Świat Palaczy

Zielone Newsy

Aktualności

Tarnów w oparach marihuany? Znany dominikanin Adam Szustak, publikujący vlogi na kanale YT „Langusta na palmie”, odwiedził ostatnio Tarnów, gdzie prowadził rekolekcje. Natomiast po samych rekolekcjach dominikanin nagrał odcinek na swój kanał YT, w którym opowiada o swojej wizycie w mieście. Szustak w swoim filmie opowiada, że od kilku dni, gdzie nie pójdzie to czuje słodki zapach palonej marihuany, który wyczuć można w całym centrum Tarnowa. Policja zaprzecza mówiąc, że to CBD. Oto więcej informacji.

Tarnów w oparach marihuany? „Czuć ją wszędzie w centrum” – twierdzi znany dominikanin

Adam Szustak, kaznodzieja, który prowadzi na YouTube kanał „Langusta na palmie” odniósł się niedawno w jednym z wideo blogów, do swojego pobytu w Tarnowie. W nagraniu dominikanin podkreślał, że Tarnów jest pięknym miastem, co potwierdzały prezentowane przez niego ujęcia z różnych części miasta, które wykonał podczas spacerów.

Jednak to nie architektura miasta czy jego historia stała się głównym tematem odcinka zatytułowanego „Tarnów w oparach marihuany”.

– Słuchajcie, jestem już w tym Tarnowie chyba czwarty dzień i czwartego dnia ciągle mnie spotyka to samo, co mnie bardzo dziwi. Jestem akurat w jakimś takim parku niedaleko kościoła i już pierwszego dnia jak tu byłem, to poczułem, że cały ten park jest po prostu wypełniony zapachem marihuany. Wszedłem do tego parku i rzeczywiście było trochę takich grupek młodzieży, które, no, „jarały” jointy. Jak się okazało w ogóle w wielu miejscach Tarnowa i to również na rynku i tu w okolicach, bo byłem głównie w centrum, jest wiele takich miejsc, gdzie po prostu ciągle pachnie marihuaną. Ja sobie pomyślałem, może to jest tylko taki jeden dzień, akurat nie wiem, chociaż to pierwszy dzień, to w sumie była niedziela, no może tak, wolne, ale byłem też wczoraj i byłem przedwczoraj i byłem wczoraj i jestem dzisiaj. I tak jest non stop. Po prostu jest wiele miejsc, gdzie cały czas gdziekolwiek pójdziesz, to są grupki i z grupek unosi się bardzo słodkawy zapach marihuany. No, muszę Wam powiedzieć, że spodziewałbym się po bardzo wielu miastach w Polsce czegoś takiego, ale niekoniecznie po Tarnowie 

-mówi na nagraniu dominikanin

Sytuacjami, z jakimi w Tarnowie spotkał się o. Szustak, zdziwieni są natomiast przedstawiciele tarnowskiej policji, którzy podkreślają, że w mieście nie ma aż tak dużego problemu związanego z marihuaną.

– Czasem zdarza się, że podczas legitymowania obywateli czy kontroli pojazdu ujawniamy środki odurzające, natomiast nie jest to takie nagminne, żebyśmy mogli mówić, że w naszym mieście jest jakaś tego plaga – przekonuje asp. Kamil Wójcik oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.

Policja wskazuje też, że czasami łatwo pomylić zapach marihuany z różnego rodzajami kadzidełkami, olejkami do e-papierosów, lub produktami CBD, które są dostępne m.in. w automatach i są popularne wśród młodzieży.

Nawet we wskazanym w materiale parku regularnie są patrole policyjne i młodzież wie, że w tym miejscu jesteśmy bardzo, bardzo często, to nie wiem, czy ktoś by się odważył zażywać tam tak otwarcie narkotyki

– zaznacza przedstawiciel tarnowskiej policji.

Źródło: Gazeta Krakowska

Stonerchef czyli małżeństwo psychologów, którzy od kilku lat tworzą treści o tematyce związanej z konopiami, od początku swojej działalności wzbudza skrajne emocje wśród społeczności konopnej i nie tylko. Jedni ich wychwalają inni krytykują i zarzucają szkodliwe działania. Znani są z tego, że nie tolerują odmiennego zdania niż ich własne blokując i zastraszając tych, którzy ośmielą się ich skrytykować. Także o jakiejkolwiek dyskusji ze Stonerchef nie ma mowy, są jedynie dogmaty mówiące, że każdy powinien codziennie palić zioło bo to poprawia jakość życia niczym noszenie okularów czy butów, a żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry, no bo wiecie, wystarczy zajarać. 

Stonerchef – edukacja czy szkodliwe treści

Zanim przejdziemy do najpoważniejszych zarzutów względem obecnej działalności bohaterów tego tekstu, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz.

Stonerchef czyli Anita oraz Piotr Kuźniewicz do szerszej świadomości przebili się w roku 2019 za sprawą swojego „konopnego ślubu”… który z konopiami miał niewiele wspólnego.

Już wtedy konopna społeczność szybko się przekonała, że jakikolwiek krytyczny komentarz, nawet najdelikatniejsza krytyka lub sugestia, że jest inaczej niż twierdzą państwo Kuźniewicz, kończyła się obrażaniem i bardzo szybkim banem na ich kanały social media, gdzie się promowali.

A takich komentarzy było niemało. No bo co to za „konopny ślub i wesele”, skoro konopie były na nim mało znaczącym dodatkiem. Było to zwyczajne wesele jakich w naszym kraju odbywa się wiele, tyle, że do zdobiących salę kwiatów… powciskano nieco roślin konopi siewnych.

To, oraz fakt postawienia „baru” z konopiami (susz CBD) wg Stonerchefów wystarczyło, aby całość nazwać „konopnym ślubem i weselem”.

Tak naprawdę była to zwykła manipulacja, która miała pomóc przebić się do szerszego grona odbiorców, prosta akcja marketingowa, która w dodatku oparta jest o nieprawdę. Bo wesele, gdzie spożywa się alkohol, normalne posiłki, a sala jest przyozdobiona kwiatami i wieloma innymi roślinami, pomiędzy  które upchnięto nieco roślin konopi – to nadal zwykłe wesele i ślub, tyle, że z konopnymi akcentami.

Innym wydarzeniem, które promowali jako „pierwsze konopne”, była akcja marketingowa firmy, z którą Stonerchef mieli akurat współpracę – EirHealth.

Stonerchef w swoich materiałach posługiwali się  tym przypadku stwierdzeniami typu „pierwsza konopna kolacja w Europie”. Tyle, że to nie była kolacja konopna tylko kolacja z konopnymi akcentami, w polu konopi i nie pierwsza w Europie ponieważ tego typu wydarzenia odbywały się wielokrotnie w Szwajcarii czy Niemczech i miały znacznie więcej wspólnego z konopiami. O ile organizator wydarzenia pisał o „edukacyjnej kolacji w polu konopi” o tyle Stonerchef informowali o „pierwszej w europie kolacji konopnej”, co jest wprowadzeniem w błąd ale zapewne lepiej się klikało.

A wspominam o tej sytuacji głównie dlatego, iż był to mój pierwszy kontakt z państwem Kuźniewicz. Pierwszy i na jakiś czas ostatni. Dlaczego? Ponieważ okazało się, że Stonerchef mają potężny problem z jakąkolwiek, nawet konstruktywną, krytyką czy zauważeniem, że nieco mijają się z prawdą.

Gdy skomentowałem udostępniane materiały pisząc, że to kolacja z konopnymi motywami i konopną edukacją ale na pewno nie „pierwsza konopna kolacja w Europie” – zostałem zaatakowany personalnie a po chwili zablokowany na ich profilu. I tu dochodzimy do kolejnego zarzutu wobec bohaterów tego tekstu.

Stonerchef – królowie cenzury

O tym, że na profilach Stonerchef nie można napisać ani jednego krytycznego słowa, ani nawet zasugerować, że mogą się mylić, iż może być inaczej niż mówią – wie każdy kto choć raz nawet w konstruktywny sposób wyraził krytykę wobec prezentowanych przez nich treści.

  • Krytyka = blokada użytkownika
  • Niewygodne pytania = blokada użytkownika
  • Odmienne zdanie = blokada użytkownika
  • Napisanie czegokolwiek co nie pasuje Stonerchefom = blokada użytkownika

Czy to problem, że ktoś usuwa pewne komentarze ze swojego własnego kanału pod swoimi własnymi treściami? W wielu przypadkach powiedziałbym, że nie. Jednak w przypadku treści jakie poruszają Stonerchef, które mają być edukacyjne, a które nierzadko zawierają nieprawdziwe informacje, w dodatku na tak wrażliwy temat jakim jest marihuana – kasowanie każdego merytorycznie krytycznego komentarza może mieć negatywne konsekwencje dla odbiorców treści, którzy tematu zbyt dobrze nie znają i zdają się na to co usłyszą od „ekspertów”.

Szkodliwość takiego zachowania jest oczywiście zależna od tematu, którego dotyczy. Niezrozumiała jest też jego motywacja, bo często jest to celowe wprowadzanie w błąd. Jako przykład niech posłuży poruszany przez państwo Kuźniewicz temat tzw. marihuany PGR, czyli kwiatów pochodzących z upraw gdzie dodawano szkodliwe dla ludzi środki mające na celu zwiększenie plonu. 

Z publikowanych przez nich treści wynika, że większość dobrej jakości suszy marihuany dostępnych w aptekach – jest zanieczyszczona i zawiera bardzo szkodliwe substancje. Susze te posiadają większość cech zanieczyszczonego produktu, o których informują Stonerchef.

Tylko, że ich treści o PGR nafaszerowane są nieprawdziwymi i od lat powielanymi mitami, pisaliśmy o tym T U T A J.

To, że podają nieprawdę oraz udowadniający to artykuł był kilkukrotnie wklejany w komentarzach pod ich treściami, a wiadomo jak bardzo pilnują sekcji komentarzy, aby nikt nie napisał czegoś z czym się nie zgadzają, nawet gdy to prawda. Dlatego jestem przekonany, że go przeczytali. A mimo to później wielokrotnie powtarzali swoje kłamstwa o suszu PGR, zapewne dlatego, że jest to dość nośny temat i zawsze wywołuje dyskusje.

Albo dlatego, że jest to jedna z wielu bzdur powtarzanych przez Stonerchefów, która trafiła np. do ich e-booków i nie da się jej edytować, czy tak jest tego oczywiście nie wiemy. 

Przecież gdyby uwierzyłby im ktoś kto jest pacjentem medycznej marihuany, to byłby przekonany, że wszystkie jakościowe susze w aptece (które wyglądają właśnie tak jak Stonerchefy opisują zanieczyszczony susz PGR) zawierają szkodliwe substancje i wybieraliby produkty gorsze jakościowo, które nie wyglądają jak PGR wg. państwa Kuźniewicz. Dlatego powielanie takich bzdur należy uznać za działalność szkodliwą.

Podobna sytuacja była w przypadku ich treści, że używanie fajki wodnej / bonga – filtruje dym z palonych konopi. To także jest nieprawda powtarzana przez Stonerchefów, którą już im wyjaśnialiśmy T U T A J, w artykule mówiącym, że wodna nic nie filtruje, a jedynie schładza dym. 

Stonerchef – niezdrowa gloryfikacja marihuany

Jednak to wszystko o czym wspomniałem do tej pory blednie przy najpoważniejszym zarzucie jaki pojawia się wobec Państwa Kuźniewicz – niezdrowej gloryfikacji marihuany.

Według Stonerchefów, codzienne palenie zioła niesie za sobą jedynie pozytywne skutki!

Po internecie krąży ostatnio fajny wywiad z Sethem Rogenem, w którym on tłumaczy swoją filozofię korzystania z zioła codziennie, porównując to do.. noszenia butów i okularów. Czy mógłby nie chodzić codziennie w butach? Mógłby. Czy mógłby nie nosić okularów? Mógłby. Czy jego jakość życia uległaby poprawie? No, to jest dyskusyjne, gdyż są to narzędzia służące A) Zwiększeniu wygody życia; B) korekcji jakichś deficytów, co ma w konsekwencji uwaga – poprawić jakość życia.

-czytamy na profilu pary

I zdecydowanie jest to treść szkodliwa.

stonerchef

Marihuana to używka, która co prawda nie uzależnia w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jednak chociaż nie uzależnia fizycznie, to jej niewłaściwe używanie może mieć fatalne konsekwencje dla życia użytkownika. A dla zdecydowanej większości użytkowników codzienne używanie marihuany od rana przez cały dzień – będzie miało negatywne konsekwencje. I tak – zdarzają się osoby używające marihuany od rana do nocy, a przy tym w miarę normalnie funkcjonujące, jednak jest to bardzo niski odsetek. 

Dla większości ludzi używanie marihuany od rana do wieczora negatywnie wpłynie na ich produktywność i aktywność.

Większość osób używających marihuanę od rana do wieczora robi to w sposób szkodliwy, a jednocześnie całkowicie to wypiera.

Tego typu treści są przed wszystkim bardzo groźne właśnie dla osób, które używają konopi właśnie w sposób szkodliwy lub dopiero zaczynają to robić będąc zafascynowanym marihuaną. W końcu państwo Kuźniewicz, którzy są ekspertami i propagują jaranie od rana do nocy, nadając temu jakąś wartość oraz mówiąc, że to poprawia jakość życia!

Innym razem oburzają się, że ktoś krytykuje codzienne palenie marihuany porównując ją do… kawy. Według Stonerchefów, ktoś kto codziennie używa kawy nie ma prawa krytykować codziennego używania zioła. To nawet ciężko skomentować.

Takie treści są oczywiście bardzo szkodliwe, szczególnie, że Stonerchef kreują się na ekspertów, którzy na wszystko o czym mówią mają potwierdzające to wyniki badań (czasami zmanipulowane o czym za chwilę), a w komentarzach kasowane jest każde słowo krytyki  wobec ich treści.

Co ciekawe, jest to przecież para psychologów, a mimo to tworzą treści, które mogą poważnie zaszkodzić odbiorcom, którzy w nie uwierzą. 

Jako psychologowie powinni wiedzieć też, jak wygląda schemat uzależnienia czy szkodliwego używania. Wiedzą, że osoby używające szkodliwie wypierają fakt, że są uzależnione psychicznie –  twierdzą często, że po prostu lubią jarać bez przerwy i potrafią rzucić w każdej chwili. Ale nie chcą. Tak naprawdę rzucają dopiero gdy zorientują się, że nadużywanie zioła jednak ma swoje negatywne konsekwencje – zniszczone relacje, odstawienie na bok zainteresowań, gorsze wyniki w pracy / na studiach / w szkole, a przy cięższym używaniu apatia i brak motywacji do czegokolwiek nie związanego z paleniem marihuany.

Ale jak to, przecież nawet na WeedNews znajdziemy artykuły obalające tezę, jakoby palenie marihuany prowadziło do syndromu amotywacyjnego. Tak, obniżenie motywacji i inne negatywne skutki palenia zioła nie są zagrożeniem – o ile używasz go świadomie i odpowiedzialnie, a nie jarasz od rana do nocy twierdząc, że to konopny biohacking, bo tak ci powiedzieli konopni patoinfluencerzy.

Jak już wspominałem, osoby nadużywające marihuany zawsze dążą do usprawiedliwiania swojego nałogu, a treści Stonerchef im w tym niesamowicie pomagają i utrzymują ich w przekonaniu, że palenie zioła od rana do nocy pomoże odnieść im sukces, przecież marihuana jest jak buty czy okulary – jedynie poprawia jakość i komfort życia. Kawa? Przecież to nałóg! Lepiej już zajaraj! 

I obowiązkowo zamów nasz e-book.

O tym, że tacy użytkownicy oszukiwali samych siebie orientują się często po kilku latach, widząc, że to nie był jednak żaden konopny biohacking tylko rozwalanie sobie życia dzień po dniu. Ale to już Stonerchefów nie interesuje, ważne, że kupił e-booka.

Stonerchefom zdarza się też manipulowanie wynikami badań.  

Ostatnio wyłapał to m.in. Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista.

Akurat w tym konkretnym przypadku Stonerchefy opublikowały na swoim koncie na platformie X posta z danymi na temat tego, ile procent użytkowników marihuany się od niej uzależnia (stosuje szkodliwie). Treść posta brzmiała następująco:

NAJWIĘKSZY PROBLEM Z ZIOŁEM I JEGO UŻYTKOWNIKAMI

Przez to, że konopie były w tak kreskówkowy sposób demonizowane prze tyle lat, część ludzi uwierzyła, że zioło nie ma skutków ubocznych.

Dlatego wyprostujmy kilka faktów:

  1. Od zioła da się uzależnić

Ale 95% użytkowników (w tym 98% dorosłych) nigdy nie spełni klinicznych kryteriów diagnozy uzależnienia. Dla większości regularnych użytkowników jest to nawyk lub forma terapii.

Tylko, że to zwykłe kłamstwo i manipulacja danymi. 

Jest to manipulacja ponieważ w wynikach badań, na które się powołują napisano, że owszem, uzależnia się 1,5 do 3% ale nie użytkowników lecz całej populacji ogółem. 

W publikacji tej, znajdziemy informacje, że uzależnia się (używa szkodliwie) 9% wszystkich użytkowników, 17% osób, które rozpoczęły korzystanie z marihuany w młodości i 33 do 50% użytkowników codziennych!

stonerchef publikacja

Skala przekłamania i szkodliwości w tym przypadku jest potężna, biorąc pod uwagę zasięgi pary psychologów, którzy codzienne palenie zioła nazywają biohackingiem. 

Z czego wynika fakt publikowania przez tę parę takich treści tego nie wiem, mogę się jedynie domyślać. Czy chodzi o to, aby sprzedać jak najwięcej swoich e-booków? Po części na pewno ponieważ na tym zarabiają i z tego żyją, oni przecież nie tworzą tych treści w celach edukacyjnych, pro publico bono, jest to po prostu forma promocji ich samych i ich produktów. 

A może chodzi o to, że Piotr Kuźniewicz nie potrafi normalnie korzystać z żadnej substancji odurzającej? Bo jeszcze zanim przerzucił się na konopie był alkohol i alkoholowe treści typu „Nie lubię trzeźwieć będąc przytomnym” etc. 

stonerchef alkohol

stonerchef alkohol

Tego nie wiemy.

Stonerchef o psychiatrii

Kolejnym poważnym zarzutem są treści dotyczące psychiatrii oraz np. ADHD, które są także szkodliwe.

No bo jak można inaczej określić poniższe stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach nikt nie potrzebuje psychiatry?

stonerchef
Stonerchef o psychiatrii

To jest już wyższy level szkodliwych treści.

Chociaż osobiście też mam mieszane uczucia co do psychiatrii to widziałem w życiu bardzo wiele różnych sytuacji oraz ludzkich życiowych kryzysów i wiem, że to właśnie psychiatra, leki i terapia pomogły niektórym ludziom wyjść z naprawdę bardzo ciężkiego stanu psychicznego. Teraz cieszą się życiem właśnie dzięki psychiatrii.

Napisanie czegoś takiego przez ludzi kreujących się na ekspertów, będących psychologami – może mieć fatalne konsekwencje.

Czasami mam wrażenie graniczące z pewnością, że państwu Kuźniewicz obce jest pojęcie empatii.  Stonerchefy wychodzą chyba z założenia, że skoro im nie potrzeba psychiatry – to nie potrzeba go nikomu. Skoro oni są zadowoleni z życia to inni tez powinni, a depresja to wymysł koncernów. A no i ADHD, które jak twierdzą, jest powodowane brakiem bliskości z rodzicami i w żadnym przypadku nie powinno się leczyć ADHD farmakologią. Japierdole.

Nie wiem jak inaczej wyjaśnić tak bardzo nieodpowiedzialne i szkodliwe treści o psychiatrii, która ma swoje wady i to sporo, ale która z drugiej strony uratowała życie wielu osobom. Różnego rodzaju poważne zaburzenia wymagające psychiatrii nie są Stonerom znane więc chyba uważają, ze nie istnieją. 

Stonerchef w świecie biznesu

Państwo Kuźniewicz oczywiście całą swoją działalność monetyzują m.in. sprzedając swoje e-booki, które rzekomo mają pomóc wykorzystać cały potencjał ukryty w konopiach. Czy tak jest? Czy e-booki zawierają jakąś tajemna wiedzę? Tego nie wiem bo ich zwyczajnie nie czytałem.

Natomiast zakładam, że ogólny przekaz w nich zawarty jest bardziej rozbudowaną wersją tego, co serwują nam na swoich social mediach.

Chciałbym natomiast na chwile zatrzymać się przy ich ostatnim produkcie czy tez produktach z serii „Zioła do zioła”, wokół których pojawiło się sporo kontrowersji. A przy okazji Stonerchefy udowodnili, że są bezczelnymi kłamcami i raczej nie należy im wierzyć.

Czym są „Zioła do zioła”? To mieszanki ziołowe, które mają zastąpić tytoń. Chociaż państwo Kuźniewicz twierdzą, że są to produkty… nie do palenia. Co jest oczywistym kłamstwem. Jest to też przestępstwo skarbowe ponieważ swoje produkty, które są przeznaczone do palenia, sprzedają bez akcyzy twierdząc, że to nie jest produkt do palenia. Tylko, że reklamują je jako zamiennik tytoniu. Za którego używanie twoje płuca ci podziękują.

stonerchef zioła do zioła
Przekonaj się na własne płuca!

Czyli co, użytkownik na nacierać tym płuca żeby podziękowały? A jak zatem poczuć smak, zjeść? No ale wtedy płuca nie podziękują. Wiadomo, że jest to produkt do palenia / waporyzacji, zresztą jest też reklamowany jako zamiennik tytoniu, a także publikują „opinie zadowolonego klienta” gdzie wprost jest napisane, że ktoś zamiast tytoniu używa ich produktu oraz, że waporyzuje go z waporyzatora Volcano:

stonerchef zioła do zioła

Oczywiście, aby „ominąć prawo” nigdzie tego nie napisali wprost. Natomiast pojawiają się informacje, iż jest to zamiennik dla tytoniu – czyli jednak do palenia. Są też hasła reklamowe takie jak „Twoje płuca ci podziękują”, ale wiecie, to jest produkt nie do palenia. Pewnie chodzi o nacieranie nim płuc.

stonerchef opinie

Gdy poruszyłem temat na ich kanale FB, po bzdurnej odpowiedzi z ich strony zostałem oczywiście zablokowany:

stonerchef

Druga kwestia związana własnie z ich serią „Zioła do zioła” jest produkt będący mieszanką ziołową, która zawierać miała w swoim składzie kwiaty Błękitnego Lotosu.

W największym skrócie chodzi o to, że są dwa rodzaje Niebieskiego Lotosu – jeden kojarzony z Azją(Nymphaea Nouchali), a drugi z Egiptem (Nymphaea Caerulea).

Pochodzący i kojarzony z Egiptem Lotos Niebieski Nymphaea Caerulea jest w Polsce nielegalny i przypisuje mu się właściwości odurzające. 

W sieci pojawiły się informacje i komentarze, że w skład mieszanki ziołowej wchodzi właśnie ten zabroniony Lotos. 

Jednak Stonerchef zaprzeczyli tym doniesieniom informując, że w ich mieszankach znaleźć można jedynie legalny Lotos z Azji.

Tylko jest mały problem – para psychologów wielokrotnie informowała na swoich social mediach, że chodzi o święty kwiat Nilu wykorzystywany przez faraonów. A w taki sposób można opisać jedynie Nymphaea Caerulea, czyli Egipski lotos nielegalny m.in. w Polsce.

stonerchef booster lotos

Stonerchef oczywiście wszystkiemu zaprzeczają, jednak nieco się w swoich tłumaczeniach pogubili. Efektem pogubienia się w tłumaczeniach jest sytuacja, gdzie nie ważne, która wersja jest prawdziwa – klienci zostali wprowadzeni w błąd. Bo jeżeli w Boosterze jest niebieski lotos, który jest świętym kwiatem Nilu – sprzedawali produkt, który w Polsce jest nielegalny. Jeżeli natomiast w mieszance znajduje się lotos pochodzący z Azji, to opisanie go jako świętego kwiatu Nilu – było wprowadzaniem klientów w błąd. No bo gdzie Nil, a gdzie Azja.

stonerchef booster

Co do punktu pierwszego – samo sprzedawanie tych mieszanek jest robione w sposób łamiący prawo ze względu na brak akcyzy. 

Z czasem zmieniały się też opisy mieszanki, co wypunktował konopny aktywista Przemysław Zawadzki:

stonerchef mieszanka booster

Kolejnym zarzutem wobec Stonerchefów jest bardzo słabe podejście do swojego biznesu i klientów, którzy nie otrzymali zamówienia, komentarzy na ten temat jest w sieci bardzo dużo, oto zaledwie kilka z nich:

stonerchef opinie

stonerchef opinia

Inny użytkownik pisze:

stonerchef opinie

Jeszcze kto inny stwierdza, że w ogóle nie otrzymał zamówienia i twierdzi, iż został oscamowany:

stonerchef opinie

Takich opinii jest sporo.

Podsumowując

To, że ktoś średnio prowadzi swój biznes nie jest czymś nowym, a dla nas jest to tak naprawdę sprawa bardziej drugorzędna. Z drugiej strony ich komunikacja pokazuje, że raczej nie są to ludzie wiarygodni.

Największym problemem jest wspomniana niezdrowa gloryfikacja marihuany, pisanie, iż nikt w dzisiejszych czasach nie potrzebuje psychiatry oraz kasowanie komentarzy i blokowanie użytkowników, którzy podejmują próbę wyjaśnienia parze psychologów, iż nie mają w danej kwestii racji. 

Cała działalność Stonerchef bardzo przypomina działalność np. fit / treningo / żywieniowych „ekspertów”, których w ostatnich latach jest wysyp, a którzy publikują szkodliwe treści. Cechą wspólną tych wszystkich pato-doradców jest fakt, →ż każdy z nich swoją działalność monetyzuje poprzez publikowanie e-booków ze swoimi „mądrościami” czy też innych produktów związanych z danym tematem.

Natomiast w zeszłym roku na platformie X Stonerchefy żalili się, że usunięto im wszystkie kanały na social mediach i teraz będą publikować właśnie na X. Skomentowałem ich wpis słowami, że to żadna strata gdyż są szkodnikami, na co się bardzo oburzyli i żądali uzasadnienia moich słów. Oczywiście żadnego wyjaśnienia wtedy nie otrzymali ponieważ szkoda mi czasu na tworzenie obszernego komentarza, który natychmiast zostanie usunięty a ja zablokowany – szkoda czasu. Dlatego powstał ten artykuł.

Co ciekawe, wspomnianego komentarza nie skasowali. Zamiast tego otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym żądają przeprosin za nazwanie ich „szkodnikami”. Przeprosiny miały by zostać zamieszczone i przypięte na samej górze naszych mediów społecznościowych na okres sześciu miesięcy oraz, tu uwaga, mieć wyłączoną możliwość dodawania komentarzy. 

Dobre sobie.

Takie samo pismo otrzymał od ich prawnika także Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista, który regularnie punktuje szkodliwe lub nieprawdziwe treści Stonerchefów, którego poprosiliśmy o komentarz do sprawy:

Ja również otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym domagają się publicznych przeprosin. Oczywiście nie przeproszę – i to nie tylko dlatego, że wyraziłem jedynie swoją opinię na temat ich działalności publicznej, ale przede wszystkim dlatego, że chętnie zobaczyłbym, jak sędzia potwierdza w wyroku, że: – idealizują publicznie „zioło”, jarając codziennie od dekady, zaczynając poranki od jointa i twierdząc, że nie robią tego ani w celach rekreacyjnych, ani medycznych, lecz… profilaktycznie, co nazywają „ziołowym biohackingiem” i jeszcze uczą tego innych w ramach płatnych konsultacji.

Ich mieszanka zawiera niebieski lotos rosnący nad Nilem, który jest w Polsce zakazany lub jest to zabieg marketingowy, a mieszanka wcale nie zawiera tego surowca.

Publiczne twierdzenia w stylu: „żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry” jest nieprawdziwe, wątpliwe moralnie i społecznie szkodliwe. A to tylko część tego, co kryje się pod tym „kocykiem”, który wcale nie jest milutki i konopny, lecz szorstki i uszyty z masowych banów oraz pism od prawników. Dobrze, aby firmy nawiązujące z nimi współpracę miały świadomość, że nie jest to tak czysta przestrzeń, jak może się wydawać, bo kurz jest po prostu regularnie zamiatany pod dywany, łóżka i szafy.

-mówi Przemysław Zawadzki

Konopne shoty były ostatnio tematem reportażu TVP. Wyemitowany materiał był krytyczny wobec shotów i tego, że mają właściwości odurzające, a cały materiał nazwano „Odlot w butelce”. Z ukrytej kamery nagrano m.in. zakup jednego z shotów, podczas którego sprzedawca informuje, że „wejdzie po 1,5 godziny, działa jak mocny blant”. To, że te produkty odurzają jest w branży konopi tajemnicą poliszynela. Druga kwestia związana z tematem to fakt, iż do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował karygodny i nafaszerowany kłamstwami artykuł broniący shotów. Dlaczego? Ponieważ ludzie stojący za tym portalem są też właścicielami jednej z marek konopnych shotów. W całej tej sprawie problemem nie jest materiał TVP, który w większości mówi prawdę, lecz właśnie materiał na WeedWeeku, który może mieć fatalne skutki dla całej branży i środowiska konopnego. Oto więcej informacji.

Konopne shoty – medialna nagonka czy realny problem

Konopne shoty to produkt, który w branży oraz środowisku konopnym od dawna wzbudza kontrowersje. Teoretycznie legalny produkt, który odurza.

Teoretycznie to zwykły suplement diety. W praktyce – legalny narkotyk sprzedawany w białych rękawiczkach. Poszliśmy z ukrytą kamerą do jednego ze sklepów, by sprawdzić, co tak naprawdę kupują klienci. Odpowiedź szokuje. „Tak po 1,5 godzinie powinno wejść”. A kiedy zapytaliśmy o efekt, usłyszeliśmy „jak po mocnym blancie”.

-czytamy w materiale TVP, który w całości wraz z wideo znajdziesz T U T A J

Materiał Telewizji Polskiej zauważa też problem z „suplementami diety” jako takimi. Podkreślono, że często te produkty maja nieznany skład. Ale wróćmy do samych konopnych shotów. 

Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC

– wyjaśnia w materiale dr Gniewko Więckiewicz, psychiatra, Katedra Psychiatrii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
 
I to jest prawda, jak większość stwierdzeń w materiale TVP.
 
Żeby omijać urzędowe radary, producenci wpisują na etykietę absurdalnie niską, rzekomo „bezpieczną” dawkę. Szkopuł w tym, że absolutnie nikt nie zamierza jej przestrzegać.

Klienci najczęściej wypijają zawartość duszkiem, traktując to jako szybki patent na obniżenie stresu po ciężkim dniu. Towar schodzi na pniu, a do rutynowego sięgania po te shoty – dla zwykłego wyluzowania – przyznają się nawet sami sprzedawcy.”

czytamy w materiale Telewizji Polskiej.
 

Konopne shoty to w branży i środowisku konopnym tajemnica poliszynela – każdy wie po co się je spożywa.

Co zawierają? Tu pojawia się problem. Na samym początku funkcjonowania tych produktów kilka lat temu, na opakowaniu widniała informacja o tym, że produkt zawiera poniżej 0,2% THC. W przypadku opakowania, które zawiera 150 ml, 0,2% to 300 mg czystego THC, czyli już mówimy o sporej dawce, a dla osób sporadycznie używających konopi – potężnej dawce, która odurzy na kilka godzin. 

Jednak z tego co do mnie ostatni dotarło, na chwilę obecną sytuacja mogła się zmienić ponieważ dochodzą mnie słuchy, że w obecnie dostępnych shotach, badania nie wykrywają THC. Jeżeli zatem w produkcie nie ma THC to co odpowiada za stan po spożyciu? 

Postanowiliśmy wysłać shoty na badania do Cannalabs, gdzie zleciliśmy przebadanie produktu. Jak tylko otrzymamy wyniki – natychmiast się nimi podzielimy.

Stanowisko portalu WeedWeek ws. konopnych shotów

Do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował na ten temat karygodny artykuł, który zdążyła już skrytykować większość środowiska konopnego.

Artykuł ten zawiera ogrom kłamstw, które są potencjalne bardzo niebezpieczne. W artykule na WeedWeek czytamy m.in.:

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się informacje na temat shotów konopnych, przedstawiające je jako niebezpieczny trend na rynku suplementów diety. Padły określenia takie jak „legalny narkotyk”, „odlot w butelce” czy sugestie, że “Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC”. Tego typu narracja brzmi atrakcyjnie w nagłówkach, ale niewiele ma wspólnego z rzetelną analizą tematu.”

Nie wiadomo kto jest autorem artykułu bo się nie podpisał, jednak zapewne jest to zapewne treść wygenerowana przez AI – jak niemal każdy artykuł, który został tam opublikowany w ciągu ostatniego roku odkąd z redakcji odeszli ludzie znający się na konopiach. 

Pada tam stwierdzenie o rzetelnej analizie tematu – tylko, że na chwilę obecną w redakcji WeedWeeka nie ma nikogo, kto ma jakiekolwiek rzetelne pojęcie o konopiach. Odkąd z portalu odeszły osoby, które tworzyły go latami i mają sporą wiedzę, treści trafiające na ten portal są generowane przez AI i weryfikowane są przez ludzi bez podstawowej wiedzy o konopiach. Zatem o jakim rzetelnym podejściu jest mowa? Tego nie wiadomo. Jest to zwykła manipulacja. Dalej w artykule WW czytamy:

„Czym tak naprawdę są shoty konopne? Shoty konopne to skoncentrowane napoje zawierające ekstrakt z konopi siewnych bogaty w CBD, czyli kannabidiol. CBD nie jest substancją psychoaktywną i nie wywołuje efektu „odlotu”. Produkty tego typu wprowadzane na rynek w Polsce zawierają składniki znane z właściwości wspierających równowagę organizmu, takie jak kannabidiol, terpeny czy naturalne ekstrakty roślinne i muszą pochodzić z konopi dopuszczonych do obrotu.”

To co właśnie przeczytaliście jest niedopuszczalne i karygodne oraz może mieć fatalne skutki dla całej branży konopi w naszym kraju. 

Po pierwsze – to nie są shoty CBD i osoba odpowiadająca za publikacje tego materiału na WeedWeeku o tym dobrze wie. Gdyby to był produkt CBD – było by to zaznaczone na opakowaniu, jest to oczywiste kłamstwo. Te produkty odurzają i to bardzo mocno. Wyobraźmy sobie teraz sytuacje, gdzie np. operator budowlanego żurawia spożywa ten produkt, wierząc w to co przeczytał w artykule, że to samo zdrowie i że nie odurza bo to przecież tylko CBD. I po 1,5 h rozpoczyna się działanie psychotropowe, operator odczuwa potężne odurzenie i doprowadza do wypadku. 

Albo nastolatek bierze konopnego shota do szkoły i kończy na pogotowiu będąc potężnie odurzonym.  Albo zawodowy kierowca – można by tak wymieniać. Ale dla ludzi z WeedWeeka to nie ma znaczenia – ważna jest sprzedaż i zysk.

WeedWeek dorabia też do tego wszystkiego elementy spisku pisząc, że to kampania oczerniająca konopne shoty zlecona przez lobby alkoholowe, a społeczeństwo „tego nie kupuje”, na dowód czego cytują kilka komentarzy z social mediów. To też jest manipulacja, ponieważ jakoś zapomniało im się wspomnieć o wielu komentarzach osób, które pisały o swoich raczej negatywnych doświadczeniach wynikających ze spożycia odurzającego produktu, który podobno nie odurza. 

shoty konopne Jedną z historii po spożyciu konopnego shota opisano też na stronie Wolnych Konopi:

„Co ciekawe, mamy w tej sprawie również bardzo osobiste doświadczenie. Jedna z naszych pracowniczek wypiła takiego shota, który producent przedstawiał jako „całkowicie bezpieczna dla człowieka formuła”. Produkt otrzymaliśmy od producenta do przetestowania przed ewentualnym wprowadzeniem go do naszej oferty.

Niestety około trzech godzin po jego spożyciu wystąpił u niej bardzo silny epizod psychotyczny. W konsekwencji musiała zrezygnować z pracy w naszym sklepie i rozpocząć leczenie psychiatryczne. Przez kilka kolejnych lat pozostawała pod opieką lekarzy i przyjmowała leki.

Okazało się, że jest osobą szczególnie podatną i wrażliwą na działanie THC, zwłaszcza podawanego doustnie. Co ciekawe, w jej przypadku marihuana przyjmowana wziewnie nie powodowała wcześniej podobnych objawów. Od tamtej pory nie użyła już marihuany w żadnej postaci. My straciliśmy bardzo dobrego pracownika, ale co gorsza – ona straciła zdrowie. Na szczęście dzisiaj już jest zdrowa”

-czytamy na wolnekonopie.org

Z tego co udało mi się ustalić, osoba ta uprzednio przebadała czy produkt ten zawiera THC, a wynik okazał się negatywny.

W jaki sposób konopne shoty odurzają

Na początku produkty te zawierały THC, a informacja o tym, iż jest go tam do 0,2% widniała na opakowaniu. Shot 150 ml zawierał zatem ok. 300mg THC, a to już jest dużo. Jednak informacja o zawartości substancji psychoaktywnej znajdowała się na opakowaniu dzięki czemu ludzie mogli podjąć bardziej świadomą decyzję o spożyciu lub nie. Na chwilę obecną takich informacji na opakowaniu nie znajdziemy. Z uzyskanych  przez nas informacji wynika, że w tych produktach na chwile obecna nie znajdziemy THC, a mimo to nadal odurzają. To wszystko skłania ku temu, że w produktach tych mogą znajdować się syntetyczne kannabinoidy, których istnieje już bardzo dużo, które są tanie i które nie wychodzą na zwykłych testach na obecność substancji psychoaktywnych. 

Dlatego, jak już wspomniałem, jeden z takich produktów postanowiliśmy wysłać na badania do laboratorium Cannalabs, aby sprawdzili skład produktu wraz z pełną toksykologią.  Jak tylko otrzymamy wyniki – opublikujemy je na portalu.

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany” – żali się Ryszard Czarnecki we wpisie na platformie X. Czarnecki wyraził swoje zaszokowanie sytuacją, która ma miejsce w Parlamencie Europejskim, a konkretnie w w części budynku nazwanej na cześć Salvadora de Madariaga. Zgadniecie Europosłowie z jakiego kraju palą w PE zioło? Czarnecki Zwrócił też uwagę na nietypowy wystrój pokoju, w którego wydobywa się aromat palonych konopi. 

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany”

Europoseł z ramienia PiS Ryszard Czarnecki, podzielił się na platformie X swoją frustracją związaną z… paleniem marihuany w budynku Parlamentu Europejskiego.

Na korytarzu wszechogarniający zapach marihuany. Dochodzi z biura jednej z niemieckich europosłanek. Biuro jest otwarte. Nie ma w nim mebli, a osoby tam pracujące… siedzą na matach leżących na podłodze! To budynek Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a konkretnie jego cześć nazwana na cześć Salvadora de Madariaga. Zapach 🇪🇺 Anno Domini 2026? Szok!

-czytamy we wpisie na platformie X.

wszechogarniający zapach marihuany

Nie do końca wiadomo co bardziej zszokowało Richarda – palenie marihuany, siedzenie na matach w pokoju bez mebli czy fakt, że byli to Niemcy.

Ciekawy jest też motyw flagi Unii Europejskiej i zdanie sugerujące, że jest to zapach Europy w obecnych czasach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli, aczkolwiek Czarnecki chyba jednak nieco przesadził. 

Niestety nie udało się nam znaleźć jakiejkolwiek wypowiedzi posła Czarneckiego, która by krytykowała picie alkoholu w Polskim Parlamencie, który przez lata lał się tam strumieniami.

W komentarzach użytkownicy platformy krytykują też posła Czarneckiego za oburzanie się marihuaną podczas gdy jego syn, Przemysław Czarnecki, jest uczestnikiem patologii, która nazywa się Fame MMA.

Czy niemiecki rząd cofnie częściową legalizację zioła, która w przyszłym miesiącu będzie miała druga rocznicę wprowadzenia w życie? Na chwilę obecną ciężko cokolwiek przewidzieć jednak jest to scenariusz jak najbardziej możliwy. Wynika to przede wszystkim z obecnej sytuacji w Bundestagu, w którym po wcześniejszych wyborach z 2025 decydujący głos ma prawicowe CDU/CSU – partia, która za wszelką cenę chce powrotu dawnych przepisów i jest w stanie zrobić wiele, aby do tego doszło, jej ministrowie zaczęli w ostatnim czasie publicznie mówić o swoich planach szybkiego cofnięcia reformy. Federalna Minister Zdrowia z CDU uruchomiła też procedurę mającą cofnąć zmiany. Oto więcej informacji.

Czy niemiecki rząd cofnie częściową legalizację zioła? Są takie plany

Federalna Minister Zdrowia Nina Warken zażądała niedawno cofnięcia CanG – ustawy częściowo legalizującej marihuanę rekreacyjną w Niemczech. Wystosowała w tej sprawie oficjalny wniosek do Bundestagu.

Wniosek został zainicjowany przez Związek Kobiet prowadzony właśnie przez Ninę Warken. Federalna Minister Zdrowia mówi o  wstępnych ocenach CanG, które mają być „znaczącymi tendencjami” w negatywnym kontekście. Mówiąc innymi słowami – Werken twierdzi, że częściowa legalizacja doprowadziła jedynie do negatywnych zjawisk takich jak znaczący wzrost spożycia marihuany. Co tak na marginesie jest kłamstwem.
 
Jej stanowisko popiera także jej partia – CDU/CSU, która jest formacją prawicową.
 
Jest to frakcja, która od samego początku jest przeciwna CanG i jakiejkolwiek reformie prawa dotyczącego konopi. Przeciwne jest także ultraprawicowe AfD, które jest obecnie drugą siłą polityczną Niemiec.
 
Na chwilę obecną rozkład sił w Bundestagu wygląda następująco:
 
  • CDU/CSU – 208 mandatów (28,5%)
  • AfD – 152 mandaty (20.8%)
  • SPD – 120 mandaty (16,4%)
  • Zieloni – 85 mandatów (11,6%)
  • Die Linke 6 mandatów (8,8%)

Dwie pierwsze partie chcą cofnięcia legalizacji i to w trybie natychmiastowym.

Co prawda na chwile obecną koalicję rządzącą tworzą CDU/CSU oraz SPD – wynika to z tego, że żadna licząca się partia polityczna w Niemczech, nie chce być kojarzona z AfD, które jest uznawane za ugrupowanie ekstremistyczne – i to na tyle, że żadna inna partia nie uznaje możliwości współpracy koalicyjnej.

Jednak gdyby jutro w Bundestagu doszło do głosowania w sprawie przywrócenia dawnych przepisów – zarówno CDU jak i AfD głosowałyby za cofnięciem legalizacji marihuany nawet bez wcześniejszego ustalania wspólnego stanowiska. I wiele wskazuje, że taki scenariusz może się niebawem wydarzyć.

SPD traktuje CanG jako jeden ze swoich wielkich sukcesów, dlatego będzie bronić tego, co sami stworzyli. Czy jednak przedstawiciele SPD zaryzykują zerwaniem koalicji z CDU/CSU? W takim przypadku potrzebne byłyby kolejne przyspieszone wybory ponieważ nie będzie komu utworzyć większościowego rządu.
 
Koalicja, która rządziła przed wcześniejszymi wyborami z 2025 nie uzyskała by na chwilę obecną wymaganych 316 mandatów, które są potrzebne, aby utworzyć rząd koalicyjny. A ponieważ koalicja z AfD nie wchodzi w grę – potrzebne byłyby kolejne przyspieszone wybory.
 
CDU/CSU ani AfD raczej nie zrezygnują ze swoich planów cofnięcia legalizacji, raczej należy się spodziewać natężenia wysiłków prawicy w tej sprawie.
 
Na chwile obecną ciężko jest cokolwiek przewidzieć. Gdy tylko pojawią się nowe informacje – poinformujemy o tym na naszych łamach.

Kali się jąka bo palił zbyt dużo zioła? Do takiego wniosku doszli internauci po opublikowanej ostatnio rozmowie rapera z Żurnalistą. Po obejrzeniu materiału wiele osób wyraziło swoje zdziwienie faktem, że Kali się na co dzień jąka. Niestety spora cześć internautów uważa, że takie są skutki wieloletniego używania marihuany, która wg. nich po tylu latach  „zniszczyła mu mózg i teraz się jąka”. Oczywiście nikt nie potrafi wyjaśnić w jaki sposób palenie zioła mogło by do tego doprowadzić. Co ciekawe, tego samego zdania są też osoby, które same konopi używają, pokazuje to jak niski poziom świadomości o marihuanie jest w naszym społeczeństwie oraz śród jej użytkowników. Warto też przypomnieć skąd w ogóle wziął się mit o niszczycielskim działaniu konopi na mózg podczas gdy w rzeczywistości jest zupełnie odwrotnie. 

Internauci uważają, że Kali się jąka bo palił zbyt dużo zioła

Do sieci trafił niedawno wywiad Żurnalisty z Kalim, co jest zapewne częścią promocji nowego albumu. Osobiście całości nie widziałem, jedynie urywki. Natomiast to nie sama rozmowa czy jakieś jej fragmenty przykuły w tym przypadku moją uwagę, a komentarze pod puszczanymi na social media zajawkami rozmowy, których było sporo. 

Wielu słuchaczy zwróciło w komentarzach uwagę, że założyciel Ganja Mafii, się na co dzień jąka. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że większość komentarzy dotyczących problemów Kalego z mową, to wpisy mówiące, iż jest to spowodowane… paleniem zbyt dużych ilości marihuany.

Niestety nikt z tych, którzy tak twierdzą, nie potrafią wyjaśnić z czego miałoby to wynikać. Jedyne co można od nich usłyszeć to stwierdzenie, że marihuana zniszczyła mu mózg i teraz się jąka. Tylko marihuana nie niszczy mózgu, a wręcz przeciwnie. A Kali dzisiaj jąka się znacznie mniej niż miało to miejsce np. kilkanaście lat temu.

Oczywiście internauci piszący o „niszczeniu mózgu przez marihuanę”, nie potrafią wskazać żadnego związku przyczynowo – skutkowego, który mógłby to potwierdzać. Zamiast tego pojawiają się oczywiście inwektywy i typowy hejt.

Co ciekawe, tego typu komentarze pojawiają się także ze strony osób, które same deklarują używanie marihuany, a które uważają, że po sobie samym oraz po swoim otoczeniu widzą, że marihuana ogłupia. 

Ale czy tak jest naprawdę? Czy konopie indyjskie mogą uszkodzić mózg?

Odpowiedź brzmi – NIE.

Skąd zatem się wzięło to społeczne przekonanie, że marihuana ogłupia i „robi dziury w mózgu”?

Rozpowszechnienie teorii jakoby marihuana niszczyła mózg było jednym z filarów trwającej przez dekady konopnej prohibicji w USA. Z powodów politycznych oraz finansowych, marihuana miała być pokazywana jako coś niesłychanie niebezpiecznego i szkodliwego. Tylko pojawił się mały problem – marihuana nie szkodzi fizycznie ani psychicznie (chyba, że się jej nadużywa). 

Postanowiono więc, aby spreparować dowody na szkodliwość marihuany. W tym celu w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia przeprowadzono słynne badanie na małpach. Jednak było to badanie pod tezę, ono nie miało nic sprawdzać, a jedynie potwierdzić, że konopie fizycznie niszczą mózg.

W największym skrócie – w trakcie badania zakładano małpom na głowy szczelne hełmy, a następnie przez jakiś czas do hełmów pompowano dym z marihuany, sam dym, bez dostępu do powietrza. Efektem takiego zabiegu było obumieranie komórek mózgowych z powodu braku tlenu. Następnie naukowcy oznajmili, że za obumarcie komórek odpowiada marihuana. I to kłamstwo ma się w społeczeństwie świetnie aż po dziś dzień.

A do tego ta teoria ma tak silną pozycję, że powtarza ją bardzo duża część społeczeństwa, nigdy tego nawet nie weryfikując. 

Co ciekawe, marihuana ma pozytywny wpływ na mózg działając neuroprotekcyjnie na jego komórki.

Marihuana może też mieć negatywny wpływ na użytkownika – jeżeli ten jej nadużywa i używa szkodliwie.

Marihuana natomiast nie ogłupia trwale, oczywiście, osoba odurzona może mieć pewne deficyty pamięci krótkotrwałej i problemy z koncentracją, jednak wszystko to mija gdy tylko ustanie działanie ziela.

Drugą ciekawostką jest fakt, że używką, która faktycznie trwale upośledza i zwyczajnie ogłupia oraz wpływa destrukcyjnie na mózg jest alkohol, o którym jednak internauci nie piszą tak często, że niszczy szare komórki. Jest to oczywiście jeden z wielu przykładów tego, w jak bardzo zmanipulowanym społeczeństwie żyjemy.

Całą rozmowa Żurnalisty z Kalim znajduje się T U T A J

Przypominamy też, że należy kategorycznie podkreślić, iż nie właściwe używanie marihuany może nieść za sobą negatywne konsekwencje. Szczególnie używanie szkodliwe czyli nadużywanie i stawianie konopi przed innymi aktywnościami i obowiązkami. Ważne, aby marihuana nie była jedyną przyjemnością w życiu. Relacje, pasje, aktywność fizyczna, obowiązki – to powinno zawsze stać przed ziołem. Nazywa się to ŚWIADOMYM UŻYWANIEM. 

Jaka jest historia marihuany w Polsce? Od kiedy zioło jest objęte w naszym kraju jakimikolwiek przepisami i jak to wyglądało zanim je wprowadzono? Jak wyglądał pierwszy udaremniony przemyt w Polsce? O czym mówią pierwsze wzmianki o rekreacyjnym używaniu konopi nad Wisłą?  Na YouTube trafił niedawno bardzo ciekawy materiał, który w 25 minut opowiada historie konopi na terenie naszego kraju rozpoczynając od pierwszych wzmianek na ten temat wiele lat temu, aż do dnia dzisiejszego. Warto obejrzeć bo to kawał polskiej konopnej historii zebrany w jednym miejscu. 

Historia marihuany w Polsce

Polska historia marihuany. Od PRL do III RP. Tak brzmi pełny tytuł filmu, który powinien obejrzeć każdy kogo interesuje temat historii konopi w naszym kraju.

Pierwsze wzmianki w literaturze, pierwszy udaremniony przemyt oraz pierwsze przepisy regulujące status marihuany w Polsce – to wszystko i wiele więcej opowiedziane w bardzo przejrzysty sposób w 25 minut. Kawał polskiej historii konopnej.

Palenie jest dla dorosłych – tak nazwano wernisaż oraz całą wystawę prac Ines Ligatur, która w swojej twórczości wplata motywy związane z konopiami. Prace Ines możecie kojarzyć m.in. z targów konopnych WeedFest, na których jej obrazy zawsze wzbudzały zainteresowanie odwiedzających. Wystawa nie ma będzie afirmacją ani krytyką, lecz artystycznym lustrem, które pokazuje dwa światy: rekreację i terapię. Prace Ines są wyjątkowe, mają unikalny styl i klimat. Dlatego serdecznie polecamy obejrzeć wystawę. Wernisaż odbędzie się w walentynki w Warszawie. Oto więcej informacji.

Palenie jest dla dorosłych – wernisaż prac Ines Ligatur już 14.02 w Warszawie

Wystawa ma prowokować do myślenia o relacji między dorosłością, wolnością wyboru, uzależnieniem i odpowiedzialnością. Wystawa nie jest afirmacją ani krytyką, lecz artystycznym lustrem, które pokazuje dwa światy: rekreację i terapię.

Odbiorca wystawy ma zadawać pytania: gdzie jest granica między użyciem a nadużyciem, rytuałem a uzależnieniem, lekiem a używką?

Portrety sławnych osób używających konopi mogą skłaniać do refleksji nad odpowiedzialnością jaką niesie za sobą rozpoznawalność. Gdzie sięga nasza wolność? Czy palenie jest dla dorosłych?

Jest to zdecydowanie wystawa, którą powinni zobaczyć miłośnicy konopi.

Palenie jest dla dorosłych

Gdzie? – Metamorfozy, ul. Marszałkowska 81 lok.20, Warszawa

Kiedy? – 14.02.2026

Natomiast T U T A J znajdziesz wydarzenie na FB.

Wolne Konopie chcą się spotkać z prezydentem ws. depenalizacji marihuany. Stowarzyszenie wysłało do Karola Nawrockiego pismo z prośbą o rozmowę na temat karania za posiadanie ziela na własny użytek. Petycje w tej sprawie jeszcze w grudniu skierował także Przemysław Zawadzki. Czy istnieje szansa, że obecny prezydent podjąłby jakiekolwiek działania na rzecz liberalizacji prawa w zakresie konopi? Jaka jest treść obu dokumentów oraz dlaczego Wolne Konopie nie robiły kompletnie nic podczas gdy była np. procedowana sprawa dezyderatu do premiera? 

Wolne Konopie chcą się spotkać z prezydentem ws. depenalizacji marihuany

W piśmie skierowanym do Karol Nawrockiego przez stowarzyszenie Wolne Konopie proszą o spotkanie z prezydentem w imieniu milionów użytkowników. W dokumencie czytamy m.in.:

Szanowny Panie Prezydencie,

   w imieniu Stowarzyszenia na rzecz racjonalnego i efektywnego wykorzystania konopi „Wolne Konopie” zwracamy się z uprzejmą prośbą o możliwość osobistego spotkania w celu omówienia problematyki karania obywateli za posiadanie niewielkich ilości marihuany przeznaczonych na własny użytek.

Jako organizacja społeczna reprezentująca ponad 2 miliony użytkowników marihuany, od lat prowadzimy działania na rzecz racjonalnej polityki konopnej, opartej na faktach i danych naukowych. Nasze działania koncentrują się na ochronie praw obywatelskich, edukacji oraz wskazywaniu rozwiązań, które realnie służą interesowi narodowemu, bezpieczeństwu społecznemu oraz zdrowiu publicznemu.

Dokument, który skierowano do prezydenta:

prezydentem ws. depenalizacji marihuany

Czy propozycja zostanie przyjęta przez głowę państwa przyjęta? A jeżeli tak to czy można liczyć na jakiekolwiek zmiany, które mogłyby z tego wyniknąć? Na chwilę obecna raczej nie ma na to szans ponieważ całkiem niedawno Karol Nawrocki się na ten temat wypowiedział, a jego słowa niestety nie napawają optymizmem. 

W trakcie kampanii prezydenckiej, czyli stosunkowo niedawno, wypowiadał się na ten temat tak:

-A zalegalizował by Pan marihuanę?

-Ja nie jestem za legalizacją narkotyków, nie jestem tego zwolennikiem, nie będę w tym uczestniczył. Natomiast mam podejście wolnościowe o czym mówiłem wielokrotnie w odniesieniu do różnych sektorów życia społecznego.

-mówił Karol Nawrocki w rozmowie z RMF FM, więcej na ten temat przeczytasz T U T A J

Dlaczego Wolne Konopie podjęły tego typu działania teraz, a nie gdy był na to odpowiedni czas?

Bo przypomnijmy, że cały rok 2025 był rokiem, podczas którego do premiera skierowano dezyderat ws. depenalizacji posiadania i uprawy konopi indyjskich na własny użytek. Do zmiany prawa dążył także Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany, który po raz pierwszy w historii wywodził się z obozu rządzącego. 

I w tym potencjalnie najistotniejszym roku dla polskiej sprawy konopnej, Wolne Konopie zawiodły na całej linii, po raz kolejny. 

W wyniku tej bierności, Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie nie odbyła się żadna kampania popierająca zmiany, które były możliwe jak jeszcze nigdy dotąd. W każdym kraju gdzie politycy debatują nad depenalizacją marihuany odbywają się w tej sprawie kampanie społeczne z prawdiwego zdarzenia.

Jesteśmy też jedynym krajem, gdzie stowarzyszenie prokonopne nie robi w ogóle nic sensowego na rzecz zmian, a czasem nawet popiera chore pomysły rządu jak ten z zakazaniem suszu CBD do palenia. Trzon WK od lat skupia się na promocji swoich biznesów bardziej niż na jakichkolwiek sensownych działaniach mogących realnie coś zmienić. 

Inicjatywa Przemysława Zawadzkiego

Swoja inicjatywę wykazał też konopny działacz i aktywista Przemysław Zawadzki, który w grudniu wysłał do kancelarii prezydenta petycję ws. zmian prawnych dot. konopi. 

„Działając w interesie publicznym wnoszę o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w przedmiocie zmiany ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. 2005 Nr 179 poz. 1485 z późn. zm.) tak, aby osoby posiadające nieznaczne ilości marihuany nie były karane lub aby czyn ten był wykroczeniem, a nie jak obecnie przestępstwem zagrożonym karą 3 lat pozbawienia wolności.

Może to być dodanie w art. 62 ustępu 4 w brzmieniu: jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1 jest żywica konopi lub ziele konopi innych niż włókniste w ilości mniejszej niż 15 gramów, sprawca nie podlega karze.”

-czytamy w petycji, której całą treść wraz z uzasadnieniem znajdziesz T U T A J.

Częstochowski radny z Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, złożył swojemu koledze nietypowe życzenia z okazji świąt. Lokalny polityk i przedsiębiorca wysłał nagranie, na którym składa życzenia… popalając sobie z lufki marihuanę. Film z życzeniami, który najpewniej był wysłany w wiadomości prywatnej, wypłynął kilka dni temu. W miniony czwartek odbyła się natomiast sesja rady miasta Częstochowa, na którą radny z Lewicy wszedł i przywitał się z obecnymi hasłem „sadzić, palić zalegalizować”. Jaka była reakcja Rady Miasta? Co na to posłanka Żukowska? Oto więcej informacji.

Częstochowa: Radny z Lewicy składał życzenia świąteczne paląc zioło

Częstochowski radny z ramienia Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, stał się w zeszłym tygodniu bohaterem niecodziennej sytuacji.

Do sieci wyciekło nagranie, które było zapewne wysłane w wiadomości prywatnej przed świętami.

Na filmie częstochowski radny z Lewicy, składa nietypowe życzenia swojemu koledze Sebastianowi… paląc z lufki marihuanę, a przynajmniej tak twierdzi bohater nagrania, na którym mówi:

Wszystkiego najlepszego na święta. Pamiętaj, Lewica, dobre zioło. Wracaj do nas szybko, musimy to nadrobić

Do kogo kierowane są życzenia? Lokalne media podają, że najprawdopodobniej chodzi o Sebastiana Trzeszkowskiego.

Co ciekawe, lokalne media nie robią z tego wielkiej afery, a wręcz podchodzą do sytuacji wręcz humorystycznie.

A ponieważ radny Zbigniew Niesmaczny, autor życzeń, jest zaangażowany w działania mające na celu wprowadzenie nocnej prohibicji alkoholowej na terenie miasta, niektórzy śmieszkują, że zamiast sklepów monopolowych, może powstaną coffeeshopy.

Dzień po tym jak nagranie z życzeniami wyciekło do sieci, odbyła się sesja rady miasta. Na którą radny Zbigniew Niesmaczny wszedł i przywitał się z obecnymi na sali hasłem „sadzić, palić zalegalizować”

Później pojawił się z jego strony żart o „odpalaniu” urządzenia do głosowania.

Swoje niezadowolenie wyraził natomiast FP Nowa Częstochowa, gdzie napisano:

Prawo dla frajerów, przywileje dla Lewicy. 

Radny Zbigniew Niesmaczny – współprzewodniczący klubu Lewicy w Radzie Miasta – w nagraniu, które trafiło do sieci, odpalając lufkę, mówi: „Pamiętaj – Lewica, dobre zioło”, a potem na sesji: „sadzić, palić, zalegalizować!” i „chwileczkę, muszę odpalić”. Zwykły mieszkaniec za posiadanie czy palenie marihuany może dostać mandat, trafić przed sąd, a nawet do więzienia. 

To pokazuje pełną arogancję i brak odpowiedzialności. Prawo obowiązuje tylko zwykłych ludzi, a politycy (którzy sami to prawo projektują) mogą je sobie olać. Oczywiście kwestia legalizacji czy delegalizacji marihuany to temat do dyskusji i debaty publicznej. Ale prawo w tym momencie jasno określa, jak wygląda sytuacja, i my wszyscy podlegamy jego zasadom. Nie tylko Niesmaczny i Żukowska kompromitują Lewice – cała ta partia w Polsce straciła jakikolwiek kierunek. 

Na platformie X głos w sprawie zabrała Maria Żukowska, która sprawę skomentowała słowami: „Jesteśmy za legalizacją” marihuany

Użytkownik X zapytał: „Ale na razie jest to zachowanie nielegalne. Więc jaka będzie reakcja?” – posłanka odpowiedziała jednym słowem: „Żadna.

Takie comming outy to my szanujemy, oby więcej. 

Reklama

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.