Nasiona konopi rozwiązaniem światowego głodu?

Nasiona konopi rozwiązaniem światowego głodu? Mielone konopie są pełne witamin, enzymów i minerałów. Białka są bardzo łatwo przyswajalne przez nasz organizm. Produkt jest całkowicie wolny od glutenu. Proszek ten jest optymalny stosunek omega-6 do 3 niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe. To jest dobre dla kobiet przy menstruacji i menopauzie. Ponadto, jest również dobre dla suche włosy i skórę.

Reklama

Proszek wysokobiałkowy pochodzi z nasion konopi. Z jednej strony, dziedziczy wszystkie korzyści zdrowotne z nasiona konopi , z drugiej strony, ma bardzo wysoką zawartość białka (ok 48,5%), a więc jest bardzo ważne dla osób trenujących i ludzi, którzy prowadzą aktywny tryb życia.

(photo credit)

Znaną nazwą konopi jest Cannabis. Nazwa ta odnosi się przede wszystkim do konopi przemysłowej. Konopie rosną niemal wszędzie na świecie. Jest to roślina organiczna ze swej natury, gdyż nie potrzebuje żadnych nawozów, chemii, czy pestycydów. Ludzie od dawna spożywają konopie i jej ziarna. Naukowcy odkryli włókna konopi w naczyniach ceramicznych z epoki kamiennej. Dawniej włókna konopi wykorzystywano także do wyrobu ubrań, butów , lin, itp. Obecnie powszechnie wykorzystuje się ją do innych celów, na przykład do robienia olinowania, ubrań oraz produkcji zdrowej żywności.

Reklama

Ziarna konopi to popularna zdrowa żywność, gdyż obfituje w składniki odżywcze, takie jak kwasy tłuszczowe omega, inne kwasy tłuszczowe oraz minerały. Konopie w około 35% składają się z oleju. Olej z ziaren konopi zawiera 80% niezbędnych kwasów tłuszczowych (EFA- essential fatty acid), kwasu linolowego (LA, 50-70%), kwasu alfa-linolowego (ALA, 15–25%) i kwasu gamma-linolowego (GLA, 1–6%).

Równowaga zachowana w proporcjach kwasu linolowego i alfa-linolowego w pełni pokrywa nasze zapotrzebowanie na kwasy tłuszczowe EFA. Zarówno kompletny zestaw białka jak i niezbędne tłuszcze zawarte w ziarnach konopi znajdują się w idealnych dla ludzkiego organizmu proporcjach. 65% zawartości białka jest w formie globuliny edestyny, która może być spożytkowana przez ciało w nieprzetworzonej formie. Dla porównania, soja musi być ugotowana lub w postaci kiełków przed zjedzeniem przez człowieka. Inne korzyści ziaren konopi to działanie na skórę i włosy, które są odżywiane na poziomie komórkowym. Olej konopny łatwo wchłania się przez skórę a kwasy EFA mogą od razu zacząć działać!

Jest to doskonały pokarm dla osób przyjmujących w niewielkiej ilości niezbędne kwasy tłuszczowe oraz dla sportowców. Ziarna konopi to jedyne jadalne ziarna zawierające kwas gamma-linolowy (GLA). Ziarna konopi to bardzo odżywcze źródło protein o lepszym smaku i przyswajalności niż soja.

Ziarna konopi można jeść na surowo, zmielone dodane do posiłku, mleka, przygotowane w formie herbaty oraz wykorzystać je do pieczenia. Jednym z popularnych sposobów jedzenia tych ziaren jest dodanie ich do smakołyków. Można też zmiksować garść organicznych ziaren (całych lub bez skorupki) z owocami lub sokiem. W chińskich kinach sprzedaje się nawet pieczone ziarna konopi. Jest wiele dostępnych produktów począwszy od od płatków śniadaniowych, przez mrożone wafle, tofu z konopi po masła orzechowe.

Niektórzy producenci bardziej przetwarzają ziarna konopi, by uzyskać bardziej cenione produkty, takie jak olej konopny, pełne ziarno konopi, ziarno konopi w skorupce, mąkę z konopi, ciasto, i proszek proteinowy z konopi. Konopie wykorzystywane są ponadto w niektórych organicznych płatkach śniadaniowych. Ziarna konopi można wykorzystać do produkcji nie nabiałowego „mleka”.

Olej z konopi możemy spożywać codziennie nie ponosząc ryzyka zachwiania równowagi poziomu kwasów EFA. Jednak, w związku z faktem, że ziarna konopi zawierają nienasycone tłuszcze, może szybko zjełczeć. Zazwyczaj więc przechowujemy taki olej w ciemnych butelkach lub dodajemy konserwanty. Poza tym, nie należy stosować oleju z ziaren konopi do smażenia, ponieważ tłuszcze nienasycone nie zawsze radzą sobie dobrze w wysokich temperaturach. Jeśli chodzi o wartość odżywczą, olej tłoczony na zimno z ziaren konopi jest lepszy niż oliwa z oliwek, tak więc możemy używać oleju z konopi do sałatek, smakołyków, i innych dań nie wymagających smażenia. Gotowanie każdego oleju zmniejsza jego wartość odżywczą i może przekształcić korzystne kwasy tłuszczowe w mniej dobroczynne substancje.

(photo credit)

Wspomaga metabolizm, poprawia ogólne samopoczucie i nastrój, skuteczny przeciw nudnością i wymiotom, łagodzi ból, dostarcza dużą ilość dobrze przyswajalnego białka i minerałów (wapń, potas, magnez i wiele innych), wzmacnia system odpornościowy. Polecany do codziennej diety dla zdrowia i dobrego samopoczucia. Dostarcza nienasycone kwasy tłuszczowe (ludzkie ciało nie wytwarza ich samoistnie), Omega 3,6 i 9 niezwykle istotne w utrzymaniu komórek ludzkich przy życiu. Większość chorób skór jest wywołana niedoborem kwasów tłuszczowych, problemy z łupieżem, alergiami i zapaleniem skór. Białko konopne jest łatwo przyswajalne, wolne od cholesterolu i zapewnia organizmowi witalne składniki odżywcze.

Nasiona konopi jako podstawa żywieniowa

Spośród ponad 3 milionów roślin jadalnych które występują na Ziemi, żadna inna roślina nie może się równać z żywieniową wartością nasion konopi.

W roku 1937 Ralph Loziers, konsul generalny National Institute of Oilseed Products, powiedział przed komisją Kongresu zajmującą się badaniem prohibicji marihuany, że: „nasiona konopi… są używane we wszystkich narodach Orientu a także w części Rosji jako pożywienie. Uprawiane są na ich polach i spożywane jako otręby. Miliony ludzi każdego dnia spożywają nasiona konopi jako pożywienie. I robią to od pokoleń.

Dziś wiemy, że nasiona konopi są najbogatszym źródłem niezbędnych kwasów tłuszczowych i równie dobrze mogą być lekarstwem na raka i choroby serca”. Spośród ponad 3 milionów roślin jadalnych które występują na Ziemi, żadna inna roślina nie może się równać z żywieniową wartością nasion konopi. Zarówno kompletny zestaw protein, jak i oleje zawarte w nasionach konopnych są w idealnych proporcjach do ludzkich zapotrzebowań żywieniowych.

Tylko soja zawiera wyższą zawartość białka. Jednakże, skład proteinowy w nasionach konopi jest unikatowy w świecie roślinnym. 65% składu protein w nasionach konopi jest w formie jadalnych globulin. Wyjątkowo wysoka zawartość globulin w nasionach konopi, połączona z albuminami (kolejna grupa sferycznych protein występująca we wszystkich nasionach), oznacza iż nasiona konopi zawierają wszystkie niezbędne aminokwasy egzogenne w idealnych proporcjach. Oznacza to że, organizm człowieka posiada wszystkie niezbędne „cegiełki” by wytwarzać zwalczające choroby immunoglobuliny.Jeszcze bardziej ważne do budowania silnego systemu immunologicznego, jest wysoka zawartość w nasionach konopi niezbędnych kwasów tłuszczowych.

Te niezbędne kwasy tłuszczowe to: kwas linolowy oraz kwas linolenowy. Są one odpowiedzialne za stan skóry, włosów, oczu a nawet za procesy myślowe, oczyszczają arterie i są kluczowe w systemie odpornościowym.Te niezbędne kwasy tłuszczowe były stosowane przez dr Joanna Budwig (nominowaną rokrocznie od 1979 roku do Pokojowej Nagrody Nobel’a) w leczeniu szeregu chorób, począwszy od raka, choroby wieńcowe, atrofie gruczołowe, kamienie nerkowe, degeneracje nerek, trądzik, problemy menstruacyjne i problemy układu odpornościowego. Badaczka ta, jak i również inni (np. William Eidelman, M.D., UCLA, R. Lee Hamilton, Ed.D., Ph.D. Medical Researcher-Biochemist UCLA) mówią wprost o „dających życie właściwościach” konopi.

Twierdzą oni, iż:

„Te niezbędne oleje wspomagają system immunologiczny i chronią przeciwko wirusom i innym zagrożeniom systemu immunologicznego. Badania z zastosowaniem niezbędnych olei dla osób zarażonych wirusem HIV są w toku. Jak do tej pory wyniki są niezwykle obiecujące. Jakie jest najbogatsze źródło niezbędnych olei? Tak zgadliście, są to nasiona konopi. Ta szaleńcza prohibicja przeciwko najbardziej wartościowej roślinie na świecie, konopi, musi się zakończyć. Obietnica super zdrowia i możliwości wykarmienia całego świata jest na wyciągnięcie ręki”.

(photo credit)

Ekstrakt z nasion konopi, podobnie jak wyciąg z soi, może być przyprawiony tak by smakować jak kurczak, stek lub wieprzowina. Może być użyty także do produkcji margaryny, mleka mniejszym kosztem niż produkcja tych samych produktów z soi.
Nasiona konopi mogą być zmielone i używane jako mąka do wypieku chleba wolnego od glutenu.

„Nasiona konopi są ulubionym pokarmem ptaków ze względu na wysoką zawartość olei”(Margaret McKenny, Birds in the Garden, Reynal & Hitchcock, NY,1939.)Nieprawdopodobnym wydaje się to, iż uprawiając konopie na nasiona, połowę masy zebranej, dojrzałej żeńskiej rośliny stanowią nasiona!

Półproduktem powstającym podczas wytłaczania oleju z nasion konopi są bogate w białko wytłoczki konopne. Wytłoczki te były jedną z podstawowych pasz stosowanych w żywieniu zwierząt na świecie (aż do zeszłego stulecia). Nasiona konopi mogą dostarczyć niemal kompletną dietę dla zwierząt hodowlanych (drób, trzoda, bydło) jak i zwierząt domowych (psy i koty), jak również pozwolić na maksymalny przyrost masy ciała przy mniejszych kosztach niż obecnie.
Czyż nie jest to dziwne? Czy nie daje ci powodów do myślenia to iż, roślina numer jeden na świecie mająca aż tyle zastosowań jest nielegalna?

Światowe rozpowszechnienie nasion konopi jako źródło pokarmu i protein, mogłoby uratować wiele dzieci umierających z niedożywienia. Szacuje się, że około 60% dzieci urodzonych w krajach Trzeciego Świat (około 12-20 milionów rocznie), umrze w wyniku niedożywienia przed osiągnięciem 5 roku życia. Ale co tam Trzeci świat! Abo my to lepszą mamy sytuację w „priwisliańskim kraju”?? Ile dzieci chodzi niedożywionych? Jak to się będzie przekładać na ich rozwój? O ile skracamy ich życie i potencjał intelektualny?
Należy pamiętać, iż konopia jest roślinną która może rosnąć niemalże w każdych warunkach, nawet skrajnie niekorzystnych. Australijczycy przetrwali dwa okresy głodowe w XIX wieku, używając tylko nasion konopi jako źródło białka i liści konopnych jako źródło błonnika.

Podstawowe biologiczne ogniwo w łańcuchu żywieniowym

Nasi politycy, którym zawdzięczamy prawo zakazujące uprawy konopi, które oparte jest na latach dezinformacji (należy podkreślić – celowej dezinformacji!), skazali na stratę nie tylko młodych ludzi używających marihuanę, lecz także wiele gatunków ptaków i ssaków.

Wiele zwierząt spożywa ptaki i ich jaja. Ptaki w dzikiej przyrodzie są niezbędnym ogniwem łańcucha żywieniowego, a ich populacje wciąż ubożeją i zanikają, między innymi ze względu na petrochemiczne pestycydy, herbicydy i… brak nasion konopi! Z nasionami konopi w ich diecie, ptaki te żyły by 10 – 20% dłużej, odchowywały by więcej potomstwa, ich skrzydła miały by więcej blasku i oleju. Aż do 1937 roku w USA rosło ponad 3 miliony hektarów, „naładowanej” nasionami dzikiej konopi. Miliony ptaków żywiło się ich nasionami jako najbardziej ulubionym i niezbędnym pokarmem, aż do czasu gdy rząd Stanów Zjednoczonych rozpoczął proces totalnego wyplenienia podstawowego ogniwa w łańcuchu żywieniowym. Niepomny na zagrożenia płynące ze stosowania herbi- i pestycydów (które zabijają wszystko co żywe), rząd Usraela kontynuuje swoją opętańczą politykę, by zniszczyć roślinę dającą życie, na całej kuli ziemskiej.

Reklama

W maju 1988 roku, rząd USA wystosował apel do ONZ aby całkowicie zdelegalizować konopie, bez względu na co jest uprawiana, czy to na pokarm, papier, ubrania, lekarstwo. Żądał on od ONZ rozpoczęcia największego programu wytępienia konopi. Czegoś takiego i na taką skalę jeszcze w historii ludzkości nie było!

Reklama

przypisy:
1. Cohen & Stillman, Therapeutic Potential of Marijuana, Plenum Press, NY, 1976; Czech. Tubercular Nutritional Study, 1955.
2. Walker, David W., Ph.D., Can Hemp Save Our Planet?, zawierająca cytaty z: St. Angelo, A.J., E.J. Conkerton, J.M. Dechary, and A.M. Altschul, 1966; Biochimica of Biophysica Acta, vol. 121, pp. 181; St. Angelo, A., L.y. Yatsu and A.M. Altschul, 1968; Archives of Biochemistry and Biophysics, vol. 124, pp. 199-205; Stockwell, D.M., J.M. Dechary, and A.M. Altschul, 1964, Biochimica Biophysica Act, vol. 82, pp. 221
3. Morroson, R.T. Organic Chemistry, 1960; Kimber, Gray, Stackpole, Textbook of Anatomy and Physiology, 1943.
4. World Hunger Project, Save the Children, EST, Forum.
5. Frazier, Jack, The Marijuana Farmers, Solar Age Press, New Orleans, LA, 1972; zobacz także Australian history books.
6. Teramura, Alan, University of Maryland study, Discover magazine, September, 1989; Congressional testimony of Ralph Loziers, National Oil Seed Institute, before House Ways and Means Committee, 1937.
7. Jack Herrer, TheEmperor Wears No Clothes

źródło: forum.otworzumysl.com

Ostatnio popularne

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy kupionej u lokalnego dilera? To pytanie przewija się na różnych forach odkąd do naszych aptek trafił medyczny susz. Jakie są zatem różnice pomiędzy tymi dwoma produktami? Czy to prawda, że tylko w aptece kupisz standaryzowany susz? Dlaczego kupowanie zioła od dilera to ryzyko nie tylko kłopotów z prawem ale i zdrowiem? Na te oraz inne związane z tematem pytania odpowiedź znajdziesz w artykule.

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy?

Ten temat był już poruszany w różnych miejscach, mimo to, takie pytanie pojawia się w sieci nadal dość często.

Zatem czym różni się marihuana a apteki od tej z ulicy?

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy – APTEKA

Susz medycznej marihuany kupowany w aptece jest oficjalnie zarejestrowany jako surowiec farmaceutyczny do wytwarzania leków recepturowych, nie jest natomiast zarejestrowany jako lek.

Jednak zarówno leki jak i surowce farmaceutyczne produkowane są w takim samym farmaceutycznym reżimie. Dodatkowo medyczna marihuana jest zarejestrowana jako surowiec wziewny, czyli do waporyzacji / palenia. To istotne ponieważ surowiec farmaceutyczny przeznaczony do inhalacji ma jeszcze większy sanitarny reżim produkcji niż surowiec do np. połykania.

A ponieważ jest to produkt medyczny, jest on sprawdzany pod kątem patogenów czy zanieczyszczeń oraz pozostałości nawozów i pestycydów. Dlatego pacjent korzystający z medycznych konopi ma pewność, że produkt nie zawiera żadnych zanieczyszczeń takich jak pleśnie czy pestycydy.

A jeżeli interesuje cie jak wygląda uprawa medycznych konopi to koniecznie sprawdź nasz reportaż z niemieckiej uprawy Aurory o T U T A J

Susz z apteki jest też standaryzowany co oznacza, że każde kolejne opakowanie danej odmiany będzie na pacjenta działać tak samo na przestrzeni lat.

Medyczna marihuana – odmiany

Nabywając marihuanę w aptece zawsze wiadomo jaką odmianę kupujesz, w przeciwieństwie do zakupów „na ulicy”, w przypadku których nigdy nie wiadomo co otrzymasz, ale do tego zaraz dojdziemy.

Jakie zatem odmiany są wykorzystywane do produkcji medycznej marihuany?

Dokładnie te same, które można kupić na dowolnej stronie z nasionami konopi indyjskich. Jeżeli mieszkasz w kraju gdzie uprawa konopi indyjskich na własne potrzeby jest legalna możesz uprawiać kilka roślin z dokładnie tych samych nasion odmian konopi, które są dostępne na receptę w aptece.

Jednak nie nastawiaj się wtedy, że uzyskasz dokładnie taki sam susz jak ten z apteki, pomimo tego, że użyłeś tej samej odmiany. Wynika to z rozbieżności genetycznej występującej w ramach jednej odmiany, wiedzą o tym ci, którzy z uprawą konopi mają jakiekolwiek doświadczenie.

Obecny rynek nasion wygląda tak, że 10 nasion tej samej odmiany może dać 10 zbliżonych, ale jednak różnych roślin zarówno pod względem wielkości jak i ich działania.

Producenci medycznej marihuany sadzą np. 10 roślin z tej samej odmiany po czym wybierają jedną najbardziej odpowiadającą im roślinę i ją klonują czyli robią sadzonki / rozsady. To sprawia, że każda roślina ma potem te same cechy co roślina matka, z której pobrano sadzonki. Proces ten jest pokazany w podlinkowanym wyżej materiale z upraw Aurory.

Marihuana z ulicy

No dobra, temat medycznego suszu wyjaśniony, teraz skupmy się na marihuanie z nielegalnych źródeł.

Największym problemem nie jest to, że nie wiadomo jaką odmianę palisz, nie możesz zatem dobrać odpowiedniego suszu, który by np. pobudzał czy odwrotnie – działał nasennie i przeciwbólowo.

Największy problem to to, co znajduje się w takim suszu. A są to:

  • pozostałości nawozów
  • metale ciężkie
  • pestycydy
  • syntetyczne kannabinoidy
  • różne dodatki zwiększające masę, np. cukier (uprzednio rozpuszczony w wodzie, którą spryskano susz)

Największym zagrożeniem są syntetyczne kannabinoidy, których jest obecnie cała masa, a którymi grupy przestępcze spryskują susz CBD i następnie sprzedają taki susz CBD + oprysk syntetykami sprzedają jako marihuanę. Zjawisko w ostatnim czasie przybrało na sile, póki co media i GIS opisują to jako „nową falę dopalaczy”.

Opisany zabieg stosowany grupy przestępcze ma dla nich wiele plusów. Po pierwsze taki susz spryskany syntetykami jest zwyczajnie tańszy bo kosztuje ok 2000 do 3000 zł za kilogram, a jednocześnie jest to dla nich znacznie mniejsze ryzyko ponieważ testy narkotykowe nie wykrywają syntetycznych kannabinoidów, a jedynie THC, zatem teoretycznie taki susz jest w pełni legalny. Należy jednak pamiętać, że to są nieznane substancje, a po niektórych takich kannabinoidach dochodziło już nawet do śmierci, jest to realne zagrożenie dla zdrowi i życia.

A skala tego zjawiska jest w naszym kraju (ale też np w Czechach) jest bardzo duża, lada dzień opiszemy to szczegółowo.

Istnieje jeszcze jedna strefa – nielegalnie sprzedawany susz pochodzący z legalnych upraw w np. USA, taki susz w ostatnim czasie jest do Europy przemycany w dużych ilościach, pisaliśmy o tym T U T A J.

Ryzyko spożywania takiego suszu jest mniejsze, ale nadal znacznie większe niż w przypadku zioła z apteki.

Największym zagrożeniem w tym przypadku są pestycydy, których w produktach pochodzących z legalnych upraw jest jak się okazuje bardzo dużo, co potwierdziły ostatnie kontrole na tym polu w USA, gdzie 90% przebadanych próbek zawierała pozostałości.

Reklama

Konkluzja jest prosta – marihuana z apteki jest zwyczajnie bezpieczniejsza i zawsze wiesz co kupujesz. Cenowo też jest taniej niż na ulicy.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – do takich wniosków doszli „naukowcy”, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na ten temat. Oczywiście temat podłapały już media na całym świecie więc i w polskiej prasie też się coś na ten temat lada dzień pojawi. Ale jak to możliwe, skoro od zawsze wiadomo, iż ziele działa uspokajająco i wyciszająco? Uspokajamy – to wszystko manipulacja i to bardzo słaba ponieważ wystarczy przeczytać podsumowanie wyników, aby zorientować się, że ktoś tu chce nas oszukać, a biznesowe lobby anty-konopne wchodzi na nowy poziom straszenia społeczeństwa agresją po użyciu konopi. Bo powiedzmy sobie jasno – większość ludzi nie zweryfikuje wyników badania, nawet ich nie poszukają. Będą natomiast wierzyć w to, co przeczytali w swojej ulubionej prasie, radiu czy telewizji. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – wynika z nowego przeglądu badań. Uspokajamy, to manipulacja.

Rosnąca popularność marihuany związana z większą świadomością społeczną oraz zalewającą świat falą legalizacji czy też depenalizacji zioła, to problem dla m.in. branży alkoholowej, potężny problem. Po pierwsze obecni młodzi dorośli (18 – 30 lat) świadomie rezygnują z alkoholu zdając sobie coraz częściej sprawę z jego dużej szkodliwości. Po drugie, starsi dorośli (30+), w krajach gdzie zioło zostało zalegalizowane, co raz częściej wybierają produkty konopne zamiast alkoholu. Ostatnio informowaliśmy, iż w USA doszło do sytuacji, gdzie każdego dnia więcej obywateli używa marihuany niż alkoholu czy papierosów, przeczytasz o tym T U T A J.

Dlatego niech was nie dziwi narastająca fala „wyników badań”, które wskazują marihuanę jako źródło wszelkiego zła na świecie.

Reklama

Teraz, opublikowane kilka dni temu na stronie Uniwersytetu Cambridge wyniki przeglądu badań mają wskazywać, iż marihuana prowadzi do wzrostu przemocy. Tylko, że to nie jest coś, co wynika z przedstawionej metaanalizy badań, a mimo to ich wyniki noszą tytuł „Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji”. Manipulacja jest widoczna gołym okiem już od pierwszych dwóch zdań streszczenia wyników metaanalizy.

Używanie konopi indyjskich jest znanym czynnikiem ryzyka niekorzystnych skutków dla zdrowia psychicznego, w tym psychozy, która często wiąże się z agresją. Jednak konkretny wpływ używania konopi indyjskich na ryzyko przemocy pozostaje niejasny.

-piszą autorzy.

Konopiami zajmuję się zawodowo od blisko dwóch dekad, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć przypadku agresji powodowanej marihuaną, a mimo to autorzy piszą o „częstej agresji” i psychozach, których występowanie wśród użytkowników ziela jest tak naprawdę nieznacznie większe od populacji, która marihuany nie używa i występuje wśród osób mocno zioła nadużywających. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy, że wpływ zioła na agresje jest nadal niejasny, co jednak chyba autorom umknęło podczas ustalania tytułu dla wyników badań.

Dalej we wstępie czytamy, że:

Chociaż negatywny wpływ używania konopi na zdrowie fizyczne i psychiczne został szeroko zbadany, znacznie mniej uwagi poświęcono szkodom wyrządzanym innym, w tym przemocy interpersonalnej.

To zdanie jest oczywiście kompletną bzdurą ponieważ nie ma badań, których wyniki wskazywałyby, że używanie marihuany ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, no chyba, że marihuana jest ostro nadużywana, wtedy zdarzają się sytuacje negatywnego wpływu na psychikę użytkownika. Pamiętajcie, że marihuany używa cała masa sportowców – najszybszy człowiek na ziemi używa marihuany, najszybszy człowiek w wodzie używa marihuany, 80% graczy NBA przyznaje się do używania marihuany, której używają także w WNBA czy NHL – najlepszej lidze hokeja na świecie. Gdyby zioło szkodziło fizycznie – raczej by z niego zrezygnowali tak jak z alkoholu, którego sportowcy używają bardzo mało.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – metaanaliza

Czym w ogóle jest metaanaliza? Jest to zaawansowana metoda statystyczna, która łączy i analizuje wyniki wielu niezależnych badań naukowych dotyczących tego samego zagadnienia, aby uzyskać jeden, bardziej wiarygodny i precyzyjny wynik.

W tym przypadku z tysięcy badań wybrano 63.

metaanaliza, przeprowadzona zgodnie z wytycznymi PRISMA, zsyntetyzowała dowody z 63 recenzowanych badań (N = 265 079) zidentyfikowanych za pomocą przeszukiwań baz MEDLINE, EMBASE i PsycINFO do listopada 2024 r., aby wyjaśnić związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą, zarówno w roli sprawcy, jak i ofiary. Modele efektów losowych ujawniły, że użytkownicy konopi indyjskich są znacznie bardziej narażeni na popełnianie aktów przemocy.

-czytamy w podsumowaniu metaanalizy.

Dalej czytamy, że:

Chociaż wcześniejsze przeglądy systematyczne badały związek między używaniem konopi a przemocą w wybranych populacjach, nie przeprowadzono kompleksowego przeglądu systematycznego ani metaanalizy syntetyzującej dowody zarówno w populacji ogólnej, jak i u pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, uwzględniając zarówno sprawców, jak i ofiary. Dlatego przeprowadziliśmy kompleksowy przegląd systematyczny i metaanalizę, aby zbadać związek między używaniem konopi a udziałem w aktach przemocy. Skupiliśmy się w szczególności na dwóch grupach: użytkownikach konopi (a) w populacji ogólnej oraz (b) wśród pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Uznając złożoną zależność między używaniem konopi a skutkami przemocy, zbadaliśmy również potencjalne źródła heterogeniczności badań, w tym różnice w ich projektach. Zasadniczo, niniejsze badanie ma na celu wyjaśnienie, czy i w jakim stopniu używanie konopi jest powiązane z występowaniem przemocy.

Podsumowanie wniosków przez autorów

We wstępie do podsumowania czytamy:

Ogólnie rzecz biorąc, nasze wyniki wskazują na zwiększone ryzyko stosowania przemocy interpersonalnej, w tym poważnych form przemocy, takich jak napaść zaostrzona, agresja seksualna, bójki i rabunek, wśród użytkowników konopi. Wysoki efekt skali dla liczby wyroków skazujących za przemoc wśród użytkowników konopi ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę skalę tej przemocy i prawdopodobnie większą wiarygodność tych danych niż samoocena.

-napisali autorzy.

Jednak ci sami autorzy w żaden sposób nie potrafią wytłumaczyć w jaki sposób konopie indyjskie miałyby powodować agresję. W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że picie herbaty prowadzi do zabójstw, bo wiecie, zapewne zdecydowana większość zabójców pije herbatę. Panowie „naukowcy” zapomnieli, że korelacja nie równa się przyczynowości i na siłę starają się wymyślać różne „powody mające na to wpływ”, jednak sami przyznają, że nie wiedzą w jaki sposób marihuana może być przyczyna agresji.

Możliwe wyjaśnienia związku między używaniem konopi, zwłaszcza w dużych dawkach, a przemocą obejmują upośledzenie uwagi, funkcji wykonawczych, hamowania i zdolności rozwiązywania problemów. Ponadto w okresach odstawienia marihuany osoby mogą odczuwać drażliwość, lęk, niepokój i zaburzenia funkcjonowania, co może prowadzić do agresji.

-tak tłumaczą to „naukowcy”, zajmujący się ową nieszczęsną metaanalizą dodając też, iż:

Co najważniejsze, regularne używanie konopi zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia paranoi, powodując, że osoby interpretują neutralne bodźce jako potencjalnie zagrażające, co prowadzi do przekonania, że ​​muszą się bronić.

To jest dość ciekawa retoryka, jakoby użytkownicy marihuany, którzy używają jej regularnie mają paranoje i to tak silną, że prowadzi do atakowania innych ludzi bo są oni odbierani jako zagrożenie. Przecież to jest propaganda rodem z USA w latach głębokiej konopnej prohibicji, w trakcie której wmawiano ludziom, że palacze marihuany to agresywni gwałciciele.

To tez nas bardzo rozbawiło, aczkolwiek jest to śmiech przez łzy, ponieważ „naukowcy” napisali:

Ponadto użytkownicy marihuany wykazują tendencję do wyższego poziomu impulsywności i angażowania się w bardziej ryzykowne zachowania, co może prowadzić do antyspołecznych i przestępczych działań w ramach ich stylu życia.

Użytkownicy marihuany i impulsywność oraz agresja? Tego jeszcze nie grali, a my mamy wrażenie, że czytamy opis działania alkoholu, a nie konopi.

W podsumowaniu napisano też, że:

 Używanie konopi indyjskich często współwystępuje z szeregiem czynników indywidualnych, społecznych i środowiskowych, w tym impulsywnością, cechami antyspołecznymi, niekorzystnymi warunkami społeczno-ekonomicznymi i narażeniem na przemoc w środowisku, które mogą niezależnie przyczyniać się do ryzyka przemocy.

I w tym zdaniu ukryta jest część prawdy o omawianej metaanalizie. Bo to nie jest tak, że osoby, które używają marihuany są antyspołeczne czy impulsywne właśnie ze względu na marihuanę. To się wiąże z tym, że grupy wykazujące pewne antyspołeczne zachowania są osobami, które jednocześnie korzystają z konopi, jednak sam fakt ich impulsywności czy antyspołecznego podejścia nie wynika z używania marihuany, bo korelacja nie oznacza przyczynowości. Równie dobrze można powiedzieć, że osoby jedzące mięso to złodzieje bo 80% skazanych złodziei je mięso.

A na koniec podsumowania „naukowcy” stwierdzają, że w sumie to nie marihuana ale wiele nakładających się na siebie czynników prowadzi do agresji, a że w tytule wyników napisali, że marihuana powoduje wzrost agresji? Kto by się tam przejmował, ważne, że środowisko, któremu zależy na takiej narracji dobrze zapłaciło.

Dostępne dowody sugerują zatem, że związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą prawdopodobnie odzwierciedla wiele wzajemnie oddziałujących na siebie ścieżek, a nie pojedynczy bezpośredni mechanizm przyczynowy.

-piszą autorzy

W przeglądzie naukowcy stwierdzili też, że użytkownicy marihuany częściej są też ofiarami przemocy, jednak w podsumowaniu znowu piszą, że w sumie to chuj wie czemu:

Związek, który odkryliśmy między używaniem konopi a byciem ofiarą, choć słaby, może odzwierciedlać zwiększoną podatność, a nie bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Użytkownicy konopi mogą narażać się na ryzykowne sytuacje. Mogą utrzymywać kontakty z rówieśnikami, którzy używają substancji psychoaktywnych lub dopuszczają się przestępstw, zwiększając w ten sposób swoją ekspozycję na przemoc. Zatem zarówno rozhamowanie behawioralne, jak i środowisko społeczne mogły przyczynić się do zwiększonego ryzyka bycia ofiarą.

-piszą autorzy metaanalizy.

O innej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J. Do tego dochodzi niedawne badanie, którego wyniki stwierdzają, że marihuana nie pomaga w walce ze stresem, co też jest manipulacją, a przeczytasz o tym T U T A J.

Reklama

Żyjemy w czasach gdzie nauka się sprzedała, a naukowcy za odpowiednią stawkę wykażą co tylko chce zleceniodawca. Pamiętajcie o tym.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-nastolatek pod wpływem marihuany nożem zaatakował personel medyczny w tamtejszym szpitalu? Wiadomo, że był pobudzony, zachowywał się nieracjonalnie, a kontakt z nim był utrudniony. Nic nie wskazuje, że był on pod wpływem marihuany, bardziej jakiś stymulantów. Natomiast inne zdanie ma Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Maria Topolska, która napisała w swoim felietonie, że takie wydarzenia to skutek wystawiania przez lekarzy recept na medyczne konopie oraz, że nastolatek z Jastrzębia był „naćpany marihuaną” – co jest kłamstwem i zwykłą manipulacją białostockiej lekarz, która nie wiedzieć czemu jest przeciwnikiem pacjentów medycznej marihuany. Zadzwoniłem do pani Topolskiej i to co usłyszałem jest karygodne. Jest to pierwszy z serii zaplanowanych artykułów na temat szkodliwej działalności OROZ z Białegostoku.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-latek był pod wpływem marihuany i dlatego zaatakował nożem personel szpitala – twierdzi OROZ Małgorzata Topolska

Mężczyzna wtargnął do szpitala 25 czerwca około godziny 18. Miał ze sobą ostre narzędzie. W ataku poszkodowane zostały cztery osoby – lekarz, pielęgniarka i dwie pacjentki.

Cztery osoby są poszkodowane. Jest mi strasznie trudno o tym mówić, ponieważ dotyczy to moich znajomych, kolegów z pracy, i także dwóch pacjentek, które były pod naszą opieką

– mówił ordynator oddziału chirurgii dr Artur Ploch.

Reklama

Jak przekazał, pielęgniarka została lekko ranna, natomiast pozostałe trzy osoby – doktor, który miał obezwładnić napastnika, i dwie pacjentki – mają rany kłute klatki piersiowej, a jedna z nich również rany na szyi.

Wszyscy pracownicy i myślę, że nie tylko, wstrząśnięci są tym aktem agresji. Trzeba tutaj wspomnieć, że ordynator oddziału własnym ciałem, takim bohaterskim czynem, obezwładnił go [nożownika – red.] ostatecznie i on go przytrzymał do przyjazdu policji

– poinformował dyrektor szpitala Robert Ostrowski.

Zatrzymany został mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju. Był trzeźwy. Wstępne badania potwierdziły, że był pod wpływem narkotyków

– poinformowała asp. szt. Halina Semik.

Jedyna informacja co do stanu trzeźwości, jaka pojawia się w przekazach medialnych dot. tej sprawy, to informacja, że napastnik nie był pod wpływem alkoholu ale był pod wpływem narkotyków. Jakich? Tego do informacji nie podano. Nigdzie.

Natomiast Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Topolska, w swoim felietonie zamieszczonym na stronie Okręgowej Izby Lekarskiej wprost stwierdza, iż napastnik był pod wpływem marihuany, a w ogóle takich sytuacji można by uniknąć gdyby… lekarze przestali wypisywać medyczną marihuanę.

Może naćpany wypisanymi przez was „lekami” kierowca spowoduje wypadek i kogoś zabije. A może, jak w Jastrzębiu-Zdroju, naćpany ziołem zaatakuje i rani personel medyczny

-stwierdza w swoim felietonie pani Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy

Artykuł Małgorzaty Topolskiej pokazuje jej stosunek do medycznej marihuany, pacjentów z niej korzystających oraz przepisujących konopne terapie lekarzy. Twierdzi ona, że lekarze to dilerzy, a pacjenci to ćpuny.

Białostocka OROZ rzuca poważne oskarżenia, które w sporej części są zwykłymi kłamstwami i niczym nie potwierdzonymi wymysłami autorki felietonu. Gdy poprosiłem komentarz oraz źródła podawanych informacji pani OROZ zaczęła na każde moje pytanie odpowiadać regułką „jeżeli uważa pan, że złamałam prawo proszę iść z tym do odpowiedniego sądu.”

W naszej opinii wypowiadanie się OROZ czy jakiegokolwiek lekarza o pacjentach „ćpuny”, a o lekarzach „dilerzy” jest oburzające i niedopuszczalne – nie może być na to zgody pacjentów oaz lekarzy.

Dlatego zachęcam do składnia protestów oraz wniosków o postępowanie dyscyplinarne dla pani Małgorzaty Topolskiej na adres mailowy bialystok@hipokrates.org

Reklama

Do tematu wrócimy jeszcze w tym tygodniu analizując cały felieton, a dokładniej jego rozdział poświęcony medycznej marihuany ponieważ nie można tego tak zostawić.

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce to temat, który w ostatnich latach pojawia się w mediach regularnie, jednak kompletnie nic z tego nie wynika, a politycy traktują go jako „kiełbasę wyborczą” lub nośny temat, który pomoże wypromować nowe ugrupowanie w polskim parlamencie. Dodatkowo osoby, które rzekomo działają na rzecz konopi (Wolne Konopie, Lewica), w ostatnim czasie zaszkodziły sprawie konopnej tak bardzo jak nikt inny. Jakie są zatem szanse na liberalizację prawa dot. konopi w najbliższym czasie?

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – co z projektem ustawy?

Nasz ostatni artykuł dot. tego tematu był zatytułowany „Depenalizacji nie będzie – ocena Biura Ekspertyz i Skutków Regulacji nie zostawiła na projekcie suchej nitki”. Pisaliśmy w nim m.in.:

„Depenalizacji marihuany nie będzie, a na pewno nie w takiej formie, jak proponuje KP Centrum – opinia Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji nie pozostawia na projekcie suchej nitki, a to nie jedyny problem ponieważ projekt nie ma lekko także w sejmowych Komisjach. BEiOSR wskazało przede wszystkim na błędy natury prawnej, które uniemożliwiają przyjęcie projektu w takiej formie. Czy zatem złożenie projektu miało służyć jedynie wypromowaniu nowego klubu parlamentarnego? BEiOSR ciekawie podchodzi tez do wyników konsultacji społecznych, gdzie padł historyczny rekord wypełnionych ankiet, a w analizie skutków społecznych manipuluje danymi na niekorzyść konopi. Nadal pojawiają się argumenty, że trzeba chronić społeczeństwo przed konopiami, bo przez nie ludzie sięgają po mocniejsze używki. Napisano też, że w sumie marihuana jest już legalna, wystarczy iść do apteki!„

Reklama

Cały artykuł znajdziesz T U T A J .

Czy coś w tej sprawie od tamtego czasu, czyli początku lipca, coś się wydarzyło?

W odpowiedzi na nasz artykułu, konopne szkodniki czyli Wolne Konopie i Łukasz Rydzik poinformowali, iż to co napisaliśmy nie jest prawdą, że to fake news dla kliknięć oraz, że to nie Biuro Ekspertyz zatwierdza ustawy – co jest poważną manipulacją. Do tego dorzucili kłamstwo, jakoby była to ich ustawa – co jest zwykłym i celowym wprowadzaniem w błąd gdyż nie mają oni z nią kompletnie nic wspólnego, jest to projekt KP Centrum Ryszarda Petru.

Tak, to posłowie w ramach głosowania decydują czy prawo zmienić czy jednak nie. Jednak zanim dojdzie do głosowania projekt musi być należycie przygotowany i przejść całą drogę legislacyjną. Tak, to posłowie decydują o przyjęciu nowego prawa jednak, aby w ogóle doszło do głosowania projekt nie może zawierać błędów natury prawnej, a ten złożony przez Petru jest prawnie nie do obrony, o czym pisaliśmy w artykule podlinkowanym wyżej.

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – stan na dzisiaj

Czy Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. jest jeszcze możliwa? Projekt na początku lipca został skierowany do Sejmowej Komisji Zdrowia, której przewodnicząca z góry informowała, że projektu nie przyjmie.

I tu warto się na chwile zatrzymać. Bo dlaczego Komisja Zdrowia jest aż tak bardzo przeciwna projektowi, skoro jeszcze nie tak dawno resort zdrowia sam postulował depenalizację marihuany? O pomyśle Ministerstwa Zdrowia, że należy zdepenalizować marihuanę pisaliśmy T U T A J.

Skąd zatem tak radykalna zmiana zdania?

Zawdzięczamy to szkodnikom z Wolnych Konopi: Łukaszowi Rydzikowi, Andrzejowi Dołeckiemu, Przemkowi Ratowiczowi, a przede wszystkim – Jakubowi Gajewskiemu.

W skrócie: Wolne Konopie zostały zaproszone do resortu zdrowia, aby omówić kwestie depenalizacji, inicjatorem było Ministerstwo Zdrowia. Panowie z WK na spotkaniu zostali poinformowani, że informacje na ten temat mają na tym etapie nie być ujawniane. Natomiast Gajewski chcąc najpewniej podbudować swoje ego natychmiast po wyjściu z sejmu poinformował na swoich social mediach o wszystkim co się działo podczas spotkania ujawniając poufne informacje, które zobowiązał się chwilę wcześniej zachować dla siebie.

Od tamtej pory resort zdrowia jest przeciwny zmianie prawa.

Projekt ustawy został jednak wycofany z Komisji Zdrowia i skierowany do prac w Komisji Sprawiedliwości. Co ciekawe, Wolne Konopie oraz Łukasz Rydzik (Lewica) przedstawiają ten fakt jako swój sukces, jednocześnie ani słowem nie wspominają, że negatywne nastawienie szefowej Komisji Zdrowia to ich zasługa.

Na dzień dzisiejszy nadal nie wiadomo kiedy Komisja Sprawiedliwości się nad tematem pochyli.

Jedno natomiast jest wg nas pewne – projekt ustawy w obecnej formie nie przejdzie, chociaż oczywiście bardzo chciałbym się w tej kwestii mylić.

Reklama

Natomiast co do Wolnych Konopi – już wkrótce na naszym portalu pojawi się obszerny materiał opisujący ich szkodliwą działalność z ostatnich 13 lat czyli od momentu gdy zostali formalnie zarejestrowani jako stowarzyszenie. Niestety ostatnie kilkanaście lat to same porażki WK i ani jednego konkretnego sukcesu. Zniszczenie polskiego aktywizmu konopnego, oszukanie wielu ludzi, zero zrealizowanych celów własnych, szkodzenie tam gdzie zostali zaproszeni do współpracy, działanie na szkodę branży konopi siewnych oraz działanie na szkodę pacjentów medycznej marihuany – to wszystko opiszemy już niebawem. Bo nie może być tak dalej, że konopie w tym kraju reprezentują ludzie, którzy prywatnie od jakiegoś czasu są ich przeciwnikami, którzy bezpośrednio odpowiadają za to, że medyczne konopie zostały wrzucone do jednego worka z fentanylem i nie można ich przepisywać w ramach konsultacji online, a odpowiedzialni za to Gajewski, Rydzik, Ratowicz i Dołecki powinni zniknąć z polskiej przestrzeni konopnej. Dla dobra konopi.

Reklama

Medyczna marihuana – w Warszawie powstał nowy gabinet stacjonarny, który znajduje się na tzw. patelni czyli przy wejściu do metra centrum. Poradnia jest dobrze ulokowana ponieważ do centrum można bez problemu dostać się z każdej części miasta komunikacją miejską, a do tego sąsiaduje z apteką, która ma bardzo dobre ceny jeżeli chodzi o medyczny susz. A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy na wizyty, które i tak są w przystępnej cenie regularnej. Więcej informacji w tekście.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia na patelni czyli w samym centrum miasta

Terapia medycznymi konopiami zyskuje w Polsce na popularności o co raz większa liczba pacjentów rozpoczyna taką formę terapii.

I nic w tym dziwnego ponieważ medyczna marihuana może się doskonale sprawdzić przy takich przypadłościach jak m.in.: Ból, przewlekły ból, fibromialgia, problemy z apetytem, endometrioza, terapii nowotworów, bezsenności i wielu innych.

Reklama

Największą zaletą terapii konopnej jest całkowity brak skutków ubocznych poza odurzeniem. Tak, to jedyna terapia, która pomagając na jedną konkretną jednostkę chorobową, nie naraża reszty organów na jakiekolwiek ryzyko powikłań i działań nie porządanych.

A teraz Warszawiacy oraz bywalcy stolicy mają nową poradnię terapii konopnej, która otwarła się w samym centrum na doskonale znanej w Warszawie „patelni”, czyli przy wejściu/wyjściu z metra centrum.

medyczna marihuana w warszawie
Nowy gabinet terapii konopnych w Warszawie, znajduje się w miejscu, które zna każdy mieszkaniec miasta i nie tylko

A ponieważ gabinet znajduje się na patelni to łatwo do niego dojechać z każdego zakątka miasta, a nawet spod Warszawy ponieważ wysiadając na stacji Warszawa Centralna – jesteś prawie na miejscu bo gabinet znajduje się jakieś 4 minuty od dworca i Złotych Tarasów.

Od razu obok znajdziesz też aptekę, która w swojej ofercie posiada medyczną marihuanę, a ich ceny są bardzo przystępne.

W gabinecie jednocześnie przyjmuje dwóch lekarzy, którzy są fachowcami i znają się na terapiach z zastosowaniem medycznej marihuany.

Wizytę umówisz po kliknięciu „Umów wizytę” i wyborze miasta, zrobisz to T U T A J.

A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy działający do końca września, wystarczy, że umawiając wizytę w polu „kod rabatowy” wpiszesz WEEDNEWS i automatycznie otrzymasz upust 20% od ceny regularnej, która sama w sobie jest też przystępna.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia w samym centrum miasta.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli mamy kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi. Światowe w tym polskie media w ostatnich dniach obiegły artykuły opisujące eksperyment, z którego rzekomo wynika, iż ziele konopi nie pomaga redukować stresu, że wynik jest słabszy niż przy placebo i tego typu podobne kłamstwa. Ani jedna redakcja nie wspomniała, że to badanie w żadnym wypadku nie może oddawać działania zioła ponieważ było przeprowadzone na wyizolowanym THC, a nie z użyciem konopi, a to kolosalna różnica. Oprócz dużych reakcji, których informacje z założenia należy traktować z dystatnsem, o wynikach badań w przekłamany sposób informują serwisy typu SprawdzamTo.pl, które sprawiają wrażenie niezależnych komentatorów, a tak na prawdę mocno mijają się z prawdą i wprowadzają w błąd dokładnie tak samo jak pozostałe media.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi

W ostatnich latach badań nad marihuaną i kannabinoidami przybywa rok do roku co głównie wynika z liberalizacji prawa dot. konopi indyjskich w różnych częściach świata.

Niestety nader często badania mające opisywać działanie marihuany w konkretnych przypadkach (np. ból, bezsenność, brak apetytu czy PTSD), a raczej sposób opisywania tych wyników – jest poważną manipulacją.

Reklama

Portal SprawdzamyTo.pl pisze tak:

„Czy marihuana naprawdę redukuje stres? Weryfikujemy. Wielu użytkowników marihuany sięga po nią, żeby się uspokoić i zmniejszyć napięcie. Nowe badanie kliniczne pokazuje jednak ciekawy paradoks: po marihuanie uczestnicy czuli mniejszy stres, ale podobną poprawę deklarowały osoby, które dostały placebo. Tymczasem reakcje ich organizmów szły w różnych kierunkach.”

Tylko, że to wszystko jest kłamstwem.

W badaniu probantom nie podawano marihuany, a jedynie wyizolowane Delta-9-THC – a to potężna różnica. Działanie konopi to efekt synergicznego działania wszystkich zawartych w nich substancji, których są setki: Kannabinoidy, terpeny, flawonoidy a nawet sama materia zielona i wiele więcej.

Głównym składnikiem psychotropowym i leczniczym jest oczywiście THC. Jednak to w jaki sposób ono zadziała, czy będzie nas pobudzać, usypiać lub działać przeciwstresowo – zależy od pozostałego składu ziela konopi.

Znajdziemy wiele odmian marihuany, które mają dokładnie taką samą zawartość THC, a mimo to ich działanie jest zupełnie inne. Jedna odmiana zawierająca 20% THC będzie nas mocno usypiać, działać odprężająco i przeciwbólowo podczas gdy inna odmiana o stężeniu THC na dokładnie tym samym poziomie będzie poprawiać apetyt i dodawać energii oraz poprawiać nastrój.

Działanie konopi w głównej mierze definiują dwie grupy zawartych w nich związków – kannabinoidy (nie tylko THC ale także CBG, CBD i inne) oraz terpeny, które odpowiadają za modulacje działania ziela.

Marihuana nie pomaga na stres jak wyglądało badanie

W badaniu wzięło udział 120 regularnych użytkowników marihuany, których podzielono na trzy grupy.

  • Pierwsza grupa otrzymała placebo,
  • druga 20 mg THC,
  • trzecia 40 mg THC.

Następnie badacze sprawdzali ich reakcję po pięciu minutach oraz po godzinie. Mierzono zarówno to, jak zestresowani czuli się uczestnicy oraz reakcje ich organizmów. Naukowcy analizowali poziom kortyzolu, tętno, zmienność rytmu serca oraz przewodnictwo elektryczne skóry.

Wynik: wszystkie trzy grupy deklarowały wyraźny spadek stresu, zarówno po pięciu minutach, oraz po godzinie. Problem w tym, że badacze nie znaleźli dowodów, aby THC zmniejszało subiektywnie odczuwany stres skuteczniej niż placebo.

Mówiąc najprościej – lepiej czuli się zarówno uczestnicy, którzy przyjęli THC, jak i ci, którzy go nie przyjęli.

U osób przyjmujących THC poziom kortyzolu spadał w porównaniu z osobami, które otrzymały placebo, jednak efekt szybko zanikał. Obniżało się także przewodnictwo elektryczne skóry, czyli jeden ze wskaźników pobudzenia układu nerwowego.

Jednocześnie THC zwiększało tętno, szczególnie przy wyższej dawce. Zmienność rytmu serca nie zmieniła się natomiast istotnie w żadnej grupie. Nie powstał więc prosty obraz, w którym po THC wszystkie wskaźniki stresu spadają.

Żadna redakcja ani portal factchekingowy na świecie nawet się nie zająknęły na temat manipulacji i twardo przypisują wyniki THC dla całej rośliny konopi pisząc, że „marihuana nie działa na stres” chociaż nikt tego nawet nie zbadał, zbadano jedynie wpływ wyizolowanego, jednego z setek związków, które określają jak zadziała marihuana, zero jakiejkolwiek rzetelności.

Reklama

O identycznej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – jeśli ktoś ci kiedyś radził, żeby przed waporyzacją zjeść mango, to wiesz, o czym będzie ten tekst. Ta rada ma prostą logikę i zero badań, a jest tylko jedną z wielu „oczywistości” o terpenach, które słyszysz od producentów, aplikacji, portali, a czasem od lekarza lub w aptece: mircen otwiera barierę krew-mózg, humulen zmniejsza apetyt, pinen rozszerza oskrzela. Brzmią konkretnie, brzmią naukowo, powtarza je każdy. W część z nich sama kiedyś wierzyłam. Aż w końcu usiadłam i sprawdziłam je zdanie po zdaniu. Ten artykuł jest o tym, co znalazłam – a raczej o tym, czego nie znalazłam.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny: metodologia

Prowadzę TerpeneAtlas.org, bezpłatną encyklopedię terpenów i porównywarkę odmian z polskich aptek, więc pytanie „a skąd to wiadomo?” w kontekście terpenów zadaję sobie dość często. Postanowiłam więc je zadać także “branżowym pewnikom”. Wzięłam najczęściej powtarzane twierdzenia o 17 terpenach występujących w polskim suszu i sprawdziłam w Pubmed, największej bazy badań naukowych, trzy rzeczy: 

  1. Czy badanie, na które wszyscy się powołują, w ogóle istnieje?
  2. Czy dotyczy konkretnie tego terpenu, czy może jego chemicznego kuzyna albo całej rośliny?
  3. Czy badano ludzi, czy myszy, czy komórki w probówce w laboratorium?

Wynik nie był miły. Większość „faktów” o terpenach odpada już na drugim pytaniu. Poniżej pięć najpopularniejszych mitów o terpenach – zaczynając od tego najbardziej znanego.

Reklama

Marihuana i terpeny: Mit 1 – Mircen pomaga THC przejść przez barierę krew-mózg i nasila działanie psychoaktywne marihuany

To zdanie ma tłumaczyć, dlaczego odmiany z dużą ilością mircenu „uderzają mocniej” i dlaczego ten sam procent THC za jednym razem działa na ciebie silniej, za drugim słabiej.

Wpisałam więc w PubMed „mircen + bariera krew-mózg”. Zero wyników. „Mircen + THC + wchłanianie”. Zero. Nikt tego nigdy nie badał – ani u ludzi, ani u zwierząt.

Dlaczego tyle osób to powtarza? Znalazłam źródło i nie jest nim badanie. To amerykański patent z 2019 roku na produkt konopny do leczenia bólu (US10206888B2), należący do firmy CMG Partners. W jego opisie stoi zdanie, że mircen „obniża opór bariery krew-mózg, pozwalając sobie i wielu innym substancjom przejść przez nią łatwiej i szybciej”. Bez przypisu. Bez badania. Patent to dokument prawny – urząd sprawdza, czy wynalazek jest nowy, a nie czy zdania w opisie są prawdziwe. Ale patenty są w Google, więc to jedno zdanie poszło na blogi o tematyce konopnej, z blogów do ulotek, z ulotek do artykułów – i tak patent stał się farmakologią.

I teraz najciekawsze: terpen, który naprawdę otwiera barierę krew-mózg, istnieje. To borneol – ponad sto badań, dobrze opisany mechanizm, od dziesięcioleci używany w medycynie chińskiej jako „przewodnik” prowadzący inne leki do mózgu. Jego odmiana, deksborneol, jest składnikiem leku na udar zarejestrowanego w Chinach. Tylko że w konopiach borneol występuje śladowo i żaden z obecnych na polskim rynku producentów nie deklaruje jego obecności w profilu terpenowym . Mit nie jest więc całkiem zmyślony – po prostu przypisano go złemu terpenowi.

A skoro mircen niczego nie otwiera, to nie ma większego sensu kolejna “złota rada” dotycząca marihuany.

Mit 2 – zjedz mango przed waporyzacją to efekt będzie lepszy

Logika tego mitu jest prosta: mircen otwiera barierę krew-mózg, mango zawiera mircen, więc zjedzone przed sesją da mocniejszy efekt. Przeczytasz to na każdym chacie i na każdej grupie dotyczącej medycznej marihuany w internecie.

Pierwszą część już znasz. Druga jest równie krucha: mango ma w sobie terpeny, ale rzadko dominującym jest mircen. Cała zawartość związków zapachowych w miąższu to 18–123 mg na kilogram owocu, zależnie od odmiany, a głównym terpenem w większości rodzajów jest 3-karen lub inne terpeny, nie mircen. W badaniu 25 odmian mango z siedmiu krajów mircen dominował zaledwie w jednej – filipińskiej. Mango dostępne w polskich sklepach zawiera zwykle ułamek miligrama mircenu.

Istnieje jedno badanie u ludzi dotyczące mircenu podawanego doustnie – uczestnicy dostawali 15 mg mircenu w kapsułce i mierzono ich kontrolę prędkości na symulatorze prowadzenia samochodu i faktycznie mircen miał negatywny wpływ –  ale to wszystko co wiemy. Jedz mango jeśli lubisz, smacznego, ale nie licz na mocniejsze działanie konopi.

Mircen dostał cudzą właściwość z patentu. Kolejny terpen dostał ją od rośliny, z której wziął nazwę.

Mit 3 – Humulen zmniejsza apetyt

„Humulen tłumi apetyt – w przeciwieństwie do THC”. To zdanie znajdziesz w prawie każdym przewodniku po terpenach, zwykle z dopiskiem, że to dobra wiadomość dla Pacjentów, którzy boją się zwiększonego apetytu.

„Humulen + apetyt” w PubMed: zero. „Humulen + łaknienie”: zero. Dla samego humulenu nie ma ani jednego badania o apetycie.

Mogę jednak domyślić się genezy tego mitu – humulen nosi swoją nazwę od chmielu (Humulus lupulus), a chmiel rzeczywiście hamuje łaknienie – tylko że robią to goryczki chmielowe, nie terpen. I dla nich mamy prawdziwe badania na ludziach: gorzki ekstrakt chmielu zmniejsza ilość zjadanego pokarmu. Ktoś wziął efekt całej rośliny i przypisał go najbardziej znanemu składnikowi zapachowemu. A że humulen znajduje się też w konopiach to ta cecha trafiła do konopi. Mam złą wiadomość – jeśli szukasz odmiany, po której będziesz miał mniejszy apetyt humulen w profilu terpenowym ci tego nie zapewni. 

Dalej w tematyce właściwości pożyczonych – dwa terpeny z polskiego suszu pożyczyły całe swoje CV.

Mit 4 – Selinadien i farnezen „działają przeciwzapalnie” – czyli właściwości pożyczone od sąsiadów

W profilach kilku polskich odmian są selinadien i farnezen, a w opisach mają listy działań: przeciwzapalne, uspokajające, nasenne, przeciwbakteryjne. Sprawdziłam każde.

Selinadien ma w PubMed pięć prac. Trzy o enzymie, który go produkuje, dwie o składzie olejków. O działaniu na jakikolwiek organizm – zero.

Farnezen ma więcej literatury, ale to głównie biotechnologia (produkuje się go w drożdżach jako surowiec na paliwo) i entomologia, czyli nauka o owadach (to feromon alarmowy mszyc). Dane „przeciwzapalne” pochodzą z całych olejków – imbiru, rumianku, mięty – w których farnezen jest jednym z kilkudziesięciu składników. Badań z samym farnezenem u zwierząt czy ludzi nie ma.

Skąd więc listy działań? Z pomyłki nazw. Farnezol – inny związek, alkohol o podobnie brzmiącej nazwie – ma setki badań, i to jego właściwości wędrują do opisów farnezenu. To samo spotkało sabinen: często cytowane badanie „przeciw próchnicy” dotyczyło hydratu sabinenu, czyli czegoś innego. Podobny ruch, tylko z rośliny na składnik, stoi za mitem o humulenie i chmielu. Jeśli o terpenie w literaturze nie ma nic, uczciwe źródło powinno napisać: „brak badań” – i tyle. Dla Ciebie znaczy to jedno: selinadien i farnezen w profilu odmiany to informacja o zapachu, nie o działaniu.

Zostawiłam na koniec mit, który ma dla ciebie największe znaczenie praktyczne, bo dotyczy tego co robisz z suszem, czyli inhalacji.

Medyczna marihuana i terpeny: Mit 5 – pinen rozszerza oskrzela

„Pinen jest bronchodylatatorem, wspiera oddychanie” – to obietnica, którą znajdziesz w kontekście większości odmian pachnących lasem. Czy to prawda? Olejek sosnowy wszak od dawna wdycha się dla łatwiejszego oddychania, a pinen (po angielsku pine oznacza sosnę) to jego najbardziej znany składnik. Analogicznie do humulenu, efekt olejku przeniesiono na najbardziej znany terpen. Jest tylko maleńki problem – sam pinen działa odwrotnie.

W 2010 roku brazylijscy badacze rozłożyli olejek eukaliptusowy zawierający pinen na poszczególne składniki i sprawdzili każdy z osobna na izolowanej tchawicy szczura. Pełna zgoda,  cały olejek sosnowy rozluźniał drogi oddechowe. Ale α- i β-pinen je kurczyły – nasilały skurcz, a nie go łagodziły. Autorzy napisali wprost: to nie pinen odpowiada za rozluźniające działanie olejku. Dla pacjenta z astmą to nie jest szczegół – astma to właśnie choroba nadmiernego kurczenia się dróg oddechowych. Dodatkowo pinen po prostu drażni drogi oddechowe – u zwierząt wykazano to wprost. 

I znów, jak przy mircenie, badania kliniczne dowodzące zbawiennego działania terpenu na drogi oddechowe istnieją, ale dotyczą nie tego terpenu – eukaliptolu. Dowiedziono, że przyjmowany w kapsułkach poprawia czynność płuc u pacjentów z astmą i zmniejsza częstość i nasilenie zaostrzeń choroby u zmagających się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Jeśli leczysz się w Poradni Chorób Płuc nie wybieraj suszu z pinenem wierząc, że ci pomoże – powiedz o swojej chorobie lekarzowi i razem zastanówcie się nie tyle nad odmianą, co nad formą przyjmowania leku. Pamiętaj, że konopie są w Polsce zarejestrowane jako surowiec farmaceutyczny i wybór formy terapii jest szerszy niż susz do waporyzacji – dostępne są kapsułki, ekstrakty, krople do stosowania pod język a nawet czopki (uspokajam, te ostatnie nie są metodą proponowaną przeze mnie jako leczenie pierwszego rzutu). Wybór jest znacznie szerszy niż słoik i młynek.

Medyczna marihuana i terpeny – co to oznacza dla ciebie – pacjenta

Wszystkie pięć mitów łączy jedno: efekt całej rośliny, podobnie brzmiącego związku albo zdanie z patentu przypisano terpenowi, który go nie ma – a przy każdym kolejnym artykule czy poście liczba źródeł “potwierdzających” takie działanie rosła. Dlatego czytając o terpenach pytaj zawsze kto i jak to udowodnił – i kto na tym twierdzeniu zarabia.

W praktyce: nie jedz mango „na wzmocnienie”. Jeśli masz astmę lub POChP, nie licz na pinen – porozmawiaj z lekarzem o formie terapii. I nie szukaj humulenu w profilu terpenowym jeśli narzekasz na zwiększone łaknienie po przyjmowaniu konopi, raczej wybierz susz o niższym stężeniu THC.

Profil terpenowy nadal jest najlepszym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić jedną odmianę od drugiej i zapisać, jak na ciebie działa. Ale pamiętaj, że to narzędzie do obserwacji, nie karta charakterystyki leku i każdy z nas na daną odmianę reaguje indywidualnie. 

Pełne profile terpenowe odmian i właściwości terpenów, z podziałem co jest działaniem wykazanym w badaniach klinicznych, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach a co jest na etapie badań laboratoryjnych, a także podsumowanie realnych opinii pacjentów znajdziesz na www.terpeneatlas.org

Dobór leku nie powinien być zgadywaniem. Będąc w terapii konopnej masz prawo wiedzieć jak działa na ciebie lek, którym jesteś leczony.

Źródła: 

  1. Patent US10206888B2 (CMG Partners, 2019) 
  2. Borneol i bariera krew-mózg – Hu i wsp., Phytomedicine 2024 (PMID 38964157)
  3. Mango – Pino i wsp. 2005 (PMID 15769159) 
  4. Li i wsp. 2017 (PMID 29211747) 
  5. Mircen doustny – Johnson i wsp. 2023 (PMID 37287732)
  6. Chmiel i apetyt – Walker i wsp., Am J Clin Nutr 2022 (PMID 35102364) 
  7. Pinen i tchawica – Lima i wsp. 2010 (PMID 20302920)
  8. Podrażnienie dróg oddechowych przez pinen – Nielsen i wsp. 2005 (PMID 15910405)
  9. Eukaliptol – Worth i wsp. 2009 i 2012 (PMID 19624838, 22978309)

lek. Ewa Jastrzębska – lekarz, prowadzi Pacjentów w terapii konopnej od 2021 roku w ramach Indywidualnej Praktyki Lekarskiej. Autorka www.TerpeneAtlas.org.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity

Reklama

Tajlandia zmieni prawo dot. uprawy i sprzedaży marihuany? Tajski Gabinet oficjalnie przyjął nowe wytyczne, które miałyby zakończyć rekreacyjną sprzedaż ziela w całym kraju. Wg. nowego prawa konopie miałyby być przepisywane jedynie przez lekarza w celach medycznych. Podniesiony ma być także wiek, od którego można legalnie nabywać zioło w Tajlandii. Nowe przepisy mają być odpowiedzią na gigantyczną skalę przemytu konopi z Tajlandii do innych krajów, głownie Europy i USA. Tyle, że już raz przepisy zmieniono, jednak oficjalne przepisy prawa to jedno, a ich stosowanie w życiu codziennym to drugie, taki urok Tajlandii. Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia: Rząd chce zmienić przepisy dot. uprawy i sprzedaży marihuany, czy tym razem coś faktycznie się zmieni?

Latem ubiegłego roku w mediach na całym świecie pojawiły się artykuły mówiące, że Tajlandia zdelegalizowała rekreacyjne używanie i handel marihuaną pozostawiając jedynie rynek medycznych konopi sprzedawanych na receptę.

Bardzo szybko jednak można było się zorientować, iż nowe prawo to jedynie zasłona dymna i to bardzo słaba ponieważ w rzeczywistości – nie zmieniło się kompletnie nic. Szerzej opisywaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Reklama

Problem tajskiego rządu z marihuaną wynika z tego, że tamtejszy rynek jest bardzo mały i pomimo ok. 12 000 punktów sprzedaży zioła na terenie kraju, mało kto robi w nich zakupy. Sytuacja ta doprowadziła do ogromnej nadprodukcji. Na sprzedaż tajskiego zioła na rynku lokalnym nie ma co liczyć, dlatego od jakiegoś czasu kwitnie proceder przemycania marihuany z Tajlandii do innych krajów, głownie europejskich oraz USA, szerzej opisaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Niedawno informowaliśmy, iż ze względu na naciski krajów, do których trafia zielona kontrabanda z Tajlandii, jej premier zapowiedział możliwą zmianę przepisów z ponownym uznaniem marihuany jako narkotyku włącznie, przeczytasz o tym T U T A J .

Tajlandia: Koniec rynku rekreacyjnej marihuany?

22 września tajski Gabinet zatwierdził projekt ustawy regulującej uprawę produkcję i sprzedaż konopi indyjskich. Teraz dokument trafi do Izby Reprezentantów. Nowe przepisy miałyby objąć cały rynek – od upraw po sklepy. Każda uprawa będzie musiała zostać zarejestrowana, a władze będa gromadzić informacje o jej lokalizacji i wielkości. Ma to pozwolić na śledzenie produkcji oraz kontrolowanie jakości produktów trafiających na rynek.

Projekt przewiduje obowiązkowe licencje na uprawę, produkcję, import, eksport i sprzedaż. Standardowo mają być one wydawane na trzy lata. Jednocześnie rząd chce ograniczyć możliwość sprzedaży konopi. Produkty konopne nie będą mogły być sprzedawane osobom poniżej 20 lat, kobietom w ciąży oraz kobietom karmiącym piersią.

Ograniczenia mają obowiązywać również w określonych lokalizacjach, między innymi w pobliżu szkół, świątyń, akademików i parków.
Zakazana ma zostać także reklama i promocja kwiatów konopi, żywicy oraz sprzętu przeznaczonego do palenia,

Projekt wyraźnie przesuwa nacisk na medyczne wykorzystywanie marihuany. Dozwolone mają być również określone zastosowania naukowe.
Za nielegalną uprawę, produkcję, import eksport lub sprzedaż mogą grozić grzywny, a w niektórych przypadkach również więzienie. Kary finansowe przewidziano także za używanie konopi poza dozwolonymi celami

Tylko z tym wszystkim o czym właśnie przeczytaliście jest jeden ale za to bardzo duży problem – te wszystkie regulacje teoretycznie funkcjonują już od zeszłego roku. Jednak w rzeczywistości tylko na papierze, a rekreacyjny rynek funkcjonuje dokładnie tak samo jak funkcjonował wcześniej.

Czy nowe przepisy faktycznie coś zmienią? Ciężko to przewidzieć bo Tajlandia to bardzo specyficzny kraj o czym przekonałem się osobiście spędzając tam blisko rok czasu.

Reklama

Trzeba też podkreślić, że zatwierdzenie projektu przez gabinet nie oznacza jeszcze wejścia ustawy w życie. Dokument musi przejść dalszą procedurę parlamentarną. Poinformujemy jak tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama

Podano nowe limity THC dla herbaty z liści konopi, które niebawem zaczną obowiązywać na terenie Unii Europejskiej. Rozporządzenie (UE) 2026/1828 uzupełnia rozporządzenie w sprawie zanieczyszczeń (UE) 2023/915 i obowiązuje od 1 stycznia 2027 roku. Dla europejskiego sektora konopi włóknistych wynik jest niejednoznaczny, ponieważ ostateczne uznanie naparu jako tradycyjnej żywności (bez regulacji Novel Food) wiąże się z limitami, których znaczna część sprzedawanych obecnie produktów nie spełnia. Oto więcej informacji.

Reklama

Podano nowe limity THC dla herbaty z liści konopi obowiązujące w UE

Nowe unijne rozporządzenie wyraźnie rozróżnia surowiec oraz przygotowany z niego gotowy napój. Wg. nowych przepisów:

  • Suszone liście konopi przeznaczone do parzenia herbaty mogą zawierać maksymalnie 40 miligramów ekwiwalentów Delta-9-THC na kilogram.
  • Gotowy do spożycia napar otrzymał limit 0,02 miligramów Delta-9-THC na kilogram.
  • W filiżance o pojemności 250 mililitrów odpowiada to obliczeniowo około 0,005 miligramów THC
  • nowe limity zaczną obowiązywać od 1.01.2027

Wskazane w rozporządzeniu ilości THC są znacznie poniżej jakichkolwiek odczuwalnych efektów.

Reklama

W ten sposób napary z liści konopi po raz pierwszy znalazły się bezpośrednio w europejskim prawie dotyczącym zanieczyszczeń w produktach spożywczych.

Do tej pory Unia regulowała w tym zakresie tylko nasiona, gdzie obowiązują 3 miligramy na kilogram dla nasion, mąki i białka oraz 7,5 miligramów na kilogram dla oleju z nasion. Liście pozostawały przez lata luką, ponieważ Komisja Europejska chciała najpierw przeanalizować dane dotyczące rzeczywistego występowania THC w naparach.

Rzeczywistym problemem, który może być następstwem nowych regulacji, są wysuszone liście konopi. Niemieckie badanie z 2023 roku przeanalizowało 23 dostępne w handlu herbaty konopne wykazując zawartości THC od 16 do 935 miligramów na kilogram. Średnia wyniosła 221 miligramów na kilogram, co stanowi ponad pięciokrotność nowego limitu. Zatem każdy producent, który pakuje obecnie herbatę konopną z tegorocznych liści, musi zatem kupować i analizować surowiec znacznie bardziej dokładnie niż dotychczas.

To samo badanie wykazało jeszcze coś. Tylko niewielka część THC zawartego w liściu przechodzi do wody podczas parzenia, wynika to oczywiście z tego, iż THC jest rozpuszczalne w tłuszczach i bardzo słabo rozpuszcza się w wodzie, także gorącej. Dlatego konopna branża krytykuje tę regulację.

Nowy surowy limit dla herbaty konopnej przynosi niewielkie dodatkowe korzyści dla bezpieczeństwa konsumentów, jeśli gotowy napój ma już własny limit. Mówiąc inaczej – po co ustalać maksymalną zawartość THC w herbacie konopnej, skoro tylko jego znikoma ilość rozpuści się w wodzie.

Nowe limity THC dla herbaty z liści konopi obowiązujące w UE – stanowisko EIHA

Europejskie stowarzyszenie branży konopnej EIHA, zaproponowało w przypadku podgrzewanych napojów bezalkoholowych dopuszczalną wartość Delta-9-THC na poziomie 0,08 miligramów na kilogram. Przeforsowana została jednak wersja czterokrotnie surowsza. Dyrektor generalny EIHA, Francesco Mirizzi, pochwalił natomiast fakt, że UE uznaje napar z liści konopi za tradycyjną żywność, czyli taką, która nie podlega wymogom Novel Food. Jednocześnie stowarzyszenie ostrzega, że wiele produktów z legalnie uprawianych konopi siewnych, nie będzie się dało sprzedawać bez naruszenia nowych limitów.

W przypadku suchych liści EIHA domaga się podwyższenia z 40 do co najmniej 400 miligramów na kilogram. Stowarzyszenie ogłosiło także, że będzie badać wszystkie możliwości ochrony sektora przed nieproporcjonalnymi ograniczeniami. EIHA nie wyklucza również w tej kwestii sporu prawnego z UE.

Nowe wymogi etykietowania herbaty konopnej

Nowe przepisy obejmują także konkretne wytyczne, w kwestii niezbędnych informacji podanych na opakowaniu. Konopie przeznaczone do parzenia muszą zawierać informację, że są przeznaczone wyłącznie do przygotowania ziołowego naparu. Dochodzą do tego ostrzeżenie dla niemowląt i małych dzieci.

Reklama

Pojawił się też wymóg informowania na opakowaniu, iż podczas parzenia konopi, nie dodawać do napoju tłustych składników, takich jak śmietana lub mleko. Wynika to z tego, że kannabinoidy bardzo dobrze rozpuszczają się w tłuszczu, w przeciwieństwie do wody, w której rozpuszczają się w znikomej części.

Reklama

„Ktoś pali trawkę”: Sabalenka przerwała mecz  z powodu zapachu konopi. Białoruska tenisistka przerwała swój mecz na US Open, aby poskarżyć się na silny zapach marihuany na korcie, sytuacja miała miejsce kilka dni temu w Nowym Jorku. Co ciekawe, na trybunach nikt nie palił marihuany. 

Reklama

„Ktoś pali trawkę”: Sabalenka przerwała mecz US Open z powodu zapachu konopi

US Open 2026 to ostatni, czwarty w sezonie tenisowy turniej wielkoszlemowy, który odbywa się w dniach 24 sierpnia–13 września, tradycyjnie na twardych nawierzchniach.

Jedna z czołowych zawodniczek, Aryna Sabalenka, podczas swojego meczu, w którym prowadziła 3:0 podeszła do sędzi Evy Asderaki-Moore i powiedziała: „Ktoś pali trawkę, czy można coś z tym zrobić… bo zapach jest intensywny”.

Reklama

Pomyślałam sobie: chłopaki, możecie robić, co chcecie, możecie palić, co chcecie, możecie się zrelaksować, ile się da, ale proszę, nie róbcie tego na kortach tenisowych. Trochę trudno znieść ten zapach, kiedy próbuje się grać na najwyższych obrotach

-powiedziała zawodniczka

Przeczytaj też: Wpływ marihuany na aktywność fizyczną – badania

Marihuana w Nowym Jorku jest legalna, a jej zapach można wyczuć na zarówno terenach turniejowych jak i w całym mieście. W ostatnich latach stało się to częstym tematem rozmów także podczas na US Open. Chociaż Sabalenka początkowo myślała, że dym mógł pochodzić od widza znajdującego się na widowni lub tuż obok niej, później powiedziała, że ​​nie ma pewności co do jego pochodzenia, ale zapach marihuany był silniejszy niż kiedykolwiek przez lata rywalizacji w Nowym Jorku.

Tak aromat był mocny. Poza tym wiał dość silny wiatr. Nie wiem, czy zapach pochodził od kogoś z widzów, czy z zewnątrz, bo wiatr zawiewał go na stadion. Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że organizatorzy będą bardziej świadomi tego problemu.

– powiedziała Sabalenko.

Co ciekawe, intensywny zapach dobiegał najprawdopodobniej nie z trybun ponieważ nie zauważono, aby ktokolwiek coś palił. Woń marihuany najpewniej nadciągnęła z pobliskiego parku Flushing Meadows.

Reklama

Innym problemem występującym w Nowym Jorku od lat, jest hałas podczas turniejowych meczy. Podczas trwającego turnieju zawodnicy narzekają na posiadaczy biletów twierdząc, iż bardziej niż tenis interesują ich rozmowy na tematy wszelakie oraz nagrywanie siebie, aby potem umieścić nagranie na social mediach.

Reklama
Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.