Waporyzacja oraz sprzęt do inhalacji – wszystko co musisz wiedzieć!

Waporyzacja

W dzisiejszym tekście skupimy się na prostym wyjaśnieniu pojęcia waporyzacji oraz przyjrzymy się najlepszym na rynku sprzętom stacjonarnym oraz przenośnym. Ten sposób przyjmowania konopi stał się jednym z najbardziej popularnych trendów w Zielonym Świecie. Waporyzacja oraz sprzęt do inhalacji – wszystko co musisz wiedzieć dowiesz się właśnie z tego tekstu!

Reklama

Waporyzacja oraz sprzęt do inhalacji – wszystko, o czym musisz wiedzieć

Waporyzacja, a mówimy w tym wypadku o medycznej marihuanie, to proces polegający na podgrzaniu suszu konopi do temperatury 200 stopni Celsjusza. Pomimo tego, że waporyzatory zostały wynalezione sporo lat temu, to o zaletach płynących z waporyzacji na masową skalę cały świat zaczął dowiadywać się dopiero w ciągu ostatnich 10 lat.

Jak działa waporyzator?

Właściwe używanie konopi ma wyraźne korzyści prozdrowotne. Tak naprawdę dzięki waporyzacji niemal wszystkie potencjalne zagrożenia związane z dymem (a wraz z nim kancerogenami, smołą, itd.) są niwelowane. Ten efekt daje podgrzanie zioła tylko do takiego poziomu temperatury, w którym z materiału zaczynają uwalniać się pożądane przez nas kannabinoidy (zazwyczaj znajdujące się w żywicy kwiatostanów), a sam materiał nie ulega fizycznemu spaleniu. Na tym właśnie opiera się zasada działania waporyzatora.

Gdy waporyzacja zaczęła zdobywać popularność pojawiły się także przeróżne urządzenia do jej użytkowania. Rynek został zalany niezliczoną ilością produktów, w tym waporyzatorami w postaci pen’ów, urządzeń przenośnych/kompaktowych, jak i często bardzo zaawansowanych, stacjonarnych. Wybór jest naprawdę szeroki, ale mechanizm wszystkich waporyzatorów opiera się na dwóch systemach – źródła ogrzewania oraz systemu jego rozprowadzania/dostarczania użytkownikowi. Tutaj zbadamy każdy rodzaj waporyzatorów, różne ich odmiany, w tym sposoby ogrzewania materiału oraz metody, dzięki którym opar trafia w nasze płuca. Przyjrzymy się także, jakie wapory zatory i metody działania są polecane tym chorym, którzy chcieliby zacząć korzystać z prozdrowotnych zalet płynących z tej formy zażywania medycznej marihuany.

Waporyzatory typu pen – popularnie vape peny

Peny to, jak mówi sama nazwa, małe waporyzatory w kształcie e-papierosa. Ich zaletą jest dyskretność dla użytkownika, mobilność oraz stosunkowo niska cena. Tutaj okazują się bardziej uniwersalne, niż ich przenośne oraz stacjonarne odpowiedniki. Peny działają niemal zawsze na zasadzie klasycznej metody przewodzenia ciepła (w przeciwieństwie do preferowanego ogrzewania konwekcyjnego), dlatego bardzo ważne jest, aby początkujący użytkownicy takich waporyzatorów nauczyli się je odpowiednio regulować. Może to skutkować przegrzaniem się urządzenia, a nawet jego spalenia. Obecnie na rynku jest bardzo dużo waporyzatorów w postaci penów, ale najprostszym, a zarazem wydajnym sprzętem w tym wypadku okaże się VapCap M – manualny waporyzator, który do ogrzania komory potrzebuje otwartego ognia, najlepiej płomienia zapalniczki żarowej, lub też Vapor Genie.

waporyzacja, vapcap, dynavap

Przenośne/kompaktowe waporyzatory

Przenośne waporyzatory zdobywają sobie coraz większą popularność wraz z rozwojem technologii udoskonalających ten sposób palenia. Kompakty są świetną opcją, jeżeli jesteś często w podróży i lubisz raczyć się dymkiem tam, gdzie akurat przebywasz. Przenośne waporyzatory to wszelkie tego typu urządzenia, które z racji ich małej wielkości możesz zabrać ze sobą gdziekolwiek się udajesz.

Tutaj wielką zaletą jest wygoda takich waporyzatorów – masz je zawsze przy sobie. Większość kompaktowych modeli można ładować, jak smartphone’a, ale dla tradycjonalistów są także takie oparte na butanie i klasycznym zapłonie.

waporyzacja, davinci miqro

Stacjonarne/biurkowe waporyzatory

Waporyzatory stacjonarne to takie, które zazwyczaj znajdują się w jednym, określonym miejscu, np. w domu. Najczęściej wymagają podłączenia do prądu i jakkolwiek nie są tak uniwersalne jak peny i kompakty, to mają szereg innych zalet. Dostarczają opary o wiele lepszej jakości, dzięki temu, że posiadają konwekcyjne źródło ogrzewania. Ich zaletą jest niewątpliwie możliwość przyłączenia potencjalnych akcesoriów, takich jak balony oraz system palenia zbiorowego, gdzie kilku pacjentów może w tym samym momencie raczyć się oparem. Ponadto, stacjonarne waporyzatory są solidniejsze w konstrukcji, mają większe komory oraz zaawansowane systemy grzewcze. Dzięki takim zaletom pozwalają relaksować się ulubionym ziołem w najpełniejszym zakresie. Najpopularniejszym sprzętem, który jako jedyny klasyfikowany jest jako medyczny to produkt marki Storz&Bickel – Volcano.

  • Waporyzatory tubowe

Opar wyprodukowany przez waporyzator wędruje z komory grzewczej do płuc użytkownika poprzez różne systemy dostarczania. W waporyzatorach konwekcyjnych polega to na tym, że strumień powietrza opływający zioło jest generowany wentylatorami lub działaniem pompy. Przepycha on opar poprzez przedłużenie (rurę, szklaną/metalową fifkę itd.) np. do balona. Na jednym końcu takiego przedłużenia znajduje się ustnik, podczas gdy drugi koniec wędruje do komory, w której leży Twoje zioło. Cybuch/komora, w której materiał czeka na skonsumowanie nazywa się często „różdżką” i często jest wyposażony w filtr zapobiegający przedostaniu się niepożądanego pyłu do naszych ust.

  • Waporyzatory workowe

W takich waporyzatorach często używa się po prostu toreb z plastiku przypominającego np. worki czy rękawy do pieczenia (z racji ich wytrzymałości na wysoką temperaturę). Najbardziej popularnym waporyzatorem, który generuje parę dmuchając specjalny balonik jest wspomniany wcześniej Volcano. Swoją drogą takie worki, w których babcia piecze karkówkę mogą posłużyć jako świetne zamienniki tych „oryginalnych”. Balony/worki można również odłączać od głównego urządzenia, a nawet zamykać je zaworem, który zapobiega utracie cennego oparu. Gdy więc siedzicie ze znajomymi w pokoju i macie ochotę na grupowego macha wystarczy, że domontujecie do balona ustnik i skorzystacie z niego, jak z klasycznej lufy, przekazując go sobie z rąk do rąk.

Niektóre waporyzatory wykorzystują rury i trzony wykonane z przeróżnych materiałów, od szkła, aż po drewno – jednym z takich sprzętów jest V-Tower Arizer lub sterowany z pilota Extreme-Q 6.0 Arizer, podczas gdy inne przykłada się po prostu do ust, jak uniwersalne peny. Jednak wielu użytkowników i koneserów marihuany uważa, że tak zaciągany opar jest zbyt gorący i skoncentrowany. Dla nich istnieją modele kompaktowe, które w razie potrzeby można doposażyć w systemy filtrujące dostarczany opar, np. w postaci węży i lufek.

  • Waporyzatory ustne (wyposażone w ustniki)

Taki sposób dostarczania oparu jest najczęściej spotykany właśnie w penach czy kompaktowych waporyzatorach przenośnych. Są one standardowo wyposażone w ustniki przytwierdzone do urządzenia poprzez które użytkownik zasysa wartościowy opar bezpośrednio z komory grzewczej do własnych płuc. Podczas gdy większe, stacjonarne waporyzatory mogą mieć wymienne elementy oprzyrządowania, jak np. rurki czy cybuchy, to ustniki w penach i kompaktach są zazwyczaj zamontowane na stałe. Specjalistyczne sklepy, takie jak Vapster, oferują masę akcesoriów kompatybilnych z wieloma dostępnymi na rynku waporyzatorami.

Ogrzewanie przewodowe

Polega ono na bezpośrednim kontakcie zioła z powierzchnią ogrzaną elektrycznie, często jest nią metal. Niestety bardzo często podczas takiej metody wydobywania oparu dochodzi do spalenia samego materiału. Ponadto, z racji tego, że ciepło nie rozchodzi się równomiernie nie wykorzystuje się całego potencjału zioła. Takimi waporyzatorami bardzo ciężko jest regulować temperaturę. Zaliczamy do nich zarówno te w postaci penów, jak i wiele dostępnych obecnie na rynku kompaktów niższej półki, np. Snoop Dogg G-Pen, który słynie z przypalania materii roślinnej, a to mija się z sensem waporyzacji.

Ogrzewanie konwekcyjne

Na innej zasadzie działa ogrzewanie konwekcyjne. Przez nasze zioło przepuszczone zostanie ogrzane do idealnej temperatury powietrze, co sprawia, że materiał odparowuje bardziej równomiernie i wydajnie. To właśnie ta zaleta sprawia, że ogrzewanie konwekcyjne jest najlepszym wyborem dla pacjentów, którzy chcą poprzez waporyzację wyciągnąć z marihuany to, co najlepsze. Tutaj odparowywane zioło nie ma kontaktu z powierzchnią/elementem grzewczym, a do ust użytkownika cenna ziołowa materia trafia dzięki wentylatorom lub przez klasyczny wdech. Elementy grzewcze w takich waporyzatorach są zazwyczaj sporządzone z ceramiki lub ze stali nierdzewnej, co zwiększa ich solidność. Ceramika bardzo dobrze zatrzymuje ciepło i nie wpływa na to nawet system chłodzenia oparu. Przykładem waporyzatora, który jest w 100% oparte na konwekcyjnym systemie ogrzewania jest bez wątpienia stacjonarny Arizer Extreme-Q 6.0.

Waporyzatory na podczerwień

Są to waporyzatory wykorzystujące energię promieniowania wytwarzaną przez prąd elektryczny lub inne źródło energii zapewniające ciepło. Materiał w takim waporyzatorze pochłania energię promieniowania, co zwiększa jego temperaturę do momentu, aż zaczną odparowywać odpowiednie składniki. Waportyzatory takiego typu są stosunkowo rzadkie, a pod względem jakości wytwarzanego oparu stoją na równi z oparami konwekcyjnymi. Tak działa np. Magic Flight Launch Box, który łączy promieniowanie z klasycznym ogrzewaniem przewodzącym. Po włączeniu zasilania (akumulatora) prąd jest wysyłany do metalowego elementu (ekranu), który ogrzewa Twoje zioło. W tym samym czasie ekran z podczerwienią dodatkowo grilluje materiał, aby wydobyć z niego to, co najlepsze.

Waporyzowanie suszonych kwiatostanów

Waporyzatory przeznaczone do podgrzewania konopi w jej pierwotnej, surowej formie (susz) to tzw. waporyzatory do suchego zioła (Dry Herbs) – np. waporyzator Wispre. Suszone rośliny były używane od wieków do przeróżnych celów, w tym medytacji, relaksu, ale także w celach leczniczych. Niektóre z ziół, w tym oczywiście konopie, można suszyć, a następnie rozdrabniać i umieszczać w waporyzatorach, które są przystosowane do swoistego suszenia materiału.

Gotowy, legalny susz, który bogaty jest w cenne CBD możesz zamówić w wielu Polskich sklepach. Komora grzewcza sprawia, że z suszu wydobędzie się sam opar bogaty w aktywne związki, a jego forma zostanie zachowana. Taką parę wdycha się klasycznie, a żeby wydobyć z materiału jak najwięcej, warto go zmielić w młynku. Dzięki temu zioło będzie mogło się waporyzować równomiernie.

Waporyzowanie koncentratów

Tutaj mowa jest o wszelkich woskach, kryształach, shatterach (koncentratach BHO czy SHO) bogatych w kannabinoidy i terpeny. To dlatego mówimy o waporyzowaniu koncentratów. Z racji tego, że stężenie kannabinoidów są skondensowane wystarczy odrobina ilości, aby odczuć efekt podobny do zwaporyzowania większej porcji klasycznego zioła. Jeżeli jesteś fanem koncentratów i korzystasz z penów to rozejrzyj się za odpowiednimi modelami. Nie wszystkie waporyzatory są wyposażone w tę funkcję. Coraz częściej pojawiają się specjalne przystawki/przejściówki, które pozwalają zgrać standardowe systemy konwekcyjne z koncentratami, ale są one bardzo drogie lub nie funkcjonalne jak w przypadku Fenix Mini, który wyposażony jest w specjalną kwarcową komorę, ale nie daje sobie rady z odparowaniem koncentratu, z kolei nienagannie radzi sobie z suszem. Inny model – Xmax Starry czy Flowermate Aura, które również posiadają dodatkowe komory, całkiem dobrze radzą sobie z żywicznymi koncentratami. Istnieją również waporyzatory, które dedykowane są tylko i wyłącznie do inhalacji koncentratów.

waporyzacja

Temperatury

Według badań idealną temperaturą do waporyzowania konopi jest ok. 170 ° C i to pomimo tego, że niektóre kannabinoidy (związki aktywne zawarte w konopi) uwalniają się już w temperaturze 140 ° C Wówczas aktywne w materiale kannabinoidy są odparowywane i można je wygodnie zaciągnąć do płuc. Dla porównania, joint pali się nawet do temperatury 1tys. ° C.

Dokładna ilość uwalnianych z konopi związków zależy oczywiście od obecnych w niej składników oraz temperatury. Należy jednak pamiętać, że w oparach z waporyzatorów nie ma substancji szkodliwych, takich jak substancje smoliste czy smoła. W porównaniu do dymu opary mają wyższy procent zawartości cennych kannabinoidów oraz terpenów.

W wielu waporyzatorach temperatura jest regulowana cyfrowo. Pozwala to dowolnie dostosowywać poziom (to bardzo ważne określenie) uwalniania się aktywnych składników zioła, które akurat waporyzujesz. Gdy podpalasz nabitą lufę zapalniczką w tym samym momencie uwalniasz wszystkie kannabinoidy i terpeny na raz, często niszcząc wówczas te, być może, bardziej pożądane. A to przecież one zapewniają haj i nadają marihuanie ten wyjątkowy i niepowtarzalny zapach, smak oraz aromat. Terpeny mają najniższą temperaturę spalania, ok. 55 ° C . i to one jako pierwsze uwalniają się z waporyzowanego materiału. Jeżeli więc masz ochotę na smakowitego i aromatycznego bucha powinieneś na początek ustawić temperaturę na najniższą w swoim waporyzatorze i powoli podnosić ją do ok. 176 ° C . aż wyciśniesz ze swojej porcji wszystko. W trakcie podnoszenia temperatury i odparowywania zwiększa się ilość innych związków zawartych w Twoim materiale.

Bardzo ważne jest pamiętanie  o tym, że nawet w temperaturze niższej, niż ta, w której wydzielają się kannabinoidy, para także się wytwarza. Można to przyrównać do gotującej się w czajniku wody – Jakkolwiek jeszcze nie uzyskała ona stanu wrzenia to para przecież i tak już się uwalnia, tyle, że na mniejszą skalę. Tak samo jest z waporyzowaniem marihuany – to, że opar już się wydziela nie jest zawsze widoczne, dlatego tak ważne właściwie ocenić odpowiedni poziom temperatury naszego waporyzatora. Możemy to ustalić na podstawie smaku oraz aromatu wytwarzanego oparu.

waporyzacja

W precyzyjne regulatory temperatury wyposażone są głównie urządzenia konwekcyjne takie jak Novae, ale na rynku pojawiają się również waporyzatory przewodzące z już odpowiednio skonfigurowanymi ustawieniami. Nie są one być może tak dokładne jak potencjometry znajdujące się w najlepszych, zazwyczaj stacjonarnych waporyzatorach, ale i tak są wydajniejsze, niż klasyczne peny. Warto także mieć na uwadze, że wyświetlana temperatura de facto nie wskazuje temperatury materiału, który właśnie jest waporyzowany.

Co wykazały badania?

Badania z 1999 roku wykazały, że „z racji zagrożeń, jakie niesie ze sobą palenie, generalnie ta forma spożywania marihuany nie jest zalecana podczas długotrwałych terapii medyczną marihuaną”. Jakkolwiek nie ma dowodów na to, że palenie zioła powoduje raka płuc, czy nawet że je niszczy, to jest jasne, iż palenie może generować dolegliwości ze strony układu oddechowego. To właśnie dlatego waporyzacja powinna być główną formą dostarczania do organizmu pacjentów medycznej marihuany. Wiele poważnych badań niezależnie od siebie potwierdza, że waporyzacja jest bardzo zdrową alternatywą dla tradycyjnego palenia marihuany.

Jeszcze inne badania, przeprowadzone przez badaczy Uniwersytetu Leiden (Holandia), wykazały, że efekty używania waporyzatorów są „porównywalne do palenia marihuany, ale pozbawione dolegliwości ze strony układu oddechowego, co jest właśnie największą wadą samego palenia

Wyniki powyższych badań nie są efektem rojeń i życzeniowego myślenia zwolenników, czy też użytkowników medycznej marihuany – to efekt pozyskanych dowodów. Faktem jest, że wapory zatory skutecznie zapewniają terapeutyczne efekty użytkowania marihuany, bez narażania pacjentów na zagrożenia wynikające z jej palenia.

waporyzacja

Inna sprawa, że długofalowymi skutkami wdychania rozgrzanych toksyn (takimi jak problemy z oddychaniem czy różne odmiany nowotworów) nie przejmują się raczej pacjenci w starszym wieku. Zwłaszcza ci, który już mają zdiagnozowanego raka lub cierpią z powodu innych postępujących dolegliwości. Jednakże młodzi użytkownicy medycznej marihuany, cierpiący np. na zaburzenia łaknienia, lęki, ataki paniki czy przewlekły stres, powinni zdawać sobie sprawę z negatywnych skutków klasycznego palenia marihuany. Mówiąc w skrócie, waporyzowanie konopi jest bardzo zdrową alternatywą, która na pewno nie niesie ze sobą dla pacjentów takich samych zagrożeń, jakie wynikają z tradycyjnego palenia.

Reklama

Tekst powstał we współpracy z serwisem waporyzacja.info oraz sklepem vapster.

Reklama

Ostatnio popularne

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Wideo z tej nietypowej celebracji w mgnieniu oka obiegło sieć i stało się absolutnym hitem między innymi na X. Nagranie udostępniają największe światowe profile zajmujące się sportami walki, a także największe portale konopne. Natomiast internauci z całego świata zachodzą w głowę, jak zawodnik przemycił do klatki skręta, którego natychmiast po zwycięstwie wyciągnął i odpalił. MMA to jeden z tych sportów, gdzie ponad połowa zawodników deklaruje używanie marihuany czy to medycznie czy rekreacyjnie.

Reklama

MMA: Polak wygrał walkę, po czym wyciągnął jointa i go odpalił, tak Bartłomiej Skowyra celebrował zwycięstwo

W trakcie samej walki Skowyra od początku szukał swoich szans i w drugiej rundzie sprowadził starcie do parteru. Tam zajął dominującą pozycję i zasypał swojego przeciwnika, Pablo Mourę, serią potężnych łokci. Sędzia nie miał innego wyjścia i musiał przerwać ten pojedynkowy dramat, ratując Brazylijczyka przed ciężkim nokautem.

Jednak największą sensację wzbudziło nie samo zwycięstwo Polaka, lecz to co zrobił w ramach jego celebracji.

Skowyra wyciągnął ze spodenek jointa i zapalniczkę, którą go odpalił siedząc na siatce oktagonu.

 

Marihuana, a sport

Konopie indyjskie wśród sportowców są niesamowicie popularne, co może wielu zdziwić ponieważ powszechnie uważa się, iż marihuana rozleniwia. Jednak to jest opinia bardzo przekłamana, a marihuana nie rozleniwia ani nie powoduje problemów z motywacją czy dyscypliną, o ile nie jest nadużywana.

Badania naukowców z Cambrige to potwierdzają, przeczytasz o nich T U T A J.

Do używania marihuany przyznawał się najszybszy człowiek w wodzie – Michael Phelps, a także najszybszy człowiek na ziemi – Usain Bolt.

Marihuana jest stosowana i dozwolona przez takie ligi jak NBA (przeczytasz o tym T U T A J), WNBA (przeczytasz T U T A J) czyli najlepsze ligi koszykówki męskiej i damskiej, czy NHL – najlepszej na świecie ligi hokeja (przeczytasz o tym T U T A J).

Gdy rozmawiam z ludźmi na siłowniach w całym kraju, okazuje się, że ogromna liczba osób trenujących sporty siłowe także korzysta z marihuany.

Z czego to wynika? Przede wszystkim ludzie związani ze sportem i prowadzący zdrowy tryb życia nie używają alkoholu, co jest logiczne.

Jednak każdy docenia działanie marihuany ponieważ po pierwsze wspomaga ona lepszy sen i lepszą regeneracje, a sen jest w sporcie i zdrowym trybie życia elementem kluczowym.  

Reklama

A przy okazji pomaga się pozbyć stresu, wycisza i w przyjemny sposób relaksuje. Wszystko to wynika z jej wpływu na układ ECS, o którym przeczytasz T U T A J

Reklama

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem zioła  do innych krajów na potężną skalę, pisaliśmy o tym już w marcu zeszłego roku. Problem wynika z tego, że tajski rynek legalnego zioła jest bardzo mały, a produkcje bardzo duża – doprowadziło to do fali przemytu w skali niespotykanej dotychczas nigdzie na świecie. A skala zjawiska ciągle rośnie. Dlatego obecny premier Tajlandii, Anutin Charnvirakul, jeden z głównych architektów dekryminalizacji konopi, po raz pierwszy otwarcie przyznał, że rząd może ponownie uznać marihuanę za narkotyk i nawet całkowicie zamknąć legalnie działający sektor. W całej historii pojawia się także wątek… Polski. Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem zioła, inne kraje naciskają na zmiany przepisów

Odkąd w Tajlandii zalegalizowano marihuanę tamtejszy rynek zmaga się z dwoma dużymi problemami. Pierwszy z nich to bardzo mała sprzedaż legalnej marihuany na rynku wewnętrznym. Wynika to z tego, że Tajowie w specjalnych sklepach konopnych zakupów nie robią gdyż ceny są dla nich zbyt wysokie, w szczególności, że każdy może sobie sam posadzić rośliny i uzyskać susz. Turyści natomiast przyjeżdżają tam w innych celach i jedynie niewielki odsetek korzysta z tajskiego zioła. Drugi problem, wynikający z tego pierwszego, to przesycenie rynku i zdecydowana nadprodukcja towaru.

W konsekwencji najwięcej do tej pory stracili producenci, którzy zainwestowali spore pieniądze w infrastrukturę i teraz mają problem, gdyż nie mają gdzie upłynnić wytworzonej marihuany, a jeżeli już dostaną ofertę kupna to za bardzo niskie stawki.

Więcej o tej sytuacji, przyczynach, skutkach oraz problemach legalnych producentów, którzy stają się przez te problemy przemytnikami – przeczytasz T U T A J

Teraz, Premier Anutin Charnvirakul, jeden z głównych architektów tajskiej legalizacji marihuany, po raz pierwszy otwarcie przyznał, że jego rząd może ponownie uznać marihuanę za narkotyk i nawet całkowicie zamknąć legalnie działający sektor.

Powodem są ogromne przemyty konopi przechwytywane poza granicami kraju oraz rosnąca z tego powodu presja ze strony zagranicznych władz.

Przypadków, w których turysta skuszony szybkim zarobkiem pakuje w Bangkoku do walizki ponad 20 kg marihuany i leci do Europy – wciąż przybywa.

Kobieta spakowała 40 kg marihuany i poleciała do Warszawy, albo buddyjscy mnisi, przy których ujawniono ponad 110 kg marihuany przemyconej z Tajlandii do Sri Lanki.

Ostatnim, bardzo głośnym zatrzymaniem kontrabandy z Tajlandii do Europy było przejęcie 1,2 tony konopi, które z Tajlandii drogą morską i przez port w Hamburgu – miały trafić do Polski.

Marihuana była ukryta w kontenerach oficjalnie zgłoszonych jako transport materiałów budowlanych. Według śledczych za procederem stała niemiecko-polska grupa przestępcza, która mogła regularnie sprowadzać duże ilości konopi z Tajlandii do Europy. Władze Tajlandii wymieniają ten przykład jako jeden z powodów możliwej całkowitej likwidacji legalnego rynku konopi w Tajlandii. Chodzi przede wszystkim o skalę procederu.

Jeszcze większą partię zioła przechwycono w Indonezji.

Policja we Wschodniej Jawie zabezpieczyła około 3,37 tony suszu, który według śledczych pochodził z Tajlandii. Marihuana miała zostać wykorzystana do produkcji produktów przeznaczonych na rynek w Dżakarcie i na Bali.

W związku ze sprawą zatrzymano 12 osób, w tym obywateli Tajlandii.

 

To tylko kilka z sytuacji, które dzieją się już każdego dnia, a ich skala rośnie w bardzo szybkim tempie.

Teraz, premier Anutin Charnvirakul, który był głównym architektem legalizacji marihuany przyznał, że kolejne przypadki przemytu konopi z Tajlandii zmuszają rząd do ponownej oceny obecnych przepisów.

Wynika to w sporej mierze z nacisków władz innych krajów, do których trafia kontrabanda z Tajlandii.

Pojawiają się pomysły, aby marihuana ponownie została nielegalnym narkotykiem.

Ponowne uznanie marihuany za narkotyk oznaczałoby ogromną zmianę dla tajskiej policji

Po liberalizacji przepisów w 2022 roku funkcjonariusze stracili część wcześniejszych narzędzi pozwalających na zatrzymywanie podejrzanych, zabezpieczanie transportów i prowadzenie spraw na podstawie prawa antynarkotykowego.

Powrót konopi na listę substancji kontrolowanych ponownie umożliwiłby stosowanie znacznie surowszych przepisów. Osoby skazane za handel lub przemyt mogłyby również ponownie mierzyć się z poważnymi karami więzienia.

Zwolennicy zaostrzenia prawa przekonują, że obecne przepisy nie pozwalają skutecznie walczyć z dobrze zorganizowanymi międzynarodowymi grupami przestępczymi.

Informacje, które pojawiały się w ostatnich latach jakoby Tajlandia obecnie dopuszcza jedynie marihuanę do celów medycznych to fake newsy wynikające głównie z nieznajomości specyfiki tego pięknego kraju, więcej pisaliśmy o tym T U T A J.

Tajlandia ma coraz większe problemy z przemytem marihuany – co dalej?

O ile wcześniejsze informacje o końcu legalnej marihuany rekreacyjne w Tajlandii były nieprawdziwe, o tyle teraz faktycznie mogą zajść pewne zmiany, a tak naprawdę, aby służbom przywrócić potrzebne uprawnienia – trzeba ponownie wpisać marihuanę na listę nielegalnych narkotyków.

Jednak pamiętać też należy, że jest to kraj pozorów, które zrozumieć można tylko wtedy gdy się w Tajlandii trochę pomieszka, dlatego bardzo ciężko przewidzieć co faktycznie postanowią władze i jak będzie to implementowane. 

Reklama

Poinformujemy gdy tylko pojawią się nowe informacje w tej sprawie.

Reklama

Ryki: Policjanci z Wydziału do walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Lublinie przeprowadzili operację, w wyniku której zlikwidowano sporych rozmiarów uprawę konopi innych niż włókniste. Funkcjonariusze zabezpieczyli w blisko 1300 krzaków oraz 4 kilogramy gotowego suszu konopi. Zatrzymany do sprawy 38-latek twierdził, że to legalne konopie przeznaczone na olejki, niestety dla niego, testy wykazały co innego. Oto więcej informacji.

Reklama

38-latek posadził 1300 krzaków konopi indyjskich, które zgłosił jako konopie włókniste. Niestety misterny plan się nie powiódł

Cała akcja była efektem wspólnych działań lubelskich kryminalnych oraz Prokuratury Rejonowej w Puławach. W działaniach oraz w przeszukaniu wytypowanego miejsca policjantów z wydziału narkotykowego wspierali funkcjonariusze zajmujący się przestępczością gospodarczą oraz jednostka z Ryk, na których terenie znajdowała się posesja z uprawą.

Na miejscu oprócz sprzętu do uprawy, takiego jak namioty, oświetlenie czy sprzęt do wentylacji, znaleziono 1288 roślin konopi indyjskich oraz cztery kilogramy gotowego suszu marihuany.

Zatrzymany na miejscu 38-latek próbował tłumaczyć mundurowym, że prowadzona przez niego uprawa jest w pełni legalna i miała służyć do wytwarzania legalnych olejków konopnych. Zabezpieczony materiał natychmiast trafił jednak do szczegółowych badań, a powołany w sprawie biegły sądowy jednoznacznie potwierdził, że zabezpieczone substancje to zakazane środki odurzające.

Z uzyskanych przez nas nieoficjalnie informacji wiemy, że to jednak nie były legalne konopie siewne lecz konopie indyjskie, które pomimo  wczesnego etapu rozwoju – już zawierały ponad 1% THC.

Zatrzymany na miejscu mężczyzna został doprowadzony do prokuratury, gdzie usłyszał zarzuty dotyczące uprawy, wytwarzania oraz wprowadzania do obrotu znacznych ilości środków odurzających.

Reklama

Sąd na wniosek organów ścigania, zdecydował o zastosowaniu wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania na okres trzech miesięcy. Za popełnione przestępstwa 38-latkowi grozi surowa kara pozbawienia wolności, sięgająca nawet 20 lat.

Reklama

Czy w sytuacji kryzysowej, np. ataku padaczki, w pociągu PKP IC można użyć medycznej marihuany korzystając z waporyzatora? Ostatnio informowaliśmy, że w pociągach PKP IC nie można używać medycznych konopi, nawet jeżeli jest taka możliwość – mało podróżnych i wiele wolnych przedziałów. Od spółki otrzymaliśmy informacje, że taka możliwość nie istnieje. Zapytaliśmy zatem, co w przypadku sytuacji awaryjnej, która leży po stronie przewoźnika, np. wielogodzinne opóźnienie lub nagły atak padaczki w pociągu, w którym praktycznie nie ma innych podróżnych. Oto co odpowiedziała w tej kwestii spółka.

Reklama

Czy w sytuacji kryzysowej, np. ataku padaczki, w pociągu PKP IC można użyć medycznej marihuany korzystając z waporyzatora?

Ostatnio informowaliśmy, że otrzymaliśmy od PKP IC odpowiedź na pytanie o używanie medycznej marihuany w trakcie podróży gdy zajdzie taka potrzeba oraz gdy są na to warunki i oczywiści za zgodą kierownika składu.

Spółka odpowiedział, że nie ma takiej możliwości informując m.in., że:

Korzystanie z tego typu urządzeń wiąże się z emisją aerozolu oraz charakterystycznego zapachu, co może wpływać na komfort podróży pozostałych pasażerów. Nasze pociągi nie są wyposażone w wydzielone miejsca przeznaczone do tego celu, a naszym obowiązkiem jest zapewnienie wszystkim pasażerom bezpiecznych i komfortowych warunków podróży. W związku z powyższym korzystanie z medycznej marihuany w formie waporyzacji podczas podróży pociągiem nie jest możliwe.

-odpisała nam spółka, cały materiał i pełna odpowiedź wraz z naszym zapytaniem jest w artykule T U T A J.

Tak jak obiecaliśmy, dopytaliśmy PKP o sytuacje wyjątkowe, które wymagają, aby pacjent zażył swój lek np. nagły atak padaczki. Zapytaliśmy też co w sytuacji, gdy pociąg ma wielogodzinne opóźnienie, a pacjent powinien zażyć swój lek o konkretnej porze. 

Dzień dobry,

Czyli stwierdzacie Państwo, że dbacie o komfort każdego pasażera jednocześnie informując, że komfort innych pasażerów jest ważniejszy od komfortu podróżującego pacjenta, który chce zażyć swój lek, a nie „zajarać dla rozrywki”?
 
Rozumiem, iż jak nie ma warunków bo skład jest pełny lub przeładowany to może nie być jak zażyć leku w postaci waporyzacji.
 
Ale co jeżeli skład będzie zupełnie pusty lub będzie nim podróżować mało pasażerów i będą dostępne przedziały? Czy wtedy kierownik pociągu może wyrazić zgodę na zażycie leku? 
 
A co w sytuacji gdy są potężne opóźnienia na trasie, a pacjenta stan wymaga zażycia leku z waporyzatora (np. atak padaczki)? Zdarzyło mi się raz jechać z Wrocławia do Opola 8 godzin ze względu na zerwaną sieć trakcyjną i objazd torem dla składów towarowych. Co w takiej sytuacji?
-takie zapytanie skierowaliśmy do PKP IC

W odpowiedzi spółki PKP Intercity czytamy:

Szanowny Panie,

w imieniu PKP Intercity dziękuję za kontakt.

Rozumiemy, że opisana przez Pana sytuacja wiąże się z koniecznością stosowania zaleconego przez lekarza leczenia. Jednocześnie informujemy, że nasze stanowisko w tej kwestii pozostaje niezmienne.

W naszych  pociągach nie ma możliwości korzystania z waporyzatora służącego do przyjmowania medycznej marihuany podczas podróży. Zasada ta obowiązuje niezależnie od liczby pasażerów w pociągu, dostępności wolnych przedziałów, czasu trwania podróży czy wystąpienia opóźnień. Kierownik pociągu nie jest uprawniony do wyrażania zgody na odstępstwo od tej zasady.

W związku z powyższym nie możemy pozytywnie rozpatrzyć Pana prośby.

-czytamy w mailu od PKP IC

Oznacza to, że PKP IC odgórnie zabrania korzystania z medycznej marihuany nawet w sytuacji kryzysowej i gdy w danym składzie oprócz pacjenta nie ma żadnego innego podróżnego.

W naszej opinii jest to jawne dyskryminowanie pacjentów oraz narażanie ich zdrowia bez żadnego sensownego powodu, nie bo nie. 

Reklama

Szczególnie w sytuacji gdy dany pociąg ma spore opóźnienia, co w przypadku naszego narodowego przewoźnika jest normą i potrafią one wynieść po kilka godzin.

Reklama

 

Aurora Electric Honeydew – THC 27%, CBD <1%

Aurora Electric Honeydew THC 27% to odmiana z przewagą sativy, oparta na genetyce Girl Scout Cookies x 91 OG Krypt Melon. Wyróżnia się wysoką zawartością THC, co sugeruje mocniejszy profil dla osób z większą tolerancją. Opisywana jest jako susz o gęstych, ciemnozielonych kwiatach z widocznymi pomarańczowymi słupkami, przygotowywany metodą EHD (suszenie w pozycji wiszącej i ręczne wykończenie).

Reklama

Profil aromatyczny łączy nuty melona, gazu i sosny, tworząc intensywny bukiet z owocowo-żywicznym charakterem i wyraźnym „paliwowym” tłem. Wśród dominujących terpenów znajdują się przede wszystkim β-mircen i limonen, a także m.in. β-kariofilen, nerolidol i linalol, które budują świeży, a jednocześnie głęboki i wielowarstwowy profil. Całość sprawia wrażenie odmiany nastawionej bardziej na wyrazistość niż delikatność.

Electric Honeydew to propozycja dla osób szukających odmiany o wysokiej mocy, z potencjałem do stosowania w ciągu dnia (w zależności od tolerancji i indywidualnej reakcji). To opcja dla pacjentów, którzy preferują bardziej energetyzujący kierunek działania niż klasyczne, ciężkie odmiany wieczorne.

Reklama
ProducentAurora Deutschland GmbH
THC27% (+-10% = 24,3 – 29,7 % THC)
CBD=<1%
Pojemność opakowania10 gramów
Profil terpenowyMircen 31%, Limonen 15%, Kariofilen 13%, Nerolidol 12%,
Linalol 8%

Aurora Electric Honeydew – THC 27%, CBD <1% – potencjalne zastosowanie

Odmiana ta sprawdzi się przy u pacjentów korzystających z terapii w ciągu dnia przede wszystkim dlatego, że nie działa nasennie, a wręcz pobudzająco, działa na kreatywnośc i poprawę nastroju jednak przy zastosowaniu na poprawę nastroju należy trzymać się raczej niskich dawek ponieważ Electric Honeydew ma jednak stosunkowo wysokie stężenie THC.

Reklama

Przeczytaj też: Aurora Electric Honeydew 27% i 29% – wyjaśniamy skąd podwójna rejestracja i co to oznacza dla pacjentów

Kombinat Konopny szuka inwestorów i rusza z kolejną emisją crowdfundingową , która ma m.in. pomóc w ekspansji zagranicznych rynków, a także pomóc wejść spółce w sektor medycznych konopi, co zostało niedawno zapowiedziane. „Mamy ambitne plany ekspansji zagranicznej, chcemy, by polskie konopie były w każdym europejskim domu” – mówi Maciej Kowalski, prezes Kombinatu Konopnego.

Reklama

Kombinat Konopny szuka inwestorów. Cel? Ekspansja międzynarodowa, wejście w sektor medycznych konopi i dalszy rozwój

Kombinat Konopny się nie zatrzymuje i po niedawnym niesamowicie udanym debiucie na rynku New Connect – spółka nadal się rozpędza. Właśnie ogłoszono, że KK uruchomi kolejną emisję crowdfundingową. 

Zebrane środki spółka przeznaczy m.in. na:

  • ekspansje na rynki zagraniczne,
  • poszerzenie oferty produktowej,
  • wejście w sektor medycznej marihuany

Na temat tych ostatnich planów KK czyli wejścia w medyczną marihuanę więcej przeczytasz w naszym artykule o T U T A J.

Ostatnie miesiące to dla Kombinatu wyraźne przyspieszenie sprzedaży detalicznej. W maju wzrosła ona o 128 proc. rok do roku, a w czerwcu, według szacunków, o blisko 166 proc.

Wartość sprzedaży detalicznej w czerwcu miała sięgnąć 755 tys. zł wobec 284 tys. zł rok wcześniej.

Na wyniki wpływ mają zarówno premiery nowych produktów, w tym dobrze przyjętych przez rynek butów typu barefoot, jak i powrót do sprzedaży najpopularniejszych produktów.

Aby utrzymać takie tempo wzrostu trzeba zwyczajnie doinwestować produkcje – co jest właśnie jednym z celów nowej emisji.

Ostatni rok był dla nas szczególnie ważny na polu operacyjnym i strategicznym. W kwietniu br. zadebiutowaliśmy na NewConnect, spełniliśmy obietnice składane akcjonariuszom. Widzimy wzrost zainteresowania naszymi produktami, wzmacniamy stany magazynowe, według szacunków sprzedaż w maju i czerwcu rosła w trzycyfrowym tempie.

– mówi Maciej Kowalski.

Z pewnością jedną z kluczowych decyzji podjętych przez Kombinat Konopny w ostatnim czasie, była ta o wejściu w sektor medyczny.

Kształt przepisów nie pozwala na produkcję surowca farmaceutycznego w Polsce, jednak można rozwiązać to wyzwanie przez import. Nawiązaliśmy pilotażową współpracę z partnerem z Grecji, który dostosował do jakości farmaceutycznej zbilansowane odmiany konopi, które są szczególnie cenione przez lekarzy

– wyjaśnia prezes spółki.

Planowana obecnie emisja będzie już kolejną kampanią crowdfundingową Kombinatu Konopnego. Poprzednie emisje odniosły bardzo duży sukces i przyciągnęły ponad 2,5 tys. inwestorów.

Spółka zapowiada również, że akcje wyemitowane w ramach nowej oferty mają zostać dopuszczone do obrotu na rynku NewConnect. 

Zainteresowani nabyciem akcji Kombinatu Konopnego mogą się zapisać na powiadomienie o uruchomieniu emisji, o T U T A J

Reklama

Źródło: strefabiznesu.pl, emiteo.pl

Reklama

Pacjent korzystający z medycznej marihuany wysłał do stowarzyszenia Wolne Konopie pytanie ws. używania medycznego suszu w swoim ogrodzie przy domu. Opisał sytuację, gdzie sąsiad najpierw powiedział, aby nie używał konopi ponieważ czuje ich zapach w swoim domu. Pomimo próby załagodzenia sytuacji sąsiad stał się agresywny i zaczął grozić znajomościami rodziny wśród byłych policjantów. Wolne Konopie, a dokładniej Jakub Gajewski, odpisał, że „to ty musisz się dostosować”, aby przypadkiem nie przeszkadzać sąsiadom. Taka odpowiedź od stowarzyszenia mającego pomagać pacjentom MM to jest jakaś abstrakcja i oczywiście wprowadzanie w błąd przez Gajewskiego, który już od dawna jest przeciwnikiem konopi, a mimo to nadal działa w WK. Co zatem powinien zrobić pacjent i co na ten temat mówię przepisy prawa?

Reklama

Wolne Konopie: Komfort sąsiada jest ważniejszy niż komfort pacjenta korzystającego z medycznej marihuany

Pacjent korzystający z medycznej marihuany napisał do stowarzyszenia Wolne Konopie ws. swojego sąsiada, któremu przeszkadza fakt, iż pali medyczny susz w ogrodzie przez co on czuje zapach marihuany w swoim domu gdy są otwarte okna. 

Cześć, pale od dawna medyczna marihuanę. Mieszkam w PL, od 5 lat w szeregowce i palę w ogródku. Ostatnio sąsiadowi (przez plot) urodziło sie dziecko i zwrócił mi uwagę ze zalatuje im do okna.

Powiedziałem, sorry, będę stawał jak najdalej od Waszego płotu itp. Po 3 tygodniach zawołał mnie na kolejna rozmowę i kolejna była już agresywna.

Że mają tego dość, ze żona sobie nie życzy tego, nie lubi tego zapachu, ze male dziecko w domu a cała chata im śmierdzi itp itd. Na koniec poleciał tekst ze „uwierz mi, ze nie chcesz żeby żona zadzwoniła do swojego ojca (policjant na emeryturze)”…. mam receptę itp ale boje się co „teściu” mając kolegów w policji może mi odwalić…

Jak w takiej sytuacji się zachować? Pale blanty wiec trochę mi schodzi zanim go skończę, bardzo mnie to relaksuje i pomaga po długiej pracy/treningu. Jak się zachować w tej sytuacji? Proszę o pomoc…”

-pisze pacjent korzystający z MM.

 

W imieniu stowarzyszenia odpowiedział Jakub Gajewski:

„Cześć. Niestety musisz respektować sąsiadów. Nie można dymić im do mieszkania – nie dziw się, że się denerwują skoro to jest permanentne. Szanuj za to, że nie wzywają policji, tylko ostrzegają. TO ty musisz się dostosować aby nie naruszać miru sąsiedzkiego”

Taka odpowiedź Gajewskiego nie powinna dziwić gdyż od dawna jest on przeciwnikiem marihuany, a szczególnie tej palonej – chociaż wcześniej przez kilkanaście lat udowadniał, że palenie marihuany nie jest szkodliwe, przynosił do Sejmu wyniki badań płuc jako dowód.

Ostatnio popierał też zakaz suszu CBD do palenia żeby przypadkiem ktoś się nie nauczył palić, stwierdził też, że marihuana niszczy mózg (badania wykazują coś zupełnie innego). Ludzie z jego otoczenia wprost stwierdzają, że odkąd urodziło mu się dziecko – jego poglądy mocno się zmieniły.

To tak jak by poseł Konfederacji Bosaka, zaczął wyznawać lewackie poglądy pozostając w Konfederacji i to jako wiceprezes! To jest absurd!

komfort pacjenta korzystającego z medycznej marihuany, a sąsiedzi

Co zatem powinien i co może zrobić pacjent, gdy sąsiadowi przeszkadza palenie na własnym balkonie lub ogrodzie własnego domu?

Od strony prawnej określa to art. 144 Kodeksu Cywilnego. 

Art.  144. [Granice dopuszczalności immisji]  – Właściciel nieruchomości powinien przy wykonywaniu swego prawa powstrzymywać się od działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę, wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych.

Co to dokładnie oznacza w praktyce i życiu codziennym?

Immisja to uciążliwe oddziaływanie jednej nieruchomości na drugą (np. hałas, dym, pył, zapachy), które utrudnia sąsiadom korzystanie z ich własności. 

Jednak to w żadnym wypadku nie oznacza , że żaden zapach nie może się dostawać do mieszkania sąsiada, bo wg. prawa może. 

Kluczowe jest tutaj stwierdzenie o zakłócaniu korzystania z nieruchomości „ponad przeciętną miarę„. 

Sformułowanie to oznacza przekroczenie ogólnie przyjętych norm, granic lub standardów. Oznacza to, że coś jest nadmierne, zbyt intensywne, nieuzasadnione lub po prostu „za dużo” w stosunku do tego, co uważa się za normalne w danej sytuacji.

Zwyczajne używanie medycznej marihuany w żadnym wypadku nie wykracza poza to, co jest normalne w sytuacji, gdy ktoś na zalecenie lekarza używa medycznego suszu.

Dlatego sam fakt zapachu nie jest podstawą, aby stwierdzić, że pacjent nie może korzystać z zioła bo komuś to przeszkadza.

Straszenie pacjenta policją pomimo braku ku temu podstaw (legalna terapia) to zwykła próba zastraszania. Dlatego odpowiedź Wolnych Konopi jest zwyczajnie bulwersująca. 

Rozumiecie to? Jesteście pacjentem, który legalnie korzysta z terapii, a WK wam pisze, że jak sąsiad nie nasyła na ciebie bezpodstawnie służb – to powinieneś się cieszyć!

Od strony prawnej nie ma powodu, aby pacjent zaprzestał terapii tylko dlatego, bo sąsiadowi nie podoba się zapach. Bo każdy emituje jakieś zapachy np. w trakcie gotowania i nie można tego zabronić, o ile nie jest to ponad „przeciętną miarę uciążliwe„.

Druga kwestia to sprawa stosunków międzysąsiedzkich i tego jak się chce z sąsiadami żyć. Tutaj trzeba to rozpatrywać zawsze indywidualnie, zawsze starać się porozumieć i poszukać rozwiązania, które zadowoli każdą ze stron, pójść na jakieś ustępstwo i dojść do porozumienia. 

Jeżeli natomiast taki sąsiad staje się agresywny, straszy policją czy innymi problemami – to już pacjent musi sam zdecydować co z tym zrobić, jednak pamiętając, że nie łamie prawa i może sąsiada zwyczajnie ignorować. 

Bierne używanie marihuany

W tej dyskusji pojawia się też argument biernego używania marihuany, które miałoby być szkodliwe czy odurzające. 

Jednak badania w tej materii wykazały, że aby bierne używanie marihuany faktycznie miało jakieś skutki, ekspozycja na dym musi być bardzo wysoka wręcz ekstremalna. 

W praktyce oznacza to np. przebywanie w niewentylowanym małym pokoju gdzie wypalono kilka niemałych jointów. 

Reklama

Natomiast nie ma możliwości wywołania jakichkolwiek efektów gdy do pomieszczenia wraz z powietrzem z dworu wpada odrobina zapachu czy dymu z palonego w okolicy  czy balkonie sąsiada jointa.

Reklama

Pies zjadł marihuanę leżącą na górskim szlaku, po chwili potrzebował pomocy ratowników. Właścicielka labradora, Christina Bluhme, obawiała się najgorszego, gdy jej Tokio zaczął tracić przytomność podczas wspinaczki na najwyższą górę w Wielkiej Brytanii. Konieczna byłą akcja ratunkowa, aby sprowadzić odurzonego czworonoga do bezpiecznego miejsca. Należy pamiętać, że psy na konopie reagują znacznie intensywniej niż ludzie, wyjaśniamy dlaczego. 

Reklama

Pies zjadł marihuanę leżącą na górskim szlaku, po chwili potrzebował pomocy ratowników

W zeszły weekend Christina Bluhme była w połowie drogi na najwyższą górę Wielkiej Brytanii, gdy jej czarny labrador Tokyo zaczął chwilowo tracić władzę w nogach, a także zaczął tracić i odzyskiwać przytomność.

Wtedy zdezorientowana i przerażona Christina postanowiła wezwać zespół ratowniczy.

Zespół ratownictwa górskiego Lochaber zniósł na noszach nieprzytomnego labradora, znajdującego się na wysokości 1345 metrów, do miejscowego weterynarza.

Bluhme powiedziała, że następnego dnia pies zachowywał się już normalnie i wszystko wskazywało, że wszelkie objawy zniknęły.

Weterynarze stwierdzili, że pies połknął marihuanę pozostawioną lub zgubioną na szlaku, podało BBC.

Bez niesamowitej ekipy ratowników górskich z Lochaber po prostu nie byłabym w stanie bezpiecznie wynieść jej z góry. Przeniesienie 25-kilogramowego labradora po Ben Nevis było dla mnie niemożliwe.

-powiedziała w rozmowie z BBC

Bluhme oznajmiła też, że ​​czuje się „niezwykle szczęśliwa”, że Tokyo żyje i podziękowała ekipie ratunkowej i zespołowi weterynaryjnemu za ich „współczucie i poświęcenie”.

Byliście tam, kiedy najbardziej was potrzebowaliśmy

– dodała.

Marihuana jest dla psów, powyżej pewnego stężenia,  zwyczajnie szkodliwa i może bardzo zaszkodzić.

Psy mają w mózgu znacznie więcej receptorów kannabinoidowych niż ludzie, przez co działanie psychoaktywne jest u nich spotęgowane. Substancja wywołuje u zwierząt ogromny stres, zaburzenia równowagi, a w skrajnych przypadkach zagraża życiu gdy dawka THC jest wysoka.

Pamiętajcie, o tym zawsze!

Zwierzęta, a szczególnie psy, reagują na marihuanę znacznie mocniej niż ludzie. Rożnica jest tak duża, że łatwo podać zwierzęciu dawkę, która może go nawet zabić. Dlatego nie należy zwierzętom podawać zioła wychodząc z założenia, że przecież marihuana nigdy nikogo nie zabiła więc i psu nie zaszkodzi.

A niestety najpewniej zaszkodzi.

Dlatego, gdy twój zwierzak w jakichkolwiek okolicznościach połknie czy to produkt spożywczy z THC, czy sam susz marihuany – należy niezwłocznie udać się do weterynarza i poinformować go o przyczynach zatrucia. 

Reklama

Warto o tym pamiętać.

Reklama

Ali G powraca? W niedzielę pojawił się na finale Wimbledonu, jako diler zioła, oczywiście z rekwizytami w postaci woreczków z suszem. Na jednym z nagrań mówi, że zjawił się tam bo słyszał, że „w tenisa najlepiej gra się na trawie”. Najprawdopodobniej ten żart stanowi pierwszą publiczną odsłonę działań promocyjnych po niedawnych doniesieniach z Hollywood, według których zakończono już prace nad zupełnie nowym, niezatytułowanym jeszcze filmem o Alim G, który realizowany był w całkowitej tajemnicy.

Reklama

Ali G powraca? Pojawił się na finale Wimbledonu jako diler zioła – „bo w tenisa najlepiej gra się na trawie”

Ali G czyli komik Sacha Baron Cohen niespodziewanie pojawił się na finale gry pojedynczej mężczyzn w Wimbledonie, wcielając się w postać Alego G i przeprowadzając satyryczną akcję, w której udawał, że sprzedaje marihuanę z trybun.

Ten żart stanowi pierwszą znaczącą publiczną odsłonę działań promocyjnych po niedawnych doniesieniach z Hollywood, według których zakończono już prace nad zupełnie nowym, niezatytułowanym jeszcze filmem o Alim G, zrealizowanym w całkowitej tajemnicy.

Ali G pojawił się na trybunach Centre Court ubrany w biały strój z dużym liściem konopi i napisem „Official Ganja Dealer”. Całość uzupełniały masywny złoty łańcuch i ciemne okulary.

Na swoim koncie Instagram, bohater opublikował serię nagrań z turnieju. W swoim stylu wyjaśniał, że Wimbledon to „coś w rodzaju piłkarskich mistrzostw świata w tenisie”, który określił jako „gorszą wersję ping-ponga”.

Żartował także, że skoro w tenisa najlepiej gra się na trawie, to on zamierza sprzedać jej jak najwięcej.

W kolejnych filmikach Ali G pokazywał przedmioty przypominające woreczki z marihuaną i skręta, a także zachęcał widzów do odnalezienia go na trybunach. Według brytyjskich mediów inni goście turnieju nagrali również moment, gdy rozmawiał z policjantami po skargach dotyczących oferowania „zioła” dzieciom.

Ali G powraca z nowym filmem?

Pojawienie się Alego G zbiegło się z informacjami o powstającym nowym filmie z udziałem Sachy Barona Cohena.

Reklama

Byłby to pierwszy pełnometrażowy projekt po „Ali G InDaHouse” i jednocześnie wielki powrót jednego z najbardziej rozpoznawalnych komediowych bohaterów, którego specyficzne poczucie humoru jednych bawi do łez, a innych oburza. My zdecydowanie należymy do pierwszej grupy.

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.