Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

czy liroy oszukał inwestorów

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie podziały się środki w wysokości 3,5 miliona złotych zebrane w trakcie zbiórki publicznej LiRoyal? Czy możemy mówić o największym polskim przekręcie opartym o konopie? Dziś przyjrzymy się tematowi, który rozpala branże konopi od środka już od dość dawna. Niestety wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z największym oszustwem w polskiej branży konopnej. O komentarz i wyjaśnienie kilki kwestii poprosiliśmy także Liroya, który się do sprawy odniósł. Oto więcej informacji.

Reklama

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal S.A. poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawnych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Piotr Liroy Marzec to postać, której przedstawiać nie trzeba. Jeden z pionierów kultury Hip-Hopowej w naszym kraju. Liroy jest dzisiaj legendą i bez dwóch zdań na to zasłużył.

Jakiś czas po tym gdy z mikrofonem spotykał się coraz rzadziej – został posłem na Sejm RP z ramienia KUKIZ’15.

Już jako polityk, był też jedną z osób, które kojarzone są z zalegalizowaniem medycznej marihuany w naszym kraju.

Nie stronił też od show-biznesu. W marcu 2022 r. ruszył program emitowany w telewizji TVN „Przez Atlantyk”, w którym polskie tzw. gwiazd przepływały Ocean Atlantycki na pokładzie żaglowca.

Lata 2019 – 2022 to boom na konopie włókniste, a dokładniej susz CBD. Konopie CBD stały się w tym okresie bardzo popularne, a jeszcze popularniejsze stało się zakładanie nowych firm związanych z konopiami, których w naszym kraju było w pewnym momencie blisko tysiąc.

Boom na konopie i produkty CBD postanowił wykorzystać także Piotr Liroy Marzec, który współpracując z Maciejem Sagalem oraz Patrykiem Działdowskim powołali spółkę LiRoyal, mającą się zajmować się produkcją produktów konopnych klasy premium –  jak sami je opisywali.

Crowdfunding LiRoyal i zebrane 3,5 z planowanych 4,5 milionów zł

w 2021 roku Liroy ogłosił, że w czerwcu uruchomi publiczną emisję akcji LiRoyal, w ramach której planuje zebrać 4,5 miliona złotych. Środki te miały być przeznaczane na rozwój marki LiRoyal, która miała podbijać nie tylko Polski ale także Europejskie rynki, a szczególnie akcentowany był rynek Niemiecki. Plany wyglądały ambitnie, a ludzie ufali Liroyowi – w końcu muzycznej legendzie i byłemu posłowi na Sejm RP można zaufać. Prawda?

Jednak zaraz po ogłoszeniu planowanej na 2 czerwca emisji akcji LiRoyal – zaczęło robić się dziwnie i bardzo podejrzanie. Nagle Piotr Liroy-Marzec zaczął kłamać na potęgę i wprowadzać potencjalnych inwestorów w błąd, jednak kłamstwa te mógł wyłapać jedynie ktoś, kto branże konopi zna na wylot – zwykły miłośnik konopi chcący zainwestować w LiRoyal był z pewnością pod wrażeniem.

W czym dokładnie rzecz? Chodzi o to, że przez cały miesiąc poprzedzający emisję akcji LiRoyal, Liroy jeździł po różnych lokalizacjach i obiektach nagrywając z nich materiały i robiąc relacje na żywo, z których wynikało, że Liroy jest u siebie, pokazuje swoje lokalizacje i obiekty czy uprawy, które jak mówił na nagraniach – będą rozwijane z pieniędzy zebranych w trakcie emisji akcji zaplanowanej na 2 czerwca 2021.

Jednak prawda jest taka, że bohater tego tekstu odwiedzał różne lokalizacje, z którymi kompletnie nic go nie łączyło, często prywatnie korzystając z czyjejś gościnności. Odwiedzając cudze obiekty nagrywał na nich materiały, na których twierdził, że jest na obiektach, które będą rozwijane ze środków zebranych w crowdfundingu, mimo tego, że nie miał z nimi kompletnie nic wspólnego. Jednym z takich przypadków była np. wizyta Liroya u Macieja Pawłowskiego – znanego działacza i aktywisty konopnego, a także twórcy projektu „Wioska Konopna”.

Liroy przyjechał do nas zupełnie prywatnie. Gdy skończyliśmy oprowadzać go po naszym terenie i opowiedzieliśmy o najbliższych planach związanych z naszą Wioską – Liroy wyciągnął telefon i rozpoczął relację na żywo na swoje social media. Ku naszemu zdziwieniu, Piotrek zaczął w trakcie relacji pokazywać teren dookoła i opowiadał jak to z zebranych środków będzie się tu wszystko rozwijało. Było to oczywiście kłamstwo bo Piotr z naszym projektem nigdy nie miał nic wspólnego.

– mówi nam Maciej Pawłowski.

Liroy takich materiałów, nie mających nic wspólnego z prawdą – opublikował kilka. Natomiast już po zakończeniu emisji akcji, aby podtrzymywać mit LiRoyal – robił to nadal. Przykładem jest m.in. materiał poniżej, który do dzisiaj można znaleźć na IG Liroya. Na nagraniu Piotr opowiada o wyjątkowości swoich produktów CBD, które powstają z roślin będącymi ich „dziećmi”, które potem przetwarzają w swojej fabryce. „To są nasze dzieci” – mówi stojąc na uprawie konopi.

Tylko, że to wszystko kłamstwo – obiekt, nie którym znajduje się Liroy nie jest z nim w żaden sposób związany, on tam był gościem! 

A tutaj zdjęcia z tego samego obiektu z roślinami oraz bez nich, niestety, ale znam ten obiekt, wiem do kogo należy i wiem, że wideo Liroya z uprawy to kłmastwo. Niestety mało kto zna branże konopi tak bardzo na wylot jak np. ja dlatego nikt tego nawet nie zauważył:

liroy oszukał

liroy oszukał

Zwróćcie uwagę na słupki oraz rury zawinięte z lewej stronie na ścianie, a także na rysę na wysokości końca słupków, dokładnie to samo widzimy w tle wideo nagranego przez Liroya na rzekomo swoim obiekcie ze swoimi „dziećmi.

Wszystko co opowiadał Liroy na temat swojej spółki i planowanych działań LiRoyal – było, jak widać, wyreżyserowanym kłamstwem.

Czy Liroy oszukał inwestorów? Emisja akcji i wycena spółki

Po nieco ponad miesiącu tej co najmniej dziwnej kampanii Liroya, przyszedł czas uruchomienia emisji akcji LiRoyal S.A. – i zaczęło robić się jeszcze dziwniej. W jej dniu, tj. 2.06.2021 portal crowdnews.pl napisał w artykule „Emisja akcji LIROYAL.pl, to nie mogło mi się spodobać” o emisji Liroya:

LIROYAL.pl to „konopna” spółka, którą swoim nazwiskiem firmuje Piotr Liroy-Marzec. Przyznam, że mam zastrzeżenia do sposobu, w jaki oferta się rozpoczęła. Dokument ofertowy nie został wcześniej udostępniony publicznie dla wszystkich. Spowodowało to, że znaczna część inwestorów złożyła zapis na akcje nie zaglądając nawet do tak ważnego dokumentu.

Czym jest wspomniany „dokument ofertowy”?

Jest to prospekt emisyjny lub memorandum informacyjne. Jest to kluczowy dokument, który zawiera szczegółowe informacje o spółce planującej emisję akcji, w tym o jej sytuacji finansowej, działalności, planach rozwojowych oraz ryzykach związanych z inwestycją. Jest to nieodłączny element publicznej emisji akcji i ma na celu dostarczenie potencjalnym inwestorom rzetelnych i kompleksowych danych, które pozwolą im podjąć świadomą decyzję o zakupie lub rezygnacji z zakupu akcji danego podmiotu.

Nabywcy akcji LiRoyal nie mieli możliwości zapoznania się z tym dokumentem gdyż zwyczajnie takowego nie było.

Eksperci inwestycyjni sugerują, że emitent liczył na osoby niedoświadczone w zakresie inwestycji, które czym prędzej kupią pakiet akcji zaraz po uruchomieniu ich emisji tylko dlatego, że uwierzyły w Liroya i uwierzyły Liroyowi na słowo. Zaufali mu i powierzyli swoje pieniądze.

Piotr Liroy-Marzec wprost zasugerował, że zainteresowanie ofertą może być tak duże, że dostępne akcje szybko się skończą. Nic dziwnego, że ci mniej doświadczeni inwestorzy rzucili się do zakupu nie poznając nawet szczegółów emisji i blokując serwer platformy crowdfundingowej.”

-czytamy na crowdnews.pl, którego rekomendacja inwestycyjna w tym przypadku brzmiała – „trzymać się jak najdalej”

Ale to jeszcze nic! Patrząc na historię powstania oraz wyceny spółki LiRoyal.pl, odrazu powinna zapalać się czerwona lampka u potencjalnych inwestorów.

W kwietniu 2021 r. powołano do życia spółkę Global-Hempire.com SA. Akcjonariusze objęli 200 tysięcy akcji po 1 zł. Kapitał założycielski tej firmy ustalono zatem na 200 tysięcy złotych. Największym inwestorem została firma HubBurger.com GmbH, w której Piotr Liroy-Marzec i Maciej Sagal posiadają po 50% udziałów.

Tydzień później (będąc jeszcze w organizacji) Global-Hempire.com SA powołuje kolejny podmiot – LIROYAL.pl. Założyciel objął 1 milion akcji po 10 groszy. W tym przypadku kapitał założycielski wyniósł zatem 100 tysięcy złotych. Formalnego wpisu do KRS dokonano 20 maja. I tu robi się naprawdę grubo – już dzień później odbyło się walne zgromadzenie, które uchwaliło nową cenę akcji. Chodziło o ofertę LiRoyal, w której cenę emisyjną ustalono na… 45 złotych za akcję.

Dokładnie tak, panowie sobie po prostu usiedli i bez żadnych podstaw stwierdzili, że od teraz ich spółka nie jest warta 100 tysięcy lecz… 45 milionów złotych!

Koniec emisji akcji LiRoyal.pl – na co wydano zebrane środki?

Z planowanych 4,5 miliona – zebrano 3,5 miliona złotych.

Czy po zebraniu środków od akcjonariuszy Liroy, Maciej Sagal oraz Patry Działdowski ruszyli na podbój konopnego rynku w Polsce i na świecie?

Niestety nie. Przez kilka miesięcy utrzymywano pozory, że wszystko jest ok.

W pierwszym kwartale 2022 Liroy chwalił się, że LiRoyal zamknie rok z zyskiem 50 milionów złotych. Zysku! nie przychodu czy obrotu, 50 milionów zysku!

Gdy Liroy podał tę informację publicznie – media od Pudelka po Money.pl rozpisywały się jaką to żyłą złota jest jego biznes konopny. Oczywiście 50 milionów było wymyślone, nie istnieje też żadne sprawozdanie finansowe, które miałoby to potwierdzić. Zresztą LiRoyal nigdy nie złożył żadnego sprawozdania, które są w tym przypadku wymagane prawem. 

31 maja 2022 roku we WPROST Biznes ukazał się wywiad z Liroyem, gdzie opowiadał o swoim biznesie, a raczej planach, które tak na prawdę nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadał o gotowych sklepach na rynki zagraniczne (UK i Niemcy) oraz innych sukcesach, której jednak nigdy nie doszły do skutku.

LiRoyal początkowo wypuścił niewielkie partie produktów. Były to susze opisywane jako premium mimo tego, że były m.in opryskiwane terpenami – czym zresztą się chwalił Liroy nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że to wyklucza produkt z kategorii premium. Inna sprawa jest taka, że Liroy tak naprawdę ma bardzo małe pojęcie o konopiach co udowodnił wielokrotnie w różnych wywiadach. Na jednym z nich nawet się upierał, że jeżeli podgrzejemy CBD to ono przekształci się w THC.

Od lata 2022 Liroy mówił już o LiRoyal coraz mniej.

W sieci zaczęły się pojawiać grupy osób, które nabyły akcje LiRoyal i twierdzą, że Liroy ich oszukał, w branży konopnej dominowała narracja, że to od początku nie trzymało się kupy. Ludzie organizują się w celu składania pozwów zbiorowych, niektóre postępowania przeciwko Liroyowi i Maciejowi Sagalowi są w toku (o nich za chwilę).

Z uzyskanych przeze mnie informacji od byłego wspólnika Liroya wynika, że po zamknięciu emisji akcji spółka wyprodukowała partie wspomnianego suszu, partie olejków CBD i CBG oraz prażonych nasion, uruchomiła i opłaciła niewielkie działania marketingowe. Reszta środków natomiast po kilku tygodniach została wypłacona z konta i… no właśnie nie wiadomo co się z tymi pieniędzmi stało.

Co ciekawe, były wspólnik Liroya, aby odzyskać zainwestowane środki i poniesione koszty – musiał podpisać zobowiązanie prawne, że nie będzie się publicznie wypowiadał na temat spółki. Jednak jak sam przyznał – jeżeli zostanie o to zapytany przed sądem – wtedy będzie mógł, a wręcz będzie zobowiązany do wyjawienia wszystkich informacji w tej sprawie.

Ludzie, którzy zainwestowali w LiRoyal.pl do dziś nie mają żadnych informacji związanych ze spółką, nigdy nie pojawił się żaden komunikat spółki, żadne sprawozdanie finansowe – co jest złamaniem prawa. W mailach do naszej redakcji czytamy:

Witam, nazywam się Bartek (nazwisko ukryte)  i zostałem oszukany przez Liroyal na 15k złotych. Patryk Działkowski mnie do tego namówił żebym zakupił akcje w bestfund 

Osób oszukanych na kwoty kilkunastu tysięcy jest bardzo wiele, ale są też oszukani na wiele większe kwoty:

Zainwestowałem 5500,00zl 
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych informacji dotyczących kondycji spółki. 
Mało tego, ja do dziś nie zostałem nawet wpisany do rejestru akcjonariuszy spółki. Pisałem wielokrotnie do Sagala, który mi obiecywał, że lada dzień zostanę dopisany. Byłem osobiście w domu maklerskim, z którym Liroyal miał umowę i oni rozkładali ręce, bo mówili że im spółka nie wysłała wszystkich dokumentów i także są oburzeni postawa firmy. Mam na to screenie z komunikatora. Oczywiście, nie dotrzymał słowa. Sytuacja jest żenująca. 
Zamierzam zgłosić to do prokuratury.

-pisze do nas kolejny inwestor Liroya

Jednym z niewielu realnych działań realizowanych przez Liroya, tym razem pod szyldem HubBurger była sieć 50-ciu automatów vendingowych rozlokowanych na stacjach benzynowych Stat Oil. Jednak maszyny te dość szybko zniknęły. Biznes w tym przypadku polegał na tym, że oprócz produktów własnych (susze i olejki LiRoyal) sprzedawali produkty podmiotów, które im zapłaciły za miejsce w maszynach. No i tu tez sytuacja wygląda nieciekawie, napisał do nas jeden z kontrahentów Liroya i Macieja Sagala informując, że temat maszyn też był oszustwem:

Co na to wszystko Liroy?

O wszystko to zapytałem Liroya, który odniósł się do sprawy, jednak jego wyjaśnienia są co najmniej dziwne.

1)  Z czego wynikał fakt, że w okresie bezpośrednio przed planowaną emisją akcji LiRoyal publikowałeś treści video, nagrane na obiektach, z którymi zupełnie nie miałeś nic wspólnego, a na których opowiadałeś, że jesteś na swoich obiektach, które będziesz rozwijał z pozyskanych środków w ramach emisji akcji LiRoyal.

Nagrania realizowaliśmy w obiektach partnera, w których faktycznie wytwarzano produkty sygnowane naszą marką.
W materiałach promocyjnych wyraźnie informowaliśmy, że to obiekty partnerskie, a przedstawiciel tego partnera na nagraniu opowiadał o naszej współpracy. Celem było pokazanie realnego zaplecza, z którego korzystaliśmy i które planowaliśmy rozszerzać po emisji. Nie przedstawiałem tych miejsc jako prawnie należących do spółki; intencją było zilustrowanie modelu działania i standardów jakości w ramach współpracy.

Na 5 materiałów wideo 4 były zrealizowane na obiektach gdzie Liroy był jedynie gościem, co wykazane zostało już wcześniej. Natomiast faktycznie, jeden z materiałów nagrany był w zakładzie przetwórczym Green Lanes należącym do Patryka Działdowskiego – wspólnika w LiRoyal. Ten jeden materiał faktycznie przedstawiał obiekt, który był w jakiś sposób związany z marką LiRoyal. Natomiast cała reszta materiałów była celowym wprowadzaniem w błąd.

2) Dlaczego nie składacie żadnych sprawozdań finansowych za ostatnie lata?

Spółka przeszła bardzo trudny okres operacyjny, wymagający reorganizacji i zabezpieczenia ciągłości działania. W tym czasie priorytetem była stabilizacja (m.in. po wycofaniu się kluczowego dystrybutora i związanym z tym zamrożeniem kapitału w towarze). Formalny proces sprawozdawczy jest porządkowany z doradcami – po zamknięciu prac zostaną przekazane właściwe dokumenty do rejestrów oraz udostępnione akcjonariuszom. Stawiam na rzetelność i kompletność danych, dlatego komunikuję wyniki po pełnym domknięciu procedur.

Przypominam tylko, że spółka akcyjna jest prawnie zobowiązana do składania corocznych sprawozdań do KRS, pierwszy raz pojawia się także motyw „dystrybutora, który się wycofał”, z którego wynika, że od kilku lat firma nie działa bo kiedyś wycofał im się ważny dystrybutor. Akcjonariusze od 3 lat nie otrzymali żadnych informacji.

3) Jaka jest obecnie sytuacja spółki LiRoyal?

Operacyjnie działamy, ale w trybie maksymalnej oszczędności. Po wycofaniu się dystrybutora ponieśliśmy koszty przygotowanych materiałów promocyjnych i produkcji; duża partia olejków oraz innych produktów zalega w magazynie, co ograniczyło płynność i wymusiło redukcję kosztów i etatów. Dodatkowo jedna z dostaw od partnera produkcyjnego była niepełnowartościowa – prowadzimy formalne działania, by sprawę wyprostować. Utrzymujemy sprzedaż (głównie online), otwieramy alternatywne kanały zbytu i rotujemy stanami magazynowymi. Osobiście dofinansowuję spółkę własnymi środkami, żeby zabezpieczyć ciągłość i czas potrzebny na odbudowę sprzedaży.

I tu robi się jeszcze ciekawiej. Po pierwsze, nie wolno sobie ot tak dofinansowywać spółki akcyjnej i o tym nikogo nie poinformować, jest to działanie niezgodne z prawem. Dofinansowywanie spółki akcyjnej to tzw. rozwadnianie akcji czyli de facto obniżanie ich ceny jednostkowej na czym oczywiście tracą inwestorzy. Jest to nic innego, jak zmniejszenie procentowego udziału poszczególnych posiadaczy akcji. Druga sprawa to przyznanie się do zalegającego towaru… który był wyprodukowany w latach 2021 /2022 i w przypadku np. olejków – są już dawno przeterminowane.

4) W necie są grupy na których są setki osób twierdzących, że zostali przez was oszukani – jak to skomentujesz?

Traktuję te emocje poważnie i z szacunkiem. Rozumiem rozczarowanie skalą i tempem rezultatów, natomiast kategorycznie podkreślam: celem nigdy nie było kogokolwiek wprowadzać w błąd. Środki inwestorów zostały zainwestowane w realne działania: produkcję, materiały, logistykę, zapasy, rozwój kanałów sprzedaży i komunikację. Projekt napotkał niezależne od nas przeszkody (m.in. wycofanie się dystrybutora, problemy jakościowe u dostawcy), co przełożyło się na wyniki i nastroje. Jestem otwarty na dialog i bieżące wyjaśnienia; wdrażamy regularną komunikację do akcjonariuszy oraz działania operacyjne ukierunkowane na upłynnienie zapasów i odbudowę sprzedaży.

W odpowiedzi Liroy pisze o działaniach takich jak produkcja, materiały, logistyka czy zapasy i rozwój kanałów sprzedaży. Tylko czemu, jeżeli byłaby to prawda, nic z tych rzeczy nigdy nie zostało zakomunikowane akcjonariuszom? Na chwile obecną w polskiej branży konopi, nikt z Liroyem nie zrobi żadnego interesu – to jest pewne i wiadome od 2023 r. Zatem o jakich działaniach mówi Liroy? 

5) Mieliście ambitne plany rozwoju marki LiRoyal na Polskim oraz zagranicznych rynkach z naciskiem na Niemcy. Możesz w skrócie powiedzieć jak wyglądało to faktycznie i czemu nie zrealizowaliście żadnego z przedstawianych inwestorom celów?

Plany były ambitne i jasno komunikowane – rozbudowa oferty, szeroka dystrybucja w kraju oraz wejście na rynki zagraniczne. Faktycznie zrealizowaliśmy część przygotowań (produkty, materiały, kontrakty, testy kanałów), natomiast realizację skali zakłóciły czynniki zewnętrzne i kontraktowe: nagłe wycofanie dystrybutora (co zamroziło kapitał w towarze i materiałach), problemy jakościowe po stronie jednego z dostawców, a także pogorszenie koniunktury i ostrożność rynku. W efekcie harmonogram uległ przesunięciu, a priorytetem stało się przetrwanie i stabilizacja w Polsce. Kierunki rozwoju pozostają aktualne, lecz są wdrażane etapami, adekwatnie do realnych zasobów i warunków.

No tak, wszystkiemu winny jest dystrybutor, który się wycofał, to wszystko wyjaśnia. Kilka milionów inwestorów wyparowało? Winny dystrybutor, który się wycofał. 

6) W marcu 2022 informowałeś, że rok fiskalny zamkniecie zyskiem 50 milionów złotych tymczasem nie istnieje żadne sprawozdanie finansowe, które by to potwierdzało, jak to skomentujesz?

Ta liczba była prognozą w oparciu o ówczesny pipeline, deklaracje partnerów i scenariusze rozwoju. Miała charakter aspiracyjny, a nie sprawozdawczy. Otoczenie rynkowe, decyzje kontrahentów i czynniki podażowo-popytowe zmieniły się istotnie wobec założeń tamtego okresu, co wpłynęło na realizację planów. Obecnie komunikuję wyniki wyłącznie w oparciu o finalne, kompletne dokumenty – po zakończeniu formalnych prac sprawozdawczych zostaną one przedstawione zgodnie z przepisami

Czyli, że informacje, które obiegły polski internet były tylko prognozą i miały charakter aspiracyjny? Przecież tę informację Liroy podał w marcu, kilka tygodni przed zamknięciem roku fiskalnego. A może chodziło zwyczajnie o podtrzymanie mitu i robienie dobrej miny do złej gry jak najdłużej? Piotr twierdzi, że obecnie komunikuje wyniki w oparciu o finalne dokumenty – tylko jest jeden problem, Liroy kompletnie nic nie komunikuje!

LiRoyal – Hub Burger – KingApp

Przez ostatnie miesiące zbierałem informacje do tego materiału i powiem tak – skala tego co się wydarzyło jest ogromna, setki osób twierdzą, że zostały oszukane na zakupie akcji LiRoyal.pl, ale to nie wszystko – jest też sporo podmiotów, które poniosły ogromne straty lub wręcz upadły na skutek współpracy z Liroyem i Maciejem Sagalem. Liroy i Sagal jako Hub Burger wyrządzili ogromną krzywdę konkretnym przedsiębiorcom ale też i całej branży konopi, na której wszystko to kładzie się cieniem. Wielokrotnie usłyszałem ostatnimi czasy, że LiRoyal to jedynie wierzchołek góry lodowej, a te 3,5 miliona złotych to nic przy stratach jakie spowodowała współpraca wielu z Hub Burger i KingAPP. Na kontach spółek od lat nie ma środków – wiem to m.in. od komorników. 

Panowie robią też wszystko, żeby nie można było znaleźć negatywnych informacji na temat ich lub ich spółek. A jak to zrobić skoro tak dużo osób zna prawdę i chcą odzyskać co stracili? A można np. zmienić nazwę podmiotu z KingApp na Alexander Solutions 2 i zmienić dres spółki, a następnie złożyć wniosek o upadłość. Tak też zrobiono, uzyskałem dokumenty sądowe, które to potwierdzają, mało tego, jeden z dokumentów mówi o odrzuceniu wniosku o upadłość, a drugi o wprowadzeniu do spółki nadzorcy sądowego – co oznacza najpewniej duże nieprawidłowości i działanie na niekorzyść spółki, co teraz wyjaśni sąd.

liroy oszukał inwestorów

liroy oszukał inwestorów

Sprawa od dawna jest w branży konopnej komentowana jednym słowem – wałek. Przez ostatnie miesiące odbyłem na ten temat ponad setkę rozmów i nikt, kompletnie nikt nie wypowiadał się pozytywnie na ten temat. Te rozmowy pokazały mi też jak rozległy jest ten temat, a dokładniej temat Hub Burgera i KingAPP, gdzie mówi się o spowodowaniu strat w branży konopi sięgających kilkunastu milionów złotych. Jednak tam mechanizmy były nieco bardziej złożone niż po prostu wyparowanie kilku milionów zebranych od inwestorów.  

W rozmowach ludzie są wściekli na Hub Burger, wielu twierdzi, że mózgiem całej operacji jest Maciej Sagal, a Liroy został przez niego wykorzystany. Niestety fakty świadczą inaczej, Liroy wie co jest grane i dalej w to oszustwo brnie. Wielu z różnych powodów nie chce się wypowiadać oficjalnie do mediów bo w są toku lub w trakcie przygotowywania ścieżki sądowej ,aby dojść swoich racji. Planujemy jeszcze jeden materiał w tej sprawie, który tym razem skupi się na właśnie kwestiach związanych z Hub Burgerem, a jest tego bardzo dużo. 

Jeżeli chcesz się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami na ten temat napisz do nas na teone@weednews.pl

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawniczych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Reklama

Ostatnio popularne

5 komentarzy do “Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?”

  1. W artykule jest trochę błędów prawnych: dokument ofertowy to nie tylko memorandum i prospekt, to może być też „dokument ofertowy z art. 37a ustawy o ofercie” i z tego co pamiętam taki był opublikowany.
    Samo dofinansowanie nie oznacza emisji akcji i rozwodnienia – dofinansować można też emisją obligacji, warrantów czy przez pożyczki udzielane spółce.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

W zeszłym tygodniu udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców znajdującego się w Lesznowoli. Susz ukryty był w paczce z „kosmetykami”, której odbiorcą był 36-letni obywatel Ukrainy. Jak widać uchodźcy też lubią zajarać. Teraz służby badają czy sytuacja mogła się powtarzać już wcześniej. Oto więcej informacji.

Reklama

Udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców w Lesznowoli

Dokładnie tydzień temu w poniedziałek, 12 stycznia 2026 roku, funkcjonariusze ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców Placówki Straży Granicznej w Lesznowoli udaremnili próbę przemytu środków odurzających na teren ośrodka. Nielegalne substancje zostały ujawnione w paczce adresowanej do jednego z cudzoziemców przebywających w ośrodku.

Przesyłka, nadana za pośrednictwem firmy kurierskiej, była skierowana do 36-letniego obywatela Ukrainy.

Podczas rutynowych czynności związanych z przyjęciem paczki, jeden z funkcjonariuszy zwrócił uwagę na pojemnik po dezodorancie w sztyfcie – był zapewne zbyt lekki. Chwilę później wyszło na jaw dlaczego.

Po jego dokładnym sprawdzeniu okazało się, że wewnątrz ukryto trzy niewielkie pakunki, starannie zawinięte w folię aluminiową. Sposób ich zamaskowania wskazywał na nieudolną próbę oszukania procedur kontrolnych obowiązujących w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców.

Następnego dnia funkcjonariusze Wydziału Operacyjno-Śledczego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili badania zabezpieczonych substancji przy użyciu narkotestu. Wyniki jednoznacznie potwierdziły, że ujawnione pakunki zawierały 2 gramy marihuany, a także metamfetamine w ilości nieco ponad jeden gram.

Nielegalne środki odurzające zostały zabezpieczone, a dalsze czynności procesowe w tej sprawie przejęła Komenda Powiatowa Policji w Grójcu. Postępowanie ma na celu ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz osób odpowiedzialnych za próbę przemytu narkotyków. Sprawa pozostaje w toku.

Źródło: Straż Graniczna

Reklama

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Reklama

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Reklama

Wczoraj w Ministerstwie Sprawiedliwości odbyło się spotkanie z przedstawicielami Wolnych Konopi. W spotkaniu udział wzięli bliscy współpracownicy Ministra Sprawiedliwości Waldemara Żurka, którzy są byłymi sędziami, a obecnie pełnią funkcję dyrektorów departamentów w jego Resorcie. „Byli oni bardzo dobrze przygotowani do spotkania, zadawali merytoryczne pytania i pokazali, że są zainteresowani zmianami. W ich mniemaniu obecna Ustawa o Przeciwdziałaniu Narkomanii nie spełnia swoich podstawowych założeń i przynosi więcej strat niż pożytku” – przekazał nam Łukasz Rydzik, który brał w spotkaniu udział. Pozytywnych zaskoczeń było więcej, ale czy jest szansa na dekryminalizację posiadania niewielkich ilości ziela na własny użytek bez zmiany ustawy? 

Reklama

Wolne Konopie w Ministerstwie Sprawiedliwości – czy jest szansa na dekryminalizację ziela bez zmiany ustawy?

Wolne Konopie w Ministerstwie Sprawiedliwości spotkały wczoraj się z jego przedstawicielami, w spotkaniu udział wzięli Jakub Gajewski, Andrzej Dołecki, Maciej Kowalski oraz Łukasz Rydzik. Z przedstawicielami WK początkowo miał się spotkać Minister Sprawiedliwości – Waldemar Żurek. Jednak ze względu na obowiązki, szef Resortu Sprawiedliwości nie dał rady pojawić się osobiście. Stawili się natomiast jego bliscy współpracownicy, szefowie departamentów w resorcie, którymi są byli sędziowie.

Byli sędziowie poruszyli bardzo ważną kwestię, mówiąc, że w trakcie swojej praktyki zawodowej, wielokrotnie mieli do czynienia z różnymi negatywnymi skutkami czy agresją po użyciu alkoholu. Natomiast nigdy nie zdarzyło się, aby ktoś był agresywny po spożyciu marihuany

-przekazał nam Łukasz Rydzik.

Byli sędziowie przyznali też, że może być ciężko zmienić ustawę ponieważ jest to rola polityków.

Z naszej strony padła wtedy propozycja, aby prokurator generalny, którym jest Waldemar Żurek, wydał wytyczne dla prokuratorów, aby sprawy za posiadanie do dziesięciu gramów marihuany były z automatu umarzane przez prokuratorów w całym kraju

-przekazał nam Łukasz Rydzik

Jako wartość graniczną zaproponowano dziesięć gramów.

Podczas spotkania, byli sędziowie oznajmili też coś, czego zapewne mało kto mógł się spodziewać:

Z perspektywy sędziów pojawiło się stanowisko, że bardziej niż za depenalizacją, są oni za legalizacją posiadania marihuany na własny użytek, gdyż w ich przekonaniu działalność grup przestępczych jest sporym problemem dla systemu sprawiedliwości w Polsce, a przy legalnym obrocie substancją taką jaką jest marihuana grupy te straciłyby znaczną część dochodów

-poinformował nas Rydzik

I to jest także bardzo mocna deklaracja ze strony przedstawicieli Ministerstwa Sprawiedliwości, którzy w końcu zaczynają widzieć prawdziwe skutki obecnego prawa, które są jedynie negatywne.

Byli sędziowie podnosili także argumenty, że prawdziwym problemem jest w naszym kraju alkohol i tragiczne skutki jego spożywania, nie tylko zdrowotne ale także takie jak agresja po alkoholu, przestępstwa po alkoholu czy wypadki – to jest ogrom zła, jakie powoduje alkohol. Sędziowie podkreślili, że w trakcie całej swojej pracy zawodowej nie spotkali się z takimi zdarzeniami po marihuanie. 

Sędziowie byli też bardzo dobrze przygotowani do spotkania i zdecydowanie dawali do zrozumienia, że wg. nich zmiana jest konieczna. Przed spotkaniem przygotowali m.in. wyliczenia mówiące na co można by przeznaczyć pieniądze zaoszczędzone na depenalizacji marihuany. Wyliczyli, że za te środki można dokonać:

  • zakup 500 karetek rocznie
  • budowę 100 km dróg ekspresowych rocznie
  • budowę 5 szpitali onkologicznych rocznie
  • co roku przyznanie „trzynastki” dla każdego nauczyciela/pielęgniarki

I chociaż wartości tych wyliczeń różnią się bardzo, to sam fakt ich przygotowania jako argumentu za depenalizacją ze strony wymiaru sprawiedliwości uznać należy za jeden z kamieni milowych w debacie nad dekryminalizacją marihuany. 

Z naszej perspektywy spotkanie było bardzo merytoryczne i jesteśmy z niego zadowoleni. Prześlemy do Ministerstwa szczegóły, o które prosili dyrektorzy departamentów. Nasze postulaty zostaną przedstawione Ministrowi Sprawiedliwości i prokuratorowi generalnemu Waldemarowi Żurkowi i pozostajemy w kontakcie jeżeli chodzi o próby zmiany tego chorego prawa

-powiedział nam Łukasz Rydzik

Na spotkaniu poruszono także temat nierównego stosowania prawa przez prokuratorów z różnych części kraju. Byli sędziowie poprosili w tym wypadku o to, aby przesłać informacje, które to potwierdzają. Chodzi o przesłanie sygnatur akt takich spraw, które mają pokazać jak to wygląda w rzeczywistości, że za w jednym mieście ktoś za dziesięć gramów suszu marihuany dostał umorzenie ze względu na nieznaczną ilość (art. 62a U.oP. N.), a w innym mieście ktoś dostał wyrok za posiadanie dwóch gramów. Takie sytuacje to Polska codzienność i cieszy fakt, że szefowie departamentów w Resorcie Sprawiedliwości uważają, iż należy się nad tym pochylić. 

Każdy kto miał taka sprawę i chce pomóc może wysłać swoją sygnaturę na adres rzecznik@wolnekonopie.org.

Teraz byli sędziowie będą się naradzać i konsultować z Resortem Sprawiedliwości oraz zapewne Resortem Zdrowia – jak można doprowadzić do dekryminalizacji pewnych ilości marihuany na własny użytek.

Możliwości wg. nas są dwie:

  • na podstawie art. 62a U.o.P. N. – można wprowadzić wytyczne jego stosowania za każdym razem gdy ilość suszu nie przekracza dziesięciu gramów
  • na podstawie Art. 1 ust. 2 Kodeksu Karnego (KK), który stanowi, że nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego, którego społeczna szkodliwość jest znikoma lub żadna.

Poinformujemy gdy tylko pojawią się nowe informacje w sprawie.

Reklama

Gazeta Wyborcza opublikowała kilka dni temu artykuł, w którym wprost pada stwierdzenie, że legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie ciężkich narkotyków, głównie kokainy. Tylko, że to kłamstwo i manipulacja, której dopuściła się autorka tekstu – Agnieszka Nowak. Pani redaktor podkreśla, że chociaż legalizacja miała ograniczyć czarny rynek to nic takiego się nie stało i przyniosło więcej szkód niż pożytku. Tylko, że artykuł jest o sytuacji w Niemczech, gdzie do legalizacji marihuany nie doszło, u naszych zachodnich sąsiadów zioło zostało zdekryminalizowane, a nie zalegalizowane. Oto więcej informacji.

Reklama

Gazeta Wyborcza: „Legalizacja marihuany nie działa i zwiększa spożycie twardych narkotyków”

W Gazecie wyborczej ukazał się artykuł „Marihuana w Europie. Państwa UE nie radzą sobie z używkami”, który nafaszerowany jest nieprawdziwymi informacjami i zwykłymi kłamstwami.

Dane z Unii Europejskiej pokazują, że sposób regulacji nie przekłada się wprost ani na skalę konsumpcji, ani na bezpieczeństwo publiczne.

-czytamy w GW, to zdanie jest kłamstwem i zaraz do tego dojdziemy.

Dalej pani redaktor pisze, że:

Niemcy zalegalizowały marihuanę, a wraz z nowymi przepisami przyszła zmiana obyczajów. Konopie indyjskie zyskały na popularności szczególnie wśród młodych Niemców, którzy coraz częściej wybierają je zamiast alkoholu czy papierosów. Legalizacja miała być sposobem na ograniczenie czarnego rynku i lepszą kontrolę nad używaniem substancji.

Po zmianach prawa Niemcy zaczęli jednak częściej sięgać także po kokainę – narkotyk zaliczany do tzw. twardych. Wzrosła liczba zgonów z powodu przedawkowania, a służby alarmują, że rynek narkotykowy stał się bardziej zróżnicowany, niekoniecznie bezpieczniejszy. Legalna marihuana nie wyeliminowała nielegalnych substancji – raczej wpisała się w szerszy krajobraz używek.

I tu jest już grubo, liczba kłamstw w tych kilku zdaniach jest porażająca.

  1. Przede wszystkim Niemcy nie zalegalizowały marihuany! To co tam się wydarzyło to jedynie dekryminalizacja uprawy do trzech roślin konopi indyjskich oraz posiadania do 25 gramów suszu w przestrzeni publicznej oraz do 50 gramów w domu. Prawo to nie dotyczy osób, które na stałe w Niemczech nie mieszkają (wymaga się min. pół roku meldunku, dopiero po tym okresie obowiązuje nowe prawo dla danej osoby). Nie wolno też wspólnie spalić jednego jointa, ani uprawiać krzaków kilku osobom w jednym namiocie – generalnie nie jest to żadna legalizacja, a jedynie dekryminalizacja z wieloma obostrzeniami.
  2. Konopie nie zyskały na popularności wśród młodzieży po zmianie prawa, to zwykłe kłamstwo. Spożycie marihuany wśród młodzieży spadło po jej zalegalizowaniu, natomiast wśród dorosłych odnotowano bardzo niewielki wzrost. Pisaliśmy o tym T U T A J
  3. To, że w ciągu ostatniego roku wzrosło spożycie kokainy nie ma związku przyczynowo-skutkowego z dekryminalizacja marihuany! Wzrost spożycia tzw. „koksu” to trend widoczny w wielu krajach na całym świecie i w żadnym wypadku nie ma nic wspólnego z prawem dotyczącym marihuany. To jest kolejne wyssane z palca kłamstwo.

I to w sumie tyle, bo artykuł w dalszej części porusza bardzo pobieżnie bo w dwóch zdaniach sytuacje we Francji:

Francja obrała drogę przeciwną. Jedno z najbardziej restrykcyjnych praw dotyczących marihuany w Europie nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów. Jak pokazuje raport Francuskiego Obserwatorium Narkotyków i Uzależnień (OFDT), rynek narkotykowy nad Sekwaną w ostatnich latach nie tylko nie skurczył się, ale znacząco urósł.

-czytamy w Wyborczej

Tylko, że stwierdzenie, iż Francja ma jedno z najbardziej restrykcyjnych praw co do marihuany to jest niezła odklejka pani redaktor. We Francji kary za nielegalne posiadanie marihuany są znacznie niższe niż np. w Polsce. Bez problemu można kupić marihuanę na ulicy.

Następnie czytamy, że Polacy mają dość karania za posiadanie niewielkich ilości marihuany na własny użytek. I to koniec artykułu.

Niestety po przeczytaniu tego artykułu część osób będzie przekonana, że legalizacja marihuany prowadzi do wzrostu jej spożycie przez młodzież i do zażywania twardych narkotyków!

Oczywiście pani redaktor nie podała ani jednego źródła swoich urojeń, które spisała w artykule, zaczynając od wspomnianego stwierdzenia, że sposób podejścia państwa do marihuany nie ma znaczenia dla poziomu jej konsumpcji. 

Otóż jak już wspomniałem – MA. Dane z wielu krajów na całym świecie pokazują, że spożycie marihuany, zwłaszcza wśród młodzieży, zawsze spada tam – gdzie właśnie zmieniono przepisy z represyjnych na tolerancyjne wobec marihuany. W USA, gdzie rozpoczęła się zarówno fala prohibicji sto lat temu jak i fala legalizacji w ciągu ostatniej dekady – spożycie marihuany wśród młodzieży spadło o 25%, pisaliśmy o tym T U T A J.

Reklama

Stwierdzenie przez redaktorkę Gazety Wyborczej, że legalizacja marihuany nie działa – jest zwykłym kłamstwem.

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi młody kierowca z małej miejscowości został uznany za winnego. Wszystko zaczęło się od zbyt szybkiej jazdy młodego kierowcy. 20-latek z Żędowic wspomina, że za przekroczenie prędkości miał zostać pouczony. W pewnym momencie mundurowi mieli mu powiedzieć, że będzie miał  też zrobiony narkotest. „Pomoże pan w statystykach” – mieli powiedzieć policjanci z drogówki. Test wykazał marihuanę, a kierowcę skutego zawieziono do szpitala, a w sieci chwalili się jakby złapali Escobara, co w małej społeczności odbiło się szerokim echem. Co ciekawe, nikomu też nie pokazano wyników testu ze śliny. Oto więcej informacji.

Reklama

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi zniszczono mu życie

Gdy rodzice wysłali 20-letniego mieszkańca Żędowic do kwiaciarni po bukiet na uroczystość gdzie wybierała się cała rodzina, nie spodziewali się jaki będzie tego finał. Młody mężczyzna na wydarzenie nie dojechał, po drodze za przekroczenie prędkości zatrzymał go patrol policji. Chwilę później w radiowozie mundurowi wykonali mu narkotest ze śliny. Urządzenie wskazało, że spożywał marihuanę. Po sześciu tygodniach wynik badania krwi jednak temu zaprzeczył. Jednak w międzyczasie życie 20-latka się posypało, a mała lokalna społeczność szybko uznała go za winnego nie czekając na wyniki.

Od policjantów maił też usłyszeć, że „pomoże w robieniu statystyk”.

Dorota Janać, rzeczniczka komendy policji w Strzelcach Opolskich przekonywała, że to niemożliwe. Bo, jak twierdzi, żaden funkcjonariusz nigdy by się tak nie odezwał.

Choć sam młody mężczyzna przyznał, że owego stwierdzenia nie odebrał negatywnie. Myślał, że to jakaś akcja testowania kierowców. Była to też jego pierwsza kontrola w życiu. Wsiadł do radiowozu. Tam odbył się narkotest. I się zaczęło.

Policjanci śmiali się ze mnie, że niby wyszła mi marihuana. Przeszukali mnie, a potem samochód. Zakuli mnie w kajdanki jak bandziora, choć się nie stawiałem, nie pyskowałem. Dwa razy pytałem, czy mogę zobaczyć wynik tego testu. Udawali, że nie słyszą, choć byłem tuż obok

– opowiada.

Potem zadzwonili po mojego ojca, żeby zabrał auto. Jemu też nie pokazali wyniku. Ojciec był na mnie wściekły i ja się nie dziwię. Nikt mi nie wierzył. Zawieźli mnie skutego do szpitala na badania. Był środek dnia: pełno ludzi, w szpitalu byli znajomi mojej mam. Straszny wstyd, nikomu nie życzę. Skuli mnie z tyłu, więc nie umiałem się nawet wyprostować, okropne upokorzenie.

– relacjonował poszkodowany

Na wynik badania krwi 20-latek czekał sześć tygodni, choć usłyszał, że to potrwa około trzech. W międzyczasie mundurowi wszczęli dochodzenie ws. kierowania samochodem „pod wpływem środków odurzających”.

Młody mężczyzna stracił prawo jazdy. Na stronie internetowej i facebookowym profilu komendy policji w Strzelcach Opolskich – a potem w różnych mediach – ukazały się publikacje opisujące zatrzymanie 20-latka. Z informacją, że „grozi mu do trzech lat więzienia”. W tak małej społeczności każdy wiedział już o kogo chodzi.

Nie podali nazwiska, ale był wiek, marka samochodu. Zresztą, zatrzymali mnie przy głównej drodze, a potem zakutego w kajdanki wprowadzili do szpitala. Wszyscy we wsi szybko dowiedzieli się o kogo chodzi

-mówi młody kierowca

Przez te półtora miesiąca wpadłem w dół psychiczny. Nie mam rozpoznania od lekarza, czy to była depresja, ale nie wychodziłem z domu, przyszłość widziałem w czarnych barwach. Zresztą, zabrali mi prawo jazdy, a ja autem dojeżdżałem do szkoły i pracy, więc nie miałem jak. Akurat zaczęły się ferie, miałem plany dużo pracować, zarobić. Wszystko przepadło. Nie mogłem dostać się na strefę w Sieroniowicach. Byłem przed maturą. To cud że ją zdałem, bo nie umiałem się uczyć

– wspomina 20-latek z Żędowic

THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono, postępowanie umorzono

W komunikatach podawano, że „kierowca zachowywał się nienaturalnie, a jego oczy były przekrwione, mundurowi chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że 20-latek znajduje się pod wpływem środków odurzających, poddali go badaniu testem narkotykowym. Wynik badania okazał się być pozytywny. Młody człowiek przyznał się, że jest pod wpływem marihuany – informowały lokalne media.

A jednak po sześciu tygodniach – dochodzenie zostało umorzone.

Młody mieszkaniec Żędowic cały czas zastanawiał się jak to wszystko jest możliwe, jaki był ten narkotest i co oni z nim zrobili?

 Myślałem, że pójdę siedzieć, uwalą mnie i poprawię im statystyki. Byłem dla nich tylko cyferką. Nie człowiekiem. Na domiar złego, policja podała w komunikacie – i wszystkie media to powtarzały – że się przyznałem! Nikt nie chciał słuchać, że to nieprawda. No bo kto uwierzy komuś, kogo prowadzili w kajdankach?

-relacjonuje poszkodowany

Jak czytamy w postanowieniu postępowanie umorzono „wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego”. Uzasadnienia nie było.

Dwa dni później 20-latek odzyskał prawo jazdy. W międzyczasie była jeszcze rozprawa sądowa w sprawie przekroczenia dozwolonej prędkości o 11 km/h. Skończyło się karą pieniężną i obciążeniem kosztami sądowymi.

To też był dla mnie szok. Czemu zrobili mi rozprawę, skoro nikt mi nie proponował mandatu

– podkreślił młody człowiek.

20-latek z Żędowic postanowił skierować do sądu skargę na policjantów oraz złożyć wniosek o zadośćuczynienie. Skontaktował się z adwokatem, który powiedział, że będą potrzebne informacje, co zawierają akta sprawy. Złożył więc wniosek do strzeleckiej prokuratury o wgląd.

Ale otrzymał odmowę. Gdyż jak stwierdzono „nie jest stroną” w sprawie i „brak innych okoliczności wskazujących na interes prawny w udostępnieniu akt”, a wszelka dokumentacja została mu „doręczona”.

Ale ja nie dostałem dokumentacji, do dziś nie znam wyniku badania krwi. Czy była jakaś substancja, która mogła zafałszować wynik, a jeśli tak, to jaka. Nie wiem, co wykazał policyjny narkotest. Nie pokazano mi go. Odpowiedź z prokuratury jest dla mnie kuriozalna. Zrozumiałem jedno: nie chcą pokazać mi tych akt, może dlatego, że chciałem skierować sprawę do sądu? Teraz domagam się już tylko jednego: aby usunięto nieprawdziwe informacje na mój temat

– komentuje poszkodowany

Jest to jedna z zapewne wielu spraw, gdzie systemowa patologia doprowadza do zrujnowania życia obywateli, a odpowiedzialni za to funkcjonariusze zapewne nie dostaną za to żadnej kary, a wszelkie służby i prokuratura robią wszystko, aby ukryć swoje skandaliczne zachowanie.

Prokurator rejonowa oznajmiła jeszcze coś istotnego: bohater naszego artykułu nie przyznał się do brania narkotyków, bo… nie był przesłuchiwany. Prokuratura podkreśla, że zaistniało tylko podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Z akt wynika, że w czasie kontroli zachowywał się w nietypowy sposób i policja nabrała podejrzenia, że może być pod wpływem działania zabronionych substancji. Zbadano ślinę urządzeniem przesiewowym i ponieważ wynik był pozytywny, zostało wykonane badanie krwi. Biegły toksykolog ustalił substancję, „która nie jest zabroniona ustawą o przeciwdziałaniu narkotyków”. To wszystko.

Jaka to była substancja? Tego się nie wiadomo. Wiadomo jedynie, iż THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono. 

źródło: opolska360.pl

Reklama

W Nowogardzie doszło ostatnio do niecodziennej sytuacji. Wszyscy funkcjonariusze otrzymali nagłe wezwanie do komisariatu, będący na urlopach musieli je przerwać i także się stawić. Powód? Obowiązkowe testy na narkotyki po tym, jak w jednym z radiowozów znaleziono młynek do marihuany. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Oto więcej informacji.

Reklama

Nowogard: Wszyscy policjanci wezwani na testy narkotykowe. Powód? W radiowozie znaleziono młynek do marihuany

Z informacji uzyskanych przez dziennikarzy Onetu wynika, że funkcjonariuszy z Nowogardu pod koniec grudnia zaskoczyło nagłe polecenie stawiennictwa w komisariacie. W niedzielę 28 grudnia ubiegłego roku, komendant powiatowy policji w Goleniowie nakazał obowiązkowe przybycie także tym policjantom, którzy tego dnia nie pełnili służby lub przebywali na urlopie. Powodem było znalezienie w jednym z radiowozów młynka do suszu marihuany.

Komendant nowogardzkiej policji zarządził przeprowadzenie wśród policjantów testów na obecność narkotyków w organizmie. O sprawę zapytano oficera prasowego goleniowskiej komendy, który potwierdził ustalenia Onetu. Jak wynika z informacji, młynek do marihuany został znaleziony przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę 28 grudnia. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła do komendanta.

Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna, czyli Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie, a także prokurator

-przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak z goleniowskiej policji.

Jeden z funkcjonariuszy z powiatu przyznał, że najprawdopodobniej młynek mógł zostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli, a policjanci mieli go tam zostawić przez przypadek. Został znaleziony w przedniej części radiowozu. Jak ocenił policjant, reakcja komendanta była prawidłowa. – „On trzyma ludzi dość krótko” – mówił zapytany o sprawę.

Do stawiennictwa w komisariacie wezwano wszystkich funkcjonariuszy, którzy w ostatnim czasie użytkowali radiowóz, w którym znaleziono młynek. Policjanci zostali przebadani na obecność narkotyków w organizmie. – „Wszyscy uzyskali wynik negatywny” – zaznaczył z kolei podkom. Paweł Grzelak.

Źródło: Onet

Reklama

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne posiadanie do trzech gramów suszu. Drugi dezyderat jest efektem złożenia petycji obywatelskiej, która do Sejmowej Komisji ds. Petycji wpłynęła w grudniu 2024, a Komisja rozpatrzyła ją 3 czerwca 2025. Natomiast 20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła Dezyderat nr 176, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do trzech gramów. Pojawiła się też kwestia regulowanego rynku legalnego zioła. Oto więcej informacji.

Reklama

Do premiera skierowano drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany, tym razem chodzi o legalne trzy gramy ziela

Początek roku 2026 przynosi nam powtórkę sprzed roku – powraca temat dezyderatu ws. zmian w Ustawie o Przeciwdziałaniu Marihuany.

O fakcie złożenia drugiej petycji ws. depenalizacji niewielkich ilości marihuany po raz pierwszy informowaliśmy w czerwcu ubiegłego roku, przeczytasz o tym T U T A J

Czy pomimo negatywnej odpowiedzi na poprzedni dezyderat ws. depenalizacji posiadania do 15 gramów suszu i uprawy 1 rośliny konopi indyjskich na własny użytek jest jakakolwiek szansa, że odpowiedź na drugi będzie inna? 

Tu warto zaznaczyć, że za poprzednią odpowiadał poprzedni szef resortu sprawiedliwości – Adam Bodnar, na obecnie procedowany dezyderat odpowie minister Żurek. 

Przypomnijmy, że pod koniec grudnia 2024 roku do Komisji ds. Petycji trafiła petycja (petycję zarejestrowano pod nr sprawy w Komisji BKSP-155-X-374/24), której przedmiotem jest żądanie „zmiany przepisów prawa w zakresie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek w ilości do 3 gramów”. W uzasadnieniu petycji wskazano, że „obowiązujące przepisy penalizujące posiadanie nawet niewielkich ilości” marihuany nie tylko nie przystają do współczesnych realiów społecznych i naukowych, ale również powodują liczne problemy społeczne i gospodarcze.

3 czerwca 2025 roku komisja zdecydowała wystosować w tej sprawie dezyderat do prezesa rady ministrów.

20 listopada 2025 roku Komisja do Spraw Petycji uchwaliła w tej sprawie dezyderat, w którym zwróciła się do Prezesa Rady Ministrów o „kompleksową i systemową analizę” postulatu legalizacji posiadania marihuany w ilości do 3 gramów. 

Podstawowe kwestie poruszone przez autora petycji to:

  • Obciążenie wymiaru sprawiedliwości – policja, prokuratura i sądy tracą zasoby na ściganie osób posiadających minimalne ilości marihuany, zamiast skupić się na poważniejszej przestępczości.
  • Zmiana postaw społecznych – coraz więcej Polaków, szczególnie młodszych pokoleń, postrzega marihuanę jako substancję mniej szkodliwą niż alkohol czy tytoń i korzysta z niej regularnie.
  • Potencjał regulowanego rynku – legalizacja mogłaby stworzyć kontrolowany obrót, zapewniający jakość produktu i wpływy do budżetu państwa.

Dezyderat, który do premiera został wysłany 20 listopada 2025 roku znajdziesz T U T A J

Szef rady ministrów, Donald Tusk, od otrzymania dokumentu ma teoretycznie 30 dni na zajęcie stanowiska w tej sprawie, jednak poprzedni dezyderat pokazał, że premiera nie interesują przepisy i na odpowiedź trzeba czekać grubo ponad pół roku.

Drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany i opinia merytoryczna

Dotarliśmy także do dokumentu „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek„, w którym czytamy np., że:

„W nawiązaniu do doświadczeń państw, w których zalegalizowano, zdepenalizowano lub zdekryminalizowano marihuanę – na które również zwrócił uwagę wnoszący petycję – można stwierdzić, iż legalizacja pozwala rządom przywrócić kontrolę nad wymykającym się spod kontroli rynkiem narkotykowym. Może się ona również przyczynić się do zmniejszenia szkód spowodowanych represyjną polityką narkotykową.”

-dokładnie tak, w opinii padają słowa o „przywróceniu kontroli” czy „szkodach spowodowanych represyjną polityką narkotykową” – co należy uznać za dość konkretną krytykę obecnego prawa obowiązującego w naszym kraju.

W opinii czytamy także:

„Analiza doświadczeń innych państw może pomóc wskazać nie tylko konsekwencje legalizacji marihuany, ale również konsekwencje dekryminalizacji lub
depenalizacji jej posiadania. Mianowicie doświadczenia takich państw, jak Czechy, Niemcy, Portugalia czy Holandia pokazują, iż dekryminalizacja posiadania narkotyków (nie tylko marihuany) może przyczynić się do ograniczenia negatywnych skutków zdrowotnych używania substancji psychoaktywnych.”

Zaskakujący jest też fakt, iż we wspomnianej opinii omawiany jest art. 62a Ustawy o Przeciwdziałaniu Narkomanii, który umożliwia umorzenie postępowania w przypadku posiadania niewielkiej ilości marihuany na własny użytek i to w jego negatywnym kontekście czyli niejasności przepisów i  nabijania policyjnych statystyk:

„W piśmiennictwie wskazuje się, że mimo iż rozwiązanie prawne zaproponowane w art. 62a u.p.n. jest „krokiem w dobrym kierunku”, to jednak ma ono dość liczne wady.  Wśród tych najczęściej podkreślanych wymienić należy m.in.: pozostawienie organowi swobody w stosowaniu tego przepisu, niejasna relacja między wprowadzonym za jego pośrednictwem umorzeniem a umorzeniem wynikającym ze znikomej społecznej szkodliwości czynu oraz trudności z wykładnią znamienia ilościowego (posiadanych środków lub substancji) określającego, czy w danym przypadku sprawca może zostać potraktowany łagodnie.(…)

Jak pokazują badania naukowe przeprowadzane na przestrzeni 10 lat obowiązywania art. 62a u.p.n. (tj. w latach 2011-2021), zarówno fakultatywny
charakter tego przepisu, jak i wątpliwości związane z jego interpretowaniem oraz stosowaniem przyczyniły się do tego, iż przepis ten nadal nie jest wykorzystywany w stopniu zadowalającym, tj. w stopniu, który pozwalałby na niwelowanie wskazanych wcześniej szkód społecznych i ekonomicznych związanych z obowiązywaniem przestępstwa określonego w art. 62 u.p.n. Zdaniem autorów raportu „Karanie za posiadanie narkotyków”, innym niż trudności interpretacyjne bardzo istotnym powodem, dla którego przepis art.62a u.p.n. nie cieszy się wystarczającą „popularnością” wśród organów procesowych jest presja ze strony przełożonych oraz związana z nią chęć wykazywania się odpowiednimi wynikami statystycznymi.

Cały dokument „Opinia merytoryczna dotycząca petycji nr BKSP-155-X-374/24 w sprawie legalizacji posiadania marihuany na własny użytek” znajdziesz T U T A J

Czy drugi dezyderat ws. depenalizacji marihuany podzieli losy pierwszej inicjatywy? Poinformujemy gdy tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama

Atak agresji po marihuanie? Kamiennogórscy policjanci interweniowali pod koniec grudnia na jednej ze stacji paliw, gdzie agresywny mężczyzna demolował drzwi toalety. 34-letni mieszkaniec Kamiennej Góry przyjechał na miejsce samochodem, w którym funkcjonariusze znaleźli marihuanę. Tester narkotykowy wykazał metabolity THC w organizmie w związku z czym media natychmiast uznały, że agresja powodowana była właśnie ziołem. Oto więcej informacji.

Reklama

Sytuacja miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, w nocy z 27 na 28 grudnia, tuż przed godziną 2.00. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze otrzymał zgłoszenie od świadków, którzy informowali o pobudzonym i agresywnym mężczyźnie niszczącym drzwi toalety na terenie stacji paliw.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali 34-latka, który nie potrafił logicznie wytłumaczyć swojego zachowania ani wskazać przyczyny agresji. Mężczyzna był natomiast wyraźnie pobudzony, jego wypowiedzi były nielogiczne, a do tego zachowywał się irracjonalnie, co wzbudziło podejrzenia policjantów, że może znajdować się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.

W trakcie interwencji ustalono, że mężczyzna przyjechał na stację paliw samochodem. Podczas sprawdzania pojazdu mundurowi wyczuli charakterystyczny zapach marihuany. Po chwili ujawnili kilka gramów konopi indyjskich.

Badanie alkomatem wykazało, że 34-latek nie znajdował się pod wpływem alkoholu, jednak tester narkotykowy potwierdził obecność THC w jego ślinie.

Mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem zniszczenia mienia, posiadania narkotyków oraz podejrzenia kierowania pojazdem mechanicznym pod wpływem środków odurzających. Został także poddany badaniu krwi, które pozwoli określić dokładną zawartość środków odurzających w jego organizmie. Za popełnione czyny 34-latkowi grozi kara od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Policjanci prowadzą dalsze czynności w tej sprawie.

Media natomiast po raz kolejny się ośmieszyły informując, że za atak agresji u zatrzymanego, odpowiadała marihuana. Jedynie dlatego, że wykryto jej ślady w organizmie zatrzymanego. Jednak atak agresji po marihuanie jest raczej niemożliwy ponieważ nie jest ona stymulantem, który powoduje takie zachowanie.

Niestety część społeczeństwa uwierzy w to, że tak właśnie zachowują się ludzie po marihuanie.

Jednak takie irracjonalne zachowanie i ataki agresji wskazują j na tzw. nowe substancje odurzające nazywane dopalaczami, a nie marihuanę, którą wykryto przy okazji. Niestety większość testów ich nie wykrywa, albo wykrywa tylko część. A tych substancji jest od groma.

Po marihuanie 34-latek mógłby co najwyżej przypuścić atak na regał ze słodyczami lub napojami. 

Reklama

Po raz kolejny wybrano najlepsze Coffeeshopy w Amsterdamie, ale to nie wszystko. Wybrano też najlepsze odmiany, najlepsze ekstrakty czy hasz, a do tego np. najlepsze konopne przekąski, a także najlepszą oraz najbardziej fachową obsługę czy najlepszy coffeeshop poza Amsterdamem. Które lokale i odmiany zostały nagrodzone w plebiscycie? Które miejsce wybrano jako najlepsze w ubiegłym roku? Oto jak się prezentują wyniki ACA 2025.

Reklama

Najlepsze Coffeeshopy w Amsterdamie w 2025 czyli wyniki Amsterdam Coffeeshop Awards

Holandia, a przede wszystkim Amsterdam to miejsce, gdzie kultura konopna rozwijała się przez ostatnie pięć dekad. Pod koniec lat ’80, jeden z redaktorów magazynu High Times przeniósł się do Amsterdamu gdzie zorganizował pierwszy Cannabis Cup – wydarzenie już legendarne, a w latach ’90 owiane nutą mistycyzmu legalności zioła, dla wszystkich, którzy przybywali do Holandii po raz pierwszy. 

Dziś mamy zupełnie inne czasy, a wydarzeń skupionych na marihuanie jest coraz więcej. Jednym z nich jest wydarzenie organizowane od 2021 – Amsterdam Coffeeshops Awards.

Plebiscyt podzielony jest na dwie sekcje, w których obowiązują odrębne metody oceny:

  • Consumer Choice – czyli wybór konsumentów, głosy są przyznawane w głosowaniu publicznym, do którego zapisać może się każdy.
  • Industry Awards – 25-osobowe jury branżowe, przez tydzień degustuje i ocenia zgłoszone do konkursu kwiaty, haszysz, pre-rollsy, produkty spożywcze, i koncentraty. Każdy produkt jest niezależnie oceniany w ślepym teście smaku, bez podawania marki ani informacji identyfikacyjnych sędziom, co gwarantuje, że oceny koncentrują się wyłącznie na jakości. Te dwa podejścia odzwierciedlają zarówno preferencje społeczności, jak i standardy uznawane przez branżowych ekspertów.

Gala wręczenia nagród odbyła się na Docks 1, statku wycieczkowym przyjaznym dla palaczy i największym pływającym lokalu w Amsterdamie. Według Russella D., dyrektora ds. marketingu Amsterdam Coffee Shop Awards, na pokładzie statku znajdowało się łącznie 200 ekspertów z branży konopi.

Najlepsze coffeeshopy w Amsterdamie w 2025 – wyniki

Oto wyniki kategorii Consumers Choice (wybór konsumentów):

Reklama
  • Coffeeshop Roku 2025: Barney’s Coffeeshop : Barney’s zdobył tytuł drugi rok z rzędu, stając się pierwszym coffeeshopem, który otrzymał to wyróżnienie w historii nagród. Stali klienci często wskazują na te same aspekty: personel, który traktuje gościnność jako umiejętność, menu, które ewoluuje, nie ulegając modom, oraz genetykę, która niezmiennie przyciąga uwagę całego świata.
  • Sprzedawca Roku: Lily w Barney’s Coffeeshop : Lily w prosty sposób wyjaśnia działanie produktów i udziela sprawdzonych porad, zyskując sobie przy tym duże uznanie wśród stałych klientów.
  • Najbardziej kompetentny personel: Balou : Personel coffeeshopu Balou znany jest z jasnych i merytorycznych wyjaśnień, a pracujący tam Riccardo chwalony jest za łatwą komunikację.
  • Twórca treści roku: Corax Dewai : Corax w szczerych relacjach z codziennego życia coffeeshopów znajduje pozytywny oddźwięk wśród lokalnych i internetowych odbiorców.
  • Najlepsze menu: Barney’s Coffeeshop : Wg jury, menu Barney’s pozostaje jednym z najlepiej skomponowanych w mieście. Asortyment zmienia się na tyle często, że pozostaje aktualny, nie rezygnując z uwielbianych klasyków. Takie podejście sprawia, że ​​menu jest spójne i nie przytłaczające.
  • Najlepsza wystawa sztuki w coffeeshopie: „Wielka historia konopi”, Mossy Giant @ De Kade : Wystawa łączyła ilustracje z odniesieniami kulturowymi, tworząc wizualną oś czasu historii konopi. Przyciągała uwagę, angażując publiczność i nie sprawiając wrażenia eksponatu muzealnego.
  • Najlepsza kawiarnia typu lounge: Prix d’Ami : ​​Prix d’Ami oferuje zróżnicowane przestrzenie lounge, które pomimo swoich rozmiarów utrzymują spójną, przyjazną atmosferę.
  • Najlepsza kawiarnia na świeżym powietrzu: Katsu : Taras Katsu w De Pijp pozostaje ulubionym miejscem. Przyciąga zarówno mieszkańców, jak i turystów, oferując ustronne, relaksujące miejsce z dala od ruchliwych stref turystycznych.
  • Najlepsza kawiarnia poza Amsterdamem: Hunter’s Zandvoort : Hunter’s Zandvoort przenosi styl marki w zupełnie inne miejsce: na wybrzeże. 40. rocznica istnienia kawiarni dodatkowo podkreśliła wagę tego zwycięstwa.
  • Najlepszy lokal dla palaczy: Barney’s Uptown : W Barney’s Uptown panuje przytulna i przyjazna atmosfera, z chwalonymi miejscami do siedzenia, drinkami i dyskretnymi setami DJ-skimi.
  • Najlepsza marka CBD: Mystery Bees : Małe partie, proste podejście i spójne, czyste smaki zapewniły marce Mystery Bees uznanie wśród głosujących.
  • Najlepsze wydarzeń lub atrakcje: Buddha Lounge Boat : Buddha Lounge Boat oferuje powolny, malowniczy rejs po miejskich kanałach wodnych. Nieustannie przyciąga osoby poszukujące relaksującej, pływającej alternatywy dla wizyt w kawiarniach na lądzie.

A tak prezentowały się wybory najlepszych odmian w Amsterdamie w kategorii Industry Awards:

Sativa

  • 1. Jus D’Orange (The Old Church Coffeeshop)
  • 2.: Mimosa (7th Heaven Coffeeshop) 
  • 3: B45 (Cream Pheno) (THC Turbine Coffeeshop) 

Haze

  • 1.: G13 Haze (Coffeeshop Blue Sea) 
  • 2.: Super Silver Haze (Coffeeshop Central) 
  • 3.: Amnesia (Coffeeshop 7th Heaven)

Indica

  • 1.: Uncle Snoop (Coffeeshop Barney’s)
  • 2.: Black Cherry Gelato (Coffeeshop Hunter’s)
  • 3.: Dark Matter (Coffeeshop The Old Church)

Hybrydowy

  • 1.: Baker’s Man (Coffeeshop Relax) 
  • 2: Super Boof (Coffeeshop Hunter’s) 
  • 3.: Zillions (Coffeeshop Barney’s)

Tradycyjny hasz

  • 1.: Zero Zero (Coffeeshop Relax) 
  • 2.: Szampan (Coffeeshop 7th Heaven) 
  • 3.: Glumosa (Coffeeshop Central) 

Dry sift hash

  • 1.: Forbidden Fruit × Fruit Joy (Coffeeshop The Old Church) 
  • 2.: Painkiller (Coffeeshop Relax) 
  • 3.: K1 (Coffeeshop Reefer)

Ice hash

  • 1.: Grape Gas WPFF (Coffeeshop Terps Army)
  • 2.: Hawaï WPFF (hashtag kawiarni) 
  • 3.: RS11 Piatella (Coffeeshop Terps Army)

Live rosin

  • 1.: Grape Gas (Coffeeshop Terps Army)
  • 2. Oishii (Zielone Złoto)
  • 3.: Banana Punch (Coffeeshop 7th Heaven)

Premium Pre-roll

  • 1.: Heavenly Beltz Donut (Coffeeshop 7th Heaven)
  • 2.: Gelato 33 Hash Hole (Coffeeshop Balou) 
  • 3.: #thegasbomb Donut (Coffeeshop Hashtag) 

CBD

  • 1.: Lemon Cherry CBD (Coffeeshop Relax) 

23-latek palił marihuanę w pociągu, co niestety skończyło się użyciem środków przymusu bezpośredniego przez funkcjonariuszy i wyprowadzeniem go w kajdankach. W ostatnim czasie funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei prowadzą intensywne działania pod kryptonimem „Tory 2025”. Akcja realizowana jest w pociągach dalekobieżnych i na terenach kolejowych i ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa podróżnych. Oprócz SOK w pociągach można obecnie trafić także na policję kryminalną po cywilnemu, dlatego palenie zioła w pociągu to raczej średni pomysł. 

Reklama

23-latek palił marihuanę w pociągu, został wyprowadzony siłą

Podczas standardowych w ostatnim czasie działań, mundurowi zatrzymali 23-letniego pasażera podróżującego pociągiem relacji Szczecin Główny – Wilno.

Mężczyzna palił marihuanę w trakcie jazdy, czym naruszał porządek i bezpieczeństwo innych pasażerów.

-poinformowały służby

Swoją drogą, zawsze mnie zastanawia, jakie zagrożenie dla innych pasażerów niesie za sobą palenie marihuany, o którym czyta się zawsze w przypadku takich sytuacji. 

Podczas zatrzymania podróżny nie wyraził chęci rozmowy z mundurowymi.  Ze względu na agresywne zachowanie 23-latka funkcjonariusze SOK zmuszeni byli użyć środków przymusu bezpośredniego, w tym siły fizycznej oraz kajdanek.

Po zatrzymaniu mieszkaniec powiatu choszczeńskiego został przekazany funkcjonariuszom Komendy Powiatowej Policji we Wrześni, którzy przejęli dalsze czynności w sprawie.

W trakcie interwencji funkcjonariusze ujawnili przy nim także foliowy woreczek z marihuaną. 

Wielu użytkowników zioła uważa, że pociąg to miejsce, gdzie ciężko spotkać np. policję, o policji kryminalnej po cywilnemu nie wspominając.

Jednak w związku z ostatnimi wydarzeniami na kolei, na terenach PKP oraz w samych pociągach lokalnych jak i dalekobieżnych pojawia się znacznie więcej służb niż do tej pory.

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.