Jak pomyślnie przejść test na obecność marihuany podczas pobierania wymazu z ust? Nawet jeśli w twoim kraju trawa jest legalna, nie gwarantuje ci to nieograniczonych doznań związanych z konopiami. Wiele osób jest nadal regularnie poddawana badaniom przesiewowym na obecność narkotyków. Zaś policja w stanach dopuszczających trawę dla celów rekreacji próbuje ustalić, jak radzić sobie z (rzekomym) wzrostem liczby kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem marihuany.

Krótko mówiąc, im więcej ludzi pali trawę, tym więcej ludzi jest zainteresowanych wprowadzaniem testów na obecność narkotyków, zwłaszcza w pracy i podczas prowadzenia auta. W odróżnieniu od testów z krwi lub z moczu, testy polegające na wymazie z ust są tanie i szybkie. Oznacza to, że warto wiedzieć jak pomyślnie przejść taki test.

Kto najbardziej boi się boi wymazu z ust na obecność narkotyków?

Ten poradnik jest przeznaczony dla każdego, kto stoi lub może stać przed koniecznością przejścia wymazu z jamy ustnej lub testu ze śliny na obecność trawy.

Wykraczamy poza podstawy, oferując praktyczne porady jak pomyślnie przejść wymaz z ust na obecność narkotyków wraz z informacjami na temat tego co ten test wykrywa, kiedy jest się najbardziej zagrożonym, oraz jak się przygotować na odbycie testu, jeśli dowiadujemy się o nim z krótkim lub żadnym wyprzedzeniem.

Co ma za zadanie wykryć wymaz z ust na obecność narkotyków?

Ważne jest, aby zrozumieć, czym różni się test ze śliny od standardowego testu z moczu w celu wykrycia śladów trawy w Twoim organizmie.

Po pierwsze, testy ze śliny i moczu sprawdzają obecność zupełnie innych substancji w twoim organizmie.

Analiza moczu poszukuje w organizmie THC-COOH. Jest to organiczny związek chemiczny z grupy kannabinoidów, drugi główny metabolit THC wytwarzany po spożyciu konopi.

Z kolei wymaz z ust poszukuje aktywowanego THC, czyli delta-9 THC. Innymi słowy, dokładnie tego, co masz po wewnętrznej stronie jamy ustnej po tym,  jak zaciągasz się ulubionym dymkiem.

I to jest dobra i zła wiadomość odnośnie wymazu z jamy ustnej na obecność trawy. Wymazy z ust nie mogą wykryć metabolitów konopi indyjskich, które pozostały w twoim organizmie. Ale potrafią wykryć psychoaktywny, a więc nielegalny THC, który znajduje się w twojej ślinie.

Jaki jest zakres ryzyka związanego z pozytywnym wynikiem wymazu z ust na obecność trawy?

I to prowadzi nas do następnego punktu: bez względu na to, czy jesz czy wdychasz marihuanę, kiedy zachodzi ryzyko, że nie przejdziesz pozytywnie testu wymazu z ust na obecność trawy?

Mówiąc językiem technicznym, ryzykujesz, że nie przejdziesz pomyślnie testu jeśli  stężenie THC w twojej ślinie przekracza dolny próg, który test jest w stanie wykryć.  Próg ten zależy od rodzaju testu. Producenci testów zawsze próbują wybrać idealny próg. Ponadto w różnych stanach istnieją różne ograniczenia prawne dotyczące użycia marihuany, dlatego też testy muszą zgadzać się z przepisami prawa.

Żeby ci oszczędzić szczegółów na temat mikrogramów na litr, znaczenie tego wszystkiego jest w rzeczywistości bardzo proste.

Wystarczy wstrzymać się od używania marihuany jeden lub dwa dni, aby być czystym. Natomiast po tygodniu wstrzemięźliwości jest się naprawdę bezpiecznym. Krótko mówiąc, ryzyko niepowodzenia testu jest bardzo krótkie i trwa jedynie kilka dni.

Dlaczego THC nie pozostaje w ślinie przez  długi czas?

THC po prostu nie pozostaje w twojej ślinie przez bardzo długi czas. Ponadto są sposoby, które omówimy dalej, aby ten proces jeszcze przyspieszyć.

Na szczęście,  metabolity THC, które mogłyby przedostać się przez twoje ślinianki do reszty organizmu, nie zostaną wykryte przez wymaz, który po prostu nie jest przeznaczony do ich poszukiwania.

Po wypaleniu trawy delta-9 THC pozostaje w twojej ślinie i  pokrywa  całą powierzchnię twoich ust. Trwa to tylko dzień lub dwa. Substancja ta może się utrzymywać nawet tydzień, jeśli przykładowo w ogóle nie myjesz zębów.

Jak pomyślnie przejść wymaz z ust na obecność trawy?

Kluczowa jest wiedza o tym, co wykrywa wymaz  i jak długo jesteś narażony na ryzyko wykrycia narkotyków. Jeśli podejrzewasz, że w przyszłości będziesz musiał przejść wymaz z ust, po prostu wstrzymaj  się na kilka dni wstrzymaj się od palenia marihuany.

Spożywanie posiłków może zmniejszyć ryzyko wykrycia narkotyków w twojej ślinie. Jednak naukowcy już pracują nad testami, które wyeliminują usuwanie śladów narkotyków z ust podczas jedzenia.

Czasami jednak nie wiesz z wyprzedzeniem, że masz przejść test. Co zatem zrobić, jeśli bez uprzedzenia dowiadujesz się, że musisz przejść test, na przykład  w pracy lub w punkcie kontroli policyjnej, szczególnie jeśli ostatnio paliłeś trawę?

W takim przypadku istnieją dwa sposoby aby pomyślnie przejść przez wymaz z ust.

Jak przygotować się do wymazu z ust na okoliczność narkotyków, jeśli wiesz o tym z wyprzedzeniem kilku godzin?

Najpierw weźmy pod uwagę najbardziej korzystny scenariusz. Na przykład dowiadujesz się, że za kilka godzin będzie przeprowadzany test w pracy.   Zacznij pić dużo płynów. Energicznie wypłucz usta wodą. Wielokrotnie powtarzaj płukanie ust!

Następnie zjedz najbardziej tłuste potrawy, jakie tylko możesz zdobyć.  Pamiętaj, że THC wiąże się z tłuszczem, dlatego też jedzenie tłustych potraw może pomóc usunąć THC z twoich ust.

Co zrobić jeśli musisz przejść test nagle lub z niewielkim czasem na przygotowanie się.

To jest najgorszy scenariusz: zostajesz nagle zatrzymany i nie masz czasu, żeby cokolwiek zrobić. Ale nie bój się. Po przeczytaniu tego przewodnika będziesz wiedział co robić, aby zwiększyć swoje szanse. Czas nieco rozcieńczyć ślinę, aby oszukać test.

Substancje chemiczne, rozcieńczające ślinę, utrudniają testom wykrywanie narkotyków. Cały czas toczy się wyścig, producenci przygotowują testy niewrażliwe na rozcieńczalniki, a jednocześnie produkowane są coraz mocniejsze rozcieńczalniki.

Najlepsze efekty daje nadtlenek wodoru. Była firma, która umieszczała małe paczuszki w gumie do żucia. Czyli wystarczy otworzyć opakowanie gumy do żucia. Podobne działanie mają płyny do płukania ust, chociaż domyślamy się, że trudno jest dyskretnie wypłukać usta płynem do płukania w samochodzie, gdy masz za chwilę zrobić test.

Pamiętaj, że rozcieńczenie śliny zapewni Ci czystość tylko przez pół godziny. Ale ponieważ jest to rozwiązanie na ostatnią chwilę, mam nadzieję, że to wszystko, czego potrzebujesz.

Kilka pocieszających słów na koniec

Mamy nadzieję, że oddychasz z ulgą wiedząc, że wymaz z ust jest testem, który najłatwiej przejść pomyślnie. Wymaz z ust wyrywa  THC Delta-9, czyli substancję, która nie pozostaje w ustach długo. I dodatkowo, możesz zneutralizować swoją ślinę. W rzeczywistości te testy są tak niewiarygodne, że możesz nawet przejść pomyślnie ten tekst kilka godzin po wypaleniu trawy. Powodzenia!

Od jakiegoś czasu w Instagramowym Zielonym Świecie widujemy chwalących się stonerów, palących rose blunt, który zwinięty jest w płatki róży a nie w liść tytoniu czy bluntwrap’a. Podobno ten nowy sposób palenia gwarantuje Ci nowe doznania, ale czy faktycznie tak jest? Sprawdzimy później, teraz spróbujemy poradzić sobie z przygotowaniem oraz zakręceniem Rose blunt’a.

Czego będziemy potrzebowali do przygotowania Rose Blunt’a?

Po za standardowym wyposażeniem, takim jak młynek, temacik, zapalniczka – na miejsce bibułek czy wrapa trafią świeże płatki róż. Wszystko wydaje się banalnie proste, ale pokażemy Wam, że cała ceremonia pochłania znacznie więcej czasu, niż standardowe kręcenie bluntów.

Krok 1.

Wybierz najładniejsze płatki róż, których użyjesz do skręcania. Pamiętaj, że jeśli zależy Ci na dobrym, słodko-różanym aromacie, to najlepsze są róże z kolcami, z Twojego ogrodu! W kwiaciarniach kupisz tylko opryskiwane chemią kwiaty!

W zależności od wielkości kwiatu, 2-3 płatki powinny starczyć na standardowy rozmiar Rose Blunta. Jeśli chcesz skręcić mniejszego, lub większego po prostu odejmij lub dodaj płatek róży. My użyliśmy 3 różnych kolorów, spodziewając się ciekawego efektu końcowego.

Od wybranych listków delikatnie oderwij grubszą część, którą płatek przylegał do reszty kwiatu. Pozwoli to zyskać na lekkości, a same płatki będą delikatniejsze.

Krok 2.

Nagrzej swój piekarnik do ok. 100 stopni. Ułóż płatki w rządku tak, by nachodziły jeden na drugi, tworząc tym samym jednolitą powierzchnię. Wyciągając i wkładając talerzyk z płatkami uważaj by się nie poparzyć, używaj rękawicy do pieczenia!

Wyciągnij podsuszone płatki, powinny one się lekko zwijać do wewnątrz. Delikatnie podnieś 2 płatki i poliż ich dolną część, która przylegała wcześniej do płatków, następnie ułóż je tak jak poprzednio, dociskając zwilżone miejsca tak, by się „skleiły”.

Ponownie włóż talerzyk do piekarnika i pozwól płatkom podeschnąć i uformować się w delikatny rulonik, upewnij się wcześniej, że dobrze płatki dobrze się skleiły. Polecamy użyć wody z cukrem lub miodem, którą zwilżamy płatki.

Krok 3.

Jeśli Twój różany wrap jest już gotowy, pora na nadziewanie go, wcześniej zmielonym już farszem. My użyliśmy dwóch różnych odmianek. Do nadziewania zalecamy użycie karty kredytowe lub czegoś podobnego, ułatwi to równomiernie wsypanie i rozprowadzenie farszyku po powierzchni wrapa.

Krok 5.

Przyszła pora chyba na najtrudniejszą część. Nie każdy potrafi poradzić sobie ze zwykłym bluntem, tutaj naprawdę trzeba się namęczyć, więc jeśli Twoja cierpliwość kończy się na „ku*wa, je*a* to!”, poczekaj aż któryś z kumpli zaprosi Cię na takiego blancika.

Jeśli już uda Ci się zrolować coś, co w jakiś sposób przypomina blunta, intensywnie zwilż i zaklej go do końca jak standardowego blunta. Włóż go jeszcze na minutę do piekarnika, by płatki bardziej się skurczyły a wilgoć wyparowała.

Krok 6.

Jeśli udało Ci się tu dotrzeć, z pewnością posiadasz cierpliwość Buddyjskiego mnicha. Przyszła pora na najprzyjemniejszą część całej operacji – konsumpcję. Na pierwszy raz Rose Bla nt nie udał się zbyt piękny. Samo rozpalenie było dość trudne, ale gdy już się udało Rose Blant tlił się jak trzeba.

Wrażenia smakowe były naprawdę bardzo intensywne, słodko-mdły smak dymu marihuany idealnie komponował się z delikatną, różaną słodyczą. Dym wydawał się być nieco bardziej gryzący, ale nie wymuszało to większego kaszlu, paliło się całkiem przyjemnie.

Po za wrażeniami wizualnymi i smakowymi, oczywiście haj pozostaje bez zmian. Na pewno powinien spróbować tego każdy ceniący się stoner.

Jakie są powody dla których palacze marihuany są najlepszymi przyjaciółmi? Wiesz jak mówią – przyjaciel z ziołem to w rzeczy samej przyjaciel, ale to nie tylko błahe powiedzonko, to fakt. Lista dowodów potwierdzająca tę tezę ciągnie się bardzo długo. Wypełniona jednymi z najbardziej serdecznych i otwartych ludzi jakich możesz spotkać społeczność konopna dogada się z prawie wszystkimi niezależnie od tego jaką historię masz za sobą oraz tego czy palisz trawę czy nie.

Czy zielarze są jedynym typem przyjaciół jakich potrzebujesz ? Oczywiście że nie, nie jesteśmy sektą. I mało nas obchodzi czy palisz czy nie – i tak zaproponujemy Ci bucha.

Głównym powodem takiego zachowania jest ogólna postawa dbania o osoby w naszym otoczeniu. Ostatnią rzeczą jaką chcemy robić jest wytwarzanie złych wibracji. Chcemy podnieść Cie na duchu, tak jak nasze ulubione zioło podnosi nas.

Tak więc jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował ziomka, aby się razem wyluzować, lub wypłakać wszystkie żale, wiedz, że jesteśmy tu dla Ciebie. To jednak nie jest nawet połowa tego, co mamy do zaoferowania. Przed Tobą 4 główne powody, dla których palacze marihuany są najlepszymi przyjaciółmi.

1. Palacz nie osądza.

Ze wszystkich powodów dla których warto przyjaźnić się z palaczem chyba najważniejszym jest fakt że użytkownicy konopi nie osądzają. Jasne, możemy spojrzeć z byka jeśli uślinisz nam blunta, czy z niedowierzaniem unieść brew słuchając głupotek o jakich mówisz spalonym będąc, ale, gdy dochodzi do życiowych wyborów i wierzeń to tak długo jak długo nas nie dotykają, uważamy że to nie masz interes.

Nie znaczy to jednak że nic nas nie obchodzi. Widzimy po prostu różnicę pomiędzy osądzaniem a nie zgadzaniem się. W końcu jako palacze jesteśmy jedną z najczęściej osądzanych grup na świecie, jest też sporo osób które się z nami nie zgadzają, dlatego wiemy dokładnie jakie to uczucie i nie stawiamy osób z naszego otoczenia w obliczu takich sytuacji.

2. Palacz potrafi się dzielić

Dzielić się, znaczy dbać. I jakkolwiek dziecinnie by to nie brzmiało, wielu dorosłych ciągle nie pojmuje tej koncepcji. Palacze za to, są z nią zapoznani bardzo dobrze i dlatego jesteśmy najlepszym materiałem na ziomka.

Jeśli masz zły dzień i czujesz się bezużyteczny chętnie zawiniemy grubego lolka i wykurzymy Twoje problemy; jeśli jesteś głodny to zwykle mamy mnóstwo przekąsek, nie wspominając o tym że najlepiej wiemy gdzie najsmaczniej zjeść na mieście.

Palacze nigdy nie będą żałować Ci czasu, niezależnie czy chcesz dać upust smutkom czy pogadać o zupełnych bzdurach zawsze chętnie Cie wysłuchamy. I chociaż wydaje się to bardzo niewielką rzeczą to czas jest bardzo cenny i jest sporo ludzi którzy nie będą mogli poświęcić Ci nawet pięciu minut.

3. Palacze są lojalni

lojalność nie jest cechą którą zaoferować może każdy, ale w większości przypadków możesz zaufać palaczowi. A oto i dowód jakiś rok temu strona randkowa my420mate.com skupiająca szukające towarzystwa osoby palące konopie przeprowadziła  wśród 25% z 4500 swoich użytkowników ankietę. Jedno z pytań stawiało użytkowników przed wyborem oddania lub nie oddania portfela ze 100$ banknotem jego właścicielowi. Wyniki były bardzo pocieszające – 99,2%  ankietowanych zwróciło by portfel w ręce właściciela.

4. Palacze są otwarci na nowe doświadczenia

miałeś kiedyś przyjaciela który odmawiał wychodzenia i próbowania nowych rzeczy ? Więc zdajesz sobie sprawę z tego jak frustrujące potrafi być przebywanie w jego towarzystwie.

Nie zrozum mnie źle, palacze też mają swoje granice, ale jeśli chcesz wybrać się zobaczyć nowy film, który wydaje się być niewiarygodnie lamerski, czy też sprawdzić dopiero co otwartą restauracje to jesteśmy tu dla Ciebie. Oczywiście możemy przed ty potrzebować bucha lub dwóch dla nabrania motywacji i pokonania niepewności, ale bardzo rzadko odpuszczamy możliwość spróbowania nowych doświadczeń

 

 

Palenie marihuany już dawno przestało być zwykłym nabijaniem zioła do fajki. Jest mnóstwo różnych sposobów – od fajek wodnych, przez lufki, blunty, spliffy, aż po wiaderka czy nawet żarówki i owoce. Przede wszystkim jednak każdy palacz chciałby żeby jak najwięcej THC zostało wchłonięte do organizmu jednocześnie przy niewielkim zużyciu materiału. Ale czy to właśnie na tym powinniśmy się skupić? Wiadomo, że palimy głównie dla zdrowia psychicznego, ale nie można zapominać przy tym o swoim zdrowiu fizycznym.

Kiedy nasz mózg jest odurzony i szczęśliwy, a my rozkoszując się chwilą, wygodnie zalegamy w fotelu zajadając się ulubiony chipsami, nasze płuca i drogi oddechowe przeżywają koszmar, walcząc o życie. Gorący dym pali ścianki dróg oddechowych, a substancje smoliste niestety tylko pogarszają sytuację. Najzdrowiej byłoby używać vaporizera, ale to stosunkowo nowy, odstraszający cenami produkt na Polskim rynku, więc nie zawsze mamy taką możliwość.

Najpopularniejszym w Europie sposobem palenia są spliffy, czyli mieszanka tytoniu i marihuany zawinięta w bletkę z papierowym ustnikiem. Ze względu na słabą dostępność towaru i jego cenę, wielu użytkowników uważa palenie bez tytoniu za marnotrawstwo, ale znajdą się też tacy, którzy uważają ten sposób za profanacje. Moc takiej mieszanki jest dodatkowo podbijana przez nikotynę, która wyprzedza THC w działaniu, ale  jak wiadomo jest dużo bardziej szkodliwa dla naszego zdrowia.

Co w takim razie zrobić żeby nie musieć rezygnować z ukochanych skrętów a przy tym nie narażać się aż tak na szkody zdrowotne? Tu z pomocą przychodzą różne rodzaje filtrów dostępnych na rynku. Postaram sie tutaj kilka z nich opisać tak, aby po przeczytaniu każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Rolls Smart Filter

Rolls Smart Filter to papierowe filtry produkowane w Czechach, ale dostępne są już w ponad 25 krajach, w tym także oczywiście w Polsce. Zaprojektowane i zoptymalizowane tak, by cieszyć każdego, są dłuższe od standardowych ustników. Dzięki temu skręcanie i trzymanie ich jest o wiele bardziej komfortowe, a także nie wymuszają na palaczu konkretnego rozmiaru skręta, co dla wielu jest bardzo ważne.

Dla zobrazowania podzielę Rolls SF na dwie komory:

– pierwsza komora – w której znajduje się filtr zrobiony ze specjalnych materiałów, którego zadaniem jest wchłonięcie jak największej ilości szkodliwych substancji i jak najlepsze oczyszczenie tego co wdychamy do płuc. Dzięki niewielkim zasysającym otworom dookoła, bibułka idealnie przylega w trakcie palenia i nie zsuwa się.

-druga komora –  to system chłodzący. Wygląda to tak, że mamy przestrzeń do której wpada dym i to tutaj zostaje przefiltrowany i schłodzony, a wszystko to dzięki otworom. Tak oczyszczony trafia do płuc.Taki zabieg może schłodzić temperaturę dymu nawet o 200 stopni Celsjusza, a to kolosalna różnica dla naszych dróg oddechowych!

Filtry te skręcamy tak, aby komora pierwsza była wewnątrz spliffa, a druga na zewnątrz. W innym przypadku zatkamy sobie chłodzenie. Ale spokojnie, na opakowaniu filterków, a także na stronie producenta jest dokładna instrukcja jak to zrobić.
Jest to tanie rozwiązanie, które naprawdę zmienia palenie, oczywiście tylko na lepsze.

PURIZE

Purize to jedyne takie papierowe filtry na rynku, które zdrowie biorą bardzo na poważnie. Pochodzą z Niemiec, ale są dostępne i w naszym kraju. Występują w dwóch rozmiarach: Regular i Xtra Slim. Purize Regular mają średnicę 9mm i pasują również do papierosów, natomiast Purize Xtra Slim mają średnicę 6mm i są mniejszą wersją swoich starszych braci.

Obie wersje mają prosty i regularny kształt, a dzięki identycznym zakończeniom nie musimy się zastanawiać którą stroną ułożyć je na bibułce, każda będzie dobra. Wykonane z grubego papieru owijki skrywają w sobie dwie ceramiczne zaślepki i węgiel aktywny, przez który przechodzi dym. Przefiltrowane przez Purize buchy potrafią zaskoczyć nawet najbardziej wytrwałych palaczy.

Dzięki zastosowaniu węgla aktywnego, który wchłania większość szkodliwych substancji, palenie staje się dużo przyjemniejsze i łagodniejsze.Co prawda przy pierwszych zaciągnięciach czystym dymem można odnieść wrażenie, że spliff jest dużo słabszy, ale to tylko złudne wrażenie. Już po chwili wchodzi delikatny, czysty haj bez sztucznego podbicia. Dodatkową zaletą jest możliwość wykorzystania wymienionych filtrów do trzech razy. O zapach też nie musisz się martwić, wszystko zostaje wchłonięte! Co prawda niektórzy mogą poczuć się zawiedzeni subtelnością dymu, ale ważniejsze jest zdrowie, co nie?

Szklane filtry/ustniki

Szklane tipy to oczywiście ustniki wielokrotnego użytku, występujące w różnych rozmiarach. Swoim kształtem przypominają trochę obciętą końcówkę lufki. Z jednej strony okrągłe, a z drugiej płaskie, dają niesamowity komfort palenia. Idealnie trzymają się i w ustach, i w palcach. Pusta przestrzeń w środku i wypustki na zwężeniu chłodzą dym, a substancje smoliste osadzają się na ściankach. Taki ustnik można z łatwością umyć, więc wystarczy Ci na długi czas.

Nie jest to co prawda ta sama filtracja jak przy Rolls czy Purize, ale i tak jest to zdrowsze rozwiązanie niż zwykłe, papierowe filterki robione ręcznie z przypadkowych kartoników.

Jak widać, jest wiele sposobów na zdrowsze palenie, jednak trzeba pamiętać o tym, że żaden z tych filtrów nie wyeliminuje całkowicie zagrożeń, a jedynie je zminimalizuje. Ciężko wybrać najlepsze filterki. Szklane bardzo dobrze się trzyma w ustach, Rollsy sprawiają, że palenie jest dużo łagodniejsze, ale nie zabierają do końca tego dodatkowego kopa z tytoniu, a Purize są dobre kiedy chcemy zapalić czysty materiał, ale mimo wszystko mieszamy go z tytoniem. Najlepiej wypróbować każdy z nich i dopasować do swoich potrzeb.

Nie wiesz gdzie szukać dobrych tipów? Zapoznaj się z ofertą JointBrothers – znajdziesz tam wszystkie rodzaje opisanych przeze mnie tipów. Nie miej wyrzutów sumienia, przez bagatelizowanie swojego zdrowia, przetestuj alternatywne filtry i przekonaj się sam!

Niedawno porównywaliśmy dla Was MoonRocks i SunRocks, które zadziwiły nas swoim potencjałem Zielonej Strony Mocy. Dotychczas wszelkie koncentraty, woski i mixy nie osiągały poziomu przewyższającego 50-80% THC, aż do teraz. Poznaj krystaliczne THC-A!

Poznajcie krystaliczne THC-A, które uważane jest za najczystszą formę koncentratu THC.  Ekstrakcji udało się dokonać gronu naukowców, z manufaktury w Południowej Kalifornii. Wytworzenie skrystalizowanego THC-A wymaga bardzo zaawansowanego procesu.

W produkcie końcowym, wyglądającym jak klarowny kryształ górski, nie ma miejsca dla innych kannabinoidów, dlatego nie jest najlepszą opcją dla osób przyjmujących kannabinoidy w ramach terapii medycznej w porównaniu z tradycyjnymi kwiatami, bądź koncentratami takimi jak RSO(Rick Simpson Oil), które zazwyczaj zawierają pełną kompozycję kannabinoidów.

Skąd pomysł na krystaliczne THC?

W ostatnich latach liczba konsumentów odurzających się olejkami, woskami, rosinu i innych koncentratów wzrosła diametralnie, a najmocniejsze kwiaty, dostępne w sprzedaży w formie nasion, osiągają poziom 25-30% THC, który palacze kategoryzują jako odmiany o wysokiej zawartości substancji psychoaktywnych.

Dzisiejszy rynek oferuje nam olejki różnorakiej maści, o zróżnicowanym stopniu stężenia kannabinoidów.  Ekstrakty takie jak BHO/ROSIN, nawet w kombinacjach takich jak Moonrocks czy Sunrocks nie mają szans z kryształkami THC-A, które osiągają aż 99,9% THC!

Niemniej jednak, pacjenci stosujący głównie THC, już mogą cieszyć się, z najczystszej i najszybciej działającej opcji, właśnie dzięki kryształkom THC-A. Ponadto, ze względu na jego czystość, dawkowanie jest bardziej precyzyjne, podczas gdy w przypadku innych koncentratów istnieje pewna zmienność w sile każdej dawki.

Palacze rekreacyjni, którym dane było spróbować tego klarownego arcydzieła, przypominającego kryształki methamfetaminowe, donoszą, że haj jest bardzo intensywny, bardzo narkotyczno-mózgowy tzw. „cerebral high„, wynoszący umysł w niebiosa. Tak intensywnych efektów nie dają kwiaty żadnej odmiany.

Wielu osobom, aktywnie śledzącym losy Zielonego Świata, w ostatnich latach wielokrotnie przewinęły się zdjęcia, opisy, filmiki prezentujące tzw. „MoonRocks” czyli tzw. księżycowe skały.

Po raz pierwszy zaprezentowany był przez Kurupt’a. Pokazał on światu kwiat odmiany Girl Scout Cookies, który przypominał mały meteoryt lub jak niektórzy wolą – orzeszek nicknacks. Ale co wpłynęło na jego wygląd?

Czym jest tzw. księżycowa skała?

MoonRocks jest to nic innego jak skąpany w marihuanowym oleju, wysokiej jakości top, który na koniec obtoczony jest sporą ilością kiefu. Jeśli Twój kamyczek posiada żółtawy kolor, przypominający musztardę możesz być pewny, że użyta „panierka” jest wysokiej jakości. Odcienie zieleni świadczą o większej obecności części zielonej w kiefie, co znacznie pogarsza jego jakość pod kątem aromatu.

W przypadku zakupu MoonRocks, łatwo paść ofiarą oszustwa, ponieważ jakość produktu możemy ocenić, dopiero po ocenie organoleptycznej. Przekrój moonrocksa ukazuje nam jego wnętrze, widzimy jakiej jakości kwiat został użyty jako baza oraz, jak grubą mamy warstwę oleju pokrywającą kwiat. Metoda ta pozwoli ocenić nam jakość zakupionego moonrocksa jeszcze przed jego zapaleniem.

Szczyt, koncentrat i odseparowane trichomy – łącząc te 3 elementy zawsze otrzymujemy produkt zwany księżycową skałą, kolejność nie gra roli, jeśli nie zależy nam na pięknym wyglądzie moonrocksa możemy wrzucić to nawet to miksera. Nie ma też znaczenia jakiego szczepu oraz jakiej konsystencji będzie koncentrat, którego użyliśmy.

Fenomen SunRocks

SunRocks jest kuzynem wcześniej wspomnianego MoonRocks, ale różne głosy mówią, że potrafi wynieść Cię na wyższy poziom i, że jest o krok dalej niż jego poprzednik. Przy produkcji „Słonecznej Skały” musimy już zachować pewne schematy.

Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych twórcy „SunRocks” – Big Tray i Apollo stosowali tylko szczepy i ekstrakty z najwyższej półki – rodziny OG. Olej wytworzony ze tego szczepu, a dokładnie precyzując, King Loui OG, który został przebadany laboratoryjnie, dał wynik aż 80% THC!
Kwiat skąpany w takim oleju ekstremalnie przybiera na mocy…

Podczas produkcji SunRocks, Apollo używa tylko tego koncentratu. Jego produkt łudząco przypomina „Kurupt’s Moonrocks”, ale w tym przypadku używa się kiefu z upraw organicznych, a nie pierwszy lepszy, który akurat mamy pod ręką.

Apollo „natryskuje” swoje kwiaty koncentratem butanowym(BHO)a następnie delikatnie obtacza kiefem. Po przebadaniu w laboratorium wykazał poziom 61% THC, to podobny wynik do klasycznej „Skały Księżycowej”

Produkcja SunRocks firmy Big Tray Dee nie różni się wiele od poprzedniej wersji. „Kamyczki” bazujące na szczepie King Loui OG, które zostały przebadane laboratoryjnie, dały wynik aż 80% THC! Dobrej jakości kwiaty, ekstremalnie przybrały na swojej mocy.

Snoop Dogg o Sunrocks i Moonrocks

Jak powiedział sam Snoop Dogg „Kiedy słyszy się o wysokim poziomie THC, zwykle palacze myślą o granicach 15, maksymalnie 20% THC. Te czubki tworzyły moonrock o mocy 60% oraz sunrock o mocy 80%!”

Snoop nie ukrywał również faktu, że i moonrock i sunrock są produktami, które przewyższają jego możliwości mimo, że wszyscy po za muzyką, kojarzymy go z wiecznie towarzyszących mu oparów zielonego dymu. „Jeśli już to robię, to kruszę sun/moonrock na drobniejsze kawałeczki i dodaje do czystego ziółka. Nie możesz palić tego solo, to nie może być sam moonrock… Po tym czeka cię długa droga, więc użyj go tylko odrobinę…”

Spożywanie moon/sunrocks jest zazwyczaj preferowane przez fajkę, bongo lub zawinięte w prawdziwego blunta. Naturalnie nie polecamy używania młynka, jeśli chcesz rozdrobnić swoje Sunrocks. Chyba, że chcesz by wszystko najlepsze, co oferuje zostało na jego ząbkach? Preferujemy delikatne „łamanie” lub nawet używanie ostrych nożyczek.

Podchodźmy do tego produktu z szacunkiem, bo na niego zasługuje. Moonrocks potrafi powalić najbardziej doświadczonego palacza i został wynalezione z myślą o palaczach, którzy szukają innych, mocniejszych doświadczeń niż tradycyjne kwiaty. Jeśli jesteś początkujący a masz możliwość spróbowania tego cuda, lepiej poważnie się nad tym zastanów. Skoro Snoop twierdzi, że jest to dla niego za mocne, to my nie potrafimy sobie nawet wyobrazić tego, co potrafią te mieszanki.

 Wygląda na to, że w ostatnim czasie społeczność naukowa oraz społeczność konopna, wylądowały w jednym worku na dobre. Dla Zielonego Świata to bardzo dobre wieści, zwłaszcza jeśli dowiadujemy się, że mango wzmacnia haj po zapaleniu trawki!

Powszechnie wiadomo, że medyczna marihuana jest naturalnym lekarstwem na wiele ciężkich schorzeń i dolegliwości oraz, że jest znakomitym środkiem przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Rekreacyjni palacze, cieszą się z euforycznych i relaksacyjnych efektów jakie daje im upalanie się ulubioną trawką. Ta magiczna roślina daje nam możliwość zabawy oraz ratowania własnego zdrowia!

Najnowsze odkrycie naukowców

Ostatnio naukowcy pochwalili się nowy, małym odkryciem, którym postanowili szybko podzielić się z „Zielonym Światem”, a mianowicie: Zjedzenie świeżego, DOJRZAŁEGO(miękkiego) owocu mango, lub wypicie mangowego smoothie przygotowanego z dorodnych, dojrzałych owoców na godzinę przed paleniem, może mocno podnieść euforyczne działania spowodowane upaleniem! Również pacjenci korzystający z medycznej marihuany będą mogły jeszcze zdrowiej łagodzić swoje dolegliwości.

W jaki sposób mango zwiększy mój haj?

Wszystko to dzięki związkom chemicznym, które lepiej znane są jako terpeny Micren.  Stosuje się je  m.in. w produkcji środków zapachowych. Można je znaleźć także w marihuanie, chmielu, palczatce cytrynowej no i oczywiście mango. Dlatego właśnie te wszystkie rośliny mają w sobie tyle zapachów i aromatów, które często możemy wyczuć rozkoszując się zapachem kwiatów konopi, lub podczas popijania zimnego piwka, nagle naszym zmysłom przypomina się słodkawa woń konopi. Jako ciekawostkę dodamy, że chmiel jest dalekim kuzynem naszej kochanej Marii Janiny.

Czas, który musi upłynąć aby poczuć efekt po zaciągnięciu się trawką to średnio zaledwie 7 sekund, jednak zjedzenie mango na godzinę przed paleniem, może skrócić ten czas nawet o połowę a efekt będzie jeszcze mocniejszy i nawet dwa razy dłuższy! Czego palacze mogą chcieć więcej?

Dodatkowe plusy

Kolejną ciekawostką  jest fakt, że mango to też dobra opcja na wprowadzenie do swojego organizmu dodatkowe ilości witamin, oraz pomaga zastąpić bogatych w cholesterol lub tłuszcz potraw, które najczęściej lądują na naszych talerzach podczas tzw. gastrofazy zdrowymi owocami. Jedzenie tłustych potraw może szkodzić zdrowiu, dlatego dla pacjentów stosujących medyczną marihuanę w celu leczniczym, jest to kolejny  dodatek i urozmaicenie, do odpowiedniej podczas leczenia zdrowej diety.

Życzymy smacznego podjadania i eksperymentowania w otoczeniu miłego, aromatycznego dymka!

Najnowsze badania opublikowane przez Portland State Universisty(PSU) przekonują, że tzw. dabbing może nieść za sobą przykre konsekwencje zdrowotne. Jak możemy przeczytać w ich czasopiśmie ACS Omega, BHO spalane w wysokiej temperaturze uwalnianie szkodliwych substancji chemicznych.

Co to oznacza u pacjentów medycznych?

Jak twierdzi dr Rober M. Strongin, główny badacz tego tematu „Im wyższa temperatura, tym większe ryzyko, że użytkownicy wdychają substancje, które mogą być szkodliwe dla ich zdrowia”. Spójrzmy na to z tej strony, że jedni „dabbersi” wolą mocno rozgrzane gwoździe, które przypominają im palenie. Drudzy natomiast wolą obchodzić się z nieco niższymi temperaturami, dzięki czemu mogą delektować się wyjątkowym smakiem daba.

(koncentrat w trakcie odparowywania butanu)

Jednak prace wykonane w PSU wykazały, że delektowanie się smakiem nie ma tu już większego znaczenia. Wysoka temperatura „dabbersów”, którzy rozgrzewają swój sprzęt do 315°C lub nawet 500°C, naraża ich na duże ryzyko wdychania methacroleiny (bardzo szkodliwej substancji), oraz w tym drugim przypadku spore ilości benzenu, który jest silnym czynnikiem rakotwórczym. Dabbowanie w niższych temperaturach nie wykazuje dużych śladów methacroleiny, ale wciąż jest wykrywalna.

Czy to naprawdę tak niebezpieczne?

Poziom toksycznej substancji znacznie spada w temperaturach niższych niż 250°C. Ich wartości są tak niskie, że badacze do ich zdiagnozowania zmuszeni byli użyć nowoczesnej aparatury. Niemniej jednak, naukowcy namawiają do zaprzestania korzystania z gwoździ klasycznych (tytanowych, porcelanowych, szklanych) czy tzw. e-nail, które zasilane są akumulatorem lub sieciowo. Przede wszystkim osoby z problemami immunologicznymi powinny trzymać się zdala od dabbingu, a trawka, którą popalają musi odejść w odstawkę.

Mimo legalności marihuany w stanie Oregon, naukowcy nie przeprowadzali badań używając konopi indyjskich! Ich prace koncentrowane były na terpenach znajdujących się w marihuanie; limonene, linalool oraz myrcene. Wykazali oni, że słodkie związki aromatyczne zawarte w konopiach, w wysokich temperaturach mogą ulegać degradacji we wcześniej wspominane związki chemiczne.

Naukowcy przeprowadzili badanie poprzez wstrzykiwanie terpenów na specjalnie przygotwane miniaturowe gwoździe wielkości paznokcia. Monitorowali ich temperaturę za pomocą wyspecjalizowanej kamery na podczerwień, a specjalna szklana aparatura zbierała parę do analizy.

Wykonano jądrowy rezonans magnetyczny, aby zbadać powietrze przeciągniete przez „mechaniczne płuca”, które podczas „zaciągania” równocześnie zasysały stałą ilość powietrza, w celu określenia stężenia metakroli w odparowywanych terpenach. Zastosowano również spektrometrie masową w celu zdiagnozowania niższych partii degradacji terpenów.

Na pierwszy rzut oka, całe te badanie może wydawać się dość straszne ale fakt, że toksykolodzy zaczęli interesować się tematem Dabbingu kieruje nas na dość pozytywne myślenie, ponieważ może tym samym tematem zainteresuje się grono medycznych naukowców?

Naukowcy zdecydowali się użyć myceryny jako modelu terpenu do swoich badań, z uwagi na fakt, że terpen ten najczęściej występuje w marihuanie. Niektóre ekstrakty zawierają więcej limonenu, podczas gdy inne mogą mieć przeważającą ilość humulenu.

Nie popełniaj tych błędów palaczu! Dbaj o swoje zdrowie i nie przesadzaj z temperaturą. To jeszcze nie wszystkie złe nowiny ze świata dabbersów… Ale o tym innym razem.

Z Proceedings of the National Academy of Sciences dowiadujemy się, że ludzie, którzy nadużywają marihuany słabiej reagują na dopaminę. Naukowcy zauważyli, że gdy nadużywającym marihuany poda się metylofenidat, lek stymulujący produkcję dopaminy, osoby takie nie wykazują zmian spowodowanych zwiększonym poziomem dopaminy.

Obecnie nie wiadomo wiele o tym, w jaki sposób nadmierne spożycie marihuany wpływa na mózg. Wydaje się, że marihuana nie oddziałuje na mózg tak, jak inne narkotyki, które zwykle stymulują produkcję dopaminy. Część badań sugeruje pojawianie się dodatkowych ilości dopaminy, natomiast autorzy innych badań nie stwierdzili takiego zjawiska. Wiadomo natomiast, że u osób zażywających nadmierne ilości alkoholu, nikotyny, kokainy, metaamfetaminy czy heroiny dochodzi do zaburzeń uwalniania dopaminy. Organizm ma problemy z jej produkcją, przez co uzależniony, aby uzyskać przyjemność jaką daje dodatkowa dawka dopaminy, zwiększa dawkę narkotyku. Dotychczas nie udało się znaleźć związku pomiędzy marihuaną a zmniejszoną produkcją dopaminy.

Uczeni z Brookhaven National Laboratory, New York University oraz National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism postanowili sprawdzić, czy osoby nadużywające marihuany reagują na dopaminę tak, jak osoby niezażywające narkotyku. W tym celu 24 osobom, które średnio paliły marihuanę 5 razy dziennie przez 5 dni w tygodniu przez 10 lat podano metylofenidat (Ritalin), który stymuluje produkcję dopaminy. Lek podawano też grupie kontrolnej.

Gdy następnie porównano reakcję organizmów badanych na podanie metylofenidatu okazało się, że w grupie kontrolnej doszło do większego wzrostu rytmu serca oraz ciśnienia krwi niż w grupie osób nadużywających marihuanę. Osoby z grupy kontrolnej informowali też o większym podnieceniu i niepokoju niż palacze marihuany.

U uczestników eksperymentu wykonano też badania tomograficzne mózgu. Wykazały one, że w grupie kontrolnej metylofenidat wywołał większe zmiany w móżdżku i prążkowiu niż u palaczy.

Zdaniem badaczy, nadużywanie marihuany prowadzi do pojawienia się problemów w ośrodku nagrody. Nawet jeśli ich mózgi produkują duże ilości dopaminy, to nie reagują normalnie na jej obecność. Tezę tę potwierdzają testy osobowości, które wykazały, że grupa nadużywająca marihuany częściej doświadcza negatywnych emocji, w tym depresji, niepokoju czy irytacji niż grupa kontrolna. To oznacza, że nałogowi palacze marihuany mają trudności z doświadczeniem przyjemnych rzeczy.

Obecnie naukowcy nie są w stanie rozstrzygnąć, czy to nadużywanie marihuany prowadzi do uszkodzeń układu nagrody, czy też to osoby z już uszkodzonym układem nagrody zażywają duże ilości narkotyku, poszukując w ten sposób trudno im dostępnej przyjemności.

źródło: kopalniawiedzy.pl

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.