Promowanie konopi na Facebooku i Instagramie to temat, który od dawna wzbudza sporo emocji, głównie ze względu na nakładane przez Metę ograniczenia w tym zakresie. Co ciekawe, latem zeszłego roku z regulaminu wykreślono kategorię  „marihuana” i zastąpiono ją kategorią „Konopie i pochodne produktów konopi”. Aktualizacja regulaminu z czerwca 2024 dopuszczała wymianę informacji na temat marihuany oraz publikowanie treści zachęcających do korzystania z zioła ale z ograniczeniami widoczności postów tylko dla osób dorosłych. Regulamin z przed pół roku odrębnie traktował CBD oraz THC, a także dopuszczał treści sprzedażowe dla produktów CBD. A jak sytuacja wygląda na dzień dzisiejszy? Meta opublikowała aktualizację regulaminu, co się zmieniło? Dlaczego niektóre portale konopne rozsiewają nieprawdziwe informacje na ten temat? Tego dowiesz się z artykułu.

Promowanie konopi na Facebooku i Instagramie – aktualne zasady Meta

Meta jest właścicielem dwóch niesamowicie popularnych mediów społecznościowych tj. Facebooka oraz Instagrama. Tego jak potężne są to platformy nie trzeba nikomu tłumaczyć. Logicznym jest zatem, że każda licząca się marka chce się tam przynajmniej co jakiś czas zareklamować.

Nie inaczej jest w przypadku marek konopnych, które też z reklam na portalach mety chętnie korzystają. Tylko, niestety, z dużo słabszymi rezultatami niż osiągają wszelkie inne branże promujące się na mediach społecznościowych. A wszystko dlatego, że przez lata marki związane z konopiami są przez platformy społecznościowe traktowane jako te niechciane.

Skuteczne reklamowanie się na platformach należących do Mety od dawna jest sporym wyzwaniem dla marketingowców zajmujących się konopiami.

Co ciekawe, przez długi okres czasu CBD nie występowało nigdzie w regulaminie ani Facebooka ani Instagrama. Jednak mimo braku jakiejkolwiek wzmianki w regulaminie, widoczność postów dotyczących nawet konopi włóknistych była bardzo mocno zaniżana. Bardzo często nieoficjalnie i bez żadnego ostrzeżenia czy informacji. Algorytm traktował posty o konopiach jako potencjalne treści o marihuanie i je blokował.

Branża konopi bardzo dobrze zna pojęcie „shadowban”, które oznacza, że pewne wpisy a nawet całe Fan Page na FB są przez platformę ukrywane do tego stopnia, że nie można ich znaleźć w wyszukiwarce zamieszczonej na platformie. Wielu profili konopnych nie da się wyszukać nawet wpisując ich pełne nazwy, pomimo, że profile te nie łamią żadnego punktu regulaminu nie da się ich znaleźć, a zamieszczane na nich treści nie wyświetlają się na tablicach osób, które je obserwują. Tak działa shadowban.

W kwietniu 2023 informowaliśmy, że regulamin Meta został rozszerzony o zakazy dotyczące konopi, oficjalnie zabroniono treści sprzedażowych dot. konopi zarówno CBD jak i oczywiście THC. Przeczytasz o tym T U T A J

Regulamin Meta – zmiany

Niedawno w regulaminie Meta pojawiła się informacja, że na platformie można promować pewne zabronione do tej pory artykuły / produkty, ale ich widoczność będzie ograniczona tylko do osób powyżej 18 lub 21 roku życia.

Od jakiegoś czasu Meta inaczej podchodzi do tematów związanych z konopiami na swoich platformach. W czerwcu zeszłego roku pojawiła się aktualizacja regulaminu, w której dział „marihuana” zastąpiono działem „konopie i pochodne produktów z konopi”

W tej kategorii znajdziemy zapis, że zabronione są „Treści stanowiące próbę zakupu, sprzedaży, handlu, darowizny lub podarunku bądź stanowiące prośbę o marihuanę i produkty zawierające THC lub pokrewne substancje psychoaktywne.

I tu nie ma zaskoczenia ani zdziwienia – zakaz handlu marihuaną jest zrozumiały.

Natomiast w kategorii „treści przeznaczone wyłącznie dla dorosłych mających ukończone 18 lat” czytamy:

  • Treści, które koordynują lub promują (przez co rozumiemy pozytywne wypowiadanie się, zachęcanie do korzystania lub przedstawianie instrukcji w zakresie wykorzystywania lub wytwarzania) marihuanę i produkty zawierające THC lub powiązane składniki psychoaktywne.
  • Treści, które stanowią próbę zakupu, sprzedaży, wymiany, przekazania, podarowania lub pozyskania kannabidiolu (CBD) lub tym podobnych kannabinoidów.

Z nowego regulaminu Meta wynika, że wolno publikować treści dotyczące marihuany o ile nie dotyczą handlu.

Wolno też publikować treści sprzedażowe w zakresie konopi włóknistych.

Czy aktualizacja regulaminu wprowadza zmiany w zakresie treści konopnych? Otóż nie, zapisy te pojawiły się już pół roku temu podczas poprzedniej aktualizacji i teraz zostały ponownie opublikowane z tą samą treścią.

Niestety, treści konopne pomimo zmiany w regulaminie nadal traktowane są jako te gorszej kategorii i mają ucinane zasięgi chociaż wg. regulaminu są w pełni dopuszczalne.

Promowanie konopi na Facebooku i Instagramie – fake newsy

Na temat aktualizacji regulaminu pod względem konopi pojawiają się niestety nieprawdziwe informacje, także na portalach stricte konopnych. Ich autorzy chyba nie zgłębili tematu i nie sprawdzili treści regulaminu, o którym piszą.

Zarówno faktykonopne.pl jak i 420polska.pl podają na ten temat nieprawdziwe informacje, które mówią m.in. o tym, że nowy regulamin meta na równi traktuje THC i CBD zabraniając publikowania np. treści sprzedażowych dot. produktów CBD.

Jest to nieprawda i informacje takie są wprowadzaniem w błąd czytelników.

Aktualny regulamin Meta znajdziesz T U T A J .

14-osobowa rodzina podczas wigilii odurzyła się olejkiem CBD? Wszystko wskazuje, że to kłamstwo, a cała sytuacja pokazuje jak bardzo mała jest społeczna świadomość na temat konopi. Ale najgorsze jest to, że w taką wersję wydarzeń wierzą zarówno służby, dziennikarze oraz spora część społeczeństwa – co widać po komentarzach dotyczących tego świątecznego zdarzenia. 

14-osobowa rodzina podczas wigilii odurzyła się olejkiem CBD?

Wczoraj informowaliśmy , że 14-osobowa rodzina zatruła się marihuaną podczas wigilii, wszyscy trafili do szpitala. Wszystko wydarzyło się w jednej ze wsi w powiecie zambrowskim (Podlaskie). W trakcie kolacji kilkanaście osób, w wieku od 3 do 78 lat źle się poczuło, wszyscy trafili do szpitali z objawami zatrucia, a badania wykazały, że wszyscy mają we krwi metabolity marihuany. Był to najpewniej nieszczęśliwy przypadek lub bardzo głupi żart jednego z członków rodziny. Cały artykuł znajdziesz T U T A J.

TVN oraz Onet poinformowały, że uzyskały w tej sprawie nieoficjalne informacje z dwóch niezależnych źródeł, które mówią, że przyczyną zatrucia był… olejek CBD używany leczniczo przez babcię, która zmarła rok temu.

Tylko, że to co pisze Onet i powtarza TVN oraz inne media głównego nurtu – kompletnie nie ma sensu:

„Tymczasem, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w dwóch niezależnych od siebie źródłach, to prawdopodobnie olejek konopny był przyczyną zatrucia rodziny. Był w domu, ponieważ miała go używać do leczenia babcia, która zmarła blisko rok temu. Olejek był prawdopodobnie w pełni legalny, bo miał zostać przepisany oficjalnie przez lekarza. Wszystko wskazuje na to, że ktoś z rodziny przez pomyłkę użył go do przyrządzania wigilijnych potraw.

Tego typu olejki wytwarzane są ze specjalnych odmian konopi siewnych, które mają duże stężenie CBD, czyli kannabidiolu, który ma właściwości lecznicze (przeciwzapalne, przeciwutleniające, neuroprotekcyjne, przeciwbakteryjne, itd.), ale mogą też zawierać niewielkie ilości THC, odpowiadającego za odurzające właściwości tej rośliny. Ten składnik zawiera również marihuana, zapewne stąd pozytywne wyniki testów. Takie olejki użyte niewłaściwie mogą właśnie powodować m.in. zaburzenia żołądkowo-jelitowe.”

-informuje Onet.pl

Po pierwsze – olejki CBD nie są na receptę, zatem lekarz nie mógł wystawić recepty na taki olejek.

Druga sprawa to opisanie konopi siewnych jako medycznej marihuany, która zawiera lecznicze CBD oraz stwierdzenie, że THC odpowiada za odurzenie czyli jest po prostu narkotykiem. Niestety jeszcze wielu dziennikarzy i funkcjonariuszy, nie zdaje sobie sprawy, że to właśnie THC wykazuje większy potencjał medyczny, a susz konopny dostępny w aptekach to właśnie marihuana z wysokim stężeniem THC. W efekcie czego policja może uwierzyć, że to wina olejku CBD po babci, a niedouczeni dziennikarze przekazują to dalej.

Nie wiem też ile trzeba by spożyć takiego olejku, aby doznać zaburzeń żołądkowo-jelitowych

Co zatem stało się podczas feralnej wigilii?

Jedno jest pewne – nie był to olejek CBD po babci. Każdy kto ma chociaż podstawową wiedzę o konopiach wie, że stężenie THC w takich olejkach dostępnych w Polsce jest bardzo niskie (nie przekracza 0,3%) i żeby przygotować z dodatkiem takiego olejku posiłek, który będzie odurzać – trzeba by go dodać bardzo dużo co by się zapewne przełożyło na pogorszenie smaku potrawy. Pozostałość olejku CBD po babci z pewnością nie spowodowała by takiego efektu i to u kilkunastu osób.

  1. Informacja o olejku CBD po babci, która zmarła rok temu pochodzi od domowników. Zatem wszystko wskazuje na to, że osoba, która świadomie lub też nie, dodała do potrawy (lub potraw) marihuanę np. w postaci przetworzonej na masło lub olejek RSO, który zawiera duże stężenia THC – teraz kłamie, aby nie ponieść konsekwencji prawnych. W końcu cała 14-osobowa rodzina nie wiedząc co się dzieje trafiła do kilku szpitali w okolicy.

Natomiast niewyedukowani funkcjonariusze oraz prokuratura i dziennikarze, uwierzyli w to, że pozostałości olejku CBD po babci odurzyły kilkanaście osób do tego stopnia, że wezwano służby.

AKTUALIZACJA: Po jakimś czasie jeden z domowników przyznał, że olejek nie był CBD lecz zawierał THC.

Elton John twierdzi, że legalizacja zioła to „jeden z największych błędów w historii”. Swój stosunek do liberalizacji prawa wyraził podczas jednego z wywiadów udzielonego po tym, jak został „Ikoną Roku 2024” tygodnika Time. Jego wypowiedź należy uznać za społecznie szkodliwą i popartą zwykłymi mitami. Można z niej wywnioskować, że starszy pan kompletnie nie wie o czym mówi zrównując konopie z kokainą. Zgadnijcie czy tak samo chętnie krytykuje spożywanie alkoholu.

Elton John twierdzi, że legalizacja zioła to „jeden z największych błędów w historii”

Elton John został wybrany na „Ikonę Roku 2024” tygodnika Time. W przeprowadzonej z tej okazji rozmowie poruszony został wątek używek, od których muzyk swego czasu nie stronił.

Podczas rozmowy spowodowanej przyznaniem nagrody, Elton John poruszył temat narkotyków, które jak powszechnie wiadomo odegrały role w jego życiu, oraz wyraził swoja opinię na temat postępującej legalizacji marihuany.

To, że Elton John był i jest świetnym muzykiem jest faktem, takim samym jak to, że w ciągu swojego życia zmagał się z różnymi zaburzeniami i problemami.

Swoją przygodę z narkotykami Elton rozpoczął z grubej rury – od kokainy.

„Gdzieś około 1974 roku, u szczytu swojej produktywności, John poznał kokainę dzięki swojemu byłemu kochankowi, a następnie menadżerowi Johnowi Reidowi. Zaczął ją brać z zapałem, jaki wkłada w większość swoich zajęć . Początkowo uważał, że uwalnia go to od paraliżującej nieśmiałości, ale ostatecznie to ona przejęła kontrolę. „Podejmujesz straszne decyzje dotyczące narkotyków” — mówi.

Tak bardzo pragnąłem miłości, że po prostu brałem zakładników. Widziałem kogoś, kogo lubiłem i spędzałem z nim trzy lub cztery miesiące, a potem ta osoba zaczynała mnie nienawidzić, ponieważ nie miała w swoim życiu nic poza mną. Naprawdę mnie to denerwuje, gdy myślę o tym, ile osób prawdopodobnie skrzywdziłem”.

-czytamy w Time

John był też uzależniony od alkoholu, od którego zaczynał wiele dni pijąc na śniadanie.

Zaburzona psychika, rozchwianie emocjonalne, a do tego uzależnienie od alkoholu i kokainy – to nie mogło się oczywiście skończyć dobrze.

Przez to wszystko życie muzyka zaczęło przypominać równię pochyłą pod każdym względem, zarówno prywatnym jak i artystycznym.

Teraz, po wielu latach trzeźwości Elton John postanowił publicznie skrytykować postępującą w USA legalizację marihuany rekreacyjnej:

Utrzymuję, że uzależnia. Prowadzi do innych narkotyków. A kiedy jesteś na haju — a ja byłem na haju — nie myślisz normalnie

mówi Elton John i dodaje:

Legalizacja marihuany w Ameryce i Kanadzie to jeden z największych błędów wszech czasów”.

Ponieważ muzyk jest postacią dla wielu osób legendarną (głównie starszych pokoleń), jego wypowiedź na ten temat należy uznać za społecznie szkodliwą.

Przede wszystkim dlatego, że muzyk opisuje marihuanę tak, jak by mówił o kokainie, z którą to miał znacznie więcej do czynienia niż z ziołem. Taką narrację głoszoną przez muzyka mogą obrać osoby, które też na temacie marihuany się nie znają jednak skoro mówi tak ich idol, który sam miał z narkotykami problemy – to pewnie tak jest.

A jest z goła inaczej, marihuana nie prowadzi do ciężkich narkotyków lecz często pomaga wyjść właśnie z uzależnienia od np.opiatów.

Legalizacja marihuany nie prowadzi także do większego używania, a wręcz przeciwnie – statystyki pokazują, że w miejscach gdzie zioło zostało zalegalizowane jego spożycie przede wszystkim przez młodzież spadł nawet o 25%, przeczytasz o tym T U T A J.

We wspomnianej przez Johna Kanadzie, spożycie marihuany spadło jeszcze bardziej bo o połowę, pisaliśmy o tym T U T A J.

Demonizowanie legalizacji marihuany bo kiedyś było się uzależnionym od wódki i kokainy jest nieporozumieniem.

Oczywiście zgadzamy się, że używanie zioła przez młodzież oraz nadużywanie przez dorosłych niesie za sobą ryzyko pewnych problemów życiowych. Jednak to właśnie legalizacja i edukacja pozwala osiągnąć cel jakim jest jak najbardziej świadome stosowanie używek oraz minimalizowanie używania szkodliwego i nadużywania.

Ostatnie dekady pokazują, że prawno karne restrykcje wręcz zwiększają używanie nielegalnych substancji.

Kolejna sprawa to fakt, że takie deklaracje mogą zaniepokoić obecnych lub przyszłych i potencjalnych pacjentów korzystających z medycznej marihuany. Tacy pacjenci ze strachu przed uzależnieniem się od ciężkich narkotyków takich jak opioidy, czym straszy artysta, mogą zamiast bezpiecznej marihuany wybrać kurację… opioidami.

A co z alkoholem?

Elton John, jak już wspominałem, miał też spore problemy z alkoholem, które tak jak kokaina jest ciężkim narkotykiem. Tyle, że legalnym. John pił dużo, alkohol spożywał od rana pijąc na śniadanie.

Jednak w przypadku tej używki artysta nie jest już tak przekonany o jej wyniszczającym wpływie na ludzki organizm, co pokazuje, jak niską wiedzę ma na temat, o którym się wypowiada.

„Zapytany, czy czuje to samo w stosunku do alkoholu, zatrzymuje się, wydycha i prosi Furnisha o pomoc. Jego mąż, który również jest trzeźwy i już raz powstrzymał gwiazdę przed zbytnią wylewnością podczas wywiadu, siada na łóżku i udziela wyważonej odpowiedzi, sugerując, że chociaż alkohol jest częścią struktury społeczeństwa, istnieją badania, które wykazują, że jest znacznie mniej zdrowy, niż ludzie sądzą.”

-czytamy w Times.

 

Czy sport i marihuana to dobre połączenie? Granie w piłkę, bieganie czy jeżdżeniem rowerem pod wpływem marihuany z pewnością zwiększa przyjemność z aktywności, ale czy wpływa korzystnie na naszą wydolność? Od wielu lat naukowcy próbują dowiedzieć się czy THC jako substancja aktywna marihuany będzie korzystne w sporcie w perspektywie długoterminowej. Badania na amatorach sportu pokazują bardzo różne, czasem nawet sprzeczne wyniki. Co obecnie wiemy na temat uprawiania sportu pod wpływem zioła? Tego dowiesz się z artykułu.

Sport i marihuana czyli korzyści z używania konopi indyjskich przez sportowców

Wiele osób aktywnych fizycznie to użytkownicy zioła, którzy regularnie korzystają z rekreacyjnej marihuany. Część z nich deklaruje nawet, że marihuana pomaga im podczas ćwiczeń. Nie od dziś znane jest powiedzonko palaczy zioła – Joint i sport to nierozłączna para. O tym, że marihuana znacznie zwiększa przyjemność płynącą z uprawiania sportu wiadomo już od dawna. A co na ten temat mówią badania?

W naukowym czasopiśmie Journal of Strength and Conditioning Research opublikowano jakiś czas temu artykuł na temat tego, jakie są subiektywne odczucia użytkowników marihuany uprawiających sport amatorsko.

Brano pod uwagę nie tylko ogólną wydolność organizmu podczas sportu, ale też analizę składu ciała, funkcjonowanie serca oraz siłę mięśni. W badaniu porównano sportsmenki, które regularnie używały konopi indyjskich oraz takie, które tego nie robiły. Okazało się, że jedyną różnicą między nimi było to, że użytkowniczki zioła nie były tak silne, ale miały za to lepszą wytrzymałość. To potencjalnie dobra wiadomość dla biegaczy długodystansowych lub cyklistów.

Z kolei Agencja CU Boulder przeprowadziła ankietę wśród konsumentów konopi indyjskich, którzy deklarowali, że regularnie uprawiają sport pod wpływem marihuany i że jej efekty w postaci zmiany świadomości działają na nich korzystnie. Aż 80% ankietowanych użytkowników zioła łączy ćwiczenia z konsumpcją konopi indyjskich, 70% z nich twierdzi nawet, że stan euforii jej towarzyszący zwiększa ich przyjemność z treningu. Z kolei 78% potwierdziło przyśpieszoną regenerację po treningu dzięki marihuanie.

Co ciekawe, inne badanie przeprowadzone na starszych osobach wykazało, że osoby używające marihuany ćwiczyły więcej niż osoby, które tego nie robiły. W tej chwili kwestia połączenia marihuany i sportu rodzi więcej pytań niż mamy odpowiedzi. Nie wiadomo do końca czy konopie działają pobudzająco czy hamująco na siłę i wydolność organizmu. Obecnie prowadzone są bardzo ograniczone badania sprawdzające, czy konopie indyjskie mają długoterminowy wpływ na wydajność. Z tego powodu między innymi WADA, międzynarodowa agencja antydopingowa nie dopuszcza możliwości stosowania marihuany przez sportowców. 

Czynność serca i wydajność płuc po marihuanie

Dwa popularne badania z lat 70’ ubiegłego wieku, przeprowadzone na osobach z niewydolnością krążenia i chorobą wieńcową, które spożywały marihuanę i uprawiały sport, wykazały, że moment wystąpienia zadyszki, tak zwanej dławicy piersiowej był znacznie skrócony. Wyniki badania sugerują, że konopie indyjskie mogą wpływać regulująco na podaż tlenu dla mięśnia sercowego, co może mieć wpływ na czynność serca, nie tylko osób z upośledzonym przepływem wieńcowym.

Inne badania z tego okresu przeprowadzone na zdrowych osobach wykazały, że konopie indyjskie prowadzą do podwyższenia tętna podczas ćwiczeń o umiarkowanej intensywności. Może to mieć z różnorakie konsekwencje zdrowotne.

W kontekście wpływu na układ oddechowy, seria badań przeprowadzonych około 40 lat temu wykazała silne działanie rozszerzające oskrzela w przypadku palonych konopi indyjskich u zdrowych dorosłych i dorosłych chorych na astmę co przekłada się na lepszą podaż tlenu do mięśni i serca czyli podnosi wydolność organizmu.

W 2018 roku opublikowano wyniki badania badającego wpływ waporyzowanych konopi indyjskich na czynność dróg oddechowych u osób dorosłych z zaawansowaną przewlekłą obturacyjną chorobą płuc (POChP). Wykazano, że konopie indyjskie nie miały wpływu na zmniejszenie u chorych duszności podczas ćwiczeń. Wpływ marihuany na układ oddechowy i sercowo naczyniowy w stanie spoczynku został dobrze przebadany, zarówno ten krótko jak i długoterminowy. To, czego na ten moment nie wiemy, to jak konopie działają na te układy podczas wysiłku. Jest to jeden z argumentów, którym posiłkuje się WADA zabraniając korzystania z THC podczas zawodów, kierując się troską o zdrowie sportowców. Konieczne będą dodatkowe prace badawcze, biorące pod uwagę metody spożycia, czas wykonywania ćwiczeń, ich intensywność oraz metabolizm THC u sportowca.. 

Efektywność treningowa a marihuana – badania

Naukowcom wciąż nie udało się określić dokładnego działania marihuany i THC jeśli chodzi o wydolność organizmu. Wiele przeglądów systematycznych powielało informację, że konopie wykazują działanie ergolityczne (hamujące wydajność). Powodem takiego efektu może być wpływ na obniżenie akcji serca i jego pojemność minutową w perspektywie długoterminowej, co może zmniejszać maksymalną wydajność wysiłkową.

Z kolei jedyne badanie, w którym mierzono maksymalną wydajność ćwiczeń po spożyciu konopi indyjskich z 1986 roku, wykazało, że jest to nieprawdą. Badani podczas intensywnych ćwiczeń mieli tętno wprost proporcjonalnie wzrastające do intensywności podejmowanego wysiłku. Co więcej, nie odnotowano różnic w maksymalnym tętnie, wentylacji minutowej w grupie kontrolnej i grupie placebo. To badanie stawia nieśmiałą tezę, że konopie mogą wykazywać działanie ergogeniczne, tak jak kofeina i efedryna, które zwiększają submaksymalne tętno, a jednocześnie poprawiają wydajność ćwiczeń.

Wiele badań wykazało zerowy lub szkodliwy wpływ na wyniki ćwiczeń siłowych i aerobowych. Z pewnością brakuje badań o dużej wiarygodności, aby jednoznacznie stwierdzić potencjał ergogeniczny lub ergolityczny u sportowców. Na ten moment dostępne są ograniczone dowody dotyczące fizjologicznego wpływu konopi indyjskich podczas ćwiczeń lub wpływu na wydajność. Zrozumienie krótko- i długoterminowego wpływu konopi indyjskich na wyniki człowieka wymaga ukierunkowanych i dobrze kontrolowanych badań dostosowanych do konkretnych sportowców.

Sport i marihuana  – haj biegacza 

Kolejny aspekt, który nie został wystarczająco ujęty w obrębie badań to wpływ zmiany świadomości na doświadczenia empiryczne osoby uprawiającej sport.

Okazuje się, że sport na haju może być bardzo przyjemny i ma dużo wspólnego z naszym naturalnym stanem, którego doświadczamy podczas wysiłku fizycznego jakim jest tzw „haj biegacza”. Co to takiego? Jest to przyjemność jakiej doświadczają osoby uprawiające jogging podczas dłuższej przebieżki, ale też cykliści, którzy wybrali się na długą i intensywną przejażdżkę rowerową czy osoby trenujące siłowo. Kluczem jest odpowiednia długość i intensywność wysiłku.

Haj biegacza odczuwany jest jako euforia, która zwiększa odporność na ból i zmęczenie, a także znacząco poprawia samopoczucie i pozytywne nastawienie. Z tego powodu nazywany jest także euforią biegacza. Jeszcze do niedawna badacze sugerowali, że za tym fenomenem stoi wzmożona produkcja endorfin – hormonów szczęścia.

Jednak najnowsze dowody pokazują, że za hajem biegacza stoją endogenne kannabinoidy, naturalnie wytwarzane w mózgu. Chodzi szczególnie o anandamid (AEA), który ma identyczną budowę molekularną co psychoaktywne THC. Wzmożona produkcja neuroprzekaźnika AEA powoduje stan błogości. Związek wiąże się z tymi samymi receptorami w mózgu, co THC, przez co może wywoływać uczucie szczęścia, spokoju, a nawet euforii. 

Więcej na temat haju biegacza i badań, które jednoznacznie wskazały, że ten efekt odpowiadają endokannabinoidy znajdziesz T U T A J

Sport i marihuana, źródła:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8566388/ 

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/498720/ 

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/30049223/  

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/3097453/  

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC8566388/ 

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/35081831/ 

Konopne kluby w Niemczech powoli zaczynają działalność, wydano pierwszy susz, który odebrał Niemiec z Polskimi korzeniami – Michael Jaskulewicz. Od lipca 2024 roku w Niemczech dozwolona jest na działalność klubów konopnych zajmujących się wspólną uprawą i przetwórstwem konopi indyjskich. Klub z okręgu Oldenburg jako pierwszy przeprowadził w październiku legalne zbiory konopi, dzięki czemu jako pierwszy wydał susz. Oto więcej informacji.

Konopne kluby w Niemczech – wydano pierwszy legalny susz

W Nadrenii Północnej-Westfalii zatwierdzono dotychczas kilka wniosków od klubów konopnych. Natomiast od soboty w klubie konopnym w mieście Ganderkesse możliwa jest pierwsza legalna dystrybucja konopi indyjskich w Niemczech.

Członkowie Klubu Konopnego Ganderkesee w Dolnej Saksonii mogą teraz legalnie zbierać i udostępniać swoim członkom uprawiane przez siebie konopie indyjskie. Według klubu to pierwszy raz kiedy po zbiorach i obróbce legalnie wydano susz konopny w Niemczech.

Po częściowej legalizacji konopi indyjskich, która weszła w życie 1 kwietnia 2024 r., możliwe są stowarzyszenia zajmujące się niekomercyjnymi uprawami, liczące do 500 członków. Klub konopny Ganderkesee wstępnie przewidywał maksymalnie 100 członków, którzy zobowiązani są dokonać opłaty wpisowej. Klub konopny Ganderkesee szybko osiągnął jednak maksymalną liczbę działaczy.

„Obecnie mamy długą listę oczekujących, liczącą ponad 1000 osób”

– powiedziała rzeczniczka klubu.

W klubie można spotkać osoby w wieku od 18 do 76 lat.

Klub uprawia różne odmiany konopi na własnej ziemi. Dokładna lokalizacja jest monitorowana, ale nie jest ujawniana ze względów bezpieczeństwa.

Zgodnie z niemieckim prawem, na jedną osobę zostanie przydzielone maksymalnie 25 gramów suszu.

Zgodnie z ogólnokrajowym rozporządzeniem członkowie, którzy ukończyli 21. rok życia, mogą spożywać maksymalnie 25 gramów dziennie i maksymalnie 50 gramów miesięcznie na własny użytek. Młodszym dorosłym wolno spożywać maksymalnie 30 gramów suszu miesięcznie. Konopie mogą zawierać maksymalnie dziesięć procent substancji odurzającej, tetrahydrokannabinolu (THC)

To wyjątkowy moment, na który czekaliśmy. Każdy gram, który teraz rozdajemy, to gram, którego nie można kupić na czarnym rynku”.

-powiedziała rzeczniczka klubu Social Club Ganderkesee

Według rzeczniczki Federalnego Komisarza ds. Narkotyków, żaden inny klub nie rozpoczął wcześniej swoich zbiorów. Jednakże dodała:

Nie mamy oficjalnych informacji na temat sytuacji w zakresie licencjonowania, jak również zbiorów poszczególnych stowarzyszeń hodowców”.

Władze są świadome, że stowarzyszenie w Ganderkesee jest bardzo zaawansowane w swoim rozwoju.

Legalna uprawa oraz dystrybucja konopi w Niemczech jest możliwa w kolejnych landach. Przykładem może być Arnsberg. Według rzeczniczki, pozytywnie zaopiniowano tam 3 z 19 wniosków.

Kluby konopne znajdują się w Bochum, powiecie Soest i Märkischer Kreis.

Do władz okręgu Münster wpłynęło dotychczas 11 wniosków o zatwierdzenie klubu konopnego, z czego 2 z nich zostały już zatwierdzone, pozostałe są nadal rozpatrywane. Uprawa planowana jest także we Wschodniej Westfalii i Nadrenii. Według władz okręgu Detmold we Wschodniej Westfalii-Lippe, wpłynęło 10 wniosków, z czego 8 wniosków jest w trakcie rozpatrywania, a 2 zostały zatwierdzone.

Władze okręgu Düsseldorf otrzymały aż 31 wniosków, z których żaden nie został jeszcze rozpatrzony. Podobna sytuacja ma miejsce w Kolonii, gdzie wpłynęło 25 wniosków: „Są one zróżnicowane pod względem kompletności i żaden nie jest jeszcze gotowy aby móc podjąć decyzę” – powiedział rzecznik. 

Kluby konopne w Niemczech mają wiele wymagań, które należy spełnić np: 

  • Członkowie muszą być pełnoletni. 
  • Członkowie muszą mieszkać w Niemczech przez co najmniej sześć miesięcy. Turyści niestety nie mogą z nich korzystać.
  • W promieniu 200 metrów od klubu nie może znajdować się żadna szkoła, przedszkole ani plac zabaw. 
  • Rośliny i nasiona muszą być zabezpieczone i zamknięte.

USA: Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym, jeżeli wygra wybory. Kandydatka Partii Demokratycznej na prezydenta Stanów Zjednoczonych  wpisała wprowadzenie zmian na szczeblu federalnym do swojego programu wyborczego. Jest to pierwsza taka sytuacja, gdy kandydat na prezydenta USA zajmuje tak jednoznaczne i zdecydowane stanowisko w tej sprawie. Ale czy w Stanach Zjednoczonych prezydent ma tak silną pozycję żeby zainicjować i przeprowadzić taką zmianę? Co na temat legalizacji ziela uważa jej kontrkandydat Donald Trump i komu deklaracja liberalizacji prawa może bardziej pomóc w wygraniu wyborów? Oto więcej informacji.

Tegoroczne wybory prezydenckie w USA są wyjątkowe dla miłośników konopi indyjskich. Zarówno obecna wiceprezydent Kamala Harris, jak i były prezydent Donald Trump są zasadniczo zgodni co do potrzeby reformy prawa dot. marihuany rekreacyjnej w USA.

Istnieje zgoda między kandydatami, że obywatele nie powinni być aresztowani, ani trafiać do więzienia, za posiadanie marihuany na własny użytek. Można jednak dostrzec dość istotne różnice w stanowisko obu tegorocznych kandydatów. Wyborcy, którym zależy na kwestiach związanych z polityką dotyczącą marihuany, mogą uznać te różnice za na tyle istotne, aby wziąć je pod uwagę oddając swój głos we wtorek 5 Listopada 2024. Jaki stosunek do marihuany mają kandydaci obu partii?

Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym

Prawo federalne, pełni funkcję nadrzędną nad lokalnym prawem w poszczególnych stanach Ameryki, reguluje kwestie dotyczące Stanów Zjednoczonych jako całego kraju.

Wiceprezydent Kamala Harris zobowiązała się podczas kampani wyborczej, że jeśli zostanie wybrana, doprowadzi do federalnej legalizacji marihuany. Oznacza to, że marihuana do celów rekreacyjnych byłaby legalna we wszystkich stanach.

Prolegalizacyjne stanowisko kandydatki na prezydenta partii Demokratów nie było dla nikogo zaskoczeniem mimo tego, że początkowo nie wspominała o tym w swoich programie wyborczym. Harris propagowała ustawę legalizacyjną gdy zasiadała w senacie Stanów Zjednoczonych w Senacie i oczywiście wyrażała swoje poparcie dla reformy. Kandydatka powtórzyła to stanowisko później w swojej kampanii, mówiąc, że jeśli wygra i zamieszka w Białym Domu, zobowiązuje się do sprowadzenia postrzegania legalizacji konopi jako prawa do wolności.

Na początku października Kamala Harris zapowiedziała walkę o legalizację marihuany, zobowiązując się do federalnej legalizacji marihuany, zapewniając, że dostęp do konopi indyjskich będzie takim samym prawem jak prawo do wolności. Co w USA jest mocną deklaracją. Zapowiada, że jeśli zostanie wybrana, przełamie niesprawiedliwe bariery prawne, które stygmatyzują czarnoskórych mężczyzn i innych obywateli USA w związku z używaniem i posiadaniem konopi indyjskich.

Plan Harris dotyczący legalizacji marihuany na szczeblu federalnym jest częścią tego, co w kampanii nazywa „programem możliwości”, mającym na celu zdobycie głosów w szczególności czarnoskórych obywateli USA. W tym celu sztab kandydatki oznajmia, że Harris będzie walczyć o to, by w miarę kształtowania się krajowego przemysłu konopi indyjskich, czarnoskórzy mężczyźni, którzy przez lata byli nadmiernie nękani przez policję za używanie marihuany, mieli łatwiejszy dostęp do miejsc pracy na tym nowym rynku. Chodzi o to, aby w pierwszej kolejności na legalizacji zyskały te społeczności, które poniosły najwięcej konsekwencji wadliwego prawa.

Po prostu czuję, że ludzie nie powinni iść do więzienia za palenie zioła, z historii wiemy, co to oznaczało i kto poszedł do więzienia„.

-powiedziała Harris podczas podcastu All the Smoke, gdzie była gościem.

Harris w przeszłości opowiadała się za federalną legalizacją, na przykład podczas zamkniętego spotkania przy okrągłym stole z osobami ułaskawionymi w marcu tego roku. W swojej poprzedniej kampanii prezydenckiej Kamala Harris poparła również pełną federalną dekryminalizację posiadania narkotyków na własny użytek.

Jako wiceprezydent, Kamala Harris wielokrotnie zachwalała działania administracji zmierzające do masowego ułaskawiania osób, które popełniły federalne przestępstwa związane z posiadaniem konopi indyjskich. Krytycznie odniosła się do tego, co określiła jako biurokratyczne opóźnienia, szczególnie jeśli chodzi o rolę Drug Enforcement Administration (DEA), czyli policji narkotykowej USA.

Podczas jej kadencji w Senacie, najbardziej znaczącym wkładem Kamali Harris w ustawodawstwo dotyczące reformy konopi indyjskich było sponsorowanie przez nią ustawy Marijuana Opportunity, Reinvestment and Expungement (MORE) Act, której założeniem była legalizacja marihuany na szczeblu federalnym, promowanie równości społecznej, a także położenie nacisku na rehabilitację osób najbardziej poszkodowanych przez złe prawo. 

 Kamala Harris jako senator po raz pierwszy opowiedziała się za legalizacją marihuany w 2018 r., dodając swoje nazwisko do innej daleko idącej ustawy wprowadzonej przez senatora Cory’ego Bookera – Marijuana Justice Act. Ustawa zakładała usunięcie konopi indyjskich z listy substancji zakazanych na szczeblu federalnym, a także ukaranie poszczególnych stanów USA, w których przepisy dotyczące marihuany są egzekwowane nieproporcjonalnie wobec koloru skóry. Kandydatka partii Demokratów była również współ-wnioskodawcą wersji ustawy z 2019 roku.

Oprócz ustawy MORE Act i Marijuana Justice Act, Kamala Harris była także wnioskodawczynią ustawy Secure and Fair Enforcement (SAFE) Banking Act, która miała na celu chronić przed karami federalnymi banki współpracujące z firmami zajmującymi się konopiami. Chodzi o to, że firmy zajmujące się marihuaną w stanach gdzie jest ona legalna, nie mogą korzystać z usług banków gdyż marihuana jest nadal nielegalna na szczeblu federalnym, a to ten szczebel reguluje prawo bankowe w USA.

Co ciekawe, wiceprezydent Kamala Harris nie zawsze popierała legalizację marihuany. Przykładem może być fakt, że  jako prokurator generalny Kalifornii podała argument opozycyjny przeciwko głosowaniu w sprawie legalizacji konopi. Prezydent Donald Trump, jego zwolennicy oraz przeciwnicy Kamali Harris wielokrotnie podkreślali podczas kampanii, że w czasie kiedy ludzie byli ścigani za konopie indyjskie, Kamala Harris pełniła funkcję prokuratora okręgowego w San Francisco. Oznacza to, że stawiała obywatelom zarzuty związane właśnie z marihuaną. Twierdziła wtedy, że legalizacja poważnie zagraża bezpieczeństwu lokalnych społeczności i miejscom pracy. Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym, a co na to jej oponent?

Donal Trump i jego stosunek do legalizacji marihuany

Na chwilę obecną spośród 50 stanów USA rekreacyjne używanie marihuany jest legalne w 24 stanach, natomiast w 38 stanach dozwolone jest stosowanie marihuany do celów medycznych. Wybory prezydenckie 2024 to także w USA czas referendów na różne tematy. Jedno z nich odbędzie się na Florydzie i będzie dotyczyło stanowej legalizacji marihuany rekreacyjnej dla dorosłych. Donald Trump, który głosować będzie właśnie na Florydzie, zapowiedział poparcie dla legalizacji ziela w tym stanie. 

Kandydat partii Republikańskiej powiedział również, że medyczna marihuana jest „absolutnie niesamowita” dla pacjentów, a inicjatywa legalizacji na Florydzie do użytku rekreacyjnego będzie bardzo dobra dla stanu.

W przemówieniu ogłaszającym jego kandydaturę Trump początkowo zasygnalizował, że polityka narkotykowa będzie głównym punktem jego kampanii. Jednak nie miał na myśli legalizacji. Mówił o prowadzeniu wojny z kartelami oraz współpracy z Kongresem w celu uchwalenia przepisów nakładających karę śmierci na handlarzy narkotyków, którzy są odpowiedzialni za śmierć, masakry i przestępczość.

Pomimo wcześniejszego ekstremistycznego stanowiska, we wrześniu 2024 Trump poparł propozycje reformy konopi indyjskich.

Aktualnie, cztery lata po przegranej reelekcji z prezydentem Joe Bidenem, kandydat partii Republikańskiej wyraził poparcie dla federalnej reformy marihuany i dostępu do bankowości dla branży konopi, jednocześnie zobowiązując się do głosowania za inicjatywą legalizacji konopi wyłącznie na Florydzie.

Zapewne kandydat na prezydenta Donald Trump przewidział, że wyborcy na Florydzie zatwierdzą inicjatywę legalizacji, argumentując, że obywatel USA nie powinien być przestępcą na Florydzie, skoro konopie są legalne w tak wielu innych stanach USA. 

Zdaniem Trumpa potrzeba, aby ustawodawca stanowy odpowiedzialnie stworzył przepisy zabraniające używania marihuany w miejscach publicznych, aby pozostali obywatele nie byli narażeni na jej zapach w miejscach publicznych, dodał, że obecnie ma to miejsce w wielu miastach rządzonych przez Demokratów. Zdaniem Prezydenta Trumpa nie ma potrzeby rujnować życia obywateli oraz marnować pieniędzy podatników, aresztując dorosłych posiadających ten narkotyk w ilościach na użytek własny. Donald Trump zauważa również, że dzięki legalizacji konopie stosowane przez obywateli będą posiadały certyfikaty jakości, co pomoże zapobiec niepotrzebnym zgonom z powodu marihuany zawierającej na przykład fentanyl. 

Przyjęcie przez Trumpa ustawy o konopiach indyjskich na Florydzie, a także federalnej zmiany regulacji i dostępu do bankowości w branży konopi nie było łatwe do przewidzenia. Po sformalizowaniu swojej kandydatury do reelekcji, Trump w dużej mierze stosował agresywną retorykę antynarkotykową, na przykład wyrażając poparcie dla wprowadzenia kary śmierci dla osób sprzedających nielegalne substancje.

Podczas sprawowania urzędu w ograniczonym stopniu wypowiadał się na temat marihuany, wstępnie popierając ustawodawstwo pozwalające poszczególnym stanom USA na ustalanie własnej polityki, ale nie podejmując żadnych kroków administracyjnych w celu ujednolicenia tej polityki.

Za czasów jego kadencji, prokurator generalny, Jeff Sessions, uchylił wytyczne z czasów Obamy, które zachęcały do uznania oficjalnego stanowiska prokuratora  przy federalnym egzekwowaniu przepisów dotyczących konopi indyjskich dotyczących od ścigania za konopie indyjskie, po wdrożenie polityki uniemożliwiającej imigrantom uzyskanie obywatelstwa, jeśli używają marihuanę lub pracują w branży konopi indyjskich.

W jednym z nagrań widniejących w sieci pochodzącym z 2020 roku, Trump powiedział, że używanie marihuany sprawia, że ludzie obniżają swój poziom IQ. Ponadto, chociaż obecnie Donald Trump popiera legalizację marihuany na Florydzie, jeszcze w tym roku wzywał Republikanów, aby nie umieszczali inicjatywy reformy marihuany w stanowych parlamentach.

Po swoich początkowych uwagach na temat reformy konopi indyjskich, we wrześniu 2024 r. kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump  powiedział, że jeśli ponownie zostanie wybrany na prezydenta, jego administracja będzie koncentrować się na działaniach, aby wyjąć medyczne zastosowania marihuany ze stygmatu narkotyku i współpracować z Kongresem w celu uchwalenia zdroworozsądkowych przepisów, w tym bezpiecznej bankowości dla firm autoryzowanych przez państwo i wspieranie praw poszczególnych stanów do uchwalania przepisów dotyczących marihuany, takich jak na Florydzie, które równie dobrze mogą mieć wpływ na ich obywateli. 

Były prezydent zobowiązał się również do złagodzenia wyroku operatora Silk Road (serwis do handlu nielegalnymi towarami w darknecie) Russa Ulbrichta, jeśli zostanie ponownie wybrany w listopadzie. Dzieje się to pomimo jego ogólnego stanowiska, że osoby sprzedające nielegalne narkotyki powinny podlegać karze śmierci.

Prezydent Trump spotkał się też z szefem dużej firmy zajmującej się konopiami indyjskimi, dyrektorem generalnym Trulieve, Kimem Riversem, przed ogłoszeniem swojego poparcia dla inicjatywy legalizacji konopi indyjskich w głosowaniu na Florydzie, a także z senatorem stanowym GOP, który popiera wykorzystywanie konopi. 

Ponadto, choć może to być zaskoczeniem, 30 lat temu Trump opowiadał się za legalizacją wszystkich narkotyków. Wtedy mówił “Przegrywamy wojnę z narkotykami. Aby wygrać tę wojnę, trzeba zalegalizować narkotyki. To, co chciałbym zrobić, to wywołać wystarczająco dużo kontrowersji, aby rozpocząć dialog na temat narkotyków, aby ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę, że jest to jedyna odpowiedź, nie ma innej odpowiedzi„. 

-mówił kiedyś Trump

Podsumowanie

Podobnie jak w przypadku każdych wyborów, nie można przewidzieć, w jakim stopniu, jeśli w ogóle, zwycięski kandydat spełni swoje obietnice z kampanii, a kwestie związane z marihuaną nie są wyjątkiem. Co więcej, podczas gdy zarówno Harris, jak i Trump poparli kluczowe zmiany w polityce, perspektywy kompleksowej reformy pod rządami którejkolwiek z administracji będą prawdopodobnie zależeć od składu Kongresu.

Można natomiast odnieść wrażenie, że to Kamali Harris bardziej autentycznie zależy na wprowadzeniu konopnych zmian na szczeblu federalnym, a fakt, że wpisała legalizację jako jeden z punktów programu wyborczego daje możliwość egzekwowania tej obietnicy. To właśnie Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym.

Wypowiedzi i działania Trumpa mogą natomiast sugerować, że jest to działanie bardziej pod publikę, aby zdobyć więcej głosów.

Nie jest też tajemnicą, że to wyborcom Harris bardziej zależy na zmianach, niż ludziom głosującym na Trumpa.

W przypadku Harris, zwolennicy mają dłuższą historię, na której mogą oprzeć swoją decyzję. Sponsorowanie ustawodawstwa legalizacyjnego w Senacie i zobowiązanie się do dążenia do zniesienia federalnej prohibicji, jeśli zostanie wybrana, prawdopodobnie daje kandydatce Demokratów większe referencje w porównaniu z bardziej skoncentrowaną na państwie platformą reform przyjętą przez Trumpa. Z drugiej jednak strony, jeśli zostanie on wybrany i będzie nadal naciskał na tę kwestię, niektórzy uważają, że może to ośmielić republikańskich prawodawców, którzy wcześniej wstrzymywali ustawodawstwo dotyczące konopi indyjskich. 

Wybory prezydenckie w USA odbędą się 5. listopada.

Poziom THC we krwi nie ma liniowego związku z prowadzeniem pojazdów, wynika z przeglądu badań. Opublikowany niedawno naukowy przegląd dostępnych badań z zakresu związku między marihuaną a prowadzeniem pojazdów wykazał, że większość wyników „nie wykazała istotnych liniowych korelacji między poziomem THC we krwi, a parametrami prowadzenia pojazdów”. Jedyny związek między poziomami metabolitów THC, a obniżoną wydajnością zauważono w niektórych bardziej złożonych sytuacjach na drodze i po spożyciu zbyt dużej ilości ziela.

Poziom THC we krwi nie ma liniowego związku z prowadzeniem pojazdów, wynika z przeglądu badań

Przegląd badań opublikowany został pod koniec zeszłego tygodnia w Preprints with The Lancet. Odpowiada za niego ośmioosobowy zespół reprezentujący Kanadyjskie Centrum Uzależnień i Zdrowia Psychicznego, Health Canada i Thomas Jefferson University w Filadelfii. Zespół przeanalizował i ocenił kilkanaście recenzowanych badań mierzących „siłę liniowej zależności między wynikami jazdy a THC we krwi” opublikowanych do września 2023 r.

Konsensus jest taki, że nie ma liniowej zależności pomiędzy THC we krwi a prowadzeniem pojazdu

– podsumowują wyniki autorzy przeglądu.

Liniowy związek oznacza, że wzrost wartości jednej z cech implikuje proporcjonalne zmiany średnich wartości drugiej cechy

Spośród 12 artykułów uwzględnionych w niniejszym przeglądzie, dziesięć nie wykazało korelacji między stężeniem THC we krwi a jakąkolwiek miarą prowadzenia pojazdu w tym m.in. prędkością, podążaniem za samochodem, czasem reakcji lub ogólną wydajnością prowadzenia pojazdu. Dwa artykuły, w których stwierdzono istotne powiązanie, pochodziły z tego samego badania i wykazały istotny związek z THC we krwi i prędkością i odległością od poprzedzającego pojazdu”.

-napisali autorzy

Badanie, na którego podstawie powstały dwa artykuły wykazujące korelacje pomiędzy THC, a prowadzeniem pojazdu dotyczyły wysokiego stężenia kannabinoidu we krwi po spożyciu dużych dawek marihuany.

Autorzy stwierdzili, że wspomniane wyniki sugerują, iż rzeczywiście „Mogą istnieć granice, powyżej których prowadzenie pojazdu jest upośledzone, co może wyjaśniać, dlaczego w jednym badaniu z zastosowaniem dużych dawek stwierdzono istotne korelacje między prowadzeniem pojazdu we krwi a THC”.

Poziom trudności i złożoność zadań wykonywanych za kierownicą także może mieć wg. autorów znaczenie. Autorzy przeglądu zwracają uwagę na wyniki jednego badania, które wykazało korelacje „wykorzystano w nim złożone sytuacje na drodze, które składały się z kombinacji dróg wiejskich, miejskich i międzystanowych obejmujących rozpraszacze, takie jak jelenie wyłaniające się z terenów wiejskich, drzwi samochodów otwierające się w trakcie jazdy czy dzieci na rowerach”.

Kierowcom w tym badaniu powiedziano również, aby podczas jazdy wykonywali drugie zadanie, na przykład obserwowali światła w lusterku wstecznym lub dokonywali wyboru w samochodowym radiu.

W związku z tym złożoność scenariusza i zadania może być ważną zmienną w ujawnianiu związku między poziomem THC we krwi a prowadzeniem pojazdu

– czytamy w nowym opracowaniu.

Autorzy zaznaczyli, że wyniki ich przeglądu rzucają nowe światło na podejście do kwestii poziomu THC we krwi podczas prowadzenia pojazdu. W swoim raporcie podkreślają, że w miejscach gdzie marihuana jest legalna, dopuszczalny limit THC we krwi oceniany jest na podstawie właśnie jego stężenia, a ono tak na prawdę może nie mieć znaczenia ani wpływu na zdolność do prowadzenia.

Wynika to z tego, że THC utrzymuje się bardzo długo we krwi kierowców, nawet wiele dni od ostatniego spożycia, dlatego też THC w ich krwi nie ma żadnego wpływu na to jakimi są kierowcami.

Dla osób, które marihuany używają w celach rekreacyjnych lub medycznych temat ten znany jest od dawna. Od dawna bowiem mierzą się z faktem, że metabolity konopi indyjskich potrafią bardzo długo utrzymywać się we krwi.

Oznacza to, że THC we krwi kierowcy może zostać wykryte nawet miesiąc od ostatniego użycia. Problemy z prawem i utrata prawa jazdy grożą na co dzień każdemu pacjentowi, który z marihuany korzysta np. tylko wieczorami. Takie osoby rano, w drodze do pracy, będąc już kompletnie trzeźwymi i wyspanymi kierowcami, we krwi nadal będą miały poziom metabolitów THC na poziomie gwarantującym utratę prawa jazdy i sprawę w sądzie.

Problem wynika z tego, że w przepisach żadnego kraju na świecie nie wprowadzono jeszcze rozgraniczenia pomiędzy stanem „po spożyciu”, a stanem „pod wpływem”.

Po spożyciu czyli gdy użytkownik / pacjent spożywał marihuanę np. poprzedniego dnia, a jej metabolity nadal znajdują się w jego krwi gdy te jest już zupełnie trzeźwy.

Pod wpływem czyli gdy użytkownik / pacjent zażywał marihuanę w ciągu np. ostatnich 3 godzin i nadal jest pod jej wpływem.

Zawsze należy też pamiętać, że chroniczny wieczorowy użytkownik ziela, może mieć znacznie większe stężenie THC we krwi będąc zupełnie trzeźwym i 48 godzin po ostatnim stężeniu, niż rzadko korzystający z konopi użytkownik będący zaraz po spożyciu czyli pod wpływem.

To pokazuje o ile bardziej skomplikowana jest sytuacja użytkowników marihuany aniżeli alkoholu czy innych używek. Większość z nich jest wykrywalna w organizmie tylko gdy użytkownik jest nimi odurzony. Natomiast gdy ich działanie ustanie, nie mówiąc już o przespanej nocy, substancja najczęściej będzie już nie do wykrycia podczas kontroli drogowej. Marihuana może zostać wykryta we krwi użytkownika nawet do kilku dni od ostatniego spożycia gdy kierowca jest zupełnie trzeźwy.

W Polsce pojawiały się kilka lat temu próby doprecyzowania tej patowej dla pacjentów medycznej marihuany sytuacji. Pisaliśmy o tym T U T A J . Niestety z tego co wiemy, do dzisiaj nic się nie zmieniło i w naszym kraju nie obowiązuje żaden dopuszczalny limit THC we krwi kierowcy. Gdy zupełnie trzeźwy pacjent, który korzystał z konopi poprzedniego dnia, zostanie skontrolowany pod kątem obecności THC w organizmie – sprawa za każdym razem oznacza problemy i kończy się w sądzie.

Whiz Khalifa stanie przed Rumuńskim sądem za palenie jointa na scenie, jest akt oskarżenia. Raper w lipcu tego roku, podczas koncertu na festiwalu „Beach, Please!” odpali na scenie jointa, co niestety nie spodobało się tamtejszym władzom. muzyk został wtedy zatrzymany i po niedługim czasie zwolniony z komisariatu. Jednak sprawa się nie skończyła, a kilka dni temu wpłynął do sądu akt oskarżenia. Oto więcej informacji.

Whiz Khalifa stanie przed Rumuńskim sądem za palenie jointa na scenie, jest akt oskarżenia

W połowie lipca media obiegła informacja mówiąca, że Whiz Khalifa został aresztowany podczas odbywającego się w Rumunii festiwalu „Beach, Please!”. Raper został zatrzymany za to, że podczas swojego występu zapalił jointa.

Dodatkowo Whiz posiadał nieco ponad 18 gramów ziela konopi indyjskich.

Muzyka przesłuchano na komisariacie, a następnie zwolniono.

Bardzo szybko raper wydał oświadczenie, w którym oznajmił, iż przeprasza za swoje zachowanie, a jego intencją nie było obrażanie rumuńskiego systemu prawnego ani też nikogo w ogóle.

Wczorajszy występ był niesamowity. Nie chciałem okazać braku szacunku Rumunii, zapalając na scenie. Byli bardzo uprzejmi i pozwolili mi odejść. Wrócę wkrótce. Ale następnym razem bez wielkiego jointa

– napisał wtedy Khalifa.

Teraz, 3 miesiące po całym zajściu, do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie.

komunikacie prasowym opublikowanym przez Rumińskie DIICOT w poniedziałek 21 października napisano, że Khalifa został oskarżony 15 października „o popełnienie przestępstwa posiadania niebezpiecznych narkotyków bez pozwolenia, w celu ich  konsumpcji” 

Dalej czytamy:

„Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że ​​w dniu 13 lipca 2024 r. około godziny 23:55, przebywając na terenie festiwalu muzycznego w Costinești, posiadał na własny użytek bez prawa ilość 18,53 grama marihuany i papierosa zawierającego konopie indyjskie.
Sprawa została przekazana do kompetentnego rozstrzygnięcia Sądowi w Konstancy.
Precyzujemy, że ten etap procesu karnego oznacza, zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, zakończenie śledztwa i przesłanie aktu oskarżenia do sądu na rozprawę, co nie może w żaden sposób obalić zasady domniemania niewinności.”

Termin rozprawy nie został jeszcze ustalony.

Zgodnie z Rumuńskim prawem Wiz Khalifa jest zagrożony karą więzienia od 3 miesięcy do 2 lat lub grzywną. Tamtejsze prawo określa również, że jeśli przestępstwa dotyczą narkotyków wysokiego ryzyka, karą jest pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 3 lat.


PRZECZYTAJ TEŻ: Czy turyści mogą legalnie palić marihuanę w Niemczech? Okazuje się, że nie.

Czy turyści mogą w Niemczech legalnie palić zioło? Okazuje się, że nie. Niemiecka legalizacja konopi została obwarowana wieloma przepisami, które sprawiają, iż jest to tak na prawdę legalizacja wersja demo. Nowa ustawa posiada także pewien zapis, który teoretycznie uniemożliwia turystom legalne używanie czy posiadanie zioła o jego uprawie nie wspominając. Oto więcej informacji.

Czy turyści mogą w Niemczech legalnie palić zioło? Okazuje się, że nie.

Niemiecki rząd 1. kwietnia wprowadził w życie ustawę legalizującą w Niemczech posiadanie i uprawę konopi indyjskich na własne potrzeby.

Niestety nasi zachodni sąsiedzi liberalizując swoje prawo dot. marihuany – nałożyli też sporo ograniczeń.

Najbardziej zaskakujące są np. zapisy mówiące, że można uprawiać trzy krzaki konopi na osobę, ale jednocześnie można posiadać 25 gramów w przestrzeni publicznej oraz zaledwie 50 gramów w swoim domu. Jest to o tyle paradoksalne, że z trzech roślin można uzyskać wielokrotnie więcej suszu niż wspomniane 50 gramów.

Kolejna restrykcja mówi, że nie wolno nikomu udzielać suszu –  w praktyce oznacza to, że nie można skręcić jointa i wypalić go w trzy osoby, bo to już jest udzielanie. Dlatego zgodnie z prawem każdy powinien palić tylko swojego skręta i pamiętać, że częstowanie znajomych swoimi zbiorami jest nielegalne.

Legalne zioło w Niemczech nie dla turystów?

Teraz Sieć Europejskich Centrów Konsumenckich ( ECC-net ), ostrzega osoby podróżujące do Niemiec, które chciałyby skorzystać z nowego liberalnego prawa: Spożywanie marihuany pozostaje dla nich nielegalne.

Dokładnie tak, wbrew niektórym wprowadzającym w błąd nagłówkom, turyści w Niemczech nie mogą legalnie palić jointów ani spożywać marihuany w żaden inny sposób.

Wszystko przez jeden niepozorny zapis w nowej ustawie konopnej mówiący, że nowe przepisy dotyczą osób posiadających meldunek na terenie Niemiec od co najmniej sześciu miesięcy.

Taki zapis automatycznie sprawia, że turyści przebywający w Niemczech nie są objęci tymi samymi przepisami co osoby zameldowane na terenie Niemiec.

Niemieckie prawo nie różnicuje ze względu na obywatelstwo. Niemniej jednak nowe przepisy dotyczą osób, które są zameldowane na terytorium Niemiec przez co najmniej sześć miesięcy . Dlatego automatycznie wyklucza to okoliczności takie jak turystyka, rozpoczęcie studiów itp. z krótkim pobytem w kraju.

W związku z tym nie ma prawnie możliwości, aby takie osoby legalnie nabywały, posiadały lub spożywały marihuanę w Niemczech. Każda próba uzyskania marihuany pozostaje nielegalna. Wykroczenia mogą skutkować grzywnami lub karami więzienia.

Zespół prawny niemieckiego ECC ostatnio dokładnie przeanalizował nowe przepisy i potwierdził, że nowe teksty prawne nadal nie zezwalają na posiadanie, uprawianie i spożywanie marihuany przez osoby nie posiadające meldunku od co najmniej sześciu miesięcy.

Bawaria: Dentyści apelują o delegalizację zioła. Bawaria to niemiecki kraj związkowy, który jest ostoją przeciwników legalizacji konopi będący jednocześnie landem gdzie alkohol leje się strumieniami. Teraz tamtejsi dentyści apelują do swojego ministra zdrowia, aby ten wprowadził ponownie penalizację ziela konopi. Swoje działania argumentują mocną nadinterpretacją badania, które już samo w sobie nie jest rzetelne, a jego autorzy twierdzą, że dym z palonych konopi jest tak samo groźny lub nawet groźniejszy od dymu tytoniowego. Oto więcej informacji.

Bawaria: Dentyści apelują o delegalizację zioła.

Bawaria to niemiecki kraj związkowy, który od zawsze jest ultra przeciwnikiem jakiejkolwiek liberalizacji prawa dot. marihuany. Tamtejsi politycy od zawsze używają nieprawdziwych argumentów rodem z czasów głębokiej prohibicji w USA. A mieszkańcy wszystko chętnie łykają, niczym swój ukochany alkohol, który jest w Bawarii niesłychanie popularny – to własnie tam odbywa się co roku alkoholowy spęd – Octoberfest.

Teraz bawarscy dentyści podnieśli alarm, jakoby używanie konopi prowadziło do poważnych uszkodzeń przyzębia, a także pięciokrotnie zwiększało zachorowanie na raka szyi oraz głowy. Co mają potwierdzać badania

Niestety metodologia przedstawionych badań pozostawia wiele do życzenia. W skrócie, badanie objęło osoby, które podzielono na osoby używające oraz nieużywające marihuany. Okazało się, że grupa osób używających konopi indyjskich charakteryzuje się zwiększoną zachorowalnością na raka szyi i głowy oraz problemami jamy ustnej. Niestety, nie wzięto pod uwagę żadnych innych czynników takich jak używanie innych substancji, styl i tryb życia, jakość odżywiania i wiele innych czynników wpływających na nasze zdrowie.

Co ciekawe, autorzy badania w swoich konkluzjach napisali, iż „sugerują, że używanie konopi może mieć negatywny wpływ na zdrowie”. Niestety niemieccy dentyści z Bawarii przeczytali, że „palenie marihuany powoduje pięciokrotnie większe ryzyko raka szyi i głowy”

Badania, a raczej ich wyniki wyglądają na sienie anty konopnej propagandy. Niels Kokot, starszy autor badania po raz kolejny stwierdził, że dym z palonej marihuany jest znacznie bardziej szkodliwy niż dym tytoniowy – co jest kompletną bzdurą i dziwię się, że osoby szerzące takie poglądy nie są z nich rozliczane, ani z tego kto ich finansuje.

Dym z palonych konopi jest nieporównywalnie mniej szkodliwy aniżeli dym tytoniowy. Przeprowadzono na ten temat wiele badań, które były wykonane rzetelnie. A do tego wystarczy spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość  – w samej tylko Polsce z powodu palenia tytoniu umiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi, zabija także palenie bierne – kolejne tysiące istnień. Ale zanim palenie Cie zabije najpierw się ciężko pochorujesz, na własne życzenie.

W samych Niemczech też dziesiątki tysięcy obywateli żegna się z życiem każdego dnia zarówno dzięki tytoniowi jak i alkoholowi – jednak na ten temat bawarscy dentyści milczą i nie nawołują do delegalizacji którejś z tych substancji.

Zamiast tego, prezes BLZK (związek dentystów) dr Frank Wohl wezwał do jak najszybszego wycofania się z ustawy dotyczącej legalizacji konopi indyjskich:

” Niestety rząd konsekwentnie ignorował wszystkie ostrzeżenia ekspertów jeszcze przed wejściem ustawy w życie. Rząd federalny zaakceptował wszelkie zagrożenia dla zdrowia jamy ustnej, takie jak zwiększone ryzyko rozwoju zapalenia przyzębia.”

W komunikacie BLZK napisano też: – „Ponieważ najnowsze badania wykazały, że oprócz znanych już zagrożeń istnieje również podwyższone ryzyko zachorowania na nowotwory, towarzystwo ponawia swój pilny apel do federalnego ministra zdrowia Lauterbacha o jak najszybsze wycofanie ustawy dotyczącej konopi indyjskich.”

Według Kohla, legalna marihuana oznacza znaczne pogorszenie stanu jamy ustnej wśród obywateli, a rząd powinien ponownie penalizować marihuanę, aby naprawić swój błąd.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.