, wyniki badań nie są specjalnie zaskakujące. 

Skuteczność marihuany w leczeniu zespołu niespokojnych nóg jest jednak godna uwagi, gdyż w żadnym kraju nie została ona wyraźnie wymieniona jako schorzenie kwalifikujące się do stosowania medycznej marihuany.

 

Wpływ marihuany na testosteron to temat, który pojawia się dość często w debatach na temat zioła i jest jednym z argumentów przeciwników konopi, którzy od dawna powtarzają, że marihuana obniża jego poziom, a także działa negatywnie na płodność. Dziś o tym, że oba te stwierdzenia są nieprawdziwe, świadczą badania naukowe. Ostatnie z nich, przeprowadzone przez Szwajcarskie Centrum Toksykologii Stosowanej Człowieka (SCAHT) potwierdzają, że marihuana nie wpływa negatywnie na poziom testosteronu u mężczyzn, a jest wręcz odwrotnie – użytkownicy marihuany mają o ok. 23% wyższy jego poziom. Naukowcy zdołali też przy okazji zidentyfikować również dwa potencjalne nowe biomarkery używania konopi, z których można wywnioskować częstość i intensywność używania zioła.

Wpływ marihuany na testosteron

Niektóre badania sugerują, że marihuana może zmniejszać liczbę, stężenie i ruchliwość plemników. Uważa się, że te efekty są powiązane z układem endokannabinoidowym – siecią przekaźników chemicznych i receptorów w mózgu i narządach rozrodczych, która oddziałuje z hormonami płciowymi. Jednak wyniki dotychczas przeprowadzonych badań – zwłaszcza dotyczących wpływu stosowania marihuany na poziom testosteronu – często były sprzeczne.

Na chwilę obecną ustalono, że negatywny wpływ na jakość nasienia może mieć jedynie nadużywanie marihuany, pisaliśmy o tym T U T A J.

Zespół z Sekcji Nauk Farmaceutycznych Wydziału Nauk Ścisłych UNIGE (Genewa), pod kierownictwem profesora Serge’a Rudaza i we współpracy z SCAHT – postanowili się sprawie przyjrzeć. Ekipa badaczy przeprowadziła dogłębną analizę hormonów steroidowych – w tym hormonów płciowych, takich jak androgeny, progestageny i estrogeny – w próbkach osocza krwi pobranych od szwajcarskich poborowych w wieku od 18 do 23 lat.

Kohorta obejmowała 47 osób – potwierdzonych użytkowników marihuany i 47 osób, które marihuany nie używały. Główną innowacją tego badania jest rozszerzenie analizy na setki hormonów, podczas gdy wcześniejsze badania koncentrowały się wyłącznie na testosteronie.

Nasze wyniki pokazują, że używanie marihuany może prowadzić do wzrostu poziomu testosteronu u młodych mężczyzn o około 23%.

-napisali badacze w podsumowaniu wyników badań, które w całości znajdziesz T U T A J

Nasze wyniki pokazują, że używanie konopi indyjskich prowadzi do wzrostu poziomu testosteronu u młodych mężczyzn o około 23%. Ale przyglądając się bliżej wszystkim męskim hormonom płciowym – androgenom – byliśmy w stanie zlokalizować źródło tego wzrostu, konkretnie w jądrach. Androgeny produkowane przez nadnercza nie zostały dotknięte tym wzrostem.

-powiedział Serge Rudaz.

Wygląda zatem na to, że konopie indyjskie mają bezpośredni wpływ na jądra, a dokładniej na komórki Leydiga, które produkują testosteron.

Ale to nie wszystko do czego doszli naukowcy przy okazji prowadzenia badań.

Dzięki tej szerszej analizie zespół zidentyfikował również dwa potencjalne nowe biomarkery używania konopi: hydroksyprogesteron (11B-OHP4) i dihydroprogesteron (5B-DHP4).

Są to dwa metabolity pochodzące z progesteronu, innego ważnego hormonu płciowego. Wzrost ich stężenia wśród użytkowników jest tak wysoki, że można je wykorzystać do monitorowania zaburzeń endokrynologicznych związanych z regularną ekspozycją na konopie.

-powiedział Mathieu Galmiche, , były pracownik naukowy Wydziału Nauk Farmaceutycznych UNIGE, obecnie pracujący w Instytucie Karolinska w Sztokholmie i pierwszy autor badania.

Przede wszystkim to odkrycie powinno zachęcić społeczność naukową do rozszerzenia badań o nowe hormony, które dotychczas były pomijane, a które mogą również odgrywać rolę w męskim układzie rozrodczym

-dodał Galmiche

 

Badacze doszli też do wniosku, iż wzrostu poziomu hormonów u użytkowników konopi nie należy interpretować jako wskaźnika jakości nasienia. Związek między testosteronem a płodnością nadal pozostaje bardzo trudny do rozszyfrowania.

 

Marihuana wspomaga odchudzanie i utrzymanie prawidłowej wagi oraz zmniejsza ryzyko cukrzycy. Do takich wniosków doszli naukowcy z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside, którzy postanowili zbadać potencjalne przyczyny pewnego paradoksu – skoro używanie konopi stymuluje apetyt, to dlaczego liczne wcześniejsze badania wykazały, iż użytkownicy marihuany mają średnio zdrowszą wagę, a także niższe ryzyko rozwoju cukrzycy?

Marihuana wspomaga odchudzanie oraz zmniejsza ryzyko cukrzycy – wynika z badań

Ogół społeczeństwa kojarzy marihuanę raczej jako coś co rozleniwia jej użytkowników, którzy na tzw. „gastrofazie” spożywają dużo średnio zdrowego jedzenia. Jednak sami użytkownicy marihuany swoim trybem życia i poziomem zdrowia potwierdzają, że jest zupełnie inaczej.

Nowe, przeprowadzone w USA badanie finansowane ze środków federalnych podważa utrwalony stereotyp, że u  palaczy marihuana prowadzi do otyłości, nawet u tych bardziej leniwych. Odkryto, że ekstrakt z konopi indyjskich wiąże się zarówno z utratą wagi, jak i zmniejszonym ryzykiem cukrzycy.

Naukowcy z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside postanowili zbadać potencjalne przyczyny tego paradoksu naukowego. No bo skoro kannabinoidy, takie jak THC, stymulują apetyt, to dlaczego liczne wcześniejsze badania wykazały, że użytkownicy marihuany mają średnio zdrowszą wagę, a także niższe ryzyko rozwoju cukrzycy niż osoby, które marihuany nie używają?

Marihuana wspomaga odchudzanie oraz zmniejsza ryzyko cukrzycy – badanie

Badanie, opublikowane w czasopiśmie „Journal of Physiology”, polegało na podawaniu myszom „diety zachodniej” bogatej w tłuszcz i cukier. Następnie otyłe gryzonie podawano przez 30 dni albo ekstrakt z konopi o pełnym spektrum działania, albo samo THC.

Nasze najważniejsze ustalenia wskazują, że THC i ekstrakt z konopi znacząco redukują masę ciała i otyłość trzewną u myszy [z otyłością wywołaną dietą], a także wyraźnie poprawiają homeostazę glukozy, szczególnie w przypadku ekstraktu z konopi – ale nie samego THC – poprawiając klirens glukozy (wskaźnik usuwania glukozy z krwi)

-napisali badacze.

Komórki tłuszczowe w zdrowych organizmach uwalniają cząsteczki sygnałowe, które umożliwiają regulację wydzielania insuliny przez trzustkę, natomiast u osób z otyłością i cukrzycą typu 2 komunikacja w tym zakresie często ulega zaburzeniu.

Nowe badanie finansowane ze środków federalnych podważa utrwalony stereotyp, że u leniwych palaczy marihuana prowadzi do otyłości — odkryto, że ekstrakt z konopi indyjskich wiąże się zarówno z utratą wagi, jak i zmniejszonym ryzykiem cukrzycy.

Naukowcy z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside postanowili zbadać potencjalne przyczyny pewnego paradoksu naukowego. Mianowicie, skoro kannabinoidy, takie jak THC, stymulują apetyt, to dlaczego liczne wcześniejsze badania wykazały, że użytkownicy marihuany mają średnio zdrowszą wagę, a także niższe ryzyko rozwoju cukrzycy?

Badanie, opublikowane w czasopiśmie „Journal of Physiology”, polegało na podawaniu myszom „diety zachodniej” bogatej w tłuszcz i cukier. Następnie otyłe gryzonie podawano przez 30 dni albo ekstrakt z konopi o pełnym spektrum działania, albo samo THC.

 

„Nasze najważniejsze ustalenia wskazują, że THC i ekstrakt z konopi znacząco redukują masę ciała i otyłość trzewną u myszy [z otyłością wywołaną dietą], a także wyraźnie poprawiają homeostazę glukozy, szczególnie w przypadku ekstraktu z konopi — ale nie samego THC — poprawiając klirens glukozy” — napisali badacze.

Komórki tłuszczowe w zdrowych organizmach uwalniają cząsteczki sygnałowe, które umożliwiają regulację wydzielania insuliny przez trzustkę, natomiast u osób z otyłością i cukrzycą typu 2 komunikacja w tym zakresie często ulega zaburzeniu.

Co godne uwagi, ekstrakt z konopi okazał się znacznie skuteczniejszy w regulacji poziomu glukozy u myszy w porównaniu z wyizolowanym THC. I chociaż ekstrakty normalizowały klirens glukozy u myszy otyłych do poziomów obserwowanych u myszy szczupłych, nie można było tego samego powiedzieć o myszach otyłych leczonych izolowanym THC. 

To akurat wynika z działania marihuany opartego o „efekt otoczenia” czyli współgrania ze sobą wszystkich substancji zawartych w roślinie, marihuana kojarzona jest głównie z THC jednak ono samo w sobie nie ma takiego działania jak cała roślina konopi.

Wzmocnione efekty metaboliczne obserwowane w przypadku ekstraktu z konopi w porównaniu z samym THC w niniejszym badaniu mogą zatem odzwierciedlać kombinatoryczne lub synergistyczne interakcje między wieloma kannabinoidami 

-napisali autorzy badania, dodając, że analiza „wkładu poszczególnych fitokannabinoidów będzie ważnym kierunkiem przyszłych badań”.

O efekcie otoczenia mówił też Nicholas DiPatrizio, profesor nauk biomedycznych w Szkole Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Toronto i główny autor badania. Stwierdził, że dane sugerują, iż „samo THC nie jest odpowiedzialne za korzyści metaboliczne związane z używaniem konopi”. Dokładnie tak, naukowcy dopiero teraz odkrywają to, o czym ludzie z branży i środowiska konopnego mówią już od wielu lat. Ale lepiej później niż wcale.

Wydaje się, że kluczową rolę odgrywają także inne związki zawarte w roślinie 

-powiedział DiPatrizio, dyrektor Centrum Badań nad Kanabinoidami UCR.

Klinicyści, badacze i decydenci powinni być czujni i zwracać uwagę na tę kwestię. Potrzebujemy podejścia opartego na dowodach, aby w pełni zrozumieć zarówno ryzyko, jak i potencjalne korzyści płynące ze stosowania konopi i ich składników

-powiedział DiPatrizio

Nowe badanie finansowane ze środków federalnych podważa utrwalony stereotyp, że u leniwych palaczy marihuana prowadzi do otyłości — odkryto, że ekstrakt z konopi indyjskich wiąże się zarówno z utratą wagi, jak i zmniejszonym ryzykiem cukrzycy.

Naukowcy z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Kalifornijskiego w Riverside postanowili zbadać potencjalne przyczyny pewnego paradoksu naukowego. Mianowicie, skoro kannabinoidy, takie jak THC, stymulują apetyt, to dlaczego liczne wcześniejsze badania wykazały, że użytkownicy marihuany mają średnio zdrowszą wagę, a także niższe ryzyko rozwoju cukrzycy?

Badanie, opublikowane w czasopiśmie „Journal of Physiology”, polegało na podawaniu myszom „diety zachodniej” bogatej w tłuszcz i cukier. Następnie otyłe gryzonie podawano przez 30 dni albo ekstrakt z konopi o pełnym spektrum działania, albo samo THC.

 

„Nasze najważniejsze ustalenia wskazują, że THC i ekstrakt z konopi znacząco redukują masę ciała i otyłość trzewną u myszy [z otyłością wywołaną dietą], a także wyraźnie poprawiają homeostazę glukozy, szczególnie w przypadku ekstraktu z konopi — ale nie samego THC — poprawiając klirens glukozy” — napisali badacze.

Komórki tłuszczowe w zdrowych organizmach uwalniają cząsteczki sygnałowe, które umożliwiają regulację wydzielania insuliny przez trzustkę, natomiast u osób z otyłością i cukrzycą typu 2 komunikacja w tym zakresie często ulega zaburzeniu.

 

Co godne uwagi, ekstrakt z konopi okazał się znacznie skuteczniejszy w regulacji poziomu glukozy u myszy w porównaniu z THC. I chociaż ekstrakty normalizowały klirens glukozy u myszy otyłych do poziomów obserwowanych u myszy szczupłych, nie można było tego samego powiedzieć o myszach otyłych leczonych izolowanym THC.

Wydaje się to kolejnym dowodem na istnienie „efektu otoczenia” – marihuana okazuje się skuteczniejsza terapeutycznie, gdy jej kannabinoidy działają razem, niż gdy działają osobno.

„THC i ekstrakt z konopi znacząco zmniejszyły masę ciała i otyłość trzewną u myszy [z otyłością wywołaną dietą]”.

„Wzmocnione efekty metaboliczne obserwowane w przypadku ekstraktu z konopi w porównaniu z samym THC w niniejszym badaniu mogą zatem odzwierciedlać kombinatoryczne lub synergistyczne interakcje między wieloma kannabinoidami” – napisali autorzy badania, dodając, że analiza „wkładu poszczególnych fitokannabinoidów będzie ważnym kierunkiem przyszłych badań”.

 

Nicholas DiPatrizio, profesor nauk biomedycznych w Szkole Medycznej Uniwersytetu Kalifornijskiego w Toronto i główny autor badania, powtórzył ten argument. Stwierdził, że dane sugerują, iż „samo THC nie jest odpowiedzialne za korzyści metaboliczne związane z używaniem konopi”.

„Wydaje się, że kluczową rolę odgrywają także inne związki zawarte w roślinie” – powiedział DiPatrizio, dyrektor Centrum Badań nad Kanabinoidami UCR.

Chociaż badań przedklinicznych nie należy traktować jako dowodu na to, że ludzie powinni stosować marihuanę jako suplement wspomagający odchudzanie lub zapobiegający cukrzycy, stwierdził, że wyniki te mogą z czasem posłużyć do opracowania terapii wykorzystujących nieodurzające fitokannabinoidy zawarte w całej roślinie.

„Klinicyści, badacze i decydenci powinni być czujni i zwracać uwagę na tę kwestię” – powiedział . „Potrzebujemy podejścia opartego na dowodach, aby w pełni zrozumieć zarówno ryzyko, jak i potencjalne korzyści płynące ze stosowania konopi i ich składników”.

„Przewlekła ekspozycja na kannabinoidy, szczególnie ekstrakt z konopi, powoduje redukcję masy ciała, poprawę homeostazy glukozy i normalizację funkcji tkanki tłuszczowej w mysim modelu” otyłości wywołanej dietą.

 

Badania — finansowane ze środków grantowych Narodowych Instytutów Zdrowia (NIH) oraz Programu Badawczego Chorób Związanych z Paleniem Tytoniu Uniwersytetu Kalifornijskiego — ostatecznie potwierdzają możliwość istnienia mechanizmu, poprzez który tkanka tłuszczowa komunikuje się z trzustką .

To jeden z najnowszych przykładów badań nad tajemniczą zależnością między marihuaną a masą ciała.

Na przykład badanie opublikowane w zeszłym roku na temat stosowania składników marihuany w celu wspomagania utraty wagi wykazało, że stosowanie połączonego produktu zawierającego kannabinoidy THCV i CBD „wiązało się ze statystycznie istotną utratą wagi”, a także ze szczuplejszą talią, niższym ciśnieniem krwi i obniżonym poziomem cholesterolu.

 

Odrębne badanie z 2024 roku wykazało, że osoby regularnie używające marihuany rzadziej cierpiały na otyłość niż osoby, które jej nie używają. W rzeczywistości analiza wykazała „zależność dawka-odpowiedź między używaniem marihuany, a wskaźnikiem masy ciała, przy czym im niższy wskaźnik BMI, tym wyższe było używanie marihuany”.

Osoby, które w ciągu ostatniego miesiąca używały marihuany, „po uwzględnieniu czynników ryzyka były o 31 procent mniej narażone na otyłość niż osoby nieużywające jej” – czytamy w badaniu, podczas gdy „osoby używające marihuany codziennie są o 32 procent mniej narażone na otyłość niż osoby nieużywające jej”.

Takie same wnioski wyciągnęli badacze prowadzący badania w tej materii w 2018 r, o których pisaliśmy T U T A J. 

Wtedy badacze także doszli do wniosku, że osoby używające marihuany są zwyczajnie zdrowsze.

Ciekawe jest to, że naukowcy nadal nie do końca wiedzą w jaki sposób konopie indyjskie pozytywnie wpływają na nasz organizm. Dziwi to o tyle, iż od dawna wiadomo jak marihuana działa na nasz organizm poprzez aktywacje układu endokannabinoidowego ECS, którego zadaniem jest  regulowanie naszego organizmu i wielu innych układów (m.in. immunologicznego) i utrzymanie organizmu w stanie homeostazy. Dlatego marihuana stosowana odpowiedzialnie (nie nadużywana, nie używana szkodliwie) będzie przynosiła jedynie pozytywne skutki dla jej użytkownika. 

Natomiast w kwestii odchudzania i prawidłowej, zdrowej masy ciała pamiętać należy, że chudnie się zawsze od deficytu kalorycznego i samo używanie marihuany nie będzie skuteczne w przypadku osób już otyłych. To, że marihuana pomaga regulować metabolizm i utrzymywać zdrową masę ciała nie oznacza też, że użytkownik zioła może znacząco przekraczać tygodniowe zapotrzebowanie na kalorie.

CBD jest toksyczne dla płodności – twierdzi Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA), która oficjalnie sklasyfikowała CBD jako substancję, która może być toksyczną dla rozrodczości. Klasyfikacja ta jest wynikiem wniosku władz francuskich, jednak badania, które mają to potwierdzać budzą wiele wątpliwości. Przede wszystkim dlatego, że prowadzono je na szczurach oraz przy zastosowaniu niesamowicie dużych dawek CBD. Teraz, jeżeli KE przychyli się wniosków ECHA – CBD może zostać objęte restrykcjami, a branża może się zwinąć. Oto więcej informacji.

CBD jest toksyczne dla płodności – twierdzi UE. Przyszłość kannabidiolu w Europie zależy teraz od Komisji Europejskiej

CBD jest toksyczne dla płodności – uznała Europejska Agencja Chemikaliów (ECHA) oficjalnie sklasyfikowała CBD jako substancję mogącą upośledzać płodność. Klasyfikacja ta jest wynikiem wniosku władz francuskich. ECHA twierdzi, iż kannabidiol może upośledzać płodność, szkodzić nienarodzonym dzieciom lub wpływać na karmione piersią niemowlęta.

Decyzja nie jest jeszcze ostateczna, ponieważ Komisja Europejska musi najpierw oficjalnie przyjąć tę klasyfikację,a  proces ten może potrwać kilka miesięcy. Gdy to się stanie, europejska branża konopi stanie przed nowym problemem. 

Wiadomość ta wywołała szok w całej branży, a dwie z jej najważniejszych organizacji branżowych ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami dla dalszych etapów rozwoju.

-donoszą europejskie media konopne

Francesco Mirizzi, dyrektor zarządzający Europejskiego Stowarzyszenia Przemysłowych Konopi (EIHA), które reprezentuje wielu europejskich producentów, wytwórców i sprzedawców detalicznych CBD, powiedział, że „Na tym etapie ważne jest, aby wyjaśnić, że proces ten nie został jeszcze zakończony. „

Opinia przyjęta przez Komitet ds. Oceny Ryzyka (RAC) Europejskiej Agencji Chemikaliów (ECHA) stanowi naukową ocenę zagrożenia i nie przekłada się automatycznie na zakaz stosowania produktów CBD w UE.

CBD jest toksyczne dla płodności – problem z jakością badań

Badania, na których oparto wnioski, budzą wiele kontrowersji z dwóch powodów. Po pierwsze – badania robione były na potężnych dawkach CBD sięgających 300 mg/kg masy ciała. Oznacza to dawkę blisko 20 gramów czystego CBD w przypadku osoby ważącej ok. 75 kg. To ilość znajdująca się w 20 buteleczkach olejku CBD o stężeniu 10% lub 200 gramach suszu o stężeniu 10% CBD. Dodatkowo taka dawka podawana była przez miesiąc. Druga sprawa to fakt, że jedyne wyniki badań dotyczą szczurów, nie są to wnioski ze stosowania CBD u ludzi.

W dokumencie z wynikami badań czytamy:

„250 mg cbd/kg mc./dobę: 8% niższa końcowa masa ciała u samców (istotne statystycznie, SS).

Płodność i funkcje seksualne. Wszystkie dawki: Związane z dawką zmniejszenie masy męskich narządów rozrodczych. Prostata (-15%), pęcherzyk nasienny (-18%), jądra/najądrza (-4%) przy dawce 250 mg/kg mc./dobę u samców w porównaniu z grupą kontrolną.

Nieznaczny wzrost strat przedimplantacyjnych przy dawkach 75 mg/kg mc./dzień (8,2%), 150 mg/kg mc./dzień (14,1%) i 250 mg/kg mc./dzień (11,1%) w porównaniu z grupą kontrolną (7,2%), ale w ramach historycznych danych kontrolnych. 150 i 250 mg/kg mc./dzień: 5% spadek płodności i wskaźnika płodności w porównaniu z grupą kontrolną (niepowodzenie krycia 1 pary w obu grupach).

100 i 300 mg/kg mc./dobę: Obniżone stężenia T3 i T4 w dniu 4 po urodzeniu

Płodność i funkcje seksualne
Pokolenie F0, Wszystkie dawki: Zależne od dawki zmniejszenie stężenia plemników (-14% przy 300 mg/kg mc./dobę w porównaniu z grupą kontrolną) 
300 mg/kg mc./dobę: Wydłużenie NSS długości cyklu rujowego (+13%) i przerwy przedkoitalnej (+54%) u samic.
Tendencja do spadku względnej masy prostaty (-19%), pęcherzyka nasiennego (-13%) i jajnika/jajowodu (-18%)”

Całościowe wyniki badań znajdziesz T U T A J

Co się stanie gdy KE uzna, że CBD jest toksyczne dla płodności?

Wtedy CBD trafi na listę substancji CMR 1A lub 1B.

Substancje CMR 1A lub 1B to związki o najwyższym poziomie zagrożenia chemicznego, zdefiniowane w unijnym rozporządzeniu CLP. Skrót oznacza substancje Carcinogenic (rakotwórcze), Mutagenic (mutagenne) oraz Reprototoxic (toksyczne dla rozrodczości). Ze względu na wysokie ryzyko, ich stosowanie jest rygorystycznie kontrolowane lub zakazane w wielu branżach (np. w kosmetykach)

W EIHA zamierzamy aktywnie uczestniczyć w kolejnych krokach regulacyjnych. W szczególności zakwestionujemy proponowaną klasyfikację do kategorii 1B i będziemy opowiadać się za jej reklasyfikacją do kategorii 2, która naszym zdaniem lepiej odzwierciedlałaby dostępne dowody naukowe i istniejące niepewności.

-mówią przedstawiciele EIHA.

A skoro nie mówią o całkowitej bezsensowności klasyfikowania CBD jako szkodliwego, w szczególności, że wnioski te poparte są badaniami pozostawiającymi wiele do życzenia – sprawa wydaje się być poważna.

Co dalej?

 

 RAC (komitet ds. oceny ryzyka) przyjął opinię zalecającą zharmonizowaną klasyfikację kannabidiolu, a ECHA przekaże tę opinię Komisji Europejskiej. 

-powiedział rzecznik prasowy ECHA

Komisja następnie uwzględni opinię RAC w ramach swojej procedury decyzyjnej. Chociaż opinie RAC stanowią kluczowy wkład naukowy i są zazwyczaj brane pod uwagę, ich przyjęcie przez Komisję nie jest automatyczne. Komisja zdecyduje, jak postępować

-dodał

Komisja Europejska zazwyczaj zwleka od trzech do dziewięciu miesięcy z publikacją projektu decyzji. Następnie musi ona zostać poddana konsultacjom z państwami członkowskimi, zanim stanie się rozporządzeniem.

Komitet Naukowy ds. Bezpieczeństwa Konsumentów Komisji Europejskiej dokonuje odrębnej oceny stosowania CBD w kosmetykach, a branża nadal może przesyłać dane w celu zakwestionowania ostatecznej decyzji.

Poinformujemy gdy tylko pojawią się nowe informacje w sprawie.

Medyczna marihuana pomaga osobom starszym, seniorzy korzystają z niej coraz chętniej jako alternatywy dla nowoczesnej farmakologii, która niemal zawsze niesie ze sobą negatywne skutki w postaci działań niepożądanych. W przypadku konopi tego problemu nie ma, a skutki uboczne to lepszy sen, poprawa nastroju i apetytu – czyli kwestii niesłychanie istotnych gdy mówimy o zdrowiu seniorów. 

Medyczna marihuana pomaga osobom starszym, seniorzy korzystają z niej coraz chętniej – pokazują badania

Naukowcy z University of Utah Health oraz University of Colorado Boulder, przeprowadzili wywiady ze 169 osobami w wieku powyżej 60 lat. Wszyscy uczestnicy badania szukali sposobów na złagodzenie problemów związanych ze starzeniem się, takich jak przewlekły ból, problemy ze snem czy pogarszające się samopoczucie psychiczne.

O ile sam trend został zauważony już dawno, teraz badacze postanowili sprawdzić konkretne powody i przypadki gdzie medyczna marihuana pomaga osobom starszym zmagać się z ich dolegliwościami.

Autorzy badania podkreślają, że seniorzy są obecnie najszybciej rosnącą grupą konsumentów konopi w USA, naukowcy chcieli też lepiej zrozumieć, jakie preparaty seniorzy wybierają najchętniej.

Jednym z najważniejszych wniosków było to, że wielu uczestników badania najzwyczajniej straciło zaufanie do nowoczesnych leków. Seniorzy obawiali się skutków ubocznych, ryzyka uzależnienia oraz długoterminowego wpływu farmaceutyków na organizm. W opinii części badanych marihuana była dla pacjentów się „bezpieczniejszą alternatywą”.

Wielu uczestników badania zgłosiło niechęć do stosowania tradycyjnych terapii farmaceutycznych. Co istotne, obawiali się oni skutków ubocznych oraz długoterminowego ryzyka zdrowotnego lub uzależnienia związanego z lekami farmaceutycznymi i postrzegali marihuanę jako bezpieczniejszą alternatywę.

-napisali autorzy badania

Wielu respondentów przyznało również, że wcześniej próbowali praktycznie wszystkich dostępnych metod leczenia. Korzystali nie tylko z leków przeciwbólowych czy nasennych, ale także z terapii, masaży, akupunktury i innych form wsparcia. Gdy te rozwiązania okazywały się nieskuteczne, decydowali się na marihuanę.

Uczestnicy zgłaszali również, że wyczerpali już wszystkie farmakologiczne i niefarmakologiczne metody leczenia objawów (np. terapię, akupunkturę czy masaż), dlatego w ostateczności chcieli spróbować marihuany. Niektórzy uczestnicy, którzy doświadczali znacznych problemów ze zdrowiem fizycznym i psychicznym, starali się używać marihuany, aby złagodzić nowe lub nasilające się objawy związane z bólem, zaburzeniami snu czy zmianami nastroju.

-poinformowali badacze

Starsi pacjenci raportują, że do spróbowania marihuany skłoniła ich informacja o jej zaletach „z sieci kontaktów osobistych, wykładów medycznych i źródeł medialnych”. Część ankietowanych stwierdziła, że ​​chciała spróbować marihuany „w celach rekreacyjnych, na przykład w celu uzyskania haju lub urozmaicenia spotkań towarzyskich ze znajomymi i aktywności”, podczas gdy inni zgłosili, że używają jej jako alternatywy dla środków odurzających, takich jak alkohol.

-napisano w podsumowaniu raportu

Jeśli chodzi o preferencje produktowe ankietowanych, wyglądały one następująco:

  • 58% starszych dorosłych wybrało produkty spożywcze zawierające połączenie THC i nieodurzającego CBD
  • 29% wybrało produkt z przewagą CBD
  • 14% zdecydowało się na produkt spożywczy z przewagą THC.

Biorąc pod uwagę wszystkie motywacje, osoby starsze najczęściej wybierały produkt zawierający konopie indyjskie, jednak rozkład motywacji różnił się w zależności od produktu, który uczestnicy badania zamierzali kupić

– napisali autorzy w artykule opublikowanym przez AMA.

Medyczna marihuana pomaga osobom starszym, ale pojawiają się też obawy

Co ciekawe, najczęstszą „wadą” marihuany zawierającej zarówno THC i CBD, lub  też produktów z przewagą THC, wymienianą przez uczestników była „obawa przed odurzeniem lub osłabieniem”. W przypadku produktów CBD największym zmartwieniem było postrzeganie ich jako produktów o „ograniczonej skuteczności”.

Badanie wykazało również, że najczęstszą przyczyną, dla której osoby starsze chciały stosować marihuanę, były:

  • problemy ze snem – 57%
  • problemy związane z bólem – 50%
  • problemy ze zdrowiem psychicznym – 25%.

W większości przypadków odkryliśmy, że ci ludzie nie są specjalnie zainteresowani odurzeniem się. Chcą po prostu poczuć się lepiej.

– powiedziała Angela Bryan, główna autorka badania.

Eksperci zwracają też uwagę, że wzrost zainteresowania medyczną marihuaną wśród seniorów jest istotnie związany ze zmianą społecznego nastawienia do konopi. Jeszcze kilkanaście lat temu wielu starszych Amerykanów traktowało marihuanę wyłącznie jako nielegalny narkotyk. Dziś, wraz z legalizacją medycznej i rekreacyjnej marihuany w kolejnych stanach USA, podejście to zaczyna się zmieniać.

W miarę jak legalizacja marihuany staje się coraz powszechniejsza, osoby starsze coraz częściej sięgają po nią nie tylko w celach rekreacyjnych, ale także w celu radzenia sobie z objawami związanymi ze starzeniem się, w tym bólem, zaburzeniami snu i problemami ze zdrowiem psychicznym.

-podkreślili badacze

 

Najstarsza skamielina rośliny konopi pochodzi z Europy? Naukowcy uważają, iż konopie jakie znamy dzisiaj czyli gatunek Cannabis sativa pochodzi z Azji. Sugerują to analizy najstarszego znalezionego pyłku konopnego, sprzed około 20 milionów lat (epoka miocenu). Teraz to założenie zostało podważone przez skamieniałość rośliny z kolekcji Museum für Naturkunde w Berlinie. Jest to dość dobrze zachowany odcisk liścia w skamieniałym błocie, datowany na 48 – 56 milionów lat, który Paul Friedrich opisał jako Cannabis oligocaenica już w 1883 roku. Po czym wszyscy o znalezisku zapomnieli. Oto więcej informacji.

Berlin: Do muzeum trafiła najstarsza skamielina rośliny konopi mająca ok. 50 milionów lat, pochodzi z Europy i wszyscy o niej zapomnieli

Odcisk liścia konopi w skamieniałym błocie, po raz pierwszy był opisany przez botanika w roku 1883 i na prawie 140 lat został zapomniany. Jest to część kolekcji berlińskiego muzeum. Skamieniałość Cannabis oligocaenica znaleziono w pobliżu Eisleben w Saksonii-Anhalt i jest to prawdopodobnie najstarsza znana roślina konopi na świecie.

Naukowcy Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie ponownie datowali znalezisko i doszli do zaskakującego wyniku: skamieniałość pochodzi z Eocenu dolnego, czyli ma między 56 a 48 milionów lat.

Paul Friedrich, botanik z końca XIX wieku, opisał tę skamieniałość liścia jako Cannabis oligocaenica. Znalezisko było pierwotnie datowane na oligocen, stąd nazwa, czyli na około 25-30 milionów lat.

Jednak nowsze analizy geologiczne pokazują, że warstwa skamieniałości jest znacznie starsza. Według obecnej klasyfikacji Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie skamieniałość należy do Eocenu dolnego, epoki, która skończyła się około 56-48 milionów lat temu. To czyni go o 30-35 milionów lat starszym niż dotychczas znane najstarsze skamieniałości konopi z północno-zachodnich Chin, które są datowane na około 20 milionów lat.

Co ciekawe, odcisk liścia wykazuje charakterystyczne cechy roślin konopi z czasów obecnych: wydłużony, lancetowaty kształt i wyraźnie pikowany brzeg liścia. To morfologiczne podobieństwo do Cannabis sativa zaskoczyło badaczy.

To, co kiedyś trafiło do archiwum jako osobliwość, teraz zajmuje centralne miejsce w dyskusjach paleobotaniczych. Fakt, że skamieniałość znajdowała się przez 140 lat w zbiorach berlińskiego Muzeum Historii Naturalnej, czyni tę historię jeszcze bardziej niezwykłą. Ta niezwykle cenna skamieniałość liścia konopi leżała zapomniana na półce w archiwum, podczas gdy nauka przez dziesięciolecia szukała korzeni rośliny konopi zupełnie gdzie indziej.

Najstarsza skamielina rośliny konopi pochodzi z terenów obecnych Niemiec, a nie jak dotąd uważano z Azji?

Ta najstarsza znaleziona skamielina konopi rzuca całkiem nowe światło na pochodzenie rośliny.

Od teraz naukowcy będą stawiać pytania czy konopie naprawdę pochodzą wyłącznie z Azji Środkowej?  A może do Azji zawędrowały z Europy?Dotychczasowa nauka zakładała, że rodzaj Cannabis powstał w północno-zachodniej części Chin i rozprzestrzeniał się stamtąd przez tysiące lat na resztę świata. Skamieniałość z Eisleben co najmniej podważa tę tezę. 

Niezależnie od tego, jak spektakularne jest znalezisko, naukowcy podchodzą do niego z dozą ostrożności. Do ostatecznego określenia parametrów skamieliny będą potrzebne, obok zewnętrznego kształtu liścia, również szczegóły mikrostruktury, zwłaszcza charakterystyczne włoski liścia (trichomy), które odróżniają nowoczesne rośliny konopi od pokrewnych rodzajów. W skamieniałości tych szczegółów niestety brakuje, ze względu na stan zachowania.

Dlatego naukowcy mówią o zdecydowanym wskazaniu, a nie o ostatecznym dowodzie. Trwają dalsze analizy paleobotaniczne. Nie wynika to ze słabej jakości znaleziska, ale z dobrej praktyki naukowej.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.