Świat Prawa i legalizacji marihuany

Zielone Newsy

Aktualności

Prawie 10 miesięcy temu, dzięki nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, medyczna marihuana trafiła w końcu do polskich aptek. W środę policja w Ostrowcu Świętokrzyskim zarekwirowała medyczną marihuanę pacjentowi cierpiącemu na zaburzenia lękowo-depresyjne, mimo, że posiadał odpowiednią dokumentację.

Sytuacja miała miejsce w środę 25 września. „Tajniacki” radiowóz zajechał drogę panu Michałowi, po czym funkcjonariusze zaczęli przeszukanie jego oraz należącego do niego pojazdu. Pan Michał, aby nie utrudniać procedur od razu przyznał, że jest w posiadaniu medycznej marihuany oraz odpowiednich dokumentów. Kryminalni nie uwierzyli jednak w wiarygodność dokumentacji i zarekwirowali marihuanę – czytamy w serwisie TVN24

„Samochód policji kryminalnej zajechał mi drogę i zaczęło się przeszukanie „

– opowiedział mężczyzna.

„Powiedzieli, że wjechałem pod zakaz i to jest powód zatrzymania. Od razu przy przeszukaniu auta powiedziałem, że posiadam przy sobie medyczną marihuanę i że posiadam wszelkie możliwe zaświadczenia. I oni byli święcie przekonani, że to jest na pewno nielegalna marihuana, że ja kłamię”

– dodał pan Michał.

U 23-letniego Michała rok temu zdiagnozowano zaburzenia lękowo-depresyjne. Chłopak próbował leczenia antydepresantami, jednak nie przynosiły one pożądanego efektu. Od pięciu miesięcy jest w posiadaniu recepty na medyczną marihuanę oraz korzysta z terapii z jej wykorzystaniem. Marihuana nie jest dla niego używką rekreacyjną, a lekiem pozwalającym mu normalnie funkcjonować.

Z relacji pana Michała wynika, że zarekwirowano mu 3 gramy marihuany oraz przyrządy służące do jej zażywania, po czym nakazano mu wskazanie miejsca zamieszkania w celu dokonania rewizji.

„Jakim prawem ktoś ma mi przeszukiwać wszystkie szafki? Małe dziecko w domu i nagle trzech dorosłych mężczyzn wchodzi i mi przeszukuje mieszkanie?”

– dodał 23-letni Michał

Magiczne pudełko

Według oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim do podjęcia decyzji o zarekwirowaniu suszu oraz przeszukaniu miejsca zamieszkania z powodu opakowania, w jakie zawinięty był medyczny susz.

Mężczyzna miał to dosyć nietypowo zapakowane, w folię spożywczą. Jeśli to jest w hermetycznym pudełku, nie budzi zastrzeżeń i wówczas odstępujemy od czynności

– poinformowała asp. Ewelina Wrzesień.

10 gram suszu kosztowało pana Michała około 600 złotych. Ponieważ policja zarekwirowała lekarstwo, mężczyzna będzie musiał jechać do swojego lekarza w Warszawie, wziąć kolejną receptę i wydać pieniądze na kolejne opakowanie. Zanim to zrobi, grożą mu uniemożliwiające pracę ataki paniki. Pełnomocnik pana Michała przyznał, że to nie pierwszy raz, kiedy pacjenci leczeni medyczną marihuaną mają problemy z policją.

– taki przebieg wydarzeń potwierdza oficer prasowa Komendy Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Niestety pani oficer nie potrafi wyjaśnić w jaki sposób stwierdzone ma zostać, czy marihuana, która została zarekwirowana jest marihuaną medyczną, czy też nie.

We wczorajszym wywiadzie dla TVN24, chora na stwardnienie rozsiane Anna Słocka stwierdziła, że zarekwirowanie medycznej marihuany równa się odebraniu insuliny cukrzykowi. A co wy sądzicie o tej sytuacji?

Australijskie Terytorium Stołeczne (ACT) jest pierwszą jurysdykcją w Australii, która legalizuje konopie indyjskie. Nowe prawo znosi kary za posiadanie oraz uprawę na własne potrzeby. Na terenie ACT leży m.in. miasto Canberra, stolica Australii.

Ustawodawcy przyjęli w środę projekt ustawy, pozwalający osobom dorosłym na posiadanie do 50 gramów suszu oraz domową uprawę do 4 roślin konopi indyjskich – informuje BBC.

Jest to pierwsze z 16 terytoriów Australijskich, które podjęło taką decyzję.

Konopie indyjskie w Australii

Niestety prawo federalne Australii nadal zabrania posiadania oraz uprawy konopi indyjskich. Mimo, że przepisy obowiązujące w jurysdykcji (stanie) się zmienią to nadal będzie je można podważyć przepisami federalnymi, które są w tym przypadku nadrzędne.

Jednak politycy odpowiedzialni za ustawę, powiedzieli, że są „bardzo pewni”, iż politycy federalni jej nie zakwestionują. Jednocześnie zastrzegli i podkreślili, że nadal nie eliminuje to całkowicie ryzyka aresztowania na mocy prawa federalnego. Dodali też, że istnieją dodatkowe niejasności prawne.

Nowe prawo na wejść w życie 31 stycznia 2020.

Niektórzy politycy mieli nadzieję, że nałożenie na obrót legalną marihuaną licznych przepisów, pomoże zlikwidować czarny rynek. Dla wielu nie jest jednak zaskoczeniem, że tam gdzie regulacje branży konopnej są największe, rozwija się nielegalny handel. Pokazują to opublikowane niedawno wyniki badań.

Szkodliwe regulacje branży konopnej

Doktorant z Wydziału Kryminologii i Sprawiedliwości Karnej Portland State University w Oregonie, Sikang Song, przeprowadził badania na podstawie których udowodnił, że nie da się wyeliminować czarnego rynku, jeżeli legalny obrót marihuaną obarczony jest coraz większą ilością przepisów.

Do badania wykorzystano dane zebrane w dwóch amerykańskich stanach Kolorado i Waszyngtonu, które zalegalizowały marihuanę rekreacyjną.

Podczas gdy przepisy w Kolorado są niezmiennie liberalne od momentu legalizacji, Waszyngton wprowadził pewne ograniczenia i przepisy dotyczące konopi indyjskich. W rezultacie nielegalny handel w Waszyngtonie, zaczął się rozwijać. Taka sytuacja natomiast nie ma miejsca w Kolorado, gdzie regulacje branży konopnej są bardziej liberalne. Chociaż tam też nie udało się jeszcze całkiem wyeliminować nielegalnego obrotu czy uprawy konopi to od lat odbywa się to w coraz mniejszym wymiarze.

Przed wprowadzeniem surowszych przepisów zarejestrowano maksymalnie 28 przestępstw związanych z konopiami indyjskimi na 100 000 mieszkańców. Przy silniejszych regulacjach liczba ta wzrosła do około 36 przestępstw na 100 000.

Póki co czarny rynek marihuany rekreacyjnej funkcjonuje nawet tam gdzie jest ona legalna. W roku 2018, 18% spożywanej w Kalifornii marihuany, pochodziło z nielegalnych źródeł. Wpływ na to maja nie tylko przepisy, jest to także cena i inne czynniki – wynika z raportu Songa . Jednak wszystko sprowadza się do dostępności – im ta jest mniejsza, tym czarny rynek radzi sobie lepiej.

Tajlandia legalizuje uprawę marihuany do użytku medycznego, nowe prawo pozwoli na uprawę sześciu roślin konopi. Jest to kolejny krok przeprowadzanych od jakiegoś czasu reform tajskiego prawa w zakresie marihuany. Na początku roku, Król Tajlandii, Maha Vajiralongkorn podpisał królewski dekret legalizujący używanie konopi indyjskich do celów medycznych, teraz pozwolono na ich domową uprawę na własne, medyczne potrzeby.

Partia Bhumjaithai, która wchodzi w skład rządzącej koalicji Tajlandii przedstawiła projekt ustawy, która pozwoliłaby Tajom uprawiać w domu do sześciu roślin konopi indyjskich,

Tajlandia legalizuje uprawę marihuany do użytku medycznego

Minister zdrowia z partii Bhumjaithai Supachai Jaisamut, powiedział, że projekt ustawy pozwoli na maksymalnie sześć roślin ale do użytku medycznego. Jednak posiadanie i uprawa w celach rekreacyjnych nadal pozostają prawnie zabronione.

„Nowe przepisy dotyczą użytku medycznego, możesz posiadać (marihuanę – przyp.red.) we własnym domu i używać jej na swoje dolegliwości, ale nie możesz palić na ulicy”

– powiedział dla Reuters Supachai Jaisamut.

Zgodnie z obowiązującym w Tajlandii prawem narkotykowym, rekreacyjni użytkownicy konopi mogą podlegać karze do 10 lat więzienia za posiadanie.

Wprowadzenie nowych przepisów prawa, to jedna z obietnic wyborczych partii Bhumjaithai. Ugrupowanie prowadziło kampanię na rzecz polityki pozwalającej Tajom uprawiać konopie indyjskie. Jego zwolennicy mówią, że projekt ustawy ma na celu rozwój nowo legalnego przemysłu marihuany w Tajlandii.

Tajska Food and Drug Administration (departament ds. żywności i leków przy ministerstwie zdrowia) ogłosiła, że jeszcze w tym miesiącu zorganizuje warsztaty biznesowe na temat konopi indyjskich. Urzędnicy tłumaczą, że jest taka potrzeba gdyż po wprowadzeniu nowej polityki, wzrosło zainteresowanie tym sektorem, zarówno publiczne jak i ze strony inwestorów.

Póki co Tajlandia legalizuje uprawę marihuany do użytku medycznego, jednak tamtejsi aktywiści widzą w tym szansę także na zmiany prawne dotyczące sfery rekreacyjnego używania i uprawy konopie indyjskich.

W ostatnim czasie, takie samo rozwiązanie postanowił wprowadzić u siebie rząd Paragwaju.

Marihuana w kampanii wyborczej właściwie się nie pojawia. Wielka szkoda, gdyż jest to kwestia, która dotyczy milionów Polaków, jednak politycy na ten temat milczą. Premier zapytany o legalizację, najzwyczajniej nie udzielił odpowiedzi. Temat podjęło natomiast dwoje mniej znanych polityków, jednak i z tego nic nie wynika. O konopiach w swoim programie wyborczym nie wspomina żadne ugrupowanie.

Marihuana w kampanii wyborczej

Konopie indyjskie, a raczej dotyczące ich przepisy to temat o dużo szerszy niż wydaje się sporej części społeczeństwa. Nie do końca zdają sobie z tego sprawę również politycy. A ta kwestia powinna być istotna nawet dla tej części społeczeństwa, która konopi nie używa czy jest im wręcz przeciwna.

Niestety politycy w tej kwestii milczą. Żadne ugrupowanie w swoim programie wyborczym nie wspomina słowem o konopiach. Ani przedstawiciele prawicy ani lewicy nie maja zamiaru nic w tej kwestii zrobić, mimo, iż czasem mówią, że mają.

Co prawda dwójka kandydatów na posłów z partii Zieloni popiera legalizacje marihuany, tak przynajmniej na swoim fp pisze Urszula Zielińska, o tym, że to bardzo ważna sprawa mówił z rozmowie z GW Piotr Malich. Niestety niewiele z tego wynika. Zapytaliśmy oboje kandydatów jak to co mówią o potrzebie zmiany prawa, ma się do programu wyborczego koalicji z list której kandydują. Odniósł się do tego tylko Piotr Malich:

„Program KO to wypadkowa programów 4 partii. W programie są kwestie, w których wszyscy się zgadzamy. Zieloni już wcześniej zabierali głos w sprawie legalizacji marihuany. Nie wszystko, co byśmy chcieli, mogliśmy zmieścić w programie wyborczym. Stąd programy regionalne poszczególnych kandydatów i kandydatek, gdzie przedstawiamy swoje priorytety.”

-powiedział nam Malich

Niestety ja jego stronie, z jego programem tez nie ma na ten tema słowa, gdyż jak mówi pan Malich, strona powstała dopiero w czerwcu.

Ze smutkiem stwierdzamy, że w głowach polskich polityków problem związany z obecnym statusem prawnym marihuany nie istnieje. A ta kwestia jest bardzo istotna, zmiany powinni popierać zarówno użytkownicy marihuany jaki ci, którzy nie maja z nią styczności, powodów jest kilka.

Wzrost konsumpcji

Po pierwsze należy obalić pewien mit, mówiący, że zalegalizowanie marihuany doprowadzi do wzrostu jej spożycia. Jest to nieprawdą, potwierdzają to dane z miejsc, gdzie konopie indyjskie są legalne. W krajach, które w ostatnich latach zalegalizowały obrót marihuaną, jej spożycie wśród młodzieży spadło. To samo z wiekiem inicjacji czyli pierwszego użycia, w Polsce jest on o wiele niższy niż w krajach gdzie marihuana jest legalna. Na chwile obecna o tym kto marihuanę może kupić a kto nie, decydują grupy przestępcze, a te sprzedają każdemu i nie pytają o dowód. Dziś łatwiej kupić nielegalne narkotyki niż te legalne jak alkohol – taki jest efekt obecnego polskiego prawa konopnego.

Wpływy do budżetu

Portal money.pl wyliczył, że w Polsce spala się 500 ton marihuany rocznie, osobiście uważam, że trochę więcej. Na chwile obecną, ogromne zyski z tego tytułu trafiają do grup przestępczych. A mogły by zasilić budżet państwa. Szacuje się, że legalna marihuana przyniosła by wpływy podatkowe rzędu 10 miliardów rocznie. Mało tego, zalegalizowanie oraz obłożenie podatkiem akcyzowym marihuany przyniosło by znacznie większe realne zyski dla państwa niż akcyza z alkoholu czy papierosów. Jest to spowodowane tym, że miliardy wpływów z akcyzy np. na alkohol są wydawane na leczenie skutków spożywania alkoholu! Realny zysk jest z tego powodu znacznie niższy. W przypadku marihuany tego problemu nie ma gdyż fizycznie jest ona niemal nieszkodliwa, nie zdarza się hospitalizacja osoby po spożyciu marihuany.

Medyczna Marihuana

Teoretycznie jest legalna i dostępna dla pacjentów od wielu miesięcy, w praktyce zapasy trafiające do aptek bardzo szybko znikają gdyż nie są zbyt duże. Susz medycznej marihuany kupujemy od Kanadyjczyków. W efekcie jest ona ciężko dostępna oraz bardzo droga (ok 70zł/g). Sytuacje uzdrowiłyby narodowe uprawy, pacjenci mieliby dostęp do suszu, a na jego produkcji i sprzedaży zarabiałby skarb państwa, a nie kanadyjska spółka.

Koszty społeczne obowiązującego prawa

Lepiej znieść zakaz, którego nikt nie przestrzega gdyż doprowadza to do zwiększenia pogardy wobec państwa. To bardzo prosta zależność, nie szanuje rządu jeżeli ten za moje osobiste wybory chce mnie zamknąć w więzieniu.

Obecny stan prawny nie działa, ponad 30.000 spraw o posiadanie małej ilości marihuany rocznie, spada wykrywalność dilerów, spada wiek inicjacji narkotykowej, polska młodzież używa konopi na potęgę – państwo pozostawiło temat bez kontroli, zepchnęło go do podziemia i udaje, że go nie ma. Dilerzy pod szkołami? Po co? Gwarantuje Wam, że w każdej szkole średniej jest przynajmniej kilka osób, które bez problemu zaopatrują swoich rówieśników we wszystko co nielegalne.

Marihuana w kampanii wyborczej powinna mieć swoje miejsce gdyż obowiązujące prawo szkodzi państwu i obywatelom. Niestety patrząc na programy wyborcze, nic nie wskazuje aby, którekolwiek ugrupowanie z naszej sceny politycznej chciało obecną sytuację zmienić.

Gdy legalizacja konopi indyjskich w Kanadzie stała się faktem, zaczęto się zastanawiać co z osobami, które przed zmianą prawa usłyszały wyroki za posiadanie marihuany. Mówiło się o pełnej amnestii, jednak ostateczna wersja uchwalonych przepisów mocno od niej odbiega. Na chwile obecną, z nowego prawa skorzystały zaledwie 44 osoby.

Amnestii za posiadanie marihuany niestety nie będzie

Kanadyjscy liberałowie odrzucili pomysł całkowitego skasowania zapisów dotyczących wyroków za posiadanie marihuany na własny użytek. Zamiast tego w życie weszła usprawniona wersja procedury „zawieszenia kartoteki”, która w kanadzie jest dostępna także w przypadku innych przestępstw, z wyłączeniem okresu oczekiwania i opłatą w wysokości 631 $ – informuje GlobalNews.ca.

Szacuje się, że około 250 000 Kanadyjczyków ma w kartotekach zapisy z czasów marihuanowej prohibicji. Jednak w tej liczbie są też osoby skazane za przestępstwo związane z posiadaniem narkotyków, nie koniecznie marihuany, dlatego nie wiadomo o jakiej liczbie obywateli mowa. Jednak większość wyroków za posiadanie dotyczy właśnie niewielkich ilości marihuany. Ponadto osoby, które mają zapisy dotyczące innych przestępstw, nie kwalifikują się do programu.

Biurokracja, koszta i inne przeszkody

Ponad miesiąc po tym, jak rząd federalny ogłosił, że rusza długo zapowiadany program „amnestii” i można składać wnioski, przyznano tylko 44 „zawieszenia wyroków”, 71 osób złożyło wniosek.

„Bilans wniosków jest jeszcze badany, część mogła zostać zwrócona wnioskodawcom jako niekompletne lub wadliwie wypełnione”

-powiedziała rzeczniczka komisji ds. Zwolnienia warunkowego Iulia Pescarus Popa.

Caryma Sa’d, prawnik z Toronto zaznacza, że proces ten jest uciążliwy i biurokratyczny.

Twierdzi też, że złożenie wniosku może wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Problem ten dotyczy głównie osób z wyrokami, które zapadły wiele lat temu, zanim akta były archiwizowane cyfrowo. Stare wyroki się tam nie znajdują.

„Zakładając, że wyrok za posiadanie marihuany zapadł, zanim zapisy zaczęły być tak zdigitalizowane, jak obecnie, możliwe jest, że ułaskawienie mogłoby faktycznie doprowadzić do umieszczenia akt w spisie cyfrowym. Kiedy będą np przekraczać granicę, to informacje o ich „kryminalnej” przeszłości, zamiast leżeć na dnie jakiejś starej szafy, wyświetlą się na monitorze kontrolera.”

-powiedziała Sa’d.

Paragwajski senat zdekryminalizował uprawianie konopi indyjskich, o ile jest się pacjentem cierpiącym na jedną z dolegliwości, na które pomaga marihuana. W świetle nowego prawa, każdy pacjent potrzebujący suszu bądź jego przetworów, będzie teraz mógł sam uprawiać oraz przetwarzać konopie.

Paragwajski senat zdekryminalizował uprawę jak i posiadanie

Nowy projekt ustawy regulującej status narkotyków w Paragwaju, przewiduje wprowadzenie dwóch ustępów do art. 30 i 33 ustawy. Mówią one, że osoba uprawiająca konopie indyjskie do własnego użytku medycznego, nie podlega odpowiedzialności karnej, informuje Ultima Hora.

Treść dodana w art. 30 stanowi, że: W posiadanie konopi indyjskich lub ich pochodnych, które przeznaczone są do wyłącznego użytku medycznego, nie podlega odpowiedzialności karnej. Niezbędne jet posiadanie odpowiedniego zaświadczenia lekarskiego, które musi być potwierdzone przez Ministerstwo Zdrowia Publicznego i Opieki Społecznej, które zaświadczy, że pacjent cierpi na dolegliwości, które można leczyć medyczną marihuaną.

Artykuł 33 dodaje, że: W przypadku pacjenta lub wyznaczonej przez niego osoby, która do jego wyłącznego użytku leczniczego sieje, uprawia, zbiera, a następnie przetwarza rośliny konopi, nie podlega odpowiedzialności karnej. Warunkiem jest prowadzenie uprawy w nieruchomości zatwierdzonej przez Krajowy Sekretariat ds. Narkomanii.

W trosce o obywateli

Autorzy ustawy, Patrick Kemper i Victor Rios bronili jej mówiąc, że jest to troska o dobro obywateli..

Argumentowali, że obecne przepisy zmuszają Paragwajczyków o niskich dochodach do kupowania importowanego oleju konopnego po wysokich cenach. 

Ustawodawcy skomentowali, że inicjatywa poprawi jakość życia dzieci cierpiących m.in. na epilepsję, raka, choroby zwyrodnieniowe, które powodują ból, którego nie można kontrolować za pomocą innych leków.

Ruch Rastafarian otrzymał od rządu Barbadosu ziemię pod uprawę konopi indyjskich, przeznaczonych do użytku medycznego. Minister rolnictwa Indar Weir, przemawiając w parlamencie oznajmił, że ruch Rastafarian odegra istotną rolę w tworzeniu branży tamtejszego przemysłu medycznej marihuany.

Weir powiedział, że rząd kilkukrotnie spotykał się się z co najmniej dwiema grupami reprezentującymi społeczność Rastafarian i stwierdził, że powinni wspólnie dołączyć do branży – informuje Jamaica Observer.

Ruch Rastafarian rozmawia z rządem

„Spotkałem się z dwiema różnymi grupami i chcę jasno powiedzieć, że chcemy aby były one częścią tej branży i dołożymy wszelkich starań, aby zostały one uwzględnione. Zapewniliśmy im również dostęp do ziemi, jest to 60 akrów terenu udostępnionego na Barbadosie. Był to pierwszy krok w kierunku pokazania, że ​​wspólnota Rastafarian nie zostanie pominięta.”

-powiedział minister Weir

Marihuana do celów religijnych

Kilka dni przed ogłoszeniem porozumienia, prezes Fundacji Dziedzictwa Afryki, Paul Ras Simba Rock, wezwał rząd, aby ten zezwolił Rastafarianom na używanie marihuany do celów religijnych.

Ale Weir powiedział prawodawcom, że proponowane ustawodawstwo dotyczy tylko używania marihuany używanej do celów medycznych.

„Czuję się odpowiedzialny za absolutne zapewnienie, że mamy tutaj do czynienia z marihuaną medyczną i nie dotyczy to marihuany rekreacyjnej. Przedstawiając sprawę rządowi Barbadosu, podniosłem również, że w tej kwestii powinniśmy wyrażać się bardzo jasno”.

W interesie Barbadosu

Przedstawiając ustawę o medycznej marihuanie, Weir powiedział, że przedsiębiorcy z Barbados skorzystaliby na powstaniu branży. Ustawa zakłada, że każdy inwestor zagraniczny, który zaangażował by się w tę sektor, musiałby pozwolić obywatelom Barbadosu na posiadanie min 30% działalności.

„Ma to na celu zagwarantowanie, że każdy ostatni przedsiębiorca ma szansę na udział. Nie faworyzujemy nikogo, każdy zainteresowany może zostać częścią tej branży.”

„Chcemy oczyścić atmosferę i poinformować każdego Barbadosyjczyka, że ​​ten przemysł marihuany pozwoli również im oraz członkom krajów CARICOM (Karaibska Wspólnota i Wspólny Rynek) na posiadanie do 30% udziałów w jakichkolwiek zagranicznych inwestycjach bezpośrednich w tej branży. Nawet jeśli inwestor zagraniczny przyjedzie na Barbados, aby zainwestować w uprawę, przetwórstwo, sprzedaż detaliczną i dystrybucję lub kliniki spa, należy zapewnić, aby Barbadosyjczycy posiadali 30 procent. Na żadnym etapie nie zostaną pominięci.”

Weir zapewnił również, że przemysł będzie ściśle monitorowany solidnym i surowym systemem licencjonowania. Powiedział, że wymagane będą licencje na uprawę, badania i rozwój, laboratorium, przetwarzanie, sprzedaż detaliczną i dystrybucję, import i eksport oraz transport.

W grach kategorii 18+ przemoc i zabijanie na dziesiątki sposobów to żadna nowość, nikt z tym nie ma problemu, a władze nie zabraniają tego typu pozycji. Jednak jeżeli w grze polegającej w głównej mierze na zabijaniu i bogatej w przemoc pojawi się niewielki motyw związany z używaniem marihuany gra jest uznawana za niedopuszczalną i demoralizującą.

DayZ

DayZ to koncentrująca się na aspekcie survivalowym sieciowa gra FPS, której akcja toczy się w świecie, gdzie większość populacji zamieniła się w żądne krwi zombiaki. Jest to komercyjna kontynuacja szalenie popularnego moda do ArmA II. Zombie są tu tylko jednym z wielu zagrożeń, a największym są tak naprawdę obcy ludzie – czytamy na portalu GRYOnline.pl

Gra DayZ zakazana za motyw z marihuaną

Gdy Australijczycy przyjrzeli się grze znaleźli w niej element, który ich zdaniem jest niedopuszczalny nawet w grach 18+ czyli zło wcielone w postaci marihuany. W Australii stwierdzono, że gracze mogą chcieć przenosić zachowania z gry do świata rzeczywistego. Przypominamy, że mowa o grze polegającej na zabijaniu.

„Używanie narkotyków (marihuany) jako zachęty lub nagrody w trakcie rozgrywki wykracza poza to, co może zostać uwzględnione w klasyfikacji R18+ i dlatego musi zostać odrzucone.”

Zatem autorzy postanowili dostosować grę na całym świecie, usuwając z niej motyw zabójczej marihuany i pozostawiając tylko przyjazne człowiekowi karabiny i inne granaty.

Deweloperzy mogliby przygotować aktualizację zmieniającą wyłącznie DayZ w Australii, ale w tej sytuacji odcięliby Australijczyków od sieciowej zabawy z innymi graczami z całego świata. Dlatego też w opracowaniu i planach jest duża łatka, która zajmie się wyeliminowaniem śladowej ilości marihuany z gry.

Póki co jednak sprzedaż gry w wersji zarówno pudełkowej, jak i cyfrowej została niedawno wstrzymana w związku z obecnością w niej marihuany.

Dwa miesiące temu informowaliśmy, iż rząd Wielkiego Księstwa Luksemburga ogłosił kilka szczegółów na temat planowanej legalizacji marihuany. Zakładano, że pełna legalizacja marihuany w Luksemburgu wejdzie w życie do pięciu lat. Jednak jak donosi The Guardian, może to nastąpić znacznie wcześniej.

Wielkie Księstwo Luksemburga to najmniejszy kraj w Europie, który ma mniej mieszkańców niż Kraków, Jednak to właśnie to małe państwo może doprowadzić do wielkich zmian w europejskim podejściu do marihuany oraz zmiany prawa z nią związanego.

Legalizacja marihuany w Luksemburgu

Przypomnijmy szczegóły o których pisaliśmy w czerwcu.Legalizacja marihuany w Luksemburgu zakłada, że konsumpcja i posiadanie do 30 gramów marihuany powinno być dozwolone dla osób pełnoletnich. Póki co nie wiadomo jak zostanie uregulowana kwestia uprawy na własne potrzeby. Nowe przepisy zakładają, że młodzież w wieku od 12 do 17 lat nie powinna być karana za posiadanie do pięciu gramów marihuany. Dla nieletnich zatrzymanych za posiadanie marihuany mają powstać programy pedagogiczne, które będą miały za zadanie edukować i ostrzegać przed zagrożeniami związanymi z używaniem marihuany w tak młodym wieku. Legalny handel marihuaną będzie podlegać surowym przepisom, których szczegółów jeszcze nie podano. Rząd sugeruje, że powinna zostać wyznaczona górna granica zawartości THC w suszu bądź produktach z THC. Ma to zapobiec zagrożeniom dla psychiki konsumentów .

Nowy termin dla nowego prawa?

Początkowo rząd Księstwa zapowiedział, że całkowita zmiana prawa dot. konopi to kwestia czterech do pięciu lat. Jednak teraz, jak podaje Guardian, rząd Luksemburga chcę aby zajęło to do dwóch lat.

Czy zatem już za dwadzieścia kilka miesięcy najmniejszy kraj europy wykona największy krok ku europejskiej legalizacji marihuany rekreacyjnej? Z pewnością tak, mamy nadzieję, że na zasadzie efektu domina cała UE pójdzie w jego ślady.

Najpierw Luksemburg następnie Wielka Brytania?

Niedawno informowaliśmy, że kilkoro posłów z Wielkiej Brytanii uważa, że legalizacja marihuany rekreacyjnej na wyspach powinna nastąpić za pięć do dziesięciu lat. Co ciekawe, na decyzję polityków z Luksemburga oraz posłów z wysp, duży wpływ miały wizyty w Kanadzie, gdzie marihuana jest od jakiegoś czasu legalna. Okazuje się, że nawet przeciwnicy tego rozwiązania, po wizycie w kraju klonowego liścia i zobaczeniu jak w rzeczywistości wygląda legalizacja – chcą ją wprowadzić u siebie. Zatem mamy ogromną nadzieję, iż czym prędzej kilkoro z naszych polityków pojedzie do Kanady na wycieczkę edukacyjną i przywiozą ze sobą trochę tamtejszej mądrości.

Reklama

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.