Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”

Marihuana nie ma zastosowania medycznego

Marihuana nie ma zastosowania medycznego w takich przypadkach jak ostry ból czy bezsenność – wynika z opublikowanego niedawno przeglądu badań. Chociaż miliony osób na całym świecie używają marihuany, aby radzić sobie właśnie z bólem i bezsennością, w podsumowaniu przeglądu czytamy m.in., że „dowody naukowe są niewystarczające do uzasadnienia stosowania konopi indyjskich lub kannabinoidów w większości wskazań medycznych”. Z przeglądu wynika, iż medyczne konopie mają zastosowanie jedynie w przypadku wsparcia pacjentów w trakcie chemioterapii, a w ogóle to prawie 30% pacjentów się uzależnia. Ciężko się jednak oprzeć odczuciu, że jest to po prostu kolejna odsłona trwającej od jakiegoś czasu kampanii anty konopnej ponieważ zyskują one coraz większą popularność. Ciekawa jest tez metodologia badań polegająca na badaniu działania pojedynczych, wyizolowanych kannabinoidów i przypisywania ich działania marihuanie jako takiej, która przecież zawiera dziesiątki innych substancji, które tylko razem dają określony efekt. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań”

Amerykańskie media głównego ścieku od kilku dni atakują nagłówkami, które krzyczą, że medyczna marihuana to oszustwo i według niedawnego przeglądu badań – nie ma medycznego zastosowania w takich przypadłościach jak ostry ból czy bezsenność.

Chodzi o opublikowany niedawno przegląd badań, które zostały przeprowadzone w latach 2010 – 2025, a z których wynika, że marihuana ma jedynie bardzo niewielkie zastosowanie medyczne.

Chociaż wiele osób szuka ulgi w marihuanie, nasz przegląd ujawnia znaczące rozbieżności między opinią publiczną a dowodami naukowymi dotyczącymi jej skuteczności w leczeniu większości schorzeń.

-powiedział Dr Michael Hsu, główny autor badania i psychiatra specjalizujący się w uzależnieniach na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles.

Media na całym świecie podkreślają jednocześnie negatywne działanie marihuany, które zostało w przeglądzie mocno podkreślone.

Zauważono między innymi, że około 29% osób, które używają marihuany w celach medycznych, spełnia kryteria „zaburzeń związanych z używaniem marihuany” – ogólnego terminu oznaczającego uzależnienie od marihuany.

Cały wydźwięk wyników przeglądu – który znajdziecie T U T A J – jest taki, że medyczna marihuana nie działa na wszelkie przypadłości, na które jest stosowana, a na dodatek jej stosowanie wiąże się z dużym ryzykiem uzależnienia. 

Doniesienia o braku medycznych zastosowań marihuany pokrywają się z coraz większym zainteresowaniem konopnymi terapiami.  Około 27% dorosłych w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie deklaruje, że kiedykolwiek używało konopi w celach medycznych. Szacuje się, że 10,5% populacji USA deklaruje stosowanie kannabidiolu (CBD), ekstrahowanego z konopi, który nie ma działania psychoaktywnego, w celach terapeutycznych.

medycyna cbd
-reklama-

To są już na tyle poważne liczby, że producenci leków przeciwbólowych i nasennych, postanowili uruchomić swój lobbing, który ma zdyskredytować medyczne zastosowanie marihuany, a wręcz nią straszyć  (uzależnienie).

Co ciekawe, publikacja przeglądu nastąpiła pod koniec listopada, na ok. trzy tygodnie przed tym, jak Donald Trump zmienił klasyfikacje marihuany umieszczając ją w kategorii I, w której są substancje o działaniu medycznym, pisaliśmy o tym T U T A J.

Także drogi pacjencie pamiętaj, jeżeli medyczna marihuana ci pomaga, to wyniki badań mówią inaczej, a naukowcy wiedzą lepiej i wcale ci to nie pomaga, lepiej wróć do opioidów.

Marihuana nie ma zastosowania medycznego? Spokojnie, to tylko lobby antykonopne, które zwyczajnie traci część dochodów na rzecz medycznej oraz rekreacyjnej marihuany.

waporyzatory hero
-reklama-

Najlepsze na koniec – badania omawiane w przeglądzie nie dotyczyły stricte medycznej marihuany lecz wyizolowanych kannabinoidów np. THC czy CBD, a nie medycznego suszu.

Metaanaliza randomizowanych badań klinicznych wykazała niewielką, ale istotną redukcję nudności i wymiotów z różnych przyczyn (np. chemioterapia, rak) przy porównaniu przepisywanych kannabinoidów (np. dronabinolu, nabilonu) z placebo lub aktywnymi lekami porównawczymi (np. alizaprydem, chloropromazyną; standaryzowana średnia różnica [SMD], -0,29 [95% CI, -0,39 do -0,18])

-czytamy w raporcie

Natomiast zaraz po tej informacji czytamy, że:

Wytyczne oparte na dowodach naukowych nie zalecają stosowania wdychanej lub silnie stężonej marihuany (≥10% lub 10 mg Δ9-THC) w celach medycznych.

Zaprezentowane wyniki badań należy zwyczajnie włożyć między bajki i gdy zajdzie taka potrzeba – nie bać się terapii konopiami i medyczną marihuana.

Innym przykładem manipulacji i posługiwania się „badaniami” jako argumentem, że medyczna marihuana nie działa i jest jedynie przykrywką do legalnego używania rekreacyjnego jest opisywana przez nas sytuacje sprzed roku.

Wtedy to o stwierdzenie, że nie ma żadnych dowodów na skuteczność medycznej marihuany, pokusił się portal OKO.press, który wypuścił materiał informujący, iż badania nie potwierdzają działania medycznych konopi. I wtedy też powoływano się na badania, które były przeprowadzone nie z użyciem medycznego suszu, a jedynie wyizolowanych kannabinoidów. Pisaliśmy o tym T U T A J.

Marihuana to nie lek z paracetamolem, gdzie mamy jedną substancję czynną. W medycznej marihuanie występuje wiele terpenów i dziesiątki kannabinoidów oraz innych substancji, które wspólnie tworzą tzw. „efekt otoczenia” – który jest kluczowy w kontekście działania marihuany. 

Reklama

Niestety, oficjalnie zarejestrowana substancją czynną w marihuanie jest Δ9-THC, chociaż za konkretny efekt konkretnej odmiany odpowiadają dziesiątki innych zawartych w konopiach związków. Fakt, że jako substancja czynna podane jest jedynie Δ9-THC powoduje, że badania przeprowadzone z użyciem wyizolowanego THC traktowane są jako badania na medycznej marihuanie – co jest kompletną bzdurą.

Reklama

Ostatnio popularne

1 komentarz do “Marihuana nie ma zastosowania medycznego – nie działa na ból i nie pomaga w bezsenności – wynika z najnowszego „przeglądu badań””

  1. Bo to nie jest źle tylko już roślina to tak jakbyś powiedział że tytoń nie uzależnił albo kurwa kawa nie uzależnie a wszystko uzależniam że ciebie uzależnie od wszystkiego się można uzależnić kurwa teraz dzieci grają w gry i uzależniają od gier no to co kurwa nie wiem czemu papier nie zrobiony z marihuany bo co bo 700 lat taka książka wytrzymuje a nie kurwa 100 i nie trzeba wziąć i wyciąć drzew do tego i dodawać chemikaliów chyba lepiej robić coś z twardszych produktów niż kurwa z bawełny lub z plastiku kurwa jak teraz koszulki robią tak jak wiadomo tam gdzie jest hajs tam zawsze jakiś doktor powie że na tym nie zarobimy tyle co na farmaceutykach zrobionych z tańszych produktów wynalezionych w laboratorium które bardziej uzależniają na pewno od marihuany jak ktoś jara codziennie trawę to wiadomo że będzie zbyrowanie trzeba sobie robić odpoczynki od wszystkiego tak jak będziesz codziennie sobie walić konia to też se chuja urwiesz tak czy nie wszystkiego można się uzależnić nawet od bycia kurwa za głupim Trump dam forrest gump weź pierdolenie kurwa codziennie powstało do ziemi powróci lepiej kurwa jarać herbatę i brać tramal albo inne chemikalia zrobione kurwa w laboratorium bo są tańsze w wytworzeniu i można je kurwa drożej sprzedać i co roku kurwa jest zadawać tak i bardziej truć ludzi mogę się założyć że jak będziesz jarać trawę przez rok a stosować kokainę czy ma nie wiem co tam na bóle pomaga Tramadol morfina czy coś takiego to sobie zróbcie taki test to ja nie mówię że kurwa to nie jest smaku zrobione tak tylko że ta morfina postaci zastrzyku nie wyprodukowana na polu czy jest kurwa z główki maku nie dodać ci lepszego smaku lepiej pić metadon od metabolicznym ją uzależnisz pytań jest bardziej uzależniające od heroiny i jest legalny alkohol jest jedynym środkiem który po odstawieniu możesz po nim umrzeć i jest to legalne czemu bo jak będziesz palić codziennie przez 5 lat marihuanę i on odstawić z dnia na dzień to nic nie będzie ci jeżeli nie jest przelana jakimś gównem tylko jest uprawiana w naturalnych warunków atmosferycznych a pij alkohol codziennie w pięciu lat codziennie 5 browarów i do tego 0,7 czystej 40% po 5 latach odstawienia kurwa alkoholu nawet mogę się założyć Że ja będę jarać trawę przez 7lat codziennie a ty 57lat alko browar wino i tak w skrócie można było napisać że wystarczy żebym miał rok lot z 40 a wiadomo że Biber nie ma co ale setki nie wypiję samogonu wujta i nie dojdę do lodówki co jest 2m dalej bo tylko wstać się udać do tego wszystkiego mamy zaprawiony zestaw w każdej wsi się udało nam wy hodować takiego co litra na raz i on mówi że jest trzeźwy i dopuszcza możliwość że do końca dnia na jeszcze 8 browarów żeby sobię zrobić tylko podkład przed kolacją piję piwo i nie mogę znaleźć drzwi w pokoju zjaram gieta i jakoś mogę znaleźć drzwi i jeszcze zjeść to wodę na receptę bo mogę sobię łeb rozjebac auto mnie pierdolnie o tym nawet nie pamiętam dokładnie to czego mam receptę na złamanie nogi zresztą jak dziewczyna z tobą zerwać umowę żona zostawić na ciebie nie ma co liczyć na pomoc lekarską tylko na żabkę i czyste nawet nie wiesz co to cię wkurwialo tak naprawdę jest lepszy lek na alzheimera nie ma co ukrywać

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

Marihuana nie pomaga na PTSD (zespół stresu pourazowego) ani przy depresji i może też wywołać głód kokainowy u osób uzależnionych – takie nagłówki widzimy w ostatnich dniach w polskich i światowcy głównych mediach. Niedawno świat obiegły niemal identyczne nagłówki tyle, że mówiące, iż konopie nie pomagają na bezsenność ani ból. Tylko, że to wszystko jest kłamstwem i wprowadzaniem w błąd ponieważ badania, na które powołują się autorzy przeglądu nie były prowadzone z użyciem marihuany!  To jest potężna manipulacja. Jak zatem badacze doszli do takich wniosków skoro w badaniach nie używano marihuany? A no właśnie nie doszli. Oto więcej informacji.

Reklama

Marihuana nie pomaga na PTSD i powoduje głód kokainowy? Nie, to kolejna manipulacja wynikami badań powtarzana przez media

Od kilku dni światowe i polskie media rozpisują się po raz kolejny o tym, że marihuana tak naprawdę nie działa np na PTSD (zespół stresu pourazowego) ani w przypadku depresji czy innych zaburzeń psychicznych. Jest to kolejny medialny materiał w ostatnim czasie, który wprost stwierdza brak zastosowania medycznego w przypadku chorób, które miliony ludzi na całym świecie leczy własnie medyczna marihuaną. Wszystkie te badania oraz ich przeglądy mają jedną cechę wspólną  – nie są przeprowadzane z użyciem marihuany. Są to badania prowadzone z użyciem wyizolowanych kannabinoidów. A to znaczy, że nie odnoszą się do działania marihuany.

Marihuana nie pojawia się także w tytule opublikowanych wyników badań. A to dlatego, że omawiane badania prowadzone były na wyizolowanych kannabinoidach. Tytuł opublikowanych wyników to Skuteczność i bezpieczeństwo kannabinoidów w leczeniu zaburzeń psychicznych i zaburzeń związanych z używaniem substancji psychoaktywnych: przegląd systematyczny i metaanaliza”. 

Dlatego pisanie o tej publikacji jakoby dotyczyła ona marihuany – jest kłamstwem i manipulacją rozpowszechnianą najpierw przez główne amerykańskie media, aby następnie powtarzały to media na całym świecie.

Medycyna i badacze mają jeden podstawowy problem z marihuaną i jej zastosowaniem medycznym – nie ma w niej jednej substancji, która byłaby odpowiedzialna za efekty. Działanie marihuany wynika z synergii setek substancji czynnych znajdujących się w roślinie konopi indyjskich. 

Standardowe leki oparte są o jedną substancję czynną i ew. substancje poprawiające przyswajalność – dlatego łatwo jest przeprowadzić badania na działanie takiej czy innej substancji. W przypadku marihuany jest zupełnie inaczej.

Zgłoszoną substancją czynną w przypadku medycznej marihuany jest THC, ewentualnie CBD – dlatego w badaniach nad skutecznością działania konopi bada się właśnie wpływ tych dwóch wyizolowanych substancji kompletnie nie biorąc pod uwagę faktu, iż działanie kannabinoidów jest zależne od tego, w otoczeniu jakich innych substancji i fitoskładników są one przyjmowane. 

Świetnym przykładem w przypadku konopi są zawarte w nich terpeny – to właśnie od profilu terpenowego zależy czy marihuana działa na poprawę nastroju, apetytu czy nasennie. Można mieć trzy odmiany medycznej marihuany, które będą miały identyczny skład kannabinoidowy, dokładnie tyle samo THC i CBD i każda z nich zadziała na zupełnie inne jednostki chorobowe, a to dlatego, że będą miały zupełnie inny skład terpenowy, którego w żadnych badaniach nie bierze się pod uwagę.

Zaburzenia psychiczne i zaburzenia związane z używaniem substancji psychoaktywnych (SUD) należą do głównych powodów, dla których medyczne zastosowanie kannabinoidów zostało zatwierdzone, ale ich skuteczność i bezpieczeństwo w leczeniu tych schorzeń nie zostały jeszcze potwierdzone. Przeprowadziliśmy systematyczny przegląd i metaanalizę randomizowanych badań kontrolowanych (RCT) testujących skuteczność i bezpieczeństwo kannabinoidów jako podstawowego leczenia zaburzeń psychicznych

-czytamy we wstępie przeglądu badań.

Natomiast w podsumowaniu wyników autorzy piszą:

„Zidentyfikowano 54 badania do włączenia (2477 uczestników; 1713 [69%] mężczyzn, 764 [31%] kobiet; mediana wieku 33,3 roku [IQR 28,1–38,05]. 24 (44%) z tych badań miało wysokie ryzyko błędu systematycznego, a pewność dowodów dla większości wyników była niska.

Nasza metaanaliza wykazała, że ​​połączenie kannabidiolu i delta-9-tetrahydrokannabinolu zmniejszyło objawy odstawienia konopi (SMD –0,29, 95% CI –0,57 do –0,02) i tygodniowe użycie gramów konopi (–1,00, –1,69 do –0,30) wśród osób z zaburzeniami związanymi z używaniem konopi oraz zmniejszenie nasilenia tików u osób z tikami lub zespołem Tourette’a (–0,68, –1,03 do –0,34) w porównaniu z placebo.

Każdy rodzaj kannabinoidu prowadził do wydłużenia czasu snu rejestrowanego przez urządzenie elektroniczne (0,54, 0,14 do 0,95) i dzienniczek snu (0,55, 0,01 do 1,09) wśród osób z bezsennością. Zaobserwowano zmniejszenie cech autystycznych (–0,36, –0,66 do –0,07) wśród osób z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. K

annabinoidy prowadziły do ​​wzrostu głodu kokainowego wśród osób z zaburzeniami związanymi z używaniem kokainy (0,69, 0,22 do 1,15) w porównaniu z placebo. Nie zaobserwowano istotnego wpływu na wyniki związane z lękiem, jadłowstrętem psychicznym, zaburzeniami psychotycznymi, zespołem stresu pourazowego i zaburzeniami związanymi z używaniem opioidów. Brakowało wystarczających danych do metaanalizy badań dotyczących ADHD, choroby afektywnej dwubiegunowej, zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych i zaburzeń związanych z używaniem tytoniu. Brakowało dowodów z RCT” dotyczących leczenia depresji.”

Nie pierwsza manipulacja

Jeszcze raz warto podkreślić, że badacze nie doszli do żadnych ustaleń związanych z marihuaną, a jedynie do wniosków związanych z działaniem pojedynczych wyizolowanych kannabinoidów, co jest kompletnie bez sensu ani nie ma przełożenia na samą marihuanę.

Nie jest to pierwsza ani zapewne ostatnia tego typu manipulacja. 

Niedawno pisaliśmy o podobnym przeglądzie, tylko wtedy stwierdzono, że marihuana nie pomaga na ból i sen – co miało wynikać z dużego przeglądu badań. Teraz autorzy nowego przeglądu stwierdzili, że marihuana pomaga na problemy ze snem ale nie działa na PTSD czy depresje. Co przegląd t inne wyniki.

Reklama

I oczywiście za każdym razem badania robione są na wyizolowanych kannabinoidach, przeważnie THC i CBD co nijak się ma do działania marihuany, gdzie synergicznie współgra ze sobą kilkaset związków tworząc efekt otoczenia. Najnowszy przegląd badań znajdziesz T U T A J

Reklama

Poznaliśmy wstępną odpowiedź prezydenta na petycje ws. dekryminalizacji marihuany w niewielkich ilościach posiadanych na własny użytek. Petycję w tej sprawie skierował do Karola Nawrockiego konopny działacz i aktywista Przemysła Zawadzki. Wiemy też ile osób poparło projekt wysyłając w tej sprawie maila do prezydenta. Oto więcej informacji.

Reklama

Poznaliśmy wstępną odpowiedź prezydenta na petycje ws. dekryminalizacji marihuany w niewielkich ilościach

Petycja, o której mowa, została wysłana do prezydenta RP 15 grudnia ubiegłego roku. Po kilku miesiącach poznaliśmy wstępną odpowiedź kancelarii prezydenta.

W treści petycji czytamy m.in:

„Działając w interesie publicznym wnoszę o podjęcie inicjatywy ustawodawczej w przedmiocie zmiany ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. 2005 Nr 179 poz. 1485 z późn. zm.) tak, aby osoby posiadające nieznaczne ilości marihuany nie były karane lub aby czyn ten był wykroczeniem, a nie jak obecnie przestępstwem zagrożonym karą 3 lat pozbawienia wolności.

Może to być dodanie w art. 62 ustępu 4 w brzmieniu: jeżeli przedmiotem czynu, o którym mowa w ust. 1 jest żywica konopi lub ziele konopi innych niż włókniste w ilości mniejszej niż 15 gramów, sprawca nie podlega karze.”

Teraz Zawadzki poinformował o otrzymaniu wstępnej odpowiedzi od kancelarii prezydenta.

„Zapoznaliśmy się z Pana opiniami i postulatami dotyczącymi podjęcia przez Prezydenta RP inicjatywy ustawodawczej zmierzającej do depenalizacji posiadania niewielkich ilości marihuany. Pragniemy wskazać, że prezentowane w korespondencji spostrzeżenia i sugestie dotyczące m.in. obowiązujących regulacji prawnych i rozwiązań systemowych – zgłaszane przez obywateli i różne środowiska – są w Kancelarii Prezydenta analizowane. Podkreślamy, że wizja sprawowania urzędu przez Pana Prezydenta Karola Nawrockiego opiera się na idei państwa bliskiego ludziom – takiego, które potrafi słuchać, rozumieć i odpowiednio reagować. Zapewniamy, że każda sprawa, każda opinia, każda uwaga kierowana do Kancelarii traktowana jest z należytą powagą. Wierzymy bowiem, że prawdziwa siła państwa wyraża się nie tylko w instytucjach, lecz także w uważnym słuchaniu ludzi.”

-czytamy w odpowiedzi

Czy zatem, skoro Karol Nawrocki wyznaje idee państwa bliskiego ludziom, możemy liczyć na to, że głowa państwa doprowadzi do tego, aby dziesiątki tysięcy Polaków nie było każdego roku nękanych przez służby za posiadanie niewielkich ilości ziela konopi indyjskich?

No właśnie niekoniecznie.

Okazuje się, że stare prohibicyjne dogmaty nie mające kompletnie nic wspólnego z rzeczywistością oraz już dawno obalone naukowo, w kancelarii prezydenta mają się świetnie. W odpowiedzi czytamy:

Odnosząc się do poruszonych przez Pana kwestii wymaga zaznaczenia, że zgodnie z ustawą z dnia 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu narkomanii konopie indyjskie są uznane za środek odurzający, którego używanie może prowadzić do narkomanii.

Straszne jest to, że nadal trzeba debatować na tematy, które już dawno zostały obalone naukowo, a których najwyższa władza nadal używa jako argumentów w debacie o legalizacji czy depenalizacji marihuany.

Dalej w odpowiedzi czytamy:

„Wprowadzenie postulowanych przez Pana rozwiązań mogłoby nastąpić jedynie na drodze legislacyjnej, co wymagałoby uzyskania poparcia większości parlamentarnej. Ponadto, przyjęte jest, że zmiana przepisów powinna być poprzedzona analizą i określeniem wszelkich skutków podjętych decyzji dlatego zwykle wymaga merytorycznego przygotowywania przez odpowiedni dla danej sprawy resort lub współpracy z nim w celu wypracowania stosownych rozwiązań. W zgłoszonej przez Pana sprawie będzie to przede wszystkim Ministerstwo Zdrowia (ul. Miodowa 15, 00-952 Warszawa) oraz Ministerstwo Sprawiedliwości (Al. Ujazdowskie 11, 00- 950 Warszawa). Zatem jeśli uzna Pan za stosowne w opisanej sprawie może się Pan także zwrócić bezpośrednio do ww. resortów.”

No i tutaj nie dowiadujemy się niczego nowego – jasne, że aby doprowadzić do zmiany prawnej trzeba to zrobić na drodze legislacyjnej. Przecież nikt nie chce, aby prezydent wprowadzał nowe regulacje ale żeby rozpoczął procedurę legislacyjną, skoro jest tak blisko ludzi.

Tak samo oczywistym jest przeprowadzenie analiz – tylko z tym może być problem ponieważ dla naszych polityków analiza to powtarzanie kłamstw o marihuanie jak np. to, że prowadzi ona do narkomanii. Bo gdyby wzięli pod uwagę prawdziwe analizy wiedzieliby, że legalizacja marihuany prowadzi do zmniejszenia ogólnej przestępczości czy znaczącego spadku używania marihuany przez młodzież – legalizacja czy nawet depenalizacja to realny pozytywny wpływa na jakość życia w naszym kraju. O wpływach do budżetu w przypadku legalizacji nie wspominając.

Jednak w rzetelną analizę w tej sprawie jakoś nie wierzę.

O odpowiedzi autor petycji napisał tak:

Co pisze Kancelaria Karola Nawrockiego?
Klasyka gatunku:
  • Strach: zioło to środek odurzający, który prowadzi do narkomanii.
  • Gra na zwłokę: potrzeba większości parlamentarnej (oczywistość) i analiz ministerstw.
  • Spychologia: niech Pan może też pisze do MZ i MS.
 
Jednocześnie Kancelaria podkreśla, że wizja prezydentury Nawrockiego to „państwo bliskie ludziom”, które potrafi słuchać, rozumieć i odpowiednio reagować.
 
Czy prezydent faktycznie w tej sprawie posłucha, zrozumie i odpowiednio zareaguje?
 
Jak na razie pojawiło się klasycznie straszenie narkomanią, zamiast merytorycznego odniesienia się do realnego problemu milionów Polaków. Z kolei zasłanianie się potrzebą uzyskania większości parlamentarnej i brakiem analiz ministerstw to czysta hipokryzja – prezydent wielokrotnie składał projekty ustaw, których nie tylko nie konsultował z ministerstwami, ale wręcz były one sprzeczne z linią rządu. Kiedy chce, to potrafi działać samodzielnie.
Jak sądzicie, też obsra zbroję jak Tusk czy starczy mu odwagi na bycie „blisko ludzi”?
-napisał na swoim profilu Przemysław Zawadzki

Maile do prezydenta z poparciem postulatów zawartych w petycji

Pod koniec stycznia przy okazji innych działań, stowarzyszenie Wolne Konopie zaapelowało o wyrażenie poparcia dla postulatów zawartych w petycji. Zaapelowali mówiąc „pokażmy, że są nas miliony”.

„W dniach 27–28 stycznia 2026 roku Kancelaria Prezydenta RP odnotowała 72 e–maile zawierające poparcie dla zgłoszonych w petycji postulatów.”

-czytamy na stronie rządowej.

Reklama

Niestety, zamiast „pokażmy, że są nas miliony” wyszło, że jest nas 72 osoby. Wolne Konopie krzyknęły „mobilizacja” po czym o temacie kompletnie zapomniały, przez co wyszło jak wyszło.

Reklama

Legalizacja marihuany zmniejsza ogólną przestępczość – wynika z opublikowanych niedawno wyników badań. Naukowcy z Jack Welch College of Business and Technology, Barnard College, National Chengchi University i Longwood University postanowili zbadać związek między różnymi wersjami reformy prawa dot. konopi, a tendencjami w zakresie przestępczości. Badanie opublikowane w czasopiśmie Economic Modelling pokazuje w jaki sposób różne formy regulowanego dostępu do marihuany wydają się być powiązane z różnymi wzorcami działalności przestępczej.

Reklama

Legalizacja marihuany zmniejsza ogólną przestępczość – badania 2026

Przeciwnicy legalizacji marihuany często podnoszą argument, iż doprowadziłaby ona do większego chaosu na ulicach i wzrostu ogólnej przestępczości. 

Natomiast konopni aktywiści od dekad przekonują, że to właśnie nielegalna marihuana jest motorem napędowym dla przestępczości, a zwłaszcza tej zorganizowanej, a jej legalizacja zaszkodzi właśnie grupom przestępczym, które handlując marihuaną finansują inne działania przestępcze przeciwko mieniu i zdrowiu.

Teraz potwierdzają to badania – tam gdzie marihuana została zalegalizowana, przestępczość spadła.

Chociaż wstępne analizy wskazywały, że legalizacja użytku przez dorosłych może zwiększyć przestępczość przeciwko mieniu, to po uwzględnieniu w modelach badaczy trendów czasowych charakterystycznych dla poszczególnych stanów, „efekt stał się negatywny i statystycznie nieistotny”.

Ogólnie rzecz biorąc, wyniki wskazują, że szacowane skutki przestępczości są bardzo wrażliwe na założenia dotyczące identyfikacji i nie dostarczają solidnych dowodów na wzrost przestępczości przeciwko mieniu po legalizacji, co podkreśla znaczenie starannego empirycznego projektowania polityki względem konopi

– czytamy w badaniu.

Istotny jest też fakt, iż badacze odkryli, że wpływ reformy prawa dotyczącego marihuany na przestępczość jest stopniowy –  efekty są „mocno widoczne po kilku latach”. Autorzy stwierdzili, że dla zwolenników legalizacji oznacza to, że powinni zachować ostrożność w sposobie opisywania problemu, ponieważ spadek przestępczości nie następuje dzień po wprowadzeniu legalizacji, a jest bardziej procesem wymagającym czasu.

Z naszej wieloetapowej analizy wyłania się perspektywa legalizacji: legalizacja medyczna i rekreacyjna mają odmienny wpływ i działają różnymi kanałami, ze znacznym opóźnieniem

-napisali badacze

Legalizacja marihuany zmniejsza ogólną przestępczość – marihuana rekreacyjna, a marihuana medyczna

Jako nadrzędny wniosek płynący z badania, naukowcy wskazali różnicę wpływu marihuany rekreacyjnej w stosunku do marihuany medycznej.

„Legalizacja medyczna zmniejsza przestępczość przeciwko mieniu, podczas gdy legalizacja rekreacyjna zmniejsza przestępczość z użyciem przemocy” – czytamy w wynikach badania.

Takie efekty potwierdzają hipotezę Beckera, że ​​legalizacja eliminuje przestępczość. Odkryliśmy, że mogą również występować istotne efekty opóźnień. Zróżnicowany i potencjalnie zmienny w czasie wpływ legalizacji medycznej i rekreacyjnej stanowi przestrogę dla decydentów: osoby rozważające legalizację powinny odczekać kilka lat przed wydaniem opinii na temat stosunku kosztów do korzyści, skupić się na konkretnym rodzaju legalizacji i dokładnie przeanalizować wyniki

-napisali naukowcy

Oczywiście wyniki nie mogły być inne. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że legalna marihuana usuwa wszystkie przestępstwa związane z poprzednim stanem prawnym – gdy była ona nielegalna. Ale jest też wiele efektów pobocznych, które wpływają na poprawę bezpieczeństwa. Pamiętać należy, że zyski z handlu nielegalną marihuaną bardzo często finansują dalsze przestępstwa, tym razem już przeciwko zdrowiu i mieniu. 

Istotne jest też to, że gdy funkcjonariusze nie zajmują się łapaniem obywateli za kilka gramów suszu – przeznaczają ten czas na zwalczanie przwdziwej przestępczości przeciwko zdrowiu i mieniu, a co za tym idzie – wzrasta ogólny poziom bezpieczeństwa. 

Z przeprowadzonych badań nie wynika jednoznacznie, dlaczego legalizacja marihuany leczniczej i rekreacyjnej miałaby prowadzić do rozbieżnych tendencji w zakresie przestępczości.

Inne badanie wskazało natomiast, że legalizacja marihuany rekreacyjnej znacząco obniża liczbę przypadków przemocy domowej.

Badacze zauważają też, że przestępczość spada nie tylko w stanach gdzie marihuana została zalegalizowana ale także w stanach sąsiadujących.

Jak podkreślają naukowcy – przedstawione wnioski powinny być brane pod uwagę przez decydentów w momencie podejmowania decyzji o zmianie prawa dot. marihuany

Reklama

Pełne wnioski z badania znajdziesz T U T A J

Reklama

Tarnów w oparach marihuany? Znany dominikanin Adam Szustak, publikujący vlogi na kanale YT „Langusta na palmie”, odwiedził ostatnio Tarnów, gdzie prowadził rekolekcje. Natomiast po samych rekolekcjach dominikanin nagrał odcinek na swój kanał YT, w którym opowiada o swojej wizycie w mieście. Szustak w swoim filmie opowiada, że od kilku dni, gdzie nie pójdzie to czuje słodki zapach palonej marihuany, który wyczuć można w całym centrum Tarnowa. Policja zaprzecza mówiąc, że to CBD. Oto więcej informacji.

Reklama

Tarnów w oparach marihuany? „Czuć ją wszędzie w centrum” – twierdzi znany dominikanin

Adam Szustak, kaznodzieja, który prowadzi na YouTube kanał „Langusta na palmie” odniósł się niedawno w jednym z wideo blogów, do swojego pobytu w Tarnowie. W nagraniu dominikanin podkreślał, że Tarnów jest pięknym miastem, co potwierdzały prezentowane przez niego ujęcia z różnych części miasta, które wykonał podczas spacerów.

Jednak to nie architektura miasta czy jego historia stała się głównym tematem odcinka zatytułowanego „Tarnów w oparach marihuany”.

– Słuchajcie, jestem już w tym Tarnowie chyba czwarty dzień i czwartego dnia ciągle mnie spotyka to samo, co mnie bardzo dziwi. Jestem akurat w jakimś takim parku niedaleko kościoła i już pierwszego dnia jak tu byłem, to poczułem, że cały ten park jest po prostu wypełniony zapachem marihuany. Wszedłem do tego parku i rzeczywiście było trochę takich grupek młodzieży, które, no, „jarały” jointy. Jak się okazało w ogóle w wielu miejscach Tarnowa i to również na rynku i tu w okolicach, bo byłem głównie w centrum, jest wiele takich miejsc, gdzie po prostu ciągle pachnie marihuaną. Ja sobie pomyślałem, może to jest tylko taki jeden dzień, akurat nie wiem, chociaż to pierwszy dzień, to w sumie była niedziela, no może tak, wolne, ale byłem też wczoraj i byłem przedwczoraj i byłem wczoraj i jestem dzisiaj. I tak jest non stop. Po prostu jest wiele miejsc, gdzie cały czas gdziekolwiek pójdziesz, to są grupki i z grupek unosi się bardzo słodkawy zapach marihuany. No, muszę Wam powiedzieć, że spodziewałbym się po bardzo wielu miastach w Polsce czegoś takiego, ale niekoniecznie po Tarnowie 

-mówi na nagraniu dominikanin

Reklama

Sytuacjami, z jakimi w Tarnowie spotkał się o. Szustak, zdziwieni są natomiast przedstawiciele tarnowskiej policji, którzy podkreślają, że w mieście nie ma aż tak dużego problemu związanego z marihuaną.

– Czasem zdarza się, że podczas legitymowania obywateli czy kontroli pojazdu ujawniamy środki odurzające, natomiast nie jest to takie nagminne, żebyśmy mogli mówić, że w naszym mieście jest jakaś tego plaga – przekonuje asp. Kamil Wójcik oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.

Policja wskazuje też, że czasami łatwo pomylić zapach marihuany z różnego rodzajami kadzidełkami, olejkami do e-papierosów, lub produktami CBD, które są dostępne m.in. w automatach i są popularne wśród młodzieży.

Nawet we wskazanym w materiale parku regularnie są patrole policyjne i młodzież wie, że w tym miejscu jesteśmy bardzo, bardzo często, to nie wiem, czy ktoś by się odważył zażywać tam tak otwarcie narkotyki

– zaznacza przedstawiciel tarnowskiej policji.

Źródło: Gazeta Krakowska

Reklama

Stonerchef czyli małżeństwo psychologów, którzy od kilku lat tworzą treści o tematyce związanej z konopiami, od początku swojej działalności wzbudza skrajne emocje wśród społeczności konopnej i nie tylko. Jedni ich wychwalają inni krytykują i zarzucają szkodliwe działania. Znani są z tego, że nie tolerują odmiennego zdania niż ich własne blokując i zastraszając tych, którzy ośmielą się ich skrytykować. Także o jakiejkolwiek dyskusji ze Stonerchef nie ma mowy, są jedynie dogmaty mówiące, że każdy powinien codziennie palić zioło bo to poprawia jakość życia niczym noszenie okularów czy butów, a żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry, no bo wiecie, wystarczy zajarać. 

Reklama

Stonerchef – edukacja czy szkodliwe treści

Zanim przejdziemy do najpoważniejszych zarzutów względem obecnej działalności bohaterów tego tekstu, cofnijmy się pamięcią kilka lat wstecz.

Stonerchef czyli Anita oraz Piotr Kuźniewicz do szerszej świadomości przebili się w roku 2019 za sprawą swojego „konopnego ślubu”… który z konopiami miał niewiele wspólnego.

Już wtedy konopna społeczność szybko się przekonała, że jakikolwiek krytyczny komentarz, nawet najdelikatniejsza krytyka lub sugestia, że jest inaczej niż twierdzą państwo Kuźniewicz, kończyła się obrażaniem i bardzo szybkim banem na ich kanały social media, gdzie się promowali.

A takich komentarzy było niemało. No bo co to za „konopny ślub i wesele”, skoro konopie były na nim mało znaczącym dodatkiem. Było to zwyczajne wesele jakich w naszym kraju odbywa się wiele, tyle, że do zdobiących salę kwiatów… powciskano nieco roślin konopi siewnych.

To, oraz fakt postawienia „baru” z konopiami (susz CBD) wg Stonerchefów wystarczyło, aby całość nazwać „konopnym ślubem i weselem”.

Tak naprawdę była to zwykła manipulacja, która miała pomóc przebić się do szerszego grona odbiorców, prosta akcja marketingowa, która w dodatku oparta jest o nieprawdę. Bo wesele, gdzie spożywa się alkohol, normalne posiłki, a sala jest przyozdobiona kwiatami i wieloma innymi roślinami, pomiędzy  które upchnięto nieco roślin konopi – to nadal zwykłe wesele i ślub, tyle, że z konopnymi akcentami.

Innym wydarzeniem, które promowali jako „pierwsze konopne”, była akcja marketingowa firmy, z którą Stonerchef mieli akurat współpracę – EirHealth.

Stonerchef w swoich materiałach posługiwali się  tym przypadku stwierdzeniami typu „pierwsza konopna kolacja w Europie”. Tyle, że to nie była kolacja konopna tylko kolacja z konopnymi akcentami, w polu konopi i nie pierwsza w Europie ponieważ tego typu wydarzenia odbywały się wielokrotnie w Szwajcarii czy Niemczech i miały znacznie więcej wspólnego z konopiami. O ile organizator wydarzenia pisał o „edukacyjnej kolacji w polu konopi” o tyle Stonerchef informowali o „pierwszej w europie kolacji konopnej”, co jest wprowadzeniem w błąd ale zapewne lepiej się klikało.

A wspominam o tej sytuacji głównie dlatego, iż był to mój pierwszy kontakt z państwem Kuźniewicz. Pierwszy i na jakiś czas ostatni. Dlaczego? Ponieważ okazało się, że Stonerchef mają potężny problem z jakąkolwiek, nawet konstruktywną, krytyką czy zauważeniem, że nieco mijają się z prawdą.

Gdy skomentowałem udostępniane materiały pisząc, że to kolacja z konopnymi motywami i konopną edukacją ale na pewno nie „pierwsza konopna kolacja w Europie” – zostałem zaatakowany personalnie a po chwili zablokowany na ich profilu. I tu dochodzimy do kolejnego zarzutu wobec bohaterów tego tekstu.

Stonerchef – królowie cenzury

O tym, że na profilach Stonerchef nie można napisać ani jednego krytycznego słowa, ani nawet zasugerować, że mogą się mylić, iż może być inaczej niż mówią – wie każdy kto choć raz nawet w konstruktywny sposób wyraził krytykę wobec prezentowanych przez nich treści.

  • Krytyka = blokada użytkownika
  • Niewygodne pytania = blokada użytkownika
  • Odmienne zdanie = blokada użytkownika
  • Napisanie czegokolwiek co nie pasuje Stonerchefom = blokada użytkownika

Czy to problem, że ktoś usuwa pewne komentarze ze swojego własnego kanału pod swoimi własnymi treściami? W wielu przypadkach powiedziałbym, że nie. Jednak w przypadku treści jakie poruszają Stonerchef, które mają być edukacyjne, a które nierzadko zawierają nieprawdziwe informacje, w dodatku na tak wrażliwy temat jakim jest marihuana – kasowanie każdego merytorycznie krytycznego komentarza może mieć negatywne konsekwencje dla odbiorców treści, którzy tematu zbyt dobrze nie znają i zdają się na to co usłyszą od „ekspertów”.

Szkodliwość takiego zachowania jest oczywiście zależna od tematu, którego dotyczy. Niezrozumiała jest też jego motywacja, bo często jest to celowe wprowadzanie w błąd. Jako przykład niech posłuży poruszany przez państwo Kuźniewicz temat tzw. marihuany PGR, czyli kwiatów pochodzących z upraw gdzie dodawano szkodliwe dla ludzi środki mające na celu zwiększenie plonu. 

Z publikowanych przez nich treści wynika, że większość dobrej jakości suszy marihuany dostępnych w aptekach – jest zanieczyszczona i zawiera bardzo szkodliwe substancje. Susze te posiadają większość cech zanieczyszczonego produktu, o których informują Stonerchef.

Tylko, że ich treści o PGR nafaszerowane są nieprawdziwymi i od lat powielanymi mitami, pisaliśmy o tym T U T A J.

To, że podają nieprawdę oraz udowadniający to artykuł był kilkukrotnie wklejany w komentarzach pod ich treściami, a wiadomo jak bardzo pilnują sekcji komentarzy, aby nikt nie napisał czegoś z czym się nie zgadzają, nawet gdy to prawda. Dlatego jestem przekonany, że go przeczytali. A mimo to później wielokrotnie powtarzali swoje kłamstwa o suszu PGR, zapewne dlatego, że jest to dość nośny temat i zawsze wywołuje dyskusje.

Albo dlatego, że jest to jedna z wielu bzdur powtarzanych przez Stonerchefów, która trafiła np. do ich e-booków i nie da się jej edytować, czy tak jest tego oczywiście nie wiemy. 

Przecież gdyby uwierzyłby im ktoś kto jest pacjentem medycznej marihuany, to byłby przekonany, że wszystkie jakościowe susze w aptece (które wyglądają właśnie tak jak Stonerchefy opisują zanieczyszczony susz PGR) zawierają szkodliwe substancje i wybieraliby produkty gorsze jakościowo, które nie wyglądają jak PGR wg. państwa Kuźniewicz. Dlatego powielanie takich bzdur należy uznać za działalność szkodliwą.

Podobna sytuacja była w przypadku ich treści, że używanie fajki wodnej / bonga – filtruje dym z palonych konopi. To także jest nieprawda powtarzana przez Stonerchefów, którą już im wyjaśnialiśmy T U T A J, w artykule mówiącym, że wodna nic nie filtruje, a jedynie schładza dym. 

Stonerchef – niezdrowa gloryfikacja marihuany

Jednak to wszystko o czym wspomniałem do tej pory blednie przy najpoważniejszym zarzucie jaki pojawia się wobec Państwa Kuźniewicz – niezdrowej gloryfikacji marihuany.

Według Stonerchefów, codzienne palenie zioła niesie za sobą jedynie pozytywne skutki!

Po internecie krąży ostatnio fajny wywiad z Sethem Rogenem, w którym on tłumaczy swoją filozofię korzystania z zioła codziennie, porównując to do.. noszenia butów i okularów. Czy mógłby nie chodzić codziennie w butach? Mógłby. Czy mógłby nie nosić okularów? Mógłby. Czy jego jakość życia uległaby poprawie? No, to jest dyskusyjne, gdyż są to narzędzia służące A) Zwiększeniu wygody życia; B) korekcji jakichś deficytów, co ma w konsekwencji uwaga – poprawić jakość życia.

-czytamy na profilu pary

I zdecydowanie jest to treść szkodliwa.

stonerchef

Marihuana to używka, która co prawda nie uzależnia w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jednak chociaż nie uzależnia fizycznie, to jej niewłaściwe używanie może mieć fatalne konsekwencje dla życia użytkownika. A dla zdecydowanej większości użytkowników codzienne używanie marihuany od rana przez cały dzień – będzie miało negatywne konsekwencje. I tak – zdarzają się osoby używające marihuany od rana do nocy, a przy tym w miarę normalnie funkcjonujące, jednak jest to bardzo niski odsetek. 

Dla większości ludzi używanie marihuany od rana do wieczora negatywnie wpłynie na ich produktywność i aktywność.

Większość osób używających marihuanę od rana do wieczora robi to w sposób szkodliwy, a jednocześnie całkowicie to wypiera.

Tego typu treści są przed wszystkim bardzo groźne właśnie dla osób, które używają konopi właśnie w sposób szkodliwy lub dopiero zaczynają to robić będąc zafascynowanym marihuaną. W końcu państwo Kuźniewicz, którzy są ekspertami i propagują jaranie od rana do nocy, nadając temu jakąś wartość oraz mówiąc, że to poprawia jakość życia!

Innym razem oburzają się, że ktoś krytykuje codzienne palenie marihuany porównując ją do… kawy. Według Stonerchefów, ktoś kto codziennie używa kawy nie ma prawa krytykować codziennego używania zioła. To nawet ciężko skomentować.

Takie treści są oczywiście bardzo szkodliwe, szczególnie, że Stonerchef kreują się na ekspertów, którzy na wszystko o czym mówią mają potwierdzające to wyniki badań (czasami zmanipulowane o czym za chwilę), a w komentarzach kasowane jest każde słowo krytyki  wobec ich treści.

Co ciekawe, jest to przecież para psychologów, a mimo to tworzą treści, które mogą poważnie zaszkodzić odbiorcom, którzy w nie uwierzą. 

Jako psychologowie powinni wiedzieć też, jak wygląda schemat uzależnienia czy szkodliwego używania. Wiedzą, że osoby używające szkodliwie wypierają fakt, że są uzależnione psychicznie –  twierdzą często, że po prostu lubią jarać bez przerwy i potrafią rzucić w każdej chwili. Ale nie chcą. Tak naprawdę rzucają dopiero gdy zorientują się, że nadużywanie zioła jednak ma swoje negatywne konsekwencje – zniszczone relacje, odstawienie na bok zainteresowań, gorsze wyniki w pracy / na studiach / w szkole, a przy cięższym używaniu apatia i brak motywacji do czegokolwiek nie związanego z paleniem marihuany.

Ale jak to, przecież nawet na WeedNews znajdziemy artykuły obalające tezę, jakoby palenie marihuany prowadziło do syndromu amotywacyjnego. Tak, obniżenie motywacji i inne negatywne skutki palenia zioła nie są zagrożeniem – o ile używasz go świadomie i odpowiedzialnie, a nie jarasz od rana do nocy twierdząc, że to konopny biohacking, bo tak ci powiedzieli konopni patoinfluencerzy.

Jak już wspominałem, osoby nadużywające marihuany zawsze dążą do usprawiedliwiania swojego nałogu, a treści Stonerchef im w tym niesamowicie pomagają i utrzymują ich w przekonaniu, że palenie zioła od rana do nocy pomoże odnieść im sukces, przecież marihuana jest jak buty czy okulary – jedynie poprawia jakość i komfort życia. Kawa? Przecież to nałóg! Lepiej już zajaraj! 

I obowiązkowo zamów nasz e-book.

O tym, że tacy użytkownicy oszukiwali samych siebie orientują się często po kilku latach, widząc, że to nie był jednak żaden konopny biohacking tylko rozwalanie sobie życia dzień po dniu. Ale to już Stonerchefów nie interesuje, ważne, że kupił e-booka.

Stonerchefom zdarza się też manipulowanie wynikami badań.  

Ostatnio wyłapał to m.in. Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista.

Akurat w tym konkretnym przypadku Stonerchefy opublikowały na swoim koncie na platformie X posta z danymi na temat tego, ile procent użytkowników marihuany się od niej uzależnia (stosuje szkodliwie). Treść posta brzmiała następująco:

NAJWIĘKSZY PROBLEM Z ZIOŁEM I JEGO UŻYTKOWNIKAMI

Przez to, że konopie były w tak kreskówkowy sposób demonizowane prze tyle lat, część ludzi uwierzyła, że zioło nie ma skutków ubocznych.

Dlatego wyprostujmy kilka faktów:

  1. Od zioła da się uzależnić

Ale 95% użytkowników (w tym 98% dorosłych) nigdy nie spełni klinicznych kryteriów diagnozy uzależnienia. Dla większości regularnych użytkowników jest to nawyk lub forma terapii.

Tylko, że to zwykłe kłamstwo i manipulacja danymi. 

Jest to manipulacja ponieważ w wynikach badań, na które się powołują napisano, że owszem, uzależnia się 1,5 do 3% ale nie użytkowników lecz całej populacji ogółem. 

W publikacji tej, znajdziemy informacje, że uzależnia się (używa szkodliwie) 9% wszystkich użytkowników, 17% osób, które rozpoczęły korzystanie z marihuany w młodości i 33 do 50% użytkowników codziennych!

stonerchef publikacja

Skala przekłamania i szkodliwości w tym przypadku jest potężna, biorąc pod uwagę zasięgi pary psychologów, którzy codzienne palenie zioła nazywają biohackingiem. 

Z czego wynika fakt publikowania przez tę parę takich treści tego nie wiem, mogę się jedynie domyślać. Czy chodzi o to, aby sprzedać jak najwięcej swoich e-booków? Po części na pewno ponieważ na tym zarabiają i z tego żyją, oni przecież nie tworzą tych treści w celach edukacyjnych, pro publico bono, jest to po prostu forma promocji ich samych i ich produktów. 

A może chodzi o to, że Piotr Kuźniewicz nie potrafi normalnie korzystać z żadnej substancji odurzającej? Bo jeszcze zanim przerzucił się na konopie był alkohol i alkoholowe treści typu „Nie lubię trzeźwieć będąc przytomnym” etc. 

stonerchef alkohol

stonerchef alkohol

Tego nie wiemy.

Stonerchef o psychiatrii

Kolejnym poważnym zarzutem są treści dotyczące psychiatrii oraz np. ADHD, które są także szkodliwe.

No bo jak można inaczej określić poniższe stwierdzenie, że w dzisiejszych czasach nikt nie potrzebuje psychiatry?

stonerchef
Stonerchef o psychiatrii

To jest już wyższy level szkodliwych treści.

Chociaż osobiście też mam mieszane uczucia co do psychiatrii to widziałem w życiu bardzo wiele różnych sytuacji oraz ludzkich życiowych kryzysów i wiem, że to właśnie psychiatra, leki i terapia pomogły niektórym ludziom wyjść z naprawdę bardzo ciężkiego stanu psychicznego. Teraz cieszą się życiem właśnie dzięki psychiatrii.

Napisanie czegoś takiego przez ludzi kreujących się na ekspertów, będących psychologami – może mieć fatalne konsekwencje.

Czasami mam wrażenie graniczące z pewnością, że państwu Kuźniewicz obce jest pojęcie empatii.  Stonerchefy wychodzą chyba z założenia, że skoro im nie potrzeba psychiatry – to nie potrzeba go nikomu. Skoro oni są zadowoleni z życia to inni tez powinni, a depresja to wymysł koncernów. A no i ADHD, które jak twierdzą, jest powodowane brakiem bliskości z rodzicami i w żadnym przypadku nie powinno się leczyć ADHD farmakologią. Japierdole.

Nie wiem jak inaczej wyjaśnić tak bardzo nieodpowiedzialne i szkodliwe treści o psychiatrii, która ma swoje wady i to sporo, ale która z drugiej strony uratowała życie wielu osobom. Różnego rodzaju poważne zaburzenia wymagające psychiatrii nie są Stonerom znane więc chyba uważają, ze nie istnieją. 

Stonerchef w świecie biznesu

Państwo Kuźniewicz oczywiście całą swoją działalność monetyzują m.in. sprzedając swoje e-booki, które rzekomo mają pomóc wykorzystać cały potencjał ukryty w konopiach. Czy tak jest? Czy e-booki zawierają jakąś tajemna wiedzę? Tego nie wiem bo ich zwyczajnie nie czytałem.

Natomiast zakładam, że ogólny przekaz w nich zawarty jest bardziej rozbudowaną wersją tego, co serwują nam na swoich social mediach.

Chciałbym natomiast na chwile zatrzymać się przy ich ostatnim produkcie czy tez produktach z serii „Zioła do zioła”, wokół których pojawiło się sporo kontrowersji. A przy okazji Stonerchefy udowodnili, że są bezczelnymi kłamcami i raczej nie należy im wierzyć.

Czym są „Zioła do zioła”? To mieszanki ziołowe, które mają zastąpić tytoń. Chociaż państwo Kuźniewicz twierdzą, że są to produkty… nie do palenia. Co jest oczywistym kłamstwem. Jest to też przestępstwo skarbowe ponieważ swoje produkty, które są przeznaczone do palenia, sprzedają bez akcyzy twierdząc, że to nie jest produkt do palenia. Tylko, że reklamują je jako zamiennik tytoniu. Za którego używanie twoje płuca ci podziękują.

stonerchef zioła do zioła
Przekonaj się na własne płuca!

Czyli co, użytkownik na nacierać tym płuca żeby podziękowały? A jak zatem poczuć smak, zjeść? No ale wtedy płuca nie podziękują. Wiadomo, że jest to produkt do palenia / waporyzacji, zresztą jest też reklamowany jako zamiennik tytoniu, a także publikują „opinie zadowolonego klienta” gdzie wprost jest napisane, że ktoś zamiast tytoniu używa ich produktu oraz, że waporyzuje go z waporyzatora Volcano:

stonerchef zioła do zioła

Oczywiście, aby „ominąć prawo” nigdzie tego nie napisali wprost. Natomiast pojawiają się informacje, iż jest to zamiennik dla tytoniu – czyli jednak do palenia. Są też hasła reklamowe takie jak „Twoje płuca ci podziękują”, ale wiecie, to jest produkt nie do palenia. Pewnie chodzi o nacieranie nim płuc.

stonerchef opinie

Gdy poruszyłem temat na ich kanale FB, po bzdurnej odpowiedzi z ich strony zostałem oczywiście zablokowany:

stonerchef

Druga kwestia związana własnie z ich serią „Zioła do zioła” jest produkt będący mieszanką ziołową, która zawierać miała w swoim składzie kwiaty Błękitnego Lotosu.

W największym skrócie chodzi o to, że są dwa rodzaje Niebieskiego Lotosu – jeden kojarzony z Azją(Nymphaea Nouchali), a drugi z Egiptem (Nymphaea Caerulea).

Pochodzący i kojarzony z Egiptem Lotos Niebieski Nymphaea Caerulea jest w Polsce nielegalny i przypisuje mu się właściwości odurzające. 

W sieci pojawiły się informacje i komentarze, że w skład mieszanki ziołowej wchodzi właśnie ten zabroniony Lotos. 

Jednak Stonerchef zaprzeczyli tym doniesieniom informując, że w ich mieszankach znaleźć można jedynie legalny Lotos z Azji.

Tylko jest mały problem – para psychologów wielokrotnie informowała na swoich social mediach, że chodzi o święty kwiat Nilu wykorzystywany przez faraonów. A w taki sposób można opisać jedynie Nymphaea Caerulea, czyli Egipski lotos nielegalny m.in. w Polsce.

stonerchef booster lotos

Stonerchef oczywiście wszystkiemu zaprzeczają, jednak nieco się w swoich tłumaczeniach pogubili. Efektem pogubienia się w tłumaczeniach jest sytuacja, gdzie nie ważne, która wersja jest prawdziwa – klienci zostali wprowadzeni w błąd. Bo jeżeli w Boosterze jest niebieski lotos, który jest świętym kwiatem Nilu – sprzedawali produkt, który w Polsce jest nielegalny. Jeżeli natomiast w mieszance znajduje się lotos pochodzący z Azji, to opisanie go jako świętego kwiatu Nilu – było wprowadzaniem klientów w błąd. No bo gdzie Nil, a gdzie Azja.

stonerchef booster

Co do punktu pierwszego – samo sprzedawanie tych mieszanek jest robione w sposób łamiący prawo ze względu na brak akcyzy. 

Z czasem zmieniały się też opisy mieszanki, co wypunktował konopny aktywista Przemysław Zawadzki:

stonerchef mieszanka booster

Kolejnym zarzutem wobec Stonerchefów jest bardzo słabe podejście do swojego biznesu i klientów, którzy nie otrzymali zamówienia, komentarzy na ten temat jest w sieci bardzo dużo, oto zaledwie kilka z nich:

stonerchef opinie

stonerchef opinia

Inny użytkownik pisze:

stonerchef opinie

Jeszcze kto inny stwierdza, że w ogóle nie otrzymał zamówienia i twierdzi, iż został oscamowany:

stonerchef opinie

Takich opinii jest sporo.

Podsumowując

To, że ktoś średnio prowadzi swój biznes nie jest czymś nowym, a dla nas jest to tak naprawdę sprawa bardziej drugorzędna. Z drugiej strony ich komunikacja pokazuje, że raczej nie są to ludzie wiarygodni.

Największym problemem jest wspomniana niezdrowa gloryfikacja marihuany, pisanie, iż nikt w dzisiejszych czasach nie potrzebuje psychiatry oraz kasowanie komentarzy i blokowanie użytkowników, którzy podejmują próbę wyjaśnienia parze psychologów, iż nie mają w danej kwestii racji. 

Cała działalność Stonerchef bardzo przypomina działalność np. fit / treningo / żywieniowych „ekspertów”, których w ostatnich latach jest wysyp, a którzy publikują szkodliwe treści. Cechą wspólną tych wszystkich pato-doradców jest fakt, →ż każdy z nich swoją działalność monetyzuje poprzez publikowanie e-booków ze swoimi „mądrościami” czy też innych produktów związanych z danym tematem.

Natomiast w zeszłym roku na platformie X Stonerchefy żalili się, że usunięto im wszystkie kanały na social mediach i teraz będą publikować właśnie na X. Skomentowałem ich wpis słowami, że to żadna strata gdyż są szkodnikami, na co się bardzo oburzyli i żądali uzasadnienia moich słów. Oczywiście żadnego wyjaśnienia wtedy nie otrzymali ponieważ szkoda mi czasu na tworzenie obszernego komentarza, który natychmiast zostanie usunięty a ja zablokowany – szkoda czasu. Dlatego powstał ten artykuł.

Co ciekawe, wspomnianego komentarza nie skasowali. Zamiast tego otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym żądają przeprosin za nazwanie ich „szkodnikami”. Przeprosiny miały by zostać zamieszczone i przypięte na samej górze naszych mediów społecznościowych na okres sześciu miesięcy oraz, tu uwaga, mieć wyłączoną możliwość dodawania komentarzy. 

Dobre sobie.

Takie samo pismo otrzymał od ich prawnika także Przemysław Zawadzki, konopny działacz i aktywista, który regularnie punktuje szkodliwe lub nieprawdziwe treści Stonerchefów, którego poprosiliśmy o komentarz do sprawy:

Reklama

Ja również otrzymałem pismo od ich prawnika, w którym domagają się publicznych przeprosin. Oczywiście nie przeproszę – i to nie tylko dlatego, że wyraziłem jedynie swoją opinię na temat ich działalności publicznej, ale przede wszystkim dlatego, że chętnie zobaczyłbym, jak sędzia potwierdza w wyroku, że: – idealizują publicznie „zioło”, jarając codziennie od dekady, zaczynając poranki od jointa i twierdząc, że nie robią tego ani w celach rekreacyjnych, ani medycznych, lecz… profilaktycznie, co nazywają „ziołowym biohackingiem” i jeszcze uczą tego innych w ramach płatnych konsultacji.

Ich mieszanka zawiera niebieski lotos rosnący nad Nilem, który jest w Polsce zakazany lub jest to zabieg marketingowy, a mieszanka wcale nie zawiera tego surowca.

Publiczne twierdzenia w stylu: „żaden człowiek nie potrzebuje psychiatry” jest nieprawdziwe, wątpliwe moralnie i społecznie szkodliwe. A to tylko część tego, co kryje się pod tym „kocykiem”, który wcale nie jest milutki i konopny, lecz szorstki i uszyty z masowych banów oraz pism od prawników. Dobrze, aby firmy nawiązujące z nimi współpracę miały świadomość, że nie jest to tak czysta przestrzeń, jak może się wydawać, bo kurz jest po prostu regularnie zamiatany pod dywany, łóżka i szafy.

-mówi Przemysław Zawadzki

Reklama

Kilkadziesiąt kg marihuany zamiast zamówionych części do produkcji maszyn? Taka sytuacja miała niedawno miejsce w Brzegu niedaleko Opola. Pracownicy zamiast komponentów do urządzeń, które produkują, znaleźli w kartonach marihuanę, której było sporo. Z policyjnych ustaleń wynika, że konopie mogą pochodzić z transgranicznego przemytu. Teraz śledczy będą ustalali kto jest nadawcą oraz do kogo mogła być kierowana przesyłka. Oto więcej informacji.

Reklama

Brzeg: Fabryka zamówiła części, a przyszło kilkadziesiąt kg marihuany

11 marca 2026 r. kryminalni z Komendy Powiatowej Policji w Brzegu wspólnie z funkcjonariuszami z Komendy Wojewódzkiej Policji w Opolu zabezpieczyli przesyłkę zawierającą znaczną ilość środków marihuany. Informację o podejrzanym pakunku policjanci otrzymali od jednej z firm produkcyjnych w powiecie brzeskim.

Na miejscu pracownicy zakładu, zajmujący się rozładunkiem wskazali śledczym paletę z podejrzanymi roślinami. Jak ustalili policjanci, pracownik magazynu w jednej z przesyłek zamiast zwykłego towaru znalazł susz roślinny, zapakowany w foliowe worki. Już po chwili funkcjonariusze przystąpili do oględzin niecodziennego ładunku. Zabezpieczyli materiały dowodowe i wykonali dokumentację fotograficzną. 6 kartonów, w których był susz roślinny, został zabezpieczony do policyjnego magazynu. Badanie środków wykazało, że na paletach znajduje się marihuana.

Funkcjonariusze łącznie zabezpieczyli ponad 64 kilogramy suszu konopi indyjskich, które teraz trafią do policyjnego laboratorium. Czarnorynkowa wartość marihuany wg. policji sięga 2,5 miliona złotych, jednak jest to wartość w detalu, w cenach hurtowych będzie to milion do półtora miliona złotych.

W toku wykonywanych czynności kryminalni ustalili, że paczka trafiła do Polski podczas transgranicznego przemytu. Śledczy wyjaśniają teraz szczegóły sprawy i analizują zebrane materiały. Sprawa jest prowadzona pod nadzorem brzeskiej prokuratury i ma charakter rozwojowy.

Reklama

Źródło: Opolska Policja

Reklama

Konopne shoty były ostatnio tematem reportażu TVP. Wyemitowany materiał był krytyczny wobec shotów i tego, że mają właściwości odurzające, a cały materiał nazwano „Odlot w butelce”. Z ukrytej kamery nagrano m.in. zakup jednego z shotów, podczas którego sprzedawca informuje, że „wejdzie po 1,5 godziny, działa jak mocny blant”. To, że te produkty odurzają jest w branży konopi tajemnicą poliszynela. Druga kwestia związana z tematem to fakt, iż do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował karygodny i nafaszerowany kłamstwami artykuł broniący shotów. Dlaczego? Ponieważ ludzie stojący za tym portalem są też właścicielami jednej z marek konopnych shotów. W całej tej sprawie problemem nie jest materiał TVP, który w większości mówi prawdę, lecz właśnie materiał na WeedWeeku, który może mieć fatalne skutki dla całej branży i środowiska konopnego. Oto więcej informacji.

Reklama

Konopne shoty – medialna nagonka czy realny problem

Konopne shoty to produkt, który w branży oraz środowisku konopnym od dawna wzbudza kontrowersje. Teoretycznie legalny produkt, który odurza.

Teoretycznie to zwykły suplement diety. W praktyce – legalny narkotyk sprzedawany w białych rękawiczkach. Poszliśmy z ukrytą kamerą do jednego ze sklepów, by sprawdzić, co tak naprawdę kupują klienci. Odpowiedź szokuje. „Tak po 1,5 godzinie powinno wejść”. A kiedy zapytaliśmy o efekt, usłyszeliśmy „jak po mocnym blancie”.

-czytamy w materiale TVP, który w całości wraz z wideo znajdziesz T U T A J

Materiał Telewizji Polskiej zauważa też problem z „suplementami diety” jako takimi. Podkreślono, że często te produkty maja nieznany skład. Ale wróćmy do samych konopnych shotów. 

Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC

– wyjaśnia w materiale dr Gniewko Więckiewicz, psychiatra, Katedra Psychiatrii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
 
I to jest prawda, jak większość stwierdzeń w materiale TVP.
 
Żeby omijać urzędowe radary, producenci wpisują na etykietę absurdalnie niską, rzekomo „bezpieczną” dawkę. Szkopuł w tym, że absolutnie nikt nie zamierza jej przestrzegać.

Klienci najczęściej wypijają zawartość duszkiem, traktując to jako szybki patent na obniżenie stresu po ciężkim dniu. Towar schodzi na pniu, a do rutynowego sięgania po te shoty – dla zwykłego wyluzowania – przyznają się nawet sami sprzedawcy.”

czytamy w materiale Telewizji Polskiej.
 

Konopne shoty to w branży i środowisku konopnym tajemnica poliszynela – każdy wie po co się je spożywa.

Co zawierają? Tu pojawia się problem. Na samym początku funkcjonowania tych produktów kilka lat temu, na opakowaniu widniała informacja o tym, że produkt zawiera poniżej 0,2% THC. W przypadku opakowania, które zawiera 150 ml, 0,2% to 300 mg czystego THC, czyli już mówimy o sporej dawce, a dla osób sporadycznie używających konopi – potężnej dawce, która odurzy na kilka godzin. 

Jednak z tego co do mnie ostatni dotarło, na chwilę obecną sytuacja mogła się zmienić ponieważ dochodzą mnie słuchy, że w obecnie dostępnych shotach, badania nie wykrywają THC. Jeżeli zatem w produkcie nie ma THC to co odpowiada za stan po spożyciu? 

Postanowiliśmy wysłać shoty na badania do Cannalabs, gdzie zleciliśmy przebadanie produktu. Jak tylko otrzymamy wyniki – natychmiast się nimi podzielimy.

Stanowisko portalu WeedWeek ws. konopnych shotów

Do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował na ten temat karygodny artykuł, który zdążyła już skrytykować większość środowiska konopnego.

Artykuł ten zawiera ogrom kłamstw, które są potencjalne bardzo niebezpieczne. W artykule na WeedWeek czytamy m.in.:

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się informacje na temat shotów konopnych, przedstawiające je jako niebezpieczny trend na rynku suplementów diety. Padły określenia takie jak „legalny narkotyk”, „odlot w butelce” czy sugestie, że “Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC”. Tego typu narracja brzmi atrakcyjnie w nagłówkach, ale niewiele ma wspólnego z rzetelną analizą tematu.”

Nie wiadomo kto jest autorem artykułu bo się nie podpisał, jednak zapewne jest to zapewne treść wygenerowana przez AI – jak niemal każdy artykuł, który został tam opublikowany w ciągu ostatniego roku odkąd z redakcji odeszli ludzie znający się na konopiach. 

Pada tam stwierdzenie o rzetelnej analizie tematu – tylko, że na chwilę obecną w redakcji WeedWeeka nie ma nikogo, kto ma jakiekolwiek rzetelne pojęcie o konopiach. Odkąd z portalu odeszły osoby, które tworzyły go latami i mają sporą wiedzę, treści trafiające na ten portal są generowane przez AI i weryfikowane są przez ludzi bez podstawowej wiedzy o konopiach. Zatem o jakim rzetelnym podejściu jest mowa? Tego nie wiadomo. Jest to zwykła manipulacja. Dalej w artykule WW czytamy:

„Czym tak naprawdę są shoty konopne? Shoty konopne to skoncentrowane napoje zawierające ekstrakt z konopi siewnych bogaty w CBD, czyli kannabidiol. CBD nie jest substancją psychoaktywną i nie wywołuje efektu „odlotu”. Produkty tego typu wprowadzane na rynek w Polsce zawierają składniki znane z właściwości wspierających równowagę organizmu, takie jak kannabidiol, terpeny czy naturalne ekstrakty roślinne i muszą pochodzić z konopi dopuszczonych do obrotu.”

To co właśnie przeczytaliście jest niedopuszczalne i karygodne oraz może mieć fatalne skutki dla całej branży konopi w naszym kraju. 

Po pierwsze – to nie są shoty CBD i osoba odpowiadająca za publikacje tego materiału na WeedWeeku o tym dobrze wie. Gdyby to był produkt CBD – było by to zaznaczone na opakowaniu, jest to oczywiste kłamstwo. Te produkty odurzają i to bardzo mocno. Wyobraźmy sobie teraz sytuacje, gdzie np. operator budowlanego żurawia spożywa ten produkt, wierząc w to co przeczytał w artykule, że to samo zdrowie i że nie odurza bo to przecież tylko CBD. I po 1,5 h rozpoczyna się działanie psychotropowe, operator odczuwa potężne odurzenie i doprowadza do wypadku. 

Albo nastolatek bierze konopnego shota do szkoły i kończy na pogotowiu będąc potężnie odurzonym.  Albo zawodowy kierowca – można by tak wymieniać. Ale dla ludzi z WeedWeeka to nie ma znaczenia – ważna jest sprzedaż i zysk.

WeedWeek dorabia też do tego wszystkiego elementy spisku pisząc, że to kampania oczerniająca konopne shoty zlecona przez lobby alkoholowe, a społeczeństwo „tego nie kupuje”, na dowód czego cytują kilka komentarzy z social mediów. To też jest manipulacja, ponieważ jakoś zapomniało im się wspomnieć o wielu komentarzach osób, które pisały o swoich raczej negatywnych doświadczeniach wynikających ze spożycia odurzającego produktu, który podobno nie odurza. 

shoty konopne Jedną z historii po spożyciu konopnego shota opisano też na stronie Wolnych Konopi:

„Co ciekawe, mamy w tej sprawie również bardzo osobiste doświadczenie. Jedna z naszych pracowniczek wypiła takiego shota, który producent przedstawiał jako „całkowicie bezpieczna dla człowieka formuła”. Produkt otrzymaliśmy od producenta do przetestowania przed ewentualnym wprowadzeniem go do naszej oferty.

Niestety około trzech godzin po jego spożyciu wystąpił u niej bardzo silny epizod psychotyczny. W konsekwencji musiała zrezygnować z pracy w naszym sklepie i rozpocząć leczenie psychiatryczne. Przez kilka kolejnych lat pozostawała pod opieką lekarzy i przyjmowała leki.

Okazało się, że jest osobą szczególnie podatną i wrażliwą na działanie THC, zwłaszcza podawanego doustnie. Co ciekawe, w jej przypadku marihuana przyjmowana wziewnie nie powodowała wcześniej podobnych objawów. Od tamtej pory nie użyła już marihuany w żadnej postaci. My straciliśmy bardzo dobrego pracownika, ale co gorsza – ona straciła zdrowie. Na szczęście dzisiaj już jest zdrowa”

-czytamy na wolnekonopie.org

Z tego co udało mi się ustalić, osoba ta uprzednio przebadała czy produkt ten zawiera THC, a wynik okazał się negatywny.

Reklama

W jaki sposób konopne shoty odurzają

Na początku produkty te zawierały THC, a informacja o tym, iż jest go tam do 0,2% widniała na opakowaniu. Shot 150 ml zawierał zatem ok. 300mg THC, a to już jest dużo. Jednak informacja o zawartości substancji psychoaktywnej znajdowała się na opakowaniu dzięki czemu ludzie mogli podjąć bardziej świadomą decyzję o spożyciu lub nie. Na chwilę obecną takich informacji na opakowaniu nie znajdziemy. Z uzyskanych  przez nas informacji wynika, że w tych produktach na chwile obecna nie znajdziemy THC, a mimo to nadal odurzają. To wszystko skłania ku temu, że w produktach tych mogą znajdować się syntetyczne kannabinoidy, których istnieje już bardzo dużo, które są tanie i które nie wychodzą na zwykłych testach na obecność substancji psychoaktywnych. 

Reklama

Dlatego, jak już wspomniałem, jeden z takich produktów postanowiliśmy wysłać na badania do laboratorium Cannalabs, aby sprawdzili skład produktu wraz z pełną toksykologią.  Jak tylko otrzymamy wyniki – opublikujemy je na portalu.

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany” – żali się Ryszard Czarnecki we wpisie na platformie X. Czarnecki wyraził swoje zaszokowanie sytuacją, która ma miejsce w Parlamencie Europejskim, a konkretnie w w części budynku nazwanej na cześć Salvadora de Madariaga. Zgadniecie Europosłowie z jakiego kraju palą w PE zioło? Czarnecki Zwrócił też uwagę na nietypowy wystrój pokoju, w którego wydobywa się aromat palonych konopi. 

Reklama

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany”

Europoseł z ramienia PiS Ryszard Czarnecki, podzielił się na platformie X swoją frustracją związaną z… paleniem marihuany w budynku Parlamentu Europejskiego.

Na korytarzu wszechogarniający zapach marihuany. Dochodzi z biura jednej z niemieckich europosłanek. Biuro jest otwarte. Nie ma w nim mebli, a osoby tam pracujące… siedzą na matach leżących na podłodze! To budynek Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a konkretnie jego cześć nazwana na cześć Salvadora de Madariaga. Zapach 🇪🇺 Anno Domini 2026? Szok!

-czytamy we wpisie na platformie X.

wszechogarniający zapach marihuany

Nie do końca wiadomo co bardziej zszokowało Richarda – palenie marihuany, siedzenie na matach w pokoju bez mebli czy fakt, że byli to Niemcy.

Ciekawy jest też motyw flagi Unii Europejskiej i zdanie sugerujące, że jest to zapach Europy w obecnych czasach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli, aczkolwiek Czarnecki chyba jednak nieco przesadził. 

Niestety nie udało się nam znaleźć jakiejkolwiek wypowiedzi posła Czarneckiego, która by krytykowała picie alkoholu w Polskim Parlamencie, który przez lata lał się tam strumieniami.

Reklama

W komentarzach użytkownicy platformy krytykują też posła Czarneckiego za oburzanie się marihuaną podczas gdy jego syn, Przemysław Czarnecki, jest uczestnikiem patologii, która nazywa się Fame MMA.

Reklama

Nasiona marihuany, czy też będąc dokładniejszym – konopi indyjskich to najistotniejsza kwestia, aby móc cieszyć się dobrym i jakościowym plonem. Właściwy wybór nasion ma kluczowe znaczenie dla powodzenia całej uprawy. Odpowiednio dobrane nasiona to lepsza wydajność roślin, jakość przyszłych plonów oraz zdolność adaptacji roślin do określonych warunków środowiskowych. Podjęcie dobrej decyzji już na początku pozwala uniknąć wielu problemów i znacznie ułatwia późniejszą pielęgnację. Dzięki zdobyciu wiedzy o nasionach – łatwiej wybrać z gąszczu producentów to, co nas interesuje najbardziej. Oto więcej informacji.

Reklama

Nasiona marihuany – podstawowe informacje

Nasiona stanowią zawsze pierwszy element uprawy, to od kiełkowania nasion zaczyna się cała zabawa w ogrodzie i to ich jakość ma decydujący wpływ na powodzenie uprawy.  Warto podkreślić, że same nasiona nie zawierają substancji psychoaktywnych, dlatego w wielu krajach ich posiadanie jest legalne.

Każde nasiono marihuany posiada kilka charakterystycznych elementów:

Łupina nasienna – twarda zewnętrzna warstwa chroniąca zarodek przed uszkodzeniami. Dobre nasiona są zwykle twarde i mają ciemnobrązowy lub szarawy kolor z marmurkowym wzorem.

Zarodek – najważniejsza część nasiona, z której rozwija się przyszła roślina.

Kolor nasiona – im ciemniejsze nasiono, tym zazwyczaj bardziej dojrzałe i zdrowsze. Jasne lub zielonkawe nasiona mogą być niedojrzałe i mieć gorszą zdolność kiełkowania.

Twardość – zdrowe nasiona są twarde i odporne na nacisk. Miękkie mogą być uszkodzone lub martwe.

Wzór na łupinie – charakterystyczne marmurkowe lub cętkowane wzory są oznaką dojrzałości nasiona.

Nasiona marihuany – rodzaje

Wyróżniamy cztery rodzaje nasion ze względu na ich genetykę:

Nasiona regularne

Regularne nasiona marihuany są najbardziej naturalną formą nasion konopi. Z takich nasion mogą wyrosnąć zarówno rośliny męskie, jak i żeńskie, zwykle w proporcji około 50/50. Ponieważ charakteryzuje je stabilna jakość, są szczególnie cenione przez doświadczonych hodowców oraz osoby zajmujące się tworzeniem nowych odmian.

Regularne nasiona wykorzystywane są obecnie głównie w projektach hodowlanych. Rośliny męskie wytwarzają pyłek, który jest niezbędny do zapylania roślin żeńskich. Dzięki temu możliwe jest tworzenie nowych odmian oraz utrwalanie pożądanych cech genetycznych.

Zalety nasion regularnych:

  • umożliwiają tworzenie własnych odmian poprzez krzyżowanie

  • brak ingerencji w naturalny cykl rośliny (brak feminizacji)

  • wysoka stabilność genetyczna roślin

Wady nasion regularnych:

  • konieczność identyfikacji i usuwania roślin męskich, jeśli celem jest uzyskanie kwiatów

  • większe wymagania dotyczące wiedzy i doświadczenia ogrodnika

Nasiona feminizowane

Nasiona feminizowane powstają w procesie, który sprawia, że niemal wszystkie rośliny wyrastające z takich nasion są żeńskie. Osiąga się to poprzez specjalne techniki hodowlane, polegające m.in. na opryskami środkami zawierającymi srebro koloidalne. Żeńskie rośliny to właśnie te, które wytwarzają kwiaty, a nie nasiona.

Duża popularność nasion feminizowanych wynika przede wszystkim z wygody uprawy. Ponieważ rośliny żeńskie wytwarzają kwiaty bogate w THC i inne kannabinoidy, ogrodnik nie musi martwić się o usuwanie roślin męskich ani o przypadkowe zapylenie.

Korzyści dla ogrodnika:

  • niemal pewność uzyskania wyłącznie roślin żeńskich

  • większa efektywność uprawy

  • lepsze wykorzystanie dostępnej przestrzeni

Nasiona automatyczne (autokwitnące, autoflowering)

Tzw. odmiany automatyczne wyróżniają się tym, że rozpoczynają kwitnienie niezależnie od długości dnia i nocy. W przeciwieństwie do klasycznych odmian fotoperiodycznych nie wymagają zmiany cyklu oświetlenia, aby wejść w fazę kwitnienia.

Charakterystyczną cechą odmian automatycznych jest z góry określony cykl życia. Niektóre z nich potrzebują jedynie około 8–10 tygodni od momentu kiełkowania do zbiorów. 

Na temat nasion autokwitnących panuje wiele mitów takich jak to, że są odpowiednie dla osób początkujących, że są dyskretnie małe oraz bardzo szybko dają plon, a ogrodnik nie musi mieć żadnej wiedzy o uprawie – tylko, że to wszystko nie prawda, a szerzej temat nasion autoflowering i mitów na ich temat opisaliśmy T U T A J

Nasiona Fast Version

Nasiona Fast Version zostały stworzone z myślą o ogrodnikach, którym zależy na skróceniu czasu uprawy przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości plonów. Powstają poprzez skrzyżowanie odmian fotoperiodycznych z genetyką automatyczną, co skutkuje znacznie szybszym kwitnieniem.

Rośliny z tej kategorii mogą osiągać pełną dojrzałość nawet o 2 do 4 tygodni szybciej niż tradycyjne odmiany. Zazwyczaj potrzebują około 6–7 tygodni od rozpoczęcia fazy kwitnienia do zbiorów.

Odmiany Fast Version są szczególnie polecane ogrodnikom w regionach o krótszym sezonie kwitnienia. Dzięki szybszemu dojrzewaniu rośliny są mniej narażone na chłody i wilgoć pojawiające się jesienią, a także dojrzewają w większym natężeniu światła słonecznego.

Ich zalety to między innymi:

  • krótszy czas oczekiwania na zbiory

  • mniejsze ryzyko problemów pogodowych lub chorób

Jak wybrać odpowiednie nasiona marihuany?

Dobór właściwych nasion to jeden z najważniejszych etapów planowania uprawy, a często najważniejszy. Od tej decyzji zależy zarówno przebieg całego procesu uprawowego, jak i końcowy efekt w postaci jakości oraz ilości plonów.

Duże znaczenie ma również sposób prowadzenia uprawy. W chłodniejszych regionach dobrze sprawdzają się odmiany Fast Version, które szybciej dojrzewają i są bardziej odporne na zmienne warunki atmosferyczne. W cieplejszym klimacie można pozwolić sobie na odmiany o dłuższym okresie kwitnienia.

W przypadku uprawy indoor istotne są także takie czynniki jak wysokość rośliny czy jej zdolność adaptacji do ograniczonej przestrzeni.

W opisach odmian podawanych przez producentów można znaleźć wiele przydatnych informacji, takich jak:

  • poziom THC i CBD

  • czas kwitnienia

  • potencjalny plon (g/m² lub g/roślina)

  • wysokość roślin

  • profil terpenowy odpowiedzialny za smak i aromat

Najczęstsze błędy przy wyborze nasion

    • wybór odmian niedostosowanych do lokalnego klimatu

    • niedopasowanie rodzaju nasion do poziomu doświadczenia

    • zakup nasion z niepewnych źródeł

    • brak uwzględnienia dostępnej przestrzeni uprawowej

Legalność nasion marihuany w Polsce i na świecie

W Polsce posiadanie nasion marihuany jest legalne, o ile są one przechowywane w celach kolekcjonerskich. Można je kupować oraz sprzedawać, jednak ich wykorzystanie do uprawy roślin zawierających THC pozostaje nielegalne i w żadnym wypadku to tego nie namawiamy.

Przepisy dotyczące nasion marihuany różnią się w zależności od kraju. W niektórych państwach regulacje są bardziej liberalne.

Holandia – sprzedaż i posiadanie nasion są legalne, a niewielka uprawa jest tolerowana.
Hiszpania – posiadanie nasion i prywatna uprawa na własny użytek są dopuszczalne.
Niemcy – posiadanie nasion jest możliwe, jednak uprawa wymaga odpowiednich zezwoleń.
Czechy – dopuszczalna jest uprawa do pięciu roślin na własny użytek.

Kupowanie nasion od sprawdzonych sprzedawców zmniejsza ryzyko związane z niską jakością produktu oraz problemami prawnymi. Renomowane sklepy oferują szczegółowe opisy odmian i gwarancję kiełkowania.

Gdzie kupić nasiona marihuany?

Zakupy w sklepach internetowych zapewniają znacznie większy wybór odmian, często w atrakcyjniejszych cenach. Dodatkowo można zapoznać się ze szczegółowymi opisami produktów oraz opiniami innych klientów. Sklepy stacjonarne z kolei umożliwiają bezpośredni kontakt ze sprzedawcą i uzyskanie fachowej porady.

Jednym z polecanych sklepów internetowych jest nasionamari.pl. Sklep oferuje szeroki wybór nasion marihuany od znanych producentów. Klienci mogą zapoznać się z dokładnymi opisami odmian, informacjami dotyczącymi poziomu THC i CBD, czasu kwitnienia oraz wymagań uprawowych.

Dodatkowym atutem jest dyskretna wysyłka oraz bezpieczne metody płatności, co sprawia, że zakupy są wygodne i bezpieczne.

Reklama

Przypominamy, że w Polsce uprawa konopi innych niż włókniste jest prawnie zabroniona i zagrożona karą więzienia. Tekst jest kierowany do polskojęzyczych obywateli krajów gdzie uprawa konopi indyjskich jest zgodna z prawem.

Reklama

W części niemieckich sklepów sieci Netto, w ofercie pojawiły się nasiona konopi indyjskich. Nasiona sprzedawane pod marką Gutmut Saatgut są dostępne jako artykuły promocyjne w dziale ogrodniczym – pomiędzy nasionami ziół i warzyw. Na chwilę obecną dostępne są m.in. odmiany „White Runtz” czy „L.A. Kushcake”. A czy wy skusilibyście się na nasiona z dyskontu? 

Reklama

Niemcy: Netto wprowadza do oferty nasiona konopi indyjskich

Jak do tej pory, odkąd w Niemczech wprowadzono częściową legalizację marihuany, produkty związane bezpośrednio z ziołem to nadal temat mocno niszowy. To się jednak zaczyna zmieniać, a konopie indyjskie i rzeczy z nimi związane, co raz częściej wchodzą do codziennego życia jako kolejny produkt dostępny na rynku.

Dlatego do gry wkroczyła sieć dyskontów Netto i w części swoich sklepów wprowadziła nasiona konopi indyjskich, póki co testowo chcąc sprawdzić popyt na nowy produkt.

Dla sprzedawców detalicznych jest to swojego rodzaju próba generalna. Po raz pierwszy nasiona konopi są szeroko dostępne w tradycyjnych supermarketach. Sieć dyskontów nie oferuje gotowych produktów z konopi. Eliminuje to ryzyko prawne związane z takimi produktami.

Uważamy, że wprowadzenie ich do supermarketów to logiczny i spójny rozwój po wprowadzeniu ustawy o konopiach indyjskich. Nasiona konopi – podobnie jak inne produkty nasienne – powinny być dostępne w transparentnych, regulowanych kanałach sprzedaży detalicznej.

-mówi Florian Kröckel, współzałożyciel marki Gutmut. 

Pakiety kosztują 14,99 euro i każdy zawiera trzy nasiona . Oferowane są trzy odmiany: „LA Kush Cake”, „White Runtz” i „Sour Diesel”.

Odmiany zostały wybrane we współpracy z Netto Marken-Discount, aby przyciągnąć zarówno zainteresowanych początkujących, jak i doświadczonych ogrodników-amatorów

– poinformował Gutmut Saatgut w komunikacie prasowym.

nasiona konopi
Oferta nasion konopi indyjskich w niemieckim Netto

Eksperci postrzegają to jako kolejny krok w kierunku normalizacji legalnej uprawy domowej – obok klubów społecznościowych i stowarzyszeń, w ramach których można uprawiać konopie indyjskie na własne potrzeby. Sprzedawcy detaliczni, handlujący nasionami konopi indyjskich, muszą przestrzegać ograniczeń wiekowych i informować klientów o ograniczeniach dotyczących uprawy domowej. Jednak odpowiedzialność za legalność zakupów spoczywa na samych kupujących.

Reklama

Póki co nasiona wprowadzono do oferty w ramach testowania popytu do 255 sklepów na terenie Berlina i północno-wschodnich Niemiec.

Reklama
Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.