Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

czy liroy oszukał inwestorów

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie podziały się środki w wysokości 3,5 miliona złotych zebrane w trakcie zbiórki publicznej LiRoyal? Czy możemy mówić o największym polskim przekręcie opartym o konopie? Dziś przyjrzymy się tematowi, który rozpala branże konopi od środka już od dość dawna. Niestety wiele wskazuje na to, że mamy do czynienia z największym oszustwem w polskiej branży konopnej. O komentarz i wyjaśnienie kilki kwestii poprosiliśmy także Liroya, który się do sprawy odniósł. Oto więcej informacji.

Reklama

Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal S.A. poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawnych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Piotr Liroy Marzec to postać, której przedstawiać nie trzeba. Jeden z pionierów kultury Hip-Hopowej w naszym kraju. Liroy jest dzisiaj legendą i bez dwóch zdań na to zasłużył.

Reklama

Jakiś czas po tym gdy z mikrofonem spotykał się coraz rzadziej – został posłem na Sejm RP z ramienia KUKIZ’15.

Już jako polityk, był też jedną z osób, które kojarzone są z zalegalizowaniem medycznej marihuany w naszym kraju.

Nie stronił też od show-biznesu. W marcu 2022 r. ruszył program emitowany w telewizji TVN „Przez Atlantyk”, w którym polskie tzw. gwiazd przepływały Ocean Atlantycki na pokładzie żaglowca.

Lata 2019 – 2022 to boom na konopie włókniste, a dokładniej susz CBD. Konopie CBD stały się w tym okresie bardzo popularne, a jeszcze popularniejsze stało się zakładanie nowych firm związanych z konopiami, których w naszym kraju było w pewnym momencie blisko tysiąc.

Boom na konopie i produkty CBD postanowił wykorzystać także Piotr Liroy Marzec, który współpracując z Maciejem Sagalem oraz Patrykiem Działdowskim powołali spółkę LiRoyal, mającą się zajmować się produkcją produktów konopnych klasy premium –  jak sami je opisywali.

Crowdfunding LiRoyal i zebrane 3,5 z planowanych 4,5 milionów zł

w 2021 roku Liroy ogłosił, że w czerwcu uruchomi publiczną emisję akcji LiRoyal, w ramach której planuje zebrać 4,5 miliona złotych. Środki te miały być przeznaczane na rozwój marki LiRoyal, która miała podbijać nie tylko Polski ale także Europejskie rynki, a szczególnie akcentowany był rynek Niemiecki. Plany wyglądały ambitnie, a ludzie ufali Liroyowi – w końcu muzycznej legendzie i byłemu posłowi na Sejm RP można zaufać. Prawda?

Jednak zaraz po ogłoszeniu planowanej na 2 czerwca emisji akcji LiRoyal – zaczęło robić się dziwnie i bardzo podejrzanie. Nagle Piotr Liroy-Marzec zaczął kłamać na potęgę i wprowadzać potencjalnych inwestorów w błąd, jednak kłamstwa te mógł wyłapać jedynie ktoś, kto branże konopi zna na wylot – zwykły miłośnik konopi chcący zainwestować w LiRoyal był z pewnością pod wrażeniem.

W czym dokładnie rzecz? Chodzi o to, że przez cały miesiąc poprzedzający emisję akcji LiRoyal, Liroy jeździł po różnych lokalizacjach i obiektach nagrywając z nich materiały i robiąc relacje na żywo, z których wynikało, że Liroy jest u siebie, pokazuje swoje lokalizacje i obiekty czy uprawy, które jak mówił na nagraniach – będą rozwijane z pieniędzy zebranych w trakcie emisji akcji zaplanowanej na 2 czerwca 2021.

Jednak prawda jest taka, że bohater tego tekstu odwiedzał różne lokalizacje, z którymi kompletnie nic go nie łączyło, często prywatnie korzystając z czyjejś gościnności. Odwiedzając cudze obiekty nagrywał na nich materiały, na których twierdził, że jest na obiektach, które będą rozwijane ze środków zebranych w crowdfundingu, mimo tego, że nie miał z nimi kompletnie nic wspólnego. Jednym z takich przypadków była np. wizyta Liroya u Macieja Pawłowskiego – znanego działacza i aktywisty konopnego, a także twórcy projektu „Wioska Konopna”.

Liroy przyjechał do nas zupełnie prywatnie. Gdy skończyliśmy oprowadzać go po naszym terenie i opowiedzieliśmy o najbliższych planach związanych z naszą Wioską – Liroy wyciągnął telefon i rozpoczął relację na żywo na swoje social media. Ku naszemu zdziwieniu, Piotrek zaczął w trakcie relacji pokazywać teren dookoła i opowiadał jak to z zebranych środków będzie się tu wszystko rozwijało. Było to oczywiście kłamstwo bo Piotr z naszym projektem nigdy nie miał nic wspólnego.

– mówi nam Maciej Pawłowski.

Liroy takich materiałów, nie mających nic wspólnego z prawdą – opublikował kilka. Natomiast już po zakończeniu emisji akcji, aby podtrzymywać mit LiRoyal – robił to nadal. Przykładem jest m.in. materiał poniżej, który do dzisiaj można znaleźć na IG Liroya. Na nagraniu Piotr opowiada o wyjątkowości swoich produktów CBD, które powstają z roślin będącymi ich „dziećmi”, które potem przetwarzają w swojej fabryce. „To są nasze dzieci” – mówi stojąc na uprawie konopi.

Tylko, że to wszystko kłamstwo – obiekt, nie którym znajduje się Liroy nie jest z nim w żaden sposób związany, on tam był gościem! 

A tutaj zdjęcia z tego samego obiektu z roślinami oraz bez nich, niestety, ale znam ten obiekt, wiem do kogo należy i wiem, że wideo Liroya z uprawy to kłmastwo. Niestety mało kto zna branże konopi tak bardzo na wylot jak np. ja dlatego nikt tego nawet nie zauważył:

liroy oszukał

liroy oszukał

Zwróćcie uwagę na słupki oraz rury zawinięte z lewej stronie na ścianie, a także na rysę na wysokości końca słupków, dokładnie to samo widzimy w tle wideo nagranego przez Liroya na rzekomo swoim obiekcie ze swoimi „dziećmi.

Wszystko co opowiadał Liroy na temat swojej spółki i planowanych działań LiRoyal – było, jak widać, wyreżyserowanym kłamstwem.

Czy Liroy oszukał inwestorów? Emisja akcji i wycena spółki

Po nieco ponad miesiącu tej co najmniej dziwnej kampanii Liroya, przyszedł czas uruchomienia emisji akcji LiRoyal S.A. – i zaczęło robić się jeszcze dziwniej. W jej dniu, tj. 2.06.2021 portal crowdnews.pl napisał w artykule „Emisja akcji LIROYAL.pl, to nie mogło mi się spodobać” o emisji Liroya:

„LIROYAL.pl to „konopna” spółka, którą swoim nazwiskiem firmuje Piotr Liroy-Marzec. Przyznam, że mam zastrzeżenia do sposobu, w jaki oferta się rozpoczęła. Dokument ofertowy nie został wcześniej udostępniony publicznie dla wszystkich. Spowodowało to, że znaczna część inwestorów złożyła zapis na akcje nie zaglądając nawet do tak ważnego dokumentu.„

Czym jest wspomniany „dokument ofertowy”?

Jest to prospekt emisyjny lub memorandum informacyjne. Jest to kluczowy dokument, który zawiera szczegółowe informacje o spółce planującej emisję akcji, w tym o jej sytuacji finansowej, działalności, planach rozwojowych oraz ryzykach związanych z inwestycją. Jest to nieodłączny element publicznej emisji akcji i ma na celu dostarczenie potencjalnym inwestorom rzetelnych i kompleksowych danych, które pozwolą im podjąć świadomą decyzję o zakupie lub rezygnacji z zakupu akcji danego podmiotu.

Nabywcy akcji LiRoyal nie mieli możliwości zapoznania się z tym dokumentem gdyż zwyczajnie takowego nie było.

Eksperci inwestycyjni sugerują, że emitent liczył na osoby niedoświadczone w zakresie inwestycji, które czym prędzej kupią pakiet akcji zaraz po uruchomieniu ich emisji tylko dlatego, że uwierzyły w Liroya i uwierzyły Liroyowi na słowo. Zaufali mu i powierzyli swoje pieniądze.

Piotr Liroy-Marzec wprost zasugerował, że zainteresowanie ofertą może być tak duże, że dostępne akcje szybko się skończą. Nic dziwnego, że ci mniej doświadczeni inwestorzy rzucili się do zakupu nie poznając nawet szczegółów emisji i blokując serwer platformy crowdfundingowej.”

-czytamy na crowdnews.pl, którego rekomendacja inwestycyjna w tym przypadku brzmiała – „trzymać się jak najdalej”

Ale to jeszcze nic! Patrząc na historię powstania oraz wyceny spółki LiRoyal.pl, odrazu powinna zapalać się czerwona lampka u potencjalnych inwestorów.

W kwietniu 2021 r. powołano do życia spółkę Global-Hempire.com SA. Akcjonariusze objęli 200 tysięcy akcji po 1 zł. Kapitał założycielski tej firmy ustalono zatem na 200 tysięcy złotych. Największym inwestorem została firma HubBurger.com GmbH, w której Piotr Liroy-Marzec i Maciej Sagal posiadają po 50% udziałów.

Tydzień później (będąc jeszcze w organizacji) Global-Hempire.com SA powołuje kolejny podmiot – LIROYAL.pl. Założyciel objął 1 milion akcji po 10 groszy. W tym przypadku kapitał założycielski wyniósł zatem 100 tysięcy złotych. Formalnego wpisu do KRS dokonano 20 maja. I tu robi się naprawdę grubo – już dzień później odbyło się walne zgromadzenie, które uchwaliło nową cenę akcji. Chodziło o ofertę LiRoyal, w której cenę emisyjną ustalono na… 45 złotych za akcję.

Dokładnie tak, panowie sobie po prostu usiedli i bez żadnych podstaw stwierdzili, że od teraz ich spółka nie jest warta 100 tysięcy lecz… 45 milionów złotych!

Koniec emisji akcji LiRoyal.pl – na co wydano zebrane środki?

Z planowanych 4,5 miliona – zebrano 3,5 miliona złotych.

Czy po zebraniu środków od akcjonariuszy Liroy, Maciej Sagal oraz Patry Działdowski ruszyli na podbój konopnego rynku w Polsce i na świecie?

Niestety nie. Przez kilka miesięcy utrzymywano pozory, że wszystko jest ok.

W pierwszym kwartale 2022 Liroy chwalił się, że LiRoyal zamknie rok z zyskiem 50 milionów złotych. Zysku! nie przychodu czy obrotu, 50 milionów zysku!

Gdy Liroy podał tę informację publicznie – media od Pudelka po Money.pl rozpisywały się jaką to żyłą złota jest jego biznes konopny. Oczywiście 50 milionów było wymyślone, nie istnieje też żadne sprawozdanie finansowe, które miałoby to potwierdzić. Zresztą LiRoyal nigdy nie złożył żadnego sprawozdania, które są w tym przypadku wymagane prawem. 

31 maja 2022 roku we WPROST Biznes ukazał się wywiad z Liroyem, gdzie opowiadał o swoim biznesie, a raczej planach, które tak na prawdę nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Opowiadał o gotowych sklepach na rynki zagraniczne (UK i Niemcy) oraz innych sukcesach, której jednak nigdy nie doszły do skutku.

LiRoyal początkowo wypuścił niewielkie partie produktów. Były to susze opisywane jako premium mimo tego, że były m.in opryskiwane terpenami – czym zresztą się chwalił Liroy nie zdając sobie najwyraźniej sprawy, że to wyklucza produkt z kategorii premium. Inna sprawa jest taka, że Liroy tak naprawdę ma bardzo małe pojęcie o konopiach co udowodnił wielokrotnie w różnych wywiadach. Na jednym z nich nawet się upierał, że jeżeli podgrzejemy CBD to ono przekształci się w THC.

Od lata 2022 Liroy mówił już o LiRoyal coraz mniej.

W sieci zaczęły się pojawiać grupy osób, które nabyły akcje LiRoyal i twierdzą, że Liroy ich oszukał, w branży konopnej dominowała narracja, że to od początku nie trzymało się kupy. Ludzie organizują się w celu składania pozwów zbiorowych, niektóre postępowania przeciwko Liroyowi i Maciejowi Sagalowi są w toku (o nich za chwilę).

Z uzyskanych przeze mnie informacji od byłego wspólnika Liroya wynika, że po zamknięciu emisji akcji spółka wyprodukowała partie wspomnianego suszu, partie olejków CBD i CBG oraz prażonych nasion, uruchomiła i opłaciła niewielkie działania marketingowe. Reszta środków natomiast po kilku tygodniach została wypłacona z konta i… no właśnie nie wiadomo co się z tymi pieniędzmi stało.

Co ciekawe, były wspólnik Liroya, aby odzyskać zainwestowane środki i poniesione koszty – musiał podpisać zobowiązanie prawne, że nie będzie się publicznie wypowiadał na temat spółki. Jednak jak sam przyznał – jeżeli zostanie o to zapytany przed sądem – wtedy będzie mógł, a wręcz będzie zobowiązany do wyjawienia wszystkich informacji w tej sprawie.

Ludzie, którzy zainwestowali w LiRoyal.pl do dziś nie mają żadnych informacji związanych ze spółką, nigdy nie pojawił się żaden komunikat spółki, żadne sprawozdanie finansowe – co jest złamaniem prawa. W mailach do naszej redakcji czytamy:

Witam, nazywam się Bartek (nazwisko ukryte)  i zostałem oszukany przez Liroyal na 15k złotych. Patryk Działkowski mnie do tego namówił żebym zakupił akcje w bestfund 

Osób oszukanych na kwoty kilkunastu tysięcy jest bardzo wiele, ale są też oszukani na wiele większe kwoty:

Zainwestowałem 5500,00zl 
Do dnia dzisiejszego nie otrzymałem żadnych informacji dotyczących kondycji spółki. 
Mało tego, ja do dziś nie zostałem nawet wpisany do rejestru akcjonariuszy spółki. Pisałem wielokrotnie do Sagala, który mi obiecywał, że lada dzień zostanę dopisany. Byłem osobiście w domu maklerskim, z którym Liroyal miał umowę i oni rozkładali ręce, bo mówili że im spółka nie wysłała wszystkich dokumentów i także są oburzeni postawa firmy. Mam na to screenie z komunikatora. Oczywiście, nie dotrzymał słowa. Sytuacja jest żenująca. 
Zamierzam zgłosić to do prokuratury.

-pisze do nas kolejny inwestor Liroya

Jednym z niewielu realnych działań realizowanych przez Liroya, tym razem pod szyldem HubBurger była sieć 50-ciu automatów vendingowych rozlokowanych na stacjach benzynowych Stat Oil. Jednak maszyny te dość szybko zniknęły. Biznes w tym przypadku polegał na tym, że oprócz produktów własnych (susze i olejki LiRoyal) sprzedawali produkty podmiotów, które im zapłaciły za miejsce w maszynach. No i tu tez sytuacja wygląda nieciekawie, napisał do nas jeden z kontrahentów Liroya i Macieja Sagala informując, że temat maszyn też był oszustwem:

Co na to wszystko Liroy?

O wszystko to zapytałem Liroya, który odniósł się do sprawy, jednak jego wyjaśnienia są co najmniej dziwne.

1)  Z czego wynikał fakt, że w okresie bezpośrednio przed planowaną emisją akcji LiRoyal publikowałeś treści video, nagrane na obiektach, z którymi zupełnie nie miałeś nic wspólnego, a na których opowiadałeś, że jesteś na swoich obiektach, które będziesz rozwijał z pozyskanych środków w ramach emisji akcji LiRoyal.

Nagrania realizowaliśmy w obiektach partnera, w których faktycznie wytwarzano produkty sygnowane naszą marką.
W materiałach promocyjnych wyraźnie informowaliśmy, że to obiekty partnerskie, a przedstawiciel tego partnera na nagraniu opowiadał o naszej współpracy. Celem było pokazanie realnego zaplecza, z którego korzystaliśmy i które planowaliśmy rozszerzać po emisji. Nie przedstawiałem tych miejsc jako prawnie należących do spółki; intencją było zilustrowanie modelu działania i standardów jakości w ramach współpracy.

Na 5 materiałów wideo 4 były zrealizowane na obiektach gdzie Liroy był jedynie gościem, co wykazane zostało już wcześniej. Natomiast faktycznie, jeden z materiałów nagrany był w zakładzie przetwórczym Green Lanes należącym do Patryka Działdowskiego – wspólnika w LiRoyal. Ten jeden materiał faktycznie przedstawiał obiekt, który był w jakiś sposób związany z marką LiRoyal. Natomiast cała reszta materiałów była celowym wprowadzaniem w błąd.

2) Dlaczego nie składacie żadnych sprawozdań finansowych za ostatnie lata?

Spółka przeszła bardzo trudny okres operacyjny, wymagający reorganizacji i zabezpieczenia ciągłości działania. W tym czasie priorytetem była stabilizacja (m.in. po wycofaniu się kluczowego dystrybutora i związanym z tym zamrożeniem kapitału w towarze). Formalny proces sprawozdawczy jest porządkowany z doradcami – po zamknięciu prac zostaną przekazane właściwe dokumenty do rejestrów oraz udostępnione akcjonariuszom. Stawiam na rzetelność i kompletność danych, dlatego komunikuję wyniki po pełnym domknięciu procedur.

Przypominam tylko, że spółka akcyjna jest prawnie zobowiązana do składania corocznych sprawozdań do KRS, pierwszy raz pojawia się także motyw „dystrybutora, który się wycofał”, z którego wynika, że od kilku lat firma nie działa bo kiedyś wycofał im się ważny dystrybutor. Akcjonariusze od 3 lat nie otrzymali żadnych informacji.

3) Jaka jest obecnie sytuacja spółki LiRoyal?

Operacyjnie działamy, ale w trybie maksymalnej oszczędności. Po wycofaniu się dystrybutora ponieśliśmy koszty przygotowanych materiałów promocyjnych i produkcji; duża partia olejków oraz innych produktów zalega w magazynie, co ograniczyło płynność i wymusiło redukcję kosztów i etatów. Dodatkowo jedna z dostaw od partnera produkcyjnego była niepełnowartościowa – prowadzimy formalne działania, by sprawę wyprostować. Utrzymujemy sprzedaż (głównie online), otwieramy alternatywne kanały zbytu i rotujemy stanami magazynowymi. Osobiście dofinansowuję spółkę własnymi środkami, żeby zabezpieczyć ciągłość i czas potrzebny na odbudowę sprzedaży.

I tu robi się jeszcze ciekawiej. Po pierwsze, nie wolno sobie ot tak dofinansowywać spółki akcyjnej i o tym nikogo nie poinformować, jest to działanie niezgodne z prawem. Dofinansowywanie spółki akcyjnej to tzw. rozwadnianie akcji czyli de facto obniżanie ich ceny jednostkowej na czym oczywiście tracą inwestorzy. Jest to nic innego, jak zmniejszenie procentowego udziału poszczególnych posiadaczy akcji. Druga sprawa to przyznanie się do zalegającego towaru… który był wyprodukowany w latach 2021 /2022 i w przypadku np. olejków – są już dawno przeterminowane.

4) W necie są grupy na których są setki osób twierdzących, że zostali przez was oszukani – jak to skomentujesz?

Traktuję te emocje poważnie i z szacunkiem. Rozumiem rozczarowanie skalą i tempem rezultatów, natomiast kategorycznie podkreślam: celem nigdy nie było kogokolwiek wprowadzać w błąd. Środki inwestorów zostały zainwestowane w realne działania: produkcję, materiały, logistykę, zapasy, rozwój kanałów sprzedaży i komunikację. Projekt napotkał niezależne od nas przeszkody (m.in. wycofanie się dystrybutora, problemy jakościowe u dostawcy), co przełożyło się na wyniki i nastroje. Jestem otwarty na dialog i bieżące wyjaśnienia; wdrażamy regularną komunikację do akcjonariuszy oraz działania operacyjne ukierunkowane na upłynnienie zapasów i odbudowę sprzedaży.

W odpowiedzi Liroy pisze o działaniach takich jak produkcja, materiały, logistyka czy zapasy i rozwój kanałów sprzedaży. Tylko czemu, jeżeli byłaby to prawda, nic z tych rzeczy nigdy nie zostało zakomunikowane akcjonariuszom? Na chwile obecną w polskiej branży konopi, nikt z Liroyem nie zrobi żadnego interesu – to jest pewne i wiadome od 2023 r. Zatem o jakich działaniach mówi Liroy? 

5) Mieliście ambitne plany rozwoju marki LiRoyal na Polskim oraz zagranicznych rynkach z naciskiem na Niemcy. Możesz w skrócie powiedzieć jak wyglądało to faktycznie i czemu nie zrealizowaliście żadnego z przedstawianych inwestorom celów?

Plany były ambitne i jasno komunikowane – rozbudowa oferty, szeroka dystrybucja w kraju oraz wejście na rynki zagraniczne. Faktycznie zrealizowaliśmy część przygotowań (produkty, materiały, kontrakty, testy kanałów), natomiast realizację skali zakłóciły czynniki zewnętrzne i kontraktowe: nagłe wycofanie dystrybutora (co zamroziło kapitał w towarze i materiałach), problemy jakościowe po stronie jednego z dostawców, a także pogorszenie koniunktury i ostrożność rynku. W efekcie harmonogram uległ przesunięciu, a priorytetem stało się przetrwanie i stabilizacja w Polsce. Kierunki rozwoju pozostają aktualne, lecz są wdrażane etapami, adekwatnie do realnych zasobów i warunków.

No tak, wszystkiemu winny jest dystrybutor, który się wycofał, to wszystko wyjaśnia. Kilka milionów inwestorów wyparowało? Winny dystrybutor, który się wycofał. 

6) W marcu 2022 informowałeś, że rok fiskalny zamkniecie zyskiem 50 milionów złotych tymczasem nie istnieje żadne sprawozdanie finansowe, które by to potwierdzało, jak to skomentujesz?

Ta liczba była prognozą w oparciu o ówczesny pipeline, deklaracje partnerów i scenariusze rozwoju. Miała charakter aspiracyjny, a nie sprawozdawczy. Otoczenie rynkowe, decyzje kontrahentów i czynniki podażowo-popytowe zmieniły się istotnie wobec założeń tamtego okresu, co wpłynęło na realizację planów. Obecnie komunikuję wyniki wyłącznie w oparciu o finalne, kompletne dokumenty – po zakończeniu formalnych prac sprawozdawczych zostaną one przedstawione zgodnie z przepisami

Czyli, że informacje, które obiegły polski internet były tylko prognozą i miały charakter aspiracyjny? Przecież tę informację Liroy podał w marcu, kilka tygodni przed zamknięciem roku fiskalnego. A może chodziło zwyczajnie o podtrzymanie mitu i robienie dobrej miny do złej gry jak najdłużej? Piotr twierdzi, że obecnie komunikuje wyniki w oparciu o finalne dokumenty – tylko jest jeden problem, Liroy kompletnie nic nie komunikuje!

LiRoyal – Hub Burger – KingApp

Przez ostatnie miesiące zbierałem informacje do tego materiału i powiem tak – skala tego co się wydarzyło jest ogromna, setki osób twierdzą, że zostały oszukane na zakupie akcji LiRoyal.pl, ale to nie wszystko – jest też sporo podmiotów, które poniosły ogromne straty lub wręcz upadły na skutek współpracy z Liroyem i Maciejem Sagalem. Liroy i Sagal jako Hub Burger wyrządzili ogromną krzywdę konkretnym przedsiębiorcom ale też i całej branży konopi, na której wszystko to kładzie się cieniem. Wielokrotnie usłyszałem ostatnimi czasy, że LiRoyal to jedynie wierzchołek góry lodowej, a te 3,5 miliona złotych to nic przy stratach jakie spowodowała współpraca wielu z Hub Burger i KingAPP. Na kontach spółek od lat nie ma środków – wiem to m.in. od komorników. 

Panowie robią też wszystko, żeby nie można było znaleźć negatywnych informacji na temat ich lub ich spółek. A jak to zrobić skoro tak dużo osób zna prawdę i chcą odzyskać co stracili? A można np. zmienić nazwę podmiotu z KingApp na Alexander Solutions 2 i zmienić dres spółki, a następnie złożyć wniosek o upadłość. Tak też zrobiono, uzyskałem dokumenty sądowe, które to potwierdzają, mało tego, jeden z dokumentów mówi o odrzuceniu wniosku o upadłość, a drugi o wprowadzeniu do spółki nadzorcy sądowego – co oznacza najpewniej duże nieprawidłowości i działanie na niekorzyść spółki, co teraz wyjaśni sąd.

liroy oszukał inwestorów

liroy oszukał inwestorów

Sprawa od dawna jest w branży konopnej komentowana jednym słowem – wałek. Przez ostatnie miesiące odbyłem na ten temat ponad setkę rozmów i nikt, kompletnie nikt nie wypowiadał się pozytywnie na ten temat. Te rozmowy pokazały mi też jak rozległy jest ten temat, a dokładniej temat Hub Burgera i KingAPP, gdzie mówi się o spowodowaniu strat w branży konopi sięgających kilkunastu milionów złotych. Jednak tam mechanizmy były nieco bardziej złożone niż po prostu wyparowanie kilku milionów zebranych od inwestorów.  

W rozmowach ludzie są wściekli na Hub Burger, wielu twierdzi, że mózgiem całej operacji jest Maciej Sagal, a Liroy został przez niego wykorzystany. Niestety fakty świadczą inaczej, Liroy wie co jest grane i dalej w to oszustwo brnie. Wielu z różnych powodów nie chce się wypowiadać oficjalnie do mediów bo w są toku lub w trakcie przygotowywania ścieżki sądowej ,aby dojść swoich racji. Planujemy jeszcze jeden materiał w tej sprawie, który tym razem skupi się na właśnie kwestiach związanych z Hub Burgerem, a jest tego bardzo dużo. 

Jeżeli chcesz się z nami podzielić swoimi spostrzeżeniami na ten temat napisz do nas na teone@weednews.pl

Reklama

UWAGA: jeżeli jesteś osobą, która czuje się przez LiRoyal poszkodowana, dołącz do zbiorowych działań prawniczych poprzez wysłanie maila na adres: oszukani517@gmail.com

Reklama

Ostatnio popularne

7 komentarzy do “Czy Liroy oszukał inwestorów? Gdzie zniknęło 3,5 miliona ze zbiórki publicznej LiRoyal?”

  1. W artykule jest trochę błędów prawnych: dokument ofertowy to nie tylko memorandum i prospekt, to może być też „dokument ofertowy z art. 37a ustawy o ofercie” i z tego co pamiętam taki był opublikowany.
    Samo dofinansowanie nie oznacza emisji akcji i rozwodnienia – dofinansować można też emisją obligacji, warrantów czy przez pożyczki udzielane spółce.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Jak działa bongo wie niemal każdy, polega to na tym, że dym przechodzi przez wodę przed dotarciem do ustnika, co przede wszystkim obniża jego temperaturę oraz zwiększa wilgotność dymu dzięki czemu jest on delikatniejszy. Na końcowy efekt wpływa też perkolacja, czyli rozbijanie strumienia na drobniejsze pęcherzyki, dzięki czemu rośnie powierzchnia kontaktu dymu z wodą. Bongo nie filtruje dymu w klasycznym znaczeniu, ale zmienia charakter przepływu i odczucie podczas zaciągania – warto poznać, jak konstrukcja dyfuzora wzmacnia lub ogranicza ten proces.

Reklama

Jak działa bongo i czym są dyfuzor i perkolacja

Działanie bonga czyli fajki wodnej polega na tym, że dym przechodzi przez wodę, zanim trafi do ustnika. Na tym etapie część ciepła zostaje odebrana, a dym staje się łagodniejszy dla płuc dzięki zwiększeniu jego wilgotności. Bongo do palenia marihuany nie filtruje dymu w klasycznym tego słowa znaczeniu, ale zmienia charakter przepływu i odczucie podczas zaciągania dzięki schłodzeniu i nawilżeniu dymu.

Natomiast jakość chłodzenia i nawilżenia dymu można znacząco oprawić.

Reklama

Jednym z wykorzystywanych sposobów na poprawę jakości dymu jest perkolacja, czyli rozbijanie strumienia dymu na mniejsze pęcherzyki.

Im większa powierzchnia kontaktu dymu z wodą, tym intensywniejsze chłodzenie i lepsze nawilżenie. Różne konstrukcje osiągają to inaczej, dlatego efekt zależy od budowy układu, ilości wody i sposobu przepływu.

Czym właściwie jest dyfuzor do bonga i jak działa system perkolacji?

Działanie bonga opiera się na prostym ruchu: dym wchodzi do komory z wodą i przechodzi przez nią, zanim dotrze dalej. Woda działa jak bariera chłodząco-nawilżająca, sprawiając, że dym staje się łagodniejszy. Taki układ nie filtruje dymu w klasycznym znaczeniu, ale zmienia warunki, w jakich dym trafia do ustnika. Perkolacja wzmacnia ten proces, ponieważ rozbija dym na drobniejsze pęcherzyki. Mniejsze pęcherzyki mają większą łączną powierzchnię kontaktu z wodą, więc chłodzenie i filtracja przebiegają skuteczniej.

Dyfuzor zwykle ma formę rurki ze szczelinami albo otworami, które rozpraszają strumień i rozdzielają go na wiele punktów wejścia do wody.
W rozwiązaniach zewnętrznych dyfuzor działa jako element pośredni w torze przepływu. Dym nie przechodzi jednym zwartym strumieniem, lecz rozprasza się jeszcze przed zetknięciem z cieczą. W praktyce oznacza to bardziej równomierne wykorzystanie wody i łagodniejszy przebieg przepływu w całym układzie.

Jakie są zalety stosowania dyfuzora zewnętrznego w szklanym bongu?

Dyfuzor zewnętrzny zwiększa rozproszenie dymu, dlatego woda ma większą szansę na jego schłodzenie i nawilżenie. To ważne, bo jeden zwarty strumień ma mniejszy kontakt z cieczą niż wiele drobnych pęcherzyków. W praktyce przekłada się to na bardziej wyrównany przebieg całego zaciągnięcia. Łagodniejszy wdech wynika zwykle z intensywniejszego kontaktu dymu z wodą, a nie z całkowitej zmiany jego składu. Takie rozwiązanie wspiera perkolację, więc proces filtracji staje się skuteczniej wykorzystany w samej konstrukcji. Zyskuje na tym przede wszystkim komfort przepływu i odczucie chłodzenia.

Jak działa bongo – dlaczego warto stosować kilkukrotną „filtrację”?

„Filtracja” wodna ma znaczenie przede wszystkim dlatego, że zmienia temperaturę i charakter dymu poprzez nawilżenie przed jego dotarciem do ustnika. Dzięki temu przepływ staje się mniej ostry i bardziej równomierny.
Rola perkolacji polega na zwiększaniu powierzchni kontaktu dymu z wodą. Im drobniej zostaje on rozproszony, tym lepszy efekt. Ale działanie bonga można poprawić – wystarczy dodać kolejny dyfuzor. Im więcej razy dym przejdzie przez wodę – tym jest delikatniejszy.

Bongo z filtracją polegającą na przepuszczeniu dymu przez np. trzy dyfuzory – da lepszy efekt niż bongo z pojedynczą filtracją. Pełną ofertę bong z różnymi rodzajami filtracji, ale także waporyzatorów, bletek i innych akcesoriów wartych polecenia można znaleźć na stronie partnera tego materiału, którym jest Vaporshop.

Reklama

Ciekawostka: dodanie nieco cieplejszej wody do bonga wydaje się pomysłem co najmniej dziwnym, ale taki zabieg znacząco poprawia delikatność dymu dzięki jego lepszemu nawilżeniu.

Reklama

Marihuana bez zapachu trafiła do sprzedaży w Kanadzie. Produkt od kilku dni można nabyć w sklepach, a pierwsze zainteresowanie jest ponoć spore. Producenci bezwonnych konopi kierują swój produkt do osób, którym zależy na dyskretnym spożywaniu ziela, a to jak wiadomo potrafi pachnąć bardzo intensywnie. W jaki sposób uzyskiwany jest tego rodzaju susz oraz czy brak lub też niskie stężenie terpenów oznacza, że jest to produkt gorszy od klasycznego zioła?

Reklama

Marihuana bez zapachu trafiła do sprzedaży w Kanadzie

Zapach marihuany to jedna z najbardziej znanych cech konopi na świecie. Mowa zarówno o zapachu kwiatów jak i o aromacie konopnego dymu, który ciężko pomylić z czymś innym.

Za aromat zioła odpowiadają terpeny czyli związki zapachowe, których konopie produkują dużo, mało która roślina wytwarza ich aż tyle. Terpeny konopne znajdują się w produkowanej przez rośliny żywicy, którą pokryte są kwiaty. W przyrodzie związki zapachowe są wykorzystywane m.in. do zwabiania zapylaczy.

Reklama

W przypadku konopi indyjskich mają one jeszcze jedną niesłychanie ważną cechę – bo to właśnie terpeny decydują jak dany szczep zadziała na użytkownika. To od kompozycji związków zapachowych zależy czy dana odmiana zadział nasennie, przeciwbólowo czy energetycznie poprawiając nastrój i apetyt. W aptekach można nabyć wiele odmian, które mają ok. 25% THC i bardzo zbliżony profil kannabinoidowy, a mimo to działają zupełnie inaczej. Wynika to właśnie z kompletnie różnego składu terpenowego poszcsegónych genetyk.

Terpeny mają też znaczenie dla mocy działania konopi, im jest ich więcej, tym odmiana działa mocniej.

Marihuana bez zapachu

Zapach marihuany może być też źródłem problemów, chodzi przede wszystkim o sytuacje gdzie pacjent / użytkownik chce spożyć konopie w dyskrecji.

Dlatego kanadyjska firma postanowiła wprowadzić na rynek nowość – marihuanę bez zapachu.

Firma CannabCo Pharmaceutical poinformowała, że ​​jej produkt, który nazwano Odourless OG co można przetłumaczyć jako „Bezzapachowy OG„, jest już dostępny w sprzedaży u ponad 300 licencjonowanych sprzedawców detalicznych marihuany w Ontario. Odourless OG ma stężenie THC na poziomie 32%.

Jak powstaje marihuana bez zapachu?

Pierwsze produkty, które trafiły na półki sklepowe w Ontario, to 0,5-gramowe gotowe skręty o zawartości THC ok. 32%. Jak opisują analitycy branży, jest to zupełnie nowa kategoria produktów na rynku rekreacyjnym.

W jaki sposób powstaje taki susz? Jest to w pierwszej kolejności selekcja konkretnego fenotypu do dalszej hodowli roślin, które mają określone cechy. O ile normalnie hodowcy zioła na całym świecie chcą uzyskać jak najwięcej terpenów o tyle w przypadku zioła bez zapachu selekcjonowano te rośliny, które produkują mniej terpenów przy jednoczesnej produkcji wysokich stężeń kannabinoidów, głównie THC. Ale to oczywiście nie wszystko.

Odourless OG jest uprawiany z wykorzystaniem opatentowanej  technologii PureScent™, stosowanej po zbiorach. Proces ten selektywnie redukuje specyficzne związki lotne odpowiedzialne za intensywny, utrzymujący się zapach dymu, zarówno podczas przechowywania w temperaturze pokojowej, jak i aktywnego spalania. Mówiąc najprościej jest to zabieg usuwania terpenów z kwiatów.

Takie zabiegi z pewnością wpływają nie tylko na zapach ale i na działanie produktu, które zapewne jest znacznie słabsze aniżeli w przypadku suszu z dużą ilością terpenów. Jednak czy produkt jest faktycznie „gorszy” od klasycznego zioła? Tego można się dowiedzieć jedynie testując marihuanę bez zapachu czego jeszcze nie miałem okazji zrobić.

Kiedy po raz pierwszy ogłosiliśmy bezwonną marihuanę, natychmiast pojawiły się pytania, czy jest ona „prawdziwa”. Dziś rozmowa przeniosła się na temat dostępności detalicznej i szerszej dystrybucji

– powiedział Mark Pellicane, prezes i dyrektor generalny CannabCo

Niezależne testy laboratoryjne przeprowadzone przez firmę Scentroid, zajmującą się pomiarami węchowymi, wykazały, że kwiaty od CannabCo generują znacznie niższe stężenia związków zapachowych niż tradycyjne odmiany konopi w kontrolowanych warunkach palenia. Rezultatem jest dym, który minimalizuje utrzymujące się zapachy na ubraniach, włosach i współdzielonych pomieszczeniach, takich jak mieszkania czy apartamenty, gdzie ograniczenia nakładane przez właścicieli i przepisy miejskie często stwarzają problemy dla użytkowników ziela / pacjentów medycznej marihuany.

Przeczytaj też: Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity czyli jak patent stał się „wiedzą”

Póki co produkt sprzedaje się dobrze, a czas pokaże czy to tylko chwilowa fascynacja i chęć spróbowania czegoś nowego, czy może jednak wielu użytkowników zostanie miłośnikami marihuany bez zapachu.

Reklama

Dotarcie do ponad 300 punktów sprzedaży detalicznej w Ontario to ważny krok milowy na wczesnym etapie

– powiedział Mark Novak, dyrektor operacyjny CannabCo. „Zapewnia to komercyjną walidację marihuany o obniżonym zapachu i wspiera możliwość rozwoju tej kategorii poza Ontario”, dodał.

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy kupionej u lokalnego dilera? To pytanie przewija się na różnych forach odkąd do naszych aptek trafił medyczny susz. Jakie są zatem różnice pomiędzy tymi dwoma produktami? Czy to prawda, że tylko w aptece kupisz standaryzowany susz? Dlaczego kupowanie zioła od dilera to ryzyko nie tylko kłopotów z prawem ale i zdrowiem? Na te oraz inne związane z tematem pytania odpowiedź znajdziesz w artykule.

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy?

Ten temat był już poruszany w różnych miejscach, mimo to, takie pytanie pojawia się w sieci nadal dość często.

Zatem czym różni się marihuana a apteki od tej z ulicy?

Reklama

Czym różni się marihuana z apteki od tej z ulicy – APTEKA

Susz medycznej marihuany kupowany w aptece jest oficjalnie zarejestrowany jako surowiec farmaceutyczny do wytwarzania leków recepturowych, nie jest natomiast zarejestrowany jako lek.

Jednak zarówno leki jak i surowce farmaceutyczne produkowane są w takim samym farmaceutycznym reżimie. Dodatkowo medyczna marihuana jest zarejestrowana jako surowiec wziewny, czyli do waporyzacji / palenia. To istotne ponieważ surowiec farmaceutyczny przeznaczony do inhalacji ma jeszcze większy sanitarny reżim produkcji niż surowiec do np. połykania.

A ponieważ jest to produkt medyczny, jest on sprawdzany pod kątem patogenów czy zanieczyszczeń oraz pozostałości nawozów i pestycydów. Dlatego pacjent korzystający z medycznych konopi ma pewność, że produkt nie zawiera żadnych zanieczyszczeń takich jak pleśnie czy pestycydy.

A jeżeli interesuje cie jak wygląda uprawa medycznych konopi to koniecznie sprawdź nasz reportaż z niemieckiej uprawy Aurory o T U T A J

Susz z apteki jest też standaryzowany co oznacza, że każde kolejne opakowanie danej odmiany będzie na pacjenta działać tak samo na przestrzeni lat.

Medyczna marihuana – odmiany

Nabywając marihuanę w aptece zawsze wiadomo jaką odmianę kupujesz, w przeciwieństwie do zakupów „na ulicy”, w przypadku których nigdy nie wiadomo co otrzymasz, ale do tego zaraz dojdziemy.

Jakie zatem odmiany są wykorzystywane do produkcji medycznej marihuany?

Dokładnie te same, które można kupić na dowolnej stronie z nasionami konopi indyjskich. Jeżeli mieszkasz w kraju gdzie uprawa konopi indyjskich na własne potrzeby jest legalna możesz uprawiać kilka roślin z dokładnie tych samych nasion odmian konopi, które są dostępne na receptę w aptece.

Jednak nie nastawiaj się wtedy, że uzyskasz dokładnie taki sam susz jak ten z apteki, pomimo tego, że użyłeś tej samej odmiany. Wynika to z rozbieżności genetycznej występującej w ramach jednej odmiany, wiedzą o tym ci, którzy z uprawą konopi mają jakiekolwiek doświadczenie.

Obecny rynek nasion wygląda tak, że 10 nasion tej samej odmiany może dać 10 zbliżonych, ale jednak różnych roślin zarówno pod względem wielkości jak i ich działania.

Producenci medycznej marihuany sadzą np. 10 roślin z tej samej odmiany po czym wybierają jedną najbardziej odpowiadającą im roślinę i ją klonują czyli robią sadzonki / rozsady. To sprawia, że każda roślina ma potem te same cechy co roślina matka, z której pobrano sadzonki. Proces ten jest pokazany w podlinkowanym wyżej materiale z upraw Aurory.

Marihuana z ulicy

No dobra, temat medycznego suszu wyjaśniony, teraz skupmy się na marihuanie z nielegalnych źródeł.

Największym problemem nie jest to, że nie wiadomo jaką odmianę palisz, nie możesz zatem dobrać odpowiedniego suszu, który by np. pobudzał czy odwrotnie – działał nasennie i przeciwbólowo.

Największy problem to to, co znajduje się w takim suszu. A są to:

  • pozostałości nawozów
  • metale ciężkie
  • pestycydy
  • syntetyczne kannabinoidy
  • różne dodatki zwiększające masę, np. cukier (uprzednio rozpuszczony w wodzie, którą spryskano susz)

Największym zagrożeniem są syntetyczne kannabinoidy, których jest obecnie cała masa, a którymi grupy przestępcze spryskują susz CBD i następnie sprzedają taki susz CBD + oprysk syntetykami sprzedają jako marihuanę. Zjawisko w ostatnim czasie przybrało na sile, póki co media i GIS opisują to jako „nową falę dopalaczy”.

Opisany zabieg stosowany grupy przestępcze ma dla nich wiele plusów. Po pierwsze taki susz spryskany syntetykami jest zwyczajnie tańszy bo kosztuje ok 2000 do 3000 zł za kilogram, a jednocześnie jest to dla nich znacznie mniejsze ryzyko ponieważ testy narkotykowe nie wykrywają syntetycznych kannabinoidów, a jedynie THC, zatem teoretycznie taki susz jest w pełni legalny. Należy jednak pamiętać, że to są nieznane substancje, a po niektórych takich kannabinoidach dochodziło już nawet do śmierci, jest to realne zagrożenie dla zdrowi i życia.

A skala tego zjawiska jest w naszym kraju (ale też np w Czechach) jest bardzo duża, lada dzień opiszemy to szczegółowo.

Istnieje jeszcze jedna strefa – nielegalnie sprzedawany susz pochodzący z legalnych upraw w np. USA, taki susz w ostatnim czasie jest do Europy przemycany w dużych ilościach, pisaliśmy o tym T U T A J.

Ryzyko spożywania takiego suszu jest mniejsze, ale nadal znacznie większe niż w przypadku zioła z apteki.

Największym zagrożeniem w tym przypadku są pestycydy, których w produktach pochodzących z legalnych upraw jest jak się okazuje bardzo dużo, co potwierdziły ostatnie kontrole na tym polu w USA, gdzie 90% przebadanych próbek zawierała pozostałości.

Reklama

Konkluzja jest prosta – marihuana z apteki jest zwyczajnie bezpieczniejsza i zawsze wiesz co kupujesz. Cenowo też jest taniej niż na ulicy.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – do takich wniosków doszli „naukowcy”, którzy przeprowadzili metaanalizę badań na ten temat. Oczywiście temat podłapały już media na całym świecie więc i w polskiej prasie też się coś na ten temat lada dzień pojawi. Ale jak to możliwe, skoro od zawsze wiadomo, iż ziele działa uspokajająco i wyciszająco? Uspokajamy – to wszystko manipulacja i to bardzo słaba ponieważ wystarczy przeczytać podsumowanie wyników, aby zorientować się, że ktoś tu chce nas oszukać, a biznesowe lobby anty-konopne wchodzi na nowy poziom straszenia społeczeństwa agresją po użyciu konopi. Bo powiedzmy sobie jasno – większość ludzi nie zweryfikuje wyników badania, nawet ich nie poszukają. Będą natomiast wierzyć w to, co przeczytali w swojej ulubionej prasie, radiu czy telewizji. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – wynika z nowego przeglądu badań. Uspokajamy, to manipulacja.

Rosnąca popularność marihuany związana z większą świadomością społeczną oraz zalewającą świat falą legalizacji czy też depenalizacji zioła, to problem dla m.in. branży alkoholowej, potężny problem. Po pierwsze obecni młodzi dorośli (18 – 30 lat) świadomie rezygnują z alkoholu zdając sobie coraz częściej sprawę z jego dużej szkodliwości. Po drugie, starsi dorośli (30+), w krajach gdzie zioło zostało zalegalizowane, co raz częściej wybierają produkty konopne zamiast alkoholu. Ostatnio informowaliśmy, iż w USA doszło do sytuacji, gdzie każdego dnia więcej obywateli używa marihuany niż alkoholu czy papierosów, przeczytasz o tym T U T A J.

Dlatego niech was nie dziwi narastająca fala „wyników badań”, które wskazują marihuanę jako źródło wszelkiego zła na świecie.

Reklama

Teraz, opublikowane kilka dni temu na stronie Uniwersytetu Cambridge wyniki przeglądu badań mają wskazywać, iż marihuana prowadzi do wzrostu przemocy. Tylko, że to nie jest coś, co wynika z przedstawionej metaanalizy badań, a mimo to ich wyniki noszą tytuł „Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji”. Manipulacja jest widoczna gołym okiem już od pierwszych dwóch zdań streszczenia wyników metaanalizy.

Używanie konopi indyjskich jest znanym czynnikiem ryzyka niekorzystnych skutków dla zdrowia psychicznego, w tym psychozy, która często wiąże się z agresją. Jednak konkretny wpływ używania konopi indyjskich na ryzyko przemocy pozostaje niejasny.

-piszą autorzy.

Konopiami zajmuję się zawodowo od blisko dwóch dekad, ale jakoś nie potrafię sobie przypomnieć przypadku agresji powodowanej marihuaną, a mimo to autorzy piszą o „częstej agresji” i psychozach, których występowanie wśród użytkowników ziela jest tak naprawdę nieznacznie większe od populacji, która marihuany nie używa i występuje wśród osób mocno zioła nadużywających. Natomiast w kolejnym zdaniu czytamy, że wpływ zioła na agresje jest nadal niejasny, co jednak chyba autorom umknęło podczas ustalania tytułu dla wyników badań.

Dalej we wstępie czytamy, że:

Chociaż negatywny wpływ używania konopi na zdrowie fizyczne i psychiczne został szeroko zbadany, znacznie mniej uwagi poświęcono szkodom wyrządzanym innym, w tym przemocy interpersonalnej.

To zdanie jest oczywiście kompletną bzdurą ponieważ nie ma badań, których wyniki wskazywałyby, że używanie marihuany ma negatywny wpływ na zdrowie fizyczne i psychiczne, no chyba, że marihuana jest ostro nadużywana, wtedy zdarzają się sytuacje negatywnego wpływu na psychikę użytkownika. Pamiętajcie, że marihuany używa cała masa sportowców – najszybszy człowiek na ziemi używa marihuany, najszybszy człowiek w wodzie używa marihuany, 80% graczy NBA przyznaje się do używania marihuany, której używają także w WNBA czy NHL – najlepszej lidze hokeja na świecie. Gdyby zioło szkodziło fizycznie – raczej by z niego zrezygnowali tak jak z alkoholu, którego sportowcy używają bardzo mało.

Marihuana powoduje znaczący wzrost agresji – metaanaliza

Czym w ogóle jest metaanaliza? Jest to zaawansowana metoda statystyczna, która łączy i analizuje wyniki wielu niezależnych badań naukowych dotyczących tego samego zagadnienia, aby uzyskać jeden, bardziej wiarygodny i precyzyjny wynik.

W tym przypadku z tysięcy badań wybrano 63.

metaanaliza, przeprowadzona zgodnie z wytycznymi PRISMA, zsyntetyzowała dowody z 63 recenzowanych badań (N = 265 079) zidentyfikowanych za pomocą przeszukiwań baz MEDLINE, EMBASE i PsycINFO do listopada 2024 r., aby wyjaśnić związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą, zarówno w roli sprawcy, jak i ofiary. Modele efektów losowych ujawniły, że użytkownicy konopi indyjskich są znacznie bardziej narażeni na popełnianie aktów przemocy.

-czytamy w podsumowaniu metaanalizy.

Dalej czytamy, że:

Chociaż wcześniejsze przeglądy systematyczne badały związek między używaniem konopi a przemocą w wybranych populacjach, nie przeprowadzono kompleksowego przeglądu systematycznego ani metaanalizy syntetyzującej dowody zarówno w populacji ogólnej, jak i u pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi, uwzględniając zarówno sprawców, jak i ofiary. Dlatego przeprowadziliśmy kompleksowy przegląd systematyczny i metaanalizę, aby zbadać związek między używaniem konopi a udziałem w aktach przemocy. Skupiliśmy się w szczególności na dwóch grupach: użytkownikach konopi (a) w populacji ogólnej oraz (b) wśród pacjentów z poważnymi zaburzeniami psychicznymi. Uznając złożoną zależność między używaniem konopi a skutkami przemocy, zbadaliśmy również potencjalne źródła heterogeniczności badań, w tym różnice w ich projektach. Zasadniczo, niniejsze badanie ma na celu wyjaśnienie, czy i w jakim stopniu używanie konopi jest powiązane z występowaniem przemocy.

Podsumowanie wniosków przez autorów

We wstępie do podsumowania czytamy:

Ogólnie rzecz biorąc, nasze wyniki wskazują na zwiększone ryzyko stosowania przemocy interpersonalnej, w tym poważnych form przemocy, takich jak napaść zaostrzona, agresja seksualna, bójki i rabunek, wśród użytkowników konopi. Wysoki efekt skali dla liczby wyroków skazujących za przemoc wśród użytkowników konopi ma szczególne znaczenie, biorąc pod uwagę skalę tej przemocy i prawdopodobnie większą wiarygodność tych danych niż samoocena.

-napisali autorzy.

Jednak ci sami autorzy w żaden sposób nie potrafią wytłumaczyć w jaki sposób konopie indyjskie miałyby powodować agresję. W dokładnie ten sam sposób można powiedzieć, że picie herbaty prowadzi do zabójstw, bo wiecie, zapewne zdecydowana większość zabójców pije herbatę. Panowie „naukowcy” zapomnieli, że korelacja nie równa się przyczynowości i na siłę starają się wymyślać różne „powody mające na to wpływ”, jednak sami przyznają, że nie wiedzą w jaki sposób marihuana może być przyczyna agresji.

Możliwe wyjaśnienia związku między używaniem konopi, zwłaszcza w dużych dawkach, a przemocą obejmują upośledzenie uwagi, funkcji wykonawczych, hamowania i zdolności rozwiązywania problemów. Ponadto w okresach odstawienia marihuany osoby mogą odczuwać drażliwość, lęk, niepokój i zaburzenia funkcjonowania, co może prowadzić do agresji.

-tak tłumaczą to „naukowcy”, zajmujący się ową nieszczęsną metaanalizą dodając też, iż:

Co najważniejsze, regularne używanie konopi zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia paranoi, powodując, że osoby interpretują neutralne bodźce jako potencjalnie zagrażające, co prowadzi do przekonania, że ​​muszą się bronić.

To jest dość ciekawa retoryka, jakoby użytkownicy marihuany, którzy używają jej regularnie mają paranoje i to tak silną, że prowadzi do atakowania innych ludzi bo są oni odbierani jako zagrożenie. Przecież to jest propaganda rodem z USA w latach głębokiej konopnej prohibicji, w trakcie której wmawiano ludziom, że palacze marihuany to agresywni gwałciciele.

To tez nas bardzo rozbawiło, aczkolwiek jest to śmiech przez łzy, ponieważ „naukowcy” napisali:

Ponadto użytkownicy marihuany wykazują tendencję do wyższego poziomu impulsywności i angażowania się w bardziej ryzykowne zachowania, co może prowadzić do antyspołecznych i przestępczych działań w ramach ich stylu życia.

Użytkownicy marihuany i impulsywność oraz agresja? Tego jeszcze nie grali, a my mamy wrażenie, że czytamy opis działania alkoholu, a nie konopi.

W podsumowaniu napisano też, że:

 Używanie konopi indyjskich często współwystępuje z szeregiem czynników indywidualnych, społecznych i środowiskowych, w tym impulsywnością, cechami antyspołecznymi, niekorzystnymi warunkami społeczno-ekonomicznymi i narażeniem na przemoc w środowisku, które mogą niezależnie przyczyniać się do ryzyka przemocy.

I w tym zdaniu ukryta jest część prawdy o omawianej metaanalizie. Bo to nie jest tak, że osoby, które używają marihuany są antyspołeczne czy impulsywne właśnie ze względu na marihuanę. To się wiąże z tym, że grupy wykazujące pewne antyspołeczne zachowania są osobami, które jednocześnie korzystają z konopi, jednak sam fakt ich impulsywności czy antyspołecznego podejścia nie wynika z używania marihuany, bo korelacja nie oznacza przyczynowości. Równie dobrze można powiedzieć, że osoby jedzące mięso to złodzieje bo 80% skazanych złodziei je mięso.

A na koniec podsumowania „naukowcy” stwierdzają, że w sumie to nie marihuana ale wiele nakładających się na siebie czynników prowadzi do agresji, a że w tytule wyników napisali, że marihuana powoduje wzrost agresji? Kto by się tam przejmował, ważne, że środowisko, któremu zależy na takiej narracji dobrze zapłaciło.

Dostępne dowody sugerują zatem, że związek między używaniem konopi indyjskich a przemocą prawdopodobnie odzwierciedla wiele wzajemnie oddziałujących na siebie ścieżek, a nie pojedynczy bezpośredni mechanizm przyczynowy.

-piszą autorzy

W przeglądzie naukowcy stwierdzili też, że użytkownicy marihuany częściej są też ofiarami przemocy, jednak w podsumowaniu znowu piszą, że w sumie to chuj wie czemu:

Związek, który odkryliśmy między używaniem konopi a byciem ofiarą, choć słaby, może odzwierciedlać zwiększoną podatność, a nie bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy. Użytkownicy konopi mogą narażać się na ryzykowne sytuacje. Mogą utrzymywać kontakty z rówieśnikami, którzy używają substancji psychoaktywnych lub dopuszczają się przestępstw, zwiększając w ten sposób swoją ekspozycję na przemoc. Zatem zarówno rozhamowanie behawioralne, jak i środowisko społeczne mogły przyczynić się do zwiększonego ryzyka bycia ofiarą.

-piszą autorzy metaanalizy.

O innej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J. Do tego dochodzi niedawne badanie, którego wyniki stwierdzają, że marihuana nie pomaga w walce ze stresem, co też jest manipulacją, a przeczytasz o tym T U T A J.

Reklama

Żyjemy w czasach gdzie nauka się sprzedała, a naukowcy za odpowiednią stawkę wykażą co tylko chce zleceniodawca. Pamiętajcie o tym.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-nastolatek pod wpływem marihuany nożem zaatakował personel medyczny w tamtejszym szpitalu? Wiadomo, że był pobudzony, zachowywał się nieracjonalnie, a kontakt z nim był utrudniony. Nic nie wskazuje, że był on pod wpływem marihuany, bardziej jakiś stymulantów. Natomiast inne zdanie ma Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej Lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Maria Topolska, która napisała w swoim felietonie, że takie wydarzenia to skutek wystawiania przez lekarzy recept na medyczne konopie oraz, że nastolatek z Jastrzębia był „naćpany marihuaną” – co jest kłamstwem i zwykłą manipulacją białostockiej lekarz, która nie wiedzieć czemu jest przeciwnikiem pacjentów medycznej marihuany. Zadzwoniłem do pani Topolskiej i to co usłyszałem jest karygodne. Jest to pierwszy z serii zaplanowanych artykułów na temat szkodliwej działalności OROZ z Białegostoku.

Reklama

Jastrzębie-Zdrój: 19-latek był pod wpływem marihuany i dlatego zaatakował nożem personel szpitala – twierdzi OROZ Małgorzata Topolska

Mężczyzna wtargnął do szpitala 25 czerwca około godziny 18. Miał ze sobą ostre narzędzie. W ataku poszkodowane zostały cztery osoby – lekarz, pielęgniarka i dwie pacjentki.

Cztery osoby są poszkodowane. Jest mi strasznie trudno o tym mówić, ponieważ dotyczy to moich znajomych, kolegów z pracy, i także dwóch pacjentek, które były pod naszą opieką

– mówił ordynator oddziału chirurgii dr Artur Ploch.

Reklama

Jak przekazał, pielęgniarka została lekko ranna, natomiast pozostałe trzy osoby – doktor, który miał obezwładnić napastnika, i dwie pacjentki – mają rany kłute klatki piersiowej, a jedna z nich również rany na szyi.

Wszyscy pracownicy i myślę, że nie tylko, wstrząśnięci są tym aktem agresji. Trzeba tutaj wspomnieć, że ordynator oddziału własnym ciałem, takim bohaterskim czynem, obezwładnił go [nożownika – red.] ostatecznie i on go przytrzymał do przyjazdu policji

– poinformował dyrektor szpitala Robert Ostrowski.

Zatrzymany został mieszkaniec Jastrzębia-Zdroju. Był trzeźwy. Wstępne badania potwierdziły, że był pod wpływem narkotyków

– poinformowała asp. szt. Halina Semik.

Jedyna informacja co do stanu trzeźwości, jaka pojawia się w przekazach medialnych dot. tej sprawy, to informacja, że napastnik nie był pod wpływem alkoholu ale był pod wpływem narkotyków. Jakich? Tego do informacji nie podano. Nigdzie.

Natomiast Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy (OROZ) z Białegostoku, pani Małgorzata Topolska, w swoim felietonie zamieszczonym na stronie Okręgowej Izby Lekarskiej wprost stwierdza, iż napastnik był pod wpływem marihuany, a w ogóle takich sytuacji można by uniknąć gdyby… lekarze przestali wypisywać medyczną marihuanę.

Może naćpany wypisanymi przez was „lekami” kierowca spowoduje wypadek i kogoś zabije. A może, jak w Jastrzębiu-Zdroju, naćpany ziołem zaatakuje i rani personel medyczny

-stwierdza w swoim felietonie pani Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej lekarzy

Artykuł Małgorzaty Topolskiej pokazuje jej stosunek do medycznej marihuany, pacjentów z niej korzystających oraz przepisujących konopne terapie lekarzy. Twierdzi ona, że lekarze to dilerzy, a pacjenci to ćpuny.

Białostocka OROZ rzuca poważne oskarżenia, które w sporej części są zwykłymi kłamstwami i niczym nie potwierdzonymi wymysłami autorki felietonu. Gdy poprosiłem komentarz oraz źródła podawanych informacji pani OROZ zaczęła na każde moje pytanie odpowiadać regułką „jeżeli uważa pan, że złamałam prawo proszę iść z tym do odpowiedniego sądu.”

W naszej opinii wypowiadanie się OROZ czy jakiegokolwiek lekarza o pacjentach „ćpuny”, a o lekarzach „dilerzy” jest oburzające i niedopuszczalne – nie może być na to zgody pacjentów oaz lekarzy.

Dlatego zachęcam do składnia protestów oraz wniosków o postępowanie dyscyplinarne dla pani Małgorzaty Topolskiej na adres mailowy bialystok@hipokrates.org

Reklama

Do tematu wrócimy jeszcze w tym tygodniu analizując cały felieton, a dokładniej jego rozdział poświęcony medycznej marihuany ponieważ nie można tego tak zostawić.

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce to temat, który w ostatnich latach pojawia się w mediach regularnie, jednak kompletnie nic z tego nie wynika, a politycy traktują go jako „kiełbasę wyborczą” lub nośny temat, który pomoże wypromować nowe ugrupowanie w polskim parlamencie. Dodatkowo osoby, które rzekomo działają na rzecz konopi (Wolne Konopie, Lewica), w ostatnim czasie zaszkodziły sprawie konopnej tak bardzo jak nikt inny. Jakie są zatem szanse na liberalizację prawa dot. konopi w najbliższym czasie?

Reklama

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – co z projektem ustawy?

Nasz ostatni artykuł dot. tego tematu był zatytułowany „Depenalizacji nie będzie – ocena Biura Ekspertyz i Skutków Regulacji nie zostawiła na projekcie suchej nitki”. Pisaliśmy w nim m.in.:

„Depenalizacji marihuany nie będzie, a na pewno nie w takiej formie, jak proponuje KP Centrum – opinia Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji nie pozostawia na projekcie suchej nitki, a to nie jedyny problem ponieważ projekt nie ma lekko także w sejmowych Komisjach. BEiOSR wskazało przede wszystkim na błędy natury prawnej, które uniemożliwiają przyjęcie projektu w takiej formie. Czy zatem złożenie projektu miało służyć jedynie wypromowaniu nowego klubu parlamentarnego? BEiOSR ciekawie podchodzi tez do wyników konsultacji społecznych, gdzie padł historyczny rekord wypełnionych ankiet, a w analizie skutków społecznych manipuluje danymi na niekorzyść konopi. Nadal pojawiają się argumenty, że trzeba chronić społeczeństwo przed konopiami, bo przez nie ludzie sięgają po mocniejsze używki. Napisano też, że w sumie marihuana jest już legalna, wystarczy iść do apteki!„

Reklama

Cały artykuł znajdziesz T U T A J .

Czy coś w tej sprawie od tamtego czasu, czyli początku lipca, coś się wydarzyło?

W odpowiedzi na nasz artykułu, konopne szkodniki czyli Wolne Konopie i Łukasz Rydzik poinformowali, iż to co napisaliśmy nie jest prawdą, że to fake news dla kliknięć oraz, że to nie Biuro Ekspertyz zatwierdza ustawy – co jest poważną manipulacją. Do tego dorzucili kłamstwo, jakoby była to ich ustawa – co jest zwykłym i celowym wprowadzaniem w błąd gdyż nie mają oni z nią kompletnie nic wspólnego, jest to projekt KP Centrum Ryszarda Petru.

Tak, to posłowie w ramach głosowania decydują czy prawo zmienić czy jednak nie. Jednak zanim dojdzie do głosowania projekt musi być należycie przygotowany i przejść całą drogę legislacyjną. Tak, to posłowie decydują o przyjęciu nowego prawa jednak, aby w ogóle doszło do głosowania projekt nie może zawierać błędów natury prawnej, a ten złożony przez Petru jest prawnie nie do obrony, o czym pisaliśmy w artykule podlinkowanym wyżej.

Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. – stan na dzisiaj

Czy Depenalizacja marihuany w Polsce w 2026 r. jest jeszcze możliwa? Projekt na początku lipca został skierowany do Sejmowej Komisji Zdrowia, której przewodnicząca z góry informowała, że projektu nie przyjmie.

I tu warto się na chwile zatrzymać. Bo dlaczego Komisja Zdrowia jest aż tak bardzo przeciwna projektowi, skoro jeszcze nie tak dawno resort zdrowia sam postulował depenalizację marihuany? O pomyśle Ministerstwa Zdrowia, że należy zdepenalizować marihuanę pisaliśmy T U T A J.

Skąd zatem tak radykalna zmiana zdania?

Zawdzięczamy to szkodnikom z Wolnych Konopi: Łukaszowi Rydzikowi, Andrzejowi Dołeckiemu, Przemkowi Ratowiczowi, a przede wszystkim – Jakubowi Gajewskiemu.

W skrócie: Wolne Konopie zostały zaproszone do resortu zdrowia, aby omówić kwestie depenalizacji, inicjatorem było Ministerstwo Zdrowia. Panowie z WK na spotkaniu zostali poinformowani, że informacje na ten temat mają na tym etapie nie być ujawniane. Natomiast Gajewski chcąc najpewniej podbudować swoje ego natychmiast po wyjściu z sejmu poinformował na swoich social mediach o wszystkim co się działo podczas spotkania ujawniając poufne informacje, które zobowiązał się chwilę wcześniej zachować dla siebie.

Od tamtej pory resort zdrowia jest przeciwny zmianie prawa.

Projekt ustawy został jednak wycofany z Komisji Zdrowia i skierowany do prac w Komisji Sprawiedliwości. Co ciekawe, Wolne Konopie oraz Łukasz Rydzik (Lewica) przedstawiają ten fakt jako swój sukces, jednocześnie ani słowem nie wspominają, że negatywne nastawienie szefowej Komisji Zdrowia to ich zasługa.

Na dzień dzisiejszy nadal nie wiadomo kiedy Komisja Sprawiedliwości się nad tematem pochyli.

Jedno natomiast jest wg nas pewne – projekt ustawy w obecnej formie nie przejdzie, chociaż oczywiście bardzo chciałbym się w tej kwestii mylić.

Reklama

Natomiast co do Wolnych Konopi – już wkrótce na naszym portalu pojawi się obszerny materiał opisujący ich szkodliwą działalność z ostatnich 13 lat czyli od momentu gdy zostali formalnie zarejestrowani jako stowarzyszenie. Niestety ostatnie kilkanaście lat to same porażki WK i ani jednego konkretnego sukcesu. Zniszczenie polskiego aktywizmu konopnego, oszukanie wielu ludzi, zero zrealizowanych celów własnych, szkodzenie tam gdzie zostali zaproszeni do współpracy, działanie na szkodę branży konopi siewnych oraz działanie na szkodę pacjentów medycznej marihuany – to wszystko opiszemy już niebawem. Bo nie może być tak dalej, że konopie w tym kraju reprezentują ludzie, którzy prywatnie od jakiegoś czasu są ich przeciwnikami, którzy bezpośrednio odpowiadają za to, że medyczne konopie zostały wrzucone do jednego worka z fentanylem i nie można ich przepisywać w ramach konsultacji online, a odpowiedzialni za to Gajewski, Rydzik, Ratowicz i Dołecki powinni zniknąć z polskiej przestrzeni konopnej. Dla dobra konopi.

Reklama

Medyczna marihuana – w Warszawie powstał nowy gabinet stacjonarny, który znajduje się na tzw. patelni czyli przy wejściu do metra centrum. Poradnia jest dobrze ulokowana ponieważ do centrum można bez problemu dostać się z każdej części miasta komunikacją miejską, a do tego sąsiaduje z apteką, która ma bardzo dobre ceny jeżeli chodzi o medyczny susz. A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy na wizyty, które i tak są w przystępnej cenie regularnej. Więcej informacji w tekście.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia na patelni czyli w samym centrum miasta

Terapia medycznymi konopiami zyskuje w Polsce na popularności o co raz większa liczba pacjentów rozpoczyna taką formę terapii.

I nic w tym dziwnego ponieważ medyczna marihuana może się doskonale sprawdzić przy takich przypadłościach jak m.in.: Ból, przewlekły ból, fibromialgia, problemy z apetytem, endometrioza, terapii nowotworów, bezsenności i wielu innych.

Reklama

Największą zaletą terapii konopnej jest całkowity brak skutków ubocznych poza odurzeniem. Tak, to jedyna terapia, która pomagając na jedną konkretną jednostkę chorobową, nie naraża reszty organów na jakiekolwiek ryzyko powikłań i działań nie porządanych.

A teraz Warszawiacy oraz bywalcy stolicy mają nową poradnię terapii konopnej, która otwarła się w samym centrum na doskonale znanej w Warszawie „patelni”, czyli przy wejściu/wyjściu z metra centrum.

medyczna marihuana w warszawie
Nowy gabinet terapii konopnych w Warszawie, znajduje się w miejscu, które zna każdy mieszkaniec miasta i nie tylko

A ponieważ gabinet znajduje się na patelni to łatwo do niego dojechać z każdego zakątka miasta, a nawet spod Warszawy ponieważ wysiadając na stacji Warszawa Centralna – jesteś prawie na miejscu bo gabinet znajduje się jakieś 4 minuty od dworca i Złotych Tarasów.

Od razu obok znajdziesz też aptekę, która w swojej ofercie posiada medyczną marihuanę, a ich ceny są bardzo przystępne.

W gabinecie jednocześnie przyjmuje dwóch lekarzy, którzy są fachowcami i znają się na terapiach z zastosowaniem medycznej marihuany.

Wizytę umówisz po kliknięciu „Umów wizytę” i wyborze miasta, zrobisz to T U T A J.

A dla naszych czytelników (i nie tylko) mamy kod rabatowy działający do końca września, wystarczy, że umawiając wizytę w polu „kod rabatowy” wpiszesz WEEDNEWS i automatycznie otrzymasz upust 20% od ceny regularnej, która sama w sobie jest też przystępna.

Reklama

Medyczna marihuana w Warszawie – nowa poradnia w samym centrum miasta.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli mamy kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi. Światowe w tym polskie media w ostatnich dniach obiegły artykuły opisujące eksperyment, z którego rzekomo wynika, iż ziele konopi nie pomaga redukować stresu, że wynik jest słabszy niż przy placebo i tego typu podobne kłamstwa. Ani jedna redakcja nie wspomniała, że to badanie w żadnym wypadku nie może oddawać działania zioła ponieważ było przeprowadzone na wyizolowanym THC, a nie z użyciem konopi, a to kolosalna różnica. Oprócz dużych reakcji, których informacje z założenia należy traktować z dystatnsem, o wynikach badań w przekłamany sposób informują serwisy typu SprawdzamTo.pl, które sprawiają wrażenie niezależnych komentatorów, a tak na prawdę mocno mijają się z prawdą i wprowadzają w błąd dokładnie tak samo jak pozostałe media.

Reklama

Marihuana nie pomaga na stres czyli kolejne zmanipulowane badanie dot. konopi

W ostatnich latach badań nad marihuaną i kannabinoidami przybywa rok do roku co głównie wynika z liberalizacji prawa dot. konopi indyjskich w różnych częściach świata.

Niestety nader często badania mające opisywać działanie marihuany w konkretnych przypadkach (np. ból, bezsenność, brak apetytu czy PTSD), a raczej sposób opisywania tych wyników – jest poważną manipulacją.

Reklama

Portal SprawdzamyTo.pl pisze tak:

„Czy marihuana naprawdę redukuje stres? Weryfikujemy. Wielu użytkowników marihuany sięga po nią, żeby się uspokoić i zmniejszyć napięcie. Nowe badanie kliniczne pokazuje jednak ciekawy paradoks: po marihuanie uczestnicy czuli mniejszy stres, ale podobną poprawę deklarowały osoby, które dostały placebo. Tymczasem reakcje ich organizmów szły w różnych kierunkach.”

Tylko, że to wszystko jest kłamstwem.

W badaniu probantom nie podawano marihuany, a jedynie wyizolowane Delta-9-THC – a to potężna różnica. Działanie konopi to efekt synergicznego działania wszystkich zawartych w nich substancji, których są setki: Kannabinoidy, terpeny, flawonoidy a nawet sama materia zielona i wiele więcej.

Głównym składnikiem psychotropowym i leczniczym jest oczywiście THC. Jednak to w jaki sposób ono zadziała, czy będzie nas pobudzać, usypiać lub działać przeciwstresowo – zależy od pozostałego składu ziela konopi.

Znajdziemy wiele odmian marihuany, które mają dokładnie taką samą zawartość THC, a mimo to ich działanie jest zupełnie inne. Jedna odmiana zawierająca 20% THC będzie nas mocno usypiać, działać odprężająco i przeciwbólowo podczas gdy inna odmiana o stężeniu THC na dokładnie tym samym poziomie będzie poprawiać apetyt i dodawać energii oraz poprawiać nastrój.

Działanie konopi w głównej mierze definiują dwie grupy zawartych w nich związków – kannabinoidy (nie tylko THC ale także CBG, CBD i inne) oraz terpeny, które odpowiadają za modulacje działania ziela.

Marihuana nie pomaga na stres jak wyglądało badanie

W badaniu wzięło udział 120 regularnych użytkowników marihuany, których podzielono na trzy grupy.

  • Pierwsza grupa otrzymała placebo,
  • druga 20 mg THC,
  • trzecia 40 mg THC.

Następnie badacze sprawdzali ich reakcję po pięciu minutach oraz po godzinie. Mierzono zarówno to, jak zestresowani czuli się uczestnicy oraz reakcje ich organizmów. Naukowcy analizowali poziom kortyzolu, tętno, zmienność rytmu serca oraz przewodnictwo elektryczne skóry.

Wynik: wszystkie trzy grupy deklarowały wyraźny spadek stresu, zarówno po pięciu minutach, oraz po godzinie. Problem w tym, że badacze nie znaleźli dowodów, aby THC zmniejszało subiektywnie odczuwany stres skuteczniej niż placebo.

Mówiąc najprościej – lepiej czuli się zarówno uczestnicy, którzy przyjęli THC, jak i ci, którzy go nie przyjęli.

U osób przyjmujących THC poziom kortyzolu spadał w porównaniu z osobami, które otrzymały placebo, jednak efekt szybko zanikał. Obniżało się także przewodnictwo elektryczne skóry, czyli jeden ze wskaźników pobudzenia układu nerwowego.

Jednocześnie THC zwiększało tętno, szczególnie przy wyższej dawce. Zmienność rytmu serca nie zmieniła się natomiast istotnie w żadnej grupie. Nie powstał więc prosty obraz, w którym po THC wszystkie wskaźniki stresu spadają.

Żadna redakcja ani portal factchekingowy na świecie nawet się nie zająknęły na temat manipulacji i twardo przypisują wyniki THC dla całej rośliny konopi pisząc, że „marihuana nie działa na stres” chociaż nikt tego nawet nie zbadał, zbadano jedynie wpływ wyizolowanego, jednego z setek związków, które określają jak zadziała marihuana, zero jakiejkolwiek rzetelności.

Reklama

O identycznej manipulacji pisaliśmy też w artykule „Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”, który znajdziesz T U T A J, oraz w materiale „Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media„, który znajdziesz T U T A J

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – jeśli ktoś ci kiedyś radził, żeby przed waporyzacją zjeść mango, to wiesz, o czym będzie ten tekst. Ta rada ma prostą logikę i zero badań, a jest tylko jedną z wielu „oczywistości” o terpenach, które słyszysz od producentów, aplikacji, portali, a czasem od lekarza lub w aptece: mircen otwiera barierę krew-mózg, humulen zmniejsza apetyt, pinen rozszerza oskrzela. Brzmią konkretnie, brzmią naukowo, powtarza je każdy. W część z nich sama kiedyś wierzyłam. Aż w końcu usiadłam i sprawdziłam je zdanie po zdaniu. Ten artykuł jest o tym, co znalazłam – a raczej o tym, czego nie znalazłam.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny: metodologia

Prowadzę TerpeneAtlas.org, bezpłatną encyklopedię terpenów i porównywarkę odmian z polskich aptek, więc pytanie „a skąd to wiadomo?” w kontekście terpenów zadaję sobie dość często. Postanowiłam więc je zadać także “branżowym pewnikom”. Wzięłam najczęściej powtarzane twierdzenia o 17 terpenach występujących w polskim suszu i sprawdziłam w Pubmed, największej bazy badań naukowych, trzy rzeczy: 

  1. Czy badanie, na które wszyscy się powołują, w ogóle istnieje?
  2. Czy dotyczy konkretnie tego terpenu, czy może jego chemicznego kuzyna albo całej rośliny?
  3. Czy badano ludzi, czy myszy, czy komórki w probówce w laboratorium?

Wynik nie był miły. Większość „faktów” o terpenach odpada już na drugim pytaniu. Poniżej pięć najpopularniejszych mitów o terpenach – zaczynając od tego najbardziej znanego.

Reklama

Marihuana i terpeny: Mit 1 – Mircen pomaga THC przejść przez barierę krew-mózg i nasila działanie psychoaktywne marihuany

To zdanie ma tłumaczyć, dlaczego odmiany z dużą ilością mircenu „uderzają mocniej” i dlaczego ten sam procent THC za jednym razem działa na ciebie silniej, za drugim słabiej.

Wpisałam więc w PubMed „mircen + bariera krew-mózg”. Zero wyników. „Mircen + THC + wchłanianie”. Zero. Nikt tego nigdy nie badał – ani u ludzi, ani u zwierząt.

Dlaczego tyle osób to powtarza? Znalazłam źródło i nie jest nim badanie. To amerykański patent z 2019 roku na produkt konopny do leczenia bólu (US10206888B2), należący do firmy CMG Partners. W jego opisie stoi zdanie, że mircen „obniża opór bariery krew-mózg, pozwalając sobie i wielu innym substancjom przejść przez nią łatwiej i szybciej”. Bez przypisu. Bez badania. Patent to dokument prawny – urząd sprawdza, czy wynalazek jest nowy, a nie czy zdania w opisie są prawdziwe. Ale patenty są w Google, więc to jedno zdanie poszło na blogi o tematyce konopnej, z blogów do ulotek, z ulotek do artykułów – i tak patent stał się farmakologią.

I teraz najciekawsze: terpen, który naprawdę otwiera barierę krew-mózg, istnieje. To borneol – ponad sto badań, dobrze opisany mechanizm, od dziesięcioleci używany w medycynie chińskiej jako „przewodnik” prowadzący inne leki do mózgu. Jego odmiana, deksborneol, jest składnikiem leku na udar zarejestrowanego w Chinach. Tylko że w konopiach borneol występuje śladowo i żaden z obecnych na polskim rynku producentów nie deklaruje jego obecności w profilu terpenowym . Mit nie jest więc całkiem zmyślony – po prostu przypisano go złemu terpenowi.

A skoro mircen niczego nie otwiera, to nie ma większego sensu kolejna “złota rada” dotycząca marihuany.

Mit 2 – zjedz mango przed waporyzacją to efekt będzie lepszy

Logika tego mitu jest prosta: mircen otwiera barierę krew-mózg, mango zawiera mircen, więc zjedzone przed sesją da mocniejszy efekt. Przeczytasz to na każdym chacie i na każdej grupie dotyczącej medycznej marihuany w internecie.

Pierwszą część już znasz. Druga jest równie krucha: mango ma w sobie terpeny, ale rzadko dominującym jest mircen. Cała zawartość związków zapachowych w miąższu to 18–123 mg na kilogram owocu, zależnie od odmiany, a głównym terpenem w większości rodzajów jest 3-karen lub inne terpeny, nie mircen. W badaniu 25 odmian mango z siedmiu krajów mircen dominował zaledwie w jednej – filipińskiej. Mango dostępne w polskich sklepach zawiera zwykle ułamek miligrama mircenu.

Istnieje jedno badanie u ludzi dotyczące mircenu podawanego doustnie – uczestnicy dostawali 15 mg mircenu w kapsułce i mierzono ich kontrolę prędkości na symulatorze prowadzenia samochodu i faktycznie mircen miał negatywny wpływ –  ale to wszystko co wiemy. Jedz mango jeśli lubisz, smacznego, ale nie licz na mocniejsze działanie konopi.

Mircen dostał cudzą właściwość z patentu. Kolejny terpen dostał ją od rośliny, z której wziął nazwę.

Mit 3 – Humulen zmniejsza apetyt

„Humulen tłumi apetyt – w przeciwieństwie do THC”. To zdanie znajdziesz w prawie każdym przewodniku po terpenach, zwykle z dopiskiem, że to dobra wiadomość dla Pacjentów, którzy boją się zwiększonego apetytu.

„Humulen + apetyt” w PubMed: zero. „Humulen + łaknienie”: zero. Dla samego humulenu nie ma ani jednego badania o apetycie.

Mogę jednak domyślić się genezy tego mitu – humulen nosi swoją nazwę od chmielu (Humulus lupulus), a chmiel rzeczywiście hamuje łaknienie – tylko że robią to goryczki chmielowe, nie terpen. I dla nich mamy prawdziwe badania na ludziach: gorzki ekstrakt chmielu zmniejsza ilość zjadanego pokarmu. Ktoś wziął efekt całej rośliny i przypisał go najbardziej znanemu składnikowi zapachowemu. A że humulen znajduje się też w konopiach to ta cecha trafiła do konopi. Mam złą wiadomość – jeśli szukasz odmiany, po której będziesz miał mniejszy apetyt humulen w profilu terpenowym ci tego nie zapewni. 

Dalej w tematyce właściwości pożyczonych – dwa terpeny z polskiego suszu pożyczyły całe swoje CV.

Mit 4 – Selinadien i farnezen „działają przeciwzapalnie” – czyli właściwości pożyczone od sąsiadów

W profilach kilku polskich odmian są selinadien i farnezen, a w opisach mają listy działań: przeciwzapalne, uspokajające, nasenne, przeciwbakteryjne. Sprawdziłam każde.

Selinadien ma w PubMed pięć prac. Trzy o enzymie, który go produkuje, dwie o składzie olejków. O działaniu na jakikolwiek organizm – zero.

Farnezen ma więcej literatury, ale to głównie biotechnologia (produkuje się go w drożdżach jako surowiec na paliwo) i entomologia, czyli nauka o owadach (to feromon alarmowy mszyc). Dane „przeciwzapalne” pochodzą z całych olejków – imbiru, rumianku, mięty – w których farnezen jest jednym z kilkudziesięciu składników. Badań z samym farnezenem u zwierząt czy ludzi nie ma.

Skąd więc listy działań? Z pomyłki nazw. Farnezol – inny związek, alkohol o podobnie brzmiącej nazwie – ma setki badań, i to jego właściwości wędrują do opisów farnezenu. To samo spotkało sabinen: często cytowane badanie „przeciw próchnicy” dotyczyło hydratu sabinenu, czyli czegoś innego. Podobny ruch, tylko z rośliny na składnik, stoi za mitem o humulenie i chmielu. Jeśli o terpenie w literaturze nie ma nic, uczciwe źródło powinno napisać: „brak badań” – i tyle. Dla Ciebie znaczy to jedno: selinadien i farnezen w profilu odmiany to informacja o zapachu, nie o działaniu.

Zostawiłam na koniec mit, który ma dla ciebie największe znaczenie praktyczne, bo dotyczy tego co robisz z suszem, czyli inhalacji.

Medyczna marihuana i terpeny: Mit 5 – pinen rozszerza oskrzela

„Pinen jest bronchodylatatorem, wspiera oddychanie” – to obietnica, którą znajdziesz w kontekście większości odmian pachnących lasem. Czy to prawda? Olejek sosnowy wszak od dawna wdycha się dla łatwiejszego oddychania, a pinen (po angielsku pine oznacza sosnę) to jego najbardziej znany składnik. Analogicznie do humulenu, efekt olejku przeniesiono na najbardziej znany terpen. Jest tylko maleńki problem – sam pinen działa odwrotnie.

W 2010 roku brazylijscy badacze rozłożyli olejek eukaliptusowy zawierający pinen na poszczególne składniki i sprawdzili każdy z osobna na izolowanej tchawicy szczura. Pełna zgoda,  cały olejek sosnowy rozluźniał drogi oddechowe. Ale α- i β-pinen je kurczyły – nasilały skurcz, a nie go łagodziły. Autorzy napisali wprost: to nie pinen odpowiada za rozluźniające działanie olejku. Dla pacjenta z astmą to nie jest szczegół – astma to właśnie choroba nadmiernego kurczenia się dróg oddechowych. Dodatkowo pinen po prostu drażni drogi oddechowe – u zwierząt wykazano to wprost. 

I znów, jak przy mircenie, badania kliniczne dowodzące zbawiennego działania terpenu na drogi oddechowe istnieją, ale dotyczą nie tego terpenu – eukaliptolu. Dowiedziono, że przyjmowany w kapsułkach poprawia czynność płuc u pacjentów z astmą i zmniejsza częstość i nasilenie zaostrzeń choroby u zmagających się z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Jeśli leczysz się w Poradni Chorób Płuc nie wybieraj suszu z pinenem wierząc, że ci pomoże – powiedz o swojej chorobie lekarzowi i razem zastanówcie się nie tyle nad odmianą, co nad formą przyjmowania leku. Pamiętaj, że konopie są w Polsce zarejestrowane jako surowiec farmaceutyczny i wybór formy terapii jest szerszy niż susz do waporyzacji – dostępne są kapsułki, ekstrakty, krople do stosowania pod język a nawet czopki (uspokajam, te ostatnie nie są metodą proponowaną przeze mnie jako leczenie pierwszego rzutu). Wybór jest znacznie szerszy niż słoik i młynek.

Medyczna marihuana i terpeny – co to oznacza dla ciebie – pacjenta

Wszystkie pięć mitów łączy jedno: efekt całej rośliny, podobnie brzmiącego związku albo zdanie z patentu przypisano terpenowi, który go nie ma – a przy każdym kolejnym artykule czy poście liczba źródeł “potwierdzających” takie działanie rosła. Dlatego czytając o terpenach pytaj zawsze kto i jak to udowodnił – i kto na tym twierdzeniu zarabia.

W praktyce: nie jedz mango „na wzmocnienie”. Jeśli masz astmę lub POChP, nie licz na pinen – porozmawiaj z lekarzem o formie terapii. I nie szukaj humulenu w profilu terpenowym jeśli narzekasz na zwiększone łaknienie po przyjmowaniu konopi, raczej wybierz susz o niższym stężeniu THC.

Profil terpenowy nadal jest najlepszym narzędziem, jakie masz, żeby odróżnić jedną odmianę od drugiej i zapisać, jak na ciebie działa. Ale pamiętaj, że to narzędzie do obserwacji, nie karta charakterystyki leku i każdy z nas na daną odmianę reaguje indywidualnie. 

Pełne profile terpenowe odmian i właściwości terpenów, z podziałem co jest działaniem wykazanym w badaniach klinicznych, czego dowiedziono w badaniach na zwierzętach a co jest na etapie badań laboratoryjnych, a także podsumowanie realnych opinii pacjentów znajdziesz na www.terpeneatlas.org

Dobór leku nie powinien być zgadywaniem. Będąc w terapii konopnej masz prawo wiedzieć jak działa na ciebie lek, którym jesteś leczony.

Źródła: 

  1. Patent US10206888B2 (CMG Partners, 2019) 
  2. Borneol i bariera krew-mózg – Hu i wsp., Phytomedicine 2024 (PMID 38964157)
  3. Mango – Pino i wsp. 2005 (PMID 15769159) 
  4. Li i wsp. 2017 (PMID 29211747) 
  5. Mircen doustny – Johnson i wsp. 2023 (PMID 37287732)
  6. Chmiel i apetyt – Walker i wsp., Am J Clin Nutr 2022 (PMID 35102364) 
  7. Pinen i tchawica – Lima i wsp. 2010 (PMID 20302920)
  8. Podrażnienie dróg oddechowych przez pinen – Nielsen i wsp. 2005 (PMID 15910405)
  9. Eukaliptol – Worth i wsp. 2009 i 2012 (PMID 19624838, 22978309)

lek. Ewa Jastrzębska – lekarz, prowadzi Pacjentów w terapii konopnej od 2021 roku w ramach Indywidualnej Praktyki Lekarskiej. Autorka www.TerpeneAtlas.org.

Reklama

Medyczna marihuana i terpeny – najpopularniejsze mity

Reklama

Tajlandia zmieni prawo dot. uprawy i sprzedaży marihuany? Tajski Gabinet oficjalnie przyjął nowe wytyczne, które miałyby zakończyć rekreacyjną sprzedaż ziela w całym kraju. Wg. nowego prawa konopie miałyby być przepisywane jedynie przez lekarza w celach medycznych. Podniesiony ma być także wiek, od którego można legalnie nabywać zioło w Tajlandii. Nowe przepisy mają być odpowiedzią na gigantyczną skalę przemytu konopi z Tajlandii do innych krajów, głownie Europy i USA. Tyle, że już raz przepisy zmieniono, jednak oficjalne przepisy prawa to jedno, a ich stosowanie w życiu codziennym to drugie, taki urok Tajlandii. Oto więcej informacji.

Reklama

Tajlandia: Rząd chce zmienić przepisy dot. uprawy i sprzedaży marihuany, czy tym razem coś faktycznie się zmieni?

Latem ubiegłego roku w mediach na całym świecie pojawiły się artykuły mówiące, że Tajlandia zdelegalizowała rekreacyjne używanie i handel marihuaną pozostawiając jedynie rynek medycznych konopi sprzedawanych na receptę.

Bardzo szybko jednak można było się zorientować, iż nowe prawo to jedynie zasłona dymna i to bardzo słaba ponieważ w rzeczywistości – nie zmieniło się kompletnie nic. Szerzej opisywaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Reklama

Problem tajskiego rządu z marihuaną wynika z tego, że tamtejszy rynek jest bardzo mały i pomimo ok. 12 000 punktów sprzedaży zioła na terenie kraju, mało kto robi w nich zakupy. Sytuacja ta doprowadziła do ogromnej nadprodukcji. Na sprzedaż tajskiego zioła na rynku lokalnym nie ma co liczyć, dlatego od jakiegoś czasu kwitnie proceder przemycania marihuany z Tajlandii do innych krajów, głownie europejskich oraz USA, szerzej opisaliśmy to w artykule, który znajdziesz T U T A J.

Niedawno informowaliśmy, iż ze względu na naciski krajów, do których trafia zielona kontrabanda z Tajlandii, jej premier zapowiedział możliwą zmianę przepisów z ponownym uznaniem marihuany jako narkotyku włącznie, przeczytasz o tym T U T A J .

Tajlandia: Koniec rynku rekreacyjnej marihuany?

22 września tajski Gabinet zatwierdził projekt ustawy regulującej uprawę produkcję i sprzedaż konopi indyjskich. Teraz dokument trafi do Izby Reprezentantów. Nowe przepisy miałyby objąć cały rynek – od upraw po sklepy. Każda uprawa będzie musiała zostać zarejestrowana, a władze będa gromadzić informacje o jej lokalizacji i wielkości. Ma to pozwolić na śledzenie produkcji oraz kontrolowanie jakości produktów trafiających na rynek.

Projekt przewiduje obowiązkowe licencje na uprawę, produkcję, import, eksport i sprzedaż. Standardowo mają być one wydawane na trzy lata. Jednocześnie rząd chce ograniczyć możliwość sprzedaży konopi. Produkty konopne nie będą mogły być sprzedawane osobom poniżej 20 lat, kobietom w ciąży oraz kobietom karmiącym piersią.

Ograniczenia mają obowiązywać również w określonych lokalizacjach, między innymi w pobliżu szkół, świątyń, akademików i parków.
Zakazana ma zostać także reklama i promocja kwiatów konopi, żywicy oraz sprzętu przeznaczonego do palenia,

Projekt wyraźnie przesuwa nacisk na medyczne wykorzystywanie marihuany. Dozwolone mają być również określone zastosowania naukowe.
Za nielegalną uprawę, produkcję, import eksport lub sprzedaż mogą grozić grzywny, a w niektórych przypadkach również więzienie. Kary finansowe przewidziano także za używanie konopi poza dozwolonymi celami

Tylko z tym wszystkim o czym właśnie przeczytaliście jest jeden ale za to bardzo duży problem – te wszystkie regulacje teoretycznie funkcjonują już od zeszłego roku. Jednak w rzeczywistości tylko na papierze, a rekreacyjny rynek funkcjonuje dokładnie tak samo jak funkcjonował wcześniej.

Czy nowe przepisy faktycznie coś zmienią? Ciężko to przewidzieć bo Tajlandia to bardzo specyficzny kraj o czym przekonałem się osobiście spędzając tam blisko rok czasu.

Reklama

Trzeba też podkreślić, że zatwierdzenie projektu przez gabinet nie oznacza jeszcze wejścia ustawy w życie. Dokument musi przejść dalszą procedurę parlamentarną. Poinformujemy jak tylko pojawią się w tej sprawie nowe informacje.

Reklama
Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.