Konopne ciekawostki

Zielone Newsy

Aktualności

Tony Hawk, legenda deskorolki, którego przedstawiać nie trzeba, uruchomił nowy biznes. Będzie produkował balsam CBD dla sportowców i osób aktywnych. Produkt będzie oczywiście sygnowany logo Birdhouse – legendarnej firmy Tonego, która teraz do swojego asortymentu dodaje produkty CBD.

Tony Hawk i Birdhaus CBD Balm

Tony Hawk i jego firma Birdhouse Skateboards stworzyła CBD Balm przy współpracy z konopnym koncernem 1933 Industries i Canna Hemp X.

Balsam został stworzony z myślą o ludziach aktywnych i będzie sprzedawany w aptekach, sklepach odnowy biologicznej, sklepach deskorolkowych w USA, takich jak Zumiez. Birdhouse CBD Balm ma być dostępny od tego miesiąca.

Komunikat prasowy z 1933 Industries mówi, że ​​świat sportu coraz chętniej wykorzystuje CBD jako sposób na poprawę wyników i sposób na szybszą i efektywniejszą regenerację.

Balsam Birdhouse CBD wykonany jest z mieszanki olejków eterycznych, arniki, mięty pieprzowej, mentolu i innych naturalnych składników.

Tony Hawk powiedział:

„Anegdotyczne korzyści ciągle rosną, uważamy, że ten rynek jest niedoceniany. Balsam Birdhouse CBD to nasza pierwsza współpraca z zespołem Canna Hemp X, podjęta z myślą o deskorolkowcach oraz innych sportowcach wyczynowych.
Sporty takie jak deskorolka wymagają najwyższej jakości produktów do odzyskiwania, aby najzwyczajniej przedłużyć życie i podnieść jego komfort.”

„Mamy również nadzieję na zwiększenie świadomości na temat potencjału CBD i zwiększenie dostępności produktów naturalnych w całym kraju.”

Kanały dystrybucji w 1933 roku zostaną rozszerzone o nowe partnerstwo z Eastern Skate Supply, największym krajowym dystrybutorem sprzętu deskorolkowego w Stanach Zjednoczonych.

.W ostatnich latach Wielu sportowców mówiło o zaletach CBD.

Tom Brady, gwiazda New England Patriots, twierdzi, że sport powinien „odkryć” CBD jako alternatywę dla leczenia bólu opioidami.

Dwukrotny mistrz Denver Broncos Super Bowl, Terrell Davis, lobbuje w NFL, aby umożliwić graczom korzystanie z CBD.

Miłośnicy produktów opartych na konopiach już od dawna mogą znaleźć na europejskim rynku produkty takie jak lizaki, czekolada, czipsy czy napoje zawierające aromaty, nasiona czy olej z konopi, a to tylko niektóre z produktów dostępnych w Unii Europejskiej. Z kolei belgijski piekarz postanowił uruchomić linię handlową konopnego chleba – cannabread, który trafi do sieci Carrefour w Belgii.

Żydowski piekarz mieszkający w Belgii zamierza uruchomić pierwszą europejską linię handlową konopnego chleba – cannabread!

Cannabread trafi do sklepów sieci Carrefour

Cannabread będzie można kupić w sieci supermarketów Carrefour w Brukseli oraz dwóch innych belgijskich miastach pod koniec listopada, ale już teraz dostępny jest w co najmniej jednej z pięciu brukselskich piekarni „Lowy„.

Charly Lowy w swojej piekarni w Brukseli, Belgia

„Chleb jest przeznaczony przede wszystkim dla ludzi, którzy po prostu kochają chleb i jego różne rodzaje”, powiedział Charly Lowy, właściciel sieci piekarni „Lowy”

Cannabread pierwszym chlebem konopnym?

W piekarni Boutique w Holandii i poza nią już wcześniej oferowano chleb konopny, ale według doniesień mediów dopiero piekarnia Lowy jako pierwsza zaczęła masową produkcję.

Według raportu Vice, Cannabread nie jest odurzający, ale smakuje i pachnie jak konopie. Być może dlatego belgijska Federalna Agencja ds. Bezpieczeństwa Żywności „napadła” na piekarnię w 2018 r. i zniszczyła cały zapas Cannybread’u w Lowy, powołując się na brak certyfikatów potwierdzających, że nie przynosi efektów psychoaktywnych.

Około 15 procent masy ciasta zawiera nasiona konopi, ale jedzenie chleba nie sprawi, że poczujesz się jak po zjedzeniu kosmicznych ciasteczek.

Poziom THC, psychoaktywnego związku chemicznego w nasionach jest zerowy, dlatego też można je sprzedawać w Belgii bez ograniczeń. Dzięki nasionom konopi chleb ma wyjątkowy smak, a także zawiera wiele minerałów, witamin, kwastów omega 3 i 6, a także błonnika, karotenu i magnezu.

Piekarnia słynie również z chleba z piwem, a także fioletowego chleba z dzikim ryżem.

Na stypie w jednej z niemieckich restauracji gościom podano ciasto z marihuaną. Jak się później okazało, wypiek nie był przeznaczony dla gości i na stół trafił przypadkowo. Gdy ciasto „zaczęło działać”, dezorientowani żałobnicy wezwali pogotowie.

Ciasto z marihuaną na stypie

Sytuacja miała miejsce na stypie w jednej z restauracji w mieście Rostock. Chwilę po zjedzeniu deseru przybyli na stypę goście, w tym wdowa, zaczęli skarżyć się na zawroty głowy i mdłości. Okazało się, że na deser podano ciasto z marihuaną.

Ustalono, że nie było to celowe. Jedna z pracownic restauracji, upieczenie ciasta zleciła swojej 18-letniej córce. Ta natomiast upiekła jedno ciasto także dla siebie, dodając do składu marihuanę. Następnie, po ostygnięciu wypieki trafiły do lodówki, skąd niczego nie świadoma mama dziewczyny podała je gościom.

Po zjedzeniu deseru pomocy medycznej potrzebowało 13 osób. W najgorszym stanie była wdowa, trafiła do szpitala.

Na szczęście od marihuany się nie umiera i goście jedynie najedli się strachu. No i ciasta z gandzią.

Do zdarzenia doszło 12 sierpnia, jednak policja z szacunku do żałobników nie upubliczniła wcześniej tej informacji.

Wobec dziewczyny, która przygotowała ciasto wszczęto postępowanie.

Źródło: The Guardian

Jazda pod wpływem marihuany jest prawnie zabroniona i grozi m.in. utratą prawa jazdy. Takie właśnie konsekwencje dotknęły obywatela Niemiec, który prowadził pod wpływem THC. Kierowca jest jednocześnie użytkownikiem medycznej marihuany i nie zgodził się z opinią, że nie może kierować pojazdem. Sprawa skończyła się w sądzie, który w czwartek wydał wyrok.

Wszystko zaczęło się od skargi mężczyzny z Dormagen (Rhein-Kresi Neuss), który stracił prawo jazdy po prowadzeniu pojazdu pod wpływem marihuany. Ponieważ spożywał konopie indyjskie z powodów medycznych, chciał on prawo jazdy odzyskać. Gdy mu odmówiono, sprawę skierował do sądu.

Sąd Administracyjny w Düsseldorfie: jazda pod wpływem marihuany jest dopuszczalna

Sąd Administracyjny w Düsseldorfie postanowił w czwartek (24.10.2019), że jazda pod wpływem marihuany jest dozwolona. Jest to pierwszy taki wyrok sądu administracyjnego w Niemczech.

Sąd potwierdził co prawda obawy urzędników, że konsumpcja i zdolność skarżącego do prowadzenia pojazdu są nierozłącznie ze sobą powiązane. Jednak walczący o odzyskanie prawa jazdy kierowca przedłożył sądowi raport psychologiczny, który potwierdził, że 35-latek jest w stanie prowadzić samochód pod wpływem marihuany. Na tej podstawie, sąd przyznał mu rację.

Kluczowa jest odpowiedzialność

To, czy konsumenci marihuany mogą prowadzić pojazdy zależy głównie od tego, czy spożycie odbywa się pod nadzorem lekarza i czy nie stwierdzono wpływu marihuany na prawidłowe prowadzenie i ocenę sytuacji, orzekł sąd.

W praktyce oznacza to, że jeżeli pacjent wykaże zdolność kierowania pojazdem pod wpływem marihuany to nie można mu tego zabronić.

Organ może odwołać się od wyroku do Wyższego Sądu Administracyjnego w Münster.

Aby zasłużyć na zaszczyt bycia odznaczonym Medal of Honor należy wykazać się męstwem znacznie bardziej wykraczającym poza klasyczne znaczenie tego pojęcia – trzeba wykazać się także brawurą, a to już duże ryzyko ponieważ tylko najodważniejsi potrafią być gotowi na poświęcenie swojego życia w obronie kompanów. Właśnie taką postawą wykazał się Peter Lemon.

I tacy są właśnie Ci odznaczeni Medal of Honor. Wykazali się bohaterską i godną naśladowania postawą zarówno na polu bitwy, jak i w życiu prywatnym. To herosi, którzy wypełniają rzetelnie swoje wojenne obowiązki niezależnie od okoliczności. Tak jak było to w przypadku bohatera naszej opowieści – Petera Lemona, który pod wpływem marihuany, w pojedynkę stawił odpór zmasowanemu szturmowi Komunistycznej Armii Wietnamu.

Przyszły heros urodził się w Kanadzie

Peter Lemon już na zawsze pozostanie na liście obywateli najbardziej zasłużonych dla Stanów Zjednoczonych, ale w rzeczywistości przyszedł na świat w Kanadzie. Urodził się 5 czerwca 1950 roku, w Toronto, w rodzinie posiadającej wojenne tradycje. Do Stanów Zjednoczonych mały Peter przeprowadził się z rodzicami gdy miał zaledwie 2 latka – jego tata otrzymał nieźle płatną posadę w małym miasteczku Alabaster, w stanie Michigan.

To właśnie w Alabaster mały Peter przez całe swoje dzieciństwo dojrzewał w atmosferze przesyconej duchem patriotyzmu i zwłaszcza, antykomunizmu. Peter Lemon otrzymał amerykańskie obywatelstwo gdy miał 11 lat i wyrósł na zagorzałego patriotę swojej nowej ojczyzny – młodzieńca, który był chętny i gotowy pomóc krajowi, w którym się wychował. Taka okazja nadarzyła się później, gdy przyszedł czas wojny w Wietnamie.

28 lutego 1969 roku, tuż przed swoimi 19-stymi urodzinami, Peter wstąpił do wojska i został skierowany na podstawowe szkolenie militarne do sławnego Fort Knox.

Stworzony do służby w armii

Codzienne życie w rygorze wojskowym prowadzone na terenie Fort Knox nie było łatwe. Wszyscy rekruci musieli być przygotowani w maksymalnym stopniu na zagrożenia czyhające na nich w przepastnych i zdradliwych wietnamskich dżunglach. Wyczerpujące treningi i nieustanna presja sprawiały, że wielu rekrutów po prostu wymiękało, ale nie Peter Lemon – on to po prostu kochał.

Będąc chłopakiem, Peter był niezłym urwisem i nigdy nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, cały czas poszukiwał nowych, często ryzykownych, wyzwań. Już mając 7 lat nauczył się strzelać z broni długiej i nawet zorganizował własną ekipę strażników wraz z kolegami z sąsiedztwa. Ale trening strzelecki był tylko kolejnym przystankiem na drodze pełnej wyzwań, jakie wciąż stawiał sobie niepokorny chłopak.

Już będąc w wojsku, mody Peter bardzo szybko zaskarbił sobie szacunek kolegów oraz przełożonych i został dowódcą oddziału – co uznawał za zaszczyt i do czego podchodził bardzo odpowiedzialnie. Żołnierze pod wodzą Petera Lemona górowali nad kompanami z innych oddziałów jeżeli chodziło o wyniki treningowe – i to we wszystkich aspektach sztuki wojennej. Na ten sukces złożyło się m. in. to, że Peter nie zmuszał podwładnych do wypełniania obowiązków, ale raczej stanowił dla nich przykład, który starali się naśladować.

Jako wyróżniający się uczeń w swojej grupie, Peter został wysłany do Fort Polk w stanie Luizjana, gdzie miał odbyć zaawansowany kurs strzelecki. Tutaj również należał do elity wśród uczniów i jego przełożeni zadecydowali, że jest gotów stawić czoła realnemu przeciwnikowi na prawdziwym polu bitwy – 24 czerwca 1969 roku Peter Lemon wsiadł na pokład Boeinga 707 i trafił do Południowego Wietnamu.

Już po kilku miesiącach spędzonych w Wietnamie Peter Lemon nie był tym samym człowiekiem, który z wielkim podnieceniem wsiadał na pokład Boeinga 707. Od czas swojego pobytu w tym azjatyckim kraju jego patriotyczny duch i wiara w szlachetne ideały prysły, jak szklana szybka. Widział mnóstwo przypadków bestialstwa swoich własnych kompanów i oficerów. Wierzył do tej pory, że jego kraj prowadzi wojnę przeciwko komunistycznej zarazie, a brutalna rzeczywistość sprawiła, że usunął mu się grunt pod nogami i jego dotychczasowe wyobrażenia o wojnie legły w gruzach. Jedynym celem Petera stało się po prostu przetrwanie tego okrutnego.

Wraz z upływem dni Peter Lemon coraz to bardziej podupadał psychicznie. Nieustannie dręczył się mnóstwem pytań i zaczął poszukiwać sposobu, który pomógłby mu stanąć na nogi i nieco odciążyć skołataną głowę. Tak się składało, że w amerykańskiej armii popularnym „odstresowywaczem” była marihuana, którą żołnierze palili, aby nie popaść w totalną depresję i monotonię. Peter bardzo szybko odkrył, że marihuana pomaga mu w tej kwestii i został regularnym palaczem zioła.

Jako sierżant w Kompanii E, w 2. Batalionie, 1 Dywizji Kawalerii, Peter Lemon był jednym z żołnierzy, którym powierzono zadanie utworzenia bazy artyleryjskiej Illingworth, w prowincji Tay Ninh, co miało miejsce w marcu 1970 roku. Baza Illingworth była jedną z nielicznych amerykańskich baz znajdujących się wzdłuż granicy z Kambodżą. Zadaniem tej, do której był skierowany Peter Lemon, było zapewnianie wsparcia artyleryjskiego frontowym jednostkom daleko w głębi terytorium wroga.

Baza Illinghworth pełniła także jeszcze jedną, być może i ważniejszą rolę – służyła jako swoisty wabik na czające się w przepastnej dżungli hordy wojsk komunistów z Wietnamu Północnego. Amerykański fort stał samotnie w jej sercu i mógłby być otoczony przez wroga z każdej strony.

Ale komuniści doskonale zdawali sobie sprawę, że atakując bazę mogą znaleźć się pod ostrzałem amerykańskiej artylerii i lotnictwa. Przyjęli inną taktykę – postanowili rzucić się na Illingworth całą chmarą, ale pod osłoną nocy. Wówczas artyleria wroga i jego lotnictwo byłyby bezużyteczne, ponadto istniałoby ryzyko, że Amerykanie zbombardowaliby w mrokach nocy własne jednostki.

Peter Lemon stawił czoło dwóm falom komunistów z Vietkongu

Peter Lemon

Tak naprawdę codzienne życie i monotonia wynikająca z rutyny były dla Lemona i jego towarzyszy broni bardzo nudne. Pomiędzy patrolami większość dni spędzali po prostu paląc marihuanę, aby czas upływał im szybciej. 31 marca Peter Lemon akurat wrócił wraz ze swoim plutonem z wieczornego patrolu i udał się na nocny spoczynek.

Tej nocy nie było dane amerykańskim żołnierzom zaznać spokoju. Tuż przed północą radary naziemne ujawniły masowy ruch jednostek wroga nacierający z głębi dżungli. Dowódca bazy Illingworth, porucznik Michael John Conrad wiedział, że jest to szturm komunistów z Wietnamu Północnego i rozkazał własnym jednostkom prewencyjny ostrzał artyleryjski terenu wokół bazy, aby „przekazać” agresorom, że zdaje sobie sprawę z jego ataku i jest na niego przygotowany.

Peter Lemon wraz z innymi żołnierzami momentalnie wybudzeni alarmem ze snu, stanęli na posterunkach gotowi bronić bazy, ale… atak nie nadchodził i zaległa ogłuszająca cisza. Dowódca odwołał alarm bojowy po dłuższym czasie i żołnierze powrócili do swoich łóżek, ale oczywiście nie byli w stanie zasnąć – wyczuwali, że wróg jest w pobliżu i tylko czyha, aby zaskoczyć ich gwałtownym, zmasowanym atakiem.

I wówczas na pomoc znerwicowanym Amerykanom przyszła marihuana. Peter Lemon upalił się na tyle mocno, że wyostrzyły się jego zmysły. Szturm komunistów nadszedł już 1 kwietnia, o godz. 2:17, w Prima Aprillis – to wówczas pierwsze wietnamskie rakiety uszkodziły anteny radiowe w bazie Illingsworth. Tuż po tym agresor zasypał teren jednostki ostrzałem artyleryjskim, po czym do szturmu rzuciło się ponad 400 żołnierzy Vietkongu. Amerykanów było dwa razy mniej, bo tylko 220 i po zniszczeniu anten stacji radiowej nie mieli możliwości wezwać wsparcia co sprawiało, że zmuszeni byli bronić się do ostatniego żołnierza.

W momencie ataku Peter Lemon był już na swoim stanowisku, na które dotarł w błyskawicznym tempie. Gdy tylko zdążył chwycić za karabin maszynowy 50 cal. pojawiła się fala gotowych na wszystko żołnierzy Vietkongu. Peter tak długo pakował kulki w nacierających komunistów, aż zaciął mu się przegrzany sprzęt.

Następnie chwycił swój karabin, który ponownie w pewnym momencie odmówił mu posłuszeństwa zacinając się. Gdy nie miał już żadnej broni ręcznej walczył gołymi rękoma i podobno w ten sposób zabił co najmniej jednego komunistę.

I wówczas doszło do nieplanowanej przez obie strony sytuacji. Dzień wcześniej do amerykańskiej bazy dowieziono 40 ton 8-calowych pocisków artyleryjskich. Co ciekawe, przez pomyłkę, bo amunicja nie miała trafić do Illingworth. Podczas nocnej bitwy wietnamskie pociski trafiały w różne zabudowania Illingworth i w pewnym momencie doszło do wybuchu zgromadzonej w bazie amunicji artyleryjskiej. W potężnej eksplozji zginęło mnóstwo Amerykanów, ale równie dużo Wietnamczyków.

Impet i skala wybuchu powaliły Petera Lemona na ziemię. Zdołał się jednak podnieść i nawet dociągnąć rannego kolegę do najbliższego punktu pomocowego. Mało tego, nie zważając na własne rany, chwycił wiązkę granatów i ruszył ponownie na linię walki!

Gdy próbował przedostać się do kompanów na drugiej stronie bazy ponownie został ranny, tym razem w wyniku ostrzału karabinowego prowadzonego przez Wietnamczyków. Mimo tego nie zaprzestał walki i wciąż prowadził wymianę ognia z napastnikami. W końcu wycieńczony i osłabiony upływem krwi, Peter Lemon stracił przytomność.

Z każdej strony sypią się nagrody

Gdy się obudził było już po wszystkim. Okazało się, że ktoś przeciągnął go do stacji pomocowej, ale po odzyskaniu przytomności Lemon odmówił poddania się hospitalizacji uznając, że jego rany są niczym wobec tych, które odnieśli jego koledzy. Finalnie wszyscy amerykańscy żołnierze otrzymali pomoc, ponieważ nad ranem w bazie pojawiły się helikoptery, które przetransportowały rannych do innych baz.

Pomimo fatalnego położenia w obliczu wietnamskiej agresji, żołnierzom udało się odeprzeć nocny atak w iście bohaterskiej manierze. Z pośród Amerykanów broniących Illingworth 12 otrzymało Purpurowe Serca, kilku Srebrne i Brązowe Gwiazdy, dwóch Krzyże Wybitnej Służby, a jeden Medal of Honor. Zaszczyt ten przypadł właśnie Peterowi Lemonowi, sierżantowi, który upalony marihuaną stoczył walkę ponad swoje siły w obronie… no właśnie, czego?

Przez kilka następnych dekad, Peter odmawiał noszenia tego zaszczytnego odznaczenia. Jak większość jego tamtejszych towarzyszy był rozgoryczony faktem, iż baza Illingworth miała zostać przeznaczona niejako na stracenie z racji bycia przynętą na komunistyczne wojska. Swój Medal of Honor Peter Lemon trzymał… w pudełku na buty. Nie mógł patrzeć na piękny medal ponieważ nie przywoływało to w nim przyjemnych wspomnień.

Wiele lat później dotarło jednak do niego, że przecież wówczas, 1 kwietnia 1970 roku nie walczył tylko za kraj, do którego miał żal, ale chciał ratować przecież swoich kompanów, towarzyszy broni. Uważał, że należy docenić bohaterstwo także innych żołnierzy, którzy dali odpór wietnamskiej nawale.

W końcu Peter Lemon zaczął nosić przyznane mu odznaczenie – nie aby łechtać swoją próżność, ale ku pamięci wszystkich amerykańskich żołnierzy broniących bazy Illingworth przed komunistami.

Od przyszłego czwartku, w sieci sklepów Aldi w Szwajcarii, nabyć będzie można sadzonki konopi CBD w promocyjnej cenie. Krzaczek o wysokości 30 -35 cm kosztować będzie 9.99 euro.

Sadzonki konopi CBD za jedyne 9.99 euro

Internetowy prospekt reklamowy sieci Aldi w Szwajcarii zawiera niecodzienną pozycję. Jest to oferta promocyjna na sadzonki konopi CBD. Promocyjna cena krzaczka to 9.99 euro, oferta obowiązuje od 24.10.2019.

Sieć Aldi w swojej reklamie nie podaje szczegółowych informacji co do rośliny. Nie znamy odmiany ani procentowego stężenia CBD. jedyna informacja to to, że stężenie THC nie przekracza 1% ponieważ tyle wynosi szwajcarski dopuszczalny limit THC. W opisie produktu napisano, że jest przeznaczony do pomieszczeń oraz, żeby roślinę trzymać w półcieniu. Z tym ostatnim się jednak nie zgadzamy, im więcej słońca tym lepiej!

Sieć informuje też, że sadzonki będą sprzedawane tylko tymczasowo.

W Polsce aby uprawiać konopie włókniste bogate w CBD oraz zawierające poniżej 0.2% THC należy postarać się o specjalne zezwolenia i o ile dla przedsiębiorców czy rolników nie jest to duża przeszkoda to dla kogoś kto chciałby mieć kilka roślin konopi włóknistych w domu jest to już duży problem.

Oczywiście konopie włókniste mają wiele prozdrowotnych zastosowań dzięki swoim niepsychoaktywnym kannabinoidom, a przy tym nie ma właściwości odurzających (nie mylić z medyczną marihuaną). Dlatego brak możliwości uprawiania choćby kilku sztuk tych wspaniałych roślin we własnym domu lub ogródku jest absurdem!

W tej pracy liczą się zwinne palce, używa się w niej głównie marihuany, którą należy zawinąć w liść tytoniu. Czyli kręci się blanty. Oczywiście wszystko musi być wykonane z mistrzowska precyzją i w odpowiednim czasie. Tak wygląda praca na etacie profesjonalnego bluntrollera u Snoop Dogga. Co oferuje pracodawca? Warunki są interesujące.

Zawodowo kręci blanty

W ramach swojego występu w Howard Stern Show, Snoop Dogg zdradził kilka szczegółów na temat swojego osobistego skręcacza blantów. Snoop oznajmił, że najzwyczajniej nie ma czasu na kręcenie i woli aby ktoś robił to za niego. Gospodarz programu dopytywał jak to wygląda formalnie, jaki zawód podaje gdy ktoś go o to zapyta?

To jego praca, jego zawód, który można określić jako PBR – Professional Blunt Roller.

-powiedział Snoop

Zarobki

Na stanowisku PBR u Snoopa zarabia się nie najgorzej, jest to 40.000 – 50.000 dolarów rocznie. W końcu jest odpowiedzialny za blanty Snoopa. Dodatkowo kilka przywilejów takich jak podróżowanie z pracodawcą czy otrzymywanie części prezentów, które trafiają do Snoopa. Zobaczcie sami co powiedział na ten temat muzyk w trakcie programu.

Polityk Prawa i Sprawiedliwości Jacek Stronka, został zatrzymany z marihuaną i usłyszał w tej sprawie zarzut. Radny PiS stwierdził jednak, że przestępcą się nie czuje, a prawo należy zmienić. Polityk ma nadzieję, że jego sprawa rozpocznie dyskusję o legalizacji marihuany w Polsce.

27 września br. zostało wszczęte postępowanie w tej sprawie. Prowadzi je Komenda Powiatowa Policji w Nowej Soli pod nadzorem nowosolskiej prokuratury – potwierdził prok. Zbigniew Fąfera, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

Polityk PiS zatrzymany z marihuaną

Radnemu PiS, Jackowi Stronce, przedstawiono zarzut z art. 62 ust. 1 ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii (posiadanie środków odurzających w postaci marihuany) i przesłuchano go w charakterze podejrzanego. Zabezpieczona u podejrzanego substancja poddana zostanie badaniom i ekspertyzie przez powołanych biegłych. Co ciekawe nie jest to standardowa procedura. Normalnie jest tak, że znajdują susz, podręcznym testerem potwierdzają czy to marihuana, na komendzie ważą, a wskazanie wagi wpisują do akt sprawy i ten wynik widnieje w ewentualnym akcie oskarżenia. Tym razem jednak do ustalenia czy jest to marihuana oraz jej wagi powołano biegłych. Ciekawe.

Policjanci z KPP Nowa Sól prowadzą czynności, które mają na celu ustalenie, czy znalezione przy mężczyźnie środki można, zgodnie z przepisami Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, zakwalifikować do środków odurzających lub substancji psychotropowych. – Do tego niezbędna jest opinia biegłego z zakresu chemii, o którą wystąpiliśmy. To będzie kluczowe dla dalszego postępowania.

-wyjaśnia Mł. asp. Renata Dąbrowicz – Kozłowska, rzeczniczka Komendy Powiatowej Policji w Nowej Soli

Radny zabiera głos

Radny Jacek Stronka powiedział, że nie czuje się przestępcą. Dodał też:

Posiadałem konopie indyjskie. Przyznałem się. Teraz biegły musi określić ilość substancji zabronionej. Z tego co wiem polskie prawo dopuszcza pewną ilość. Czy została ona przekroczona nie wiem, nie jestem chemikiem.

No cóż, polityk PiS zatrzymany z marihuaną, przedstawiciel partii rządzącej, żył jak do tej pory z błędnym przekonaniem co do posiadania marihuany, gdyż działające na szkodę obywateli polskie prawo, przewiduje sankcje karne nawet za bardzo niewielkie ilości suszu. Prokurator lub sąd może jedynie w pewnych przypadkach umorzyć postępowanie.

Radny Jacek Stronka wyraził nadzieję, że jego sprawa rozpocznie dyskusję o legalizacji marihuany w Polsce. Niestety i tu popełnił gafę.

Popełniłem czyn zabroniony przez prawo polskie, ale mam nadzieję, że mój przypadek będzie zaczątkiem dyskusji o legalizacji marihuany w Polsce. Jest potrzebna przede wszystkim w lecznictwie. Coś powinno się zmienić w tej materii. Inne kraje to już robią, chciałbym, aby u nas też zaczęto. Ta sama substancja jest inaczej traktowana w różnych krajach, tak nie powinno być. Czasy się zmieniły, mamy XXI wiek. Jest dość duże przyzwolenie społeczne. Oczywiście marihuana ma szkodliwość społeczną, ale ma ją też alkohol i papierosy

– mówi polityk.

Jak widać, nowosolski radny myślał, że można w naszym pięknym kraju posiadać małe ilości marihuany natomiast nie ma dostępu do marihuany medycznej. A jak wiadomo, jest odwrotnie. Dobrze, że pan radny wie, że mamy XXI wiek.

Stanowisko Prawa i Sprawiedliwości

– Jestem zaskoczony i zasmucony tą sytuacją. Jeżeli potwierdzą się zarzuty i będą udowodnione to myślę, że pan Jacek nie ma prawa być w naszym ugrupowaniu. Jest młodą osobą, której mogą się zdarzyć błędy życiowe. Prawda jest taka, że za takie błędy każdy z nas musi ponosić konsekwencje (…) Będziemy w klubie zastanawiali się jak się do tego ustosunkować. Na pewno trzeba sprawę wyjaśnić. Pewnie będzie po wyborach na wokandzie zarządu partii w powiecie i zarządu województwa. Wtedy wydamy oficjalny komunikat. To niedopuszczalne w życiu samorządowym i społecznym a tym bardziej w ugrupowaniu Prawa i Sprawiedliwości

-powiedział Andrzej Wieczorek, szef klubu radych PiS w radzie miejskiej Nowej Soli.

Źródło: Gazeta Lubuska

Użytkownicy marihuany uwielbiają jej zapach, który przeważnie świadczy też o jakości suszu. Kanadyjczycy jednak postanowili uprawiać konopie bez zapachu. CannabCo Pharmaceutical podpisała umowę na wdrożenie upraw niemal bezwonnej marihuany. Jest to pierwszy taki produkt w branży, który według firmy jest na rynku bardzo potrzebny.

Konopie bez zapachu

Zapach ma ogromny wpływ na jakość marihuany, albo mówiąc inaczej – dobrej jakości susz będzie dobrze i nitensywnie pachnąć. Breederzy i growerzy prześcigają się aby ich rośliny pachniały jak najintensywniej, aby profil terpenowy był idealny. Z drugiej strony odpowiedzialne za zapach terpeny wpływają na działanie marihuany, o synergii kannabinoidów, terpenów i flawonoidów wiadomo już od jakiegoś czasu. Również użytkownikom zależy na smaku i zapachu najwyższej jakości. Skąd zatem pomysł na konopie bez zapachu i czy może to mieć wpływ na ich jakość?

Badania sugerują, że kiedy terpeny oddziałują z receptorami kannabinoidowymi, mogą one wspomagać lub hamować działanie kannabinoidów. Od tego czasu produkty o wysokiej zawartości terpenów zyskały na popularności.

Teraz postanowiono stworzyć konopie bez zapachu. Bezwonna odmiana została pierwotnie opracowana na rynek medyczny. Nazwano ją „PURECANN”. została stworzona w celu wyeliminowania drażliwości gardła, która występuje podczas palenia marihuany bez utraty jakichkolwiek jej właściwości.

„Konopie indyjskie ze swej natury zwykle powodują kaszel i są bardzo ciężkie podczas wdychania, co jest szczególnie uciążliwe w przypadku nowych użytkowników. Zastosowana technologia eliminuje możłiwość podrażnienia podczas palenia marihuany w postaci suszu, umożliwiając znacznie bardziej tolerowany proces używania marihuany przy jednoczesnym zachowaniu jej podstawowych właściwości”.

-skomentował Mark Novak, dyrektor operacyjny Cannabco

W pełni spełniająca wymogi standardów GMP, firma zamierza wykorzystać nową odmianę do produkcji produktów dystrybuowanych na rynek medyczny oraz rekreacyjny.

„Wyobraź sobie, że ktoś wychodzi na zewnątrz w ciągu dnia zapalić marihuanę i wraca bez zapachu ciągnącego się za jego ubraniem. Kobieta może nosić konopie indyjskie w torebce bez obawy o wydostający się zapach z torebki. Wielu użytkowników oraz osoby palące marihuanę narzekają na zapach, szczególnie w zamkniętych pomieszczeniach i mieszkaniach, nowa odmiana rozwiązuje te problemy”

– skomentował Pellicane.

Firma zajmująca się nową odmianą podaje zalety PURECANN:

– Praktycznie niewykrywalny zapach suchego produktu podczas przechowywania
– Znacznie zredukowany zapach marihuany (praktycznie niewykrywalny) podczas spalania
– Bardzo gładki/delikatny dym podczas spalania
– Może być wykorzystany do wytworzenia produktu „konesera” dla unikalnego segmentu rynku
– Mniej „ciężkiego” poczucia „dzień po” związanego z paleniem marihuany

Przedstawiciele firmy twierdzą, że w końcu będą mogli zaspokoić kluczowy segment rynku, który do tej pory nie istniał oraz, że produkt będzie się cieszył ogromna popularnością. Czy tak rzeczywiście będzie? Jak brak terpenów (lub ich zdecydowane ograniczenie) wpłynie na jakość takiego suszu? Gdy susz trafi na rynek wszystko się okaże.

Sędzia Anna Maria Wesołowska to paradokumentalny serial nadawany niegdyś w TVN, a obecnie w TTV. Zna go pewnie większość z naszych czytelników, nawet jeżeli go nie ogląda. Główna bohaterka czyli sędzia Wesołowska, która faktycznie jest sędzią z zawodu, wypowiedziała się kilka dni temu na temat marihuany. Niestety wypowiedź pani sędzi to stek bzdur i prohibicyjne brednie.

Sędzia Anna Maria Wesołowska o marihuanie

W minutowym video udostępnionym kilka dnie temu na fp TTV, sędzia Anna Maria Wesołowska stwierdza krótko: marihuana to najgorszy narkotyk ze wszystkich! Słyszymy dawno już obaloną i zapomnianą „teorię bramy” mówiącą, że marihuana jest wstępem do ciężkich narkotyków. Pani sędzia bredzi też coś o dzieciach, które jak konstytucji bronią marihuany, dzieciach, które mówią, że to przecież lek.

Słyszymy też, że „młodzież sięga po marihuanę żeby zapomnieć i się odstresować” jednak „to zawsze jest placebo”.

Nie do końca rozumiem o co chodzi z dziećmi, ale zakładam, że wspomnienie o dzieciach miało podnieść dramatyzm i grozę gdy mówi się o tej śmiercionośnej używce. Tylko, że to przez obecny system prawny dzieci nie mają najmniejszego problemu z nabyciem jakiegokolwiek nielegalnego narkotyku.

Posłuchajmy pani sędzi:

Nie do końca rozumiemy jaki przekaz ma płynąć z tego filmu poza tym, że pani sędzia Wesołowska ma placebo zamiast rzetelnej wiedzy. Sędzia mówiąc takie rzeczy się ośmiesza, całe szczęście, że akurat ta pani jest już w stanie spoczynku, jednak pokazuje to patologie myślenia wśród zapewne wielu polskich sędziów.

Co do stwierdzenia, że marihuana jest najgorszym narkotykiem gdyż jest brama do innych używek – badania pokazują, że jest to raczej używka wyjściowa, pomagająca wyjść z nałogów związanych z poważnymi narkotykami. A póki co za najgorszy narkotyk uznany jest ALKOHOL, marihuana jest daleko w tyle.

sędzia anna maria wesołowska

Pani sędzi Wesołowskiej polecamy się doedukować, albo przynajmniej nie zabierać głosu w sprawach o których nie ma zielonego pojęcia.

Ta wypowiedź pani sędzi Anny Mari Wesołowskiej jednak doskonale się wpisuje w jej program TV, który też nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i prawdziwymi rozprawami sądowymi.

Reklama

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.