Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

czy liroy oszukał inwestorów

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie podziały się środki w wysokości 3,5 miliona złotych zebrane w trakcie zbiórki publicznej LiRoyal? Czy możemy mówić o największym polskim przekręcie opartym o konopie? Dziś przyjrzymy się tematowi, który rozpala branże konopi od środka już od dość dawna. Niestety wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z największym oszustwem w polskiej branży konopnej. O komentarz i wyjaśnienie kilki kwestii poprosiliśmy także Liroya, który się do sprawy odniósł. Oto więcej informacji.

Reklama

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal S.A. poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawnych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Piotr Liroy Marzec to postać, której przedstawiać nie trzeba. Jeden z pionierów kultury Hip-Hopowej w naszym kraju. Liroy jest dzisiaj legendą i bez dwóch zdań na to zasłużył.

Jakiś czas po tym gdy z mikrofonem spotykał się coraz rzadziej – został posłem na Sejm RP z ramienia KUKIZ’15.

Już jako polityk, był też jedną z osób, które kojarzone są z zalegalizowaniem medycznej marihuany w naszym kraju.

Nie stronił też od show-biznesu. W marcu 2022 r. ruszył program emitowany w telewizji TVN „Przez Atlantyk”, w którym polskie tzw. gwiazd przepływały Ocean Atlantycki na pokładzie żaglowca.

Lata 2019 – 2022 to boom na konopie włókniste, a dokładniej susz CBD. Konopie CBD stały się w tym okresie bardzo popularne, a jeszcze popularniejsze stało się zakładanie nowych firm związanych z konopiami, których w naszym kraju było w pewnym momencie blisko tysiąc.

Boom na konopie i produkty CBD postanowił wykorzystać także Piotr Liroy Marzec, który współpracując z Maciejem Sagalem oraz Patrykiem Działdowskim powołali spółkę LiRoyal, mającą się zajmować się produkcją produktów konopnych klasy premium –  jak sami je opisywali.

Crowdfunding LiRoyal i zebrane 3,5 z planowanych 4,5 milionów zł

w 2021 roku Liroy ogłosił, że w czerwcu uruchomi publiczną emisję akcji LiRoyal, w ramach której planuje zebrać 4,5 miliona złotych. Środki te miały być przeznaczane na rozwój marki LiRoyal, która miała podbijać nie tylko Polski ale także Europejskie rynki, a szczególnie akcentowany był rynek Niemiecki. Plany wyglądały ambitnie, a ludzie ufali Liroyowi – w końcu muzycznej legendzie i byłemu posłowi na Sejm RP można zaufać. Prawda?

Jednak zaraz po ogłoszeniu planowanej na 2 czerwca emisji akcji LiRoyal – zaczęło robić się dziwnie i bardzo podejrzanie. Nagle Piotr Liroy-Marzec zaczął kłamać na potęgę i wprowadzać potencjalnych inwestorów w błąd, jednak kłamstwa te mógł wyłapać jedynie ktoś, kto branże konopi zna na wylot – zwykły miłośnik konopi chcący zainwestować w LiRoyal był z pewnością pod wrażeniem.

W czym dokładnie rzecz? Chodzi o to, że przez cały miesiąc poprzedzający emisję akcji LiRoyal, Liroy jeździł po różnych lokalizacjach i obiektach nagrywając z nich materiały i robiąc relacje na żywo, z których wynikało, że Liroy jest u siebie, pokazuje swoje lokalizacje i obiekty czy uprawy, które jak mówił na nagraniach – będą rozwijane z pieniędzy zebranych w trakcie emisji akcji zaplanowanej na 2 czerwca 2021.

Jednak prawda jest taka, że bohater tego tekstu odwiedzał różne lokalizacje, z którymi kompletnie nic go nie łączyło, często prywatnie korzystając z czyjejś gościnności. Odwiedzając cudze obiekty nagrywał na nich materiały, na których twierdził, że jest na obiektach, które będą rozwijane ze środków zebranych w crowdfundingu, mimo tego, że nie miał z nimi kompletnie nic wspólnego. Jednym z takich przypadków była np. wizyta Liroya u Macieja Pawłowskiego – znanego działacza i aktywisty konopnego, a także twórcy projektu „Wioska Konopna”.

Liroy przyjechał do nas zupełnie prywatnie. Gdy skończyliśmy oprowadzać go po naszym terenie i opowiedzieliśmy o najbliższych planach związanych z naszą Wioską – Liroy wyciągnął telefon i rozpoczął relację na żywo na swoje social media. Ku naszemu zdziwieniu, Piotrek zaczął w trakcie relacji pokazywać teren dookoła i opowiadał jak to z zebranych środków będzie się tu wszystko rozwijało. Było to oczywiście kłamstwo bo Piotr z naszym projektem nigdy nie miał nic wspólnego.

– mówi nam Maciej Pawłowski.

Liroy takich materiałów, nie mających nic wspólnego z prawdą – opublikował kilka. Natomiast już po zakończeniu emisji akcji, aby podtrzymywać mit LiRoyal – robił to nadal. Przykładem jest m.in. materiał poniżej, który do dzisiaj można znaleźć na IG Liroya. Na nagraniu Piotr opowiada o wyjątkowości swoich produktów CBD, które powstają z roślin będącymi ich „dziećmi”, które potem przetwarzają w swojej fabryce. „To są nasze dzieci” – mówi stojąc na uprawie konopi.

Tylko, że to wszystko kłamstwo – obiekt, nie którym znajduje się Liroy nie jest z nim w żaden sposób związany, on tam był gościem! 

A tutaj zdjęcia z tego samego obiektu z roślinami oraz bez nich, niestety, ale znam ten obiekt, wiem do kogo należy i wiem, że wideo Liroya z uprawy to kłmastwo. Niestety mało kto zna branże konopi tak bardzo na wylot jak np. ja dlatego nikt tego nawet nie zauważył:

liroy oszukał

liroy oszukał

Zwróćcie uwagę na słupki oraz rury zawinięte z lewej stronie na ścianie, a także na rysę na wysokości końca słupków, dokładnie to samo widzimy w tle wideo nagranego przez Liroya na rzekomo swoim obiekcie ze swoimi „dziećmi.

Wszystko co opowiadał Liroy na temat swojej spółki i planowanych działań LiRoyal – było, jak widać, wyreżyserowanym kłamstwem.

Czy Liroy oszukał inwestorów? Emisja akcji i wycena spółki

Po nieco ponad miesiącu tej co najmniej dziwnej kampanii Liroya, przyszedł czas uruchomienia emisji akcji LiRoyal S.A. – i zaczęło robić się jeszcze dziwniej. W jej dniu, tj. 2.06.2021 portal crowdnews.pl napisał w artykule „Emisja akcji LIROYAL.pl, to nie mogło mi się spodobać” o emisji Liroya:

LIROYAL.pl to „konopna” spółka, którą swoim nazwiskiem firmuje Piotr Liroy-Marzec. Przyznam, że mam zastrzeżenia do sposobu, w jaki oferta się rozpoczęła. Dokument ofertowy nie został wcześniej udostępniony publicznie dla wszystkich. Spowodowało to, że znaczna część inwestorów złożyła zapis na akcje nie zaglądając nawet do tak ważnego dokumentu.

Czym jest wspomniany „dokument ofertowy”?

Jest to prospekt emisyjny lub memorandum informacyjne. Jest to kluczowy dokument, który zawiera szczegółowe informacje o spółce planującej emisję akcji, w tym o jej sytuacji finansowej, działalności, planach rozwojowych oraz ryzykach związanych z inwestycją. Jest to nieodłączny element publicznej emisji akcji i ma na celu dostarczenie potencjalnym inwestorom rzetelnych i kompleksowych danych, które pozwolą im podjąć świadomą decyzję o zakupie lub rezygnacji z zakupu akcji danego podmiotu.

Nabywcy akcji LiRoyal nie mieli możliwości zapoznania się z tym dokumentem gdyż zwyczajnie takowego nie było.

Eksperci inwestycyjni sugerują, że emitent liczył na osoby niedoświadczone w zakresie inwestycji, które czym prędzej kupią pakiet akcji zaraz po uruchomieniu ich emisji tylko dlatego, że uwierzyły w Liroya i uwierzyły Liroyowi na słowo. Zaufali mu i powierzyli swoje pieniądze.

Piotr Liroy-Marzec wprost zasugerował, że zainteresowanie ofertą może być tak duże, że dostępne akcje szybko się skończą. Nic dziwnego, że ci mniej doświadczeni inwestorzy rzucili się do zakupu nie poznając nawet szczegółów emisji i blokując serwer platformy crowdfundingowej.”

-czytamy na crowdnews.pl, którego rekomendacja inwestycyjna w tym przypadku brzmiała – „trzymać się jak najdalej”

Ale to jeszcze nic! Patrząc na historię powstania oraz wyceny spółki LiRoyal.pl, odrazu powinna zapalać się czerwona lampka u potencjalnych inwestorów.

W kwietniu 2021 r. powołano do życia spółkę Global-Hempire.com SA. Akcjonariusze objęli 200 tysięcy akcji po 1 zł. Kapitał założycielski tej firmy ustalono zatem na 200 tysięcy złotych. Największym inwestorem została firma HubBurger.com GmbH, w której Piotr Liroy-Marzec i Maciej Sagal posiadają po 50% udziałów.

Tydzień później (będąc jeszcze w organizacji) Global-Hempire.com SA powołuje kolejny podmiot – LIROYAL.pl. Założyciel objął 1 milion akcji po 10 groszy. W tym przypadku kapitał założycielski wyniósł zatem 100 tysięcy złotych. Formalnego wpisu do KRS dokonano 20 maja. I tu robi się naprawdę grubo – już dzień później odbyło się walne zgromadzenie, które uchwaliło nową cenę akcji. Chodziło o ofertę LiRoyal, w której cenę emisyjną ustalono na… 45 złotych za akcję.

Dokładnie tak, panowie sobie po prostu usiedli i bez żadnych podstaw stwierdzili, że od teraz ich spółka nie jest warta 100 tysięcy lecz… 45 milionów złotych!

Koniec emisji akcji LiRoyal.pl – na co wydano zebrane środki?

Z planowanych 4,5 miliona – zebrano 3,5 miliona złotych.

Czy po zebraniu środków od akcjonariuszy Liroy, Maciej Sagal oraz Patry Działdowski ruszyli na podbój konopnego rynku w Polsce i na świecie?

Niestety nie. Przez kilka miesięcy utrzymywano pozory, że wszystko jest ok.

W pierwszym kwartale 2022 Liroy chwalił się, że LiRoyal zamknie rok z zyskiem 50 milionów złotych. Zysku! nie przychodu czy obrotu, 50 milionów zysku!

Gdy Liroy podał tę informację publicznie – media od Pudelka po Money.pl rozpisywały się jaką to żyłą złota jest jego biznes konopny. Oczywiście 50 milionów było wymyślone, nie istnieje też żadne sprawozdanie finansowe, które miałoby to potwierdzić. Zresztą LiRoyal nigdy nie złożył żadnego sprawozdania, które są w tym przypadku wymagane prawem. 

31 maja 2022 roku we WPROST Biznes ukazał się wywiad z Liroyem, gdzie opowiadał o swoim biznesie, a raczej planach, które tak na prawdę nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadał o gotowych sklepach na rynki zagraniczne (UK i Niemcy) oraz innych sukcesach, której jednak nigdy nie doszły do skutku.

LiRoyal początkowo wypuścił niewielkie partie produktów. Były to susze opisywane jako premium mimo tego, że były m.in opryskiwane terpenami – czym zresztą się chwalił Liroy nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że to wyklucza produkt z kategorii premium. Inna sprawa jest taka, że Liroy tak naprawdę ma bardzo małe pojęcie o konopiach co udowodnił wielokrotnie w różnych wywiadach. Na jednym z nich nawet się upierał, że jeżeli podgrzejemy CBD to ono przekształci się w THC.

Od lata 2022 Liroy mówił już o LiRoyal coraz mniej.

W sieci zaczęły się pojawiać grupy osób, które nabyły akcje LiRoyal i twierdzą, że Liroy ich oszukał, w branży konopnej dominowała narracja, że to od początku nie trzymało się kupy. Ludzie organizują się w celu składania pozwów zbiorowych, niektóre postępowania przeciwko Liroyowi i Maciejowi Sagalowi są w toku (o nich za chwilę).

Z uzyskanych przeze mnie informacji od byłego wspólnika Liroya wynika, że po zamknięciu emisji akcji spółka wyprodukowała partie wspomnianego suszu, partie olejków CBD i CBG oraz prażonych nasion, uruchomiła i opłaciła niewielkie działania marketingowe. Reszta środków natomiast po kilku tygodniach została wypłacona z konta i… no właśnie nie wiadomo co się z tymi pieniędzmi stało.

Co ciekawe, były wspólnik Liroya, aby odzyskać zainwestowane środki i poniesione koszty – musiał podpisać zobowiązanie prawne, że nie będzie się publicznie wypowiadał na temat spółki. Jednak jak sam przyznał – jeżeli zostanie o to zapytany przed sądem – wtedy będzie mógł, a wręcz będzie zobowiązany do wyjawienia wszystkich informacji w tej sprawie.

Ludzie, którzy zainwestowali w LiRoyal.pl do dziś nie mają żadnych informacji związanych ze spółką, nigdy nie pojawił się żaden komunikat spółki, żadne sprawozdanie finansowe – co jest złamaniem prawa. W mailach do naszej redakcji czytamy:

Witam, nazywam się Bartek (nazwisko ukryte)  i zostałem oszukany przez Liroyal na 15k złotych. Patryk Działkowski mnie do tego namówił żebym zakupił akcje w bestfund 

Osób oszukanych na kwoty kilkunastu tysięcy jest bardzo wiele, ale są też oszukani na wiele większe kwoty:

Zainwestowałem 5500,00zl 
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych informacji dotyczących kondycji spółki. 
Mało tego, ja do dziś nie zostałem nawet wpisany do rejestru akcjonariuszy spółki. Pisałem wielokrotnie do Sagala, który mi obiecywał, że lada dzień zostanę dopisany. Byłem osobiście w domu maklerskim, z którym Liroyal miał umowę i oni rozkładali ręce, bo mówili że im spółka nie wysłała wszystkich dokumentów i także są oburzeni postawa firmy. Mam na to screenie z komunikatora. Oczywiście, nie dotrzymał słowa. Sytuacja jest żenująca. 
Zamierzam zgłosić to do prokuratury.

-pisze do nas kolejny inwestor Liroya

Jednym z niewielu realnych działań realizowanych przez Liroya, tym razem pod szyldem HubBurger była sieć 50-ciu automatów vendingowych rozlokowanych na stacjach benzynowych Stat Oil. Jednak maszyny te dość szybko zniknęły. Biznes w tym przypadku polegał na tym, że oprócz produktów własnych (susze i olejki LiRoyal) sprzedawali produkty podmiotów, które im zapłaciły za miejsce w maszynach. No i tu tez sytuacja wygląda nieciekawie, napisał do nas jeden z kontrahentów Liroya i Macieja Sagala informując, że temat maszyn też był oszustwem:

Co na to wszystko Liroy?

O wszystko to zapytałem Liroya, który odniósł się do sprawy, jednak jego wyjaśnienia są co najmniej dziwne.

1)  Z czego wynikał fakt, że w okresie bezpośrednio przed planowaną emisją akcji LiRoyal publikowałeś treści video, nagrane na obiektach, z którymi zupełnie nie miałeś nic wspólnego, a na których opowiadałeś, że jesteś na swoich obiektach, które będziesz rozwijał z pozyskanych środków w ramach emisji akcji LiRoyal.

Nagrania realizowaliśmy w obiektach partnera, w których faktycznie wytwarzano produkty sygnowane naszą marką.
W materiałach promocyjnych wyraźnie informowaliśmy, że to obiekty partnerskie, a przedstawiciel tego partnera na nagraniu opowiadał o naszej współpracy. Celem było pokazanie realnego zaplecza, z którego korzystaliśmy i które planowaliśmy rozszerzać po emisji. Nie przedstawiałem tych miejsc jako prawnie należących do spółki; intencją było zilustrowanie modelu działania i standardów jakości w ramach współpracy.

Na 5 materiałów wideo 4 były zrealizowane na obiektach gdzie Liroy był jedynie gościem, co wykazane zostało już wcześniej. Natomiast faktycznie, jeden z materiałów nagrany był w zakładzie przetwórczym Green Lanes należącym do Patryka Działdowskiego – wspólnika w LiRoyal. Ten jeden materiał faktycznie przedstawiał obiekt, który był w jakiś sposób związany z marką LiRoyal. Natomiast cała reszta materiałów była celowym wprowadzaniem w błąd.

2) Dlaczego nie składacie żadnych sprawozdań finansowych za ostatnie lata?

Spółka przeszła bardzo trudny okres operacyjny, wymagający reorganizacji i zabezpieczenia ciągłości działania. W tym czasie priorytetem była stabilizacja (m.in. po wycofaniu się kluczowego dystrybutora i związanym z tym zamrożeniem kapitału w towarze). Formalny proces sprawozdawczy jest porządkowany z doradcami – po zamknięciu prac zostaną przekazane właściwe dokumenty do rejestrów oraz udostępnione akcjonariuszom. Stawiam na rzetelność i kompletność danych, dlatego komunikuję wyniki po pełnym domknięciu procedur.

Przypominam tylko, że spółka akcyjna jest prawnie zobowiązana do składania corocznych sprawozdań do KRS, pierwszy raz pojawia się także motyw „dystrybutora, który się wycofał”, z którego wynika, że od kilku lat firma nie działa bo kiedyś wycofał im się ważny dystrybutor. Akcjonariusze od 3 lat nie otrzymali żadnych informacji.

3) Jaka jest obecnie sytuacja spółki LiRoyal?

Operacyjnie działamy, ale w trybie maksymalnej oszczędności. Po wycofaniu się dystrybutora ponieśliśmy koszty przygotowanych materiałów promocyjnych i produkcji; duża partia olejków oraz innych produktów zalega w magazynie, co ograniczyło płynność i wymusiło redukcję kosztów i etatów. Dodatkowo jedna z dostaw od partnera produkcyjnego była niepełnowartościowa – prowadzimy formalne działania, by sprawę wyprostować. Utrzymujemy sprzedaż (głównie online), otwieramy alternatywne kanały zbytu i rotujemy stanami magazynowymi. Osobiście dofinansowuję spółkę własnymi środkami, żeby zabezpieczyć ciągłość i czas potrzebny na odbudowę sprzedaży.

I tu robi się jeszcze ciekawiej. Po pierwsze, nie wolno sobie ot tak dofinansowywać spółki akcyjnej i o tym nikogo nie poinformować, jest to działanie niezgodne z prawem. Dofinansowywanie spółki akcyjnej to tzw. rozwadnianie akcji czyli de facto obniżanie ich ceny jednostkowej na czym oczywiście tracą inwestorzy. Jest to nic innego, jak zmniejszenie procentowego udziału poszczególnych posiadaczy akcji. Druga sprawa to przyznanie się do zalegającego towaru… który był wyprodukowany w latach 2021 /2022 i w przypadku np. olejków – są już dawno przeterminowane.

4) W necie są grupy na których są setki osób twierdzących, że zostali przez was oszukani – jak to skomentujesz?

Traktuję te emocje poważnie i z szacunkiem. Rozumiem rozczarowanie skalą i tempem rezultatów, natomiast kategorycznie podkreślam: celem nigdy nie było kogokolwiek wprowadzać w błąd. Środki inwestorów zostały zainwestowane w realne działania: produkcję, materiały, logistykę, zapasy, rozwój kanałów sprzedaży i komunikację. Projekt napotkał niezależne od nas przeszkody (m.in. wycofanie się dystrybutora, problemy jakościowe u dostawcy), co przełożyło się na wyniki i nastroje. Jestem otwarty na dialog i bieżące wyjaśnienia; wdrażamy regularną komunikację do akcjonariuszy oraz działania operacyjne ukierunkowane na upłynnienie zapasów i odbudowę sprzedaży.

W odpowiedzi Liroy pisze o działaniach takich jak produkcja, materiały, logistyka czy zapasy i rozwój kanałów sprzedaży. Tylko czemu, jeżeli byłaby to prawda, nic z tych rzeczy nigdy nie zostało zakomunikowane akcjonariuszom? Na chwile obecną w polskiej branży konopi, nikt z Liroyem nie zrobi żadnego interesu – to jest pewne i wiadome od 2023 r. Zatem o jakich działaniach mówi Liroy? 

5) Mieliście ambitne plany rozwoju marki LiRoyal na Polskim oraz zagranicznych rynkach z naciskiem na Niemcy. Możesz w skrócie powiedzieć jak wyglądało to faktycznie i czemu nie zrealizowaliście żadnego z przedstawianych inwestorom celów?

Plany były ambitne i jasno komunikowane – rozbudowa oferty, szeroka dystrybucja w kraju oraz wejście na rynki zagraniczne. Faktycznie zrealizowaliśmy część przygotowań (produkty, materiały, kontrakty, testy kanałów), natomiast realizację skali zakłóciły czynniki zewnętrzne i kontraktowe: nagłe wycofanie dystrybutora (co zamroziło kapitał w towarze i materiałach), problemy jakościowe po stronie jednego z dostawców, a także pogorszenie koniunktury i ostrożność rynku. W efekcie harmonogram uległ przesunięciu, a priorytetem stało się przetrwanie i stabilizacja w Polsce. Kierunki rozwoju pozostają aktualne, lecz są wdrażane etapami, adekwatnie do realnych zasobów i warunków.

No tak, wszystkiemu winny jest dystrybutor, który się wycofał, to wszystko wyjaśnia. Kilka milionów inwestorów wyparowało? Winny dystrybutor, który się wycofał. 

6) W marcu 2022 informowałeś, że rok fiskalny zamkniecie zyskiem 50 milionów złotych tymczasem nie istnieje żadne sprawozdanie finansowe, które by to potwierdzało, jak to skomentujesz?

Ta liczba była prognozą w oparciu o ówczesny pipeline, deklaracje partnerów i scenariusze rozwoju. Miała charakter aspiracyjny, a nie sprawozdawczy. Otoczenie rynkowe, decyzje kontrahentów i czynniki podażowo-popytowe zmieniły się istotnie wobec założeń tamtego okresu, co wpłynęło na realizację planów. Obecnie komunikuję wyniki wyłącznie w oparciu o finalne, kompletne dokumenty – po zakończeniu formalnych prac sprawozdawczych zostaną one przedstawione zgodnie z przepisami

Czyli, że informacje, które obiegły polski internet były tylko prognozą i miały charakter aspiracyjny? Przecież tę informację Liroy podał w marcu, kilka tygodni przed zamknięciem roku fiskalnego. A może chodziło zwyczajnie o podtrzymanie mitu i robienie dobrej miny do złej gry jak najdłużej? Piotr twierdzi, że obecnie komunikuje wyniki w oparciu o finalne dokumenty – tylko jest jeden problem, Liroy kompletnie nic nie komunikuje!

LiRoyal – Hub Burger – KingApp

Przez ostatnie miesiące zbierałem informacje do tego materiału i powiem tak – skala tego co się wydarzyło jest ogromna, setki osób twierdzą, że zostały oszukane na zakupie akcji LiRoyal.pl, ale to nie wszystko – jest też sporo podmiotów, które poniosły ogromne straty lub wręcz upadły na skutek współpracy z Liroyem i Maciejem Sagalem. Liroy i Sagal jako Hub Burger wyrządzili ogromną krzywdę konkretnym przedsiębiorcom ale też i całej branży konopi, na której wszystko to kładzie się cieniem. Wielokrotnie usłyszałem ostatnimi czasy, że LiRoyal to jedynie wierzchołek góry lodowej, a te 3,5 miliona złotych to nic przy stratach jakie spowodowała współpraca wielu z Hub Burger i KingAPP. Na kontach spółek od lat nie ma środków – wiem to m.in. od komorników. 

Panowie robią też wszystko, żeby nie można było znaleźć negatywnych informacji na temat ich lub ich spółek. A jak to zrobić skoro tak dużo osób zna prawdę i chcą odzyskać co stracili? A można np. zmienić nazwę podmiotu z KingApp na Alexander Solutions 2 i zmienić dres spółki, a następnie złożyć wniosek o upadłość. Tak też zrobiono, uzyskałem dokumenty sądowe, które to potwierdzają, mało tego, jeden z dokumentów mówi o odrzuceniu wniosku o upadłość, a drugi o wprowadzeniu do spółki nadzorcy sądowego – co oznacza najpewniej duże nieprawidłowości i działanie na niekorzyść spółki, co teraz wyjaśni sąd.

liroy oszukał inwestorów

liroy oszukał inwestorów

Sprawa od dawna jest w branży konopnej komentowana jednym słowem – wałek. Przez ostatnie miesiące odbyłem na ten temat ponad setkę rozmów i nikt, kompletnie nikt nie wypowiadał się pozytywnie na ten temat. Te rozmowy pokazały mi też jak rozległy jest ten temat, a dokładniej temat Hub Burgera i KingAPP, gdzie mówi się o spowodowaniu strat w branży konopi sięgających kilkunastu milionów złotych. Jednak tam mechanizmy były nieco bardziej złożone niż po prostu wyparowanie kilku milionów zebranych od inwestorów.  

W rozmowach ludzie są wściekli na Hub Burger, wielu twierdzi, że mózgiem całej operacji jest Maciej Sagal, a Liroy został przez niego wykorzystany. Niestety fakty świadczą inaczej, Liroy wie co jest grane i dalej w to oszustwo brnie. Wielu z różnych powodów nie chce się wypowiadać oficjalnie do mediów bo w są toku lub w trakcie przygotowywania ścieżki sądowej ,aby dojść swoich racji. Planujemy jeszcze jeden materiał w tej sprawie, który tym razem skupi się na właśnie kwestiach związanych z Hub Burgerem, a jest tego bardzo dużo. 

Jeżeli chcesz się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami na ten temat napisz do nas na teone@weednews.pl

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawniczych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Reklama

Ostatnio popularne

5 komentarzy do “Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?”

  1. W artykule jest trochę błędów prawnych: dokument ofertowy to nie tylko memorandum i prospekt, to może być też „dokument ofertowy z art. 37a ustawy o ofercie” i z tego co pamiętam taki był opublikowany.
    Samo dofinansowanie nie oznacza emisji akcji i rozwodnienia – dofinansować można też emisją obligacji, warrantów czy przez pożyczki udzielane spółce.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Palenie jest dla dorosłych – tak nazwano wernisaż oraz całą wystawę prac Ines Ligatur, która w swojej twórczości wplata motywy związane z konopiami. Prace Ines możecie kojarzyć m.in. z targów konopnych WeedFest, na których jej obrazy zawsze wzbudzały zainteresowanie odwiedzających. Wystawa nie ma będzie afirmacją ani krytyką, lecz artystycznym lustrem, które pokazuje dwa światy: rekreację i terapię. Prace Ines są wyjątkowe, mają unikalny styl i klimat. Dlatego serdecznie polecamy obejrzeć wystawę. Wernisaż odbędzie się w walentynki w Warszawie. Oto więcej informacji.

Reklama

Palenie jest dla dorosłych – wernisaż prac Ines Ligatur już 14.02 w Warszawie

Wystawa ma prowokować do myślenia o relacji między dorosłością, wolnością wyboru, uzależnieniem i odpowiedzialnością. Wystawa nie jest afirmacją ani krytyką, lecz artystycznym lustrem, które pokazuje dwa światy: rekreację i terapię.

Odbiorca wystawy ma zadawać pytania: gdzie jest granica między użyciem a nadużyciem, rytuałem a uzależnieniem, lekiem a używką?

Portrety sławnych osób używających konopi mogą skłaniać do refleksji nad odpowiedzialnością jaką niesie za sobą rozpoznawalność. Gdzie sięga nasza wolność? Czy palenie jest dla dorosłych?

Jest to zdecydowanie wystawa, którą powinni zobaczyć miłośnicy konopi.

Palenie jest dla dorosłych

Gdzie? – Metamorfozy, ul. Marszałkowska 81 lok.20, Warszawa

Kiedy? – 14.02.2026

Natomiast T U T A J znajdziesz wydarzenie na FB.

Reklama

Do nietypowej sytuacji doszło ostatnio w Warszawie, gdzie ktoś marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę. Osoba będąca w kryzysie bezdomności i mieszkająca w samochodzie została skontrolowana przez patrol policji, który zauważył, iż przebywa w nim już od jakiegoś czasu spędzając tam także noce. W trakcie kontroli funkcjonariusze poczuli zapach zioła co doprowadziło do przeszukania pojazdu i ujawnienia konopnego suszu. Wyjaśnienia właściciela pojazdu okazały się dość nietypowe. Oto więcej informacji.

Reklama

Warszawa: Marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę

Wszystko zaczęło się od rutynowej obserwacji. Funkcjonariusze z komisariatu przy ulicy Rydygiera w Warszawie zwrócili uwagę na zaparkowaną Kię, w której od dłuższego czasu przebywał ten sam mężczyzna.

Z ich ustaleń wynikało, że 50-latek uczynił z samochodu swój tymczasowy dom. Gdy funkcjonariusze podeszli do auta, znajdujący się w środku mężczyzna uchylił okno. Niestety dla niego, w tym momencie z wnętrza pojazdu wydostał się intensywny i charakterystyczny zapach marihuany. Policjanci postanowili przeszukać pojazd.

Chwilę później mundurowi znaleźli srebrne zawiniątko z konopnym suszem między przednimi fotelami, tuż pod ręką 50-latka. 

Wyjaśnienia mężczyzny były równie zaskakujące, co smutne. Mężczyzna przyznał, że znaleziona przy nim marihuana to nie zioło nabyte od dilera, lecz forma zapłaty.

Pomieszkujący w aucie mężczyzna przyznał, że otrzymał marihuanę od innej osoby w zamian za podwiezienie jej w wyznaczone miejsce. Niestety, w polskim prawie „ziołowaluta” nie jest uznawana za legalny środek płatniczy, dlatego mężczyzna został zatrzymany i przedstawiono mu zarzut posiadania nielegalnych substancji. Ale to nie koniec historii.

Po zakończeniu czynności procesowych funkcjonariusze przeprowadzili z nim rozmowę o dostępnych formach pomocy.

50-latek otrzymał listę instytucji oferujących schronienie, ciepły posiłek oraz wsparcie psychologiczne i socjalne. Sprawą zajmuje się teraz Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz, która zdecyduje o dalszym losie mężczyzny żyjącego w aucie. 

A my mamy nadzieję, że postępowanie zostanie umorzone.

Źródło: Kryminalki.pl

Reklama

WeCann 2026 to pierwsze takie wydarzenie w naszym kraju, które kierowane jest do pacjentów korzystających z medycznych konopi. Dlatego z przyjemnością objęliśmy je swoim patronatem. WEcann to wydarzenie, w którym wiedza medyczna spotyka się z siłą społeczności, a za wszystkim stoi BudCare oraz Akademia Spectrum. Prelekcje prowadzone przez ekspertów, praktyczne warsztaty i przestrzeń do zadawania pytań, wymiany doświadczeń oraz konfrontowania mitów z tym, co mówi medycyna i nauka – to wszystko i wiele więcej już 7 lutego w Warszawie, a liczba miejsc jest ograniczona. Oto więcej informacji.

Reklama

WeCann 2026 – pierwsze takie wydarzenie konopne dla pacjentów już w lutym

WeCann 2026 to pierwsze takie wydarzenie w Polsce, które kierowane jest do pacjentów korzystających z medycznej marihuany i chcących zgłębić wiedzę na jej temat. Jest to inicjatywa największej polskiej społeczności medycznej marihuany – BudCare.pl oraz Akademii Spectrum.

WEcann to efekt współpracy BudCare i Akademii Spectrum, która ma na celu połączyć pacjentów, lekarzy i farmaceutów przy jednym stole i prowadzić rozmowę o terapii konopnej w sposób odpowiedzialny, rzeczowy i bez tabu.

Stawiamy na edukację i dialog, a nie „targi dla targów”: są prelekcje prowadzone przez ekspertów, praktyczne warsztaty i przestrzeń do zadawania pytań, wymiany doświadczeń oraz konfrontowania mitów z tym, co mówi medycyna i nauka. Poruszamy tematy od onkologii i bezpieczeństwa, przez sport, aż po seksuologię, a całość uzupełniają kulisy rynku i produkcji – w tym relacja prosto z kanadyjskiej fabryki konopnych.

-piszą o wydarzeniu jego organizatorzy

WEcann to jedno wydarzenie w kilku wymiarach: 

  • strefy tematyczne,
  • część wystawowa,
  • networking, 
  • budowanie większej świadomość i bezpieczniejsze podejście do leczenia, oparte na praktyce i rzetelnej informacji.

Na Wydarzeniu pojawi się także spora reprezentacja polskiej społeczności konopnej – konopni edukatorzy, twórcy konopnych treści, konopni działacze i influencerzy.

A gdzie to wszystko się odbędzie?

W samym sercu artystycznej Pragi, w postindustrialnych wnętrzach 'Małej Warszawy’. Organizatorzy zapewniają łatwy dojazd zarówno komunikacją miejską, jak i samochodem.

Adres: ul. Otwocka 14, 03-759 Warszawa

Więcej informacji oraz bilety znajdziesz T U T A J

Do zobaczenia na miejscu!

Reklama

Wolne Konopie chcą się spotkać z prezydentem ws. depenalizacji marihuany. Stowarzyszenie wysłało do Karola Nawrockiego pismo z prośbą o rozmowę na temat karania za posiadanie ziela na własny użytek. Petycje w tej sprawie jeszcze w grudniu skierował także Przemysław Zawadzki. Czy istnieje szansa, że obecny prezydent podjąłby jakiekolwiek działania na rzecz liberalizacji prawa w zakresie konopi? Jaka jest treść obu dokumentów oraz dlaczego Wolne Konopie nie robiły kompletnie nic podczas gdy była np. procedowana sprawa dezyderatu do premiera? 

Reklama

Wolne Konopie chcą się spotkać z prezydentem ws. depenalizacji marihuany

W piśmie skierowanym do Karol Nawrockiego przez stowarzyszenie Wolne Konopie proszą o spotkanie z prezydentem w imieniu milionów użytkowników. W dokumencie czytamy m.in.:

Szanowny Panie Prezydencie,

   w imieniu Stowarzyszenia na rzecz racjonalnego i efektywnego wykorzystania konopi „Wolne Konopie” zwracamy się z uprzejmą prośbą o możliwość osobistego spotkania w celu omówienia problematyki karania obywateli za posiadanie niewielkich ilości marihuany przeznaczonych na własny użytek.

Jako organizacja społeczna reprezentująca ponad 2 miliony użytkowników marihuany, od lat prowadzimy działania na rzecz racjonalnej polityki konopnej, opartej na faktach i danych naukowych. Nasze działania koncentrują się na ochronie praw obywatelskich, edukacji oraz wskazywaniu rozwiązań, które realnie służą interesowi narodowemu, bezpieczeństwu społecznemu oraz zdrowiu publicznemu.

Dokument, który skierowano do prezydenta:

prezydentem ws. depenalizacji marihuany

Czy propozycja zostanie przyjęta przez głowę państwa przyjęta? A jeżeli tak to czy można liczyć na jakiekolwiek zmiany, które mogłyby z tego wyniknąć? Na chwilę obecna raczej nie ma na to szans ponieważ całkiem niedawno Karol Nawrocki się na ten temat wypowiedział, a jego słowa niestety nie napawają optymizmem. 

W trakcie kampanii prezydenckiej, czyli stosunkowo niedawno, wypowiadał się na ten temat tak:

-A zalegalizował by Pan marihuanę?

-Ja nie jestem za legalizacją narkotyków, nie jestem tego zwolennikiem, nie będę w tym uczestniczył. Natomiast mam podejście wolnościowe o czym mówiłem wielokrotnie w odniesieniu do różnych sektorów życia społecznego.

-mówił Karol Nawrocki w rozmowie z RMF FM, więcej na ten temat przeczytasz T U T A J

Dlaczego Wolne Konopie podjęły tego typu działania teraz, a nie gdy był na to odpowiedni czas?

Bo przypomnijmy, że cały rok 2025 był rokiem, podczas którego do premiera skierowano dezyderat ws. depenalizacji posiadania i uprawy konopi indyjskich na własny użytek. Do zmiany prawa dążył także Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany, który po raz pierwszy w historii wywodził się z obozu rządzącego. 

I w tym potencjalnie najistotniejszym roku dla polskiej sprawy konopnej, Wolne Konopie zawiodły na całej linii, po raz kolejny. 

W wyniku tej bierności, Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie nie odbyła się żadna kampania popierająca zmiany, które były możliwe jak jeszcze nigdy dotąd. W każdym kraju gdzie politycy debatują nad depenalizacją marihuany odbywają się w tej sprawie kampanie społeczne z prawdiwego zdarzenia.

Jesteśmy też jedynym krajem, gdzie stowarzyszenie prokonopne nie robi w ogóle nic sensowego na rzecz zmian, a czasem nawet popiera chore pomysły rządu jak ten z zakazaniem suszu CBD do palenia. Trzon WK od lat skupia się na promocji swoich biznesów bardziej niż na jakichkolwiek sensownych działaniach mogących realnie coś zmienić. 

Inicjatywa Przemysława Zawadzkiego

Swoja inicjatywę wykazał też konopny działacz i aktywista Przemysław Zawadzki, który w grudniu wysłał do kancelarii prezydenta petycję ws. zmian prawnych dot. konopi. 

„Działając w interesie publicznym wnoszę o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w przedmiocie zmiany ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. 2005 Nr 179 poz. 1485 z późn. zm.) tak, aby osoby posiadające nieznaczne ilości marihuany nie były karane lub aby czyn ten był wykroczeniem, a nie jak obecnie przestępstwem zagrożonym karą 3 lat pozbawienia wolności.

Może to być dodanie w art. 62 ustępu 4 w brzmieniu: jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1 jest żywica konopi lub ziele konopi innych niż włókniste w ilości mniejszej niż 15 gramów, sprawca nie podlega karze.”

-czytamy w petycji, której całą treść wraz z uzasadnieniem znajdziesz T U T A J.

Reklama

Marihuana z USA zalewa Europę, a ostatni rok to potężny wzrost przemytu z Ameryki Północnej. W 2025 r. ponad 10 ton zioła z USA skonfiskowano jedynie na lotnisku Kolonia/Bonn, w samej Antwerpii (Belgia) udaremniono w zeszłym roku przemyt 20 ton. Z kolei władze w Holandii przechwyciły aż 65 ton suszu – wszystko to są wzrosty o kilkaset procent względem roku poprzedniego co pokazuje, że fala zielonej kontrabandy do Unii Europejskiej bardzo mocno przybiera na sile, a niemieckie media piszą, że wg. logiki Donalda Trumpa, to właśnie on jest mózgiem operacji przemytu zioła do Europy. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana z USA zalewa Europę

W ostatnim roku drastycznie wzrósł przemyt marihuany ze Stanów Zjednoczonych do Europy. Wzrost widoczny jest w różnych kategoriach – przemyt morski w kontenerach oraz drogą lotniczą w bagażu rejestrowanym.

Konopie indyjskie przemycone z USA zazwyczaj nie są szczególnie dobrze ukryte. Czasami jest to pół kilograma, a czasami 30 kilogramów, zapakowane do walizek jak bagaż. Czasami między pakunkami ukrytymi w walizce rozsmarowywana jest musztarda, pasta curry lub kawa. Celnicy na lotnisku Kolonia/Bonn znaleźli nawet środki do czyszczenia muszli klozetowych, które miały maskować zapach ziela. Często są to też przesyłki lotnicze.

W dokumentach wysyłkowych wymienione są towary, które mniej więcej odpowiadają rozmiarem i wagą: dżinsy, ozdoby świąteczne, kosz do koszykówki ze stojakiem. Przesyłki z konopiami mają jeszcze jedną wspólną cechę: nadawcę zza Atlantyku.

Lotnisko Kolonia/Bonn to jeden z największych węzłów przeładunkowych w Europie. Każdej nocy przechodzi przez nie od 600 000 do 700 000 paczek; w okolicach Bożego Narodzenia liczba ta może sięgać nawet miliona. Służby celne mogą skontrolować jedynie ułamek z nich. Na podstawie analizy ryzyka celnicy decydują, które paczki prześwietlić, a które przekazać psom tropiącym. Stany Zjednoczone od dawna znajdują się na samym szczycie listy krajów wysokiego ryzyka prób przemytu.

Na lotnisku Kolonia/Bonn, prawie każdej nocy 15 psów tropiących narkotyki znajduje marihuanę, ani musztarda, ani środek do czyszczenia muszli klozetowej nie pomagają. Ich nosy są zbyt wrażliwe.

Obecnie mamy do czynienia z napływem przesyłek marihuany z USA. Jesteśmy nią zalewani, nie da się tego inaczej ująć

-mówi Jens Ahland z Głównego Urzędu Celnego w Kolonii.

W Europie już w 2023 i 2024 roku urzędnicy celni zaczęli napotykać rosnącą liczbę przesyłek lotniczych, a nawet całe kontenery wypełnione marihuaną z Ameryki Północnej. 7 listopada ubiegłego roku, Europejski System Ostrzegania przed Narkotykami (EUDA) wysłał ostrzeżenie do wszystkich państw członkowskich w ramach „komunikatu o ryzyku w ramach Europejskiego Systemu Ostrzegania przed Narkotykami”. Eksperci EUDA zwrócili w nim uwagę, że liczba konfiskat marihuany z USA i Kanady ponownie gwałtownie wzrosła w 2025 roku.

Dane dla całej Europy za cały rok 2025 nie są jeszcze dostępne, ale: w samej Belgii celnicy skonfiskowali w zeszłym roku ponad 21 ton marihuany, to prawie pięć razy więcej niż w 2024 roku. Większość z nich odkryto w kontenerach z Kanady, które dotarły do ​​portu w Antwerpii.

Holenderskie służby celne odnotowały czterokrotny wzrost liczby konfiskat, do 65 ton, głównie z Ameryki Północnej.

W Luksemburgu liczba ta wyniosła prawie trzy tony, prawie w całości ze Stanów Zjednoczonych.

Niemieckie służby celne nie opublikowały jeszcze danych za 2025 rok, zostaną one przedstawione wiosną na konferencji prasowej z udziałem ministra finansów. Wszystko wskazuje jednak na to, że trend z poprzednich lat utrzyma się również w Niemczech, w wygląda to tak:

  • 2022 – po raz pierwszy w historii konfiskata marihuany przekroczyła tonę
  • 2023 – skonfiskowano już ponad 2 tony marihuany
  • 2024 – skonfiskowano ponad 4 tony marihuany
  • 2025 – skonfiskowano ponad 10 ton marihuany, 95% ma pochodzić z USA (informacje podały niemieckie media)

Jak widać trend wzrostu jest znaczący i jak tak dalej pójdzie, to już w tym roku do Europy dotrze kilkaset ton marihuany ze Stanów Zjednoczonych. Liczby są potężna, a przecież mówimy o nielegalnym przemycie, który został przechwycony, czyli zaledwie ułamku tego, co zostało faktycznie wysłane.

Marihuana z USA zalewa Europę – jaki jest tego powód?

Oczywiście wszystko zaczyna się od zmiany prawa i uznania marihuany za legalny produkt. Boom na konopie indyjskie po ich legalizacji był duży, ale rynek zbytu już nie, podaż była i jest dużo większa niż popyt. Nadprodukcja powoduje, że producenci szukają zbytu dla swoich produktów, a gdy opcje na legalnym rynku się wyczerpują – pozostaje szara strefa i czarny rynek.

W Oklahomie, badanie z 2023 roku wykazało, że nawet licencjonowane przez stan firmy produkowały około 64 razy więcej medycznej marihuany, niż było potrzebne do zaopatrzenia zarejestrowanych użytkowników w tym stanie. Nawet rzekomo legalna marihuana była w dużej mierze przeznaczona na czarny rynek. Śledztwa przeprowadzone przez dziennikarzy śledczych z ProPublica i The New York Times pokazują, że głównymi graczami na nielegalnym handlu marihuaną w USA są chińskie grupy przestępcze.

Nadprodukcja marihuany w USA i Kanadzie to także niższe ceny produktu, co jest zachętą dla przemytników.

Pomimo ogólnej inflacji, ceny na legalnym rynku marihuany gwałtownie spadły zarówno w USA, jak i Kanadzie, właśnie z powodu ogromnej nadprodukcji. Nie jest jasne, czy marihuana, która trafia obecnie do Europy, pochodzi z legalnie wyprodukowanych nadwyżek, czy nielegalnych plantacji.  We wspomnianym ostrzeżeniu wysyłanym do państw UE przez EUDA, organizacja powołała się na doniesienia władz USA, że nielegalne plantacje stosują nadmierne ilości pestycydów, a zatem marihuana z tych upraw może być silnie zanieczyszczona.

Bardzo istotnym elementem jest także panująca od lat moda na tzw. „Cali Weed”, czyli najwyższej jakości odmiany marihuany uprawiane w Kaliforni. Ale nie chodzi jedynie o Kalifornie bo w Europie zioło z USA na ogólnie bardzo dobrą opinie, co nie zawsze przekłada się na faktyczna jakość tego suszu, który jest do EU przemycany.

Podobna sytuacja chociaż na mniejsza skalę ma miejsce także w przypadku Tajlandii i przemytu z niej zioła do Europy – więcej na ten temat przeczytasz T U T A J

Reklama

Częstochowski radny z Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, złożył swojemu koledze nietypowe życzenia z okazji świąt. Lokalny polityk i przedsiębiorca wysłał nagranie, na którym składa życzenia… popalając sobie z lufki marihuanę. Film z życzeniami, który najpewniej był wysłany w wiadomości prywatnej, wypłynął kilka dni temu. W miniony czwartek odbyła się natomiast sesja rady miasta Częstochowa, na którą radny z Lewicy wszedł i przywitał się z obecnymi hasłem „sadzić, palić zalegalizować”. Jaka była reakcja Rady Miasta? Co na to posłanka Żukowska? Oto więcej informacji.

Reklama

Częstochowa: Radny z Lewicy składał życzenia świąteczne paląc zioło

Częstochowski radny z ramienia Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, stał się w zeszłym tygodniu bohaterem niecodziennej sytuacji.

Do sieci wyciekło nagranie, które było zapewne wysłane w wiadomości prywatnej przed świętami.

Na filmie częstochowski radny z Lewicy, składa nietypowe życzenia swojemu koledze Sebastianowi… paląc z lufki marihuanę, a przynajmniej tak twierdzi bohater nagrania, na którym mówi:

Wszystkiego najlepszego na święta. Pamiętaj, Lewica, dobre zioło. Wracaj do nas szybko, musimy to nadrobić

Do kogo kierowane są życzenia? Lokalne media podają, że najprawdopodobniej chodzi o Sebastiana Trzeszkowskiego.

Co ciekawe, lokalne media nie robią z tego wielkiej afery, a wręcz podchodzą do sytuacji wręcz humorystycznie.

A ponieważ radny Zbigniew Niesmaczny, autor życzeń, jest zaangażowany w działania mające na celu wprowadzenie nocnej prohibicji alkoholowej na terenie miasta, niektórzy śmieszkują, że zamiast sklepów monopolowych, może powstaną coffeeshopy.

Dzień po tym jak nagranie z życzeniami wyciekło do sieci, odbyła się sesja rady miasta. Na którą radny Zbigniew Niesmaczny wszedł i przywitał się z obecnymi na sali hasłem „sadzić, palić zalegalizować”

Później pojawił się z jego strony żart o „odpalaniu” urządzenia do głosowania.

Swoje niezadowolenie wyraził natomiast FP Nowa Częstochowa, gdzie napisano:

Prawo dla frajerów, przywileje dla Lewicy. 

Radny Zbigniew Niesmaczny – współprzewodniczący klubu Lewicy w Radzie Miasta – w nagraniu, które trafiło do sieci, odpalając lufkę, mówi: „Pamiętaj – Lewica, dobre zioło”, a potem na sesji: „sadzić, palić, zalegalizować!” i „chwileczkę, muszę odpalić”. Zwykły mieszkaniec za posiadanie czy palenie marihuany może dostać mandat, trafić przed sąd, a nawet do więzienia. 

To pokazuje pełną arogancję i brak odpowiedzialności. Prawo obowiązuje tylko zwykłych ludzi, a politycy (którzy sami to prawo projektują) mogą je sobie olać. Oczywiście kwestia legalizacji czy delegalizacji marihuany to temat do dyskusji i debaty publicznej. Ale prawo w tym momencie jasno określa, jak wygląda sytuacja, i my wszyscy podlegamy jego zasadom. Nie tylko Niesmaczny i Żukowska kompromitują Lewice – cała ta partia w Polsce straciła jakikolwiek kierunek. 

Na platformie X głos w sprawie zabrała Maria Żukowska, która sprawę skomentowała słowami: „Jesteśmy za legalizacją” marihuany

Użytkownik X zapytał: „Ale na razie jest to zachowanie nielegalne. Więc jaka będzie reakcja?” – posłanka odpowiedziała jednym słowem: „Żadna.

Takie comming outy to my szanujemy, oby więcej. 

Reklama

Rząd zrezygnował z planowanego zakazu sprzedaży suszu CBD do palenia i waporyzacji. O sprawie zrobiło się głośno rok temu gdy na sejmowej stronie pojawił się projekt o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw autorstwa Wojciecha Koniecznego, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia. Projekt ten zawierał zmianę, która do tej pory wydawałaby się czymś zupełnie abstrakcyjnym, a mianowicie zakaz sprzedaży suszu CBD czy CBG do palenia i waporyzacji. Planowane zmiany przewidywały kary więzienia za handel suszem konopi siewnych do palenia lub waporyzacji. Jednak wygląda na to, że Ministerstwo Zdrowia się z tego pomysłu wycofało. Oto więcej informacji.

Reklama

Rząd wycofał się z pomysłu zakazu sprzedaży suszu CBD do palenia i waporyzacji

Po raz pierwszy pisaliśmy na ten temat w styczniu tego roku, informując, że:

„Na sejmowej stronie pojawił się projekt ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz niektórych innych ustaw autorstwa Wojciecha Koniecznego, Sekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Projekt ten zawierał punkty mówiące o zakazie sprzedaży konopi siewnych z przeznaczeniem do palenia lub waporyzacji. Według planowanych zmian za handel np. suszem CBD można by trafić na rok do więzienia.”

Natomiast w październiku 2025 r. informowaliśmy, że propozycja zmiany Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii niebawem najpewniej trafi pod głosowanie ponieważ widniała po kolejnych aktualizacjach.

Jednak zapisy o zakazie sprzedaży suszu konopi siewnych do palenia nie pojawiły się już w kolejnej aktualizacji projektu zmian w Ustawie o Przeciwdziałaniu Marihuany datowanej na 8 stycznia 2026 r., a opublikowanej 21. stycznia 2026 r.

 

Oznacza to, że resort zdrowia chyba zrozumiał szkodliwość swojego pomysłu zmiany w U. o P. N.

Reklama
Wiele wskazuje na to że mamy drobny sukces i udało się rządzącym wybić z głowy ten absurdalny pomysł, którego dość długo bronili.
Na etapie rozpatrywania projektu przez Stały Komitet Rady Ministrów z projektu zostały w ostatnich dniach usunięte przepisy regulujące uprawę i obrót konopiami włóknistymi, w tym absurdalny zakaz ich sprzedaży z przeznaczeniem do palenia lub waporyzacji.
-skomentował sytuacja na swoim FB Przemysław Zawadzki.
 
Pomysł Ministerstwa Zdrowia, aby wprowadzić zakaz sprzedaży suszu CBG i CBD do palenia i waporyzacji był mocno oderwany od rzeczywistości oraz sprzeczny z jakąkolwiek logiką, dlatego cieszy fakt, że się z niego wycofano. 
 
Aktualny projekt zmian w Ustawie o Przeciwdziałaniu Narkomanii znajdziesz  T U T A J

Użytkownicy marihuany są niesłusznie karani za prowadzenie pojazdów pod wpływem – mówią wyniki najnowszych badań. Problemem, z którym nie poradził sobie jeszcze żaden rząd na świecie jest fakt traktowania konopi jak alkoholu. Jednak takie podejście nie znajduje poparcia w rzeczywistości ponieważ metabolity alkoholu w wydychanym powietrzu znajdują się jedynie gdy użytkownik jest pod wpływem, jest odurzony. W momencie gdy taka osoba wytrzeźwieje – metabolity alkoholu znikają. W przypadku zioła jest inaczej – jego metabolity utrzymują się w organizmie przez wiele dni od ostatniego spożycia, co oznacza, że taka osoba będąc zupełnie trzeźwym, w razie kontroli można zostać uznanym za kierowcę „pod wpływem” i stanąć przed sądem.

Reklama

Użytkownicy marihuany są niesłusznie karani za prowadzenie pojazdów pod wpływem – wynika z badań

Ustawodawcy i organy regulacyjne w wielu państwach na całym świecie, których celem jest ograniczenie liczby kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem narkotyków, od dawna starają się zastosować strategię opartą o przestępstwa związane z alkoholem. Chodzi oczywiście o ustalenie czy kierowca jest trzeźwy co w przypadku alkoholu jest bardzo proste – poziom stężenia metabolitów oznacza poziom odurzenia, im ich liczba większa tym bardziej pijany jest kierowca. 

W przypadku marihuany stosowane są podobne wytyczne – także w Polsce. Oznacza to że jeżeli u badanego kierowcy zostaną wykryte metabolity marihuany – zostaje on oskarżony za prowadzenie pojazdu pod wpływem środków odurzających.

Tylko jest jeden fundamentalny problem – metabolity marihuany utrzymują się w organizmie nawet przez kilka tygodni od ostatniego spożycia. Oznacza to, że całkowicie trzeźwy kierowca może niesłusznie zostać oskarżonym o prowadzenie pod wpływem marihuany. 

Ustawodawcy i organy regulacyjne, których celem jest ograniczenie liczby kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem narkotyków, od dawna starają się zastosować strategię znaną ze ścigania sprawców przestępstw przeciwko alkoholowi: ustalenie limitu stężenia THC we krwi, po przekroczeniu którego kierowca jest uznawany za osobę pod wpływem, powszechnie określanego jako ilość „per se”.

Wielu regularnych użytkowników marihuany przekracza zerową tolerancję i stężenie THC w organizmie kilka dni po ostatnim użyciu, ryzykując konsekwencje prawne, mimo braku dowodów na upośledzenie

– stwierdzili autorzy badania, które opublikowano w naukowym czasopiśmie Clinical Chemistry i było częściowo finansowane przez Narodowy Instytut Zdrowia USA oraz stan Kalifornia.

Wyniki te potwierdzają wcześniejsze badania wykazujące słabe lub niejednoznaczne powiązania między poziomem THC we krwi a ryzykiem wypadku. Obszerne badania epidemiologiczne wykazały, że chociaż używanie marihuany może nieznacznie zwiększać ryzyko kolizji, efekt ten jest znacznie mniejszy niż w przypadku spożywania alkoholu.

Jednym z głównych problemów związanych z wykorzystywaniem stężeń THC w ustawodawstwie per se jest to, że farmakokinetyka THC znacznie różni się od farmakokinetyki etanolu 

-napisali badacze.

Autorzy podkreślili, że alkoholu zazwyczaj nie da się wykryć po upływie jednego czy dwóch dni od ostatniego spożycia, natomiast poziom THC można zmierzyć nawet do 30 dni po ostatnim zażyciu ze względu na jego lipofilową naturę.

W ramach badania, naukowcy przebadali 190 osób intensywnie używających marihuany, którym zalecono 48-godzinną abstynencję. Po tym kilkudniowym okresie, u uczestników zmierzono stężenie THC we krwi zarówno przed, jak i po spożyciu konopi, aby ustalić wartości bazowe. Obserwowano ich również za pomocą symulatora jazdy.

Obecne stężenia marihuany we krwi, wykorzystywane do identyfikacji kierowców będących pod wpływem środków odurzających, mogą doprowadzić do skazywania na karę więzienia niewinnych ludzi

– poinformowało w komunikacie prasowym Stowarzyszenie Diagnostyki i Medycyny Laboratoryjnej, wydawca czasopisma, w którym opublikowano badanie.

Jednym ze sposobów regulacji prowadzenia pojazdu pod wpływem marihuany jest modelowanie podejść stosowanych w przypadku jazdy po pijanemu. Pomimo dowodów wskazujących na brak korelacji między stężeniami THC w płynach biologicznych a upośledzeniem zdolności prowadzenia pojazdu

-czytamy w wstępie badania, które w całości znajdziesz T U T A J.

Pomimo dowodów wskazujących na brak korelacji między wykryciem THC we krwi a upośledzeniem zdolności prowadzenia pojazdów, w 6 stanach USA obowiązują przepisy określające poziom THC na poziomie 2 lub 5 ng/ml jako granicę dopuszczalną do prowadzenia pojazdu, podczas gdy w 12 stanach obowiązuje zasada zerowej tolerancji

– czytamy w komunikacie prasowym dotyczącym badania.

Autorzy, związani z Uniwersytetem Kalifornijskim w San Diego i Centrum Badań nad Medyczną Marihuaną, mówią, że potrzebne są dalsze badania, stwierdzając, że „obecnie najlepszym protokołem jest połączenie obserwacji terenowych i badań toksykologicznych”.

Reklama

W zeszłym tygodniu udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców znajdującego się w Lesznowoli. Susz ukryty był w paczce z „kosmetykami”, której odbiorcą był 36-letni obywatel Ukrainy. Jak widać uchodźcy też lubią zajarać. Teraz służby badają czy sytuacja mogła się powtarzać już wcześniej. Oto więcej informacji.

Reklama

Udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców w Lesznowoli

Dokładnie tydzień temu w poniedziałek, 12 stycznia 2026 roku, funkcjonariusze ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców Placówki Straży Granicznej w Lesznowoli udaremnili próbę przemytu środków odurzających na teren ośrodka. Nielegalne substancje zostały ujawnione w paczce adresowanej do jednego z cudzoziemców przebywających w ośrodku.

Przesyłka, nadana za pośrednictwem firmy kurierskiej, była skierowana do 36-letniego obywatela Ukrainy.

Podczas rutynowych czynności związanych z przyjęciem paczki, jeden z funkcjonariuszy zwrócił uwagę na pojemnik po dezodorancie w sztyfcie – był zapewne zbyt lekki. Chwilę później wyszło na jaw dlaczego.

Po jego dokładnym sprawdzeniu okazało się, że wewnątrz ukryto trzy niewielkie pakunki, starannie zawinięte w folię aluminiową. Sposób ich zamaskowania wskazywał na nieudolną próbę oszukania procedur kontrolnych obowiązujących w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców.

Następnego dnia funkcjonariusze Wydziału Operacyjno-Śledczego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili badania zabezpieczonych substancji przy użyciu narkotestu. Wyniki jednoznacznie potwierdziły, że ujawnione pakunki zawierały 2 gramy marihuany, a także metamfetamine w ilości nieco ponad jeden gram.

Nielegalne środki odurzające zostały zabezpieczone, a dalsze czynności procesowe w tej sprawie przejęła Komenda Powiatowa Policji w Grójcu. Postępowanie ma na celu ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz osób odpowiedzialnych za próbę przemytu narkotyków. Sprawa pozostaje w toku.

Źródło: Straż Graniczna

Reklama

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Reklama

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.