Kryminalne Zagadki Zielonego Świata

Zielone Newsy

Aktualności

Do nietypowej sytuacji doszło ostatnio w Warszawie, gdzie ktoś marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę. Osoba będąca w kryzysie bezdomności i mieszkająca w samochodzie została skontrolowana przez patrol policji, który zauważył, iż przebywa w nim już od jakiegoś czasu spędzając tam także noce. W trakcie kontroli funkcjonariusze poczuli zapach zioła co doprowadziło do przeszukania pojazdu i ujawnienia konopnego suszu. Wyjaśnienia właściciela pojazdu okazały się dość nietypowe. Oto więcej informacji.

Warszawa: Marihuaną zapłacił bezdomnemu za podwózkę

Wszystko zaczęło się od rutynowej obserwacji. Funkcjonariusze z komisariatu przy ulicy Rydygiera w Warszawie zwrócili uwagę na zaparkowaną Kię, w której od dłuższego czasu przebywał ten sam mężczyzna.

Z ich ustaleń wynikało, że 50-latek uczynił z samochodu swój tymczasowy dom. Gdy funkcjonariusze podeszli do auta, znajdujący się w środku mężczyzna uchylił okno. Niestety dla niego, w tym momencie z wnętrza pojazdu wydostał się intensywny i charakterystyczny zapach marihuany. Policjanci postanowili przeszukać pojazd.

Chwilę później mundurowi znaleźli srebrne zawiniątko z konopnym suszem między przednimi fotelami, tuż pod ręką 50-latka. 

Wyjaśnienia mężczyzny były równie zaskakujące, co smutne. Mężczyzna przyznał, że znaleziona przy nim marihuana to nie zioło nabyte od dilera, lecz forma zapłaty.

Pomieszkujący w aucie mężczyzna przyznał, że otrzymał marihuanę od innej osoby w zamian za podwiezienie jej w wyznaczone miejsce. Niestety, w polskim prawie „ziołowaluta” nie jest uznawana za legalny środek płatniczy, dlatego mężczyzna został zatrzymany i przedstawiono mu zarzut posiadania nielegalnych substancji. Ale to nie koniec historii.

Po zakończeniu czynności procesowych funkcjonariusze przeprowadzili z nim rozmowę o dostępnych formach pomocy.

50-latek otrzymał listę instytucji oferujących schronienie, ciepły posiłek oraz wsparcie psychologiczne i socjalne. Sprawą zajmuje się teraz Prokuratura Rejonowa Warszawa Żoliborz, która zdecyduje o dalszym losie mężczyzny żyjącego w aucie. 

A my mamy nadzieję, że postępowanie zostanie umorzone.

Źródło: Kryminalki.pl

Marihuana z USA zalewa Europę, a ostatni rok to potężny wzrost przemytu z Ameryki Północnej. W 2025 r. ponad 10 ton zioła z USA skonfiskowano jedynie na lotnisku Kolonia/Bonn, w samej Antwerpii (Belgia) udaremniono w zeszłym roku przemyt 20 ton. Z kolei władze w Holandii przechwyciły aż 65 ton suszu – wszystko to są wzrosty o kilkaset procent względem roku poprzedniego co pokazuje, że fala zielonej kontrabandy do Unii Europejskiej bardzo mocno przybiera na sile, a niemieckie media piszą, że wg. logiki Donalda Trumpa, to właśnie on jest mózgiem operacji przemytu zioła do Europy. Oto więcej informacji.

Marihuana z USA zalewa Europę

W ostatnim roku drastycznie wzrósł przemyt marihuany ze Stanów Zjednoczonych do Europy. Wzrost widoczny jest w różnych kategoriach – przemyt morski w kontenerach oraz drogą lotniczą w bagażu rejestrowanym.

Konopie indyjskie przemycone z USA zazwyczaj nie są szczególnie dobrze ukryte. Czasami jest to pół kilograma, a czasami 30 kilogramów, zapakowane do walizek jak bagaż. Czasami między pakunkami ukrytymi w walizce rozsmarowywana jest musztarda, pasta curry lub kawa. Celnicy na lotnisku Kolonia/Bonn znaleźli nawet środki do czyszczenia muszli klozetowych, które miały maskować zapach ziela. Często są to też przesyłki lotnicze.

W dokumentach wysyłkowych wymienione są towary, które mniej więcej odpowiadają rozmiarem i wagą: dżinsy, ozdoby świąteczne, kosz do koszykówki ze stojakiem. Przesyłki z konopiami mają jeszcze jedną wspólną cechę: nadawcę zza Atlantyku.

Lotnisko Kolonia/Bonn to jeden z największych węzłów przeładunkowych w Europie. Każdej nocy przechodzi przez nie od 600 000 do 700 000 paczek; w okolicach Bożego Narodzenia liczba ta może sięgać nawet miliona. Służby celne mogą skontrolować jedynie ułamek z nich. Na podstawie analizy ryzyka celnicy decydują, które paczki prześwietlić, a które przekazać psom tropiącym. Stany Zjednoczone od dawna znajdują się na samym szczycie listy krajów wysokiego ryzyka prób przemytu.

Na lotnisku Kolonia/Bonn, prawie każdej nocy 15 psów tropiących narkotyki znajduje marihuanę, ani musztarda, ani środek do czyszczenia muszli klozetowej nie pomagają. Ich nosy są zbyt wrażliwe.

Obecnie mamy do czynienia z napływem przesyłek marihuany z USA. Jesteśmy nią zalewani, nie da się tego inaczej ująć

-mówi Jens Ahland z Głównego Urzędu Celnego w Kolonii.

W Europie już w 2023 i 2024 roku urzędnicy celni zaczęli napotykać rosnącą liczbę przesyłek lotniczych, a nawet całe kontenery wypełnione marihuaną z Ameryki Północnej. 7 listopada ubiegłego roku, Europejski System Ostrzegania przed Narkotykami (EUDA) wysłał ostrzeżenie do wszystkich państw członkowskich w ramach „komunikatu o ryzyku w ramach Europejskiego Systemu Ostrzegania przed Narkotykami”. Eksperci EUDA zwrócili w nim uwagę, że liczba konfiskat marihuany z USA i Kanady ponownie gwałtownie wzrosła w 2025 roku.

Dane dla całej Europy za cały rok 2025 nie są jeszcze dostępne, ale: w samej Belgii celnicy skonfiskowali w zeszłym roku ponad 21 ton marihuany, to prawie pięć razy więcej niż w 2024 roku. Większość z nich odkryto w kontenerach z Kanady, które dotarły do ​​portu w Antwerpii.

Holenderskie służby celne odnotowały czterokrotny wzrost liczby konfiskat, do 65 ton, głównie z Ameryki Północnej.

W Luksemburgu liczba ta wyniosła prawie trzy tony, prawie w całości ze Stanów Zjednoczonych.

Niemieckie służby celne nie opublikowały jeszcze danych za 2025 rok, zostaną one przedstawione wiosną na konferencji prasowej z udziałem ministra finansów. Wszystko wskazuje jednak na to, że trend z poprzednich lat utrzyma się również w Niemczech, w wygląda to tak:

  • 2022 – po raz pierwszy w historii konfiskata marihuany przekroczyła tonę
  • 2023 – skonfiskowano już ponad 2 tony marihuany
  • 2024 – skonfiskowano ponad 4 tony marihuany
  • 2025 – skonfiskowano ponad 10 ton marihuany, 95% ma pochodzić z USA (informacje podały niemieckie media)

Jak widać trend wzrostu jest znaczący i jak tak dalej pójdzie, to już w tym roku do Europy dotrze kilkaset ton marihuany ze Stanów Zjednoczonych. Liczby są potężna, a przecież mówimy o nielegalnym przemycie, który został przechwycony, czyli zaledwie ułamku tego, co zostało faktycznie wysłane.

Marihuana z USA zalewa Europę – jaki jest tego powód?

Oczywiście wszystko zaczyna się od zmiany prawa i uznania marihuany za legalny produkt. Boom na konopie indyjskie po ich legalizacji był duży, ale rynek zbytu już nie, podaż była i jest dużo większa niż popyt. Nadprodukcja powoduje, że producenci szukają zbytu dla swoich produktów, a gdy opcje na legalnym rynku się wyczerpują – pozostaje szara strefa i czarny rynek.

W Oklahomie, badanie z 2023 roku wykazało, że nawet licencjonowane przez stan firmy produkowały około 64 razy więcej medycznej marihuany, niż było potrzebne do zaopatrzenia zarejestrowanych użytkowników w tym stanie. Nawet rzekomo legalna marihuana była w dużej mierze przeznaczona na czarny rynek. Śledztwa przeprowadzone przez dziennikarzy śledczych z ProPublica i The New York Times pokazują, że głównymi graczami na nielegalnym handlu marihuaną w USA są chińskie grupy przestępcze.

Nadprodukcja marihuany w USA i Kanadzie to także niższe ceny produktu, co jest zachętą dla przemytników.

Pomimo ogólnej inflacji, ceny na legalnym rynku marihuany gwałtownie spadły zarówno w USA, jak i Kanadzie, właśnie z powodu ogromnej nadprodukcji. Nie jest jasne, czy marihuana, która trafia obecnie do Europy, pochodzi z legalnie wyprodukowanych nadwyżek, czy nielegalnych plantacji.  We wspomnianym ostrzeżeniu wysyłanym do państw UE przez EUDA, organizacja powołała się na doniesienia władz USA, że nielegalne plantacje stosują nadmierne ilości pestycydów, a zatem marihuana z tych upraw może być silnie zanieczyszczona.

Bardzo istotnym elementem jest także panująca od lat moda na tzw. „Cali Weed”, czyli najwyższej jakości odmiany marihuany uprawiane w Kaliforni. Ale nie chodzi jedynie o Kalifornie bo w Europie zioło z USA na ogólnie bardzo dobrą opinie, co nie zawsze przekłada się na faktyczna jakość tego suszu, który jest do EU przemycany.

Podobna sytuacja chociaż na mniejsza skalę ma miejsce także w przypadku Tajlandii i przemytu z niej zioła do Europy – więcej na ten temat przeczytasz T U T A J

W zeszłym tygodniu udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców znajdującego się w Lesznowoli. Susz ukryty był w paczce z „kosmetykami”, której odbiorcą był 36-letni obywatel Ukrainy. Jak widać uchodźcy też lubią zajarać. Teraz służby badają czy sytuacja mogła się powtarzać już wcześniej. Oto więcej informacji.

Udaremniono przemyt marihuany do ośrodka dla uchodźców w Lesznowoli

Dokładnie tydzień temu w poniedziałek, 12 stycznia 2026 roku, funkcjonariusze ze Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców Placówki Straży Granicznej w Lesznowoli udaremnili próbę przemytu środków odurzających na teren ośrodka. Nielegalne substancje zostały ujawnione w paczce adresowanej do jednego z cudzoziemców przebywających w ośrodku.

Przesyłka, nadana za pośrednictwem firmy kurierskiej, była skierowana do 36-letniego obywatela Ukrainy.

Podczas rutynowych czynności związanych z przyjęciem paczki, jeden z funkcjonariuszy zwrócił uwagę na pojemnik po dezodorancie w sztyfcie – był zapewne zbyt lekki. Chwilę później wyszło na jaw dlaczego.

Po jego dokładnym sprawdzeniu okazało się, że wewnątrz ukryto trzy niewielkie pakunki, starannie zawinięte w folię aluminiową. Sposób ich zamaskowania wskazywał na nieudolną próbę oszukania procedur kontrolnych obowiązujących w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców.

Następnego dnia funkcjonariusze Wydziału Operacyjno-Śledczego Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej przeprowadzili badania zabezpieczonych substancji przy użyciu narkotestu. Wyniki jednoznacznie potwierdziły, że ujawnione pakunki zawierały 2 gramy marihuany, a także metamfetamine w ilości nieco ponad jeden gram.

Nielegalne środki odurzające zostały zabezpieczone, a dalsze czynności procesowe w tej sprawie przejęła Komenda Powiatowa Policji w Grójcu. Postępowanie ma na celu ustalenie wszystkich okoliczności zdarzenia oraz osób odpowiedzialnych za próbę przemytu narkotyków. Sprawa pozostaje w toku.

Źródło: Straż Graniczna

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi młody kierowca z małej miejscowości został uznany za winnego. Wszystko zaczęło się od zbyt szybkiej jazdy młodego kierowcy. 20-latek z Żędowic wspomina, że za przekroczenie prędkości miał zostać pouczony. W pewnym momencie mundurowi mieli mu powiedzieć, że będzie miał  też zrobiony narkotest. „Pomoże pan w statystykach” – mieli powiedzieć policjanci z drogówki. Test wykazał marihuanę, a kierowcę skutego zawieziono do szpitala, a w sieci chwalili się jakby złapali Escobara, co w małej społeczności odbiło się szerokim echem. Co ciekawe, nikomu też nie pokazano wyników testu ze śliny. Oto więcej informacji.

Policyjny narkotest na ślinę błędnie wykazał THC w organizmie kierowcy, zanim przyszły wyniki krwi zniszczono mu życie

Gdy rodzice wysłali 20-letniego mieszkańca Żędowic do kwiaciarni po bukiet na uroczystość gdzie wybierała się cała rodzina, nie spodziewali się jaki będzie tego finał. Młody mężczyzna na wydarzenie nie dojechał, po drodze za przekroczenie prędkości zatrzymał go patrol policji. Chwilę później w radiowozie mundurowi wykonali mu narkotest ze śliny. Urządzenie wskazało, że spożywał marihuanę. Po sześciu tygodniach wynik badania krwi jednak temu zaprzeczył. Jednak w międzyczasie życie 20-latka się posypało, a mała lokalna społeczność szybko uznała go za winnego nie czekając na wyniki.

Od policjantów maił też usłyszeć, że „pomoże w robieniu statystyk”.

Dorota Janać, rzeczniczka komendy policji w Strzelcach Opolskich przekonywała, że to niemożliwe. Bo, jak twierdzi, żaden funkcjonariusz nigdy by się tak nie odezwał.

Choć sam młody mężczyzna przyznał, że owego stwierdzenia nie odebrał negatywnie. Myślał, że to jakaś akcja testowania kierowców. Była to też jego pierwsza kontrola w życiu. Wsiadł do radiowozu. Tam odbył się narkotest. I się zaczęło.

Policjanci śmiali się ze mnie, że niby wyszła mi marihuana. Przeszukali mnie, a potem samochód. Zakuli mnie w kajdanki jak bandziora, choć się nie stawiałem, nie pyskowałem. Dwa razy pytałem, czy mogę zobaczyć wynik tego testu. Udawali, że nie słyszą, choć byłem tuż obok

– opowiada.

Potem zadzwonili po mojego ojca, żeby zabrał auto. Jemu też nie pokazali wyniku. Ojciec był na mnie wściekły i ja się nie dziwię. Nikt mi nie wierzył. Zawieźli mnie skutego do szpitala na badania. Był środek dnia: pełno ludzi, w szpitalu byli znajomi mojej mam. Straszny wstyd, nikomu nie życzę. Skuli mnie z tyłu, więc nie umiałem się nawet wyprostować, okropne upokorzenie.

– relacjonował poszkodowany

Na wynik badania krwi 20-latek czekał sześć tygodni, choć usłyszał, że to potrwa około trzech. W międzyczasie mundurowi wszczęli dochodzenie ws. kierowania samochodem „pod wpływem środków odurzających”.

Młody mężczyzna stracił prawo jazdy. Na stronie internetowej i facebookowym profilu komendy policji w Strzelcach Opolskich – a potem w różnych mediach – ukazały się publikacje opisujące zatrzymanie 20-latka. Z informacją, że „grozi mu do trzech lat więzienia”. W tak małej społeczności każdy wiedział już o kogo chodzi.

Nie podali nazwiska, ale był wiek, marka samochodu. Zresztą, zatrzymali mnie przy głównej drodze, a potem zakutego w kajdanki wprowadzili do szpitala. Wszyscy we wsi szybko dowiedzieli się o kogo chodzi

-mówi młody kierowca

Przez te półtora miesiąca wpadłem w dół psychiczny. Nie mam rozpoznania od lekarza, czy to była depresja, ale nie wychodziłem z domu, przyszłość widziałem w czarnych barwach. Zresztą, zabrali mi prawo jazdy, a ja autem dojeżdżałem do szkoły i pracy, więc nie miałem jak. Akurat zaczęły się ferie, miałem plany dużo pracować, zarobić. Wszystko przepadło. Nie mogłem dostać się na strefę w Sieroniowicach. Byłem przed maturą. To cud że ją zdałem, bo nie umiałem się uczyć

– wspomina 20-latek z Żędowic

THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono, postępowanie umorzono

W komunikatach podawano, że „kierowca zachowywał się nienaturalnie, a jego oczy były przekrwione, mundurowi chcąc potwierdzić swoje przypuszczenia, że 20-latek znajduje się pod wpływem środków odurzających, poddali go badaniu testem narkotykowym. Wynik badania okazał się być pozytywny. Młody człowiek przyznał się, że jest pod wpływem marihuany – informowały lokalne media.

A jednak po sześciu tygodniach – dochodzenie zostało umorzone.

Młody mieszkaniec Żędowic cały czas zastanawiał się jak to wszystko jest możliwe, jaki był ten narkotest i co oni z nim zrobili?

 Myślałem, że pójdę siedzieć, uwalą mnie i poprawię im statystyki. Byłem dla nich tylko cyferką. Nie człowiekiem. Na domiar złego, policja podała w komunikacie – i wszystkie media to powtarzały – że się przyznałem! Nikt nie chciał słuchać, że to nieprawda. No bo kto uwierzy komuś, kogo prowadzili w kajdankach?

-relacjonuje poszkodowany

Jak czytamy w postanowieniu postępowanie umorzono „wobec braku ustawowych znamion czynu zabronionego”. Uzasadnienia nie było.

Dwa dni później 20-latek odzyskał prawo jazdy. W międzyczasie była jeszcze rozprawa sądowa w sprawie przekroczenia dozwolonej prędkości o 11 km/h. Skończyło się karą pieniężną i obciążeniem kosztami sądowymi.

To też był dla mnie szok. Czemu zrobili mi rozprawę, skoro nikt mi nie proponował mandatu

– podkreślił młody człowiek.

20-latek z Żędowic postanowił skierować do sądu skargę na policjantów oraz złożyć wniosek o zadośćuczynienie. Skontaktował się z adwokatem, który powiedział, że będą potrzebne informacje, co zawierają akta sprawy. Złożył więc wniosek do strzeleckiej prokuratury o wgląd.

Ale otrzymał odmowę. Gdyż jak stwierdzono „nie jest stroną” w sprawie i „brak innych okoliczności wskazujących na interes prawny w udostępnieniu akt”, a wszelka dokumentacja została mu „doręczona”.

Ale ja nie dostałem dokumentacji, do dziś nie znam wyniku badania krwi. Czy była jakaś substancja, która mogła zafałszować wynik, a jeśli tak, to jaka. Nie wiem, co wykazał policyjny narkotest. Nie pokazano mi go. Odpowiedź z prokuratury jest dla mnie kuriozalna. Zrozumiałem jedno: nie chcą pokazać mi tych akt, może dlatego, że chciałem skierować sprawę do sądu? Teraz domagam się już tylko jednego: aby usunięto nieprawdziwe informacje na mój temat

– komentuje poszkodowany

Jest to jedna z zapewne wielu spraw, gdzie systemowa patologia doprowadza do zrujnowania życia obywateli, a odpowiedzialni za to funkcjonariusze zapewne nie dostaną za to żadnej kary, a wszelkie służby i prokuratura robią wszystko, aby ukryć swoje skandaliczne zachowanie.

Prokurator rejonowa oznajmiła jeszcze coś istotnego: bohater naszego artykułu nie przyznał się do brania narkotyków, bo… nie był przesłuchiwany. Prokuratura podkreśla, że zaistniało tylko podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Z akt wynika, że w czasie kontroli zachowywał się w nietypowy sposób i policja nabrała podejrzenia, że może być pod wpływem działania zabronionych substancji. Zbadano ślinę urządzeniem przesiewowym i ponieważ wynik był pozytywny, zostało wykonane badanie krwi. Biegły toksykolog ustalił substancję, „która nie jest zabroniona ustawą o przeciwdziałaniu narkotyków”. To wszystko.

Jaka to była substancja? Tego się nie wiadomo. Wiadomo jedynie, iż THC w organizmie kierowcy nie stwierdzono. 

źródło: opolska360.pl

W Nowogardzie doszło ostatnio do niecodziennej sytuacji. Wszyscy funkcjonariusze otrzymali nagłe wezwanie do komisariatu, będący na urlopach musieli je przerwać i także się stawić. Powód? Obowiązkowe testy na narkotyki po tym, jak w jednym z radiowozów znaleziono młynek do marihuany. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Oto więcej informacji.

Nowogard: Wszyscy policjanci wezwani na testy narkotykowe. Powód? W radiowozie znaleziono młynek do marihuany

Z informacji uzyskanych przez dziennikarzy Onetu wynika, że funkcjonariuszy z Nowogardu pod koniec grudnia zaskoczyło nagłe polecenie stawiennictwa w komisariacie. W niedzielę 28 grudnia ubiegłego roku, komendant powiatowy policji w Goleniowie nakazał obowiązkowe przybycie także tym policjantom, którzy tego dnia nie pełnili służby lub przebywali na urlopie. Powodem było znalezienie w jednym z radiowozów młynka do suszu marihuany.

Komendant nowogardzkiej policji zarządził przeprowadzenie wśród policjantów testów na obecność narkotyków w organizmie. O sprawę zapytano oficera prasowego goleniowskiej komendy, który potwierdził ustalenia Onetu. Jak wynika z informacji, młynek do marihuany został znaleziony przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę 28 grudnia. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła do komendanta.

Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna, czyli Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie, a także prokurator

-przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak z goleniowskiej policji.

Jeden z funkcjonariuszy z powiatu przyznał, że najprawdopodobniej młynek mógł zostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli, a policjanci mieli go tam zostawić przez przypadek. Został znaleziony w przedniej części radiowozu. Jak ocenił policjant, reakcja komendanta była prawidłowa. – „On trzyma ludzi dość krótko” – mówił zapytany o sprawę.

Do stawiennictwa w komisariacie wezwano wszystkich funkcjonariuszy, którzy w ostatnim czasie użytkowali radiowóz, w którym znaleziono młynek. Policjanci zostali przebadani na obecność narkotyków w organizmie. – „Wszyscy uzyskali wynik negatywny” – zaznaczył z kolei podkom. Paweł Grzelak.

Źródło: Onet

Atak agresji po marihuanie? Kamiennogórscy policjanci interweniowali pod koniec grudnia na jednej ze stacji paliw, gdzie agresywny mężczyzna demolował drzwi toalety. 34-letni mieszkaniec Kamiennej Góry przyjechał na miejsce samochodem, w którym funkcjonariusze znaleźli marihuanę. Tester narkotykowy wykazał metabolity THC w organizmie w związku z czym media natychmiast uznały, że agresja powodowana była właśnie ziołem. Oto więcej informacji.

Sytuacja miała miejsce pod koniec ubiegłego roku, w nocy z 27 na 28 grudnia, tuż przed godziną 2.00. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Kamiennej Górze otrzymał zgłoszenie od świadków, którzy informowali o pobudzonym i agresywnym mężczyźnie niszczącym drzwi toalety na terenie stacji paliw.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze zastali 34-latka, który nie potrafił logicznie wytłumaczyć swojego zachowania ani wskazać przyczyny agresji. Mężczyzna był natomiast wyraźnie pobudzony, jego wypowiedzi były nielogiczne, a do tego zachowywał się irracjonalnie, co wzbudziło podejrzenia policjantów, że może znajdować się pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających.

W trakcie interwencji ustalono, że mężczyzna przyjechał na stację paliw samochodem. Podczas sprawdzania pojazdu mundurowi wyczuli charakterystyczny zapach marihuany. Po chwili ujawnili kilka gramów konopi indyjskich.

Badanie alkomatem wykazało, że 34-latek nie znajdował się pod wpływem alkoholu, jednak tester narkotykowy potwierdził obecność THC w jego ślinie.

Mężczyzna został zatrzymany pod zarzutem zniszczenia mienia, posiadania narkotyków oraz podejrzenia kierowania pojazdem mechanicznym pod wpływem środków odurzających. Został także poddany badaniu krwi, które pozwoli określić dokładną zawartość środków odurzających w jego organizmie. Za popełnione czyny 34-latkowi grozi kara od 3 miesięcy do nawet 5 lat pozbawienia wolności. Policjanci prowadzą dalsze czynności w tej sprawie.

Media natomiast po raz kolejny się ośmieszyły informując, że za atak agresji u zatrzymanego, odpowiadała marihuana. Jedynie dlatego, że wykryto jej ślady w organizmie zatrzymanego. Jednak atak agresji po marihuanie jest raczej niemożliwy ponieważ nie jest ona stymulantem, który powoduje takie zachowanie.

Niestety część społeczeństwa uwierzy w to, że tak właśnie zachowują się ludzie po marihuanie.

Jednak takie irracjonalne zachowanie i ataki agresji wskazują j na tzw. nowe substancje odurzające nazywane dopalaczami, a nie marihuanę, którą wykryto przy okazji. Niestety większość testów ich nie wykrywa, albo wykrywa tylko część. A tych substancji jest od groma.

Po marihuanie 34-latek mógłby co najwyżej przypuścić atak na regał ze słodyczami lub napojami. 

23-latek palił marihuanę w pociągu, co niestety skończyło się użyciem środków przymusu bezpośredniego przez funkcjonariuszy i wyprowadzeniem go w kajdankach. W ostatnim czasie funkcjonariusze Straży Ochrony Kolei prowadzą intensywne działania pod kryptonimem „Tory 2025”. Akcja realizowana jest w pociągach dalekobieżnych i na terenach kolejowych i ma na celu zapewnienie bezpieczeństwa podróżnych. Oprócz SOK w pociągach można obecnie trafić także na policję kryminalną po cywilnemu, dlatego palenie zioła w pociągu to raczej średni pomysł. 

23-latek palił marihuanę w pociągu, został wyprowadzony siłą

Podczas standardowych w ostatnim czasie działań, mundurowi zatrzymali 23-letniego pasażera podróżującego pociągiem relacji Szczecin Główny – Wilno.

Mężczyzna palił marihuanę w trakcie jazdy, czym naruszał porządek i bezpieczeństwo innych pasażerów.

-poinformowały służby

Swoją drogą, zawsze mnie zastanawia, jakie zagrożenie dla innych pasażerów niesie za sobą palenie marihuany, o którym czyta się zawsze w przypadku takich sytuacji. 

Podczas zatrzymania podróżny nie wyraził chęci rozmowy z mundurowymi.  Ze względu na agresywne zachowanie 23-latka funkcjonariusze SOK zmuszeni byli użyć środków przymusu bezpośredniego, w tym siły fizycznej oraz kajdanek.

Po zatrzymaniu mieszkaniec powiatu choszczeńskiego został przekazany funkcjonariuszom Komendy Powiatowej Policji we Wrześni, którzy przejęli dalsze czynności w sprawie.

W trakcie interwencji funkcjonariusze ujawnili przy nim także foliowy woreczek z marihuaną. 

Wielu użytkowników zioła uważa, że pociąg to miejsce, gdzie ciężko spotkać np. policję, o policji kryminalnej po cywilnemu nie wspominając.

Jednak w związku z ostatnimi wydarzeniami na kolei, na terenach PKP oraz w samych pociągach lokalnych jak i dalekobieżnych pojawia się znacznie więcej służb niż do tej pory.

Podróżny zostawił w pociągu plecak z marihuaną i postanowił się po niego zgłosić do PKP, gdy zorientował się, że czegoś mu brakuje. Niestety, nie przewidział, że PKP jest na dzień dzisiejszy znacznie bardziej nadzorowane i pilnowane, niż jeszcze do niedawna, a każda pozostawiona torba czy bagaż, są natychmiastowo sprawdzane przez służby. Oto więcej informacji.

Podróżny zostawił w pociągu plecak z marihuaną i postanowił się po niego zgłosić

W piątek, 19 grudnia, obsługa pociągu dalekobieżnego, przejeżdżającego przez stację Lublin Główny, zauważyła pozostawioną bez nadzoru kurtkę oraz plecak. Zgodnie z procedurami bezpieczeństwa o znalezisku natychmiast powiadomiono dyżurnego Straży Ochrony Kolei oraz policję.

Po zgłoszeniu sprawy komendant zmiany skierował na miejsce patrol, a o zdarzeniu poinformowano również policję. Funkcjonariusze zabezpieczyli pozostawiony bagaż i sprawdzili jego zawartość. W plecaku znajdowała się nieznana substancja, którą zabezpieczono do badań. Wstępna analiza wykazała, że była to marihuana 

– poinformował st. insp. Piotr Żłobicki, rzecznik prasowy SOK.

W czasie, gdy służby w Lublinie analizowały zawartość plecaka, na stacji w Chełmie rozegrała się druga część historii.

Do pełniącego służbę na peronie patrolu SOK podszedł młody pasażer. Mężczyzna poinformował funkcjonariuszy, że w pociągu, którym podróżował, zostawił swoje rzeczy  – kurtkę i plecak

waporyzatory hero
-reklama

Funkcjonariusze przyjęli zgłoszenie, a po chwili ustalili, że opis przedmiotów podany przez pasażera idealnie pasował do bagażu zabezpieczonego chwilę wcześniej w Lublinie, w którym znaleziono marihuanę.

Dyżurny z Posterunku SOK w Chełmie niezwłocznie przekazał tę informację swoim kolegom z Lublina. Ustalono, że „roztargniony” właściciel zostanie doprowadzony przez patrol do stacji Lublin Główny nie tylko po to, by odebrać swoją własność…

Na miejscu zamiast miłej obsługi i odzyskania zguby czekały na niego niestety problemy. Na stacji Lublin Główny został zatrzymany przez funkcjonariuszy Straży Ochrony Kolei oraz policji.

Dalsze czynności w tej sprawie prowadzi obecnie Komisariat III Policji w Lublinie. Za posiadanie środków odurzających młodemu mężczyźnie grozi teraz kara do 3 lat pozbawienia wolności. Ta podróż z pewnością zostanie zapamiętana na długo i raczej nie będą to miłe wspomnienia.

Wyrokiem rumuńskiego sądu, Wiz Khalifa został skazany za palenie marihuany na scenie. Wyrok to dziewięć miesięcy bezwzględnego pozbawienia wolności. Wyrok zapadł zaocznie po tym, jak Wiz przyznał się do winy, którą było zapalenie jointa podczas festiwalu Bitch, Please! w Costinești. W pierwszej instancji zapadł wyrok znacznie łagodniejszy – była to grzywna. Jednak rumuńska prokuratura odwołała się od tej decyzji, a sąd apelacyjny zamienił grzywnę na bezwzględne pozbawienie wolności. Wyrok jest prawomocny, a rumuńskie władze mogą domagać się ekstradycji. Oto więcej informacji.

Rumunia: Wiz Khalifa skazany za palenie marihuany na scenie na dziewięć miesięcy więzienia

Policja zatrzymała i przesłuchała Wiz Khalifa po koncercie, który odbył się 13 lipca 2024 r. Następnie prokuratura postawiła mu zarzut posiadania tak zwanych „narkotyków ryzyka” na własny użytek. Jak wskazali rumuńscy śledczy, raper miał przy sobie ponad 18 gramów marihuany oraz spożył jej część podczas swojego występu.

Wg. aktu oskarżenia, raperowi zarzucono „ popełnienie przestępstwa posiadania niebezpiecznych narkotyków bez pozwolenia, w celu ich  konsumpcji” 

W akcie oskarżenia muzyka napisano:

„Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że ​​w dniu 13 lipca 2024 r. około godziny 23:55, przebywając na terenie festiwalu muzycznego w Costinești, posiadał na własny użytek bez prawa ilość 18,53 grama marihuany i papierosa zawierającego konopie indyjskie.
Sprawa została przekazana do kompetentnego rozstrzygnięcia Sądowi w Konstancy.
Precyzujemy, że ten etap procesu karnego oznacza, zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, zakończenie śledztwa i przesłanie aktu oskarżenia do sądu na rozprawę, co nie może w żaden sposób obalić zasady domniemania niewinności.”

W uzasadnieniu wyroku sędziowie Sądu Apelacyjnego zaznaczyli, że raper swoim zachowaniem wysłał sygnał normalizacji nielegalnych zachowań, co — zdaniem sądu — mogło zachęcić młodych ludzi do zażywania narkotyków. W opinii sędziów był toostentacyjny akt„, a artysta jako „wykonawca muzyczny, występujący na scenie festiwalu muzycznego dobrze znanego wśród młodych ludzi„, posiadał i spożywał marihuanę na oczach licznej, przede wszystkim młodej publiczności.

waporyzatory hero
-reklama-

Wiz Khalifa skazany za palenie marihuany na scenie na dziewięć miesięcy więzienia prawomocnym wyrokiem- co dalej

Rumuński kryminolog Vlad Zaha ocenił dla BBC News, że szansa na ekstradycję rapera ze Stanów Zjednoczonych jest minimalna, a sam wyrok określił jako „niezwykle surowy.

Zwrócił uwagę, że majątek i kontakty artysty, a także ograniczone możliwości Rumunii w negocjacjach ekstradycyjnych oraz status prawny marihuany w USA sprawiają, iż jest bardzo mało prawdopodobne, by Khalifa został wysłany przez amerykańskie służby do odbycia kary w Rumunii, nawet jeśli formalny wniosek trafi do Stanów Zjednoczonych.

Niestety może to też oznaczać brak koncertów Wiza w Unii Europejskiej, której Rumunia jest członkiem. W przypadku ponownej wizyty muzyka na terenie UE, rumuńskie władze mogą uruchomić procedurę ENA – Europejskiego Nakazu Aresztowania.

Reklama

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.