Jak zacząć uprawę roślin w domu – growbox, oświetlenie LED i wentylacja

Jak zacząć uprawę roślin w domu

Jak zacząć uprawę roślin w domu? Niewielkie domowe ogrody to rozwiązanie, które w ostatnich latach zyskuje ogromną popularność. Coraz więcej osób decyduje się na własną mini uprawę w mieszkaniu, niezależnie od pory roku. Wynika to nie tylko z wygody, ale także z możliwości pełnej kontroli nad warunkami, w jakich rozwijają się rośliny. Dzięki temu można uzyskać znacznie lepsze efekty niż w przypadku tradycyjnej uprawy sezonowej. Domowa uprawa sprawdza się zarówno w przypadku ziół, roślin ozdobnych, jak i bardziej wymagających gatunków.

Reklama

Jak zacząć uprawę roślin w domu – growbox, oświetlenie LED i wentylacja

W przypadku domowej uprawy roślin, kluczowe jest odpowiednie przygotowanie przestrzeni. Bez tego nawet najlepsze rośliny nie będą miały optymalnych warunków do wzrostu. Właśnie dlatego coraz więcej osób decyduje się na wykorzystanie specjalnych rozwiązań, które ułatwiają pełną kontrolę środowiska. 

Jak zacząć uprawę roślin w domu
wnętrze namiotu uprawowego

Jednym z najważniejszych elementów jest odpowiednio wydzielona przestrzeń. W praktyce najczęściej stosuje się growbox do uprawy w domu, czyli namiot uprawowy, który pozwala odizolować rośliny od warunków panujących w mieszkaniu. Dzięki temu wewnątrz namiotu można utrzymać stabilną temperaturę, wilgotność oraz odpowiedni cykl świetlny – wszystko dopasowane idealnie pod konkretne gatunki roślin.

Reklama

Growbox ma jeszcze jedną bardzo dużą zaletę – pozwala maksymalnie wykorzystać dostępną przestrzeń. W jego wnętrzu można zamontować oświetlenie, system wentylacji oraz dodatkowe akcesoria, które poprawiają jakość uprawy.

Dla początkujących jest to zdecydowanie najprostsze i najbezpieczniejsze rozwiązanie. Drugim kluczowym elementem jest oświetlenie. Rośliny potrzebują światła do przeprowadzania fotosyntezy, a jego brak jest jednym z najczęstszych powodów niepowodzeń w uprawie domowej. Obecnie standardem stały się lampy LED, które łączą wysoką wydajność z niższym zużyciem energii w stosunku do lamp uprawowych typu HPS lub MH. Dodatkowo emitują mniej ciepła niż starsze rozwiązania, co ułatwia kontrolę temperatury.

Jak zacząć uprawę roślin w domu – światło ma znaczenie

Dobór odpowiedniej lampy nie zawsze jest taki oczywisty, dlatego warto skorzystać z poradników, takich jak jak dobrać oświetlenie LED do roślin. Pozwalają one dopasować moc oświetlenia do powierzchni uprawy oraz rodzaju roślin, co ma bezpośredni wpływ na efekty.

Obecnie na rynku jest sporo firm specjalizujących się w oświetleniu dla roślin, takie jak np. GOAT świetny stosunek ceny do jakosci, lub np. wysokiej klasy LUMATEK.

Wentylacja także jest ważna

Nie można zapominać również o wentylacji, której znaczenie często jest niedoceniane przez osoby początkujące. Tymczasem odpowiednia cyrkulacja powietrza jest niezbędna do utrzymania zdrowego środowiska. Brak wymiany powietrza może prowadzić do problemów z wilgocią, a w konsekwencji do rozwoju pleśni i chorób roślin.

To właśnie wentylacja pełni  funkcję regulacji temperatury. W zamkniętej przestrzeni, szczególnie przy intensywnym oświetleniu, które generuje ciepło nawet w niedużych ilościach –  temperatura może szybko wzrosnąć. Dlatego zastosowanie wentylatorów oraz systemów wyciągowych jest bardzo ważne dla stabilności całego systemu.

Jak zacząć uprawę roślin w domu

Kolejnym elementem, o którym warto wspomnieć, jest podlewanie i nawożenie. Zbyt duża ilość
wody i ogólna nadgorliwość to jeden z najczęstszych błędów początkujących. Rośliny potrzebują równowagi – zarówno nadmiar, jak i niedobór wody może negatywnie wpłynąć na ich rozwój.
Jak zacząć uprawę roślin w domu
Warto również pamiętać o monitorowaniu i kontrolowaniu podstawowych parametrów, takich jak temperatura i wilgotność. Nawet proste urządzenia pomiarowe mogą znacząco pomóc w utrzymaniu odpowiednich warunków i zapobiec wielu problemom.

Reklama

Podsumowując, rozpoczęcie uprawy roślin w domu nie jest trudne, jeśli podejdzie się do tematu w sposób przemyślany. Kluczowe znaczenie mają trzy elementy: odpowiednia przestrzeń (growbox), właściwe oświetlenie LED oraz sprawna wentylacja. To właśnie one stanowią fundament każdej udanej uprawy indoor.

Reklama

Ostatnio popularne

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – do takich wniosków doszli „naukowcy”, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na ten temat. Oczywiście temat podłapały już media na całym świecie więc i w polskiej prasie też się coś na ten temat lada dzień pojawi. Ale jak to możliwe, skoro od zawsze wiadomo, iż ziele działa uspokajająco i wyciszająco? Uspokajamy – to wszystko manipulacja i to bardzo słaba ponieważ wystarczy przeczytać podsumowanie wyników, aby zorientować się, że ktoś tu chce nas oszukać, a biznesowe lobby anty-konopne wchodzi na nowy poziom straszenia społeczeństwa agresją po użyciu konopi. Bo powiedzmy sobie jasno – większość ludzi nie zweryfikuje wyników badania, nawet ich nie poszukają. Będą natomiast wierzyć w to, co przeczytali w swojej ulubionej prasie, radiu czy telewizji. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – wynika z nowego przeglądu badań. Uspokajamy, to manipulacja.

Rosnąca popularność marihuany związana z większą świadomością społeczną oraz zalewającą świat falą legalizacji czy też depenalizacji zioła, to problem dla m.in. branży alkoholowej, potężny problem. Po pierwsze obecni młodzi dorośli (18 – 30 lat) świadomie rezygnują z alkoholu zdając sobie coraz częściej sprawę z jego dużej szkodliwości. Po drugie, starsi dorośli (30+), w krajach gdzie zioło zostało zalegalizowane, co raz częściej wybierają produkty konopne zamiast alkoholu. Ostatnio informowaliśmy, iż w USA doszło do sytuacji, gdzie każdego dnia więcej obywateli używa marihuany niż alkoholu czy papierosów, przeczytasz o tym T U T A J.

Dlatego niech was nie dziwi narastająca fala „wyników badań”, które wskazują marihuanę jako źródło wszelkiego zła na świecie.

Reklama

Teraz, opublikowane kilka dni temu na stronie Uniwersytetu Cambridge wyniki przeglądu badań mają wskazywać, iż marihuana prowadzi do wzrostu przemocy. Tylko, że to nie jest coś, co wynika z przedstawionej metaanalizy badań, a mimo to ich wyniki noszą tytuł „Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji”. Manipulacja jest widoczna gołym okiem już od pierwszych dwóch zdań streszczenia wyników metaanalizy.

Używanie konopi indyjskich jest znanym czynnikiem ryzyka niekorzystnych skutków dla zdrowia psychicznego, w tym psychozy, która często wiąże się z agresją. Jednak konkretny wpływ używania konopi indyjskich na ryzyko przemocy pozostaje niejasny.

-piszą autorzy.

Konopiami zajmuję się zawodowo od blisko dwóch dekad, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć przypadku agresji powodowanej marihuaną, a mimo to autorzy piszą o „częstej agresji” i psychozach, których występowanie wśród użytkowników ziela jest tak naprawdę nieznacznie większe od populacji, która marihuany nie używa i występuje wśród osób mocno zioła nadużywających. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy, że wpływ zioła na agresje jest nadal niejasny, co jednak chyba autorom umknęło podczas ustalania tytułu dla wyników badań.

Dalej we wstępie czytamy, że:

Chociaż negatywny wpływ używania konopi na zdrowie fizyczne i psychiczne został szeroko zbadany, znacznie mniej uwagi poświęcono szkodom wyrządzanym innym, w tym przemocy interpersonalnej.

To zdanie jest oczywiście kompletną bzdurą ponieważ nie ma badań, których wyniki wskazywałyby, że używanie marihuany ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, no chyba, że marihuana jest ostro nadużywana, wtedy zdarzają się sytuacje negatywnego wpływu na psychikę użytkownika. Pamiętajcie, że marihuany używa cała masa sportowców – najszybszy człowiek na ziemi używa marihuany, najszybszy człowiek w wodzie używa marihuany, 80% graczy NBA przyznaje się do używania marihuany, której używają także w WNBA czy NHL – najlepszej lidze hokeja na świecie. Gdyby zioło szkodziło fizycznie – raczej by z niego zrezygnowali tak jak z alkoholu, którego sportowcy używają bardzo mało.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – metaanaliza

Czym w ogóle jest metaanaliza? Jest to zaawansowana metoda statystyczna, która łączy i analizuje wyniki wielu niezależnych badań naukowych dotyczących tego samego zagadnienia, aby uzyskać jeden, bardziej wiarygodny i precyzyjny wynik.

W tym przypadku z tysięcy badań wybrano 63.

metaanaliza, przeprowadzona zgodnie z wytycznymi PRISMA, zsyntetyzowała dowody z 63 recenzowanych badań (N = 265 079) zidentyfikowanych za pomocą przeszukiwań baz MEDLINE, EMBASE i PsycINFO do listopada 2024 r., aby wyjaśnić związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą, zarówno w roli sprawcy, jak i ofiary. Modele efektów losowych ujawniły, że użytkownicy konopi indyjskich są znacznie bardziej narażeni na popełnianie aktów przemocy.

-czytamy w podsumowaniu metaanalizy.

Dalej czytamy, że:

Chociaż wcześniejsze przeglądy systematyczne badały związek między używaniem konopi a przemocą w wybranych populacjach, nie przeprowadzono kompleksowego przeglądu systematycznego ani metaanalizy syntetyzującej dowody zarówno w populacji ogólnej, jak i u pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, uwzględniając zarówno sprawców, jak i ofiary. Dlatego przeprowadziliśmy kompleksowy przegląd systematyczny i metaanalizę, aby zbadać związek między używaniem konopi a udziałem w aktach przemocy. Skupiliśmy się w szczególności na dwóch grupach: użytkownikach konopi (a) w populacji ogólnej oraz (b) wśród pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Uznając złożoną zależność między używaniem konopi a skutkami przemocy, zbadaliśmy również potencjalne źródła heterogeniczności badań, w tym różnice w ich projektach. Zasadniczo, niniejsze badanie ma na celu wyjaśnienie, czy i w jakim stopniu używanie konopi jest powiązane z występowaniem przemocy.

Podsumowanie wniosków przez autorów

We wstępie do podsumowania czytamy:

Ogólnie rzecz biorąc, nasze wyniki wskazują na zwiększone ryzyko stosowania przemocy interpersonalnej, w tym poważnych form przemocy, takich jak napaść zaostrzona, agresja seksualna, bójki i rabunek, wśród użytkowników konopi. Wysoki efekt skali dla liczby wyroków skazujących za przemoc wśród użytkowników konopi ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę skalę tej przemocy i prawdopodobnie większą wiarygodność tych danych niż samoocena.

-napisali autorzy.

Jednak ci sami autorzy w żaden sposób nie potrafią wytłumaczyć w jaki sposób konopie indyjskie miałyby powodować agresję. W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że picie herbaty prowadzi do zabójstw, bo wiecie, zapewne zdecydowana większość zabójców pije herbatę. Panowie „naukowcy” zapomnieli, że korelacja nie równa się przyczynowości i na siłę starają się wymyślać różne „powody mające na to wpływ”, jednak sami przyznają, że nie wiedzą w jaki sposób marihuana może być przyczyna agresji.

Możliwe wyjaśnienia związku między używaniem konopi, zwłaszcza w dużych dawkach, a przemocą obejmują upośledzenie uwagi, funkcji wykonawczych, hamowania i zdolności rozwiązywania problemów. Ponadto w okresach odstawienia marihuany osoby mogą odczuwać drażliwość, lęk, niepokój i zaburzenia funkcjonowania, co może prowadzić do agresji.

-tak tłumaczą to „naukowcy”, zajmujący się ową nieszczęsną metaanalizą dodając też, iż:

Co najważniejsze, regularne używanie konopi zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia paranoi, powodując, że osoby interpretują neutralne bodźce jako potencjalnie zagrażające, co prowadzi do przekonania, że ​​muszą się bronić.

To jest dość ciekawa retoryka, jakoby użytkownicy marihuany, którzy używają jej regularnie mają paranoje i to tak silną, że prowadzi do atakowania innych ludzi bo są oni odbierani jako zagrożenie. Przecież to jest propaganda rodem z USA w latach głębokiej konopnej prohibicji, w trakcie której wmawiano ludziom, że palacze marihuany to agresywni gwałciciele.

To tez nas bardzo rozbawiło, aczkolwiek jest to śmiech przez łzy, ponieważ „naukowcy” napisali:

Ponadto użytkownicy marihuany wykazują tendencję do wyższego poziomu impulsywności i angażowania się w bardziej ryzykowne zachowania, co może prowadzić do antyspołecznych i przestępczych działań w ramach ich stylu życia.

Użytkownicy marihuany i impulsywność oraz agresja? Tego jeszcze nie grali, a my mamy wrażenie, że czytamy opis działania alkoholu, a nie konopi.

W podsumowaniu napisano też, że:

 Używanie konopi indyjskich często współwystępuje z szeregiem czynników indywidualnych, społecznych i środowiskowych, w tym impulsywnością, cechami antyspołecznymi, niekorzystnymi warunkami społeczno-ekonomicznymi i narażeniem na przemoc w środowisku, które mogą niezależnie przyczyniać się do ryzyka przemocy.

I w tym zdaniu ukryta jest część prawdy o omawianej metaanalizie. Bo to nie jest tak, że osoby, które używają marihuany są antyspołeczne czy impulsywne właśnie ze względu na marihuanę. To się wiąże z tym, że grupy wykazujące pewne antyspołeczne zachowania są osobami, które jednocześnie korzystają z konopi, jednak sam fakt ich impulsywności czy antyspołecznego podejścia nie wynika z używania marihuany, bo korelacja nie oznacza przyczynowości. Równie dobrze można powiedzieć, że osoby jedzące mięso to złodzieje bo 80% skazanych złodziei je mięso.

A na koniec podsumowania „naukowcy” stwierdzają, że w sumie to nie marihuana ale wiele nakładających się na siebie czynników prowadzi do agresji, a że w tytule wyników napisali, że marihuana powoduje wzrost agresji? Kto by się tam przejmował, ważne, że środowisko, któremu zależy na takiej narracji dobrze zapłaciło.

Dostępne dowody sugerują zatem, że związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą prawdopodobnie odzwierciedla wiele wzajemnie oddziałujących na siebie ścieżek, a nie pojedynczy bezpośredni mechanizm przyczynowy.

-piszą autorzy

W przeglądzie naukowcy stwierdzili też, że użytkownicy marihuany częściej są też ofiarami przemocy, jednak w podsumowaniu znowu piszą, że w sumie to chuj wie czemu:

Związek, który odkryliśmy między używaniem konopi a byciem ofiarą, choć słaby, może odzwierciedlać zwiększoną podatność, a nie bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Użytkownicy konopi mogą narażać się na ryzykowne sytuacje. Mogą utrzymywać kontakty z rówieśnikami, którzy używają substancji psychoaktywnych lub dopuszczają się przestępstw, zwiększając w ten sposób swoją ekspozycję na przemoc. Zatem zarówno rozhamowanie behawioralne, jak i środowisko społeczne mogły przyczynić się do zwiększonego ryzyka bycia ofiarą.

-piszą autorzy metaanalizy.

O innej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J. Do tego dochodzi niedawne badanie, którego wyniki stwierdzają, że marihuana nie pomaga w walce ze stresem, co też jest manipulacją, a przeczytasz o tym T U T A J.

Reklama

Żyjemy w czasach gdzie nauka się sprzedała, a naukowcy za odpowiednią stawkę wykażą co tylko chce zleceniodawca. Pamiętajcie o tym.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-nastolatek pod wpływem marihuany nożem zaatakował personel medyczny w tamtejszym szpitalu? Wiadomo, że był pobudzony, zachowywał się nieracjonalnie, a kontakt z nim był utrudniony. Nic nie wskazuje, że był on pod wpływem marihuany, bardziej jakiś stymulantów. Natomiast inne zdanie ma Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Maria Topolska, która napisała w swoim felietonie, że takie wydarzenia to skutek wystawiania przez lekarzy recept na medyczne konopie oraz, że nastolatek z Jastrzębia był „naćpany marihuaną” – co jest kłamstwem i zwykłą manipulacją białostockiej lekarz, która nie wiedzieć czemu jest przeciwnikiem pacjentów medycznej marihuany. Zadzwoniłem do pani Topolskiej i to co usłyszałem jest karygodne. Jest to pierwszy z serii zaplanowanych artykułów na temat szkodliwej działalności OROZ z Białegostoku.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-latek był pod wpływem marihuany i dlatego zaatakował nożem personel szpitala – twierdzi OROZ Małgorzata Topolska

Mężczyzna wtargnął do szpitala 25 czerwca około godziny 18. Miał ze sobą ostre narzędzie. W ataku poszkodowane zostały cztery osoby – lekarz, pielęgniarka i dwie pacjentki.

Cztery osoby są poszkodowane. Jest mi strasznie trudno o tym mówić, ponieważ dotyczy to moich znajomych, kolegów z pracy, i także dwóch pacjentek, które były pod naszą opieką

– mówił ordynator oddziału chirurgii dr Artur Ploch.

Reklama

Jak przekazał, pielęgniarka została lekko ranna, natomiast pozostałe trzy osoby – doktor, który miał obezwładnić napastnika, i dwie pacjentki – mają rany kłute klatki piersiowej, a jedna z nich również rany na szyi.

Wszyscy pracownicy i myślę, że nie tylko, wstrząśnięci są tym aktem agresji. Trzeba tutaj wspomnieć, że ordynator oddziału własnym ciałem, takim bohaterskim czynem, obezwładnił go [nożownika – red.] ostatecznie i on go przytrzymał do przyjazdu policji

– poinformował dyrektor szpitala Robert Ostrowski.

Zatrzymany został mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju. Był trzeźwy. Wstępne badania potwierdziły, że był pod wpływem narkotyków

– poinformowała asp. szt. Halina Semik.

Jedyna informacja co do stanu trzeźwości, jaka pojawia się w przekazach medialnych dot. tej sprawy, to informacja, że napastnik nie był pod wpływem alkoholu ale był pod wpływem narkotyków. Jakich? Tego do informacji nie podano. Nigdzie.

Natomiast Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Topolska, w swoim felietonie zamieszczonym na stronie Okręgowej Izby Lekarskiej wprost stwierdza, iż napastnik był pod wpływem marihuany, a w ogóle takich sytuacji można by uniknąć gdyby… lekarze przestali wypisywać medyczną marihuanę.

Może naćpany wypisanymi przez was „lekami” kierowca spowoduje wypadek i kogoś zabije. A może, jak w Jastrzębiu-Zdroju, naćpany ziołem zaatakuje i rani personel medyczny

-stwierdza w swoim felietonie pani Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy

Artykuł Małgorzaty Topolskiej pokazuje jej stosunek do medycznej marihuany, pacjentów z niej korzystających oraz przepisujących konopne terapie lekarzy. Twierdzi ona, że lekarze to dilerzy, a pacjenci to ćpuny.

Białostocka OROZ rzuca poważne oskarżenia, które w sporej części są zwykłymi kłamstwami i niczym nie potwierdzonymi wymysłami autorki felietonu. Gdy poprosiłem komentarz oraz źródła podawanych informacji pani OROZ zaczęła na każde moje pytanie odpowiadać regułką „jeżeli uważa pan, że złamałam prawo proszę iść z tym do odpowiedniego sądu.”

W naszej opinii wypowiadanie się OROZ czy jakiegokolwiek lekarza o pacjentach „ćpuny”, a o lekarzach „dilerzy” jest oburzające i niedopuszczalne – nie może być na to zgody pacjentów oaz lekarzy.

Dlatego zachęcam do składnia protestów oraz wniosków o postępowanie dyscyplinarne dla pani Małgorzaty Topolskiej na adres mailowy bialystok@hipokrates.org

Reklama

Do tematu wrócimy jeszcze w tym tygodniu analizując cały felieton, a dokładniej jego rozdział poświęcony medycznej marihuany ponieważ nie można tego tak zostawić.

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce to temat, który w ostatnich latach pojawia się w mediach regularnie, jednak kompletnie nic z tego nie wynika, a politycy traktują go jako „kiełbasę wyborczą” lub nośny temat, który pomoże wypromować nowe ugrupowanie w polskim parlamencie. Dodatkowo osoby, które rzekomo działają na rzecz konopi (Wolne Konopie, Lewica), w ostatnim czasie zaszkodziły sprawie konopnej tak bardzo jak nikt inny. Jakie są zatem szanse na liberalizację prawa dot. konopi w najbliższym czasie?

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – co z projektem ustawy?

Nasz ostatni artykuł dot. tego tematu był zatytułowany „Depenalizacji nie będzie – ocena Biura Ekspertyz i Skutków Regulacji nie zostawiła na projekcie suchej nitki”. Pisaliśmy w nim m.in.:

„Depenalizacji marihuany nie będzie, a na pewno nie w takiej formie, jak proponuje KP Centrum – opinia Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji nie pozostawia na projekcie suchej nitki, a to nie jedyny problem ponieważ projekt nie ma lekko także w sejmowych Komisjach. BEiOSR wskazało przede wszystkim na błędy natury prawnej, które uniemożliwiają przyjęcie projektu w takiej formie. Czy zatem złożenie projektu miało służyć jedynie wypromowaniu nowego klubu parlamentarnego? BEiOSR ciekawie podchodzi tez do wyników konsultacji społecznych, gdzie padł historyczny rekord wypełnionych ankiet, a w analizie skutków społecznych manipuluje danymi na niekorzyść konopi. Nadal pojawiają się argumenty, że trzeba chronić społeczeństwo przed konopiami, bo przez nie ludzie sięgają po mocniejsze używki. Napisano też, że w sumie marihuana jest już legalna, wystarczy iść do apteki!„

Reklama

Cały artykuł znajdziesz T U T A J .

Czy coś w tej sprawie od tamtego czasu, czyli początku lipca, coś się wydarzyło?

W odpowiedzi na nasz artykułu, konopne szkodniki czyli Wolne Konopie i Łukasz Rydzik poinformowali, iż to co napisaliśmy nie jest prawdą, że to fake news dla kliknięć oraz, że to nie Biuro Ekspertyz zatwierdza ustawy – co jest poważną manipulacją. Do tego dorzucili kłamstwo, jakoby była to ich ustawa – co jest zwykłym i celowym wprowadzaniem w błąd gdyż nie mają oni z nią kompletnie nic wspólnego, jest to projekt KP Centrum Ryszarda Petru.

Tak, to posłowie w ramach głosowania decydują czy prawo zmienić czy jednak nie. Jednak zanim dojdzie do głosowania projekt musi być należycie przygotowany i przejść całą drogę legislacyjną. Tak, to posłowie decydują o przyjęciu nowego prawa jednak, aby w ogóle doszło do głosowania projekt nie może zawierać błędów natury prawnej, a ten złożony przez Petru jest prawnie nie do obrony, o czym pisaliśmy w artykule podlinkowanym wyżej.

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – stan na dzisiaj

Czy Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. jest jeszcze możliwa? Projekt na początku lipca został skierowany do Sejmowej Komisji Zdrowia, której przewodnicząca z góry informowała, że projektu nie przyjmie.

I tu warto się na chwile zatrzymać. Bo dlaczego Komisja Zdrowia jest aż tak bardzo przeciwna projektowi, skoro jeszcze nie tak dawno resort zdrowia sam postulował depenalizację marihuany? O pomyśle Ministerstwa Zdrowia, że należy zdepenalizować marihuanę pisaliśmy T U T A J.

Skąd zatem tak radykalna zmiana zdania?

Zawdzięczamy to szkodnikom z Wolnych Konopi: Łukaszowi Rydzikowi, Andrzejowi Dołeckiemu, Przemkowi Ratowiczowi, a przede wszystkim – Jakubowi Gajewskiemu.

W skrócie: Wolne Konopie zostały zaproszone do resortu zdrowia, aby omówić kwestie depenalizacji, inicjatorem było Ministerstwo Zdrowia. Panowie z WK na spotkaniu zostali poinformowani, że informacje na ten temat mają na tym etapie nie być ujawniane. Natomiast Gajewski chcąc najpewniej podbudować swoje ego natychmiast po wyjściu z sejmu poinformował na swoich social mediach o wszystkim co się działo podczas spotkania ujawniając poufne informacje, które zobowiązał się chwilę wcześniej zachować dla siebie.

Od tamtej pory resort zdrowia jest przeciwny zmianie prawa.

Projekt ustawy został jednak wycofany z Komisji Zdrowia i skierowany do prac w Komisji Sprawiedliwości. Co ciekawe, Wolne Konopie oraz Łukasz Rydzik (Lewica) przedstawiają ten fakt jako swój sukces, jednocześnie ani słowem nie wspominają, że negatywne nastawienie szefowej Komisji Zdrowia to ich zasługa.

Na dzień dzisiejszy nadal nie wiadomo kiedy Komisja Sprawiedliwości się nad tematem pochyli.

Jedno natomiast jest wg nas pewne – projekt ustawy w obecnej formie nie przejdzie, chociaż oczywiście bardzo chciałbym się w tej kwestii mylić.

Reklama

Natomiast co do Wolnych Konopi – już wkrótce na naszym portalu pojawi się obszerny materiał opisujący ich szkodliwą działalność z ostatnich 13 lat czyli od momentu gdy zostali formalnie zarejestrowani jako stowarzyszenie. Niestety ostatnie kilkanaście lat to same porażki WK i ani jednego konkretnego sukcesu. Zniszczenie polskiego aktywizmu konopnego, oszukanie wielu ludzi, zero zrealizowanych celów własnych, szkodzenie tam gdzie zostali zaproszeni do współpracy, działanie na szkodę branży konopi siewnych oraz działanie na szkodę pacjentów medycznej marihuany – to wszystko opiszemy już niebawem. Bo nie może być tak dalej, że konopie w tym kraju reprezentują ludzie, którzy prywatnie od jakiegoś czasu są ich przeciwnikami, którzy bezpośrednio odpowiadają za to, że medyczne konopie zostały wrzucone do jednego worka z fentanylem i nie można ich przepisywać w ramach konsultacji online, a odpowiedzialni za to Gajewski, Rydzik, Ratowicz i Dołecki powinni zniknąć z polskiej przestrzeni konopnej. Dla dobra konopi.

Reklama

Medyczna marihuana – w Warszawie powstał nowy gabinet stacjonarny, który znajduje się na tzw. patelni czyli przy wejściu do metra centrum. Poradnia jest dobrze ulokowana ponieważ do centrum można bez problemu dostać się z każdej części miasta komunikacją miejską, a do tego sąsiaduje z apteką, która ma bardzo dobre ceny jeżeli chodzi o medyczny susz. A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy na wizyty, które i tak są w przystępnej cenie regularnej. Więcej informacji w tekście.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia na patelni czyli w samym centrum miasta

Terapia medycznymi konopiami zyskuje w Polsce na popularności o co raz większa liczba pacjentów rozpoczyna taką formę terapii.

I nic w tym dziwnego ponieważ medyczna marihuana może się doskonale sprawdzić przy takich przypadłościach jak m.in.: Ból, przewlekły ból, fibromialgia, problemy z apetytem, endometrioza, terapii nowotworów, bezsenności i wielu innych.

Reklama

Największą zaletą terapii konopnej jest całkowity brak skutków ubocznych poza odurzeniem. Tak, to jedyna terapia, która pomagając na jedną konkretną jednostkę chorobową, nie naraża reszty organów na jakiekolwiek ryzyko powikłań i działań nie porządanych.

A teraz Warszawiacy oraz bywalcy stolicy mają nową poradnię terapii konopnej, która otwarła się w samym centrum na doskonale znanej w Warszawie „patelni”, czyli przy wejściu/wyjściu z metra centrum.

medyczna marihuana w warszawie
Nowy gabinet terapii konopnych w Warszawie, znajduje się w miejscu, które zna każdy mieszkaniec miasta i nie tylko

A ponieważ gabinet znajduje się na patelni to łatwo do niego dojechać z każdego zakątka miasta, a nawet spod Warszawy ponieważ wysiadając na stacji Warszawa Centralna – jesteś prawie na miejscu bo gabinet znajduje się jakieś 4 minuty od dworca i Złotych Tarasów.

Od razu obok znajdziesz też aptekę, która w swojej ofercie posiada medyczną marihuanę, a ich ceny są bardzo przystępne.

W gabinecie jednocześnie przyjmuje dwóch lekarzy, którzy są fachowcami i znają się na terapiach z zastosowaniem medycznej marihuany.

Wizytę umówisz po kliknięciu „Umów wizytę” i wyborze miasta, zrobisz to T U T A J.

A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy działający do końca września, wystarczy, że umawiając wizytę w polu „kod rabatowy” wpiszesz WEEDNEWS i automatycznie otrzymasz upust 20% od ceny regularnej, która sama w sobie jest też przystępna.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia w samym centrum miasta.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli mamy kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi. Światowe w tym polskie media w ostatnich dniach obiegły artykuły opisujące eksperyment, z którego rzekomo wynika, iż ziele konopi nie pomaga redukować stresu, że wynik jest słabszy niż przy placebo i tego typu podobne kłamstwa. Ani jedna redakcja nie wspomniała, że to badanie w żadnym wypadku nie może oddawać działania zioła ponieważ było przeprowadzone na wyizolowanym THC, a nie z użyciem konopi, a to kolosalna różnica. Oprócz dużych reakcji, których informacje z założenia należy traktować z dystatnsem, o wynikach badań w przekłamany sposób informują serwisy typu SprawdzamTo.pl, które sprawiają wrażenie niezależnych komentatorów, a tak na prawdę mocno mijają się z prawdą i wprowadzają w błąd dokładnie tak samo jak pozostałe media.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi

W ostatnich latach badań nad marihuaną i kannabinoidami przybywa rok do roku co głównie wynika z liberalizacji prawa dot. konopi indyjskich w różnych częściach świata.

Niestety nader często badania mające opisywać działanie marihuany w konkretnych przypadkach (np. ból, bezsenność, brak apetytu czy PTSD), a raczej sposób opisywania tych wyników – jest poważną manipulacją.

Reklama

Portal SprawdzamyTo.pl pisze tak:

„Czy marihuana naprawdę redukuje stres? Weryfikujemy. Wielu użytkowników marihuany sięga po nią, żeby się uspokoić i zmniejszyć napięcie. Nowe badanie kliniczne pokazuje jednak ciekawy paradoks: po marihuanie uczestnicy czuli mniejszy stres, ale podobną poprawę deklarowały osoby, które dostały placebo. Tymczasem reakcje ich organizmów szły w różnych kierunkach.”

Tylko, że to wszystko jest kłamstwem.

W badaniu probantom nie podawano marihuany, a jedynie wyizolowane Delta-9-THC – a to potężna różnica. Działanie konopi to efekt synergicznego działania wszystkich zawartych w nich substancji, których są setki: Kannabinoidy, terpeny, flawonoidy a nawet sama materia zielona i wiele więcej.

Głównym składnikiem psychotropowym i leczniczym jest oczywiście THC. Jednak to w jaki sposób ono zadziała, czy będzie nas pobudzać, usypiać lub działać przeciwstresowo – zależy od pozostałego składu ziela konopi.

Znajdziemy wiele odmian marihuany, które mają dokładnie taką samą zawartość THC, a mimo to ich działanie jest zupełnie inne. Jedna odmiana zawierająca 20% THC będzie nas mocno usypiać, działać odprężająco i przeciwbólowo podczas gdy inna odmiana o stężeniu THC na dokładnie tym samym poziomie będzie poprawiać apetyt i dodawać energii oraz poprawiać nastrój.

Działanie konopi w głównej mierze definiują dwie grupy zawartych w nich związków – kannabinoidy (nie tylko THC ale także CBG, CBD i inne) oraz terpeny, które odpowiadają za modulacje działania ziela.

Marihuana nie pomaga na stres jak wyglądało badanie

W badaniu wzięło udział 120 regularnych użytkowników marihuany, których podzielono na trzy grupy.

  • Pierwsza grupa otrzymała placebo,
  • druga 20 mg THC,
  • trzecia 40 mg THC.

Następnie badacze sprawdzali ich reakcję po pięciu minutach oraz po godzinie. Mierzono zarówno to, jak zestresowani czuli się uczestnicy oraz reakcje ich organizmów. Naukowcy analizowali poziom kortyzolu, tętno, zmienność rytmu serca oraz przewodnictwo elektryczne skóry.

Wynik: wszystkie trzy grupy deklarowały wyraźny spadek stresu, zarówno po pięciu minutach, oraz po godzinie. Problem w tym, że badacze nie znaleźli dowodów, aby THC zmniejszało subiektywnie odczuwany stres skuteczniej niż placebo.

Mówiąc najprościej – lepiej czuli się zarówno uczestnicy, którzy przyjęli THC, jak i ci, którzy go nie przyjęli.

U osób przyjmujących THC poziom kortyzolu spadał w porównaniu z osobami, które otrzymały placebo, jednak efekt szybko zanikał. Obniżało się także przewodnictwo elektryczne skóry, czyli jeden ze wskaźników pobudzenia układu nerwowego.

Jednocześnie THC zwiększało tętno, szczególnie przy wyższej dawce. Zmienność rytmu serca nie zmieniła się natomiast istotnie w żadnej grupie. Nie powstał więc prosty obraz, w którym po THC wszystkie wskaźniki stresu spadają.

Żadna redakcja ani portal factchekingowy na świecie nawet się nie zająknęły na temat manipulacji i twardo przypisują wyniki THC dla całej rośliny konopi pisząc, że „marihuana nie działa na stres” chociaż nikt tego nawet nie zbadał, zbadano jedynie wpływ wyizolowanego, jednego z setek związków, które określają jak zadziała marihuana, zero jakiejkolwiek rzetelności.

Reklama

O identycznej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – jeśli ktoś ci kiedyś radził, żeby przed waporyzacją zjeść mango, to wiesz, o czym będzie ten tekst. Ta rada ma prostą logikę i zero badań, a jest tylko jedną z wielu „oczywistości” o terpenach, które słyszysz od producentów, aplikacji, portali, a czasem od lekarza lub w aptece: mircen otwiera barierę krew-mózg, humulen zmniejsza apetyt, pinen rozszerza oskrzela. Brzmią konkretnie, brzmią naukowo, powtarza je każdy. W część z nich sama kiedyś wierzyłam. Aż w końcu usiadłam i sprawdziłam je zdanie po zdaniu. Ten artykuł jest o tym, co znalazłam – a raczej o tym, czego nie znalazłam.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny: metodologia

Prowadzę TerpeneAtlas.org, bezpłatną encyklopedię terpenów i porównywarkę odmian z polskich aptek, więc pytanie „a skąd to wiadomo?” w kontekście terpenów zadaję sobie dość często. Postanowiłam więc je zadać także “branżowym pewnikom”. Wzięłam najczęściej powtarzane twierdzenia o 17 terpenach występujących w polskim suszu i sprawdziłam w Pubmed, największej bazy badań naukowych, trzy rzeczy: 

  1. Czy badanie, na które wszyscy się powołują, w ogóle istnieje?
  2. Czy dotyczy konkretnie tego terpenu, czy może jego chemicznego kuzyna albo całej rośliny?
  3. Czy badano ludzi, czy myszy, czy komórki w probówce w laboratorium?

Wynik nie był miły. Większość „faktów” o terpenach odpada już na drugim pytaniu. Poniżej pięć najpopularniejszych mitów o terpenach – zaczynając od tego najbardziej znanego.

Reklama

Marihuana i terpeny: Mit 1 – Mircen pomaga THC przejść przez barierę krew-mózg i nasila działanie psychoaktywne marihuany

To zdanie ma tłumaczyć, dlaczego odmiany z dużą ilością mircenu „uderzają mocniej” i dlaczego ten sam procent THC za jednym razem działa na ciebie silniej, za drugim słabiej.

Wpisałam więc w PubMed „mircen + bariera krew-mózg”. Zero wyników. „Mircen + THC + wchłanianie”. Zero. Nikt tego nigdy nie badał – ani u ludzi, ani u zwierząt.

Dlaczego tyle osób to powtarza? Znalazłam źródło i nie jest nim badanie. To amerykański patent z 2019 roku na produkt konopny do leczenia bólu (US10206888B2), należący do firmy CMG Partners. W jego opisie stoi zdanie, że mircen „obniża opór bariery krew-mózg, pozwalając sobie i wielu innym substancjom przejść przez nią łatwiej i szybciej”. Bez przypisu. Bez badania. Patent to dokument prawny – urząd sprawdza, czy wynalazek jest nowy, a nie czy zdania w opisie są prawdziwe. Ale patenty są w Google, więc to jedno zdanie poszło na blogi o tematyce konopnej, z blogów do ulotek, z ulotek do artykułów – i tak patent stał się farmakologią.

I teraz najciekawsze: terpen, który naprawdę otwiera barierę krew-mózg, istnieje. To borneol – ponad sto badań, dobrze opisany mechanizm, od dziesięcioleci używany w medycynie chińskiej jako „przewodnik” prowadzący inne leki do mózgu. Jego odmiana, deksborneol, jest składnikiem leku na udar zarejestrowanego w Chinach. Tylko że w konopiach borneol występuje śladowo i żaden z obecnych na polskim rynku producentów nie deklaruje jego obecności w profilu terpenowym . Mit nie jest więc całkiem zmyślony – po prostu przypisano go złemu terpenowi.

A skoro mircen niczego nie otwiera, to nie ma większego sensu kolejna “złota rada” dotycząca marihuany.

Mit 2 – zjedz mango przed waporyzacją to efekt będzie lepszy

Logika tego mitu jest prosta: mircen otwiera barierę krew-mózg, mango zawiera mircen, więc zjedzone przed sesją da mocniejszy efekt. Przeczytasz to na każdym chacie i na każdej grupie dotyczącej medycznej marihuany w internecie.

Pierwszą część już znasz. Druga jest równie krucha: mango ma w sobie terpeny, ale rzadko dominującym jest mircen. Cała zawartość związków zapachowych w miąższu to 18–123 mg na kilogram owocu, zależnie od odmiany, a głównym terpenem w większości rodzajów jest 3-karen lub inne terpeny, nie mircen. W badaniu 25 odmian mango z siedmiu krajów mircen dominował zaledwie w jednej – filipińskiej. Mango dostępne w polskich sklepach zawiera zwykle ułamek miligrama mircenu.

Istnieje jedno badanie u ludzi dotyczące mircenu podawanego doustnie – uczestnicy dostawali 15 mg mircenu w kapsułce i mierzono ich kontrolę prędkości na symulatorze prowadzenia samochodu i faktycznie mircen miał negatywny wpływ –  ale to wszystko co wiemy. Jedz mango jeśli lubisz, smacznego, ale nie licz na mocniejsze działanie konopi.

Mircen dostał cudzą właściwość z patentu. Kolejny terpen dostał ją od rośliny, z której wziął nazwę.

Mit 3 – Humulen zmniejsza apetyt

„Humulen tłumi apetyt – w przeciwieństwie do THC”. To zdanie znajdziesz w prawie każdym przewodniku po terpenach, zwykle z dopiskiem, że to dobra wiadomość dla Pacjentów, którzy boją się zwiększonego apetytu.

„Humulen + apetyt” w PubMed: zero. „Humulen + łaknienie”: zero. Dla samego humulenu nie ma ani jednego badania o apetycie.

Mogę jednak domyślić się genezy tego mitu – humulen nosi swoją nazwę od chmielu (Humulus lupulus), a chmiel rzeczywiście hamuje łaknienie – tylko że robią to goryczki chmielowe, nie terpen. I dla nich mamy prawdziwe badania na ludziach: gorzki ekstrakt chmielu zmniejsza ilość zjadanego pokarmu. Ktoś wziął efekt całej rośliny i przypisał go najbardziej znanemu składnikowi zapachowemu. A że humulen znajduje się też w konopiach to ta cecha trafiła do konopi. Mam złą wiadomość – jeśli szukasz odmiany, po której będziesz miał mniejszy apetyt humulen w profilu terpenowym ci tego nie zapewni. 

Dalej w tematyce właściwości pożyczonych – dwa terpeny z polskiego suszu pożyczyły całe swoje CV.

Mit 4 – Selinadien i farnezen „działają przeciwzapalnie” – czyli właściwości pożyczone od sąsiadów

W profilach kilku polskich odmian są selinadien i farnezen, a w opisach mają listy działań: przeciwzapalne, uspokajające, nasenne, przeciwbakteryjne. Sprawdziłam każde.

Selinadien ma w PubMed pięć prac. Trzy o enzymie, który go produkuje, dwie o składzie olejków. O działaniu na jakikolwiek organizm – zero.

Farnezen ma więcej literatury, ale to głównie biotechnologia (produkuje się go w drożdżach jako surowiec na paliwo) i entomologia, czyli nauka o owadach (to feromon alarmowy mszyc). Dane „przeciwzapalne” pochodzą z całych olejków – imbiru, rumianku, mięty – w których farnezen jest jednym z kilkudziesięciu składników. Badań z samym farnezenem u zwierząt czy ludzi nie ma.

Skąd więc listy działań? Z pomyłki nazw. Farnezol – inny związek, alkohol o podobnie brzmiącej nazwie – ma setki badań, i to jego właściwości wędrują do opisów farnezenu. To samo spotkało sabinen: często cytowane badanie „przeciw próchnicy” dotyczyło hydratu sabinenu, czyli czegoś innego. Podobny ruch, tylko z rośliny na składnik, stoi za mitem o humulenie i chmielu. Jeśli o terpenie w literaturze nie ma nic, uczciwe źródło powinno napisać: „brak badań” – i tyle. Dla Ciebie znaczy to jedno: selinadien i farnezen w profilu odmiany to informacja o zapachu, nie o działaniu.

Zostawiłam na koniec mit, który ma dla ciebie największe znaczenie praktyczne, bo dotyczy tego co robisz z suszem, czyli inhalacji.

Medyczna marihuana i terpeny: Mit 5 – pinen rozszerza oskrzela

„Pinen jest bronchodylatatorem, wspiera oddychanie” – to obietnica, którą znajdziesz w kontekście większości odmian pachnących lasem. Czy to prawda? Olejek sosnowy wszak od dawna wdycha się dla łatwiejszego oddychania, a pinen (po angielsku pine oznacza sosnę) to jego najbardziej znany składnik. Analogicznie do humulenu, efekt olejku przeniesiono na najbardziej znany terpen. Jest tylko maleńki problem – sam pinen działa odwrotnie.

W 2010 roku brazylijscy badacze rozłożyli olejek eukaliptusowy zawierający pinen na poszczególne składniki i sprawdzili każdy z osobna na izolowanej tchawicy szczura. Pełna zgoda,  cały olejek sosnowy rozluźniał drogi oddechowe. Ale α- i β-pinen je kurczyły – nasilały skurcz, a nie go łagodziły. Autorzy napisali wprost: to nie pinen odpowiada za rozluźniające działanie olejku. Dla pacjenta z astmą to nie jest szczegół – astma to właśnie choroba nadmiernego kurczenia się dróg oddechowych. Dodatkowo pinen po prostu drażni drogi oddechowe – u zwierząt wykazano to wprost. 

I znów, jak przy mircenie, badania kliniczne dowodzące zbawiennego działania terpenu na drogi oddechowe istnieją, ale dotyczą nie tego terpenu – eukaliptolu. Dowiedziono, że przyjmowany w kapsułkach poprawia czynność płuc u pacjentów z astmą i zmniejsza częstość i nasilenie zaostrzeń choroby u zmagających się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Jeśli leczysz się w Poradni Chorób Płuc nie wybieraj suszu z pinenem wierząc, że ci pomoże – powiedz o swojej chorobie lekarzowi i razem zastanówcie się nie tyle nad odmianą, co nad formą przyjmowania leku. Pamiętaj, że konopie są w Polsce zarejestrowane jako surowiec farmaceutyczny i wybór formy terapii jest szerszy niż susz do waporyzacji – dostępne są kapsułki, ekstrakty, krople do stosowania pod język a nawet czopki (uspokajam, te ostatnie nie są metodą proponowaną przeze mnie jako leczenie pierwszego rzutu). Wybór jest znacznie szerszy niż słoik i młynek.

Medyczna marihuana i terpeny – co to oznacza dla ciebie – pacjenta

Wszystkie pięć mitów łączy jedno: efekt całej rośliny, podobnie brzmiącego związku albo zdanie z patentu przypisano terpenowi, który go nie ma – a przy każdym kolejnym artykule czy poście liczba źródeł “potwierdzających” takie działanie rosła. Dlatego czytając o terpenach pytaj zawsze kto i jak to udowodnił – i kto na tym twierdzeniu zarabia.

W praktyce: nie jedz mango „na wzmocnienie”. Jeśli masz astmę lub POChP, nie licz na pinen – porozmawiaj z lekarzem o formie terapii. I nie szukaj humulenu w profilu terpenowym jeśli narzekasz na zwiększone łaknienie po przyjmowaniu konopi, raczej wybierz susz o niższym stężeniu THC.

Profil terpenowy nadal jest najlepszym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić jedną odmianę od drugiej i zapisać, jak na ciebie działa. Ale pamiętaj, że to narzędzie do obserwacji, nie karta charakterystyki leku i każdy z nas na daną odmianę reaguje indywidualnie. 

Pełne profile terpenowe odmian i właściwości terpenów, z podziałem co jest działaniem wykazanym w badaniach klinicznych, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach a co jest na etapie badań laboratoryjnych, a także podsumowanie realnych opinii pacjentów znajdziesz na www.terpeneatlas.org

Dobór leku nie powinien być zgadywaniem. Będąc w terapii konopnej masz prawo wiedzieć jak działa na ciebie lek, którym jesteś leczony.

Źródła: 

  1. Patent US10206888B2 (CMG Partners, 2019) 
  2. Borneol i bariera krew-mózg – Hu i wsp., Phytomedicine 2024 (PMID 38964157)
  3. Mango – Pino i wsp. 2005 (PMID 15769159) 
  4. Li i wsp. 2017 (PMID 29211747) 
  5. Mircen doustny – Johnson i wsp. 2023 (PMID 37287732)
  6. Chmiel i apetyt – Walker i wsp., Am J Clin Nutr 2022 (PMID 35102364) 
  7. Pinen i tchawica – Lima i wsp. 2010 (PMID 20302920)
  8. Podrażnienie dróg oddechowych przez pinen – Nielsen i wsp. 2005 (PMID 15910405)
  9. Eukaliptol – Worth i wsp. 2009 i 2012 (PMID 19624838, 22978309)

lek. Ewa Jastrzębska – lekarz, prowadzi Pacjentów w terapii konopnej od 2021 roku w ramach Indywidualnej Praktyki Lekarskiej. Autorka www.TerpeneAtlas.org.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity

Reklama

Tajlandia zmieni prawo dot. uprawy i sprzedaży marihuany? Tajski Gabinet oficjalnie przyjął nowe wytyczne, które miałyby zakończyć rekreacyjną sprzedaż ziela w całym kraju. Wg. nowego prawa konopie miałyby być przepisywane jedynie przez lekarza w celach medycznych. Podniesiony ma być także wiek, od którego można legalnie nabywać zioło w Tajlandii. Nowe przepisy mają być odpowiedzią na gigantyczną skalę przemytu konopi z Tajlandii do innych krajów, głownie Europy i USA. Tyle, że już raz przepisy zmieniono, jednak oficjalne przepisy prawa to jedno, a ich stosowanie w życiu codziennym to drugie, taki urok Tajlandii. Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia: Rząd chce zmienić przepisy dot. uprawy i sprzedaży marihuany, czy tym razem coś faktycznie się zmieni?

Latem ubiegłego roku w mediach na całym świecie pojawiły się artykuły mówiące, że Tajlandia zdelegalizowała rekreacyjne używanie i handel marihuaną pozostawiając jedynie rynek medycznych konopi sprzedawanych na receptę.

Bardzo szybko jednak można było się zorientować, iż nowe prawo to jedynie zasłona dymna i to bardzo słaba ponieważ w rzeczywistości – nie zmieniło się kompletnie nic. Szerzej opisywaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Reklama

Problem tajskiego rządu z marihuaną wynika z tego, że tamtejszy rynek jest bardzo mały i pomimo ok. 12 000 punktów sprzedaży zioła na terenie kraju, mało kto robi w nich zakupy. Sytuacja ta doprowadziła do ogromnej nadprodukcji. Na sprzedaż tajskiego zioła na rynku lokalnym nie ma co liczyć, dlatego od jakiegoś czasu kwitnie proceder przemycania marihuany z Tajlandii do innych krajów, głownie europejskich oraz USA, szerzej opisaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Niedawno informowaliśmy, iż ze względu na naciski krajów, do których trafia zielona kontrabanda z Tajlandii, jej premier zapowiedział możliwą zmianę przepisów z ponownym uznaniem marihuany jako narkotyku włącznie, przeczytasz o tym T U T A J .

Tajlandia: Koniec rynku rekreacyjnej marihuany?

22 września tajski Gabinet zatwierdził projekt ustawy regulującej uprawę produkcję i sprzedaż konopi indyjskich. Teraz dokument trafi do Izby Reprezentantów. Nowe przepisy miałyby objąć cały rynek – od upraw po sklepy. Każda uprawa będzie musiała zostać zarejestrowana, a władze będa gromadzić informacje o jej lokalizacji i wielkości. Ma to pozwolić na śledzenie produkcji oraz kontrolowanie jakości produktów trafiających na rynek.

Projekt przewiduje obowiązkowe licencje na uprawę, produkcję, import, eksport i sprzedaż. Standardowo mają być one wydawane na trzy lata. Jednocześnie rząd chce ograniczyć możliwość sprzedaży konopi. Produkty konopne nie będą mogły być sprzedawane osobom poniżej 20 lat, kobietom w ciąży oraz kobietom karmiącym piersią.

Ograniczenia mają obowiązywać również w określonych lokalizacjach, między innymi w pobliżu szkół, świątyń, akademików i parków.
Zakazana ma zostać także reklama i promocja kwiatów konopi, żywicy oraz sprzętu przeznaczonego do palenia,

Projekt wyraźnie przesuwa nacisk na medyczne wykorzystywanie marihuany. Dozwolone mają być również określone zastosowania naukowe.
Za nielegalną uprawę, produkcję, import eksport lub sprzedaż mogą grozić grzywny, a w niektórych przypadkach również więzienie. Kary finansowe przewidziano także za używanie konopi poza dozwolonymi celami

Tylko z tym wszystkim o czym właśnie przeczytaliście jest jeden ale za to bardzo duży problem – te wszystkie regulacje teoretycznie funkcjonują już od zeszłego roku. Jednak w rzeczywistości tylko na papierze, a rekreacyjny rynek funkcjonuje dokładnie tak samo jak funkcjonował wcześniej.

Czy nowe przepisy faktycznie coś zmienią? Ciężko to przewidzieć bo Tajlandia to bardzo specyficzny kraj o czym przekonałem się osobiście spędzając tam blisko rok czasu.

Reklama

Trzeba też podkreślić, że zatwierdzenie projektu przez gabinet nie oznacza jeszcze wejścia ustawy w życie. Dokument musi przejść dalszą procedurę parlamentarną. Poinformujemy jak tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama

Podano nowe limity THC dla herbaty z liści konopi, które niebawem zaczną obowiązywać na terenie Unii Europejskiej. Rozporządzenie (UE) 2026/1828 uzupełnia rozporządzenie w sprawie zanieczyszczeń (UE) 2023/915 i obowiązuje od 1 stycznia 2027 roku. Dla europejskiego sektora konopi włóknistych wynik jest niejednoznaczny, ponieważ ostateczne uznanie naparu jako tradycyjnej żywności (bez regulacji Novel Food) wiąże się z limitami, których znaczna część sprzedawanych obecnie produktów nie spełnia. Oto więcej informacji.

Reklama

Podano nowe limity THC dla herbaty z liści konopi obowiązujące w UE

Nowe unijne rozporządzenie wyraźnie rozróżnia surowiec oraz przygotowany z niego gotowy napój. Wg. nowych przepisów:

  • Suszone liście konopi przeznaczone do parzenia herbaty mogą zawierać maksymalnie 40 miligramów ekwiwalentów Delta-9-THC na kilogram.
  • Gotowy do spożycia napar otrzymał limit 0,02 miligramów Delta-9-THC na kilogram.
  • W filiżance o pojemności 250 mililitrów odpowiada to obliczeniowo około 0,005 miligramów THC
  • nowe limity zaczną obowiązywać od 1.01.2027

Wskazane w rozporządzeniu ilości THC są znacznie poniżej jakichkolwiek odczuwalnych efektów.

Reklama

W ten sposób napary z liści konopi po raz pierwszy znalazły się bezpośrednio w europejskim prawie dotyczącym zanieczyszczeń w produktach spożywczych.

Do tej pory Unia regulowała w tym zakresie tylko nasiona, gdzie obowiązują 3 miligramy na kilogram dla nasion, mąki i białka oraz 7,5 miligramów na kilogram dla oleju z nasion. Liście pozostawały przez lata luką, ponieważ Komisja Europejska chciała najpierw przeanalizować dane dotyczące rzeczywistego występowania THC w naparach.

Rzeczywistym problemem, który może być następstwem nowych regulacji, są wysuszone liście konopi. Niemieckie badanie z 2023 roku przeanalizowało 23 dostępne w handlu herbaty konopne wykazując zawartości THC od 16 do 935 miligramów na kilogram. Średnia wyniosła 221 miligramów na kilogram, co stanowi ponad pięciokrotność nowego limitu. Zatem każdy producent, który pakuje obecnie herbatę konopną z tegorocznych liści, musi zatem kupować i analizować surowiec znacznie bardziej dokładnie niż dotychczas.

To samo badanie wykazało jeszcze coś. Tylko niewielka część THC zawartego w liściu przechodzi do wody podczas parzenia, wynika to oczywiście z tego, iż THC jest rozpuszczalne w tłuszczach i bardzo słabo rozpuszcza się w wodzie, także gorącej. Dlatego konopna branża krytykuje tę regulację.

Nowy surowy limit dla herbaty konopnej przynosi niewielkie dodatkowe korzyści dla bezpieczeństwa konsumentów, jeśli gotowy napój ma już własny limit. Mówiąc inaczej – po co ustalać maksymalną zawartość THC w herbacie konopnej, skoro tylko jego znikoma ilość rozpuści się w wodzie.

Nowe limity THC dla herbaty z liści konopi obowiązujące w UE – stanowisko EIHA

Europejskie stowarzyszenie branży konopnej EIHA, zaproponowało w przypadku podgrzewanych napojów bezalkoholowych dopuszczalną wartość Delta-9-THC na poziomie 0,08 miligramów na kilogram. Przeforsowana została jednak wersja czterokrotnie surowsza. Dyrektor generalny EIHA, Francesco Mirizzi, pochwalił natomiast fakt, że UE uznaje napar z liści konopi za tradycyjną żywność, czyli taką, która nie podlega wymogom Novel Food. Jednocześnie stowarzyszenie ostrzega, że wiele produktów z legalnie uprawianych konopi siewnych, nie będzie się dało sprzedawać bez naruszenia nowych limitów.

W przypadku suchych liści EIHA domaga się podwyższenia z 40 do co najmniej 400 miligramów na kilogram. Stowarzyszenie ogłosiło także, że będzie badać wszystkie możliwości ochrony sektora przed nieproporcjonalnymi ograniczeniami. EIHA nie wyklucza również w tej kwestii sporu prawnego z UE.

Nowe wymogi etykietowania herbaty konopnej

Nowe przepisy obejmują także konkretne wytyczne, w kwestii niezbędnych informacji podanych na opakowaniu. Konopie przeznaczone do parzenia muszą zawierać informację, że są przeznaczone wyłącznie do przygotowania ziołowego naparu. Dochodzą do tego ostrzeżenie dla niemowląt i małych dzieci.

Reklama

Pojawił się też wymóg informowania na opakowaniu, iż podczas parzenia konopi, nie dodawać do napoju tłustych składników, takich jak śmietana lub mleko. Wynika to z tego, że kannabinoidy bardzo dobrze rozpuszczają się w tłuszczu, w przeciwieństwie do wody, w której rozpuszczają się w znikomej części.

Reklama

„Ktoś pali trawkę”: Sabalenka przerwała mecz  z powodu zapachu konopi. Białoruska tenisistka przerwała swój mecz na US Open, aby poskarżyć się na silny zapach marihuany na korcie, sytuacja miała miejsce kilka dni temu w Nowym Jorku. Co ciekawe, na trybunach nikt nie palił marihuany. 

Reklama

„Ktoś pali trawkę”: Sabalenka przerwała mecz US Open z powodu zapachu konopi

US Open 2026 to ostatni, czwarty w sezonie tenisowy turniej wielkoszlemowy, który odbywa się w dniach 24 sierpnia–13 września, tradycyjnie na twardych nawierzchniach.

Jedna z czołowych zawodniczek, Aryna Sabalenka, podczas swojego meczu, w którym prowadziła 3:0 podeszła do sędzi Evy Asderaki-Moore i powiedziała: „Ktoś pali trawkę, czy można coś z tym zrobić… bo zapach jest intensywny”.

Reklama

Pomyślałam sobie: chłopaki, możecie robić, co chcecie, możecie palić, co chcecie, możecie się zrelaksować, ile się da, ale proszę, nie róbcie tego na kortach tenisowych. Trochę trudno znieść ten zapach, kiedy próbuje się grać na najwyższych obrotach

-powiedziała zawodniczka

Przeczytaj też: Wpływ marihuany na aktywność fizyczną – badania

Marihuana w Nowym Jorku jest legalna, a jej zapach można wyczuć na zarówno terenach turniejowych jak i w całym mieście. W ostatnich latach stało się to częstym tematem rozmów także podczas na US Open. Chociaż Sabalenka początkowo myślała, że dym mógł pochodzić od widza znajdującego się na widowni lub tuż obok niej, później powiedziała, że ​​nie ma pewności co do jego pochodzenia, ale zapach marihuany był silniejszy niż kiedykolwiek przez lata rywalizacji w Nowym Jorku.

Tak aromat był mocny. Poza tym wiał dość silny wiatr. Nie wiem, czy zapach pochodził od kogoś z widzów, czy z zewnątrz, bo wiatr zawiewał go na stadion. Nie wiem. Mam tylko nadzieję, że organizatorzy będą bardziej świadomi tego problemu.

– powiedziała Sabalenko.

Co ciekawe, intensywny zapach dobiegał najprawdopodobniej nie z trybun ponieważ nie zauważono, aby ktokolwiek coś palił. Woń marihuany najpewniej nadciągnęła z pobliskiego parku Flushing Meadows.

Reklama

Innym problemem występującym w Nowym Jorku od lat, jest hałas podczas turniejowych meczy. Podczas trwającego turnieju zawodnicy narzekają na posiadaczy biletów twierdząc, iż bardziej niż tenis interesują ich rozmowy na tematy wszelakie oraz nagrywanie siebie, aby potem umieścić nagranie na social mediach.

Reklama

Tajlandia, Pattaya: Władze zabroniły amerykańskim żołnierzom kupowania zioła podczas ich pobytu. Grupa uderzeniowa lotniskowców Marynarki Wojennej USA, dowodzona przez USS Abraham Lincoln, zacumowała kilka dni temu w Chon Buri (Tajlandia) z ponad 5000 osób na pokładzie. Władze szacują, że około 60%, czyli około 3000 osób, odwiedzi Pattayę i spędzi tam noc podczas postoju w porcie. W związku z tym podczas specjalnej sesji, lokalne władze opublikowały listę miejsc, których żołnierzom odwiedzać nie wolno, wśród kilku pozycji znalazły się także tajskie sklepy z ziołem. Dlaczego? Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia, Pattaya: Władze zabroniły amerykańskim żołnierzom kupowania zioła podczas ich pobytu

Ograniczenia dla amerykańskich żołnierzy omówiono na spotkaniu dotyczącym bezpieczeństwa i ułatwień, które odbyło się 31 sierpnia w ratuszu miasta Pattaya. Przewodniczyli mu sekretarz burmistrza Pattaya Bancha Kullawanit i urzędnik miejski Pattaya Kiattisak Sriwongchai.

W spotkaniu wziął udział także podpułkownik Milin Pianchang, dowódca pododdziału 21 Dywizji Policji Turystycznej, a także urzędnicy administracyjni i przedstawiciele zespołów ochrony statków.

Reklama

Wszystko z powodu wizyty marynarki wojennej USA w porcie położonym niedaleko Pattayi.

W związku z wizytą, w trakcie pobytu żołnierzom zabroniono:

  • Robienia zakupów w sklepach z legalną marihuaną,
  • Zakaz odwiedzania ulic Soi 6 i Soi 7 w nocy,
  • zakaz korzystania z atrakcji na wodzie (np. wypożyczania skuterów wodnych)

Dlaczego tego wszytskiego im zabroniono chociaż nie jest to nic nielegalnego?

Tajlandia, Pattaya: Zakaz kupowania marihuany przez żołnierzy

Mimo że konopie są legalne w Tajlandii oraz wielu stanach Ameryki, prawo wojskowe USA (Uniform Code of Military Justice) bezwzględnie zabrania amerykańskim żołnierzom stosowania marihuany i jej przetworów w jakimkolwiek miejscu na świecie. Zakaz wstępu do sklepów z konopiami i aptek ma profilaktycznie zapobiec złamaniu prawa wojskowego.

Zakaz odwiedzania popularnych imprezowych ulic

Żołnierzom nie wolno było odwiedzać ulic: Soi 6, Soi 6/1 i Soi 7. Miejsca te (znane z agresywnej seksturystyki i prostytucji) zostały uznane za obszary o wysokim ryzyku wystąpienia incydentów, przestępstw lub eksploatacji seksualnej.
​Władze USA podkreślają, że wszystko to względy bezpieczeństwa i dyscypliny dążące do uniknięcia bójek i przestępstw oraz seksturystyki.

Reklama

Natomiast zakaz uprawiania sportów wodnych i korzystania z wodnych atrakcji argumoentowano kwestiami bezpieczeństwa i ryzykiem wypadku w trakcie aktywności.

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.