Świat Prawa i legalizacji marihuany

Tajlandia zdelegalizowała marihuanę, marihuana w Tajlandii ponownie zdelegalizowana i uznana za narkotyk! Takie nagłówki pojawiały się w ciągu ostatnich tygodni na światowych i polskich mediach konopnych, podróżniczych oraz tych głównego nurtu. I o ile nie należy ufać głównym mediom i weryfikować ich informacje, to te mniejsze i teoretycznie fachowe, jak np. portale konopne, pisząc o tej sprawie powinny zrobić lepsze rozeznanie i nie wprowadzać swoich czytelników w błąd. W Tajlandii zaszły pewne zmiany przepisów jednak legalne zioło nadal można tam nabyć niemal tak samo  jak do tej pory i w tych samych punktach, dotyczy to zarówno Tajów jak i Turystów. Na czym dokładnie polega zmiana tajskiego prawa w zakresie konopi? Oto więcej informacji.

Nie jest prawdą, że Tajlandia zdelegalizowała marihuanę – wyjaśniamy zmianę tajskich przepisów o konopiach

Gdy Tajlandia legalizowała marihuanę rekreacyjną w 2022 roku, zapewne mało kto spodziewał się tego, co miało nastąpić bardzo szybko bo w zaledwie kilkanaście miesięcy – ale o tym za chwilę.

Tajlandia jako pierwsze azjatyckie państwo w pełni zalegalizowała marihuanę z dnia nadzień wpisując ją na listę produktów rolniczych bez jakichkolwiek obostrzeń. 

Bardzo jednak szybko uznano, że pewne obostrzenia są potrzebne. Specjalne licencje na uprawę i sprzedaż (bardzo łatwe do uzyskania), wyznaczone minimalne odległości sklepów z ziołem od szkół czy świątyń czy oczywisty zakaz sprzedaży nieletnim – na tym skończyły się ograniczenia.  

Początkowo wszystko wyglądało normalnie i dobrze. Powstał nowy rynek legalnej marihuany, pojawili się producenci oraz punkty sprzedaży i konsumpcji ziela. W Tajlandii swoje uprawy otwierali ludzie z całego świata, w tym także Polacy. Osobiście miałem okazje uprawiać tam marihuanę przez blisko rok, co dało mi szerszy pogląd na sytuację konopną w Królestwie Tajlandii.

Niestety tajskie konopne Eldorado skończyło się zanim tak naprawdę się na dobre rozkręciło. Już po kilku miesiącach od zmiany przepisów, zaczęły się pierwsze oznaki kryzysu. Przede wszystkim cena marihuany jaką mogli za nią uzyskać producenci zaczęła w 2024 mocno spadać, gdyż po kilkunastu miesięcy od zmiany prawa rynek już zmagał się ze znaczącym przesyceniem. 

Z czego to wynikało? Przyczyna była jedna – bardzo niska sprzedaż marihuany w punktach detalicznych. Gdy we wrześniu 2023 przeprowadziłem się do Tajlandii – punkty sprzedaży zioła dzień w dzień świeciły pustkami. Obowiązywał wtedy przepis, aby każdy klient takiego sklepu wpisał się na listę (wpisywało się tak naprawdę cokolwiek, ważny był sam wpis) i przez pierwsze tygodnie gdy wieczorami w sklepach z ziołem sprzedawca wyciągał listę do podpisu – byłem przeważnie pierwszym klientem danego dni, mimo późnej pory wieczornej, czasem trzecim.

Gdy w listopadzie/grudniu rozpoczął się sezon turystyczny, sytuacja nadal była bardzo podobna.

Okazało się, że w Tajlandii mało kto jest jakoś specjalnie zainteresowany kupowaniem marihuany. Dla Tajów ceny w sklepach są niesłychanie wysokie, w szczególności, że każdy może sobie posadzić na legalnie rośliny na własne potrzeby. Turyści? Jak widać nie są zbytnio zainteresowani ziołem, które nie należy do najbardziej imprezowych używek dla większości, a Tajlandia to kraj zdecydowanie kojarzący się turystom z pięknymi widokami w dzień i dobrą imprezą wieczorem. Widoki, imprezy, klimat, jedzenie – po to jadą tam turyści. A legalna marihuana? W dzisiejszych czasach w różnej formie jest ona legalna na ogromnej części globu, dlatego ludzie nie będą latać do Tajlandii tylko dla legalnego zioła. Niestety – nikt tego nie przewidział.

Dlatego doszło w Tajlandii do sytuacji bez precedensowej. Był rok 2024, kilkanaście miesięcy od zmiany prawa, Inwestorzy wydali duże pieniądze na uruchomienie upraw, na których naprodukowali sporo ziela. I wtedy się okazało, że nie ma komu tego zioła skupić ponieważ w sklepach z ziołęlm nie ma klientów. Ceny spadły wtedy bardzo mocna, o ile pod koniec 2023 można było uzyskać 10-15 zł za wyprodukowany gram suszu, to już rok później cena ta spadła do 2-4 zł, o ile ktoś w ogóle chciał ten susz kupić. A ponieważ sprzedaż detaliczna była bardzo znikoma – mało kto miał potrzebę się jeszcze bardziej towarować. 

Przemyt na niespotykaną do tej pory skalę

Wtedy ogromna liczba osób, które produkowały w Tajlandii zioło i zainwestowały w ten biznes niemałe środki, widząc, że na miejscu nic się nie sprzedaje – zdecydowała się na nielegalną wysyłkę zioła głównie do Europy, gdzie rynek jest znacznie bardziej chłonny, a ceny za produkt znacząco wyższe.

Temat przemytu z Tajlandii do Europy opisywałem m.in. T U T A J

I to jest czynnik, który zdecydował o zmianie statusu marihuany. Lotniska w Europie (szczególnie UK i Irlandia oraz Niemcy) zaczęły się borykać z potężnym problemem ponieważ w niemal każdym samolocie z Tajlandii znajdowano marihuanę przemycaną z Królestwa Tajlandii, najczęściej było to 10-25 kg upchane w walizce. Skala procederu była potężna. 

Dlatego niemal pewnym jest to, że europejscy dyplomaci zwrócili się do Tajlandii w celu pomocy w opanowaniu tej sytuacji. I rząd Tajlandii wyraził w tej kwestii wolę współpracy – co widać po nowych przepisach. 

Tajlandia zdelegalizowała marihuanę? Nie, jedynie zmieniono jej klasyfikację

Nie jest prawdą to, że Tajlandia zdelegalizowała marihuanę rekreacyjna i wpisała ją ponownie na listę narkotyków. marihuana w Tajlandii jest nadal legalna, zmieniono natomiast jej klasyfikację. Wg nowego prawa marihuana jest teraz w Tajlandii zakwalifikowana jako ziołowa substancja kontrolowana. Co to dokładnie oznacza i dlaczego akurat taka klasyfikacja?

 

Powodem masowego przemytu zioła z Tajlandii była nadprodukcja i brak perspektyw na poprawę sytuacji na lokalnym rynku. Po wprowadzeniu legalizacji nikt w Tajlandii nie kontrolował produkcji, wyprodukowanej ilości ani sposobu uprawy i przetwórstwa, które następuje po ścięciu rośliny, ani tego co się dzieje z gotowym produktem. Co też istotne, receptę na te substancje ziołowe nie wystawia jedynie lekarz, może to zrobić także „Lekarz Medycyny Tradycyjnej”, a żeby nim zostać nie trzeba kończyć studiów medycznych (dlatego taki lekarz nie ma przedrostka dr) i jest to stosunkowo łatwe, szczególnie w kraju, gdzie łapówki są na porządku dziennym.

Dlatego konopie indyjskie dodano do listy kontrolowanych substancji ziołowych. Wytwarzanie produktów z tej kategorii daje większą kontrolę ponieważ przy produkcji, zbiorach i sprzedaży wymagany jest m.in. traking czyli śledzenie i rejestrowanie każdego procesu od kiełkowania do ścinki, przetwórstwa i sprzedaży w ramach standardów GACP i GMP.

Jest to sposób na zatrzymanie masowej niekontrolowanej produkcji zioła, które w niemal całości było nielegalnie wywożone do Europy.

Nowe przepisy dotyczą tylko oficjalnego handlu i produkcji, dotyczą jedynie producentów i dystrybutorów detalicznych. Jednak nadal można tam marihuanę posiadać i uprawiać na własne potrzeby bez żadnego pozwolenia. Obostrzenia dotyczą jedynie produkcji i oficjalnej sprzedaży.

Jak obecnie kupuje się marihuanę w Tajlandii?

Przede wszystkim zdecydowana większość sklepów z marihuaną nadal istnieje i funkcjonuje. Jedyna różnica to fakt, że zanim podejdziesz do sprzedawcy, to pracownik obok będący lekarzem medycyny tradycyjnej wystawia ci dokument/receptę, która jest ważna 30 dni i na którą możesz normalnie kupić zioło. Są też ograniczenia ilościowe miesięcznych dziennych zakupów (jak dobrze pamiętam 30 gramów dziennie).

Aby otrzymać receptę / dokument upoważniający do korzystania z marihuany, wystarczy powiedzieć, że np. ma się problemy ze snem.

Podsumowując

Prawdziwa przyczyna zmiany przepisów dot. marihuany to praktycznie nieistniejący wewnętrzny rynek zbytu co spowodowało potężną falę przemytu głównie do Europy, dlatego kontrola produkcji i obrotu skupia się na producentach. Jednak zarówno Tajowie jak i obcokrajowcy mogą bez problemu kupić marihuanę w tych samych punktach co do tej pory – zmieniła się jedynie procedura.

Także jeżeli myślisz o konopnej turystyce, to Tajlandia jest świetnym wyborem, o czym możesz więcej przeczytać T U T A J

Uprawa jednego krzaka konopi na własne potrzeby nie znajdzie się w projekcie ws. dekryminalizacji marihuany, który niebawem przedstawi Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany. Okazuje się, iż część klubów nie chce poprzeć możliwości uprawy konopi indyjskich na własne potrzeby, jedyne na co można liczyć to poparcie posiadania kilku gramów zioła bez konsekwencji karnych. Co ciekawe, propozycja wpisania do projektu ustawy uprawy jednej rośliny konopi indyjskich – nigdy nie padła ze strony Prezydium Parlamentarnego Zespołu, był to po prostu kolejny fake news wymyślony przez Fakty Konopne. Co zatem z projektem ustawy, na który czeka cała Polska społeczność konopna i jaka może być jej ostateczna wersja?Oto więcej informacji.

Uprawa jednego krzaka konopi na własne potrzeby nie znajdzie się projekcie ustawy ws. dekryminalizacji marihuany

Wczoraj po raz kolejny zebrał się Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany, którym kierują Ryszard Petru wraz z Klaudią Jachirą. 

Na chwilę obecną cała społeczność konopna czekała na przedstawienie proponowanej treści ustawy, którą ów Zespół ma wkrótce złożyć pod głosowanie. Do tej pory panowała narracja, że w treści propozycji ustawy znajdą się dwa zapisy: jeden dotyczący posiadania ziela, a drugi uprawy jednej rośliny konopi indyjskich na własny użytek. 

Co ciekawe, wspomniane piętnaście gramów i jeden krzak konopi indyjskich, nigdy nie zostały przez Zespół potwierdzone, a były jedynie domysłami medialnymi, wynikającymi ze śledzenia bieżących prac Zespołu pod przewodnictwem Petru. O tym, że wspomniane propozycje to jedynie niepotwierdzone domysły, a sam projekt ustawy trafi do Sejmu po wyborach prezydenckich – pisaliśmy T U T A J.

Wtedy też na stronie Fakty Konopne pojawił się pierwszy fake news mówiący, że Petru przedstawił treść propozycji ustawy, którą ma zamiar złożyć po wyborach prezydenckich. Było to zwykłe kłamstwo wygenerowane przez Chat GPT, który odpowiada za większość treści na wspomnianej stronie. 

bomb dope

Dlatego od wczoraj pojawiło się sporo informacji, jakoby propozycja legalnej uprawy jednej rośliny konopi indyjskich została z propozycji ustawy usunięta. Nie, ona nigdy się tam nie znalazła – zapewne dlatego Petru nie ujawniał tego projektu przed wyborami.

Brak depenalizacji uprawy jednej rośliny Zespół argumentuje brakiem poparcia w klubach dla takiego rozwiązania. Na co można zatem liczyć? Prawda jest taka, że owe piętnaście gramów zostanie zmniejszone np do dziesięciu lub pięciu – co i tak byłoby jednak postępem w naszym zachofanym pod tym względem kraju. Całą sytuację skomentował też Konopny aktywista i działacz, Przemysław Zawadzki:

Przyznam, że się tego spodziewałem, ale raczej na dalszym etapie procedowania ustawy w Komisjach, a nie już na starcie i to przez zespół, który przecież w pełni rozumie i popiera zasadność dekryminalizacji uprawy na własny użytek.

Niestety, posłowie ,reprezentujący’ społeczeństwo są w rzeczywistości absolutnie niereprezentatywni. Są znacznie bardziej konserwatywni niż i tak już konserwatywni na tle Europy Polacy Patrząc na to, co się dzieje wśród posłów aktywności takie jak Parlamentarny Zespół na rzecz Katolickiej Nauki Społecznej, który dziś będzie miał swoje posiedzenie, to sukcesem będzie, jeśli ostatecznie przejdzie 1000 z! mandatu za 5 g+ 100 zdrowasiek i chłosta.

-komentuje Zawadzki

Wszystko wskazuje na to, że pod głosowanie trafi projekt ustawy, na którym najwięcej zyskają grupy przestępcze wytwarzające marihuanę, którą będzie można na własny użytek posiadać ale już nie uprawiać. I chociaż byłby to postęp w stosunku do obecnych przepisów – to nadal będziemy mieli wadliwe i szkodliwe społecznie prawo dot. marihuany. 

Opublikowano wyniki badania PolDrugs 2025, które pokazuje m.in. w jaki sposób polskie społeczeństwo korzysta z substancji psychoaktywnych oraz jakie substancje są najchętniej wybierane przez Polaków. Zebrane dane mają pomóc w kontekście psychiatrii i redukcji szkód. Badanie jasno i dobitnie pokazuje, że marihuana jest nadal w Polsce niesłychanie popularna pomimo jej nielegalności w kontekście rekreacyjnym. Jakich jeszcze nielegalnych substancji próbowali Polacy? Oto więcej informacji.

PolDrugs 2025: 99,7% Polaków przynajmniej raz w życiu próbowało marihuany, 85% używało jej w ciągu ostatniego roku.

Właśnie opublikowano wyniki trzeciej edycji badania epidemiologicznego PolDrugs 2025. Jest to cykliczne badanie przeprowadzane co w lata, które ma na celu ustalenie wzorców używania substancji psychoaktywnych przez Polaków. W tegorocznej edycji wzięło udział prawie 2,5 tys. osób w wieku od 13-63 lat. Średni wiek respondentów wynosił 27 lat.

Z badania wynika, że 97,9 proc. respondentów przyznało się do używania marihuany przynajmniej raz w życiu, a 85 proc. – w ciągu ostatnich 12 miesięcy. To czyni ją najczęściej stosowaną substancją psychoaktywną po alkoholu, kofeinie i nikotynie. Na kolejnych miejscach znalazły się:

  • MDMA – 75,9%
  • Amfetamina – 61,5%
  • Grzyby psylocybinowe – 58,1%
  • LSD / inne lizergamidy – 57,5%
  • Kokaina – 44,4%
  • Benzodiazepiny (wyłączając zapisane przez lekarza) – 39,2%
  • Mefedron / inne syntetyczne katynony – 32,7%

Natomiast 60 proc. zadeklarowało, że przynajmniej raz w życiu zaniedbało codzienne obowiązki z powodu używania substancji psychoaktywnych, a 16,8 proc. miało problemy z prawem. Jedynie 40 proc. badanych ujawniłoby lekarzowi zażywanie substancji niezależnie od okoliczności.

Marihuana była najczęściej używaną substancją po alkoholu, kofeinie i nikotynie, choć ogólnie największy odsetek respondentów stosuje narkotyki rzadko (35,6 proc. zgłaszało używanie jakichkolwiek narkotyków raz na kilka miesięcy lub rzadziej) i występowało głównie w otoczeniu społecznym (50,2 proc.) lub w domu (52,3 proc.)

– zaznacza dr Więckiewicz.

Naukowiec zwraca uwagę na rosnący trend zażywania substancji psychoaktywnych w samotności:

„Jest to wzrost osób zażywających narkotyki samemu – 25 proc. naszych tegorocznych respondentów zadeklarowała to zjawisko, gdzie w 2021 i 2023 odsetki te wynosiły odpowiednio 18,2 proc. i 20,2 proc. Może to być objaw naszego poczucia samotności w społeczeństwie i wymaga to dalszych badań.”

Badacze zwracają także uwagę na bardzo niski poziom kontroli jakości używanych substancji – aż 83,6 proc. nigdy nie testowało ich składu, a 51,4 proc. polegało na „wizualnym oszacowaniu dawki”.

Wyniki badania pokazują też, że rośnie także odsetek osób kupujących substancje psychoaktywne od nieznajomych – coraz częściej przez internet, z wykorzystaniem narzędzi zapewniających anonimowość (darknet). Spadł udział zakupów od znajomych, co może oznaczać mniejszy dostęp do nieformalnej wiedzy o bezpiecznym używaniu.

Do spożywania alkoholu przyznaje się 72,9 proc. respondentów. Najpopularniejszym napojem alkoholowym pozostaje niezmiennie piwo, choć jego spożycie spadło z 56,3 proc. w 2021 r. do 48,2 proc. w 2025 r. Obecnie więcej osób deklaruje abstynencję, a także rzadsze spożycie.

Nikotynę używa 67,3 proc. badanych – najczęściej w postaci e-papierosów (26,2 proc.) lub klasycznych papierosów (23,8 proc.).

Badanie przeprowadzono w formie anonimowej ankiety internetowej, składającej się z 37 pytań zamkniętych jednokrotnego wyboru oraz 3 pytań wielokrotnego wyboru. Rekrutacja respondentów odbywała się poprzez media społecznościowe. Analiza wyników opierała się wyłącznie na statystykach opisowych. 

CZYTAJ TEŻ: Ponad 70% Polaków chce dekryminalizacji marihuany

Młodzież Wszechpolska straszy marihuaną z Czech, „Cały Cieszyn zalany tym syfem” – piszą na swoich mediach społecznościowych. Młodzież Wszechpolska z Bielsko-Białej piszą też na swoim profilu FB, że „marihuana to niebezpieczny narkotyk, który dosłownie wypala mózg i jest znacznie gorszy od np. alkoholu”. Nie od dziś wiadomo, że Młodzież Wszechpolska to nie są najostrzejsze kredki w piórniku, a panowie z Bielska-Białej postanowili nam o tym przypomnieć. Oto więcej informacji.

Młodzież Wszechpolska straszy marihuaną z Czech, „Cały Cieszyn zalany tym syfem”

28 maja na mediach społecznościowych Młodzież Wszechpolska Bielsko-Biała, pojawił się wpis o następującej treści:

CIESZYN TONIE W SMRODZIE MARIHUANY 
Mieszkańcy Cieszyna już od dłuższego czasu zmagają się z problemem łatwego dostępu do narkotyków – szczególnie wśród nastolatków. Ten niebezpieczny trend powoli staje się plagą.
 
‼️Młodzi mogą bezkarnie zaopatrywać się po czeskiej stronie, gdzie marihuana jest częściowo zdekryminalizowana. Wystarczy tylko przejść przez most i cyk – już można nabyć ten syf i przemycić go z powrotem do Polski.
 
? Władze miasta milczą. Zero komunikatów, zero kampanii edukacyjnych, zero inicjatyw. Żenada. Wygląda na to, że ten problem został całkowicie zepchnięty pod dywan…
Warto przypomnieć, że – mimo dezinformacji – marihuana to niebezpieczny narkotyk, który dosłownie wypala mózg i jest znacznie gorszy od np. alkoholu.
 
Już nawet okazjonalne zażywanie może prowadzić do:
➡️upośledzenia zdolności poznawczych i umysłowych,
➡️nieodwracalnych zmianan w mózgu,
➡️podnosi ryzyko schizofrenii nawet do 15%.
Jeśli też Cię to niepokoi – udostępnij. Nagłośnij problem. Powiedz o tym bliskim. Chcemy BEZPIECZEŃSTWA dla naszych dzieci.
 
-pisze MWP
 
 
Nie wiadomo kto personalnie odpowiada za ten wpis i czy ma więcej niż 13 lat – co sugeruje treść wpisu.
Co prawda, z jednym możemy się tutaj zgodzić – chodzi o wątek edukacji konopnej ze względu na łatwy dostęp do marihuany.
 
Tylko, że jest mały problem – rzetelna akcja edukacyjna jest u nas nie możliwa ze względu na status prawny marihuany, a władze naraziły by się na oburzenie społeczne, że prowadzą akcje edukacyjne o marihuanie zamiast uszczelnić granice, aby ta do Cieszyna nie trafiała, co jest oczywiście nie realne.
 
W całym wpisie najbardziej bawi, ale też i martwi ta część:
 
Warto przypomnieć, że – mimo dezinformacji – marihuana to niebezpieczny narkotyk, który dosłownie wypala mózg i jest znacznie gorszy od np. alkoholu. Już nawet okazjonalne zażywanie może prowadzić do:
➡️upośledzenia zdolności poznawczych i umysłowych,
➡️nieodwracalnych zmian w mózgu,
➡️podnosi ryzyko schizofrenii nawet do 15%.
 
Ciekawi nas też fakt, że nikt z wszechpolaków nie zweryfikował podanych we wpisie informacji, którymi Młodzież Wszechpolska się zwyczajnie ośmieszyła.
 
Marihuana nie „wypala” mózgu, a nie nadużywana działa wręcz neuro-protekcyjnie czyli mózgowi pomaga. 
 
Marihuana nie jest gorsza od alkoholu – są to przede wszystkim dwie całkiem inne substancje, ale tylko jedna z nich zabija kilkanaście tysięcy POLAKÓW rocznie, odpowiada za przemoc domową, patologie rodzinne, rozbite rodziny, zniszczone życia dzieci alkoholików i wiele więcej.
 
Druga natomiast jest lekiem o działaniu neuroprotekcyjnym, który nigdy nie doprowadził do zgonu, agresji ani rodzinnej patologii z przemocą w tle.
 
Oczywiście marihuany należy używać z głową i jej nie nadużywać. MWP twierdzi, że nawet okazjonalne używanie zioła może nam poważnie zaszkodzić – co jest oczywiście kompletnym kłamstwem.
 
Okazjonalne używanie zioła jest w pełni bezpieczne i jest to zdecydowanie lepszy wybór niż alkohol.
 
Wszystko wskazuje na to, że od początku 2026 roku, marihuana w Czechach będzie jeszcze bardziej „legalna”, a dozwolone limity znacząco wzrosną, więcej na ten temat przeczytasz T U T A J
 
 
Przypominamy też, że należy kategorycznie podkreślić, iż nie właściwe używanie marihuany może nieść za sobą negatywne konsekwencje. Szczególnie używanie szkodliwe czyli nadużywanie i stawianie konopi przed innymi aktywnościami i obowiązkami. Ważne, aby marihuana nie była jedyną przyjemnością w życiu. Relacje, pasje, aktywność fizyczna, obowiązki – to powinno zawsze stać przed ziołem. Nazywa się to ŚWIADOMYM UŻYWANIEM.

Berliński są orzekł, że ustawa legalizująca marihuanę dotyczy także osób pozbawionych wolności. „Czy cele więzienne mogą stanowić „stałe miejsce zamieszkania”, w którym więźniowie mogą legalnie posiadać marihuanę?” – na takie pytanie musiał udzielić odpowiedzi sąd, którego orzeczenie rozwiało wszelkie wątpliwości. Czy to oznacza, że osadzeni w niemieckich więzieniach mogą legalnie używać ziela, a nawet je uprawiać? Oto więcej informacji.

Berlin: Czy ustawa legalizująca marihuanę dotyczy także osadzonych więźniów?

Częściowa legalizacja marihuany u naszych zachodnich sąsiadów zezwala m.in. na legalną uprawę do trzech roślin konopi indyjskich oraz posiadanie do pięćdziesięciu gramów suszu, a to wszystko musi odbywać się w obszarze stałego miejsca pobytu.

Stałe miejsce pobytu jest tu stwierdzeniem kluczowym. A to dlatego, że stałe miejsce pobytu to takie, gdzie jesteśmy zameldowani i przebywamy w nim min. od sześciu miesięcy.

Dlatego na przykład jeżeli ktoś będąc w Niemczech jako turysta lub przejazdem, będzie posiadał do 25 gramów suszu – jest to złamanie niemieckiego prawa. To samo dotyczy uprawy – jeżeli dopiero co przeprowadziłeś się do Niemiec, musisz odczekać pół roku, aby podlegać ustawie częściowo legalizującej w Niemczech marihuanę. Więcej na ten temat przeczytasz T U T A J .

Berlin: Sąd orzekł, że ustawa legalizująca marihuanę dotyczy także więźniów, ale nie wszystkich

Cała sprawa z ustaleniem legalności marihuany dla osadzonych zaczęła się od osadzonego, który odsiaduje karę dwóch lat i trzech miesięcy więzienia od września 2023 r. W kwietniu 2024 r., tuż po wprowadzeniu nowego prawa, funkcjonariusze znaleźli w jego celi 45,06 grama żywicy konopnej zawierającej 13,64 grama THC, która była przeznaczona do osobistego spożycia.  Przeciwko mężczyźnie wszczęto dalsze postępowanie karne.

Jedna Sąd Rejonowy Berlin-Tiergarten orzekł, że zgodnie z art. 3 (2) zdanie 1 nr 1 ustawy o konopiach indyjskich (KCanG) stanowiło to zgodne z prawem posiadanie do 50 gramów konopi indyjskich w „zwykłym miejscu zamieszkania” oskarżonego.

Jak już wspomniałem, ustawa o marihuanie mówi, że jeżeli dana osoba jest zameldowana pod danym adresem od min. pół roku – to jest to traktowane jako „tymczasowe miejsce pobytu” i „meldunek czasowy”, a poprzedni adres na czas odbywania kary nie jest już miejscem zameldowania osadzonego. Tak samo jest w całej Europie – odbywając karę pozbawienia wolności – jest się tymczasowo zameldowanym w zakładzie karnym.

Prawnie decydującym czynnikiem jest tutaj to, czy cela zatrzymań może być uznana za „zwykłe miejsce zamieszkania” w rozumieniu prawa.

Artykuł 1 nr 17 KCanG zawiera definicję prawną miejsca zamieszkania, która brzmi: „ zwykłe miejsce zamieszkania: miejsce, w którym osoba przebywa w okolicznościach wskazujących na to, że przebywa w tym miejscu lub obszarze dłużej niż przez okres tymczasowy; takie okoliczności uznaje się za istniejące w przypadku ciągłego pobytu w jednym miejscu trwającego co najmniej sześć miesięcy, przy czym krótkotrwałe przerwy są pomijane ”.

Z perspektywy sądu rejonowego miało to miejsce w przypadku okresu zatrzymania trwającego co najmniej sześć miesięcy. Fakt, że pobyt w więzieniu jest zazwyczaj przymusowy, jest nieistotny z prawnego punktu widzenia – bez znaczenia. Zatem Sąd Rejonowy uznał legalność posiadanej marihuany przez osadzonego.

Prokuratura się od wyroku odwołała i sprawa trafiła do wyższej instancji, która podtrzymała orzeczenie pierwszej instancji.

Piąty Karny Wydział Wyższego Sądu Okręgowego oddalił apelację, podtrzymując tym samym decyzję Sądu Rejonowego Tiergarten. Sąd poświęcił sporo miejsca szczegółowej analizie powodów i uzasadnień, dla których zakład karny może być uważany za „stałe miejsce zamieszkania” więźnia. 

Na podstawie materiałów legislacyjnych Wyższy Sąd Krajowy (KG) – podobnie jak Sąd Rejonowy (AG) – stwierdził: Zgodnie z normami prawa socjalnego i podatkowego, na których ustawodawca oparł przepisy KCanG, decydujące są (wyłącznie) rzeczywiste warunki życia. W związku z tym osadzenie w więzieniu powinno zostać określone jako „zwykłe miejsca zamieszkania”.

Czyli każdy osadzony, który w zakładzie karnym przebywa dłużej niż sześć miesięcy podpada pod ustawę CanG. Jeżeli kara jest krótsza niż pół roku – osadzony musi liczyć się z dodatkowymi konsekwencjami prawnymi za nielegalne w świetle ustawy posiadanie marihuany.

Czy to oznacza, że więźniowie w Niemczech mogą w trakcie odbywania kary używać marihuany i to całkiem legalnie? Oczywiście, że nie – tak samo jak więźniowie nie mogą posiadać, wytwarzać ani spożywać alkoholu – definiuje to wewnętrzny regulamin każdej placówki.

Wspomniany wyrok w tej sprawie stanowi jedynie, że więźniowi, u którego znaleziona zostanie marihuana w ilości poniżej 50 gramów – nie można postawić kolejnych zarzutów karnych, a jedynie ukarać dyscyplinarnie w ramach regulaminu odbywania kary.

Administracja więzienna ma prawo do ogólnego zakazywania posiadania i spożywania marihuany w zakładach karnych i instytucjach leczenia sądowego, w oparciu o obowiązujące przepisy więzienne, w odniesieniu do bezpieczeństwa i porządku w zakładzie, a także karania odpowiednich naruszeń za pomocą środków egzekucyjnych”.

-czytamy w orzeczeniu sądu.

Niemiecki Sąd  pozostawił otwartą kwestię „czy uprawa roślin konopi indyjskich w celi więziennej byłaby również zwolniona z odpowiedzialności karnej jako przestępstwo lub wykroczenie administracyjne, czy też art. 9 ust. 1 KCanG ogranicza dozwoloną uprawę do pomieszczeń przeznaczonych na cele mieszkalne, tak aby publiczne placówki, takie jak więzienia, były z tego wyłączone”.

Źródło: LTO.de

Wciąż nie ma odpowiedzi na dezyderat ws. dekryminalizacji marihuany chociaż termin minął już dawno. Co ciekawe, w międzyczasie Komisja ds. Petycji otrzymała kolejną petycję ws. dekryminalizacji ziela i też przesłała ją w formie dezyderatu do premiera. Rzeczpospolita informuje o informacjach jakoby odpowiedź była celowo opóźniana. Dlaczego i kiedy ją poznamy? Jakiej odpowiedzi można się spodziewać? Oto więcej informacji.

Wciąż nie ma odpowiedzi premiera na dezyderat ws. dekryminalizacji marihuany. Do Komisji wpłynęła druga petycja w tej sprawie

Mijają kolejne tygodnie i miesiące, a odpowiedzi na skierowany do premiera dezyderat ws. dekryminalizacji marihuany ja nie było – tak nie ma.

Stało się to, o czym wielu mówiło w kwietniu i maju – odpowiedź poznamy najwcześniej po wyborach prezydenckich.

Te jednak się już odbyły, a w sprawie nadal cisza.

Czemu udzielenie odpowiedzi na dezyderat trwa tak długo? Rzeczpospolita zapytała o to Centrum Informacyjne Rządu, niestety nie otrzymano odpowiedzi.

Dezyderaty do premiera często są następnie przekierowywane do ministerstw i nie można wykluczyć, że któreś z nich spowodowało poślizg w odpowiedziach

– mówi „Rzeczypospolitej”  Marcin Józefaciuk (KO), członek Komisji ds. Petycji oraz parlamentarnego zespołu ds. depenalizacji marihuany.

bomb dope
-reklama-

„Jednak co innego można usłyszeć nieoficjalnie. Posłowie, z którymi rozmawialiśmy, podejrzewają, że premier celowo opóźnił odpowiedź, by nie wywoływać nowego tematu w kampanii prezydenckiej. Powodem nieudzielenia odpowiedzi może być też niezdecydowanie samego Donalda Tuska w kwestii depenalizacji marihuany. W przeszłości wypowiadał się bowiem na ten temat w sprzeczny sposób.”

-informuje rp.pl

To, że premier może wstrzymać się z jakąkolwiek odpowiedzią na dezyderat przewidywała większość zainteresowanych tematem. Powodem była oczywiście kampania prezydencka i fakt, że marihuana rekreacyjna jest tematem niesłychanie politycznym – czy to się niektórym podoba czy nie.

nasiona konopi
-reklama-

Czy można z tego wyciągnąć jakieś wnioski pozwalające przewidzieć decyzję ministerstw i premiera w tej sprawie?

Niestety na chwile obecną ciężko jest przewidzieć cokolwiek w tej kwestii. Czy premier chciał poczekać do „po wyborach” żeby uniknąć ataków na jego kandydata na prezydenta starszej i konserwatywnej części społeczeństwa? Możliwe. A może czekał bo nie chce popierać zmian i nie chciał tego ujawniać żeby do Trzaskowskiego nie zrazić młodszych pokoleń? Tego nie wiadomo.

Natomiast jako pozytywny sygnał warto przypomnieć, że rok temu ważne dla sprawy ministerstwo czyli resort zdrowia poparł dekryminalizację posiadania i uprawy, pisaliśmy o tym T U T A J, pisaliśmy wtedy m.in. że:

„Depenalizacja marihuany w Polsce  – Ministerstwo Zdrowia jest na TAK.  Kilka dni temu wzywała do takiego rozwiązania Naczelna Izba Lekarska, zmiany popiera wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak. Wydział resortu zdrowia ds. uzależnień popiera depenalizację posiadania i uprawy na własny użytek.”

Teraz dodatkowo na tapecie pojawi się projekt ustawy dekryminalizujący posiadanie do 15 gramów oraz uprawę jednej rośliny konopi indyjskich na własny użytek, który będzie wkrótce złożony przez Parlamentarny Zespół ds. Dekryminalizacji Marihuany. Projekt ustawy jest już gotowy i wg. zapowiedzi z przed wyborów – wkrótce powinien trafić pod głosowanie.

420free
-reklama-

Czy zanim do takiego głosowania dojdzie premier udzieli jakiejkolwiek odpowiedzi w tej sprawie? Czy będzie czekał do głosowania, aby jakikolwiek był jego wynik – nie być bezpośrednio z nim kojarzonym? Na chwilę obecną wydaje się, iż możliwe jest wszystko.

W międzyczasie do Komisji ds. Petycji Wpłynęła kolejna w tej samej sprawie i tym razem także skierowano dezyderat do premiera. Wiemy też, że komisja wysyła też pisma ponaglające Donalda Tuska ws. ustosunkowania się do treści dokumentu.

Całkowita legalizacja marihuany w Europie jest celowo blokowana – wskazuje na to coraz więcej faktów oraz to, jak na chwilę obecną wygląda europejski rynek legalnego zioła i to, kto na nim niepodzielnie rządzi. W tym roku w Niemczech sprzedano już ok. 100 ton legalnej marihuany, pomimo braku oficjalnego komercyjnego rynku. Najbardziej niepokojące w tym wszystkim jest to, iż podmioty blokujące legalizację i zarabiające krocie na obecnej sytuacji – nawet nie są z Europy. Dlaczego w USA funkcjonuje komercyjny rynek zioła, a Europie się tego zabrania powołując się na przepisy, które dotyczą także Stany, a wręcz to USA narzuciły je całemu światu dekady temu? Oto więcej informacji.

Legalizacja marihuany w Europie jest celowo blokowana. Dlaczego i kto na tym zyskuje najbardziej?

Gdy Niemcy po raz pierwszy ogłosili swoje ambitne plany legalizacji marihuany, miłośnicy ziela zamieszkujący sąsiadujące kraje także z pewnością się ucieszyli. W końcu nadszedł czas pierwszych krajów Europy, które zalegalizują marihuanę rekreacyjną i utworzą jej komercyjny rynek, a gdy zrobi to jeden kraj – reszta Europy szybko też podąży tą drogą.

hemp plant nasiona konopi
-reklama-

I tak by zapewne było, reszta Europy także otworzyła by się na legalną marihuanę i płynące z niej korzyści zarówno społeczne jak i ekonomiczne.

Niemcy do tematu legalizacji podchodzili bardzo konkretnie i z pełną determinacją. Dokładali wszelkich starań, aby – jak sami mówili – wprowadzona pełna legalizacja marihuany rekreacyjnej nie wymagała korekt po tym, jak wejdzie w życie.

Niemieccy politycy w ramach konsultacji i obrania najlepszej drogi dla swojego kraju, jeździli po całym świecie odwiedzając miejsca, gdzie marihuana jest legalna. Odwiedzali polityków krajów, które już ziele zalegalizowały, a także uprawy czy sklepy sprzedające marihuanę.

Niemieccy liderzy odwiedzali także konopne wydarzenia, podczas jednej z edycji Iternational Cannabis Business Conference (ICBC) miałem okazję zarówno wysłuchać ich wystąpień w tej kwestii jak i chwilę porozmawiać na temat planowanych przez nich zmian. Widziałem jak dużo pracy i determinacji wkładają w to, aby marihuana stała się jak najszybciej w pełni legalna.

I nagle pewnego dnia ogłoszono, że Niemcy jednak nie mogą jednak w pełni zalegalizować marihuany ponieważ w roku 1961 podpisały Jednolitą Konwencję o Środkach Odurzających.

bomb dope
-reklama-

Chodzi o zapis Konwencji mówiący, że dane państwo, w tym przypadku Niemcy, zobowiązuje się do zwalczania czarnego rynku dystrybucji nielegalnych narkotyków. I na ten zapis powołała się właśnie Komisja Europejska, której decyzją Niemcy tłumaczą swoją rezygnacje z utworzenia komercyjnego rynku marihuany rekreacyjnej.

To, że Niemiecki rząd natychmiast uznał, iż Komisja Europejska ma racje, było pierwszym sygnałem, że musiało dojść do pewnych zakulisowych ustaleń.

Warto podkreślić, że legalizacja marihuany sprawiłaby, że nie byłaby ona już uznawana za nielegalny narkotyk i nie podchodziłaby pod przepisy wspomnianej Konwencji. Tak samo jak etanol czy nikotyna, które są narkotykami tyle, że legalnymi i nie podpadają pod Konwencję z 1961 r.

Dlaczego zatem Niemcy tak łatwo się poddali w kwestii, na której im tak bardzo zależało i której poświęcili dużo czasu i pracy?

Czemu pozwolili swoim obywatelom samemu uprawiać konopie indyjskie jednocześnie nie pozwalając na obrót komercyjny?

Po pierwsze – jak nie wiadomo o co chodzi to zawsze chodzi o pieniądze, i to niemałe. Po drugie – należy się zastanowić kto na tym wszystkim najwięcej zyskał i zarobił i dla kogo model Niemiecki jest najbardziej dochodowy.

Legalizacja marihuany w Europie jest blokowana przez producentów medycznej marihuany

W momencie gdy w Niemczech weszły w życie przepisy częściowo legalizujące marihuanę rekreacyjną i pozwalające na uprawę trzech roślin konopi indyjskich na własne potrzeby, objęły one także regulacje dot. medycznej marihuany. Wg. nowych przepisów marihuana medyczna przestała być kwalifikowana jako środek odurzający i trafiła do tej samej kategorii co ibuprofen 600. Spowodowało to, że wystarczy mieć najzwyklejszą receptę, aby nabyć marihuanę z apteki, jednak bez wychodzenia z domu.

Na chwile obecną obywatele Niemiec mogą zamówić receptę w ramach telemedycyny oraz zamówić na jej podstawie marihuanę z apteki, którą do domu dostarczy nam kurier. Ceny? Od 4 Euro za gram, podczas gdy czarny rynek już od wielu lat za gram marihuany ceni się ok. 10 Euro.

Tak na prawdę marihuana jest w Niemczech niemal w pełni legalna z legalnym rynkiem komercyjnym włącznie. Tyle, że firmy produkujące medyczną marihuanę przelobbowały takie przepisy, że teraz mają wyłączność na ten rynek.

W pierwszym kwartale bieżącego roku w Niemczech sprzedało się blisko 40 ton medycznej marihuany, to oraz tempo trendu wzrostu sprzedaży pozwala oszacować, iż do tej pory od początku roku sprzedano w Niemczech ok. 100 ton medycznej marihuany. To jest już w pełni rozwinięty i funkcjonujący rynek, który rośnie w potężnym tempie.

W ten oto sposób firmy farmaceutyczne produkujące / dystrybuujące medyczną marihuanę mają pełny monopol na legalny rynek.

Niemiecki przypadek jest idealnym przykładem tego, co byłoby idealną sytuacją w skali europejskiej, dla firm medycznych produkujących i sprzedających medyczną marihuanę.

Legalna uprawa w obrębie domostwa czyli de facto pozwolenie każdemu na wytwarzanie danego środka, w tym przypadku marihuany, w domowym zaciszu sprawia, że można ją wykreślić z listy substancji niebezpiecznych / narkotycznych, które wymagają specjalnej recepty. W ten sposób obywatele mają bardzo ułatwiony dostęp do zakupów w aptekach, co tak naprawdę w większości przypadków odbywa się online. Zakupy są następnie dostarczane kurierem do domu zamawiającego.

W praktyce obywatele np. Niemiec działając z pozycji własnego salonu i telefonu w ręku za pomocą kilku kliknięć otrzymują receptę na wybrane produkty, a następnie po kilku kolejnych kliknięciach w ekran telefonu mają złożone zamówienie, które niebawem ktoś dostarczy im pod drzwi. Takiemu konsumentowi nie robi różnicy czy zamawia zioło ze sklepu z ziołem czy z apteki – procedura zakupu jest przecież niemal identyczna.

Medyczne firmy produkujące marihuanę mają też ułatwione zadanie jeżeli chodzi o lobbing swoich interesów i to z kilku powodów.

Po pierwsze mają mocne argumenty, które przekonują, iż tradycyjny rynek komercyjny, w przypadku marihuany będzie trudniej kontrolować niż ten medyczny.

Po drugie, że to w końcu jest lek.

Po trzecie – państwo w takim wariancie także zarabia.

Zarobek skarbu państwa jest w przypadku legalizacji marihuany zawsze elementem dość istotnym i często jest argumentem za legalizacją ziela.

Legalna marihuana w Europie – co nas czeka w niedalekiej przyszłości?

Tak długo jak lobbing firm produkujących medyczną marihuanę będzie skuteczniejszy od tych, którzy lobbują otwarty komercyjny rynek – obecna sytuacja się nie zmieni.

Legalna marihuana to w Europie świetny biznes, który przyciągać będzie kolejnych inwestorów, którzy będą z kolei chcieli utworzyć komercyjny rynek marihuany, aby na nim zarabiać. Gdy tylko uda im się przelobbować swoje postulaty – państwa UE zaczną wprowadzać pełną legalizację.

Legalizacja marihuany w Europie to biznes na ogromną skalę i to ludzie z tego biznesu tak naprawdę decydują o kształcie przepisów, które regulują jej status w danym kraju.

Czechy legalizują marihuanę, jednak w mocno okrojonej wersji w stosunku do tego, co pierwotnie zapowiadano. Wczoraj Izba Poselska przegłosowała legalność uprawy i posiadania ziela na własny użytek jednak w niedużych ilościach. Czesi, tak samo jak Niemcy, wycofali się w pierwotnych planów pełnej legalizacji twierdząc, iż blokuje ich Jednolita Konwencja o Środkach Odurzających z 1961 r. Tylko, że te przepisy obowiązują także USA, gdzie legalny rynek marihuany rozwija się w najlepsze. Oto więcej informacji.

Czechy legalizują marihuanę, ale tylko częściowo

Wczoraj Izba Poselska czeskiego parlamentu przyjęła ustawę częściowo legalizującą uprawę i posiadanie niewielkich ilości ziela na własny użytek.

Teraz ustawę czeka jeszcze tylko Senat i wszystko wskazuje na to, że od 1.01.2026 nowe przepisy wejdą u naszych sąsiadów w życie. Co będzie w Czechach od przyszłego roku całkowicie legalne dla osób powyżej 21 roku życia?

  • uprawa 3 roślin konopi indyjskich
  • posiadanie do 100 gramów suszu w miejscu zamieszkania
  • posiadanie do 25 gramów suszu w przestrzeni publicznej

Natomiast jako wykroczenie, od przyszłego roku traktowane będzie:

  • uprawa 4 i 5 roślin konopi indyjskich
  • posiadanie 101 – 200 gramów suszu w miejscu zamieszkania
  • posiadanie 26 – 50 gramów suszu na ulicy

Wszystkie większe ilości traktowane będą jako przestępstwo. Jednak kary nawet za znacznie większe niż dopuszczalne ilości także zostały zmniejszone.

Koniec bezsensownej kryminalizacji: uprawa 3 roślin konopi i posiadanie 100 gramów w domu nie będzie już przestępstwem. Rozważny krok dla pacjentów, seniorów i wszystkich, którzy wierzą w wolność i odpowiedzialność

– napisała w serwisie X posłanka Renáta Zajíčková, która brała udział w pracach nad nowym prawem.

hemp plant

-reklama-

Czesi legalizują marihuanę ale częściowo i tak jak Niemcy, wycofali się z wielkich planów utworzenia legalnego rynku konopnego

Kilka miesięcy po tym jak Niemcy początkowo ogłosiły plany pełnej legalizacji marihuany rekreacyjnej, łącznie z utworzeniem legalnego ryku komercyjnego, Czesi poinformowali, że także w pełni zalegalizują marihuanę.

Mało tego, mówili wtedy, że to najlepsze możliwe rozwiązanie dla całej Europy, która powinna także iść tym torem.

Niestety jakiś czas później jasne stało się, że ani Niemcy ani Czesi marihuany nie zalegalizują w pełni wraz z utworzeniem legalnego rynku co przecież oznacza ogromne dochody i nowe miejsca pracy da krajów, które to zrobią.

Oba państwa jako argument podają fakt, że podpisały się pod Jednolitą Konwencją o Środkach Odurzających z 196 r. Konwencja ta mówi m.in., że należy zwalczać handel nielegalnymi substancjami. Niemcy twierdzą, że to zabrania im utworzenia legalnego rynku marihuany gdyż zobowiązali się do zwalczania rynku nielegalnych substancji, a nie regulowania go.

bomb dope
-reklama-

I tu pojawiają się dwie sprawy – po pierwsze gdyby marihuanę zalegalizować, automatycznie zostaje ona wyjęta z katalogu używek nielegalnych i staje się kolejną legalną używką jak tytoń czy etanol. Zatem Konwencja z 1961 automatycznie by jej nie dotyczyła.

Druga kwestia to fakt, iż to Stany Zjednoczone narzuciły tę deklarację wszystkim krajom, które chciały utrzymać współpracę gospodarczą ze stanami. USA w 1961 r. narzuciła większości świata to, aby marihuana była środkiem nielegalnym i nieproporcjonalnie kryminalizowanym – po czym sami ją zalegalizowali łącznie z rynkiem rekreacyjnym.

Oczywiście marihuana w USA nie jest jeszcze legalna na poziomie federalnym, a jedynie stanowym. Jednak na mocy prawa stanowego marihuanę można legalnie kupić już w zdecydowanej większości stanów USA, a legalizacja na poziomie federalnym to kwestia czasu i nastąpi dość szybko.

Stany Zjednoczone czerpią ogromne korzyści z legalnej marihuany, które idą w dziesiątki miliardów rocznie.

W tym samym czasie Europa wsadza za marihuanę do więzienia, nie zarabiając na niej ani grosza,a wręcz dopłacając do tego miliony euro rocznie, które generują postępowania policji, prokuratur i sądów związane  z posiadaniem niewielkich ilości ziela na własny użytek.

420free
-reklama-

Podczas gdy Ameryka czerpie z marihuany potężne korzyści, a używanie szkodliwe oraz używanie marihuany wśród młodzieży mocno spada – Europa wydaje setki milionów rocznie na niszczenie swoim obywatelom życia za to, że posiadali lub uprawiali rośliny konopi indyjskich.

Sadiq Khan, burmistrz Londynu, apeluje o częściową dekryminalizację marihuany. Khan wskazuje, iż szeroko zakrojone badanie wskazuje, że obecny sposób kontrolowania konopi indyjskich wyrządza społeczeństwu większą szkodę niż ich używanie. Raport ze wspomnianego badania stwierdza także, że stosowanie uprawnień do zatrzymywania i przeszukiwania dotyka w sposób nieproporcjonalny społeczności czarnoskórych. Co jeszcze napisano w raporcie i jakie będą jego następstwa? Oto więcej informacji.

Burmistrz Londynu apeluje o częściową dekryminalizację marihuany

Od dawna wyraźnie mówiłem, że potrzebujemy nowego spojrzenia na to, jak ograniczyć poważne szkody związane z przestępczością narkotykową w naszych społecznościach

– powiedział w środę burmistrz Londynu.

Niezależna Londyńska Komisja ds. Narkotyków (London Drugs Commission), która opublikowała raport rok po tym, jak została powołana przez Khana, podkreśliła, że ​​nie promuje powszechnej legalizacji marihuany. Zamiast tego jej główne zalecenie brzmi, że posiadanie niewielkich ilości naturalnej marihuany na własny użytek nie powinno być już kryminalizowane.

Obecne wyroki dla osób przyłapanych na posiadaniu naturalnej marihuany nie są uzasadnione, biorąc pod uwagę jej względną szkodliwość i doświadczenia ludzi związane z systemem wymiaru sprawiedliwości.

-powiedział Khan

Komisarze pod przewodnictwem byłego ministra sprawiedliwości Lorda Falconera współpracowali z naukowcami z University College London w celu zebrania dowodów od ponad 200 ekspertów i naukowców z całego świata.

gdy zakończyli prace, stwierdzili, że uznawanie marihuany za narkotyk klasy B na mocy brytyjskiej ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii jest „nieproporcjonalne do szkód, jakie może ona powodować w porównaniu z innymi narkotykami kontrolowanymi przez tę ustawę”.

420free
-reklama-

Badacze zwrócili także uwagę na fakt, iż kontrola narkotyków koncentruje się obecnie na niektórych społecznościach etnicznych – szczególnie na społeczności czarnej – „co powoduje szkodliwe, długotrwałe konsekwencje dla jednostek, całego społeczeństwa oraz relacji policja-społeczność”.

Chociaż badacze stwierdzili potencjalne krótkoterminowe korzyści wynikające z legalizacji, takie jak wpływy z podatków i zmniejszenie kryminalizacji, to zaznaczyli, iż nie są zwolennikami całkowitej legalizacji marihuany rekreacyjnej.

Zakres szkód, szczególnie w odniesieniu do zdrowia publicznego, a także kosztów osobistych i społecznych, ujawnia się po dłuższym czasie i nie jest jeszcze dobrze poznany.

-poinformowali

Wygląda to jednak na podejście „zachowawcze” ponieważ zakres możliwych szkód wynikających z legalizacji jest już znany z krajów, które zrobiły to lata temu. Wszystkie obserwacje i badania prowadzone w krajach gdzie marihuana została zalegalizowana pokazują jedynie pozytywne skutki tej decyzji, takie jak spadek używania szkodliwego czy znaczący spadek użycia marihuany wśród młodzieży.

Badacze przyznali także, iż należy kłaść większy nacisk na pomoc osobom, których używanie staje się problematyczne, zauważając, że marihuana może uzależniać. „Osoby cierpiące na negatywne skutki marihuany, które mogą stanowić niewielki odsetek użytkowników, potrzebują niezawodnego, stałego wsparcia medycznego i innego”.

hemp pant
-reklama-

Raport stwierdza także, że edukacja na temat marihuany jest niewystarczająca oraz nie uwzględnia „czynników motywujących do jej używania” i – zwłaszcza w przypadku osób młodych – jest „dystrybuowana przez dostawców, którym brakuje wystarczającej wiarygodności i wiedzy”.

Jasne jest, że konieczny jest fundamentalny reset. Legalizacja nie jest odpowiedzią. Odpowiedź systemu wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych musi koncentrować się wyłącznie na dilerach, a nie użytkownikach… I potrzeba znacznie więcej edukacji na temat ryzyka związanego z używaniem konopi

-mówią autorzy raportu

Burmistrz Londynu powiedział, że raport zawiera zalecenia, na które władze zarówno w ratuszu, jak i w Westminsterze powinny zwrócić uwagę.

Będziemy nadal współpracować z partnerami w służbie zdrowia, policji i innych usługach publicznych, aby ograniczyć używanie narkotyków, zapewnić większej liczbie osób terminowe leczenie i wsparcie oraz uczynić nasze ulice i społeczności bezpieczniejszymi. Nie mamy zamiaru reklasyfikowywać konopi z substancji klasy B na mocy Misuse of Drugs Act.

-poinformował rzecznik Home Office

Panuje takie przekonanie, że to PiS zalegalizowało medyczną marihuanę w naszym kraju. Tego typu twierdzenia pojawiają się regularnie, a w ostatnim, mocno politycznym okresie wyborczym pojawiają się bardzo często. Jednak stwierdzenie, że to Prawo i Sprawiedliwość zalegalizowało medyczne konopie w naszym kraju,  jest zwyczajną nieprawdą. Oto więcej informacji.

Obalamy konopne mity: To nie PiS zalegalizowało medyczną marihuanę w Polsce

Ostatnie tygodnie to najbardziej polityczny czas ze wszystkich możliwych – czas wyborów, w tym przypadku prezydenckich.

Dla miłośników konopi, pacjentów korzystających z medycznej marihuany czy podmiotom gospodarczym, które stawiają na konopie – polityka ma ogromne znaczenie, nawet jeżeli temu zaprzeczają.

Wynika to z tego, że status marihuany mogą zmienić jedynie politycy – czy nam się to podoba czy nie. Dlatego marihuana to sprawa polityczna, a nawet bardzo polityczna.

Ten artykuł nie jest materiałem agitacyjnym, a jedynie próbą pokazania naszym czytelnikom pewnych zależności.

Bo w obecnych wyborach bitwa o głosy to tak naprawdę pojedynek nie pomiędzy kandydatami, a partiami i poglądami, które te partie reprezentują, chodzi oczywiście o obozy PO / KO oraz PiS.

420free
-reklama-

PiS czy PO – kto może bardziej pomóc sprawie konopnej w Polsce

W kwestii medycznej marihuany należy przypomnieć, że ta ustawa to nie była inicjatywa PiS, to nie był projekt rządowy.

Projekt ustawy legalizującej medyczną marihuanę przedstawili posłowie Kukiza i Nowoczesnej. Projekt poparli posłowie wszystkich opcji politycznych, w tym PiS. Jedynymi posłami, którzy go nie poparli byli Ziobro i Kempa z PiS. Ta ustawa jak mało która zjednoczyła wszystkich posłów oprócz wspomnianej dwójki z PiS, taka jednomyślność to bardzo rzadka sytuacja.

To, że gdy posłowie Kukiza i Nowoczesnej projekt złożyli, a wszyscy posłowie jednomyślnie go poparli, rządził akurat PiS – kompletnie nie oznacza, że można stwierdzić, iż to właśnie Prawo i Sprawiedliwość doprowadziło do zalegalizowania w naszym kraju medycznej marihuany.

Druga sprawa, że w przypadku posłów i przedstawicieli PiS – nie ma co liczyć na poparcie dekryminalizacji marihuany rekreacyjnej. Ich podejście jest takie, że medyczna marihuana jako lek ratujący zdrowie i życie wypisywany na receptę jest w porządku, bo ratuje zdrowie i życie. Natomiast marihuana rekreacyjna jest dla PiS absolutnie nie do przyjęcia.

Jeżeli ktoś twierdzi, że dla sprawy konopnej lepiej wybrać PiS gdyż to oni zrobili póki co najwięcej dla marihuany – to jest w ogromnym błędzie i nie ma pojęcia jak bardzo szkodliwa wg. PiS jest marihuana. Poglądy takie jak te posła Dolaty, mówiące, że legalna marihuana to setki śmierci na drodze każdego miesiąca – są w PiS normalne. Ci ludzie serio nadal uważają, że marihuana to śmierć i wstęp do heroiny – sam miałem wielokrotnie okazję to słyszeć od przedstawicieli PiS podczas różnych sejmowych Komisji dot. marihuany.

bomb dope
-reklama-

Z drugiej strony mamy natomiast reprezentanta PO / KO, ugrupowania, które zdecydowanie bardziej niż PiS idzie w lewą stronę. Dlatego wydawać by się mogło, że to właśnie przedstawiciele tego ugrupowania są bardziej sprzyjający liberalizacji prawa dotyczącego marihuany.

Jednak w ostatnich miesiącach i tygodniach panuje przekłamana narracja, która mówi, iż dla marihuany lepiej jest wybrać PiS, bo ten zalegalizował przynajmniej medyczna marihuanę, niż PO /KO, które jedyne co w tej sprawie zrobiło to utrudniło dostęp do recept na medyczną marihuanę. Tylko, że to nie prawda w obu przypadkach.

To, że to nie PiS zalegalizowało medyczne konopie już wyjaśniłem.

W kwestii ograniczenia wystawiania recept na medyczna marihuanę poprzez likwidację możliwości uzyskania recepty w ramach teleporady  opublikowaliśmy niedawno artykuł, w którym tłumaczymy, że likwidacja recept na medyczna marihuanę w ramach teleporady nie była inicjatywą rządu Donalda Tuska, a jedynie reakcją na prośby środowiska lekarskiego.

Według lekarzy wystawianie recept na medyczną marihuanę odbywało się z naruszeniem sztuki lekarskiej – i to jest prawdziwy powód likwidacji konopnych teleporad. I tę prośbę środowiska lekarskiego rząd spełnił.

Więcej na ten temat przeczytasz w naszym artykule Jaki jest prawdziwy powód zakazu wystawiania recept na medyczną marihuanę w ramach teleporady?

Dlatego też, jeżeli chodzi tylko i wyłącznie o sprawę konopną – PiS i jego przedstawiciel jako prezydent naszego kraju to najgorszy możliwy wybór.

Warto też przypomnieć, iż to podczas rządów PO wprowadzono art. 62a, który daje prokuratorowi możliwość umorzenia postępowania w przypadku posiadania niewielkich ilości ziela na własny użytek. Prokuratura korzysta z tego przepisu średnio 10 000 razy rocznie. Natomiast PiS za to posunięcie mocno atakowało wtedy Donalda Tuska twierdząc, że takie przepisy to w sumie legalizacja marihuany „tylnymi drzwiami”.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.