Dekryminalizacja marihuany w Polsce – 7 listopada Sejm rozpatrzy projekt. Będzie to miało miejsce podczas Komisji Sejmowej zaplanowanej właśnie na czwartek. Za petycję w tej sprawie oraz projekt ustawy odpowiada Przemysław Zawadzki przy wsparciu stowarzyszenia Wolne Konopie. Projekt zakłada depenalizację posiadania do piętnastu gramów suszu oraz uprawę jednej rośliny konopi indyjskich na własne potrzeby. Projekt będzie przedstawiał poseł Marcin Józefaciuk. Czy jest szansa, że Polska dołączy do światowego trendu liberalizacji prawa konopnego? Oto więcej informacji.

Dekryminalizacja marihuany w Polsce -7 listopada Sejm rozpatrzy projekt

W kwietniu (4.20) tego roku Przemysław Zawadzki złożył petycję wraz z projektem ustawy zakładającym depenalizację posiadania do piętnastu gramów marihuany oraz uprawę jednej rośliny konopi indyjskich na własne potrzeby. W maju natomiast projekt „15g + 1 krzak” został przez Marszałka Sejmu skierowany do Komisji do Spraw Petycji.

To właśnie ta komisja zdecyduje czy całość odrzucić czy może jednak warto się nad projektem pochylić.

Podczas zaplanowanej na czwartek komisji, petycję wraz z projektem przedstawiał będzie Poseł Marcin Józefaciuk (PO).

Projekt zakłada, że posiadanie do 15 gramów marihuany oraz uprawa jednego krzaka konopi nie będą już traktowane jako przestępstwa kryminalne. Posłowie zaangażowani w sprawę, w tym przedstawiający projekt Marcin Józefaciuk, zaznaczają, że takie rozwiązanie mogłoby nie tylko zmniejszyć obciążenie sądów i policji, ale też być krokiem w stronę traktowania zioła podobnie do innych legalnych używek – tytoniu i alkoholu. 

Na mediach społecznościowych Przemysława Zawadzkiego czytamy:

„Panie pośle, użytkownicy zioła to dziś jedna z największych (ok 3 mln) i najbardziej dyskryminowanych grup społecznych w Polsce. Traktowanie ich na równi z gwałcicielami, oszustami i złodziejami jest kosztowne (to 10% wszystkich przestępstw kryminalnych), nieskuteczne (spożycie nie spada mimo restrykcyjnej polityki nark*tykowej) i przede wszystkim niemoralne, bo czym różni się ktoś kto zapali sobie dziś wieczorem jointa od kogoś kto przechyli kieliszek? Z kolei problem osób uzależnionych, to problem społeczny i zdrowotny, a nie kryminalny. Jak można karać chorych ludzi?”

I trudno się z tym nie zgodzić.

Czy dekryminalizacja marihuany w Polsce jest w obecnej chwili możliwa? Patrząc na światowy trend pro legalizacyjny wydawałoby się, że karanie za przysłowiowego jointa to w obecnych czasach coś, co nie powinno mieć miejsca. Jednak polityka ma tek wiele zawiłości, że ciężko jest w obecnej chwili cokolwiek przewidzieć.

Stosunkowo niedawno bo pod koniec sierpnia informowaliśmy o poparciu wydziału ds. uzależnień w ministerstwie zdrowia właśnie dla depenalizacji posiadania i uprawy konopi indyjskich na własne potrzeby. Co ciekawe pisaliśmy wtedy o zgodzie na 25 gramów oraz 4 rośliny na własny użytek. Więcej na ten temat przeczytasz T U T A J.

W zeszłym lipcu natomiast, przedstawiciele WK spotkali się także z wiceministrem rolnictwa Michałem Kołodziejczakiem, który zadeklarował, iż także popiera zmiany.

Czy zatem projekt zakładający totalnie minimalne ilości tj. 15 gramów posiadanego suszu oraz 1 roślinę konopi indyjskich ma szanse powodzenia skoro ostatnio mamy w tej sprawie tyle pozytywnych sygnałów? No właśnie niekoniecznie. Polityka taka już jest.

Ciężko się jednak oprzeć wrażeniu, że jesteśmy na właściwym peronie, teraz trzeba tylko wsiąść do pociągu zwanego liberalizacja prawa konopnego, który się niestety spóźnia.

Polska firma Cosma S.A. wprowadzi na rynek dwie nowe odmiany medycznej marihuany – poinformowali jej przedstawiciele na platformie LinkedIn. Spółka podjęła w tym celu współpracę z CANNPRISMA Enhanced Medical Cannabis – firmą z Portugalii. Z komunikatu dowiadujemy się też, że obie odmiany będą produkowane tylko na rynek Polski w dedykowanych do tego celu obiektach. Oto więcej informacji.

Polska firma Cosma S.A. wprowadzi na rynek dwie nowe odmiany medycznej marihuany

Jak czytamy na profilu LinkedIn Cosma S.A., wkrótce możemy spodziewać się dwóch nowych odmian medycznej marihuany w polskich aptekach.

Dwie nowe zapowiadane przez spółkę odmiany to:

Gorilla Girl (cannabis flos cosma THC 20%, CBD <1%)

Jest to krzyżówka dwóch już legendarnych odmian marihuany: Gorilla Glue oraz Girl Scout Cookies. Jest to odmana z przewagą „sativy” co sprawia, że dodaje energii, pobudza kreatywność, poprawia nastrój i jest dobra na dzień.

Blue Monkey (cannabis flos cosma THC 21%, CBD <1%)

Jest to krzyżówka Gorilla Glue #4 (najlepszy fenotyp GG) z Black Dominą skrzyżowaną z Blueberry). W 70% dominuje „indica” i właśnie „indikowe” działanie wykazuje susz po spożyciu. Doskonale sprawdzi się na sen czy przeciwbólowo.

Cosma S.A. jako pierwsza polska firma uruchomiła produkcje medycznej marihuany wyłącznie na potrzeby rynku polskiego, ma to zapewnić większą stabilność dostaw.

Produkcja suszu tylko na rynek polski pozwala firmie precyzyjnie dostosować ilość dostarczanych produktów do potrzeb lokalnych pacjentów, co stanowi istotne usprawnienie w porównaniu z dotychczasowymi praktykami, gdzie surowce często trafiały na rynek międzynarodowy.

Dzięki temu rozwiązaniu, polscy pacjenci będą mieli zapewniony stabilny dostęp do surowców farmaceutycznych o stałej jakości, bez obawy o braki na rynku czy zmiany cen spowodowane globalnym zapotrzebowaniem – czytamy na profilu LinkedIn spółki.

Jak widać polskie podmioty starają się wejść na nasz rynek medycznej marihuany mimo, że sami nie mogą jej produkować w kraju. Pomysł uruchomienia obiektu, który będzie produkował susz na nasz rynek po za granicami polski jest oczywiście dobrym rozwiązaniem dla pacjentów, którzy możliwe, że dzięki temu będą mieli większy wybór odmian medycznej marihuany, oraz większą stabilność pod względem zatowarowania aptek w lek niezbędny do kontynuacji leczenia lub też jego rozpoczęcia.

Poinformujemy jak tylko pojawi się informacja o przewidywanej dacie pojawienia się produktów w aptekach.

USA: Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym, jeżeli wygra wybory. Kandydatka Partii Demokratycznej na prezydenta Stanów Zjednoczonych  wpisała wprowadzenie zmian na szczeblu federalnym do swojego programu wyborczego. Jest to pierwsza taka sytuacja, gdy kandydat na prezydenta USA zajmuje tak jednoznaczne i zdecydowane stanowisko w tej sprawie. Ale czy w Stanach Zjednoczonych prezydent ma tak silną pozycję żeby zainicjować i przeprowadzić taką zmianę? Co na temat legalizacji ziela uważa jej kontrkandydat Donald Trump i komu deklaracja liberalizacji prawa może bardziej pomóc w wygraniu wyborów? Oto więcej informacji.

Tegoroczne wybory prezydenckie w USA są wyjątkowe dla miłośników konopi indyjskich. Zarówno obecna wiceprezydent Kamala Harris, jak i były prezydent Donald Trump są zasadniczo zgodni co do potrzeby reformy prawa dot. marihuany rekreacyjnej w USA.

Istnieje zgoda między kandydatami, że obywatele nie powinni być aresztowani, ani trafiać do więzienia, za posiadanie marihuany na własny użytek. Można jednak dostrzec dość istotne różnice w stanowisko obu tegorocznych kandydatów. Wyborcy, którym zależy na kwestiach związanych z polityką dotyczącą marihuany, mogą uznać te różnice za na tyle istotne, aby wziąć je pod uwagę oddając swój głos we wtorek 5 Listopada 2024. Jaki stosunek do marihuany mają kandydaci obu partii?

Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym

Prawo federalne, pełni funkcję nadrzędną nad lokalnym prawem w poszczególnych stanach Ameryki, reguluje kwestie dotyczące Stanów Zjednoczonych jako całego kraju.

Wiceprezydent Kamala Harris zobowiązała się podczas kampani wyborczej, że jeśli zostanie wybrana, doprowadzi do federalnej legalizacji marihuany. Oznacza to, że marihuana do celów rekreacyjnych byłaby legalna we wszystkich stanach.

Prolegalizacyjne stanowisko kandydatki na prezydenta partii Demokratów nie było dla nikogo zaskoczeniem mimo tego, że początkowo nie wspominała o tym w swoich programie wyborczym. Harris propagowała ustawę legalizacyjną gdy zasiadała w senacie Stanów Zjednoczonych w Senacie i oczywiście wyrażała swoje poparcie dla reformy. Kandydatka powtórzyła to stanowisko później w swojej kampanii, mówiąc, że jeśli wygra i zamieszka w Białym Domu, zobowiązuje się do sprowadzenia postrzegania legalizacji konopi jako prawa do wolności.

Na początku października Kamala Harris zapowiedziała walkę o legalizację marihuany, zobowiązując się do federalnej legalizacji marihuany, zapewniając, że dostęp do konopi indyjskich będzie takim samym prawem jak prawo do wolności. Co w USA jest mocną deklaracją. Zapowiada, że jeśli zostanie wybrana, przełamie niesprawiedliwe bariery prawne, które stygmatyzują czarnoskórych mężczyzn i innych obywateli USA w związku z używaniem i posiadaniem konopi indyjskich.

Plan Harris dotyczący legalizacji marihuany na szczeblu federalnym jest częścią tego, co w kampanii nazywa „programem możliwości”, mającym na celu zdobycie głosów w szczególności czarnoskórych obywateli USA. W tym celu sztab kandydatki oznajmia, że Harris będzie walczyć o to, by w miarę kształtowania się krajowego przemysłu konopi indyjskich, czarnoskórzy mężczyźni, którzy przez lata byli nadmiernie nękani przez policję za używanie marihuany, mieli łatwiejszy dostęp do miejsc pracy na tym nowym rynku. Chodzi o to, aby w pierwszej kolejności na legalizacji zyskały te społeczności, które poniosły najwięcej konsekwencji wadliwego prawa.

Po prostu czuję, że ludzie nie powinni iść do więzienia za palenie zioła, z historii wiemy, co to oznaczało i kto poszedł do więzienia„.

-powiedziała Harris podczas podcastu All the Smoke, gdzie była gościem.

Harris w przeszłości opowiadała się za federalną legalizacją, na przykład podczas zamkniętego spotkania przy okrągłym stole z osobami ułaskawionymi w marcu tego roku. W swojej poprzedniej kampanii prezydenckiej Kamala Harris poparła również pełną federalną dekryminalizację posiadania narkotyków na własny użytek.

Jako wiceprezydent, Kamala Harris wielokrotnie zachwalała działania administracji zmierzające do masowego ułaskawiania osób, które popełniły federalne przestępstwa związane z posiadaniem konopi indyjskich. Krytycznie odniosła się do tego, co określiła jako biurokratyczne opóźnienia, szczególnie jeśli chodzi o rolę Drug Enforcement Administration (DEA), czyli policji narkotykowej USA.

Podczas jej kadencji w Senacie, najbardziej znaczącym wkładem Kamali Harris w ustawodawstwo dotyczące reformy konopi indyjskich było sponsorowanie przez nią ustawy Marijuana Opportunity, Reinvestment and Expungement (MORE) Act, której założeniem była legalizacja marihuany na szczeblu federalnym, promowanie równości społecznej, a także położenie nacisku na rehabilitację osób najbardziej poszkodowanych przez złe prawo. 

 Kamala Harris jako senator po raz pierwszy opowiedziała się za legalizacją marihuany w 2018 r., dodając swoje nazwisko do innej daleko idącej ustawy wprowadzonej przez senatora Cory’ego Bookera – Marijuana Justice Act. Ustawa zakładała usunięcie konopi indyjskich z listy substancji zakazanych na szczeblu federalnym, a także ukaranie poszczególnych stanów USA, w których przepisy dotyczące marihuany są egzekwowane nieproporcjonalnie wobec koloru skóry. Kandydatka partii Demokratów była również współ-wnioskodawcą wersji ustawy z 2019 roku.

Oprócz ustawy MORE Act i Marijuana Justice Act, Kamala Harris była także wnioskodawczynią ustawy Secure and Fair Enforcement (SAFE) Banking Act, która miała na celu chronić przed karami federalnymi banki współpracujące z firmami zajmującymi się konopiami. Chodzi o to, że firmy zajmujące się marihuaną w stanach gdzie jest ona legalna, nie mogą korzystać z usług banków gdyż marihuana jest nadal nielegalna na szczeblu federalnym, a to ten szczebel reguluje prawo bankowe w USA.

Co ciekawe, wiceprezydent Kamala Harris nie zawsze popierała legalizację marihuany. Przykładem może być fakt, że  jako prokurator generalny Kalifornii podała argument opozycyjny przeciwko głosowaniu w sprawie legalizacji konopi. Prezydent Donald Trump, jego zwolennicy oraz przeciwnicy Kamali Harris wielokrotnie podkreślali podczas kampanii, że w czasie kiedy ludzie byli ścigani za konopie indyjskie, Kamala Harris pełniła funkcję prokuratora okręgowego w San Francisco. Oznacza to, że stawiała obywatelom zarzuty związane właśnie z marihuaną. Twierdziła wtedy, że legalizacja poważnie zagraża bezpieczeństwu lokalnych społeczności i miejscom pracy. Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym, a co na to jej oponent?

Donal Trump i jego stosunek do legalizacji marihuany

Na chwilę obecną spośród 50 stanów USA rekreacyjne używanie marihuany jest legalne w 24 stanach, natomiast w 38 stanach dozwolone jest stosowanie marihuany do celów medycznych. Wybory prezydenckie 2024 to także w USA czas referendów na różne tematy. Jedno z nich odbędzie się na Florydzie i będzie dotyczyło stanowej legalizacji marihuany rekreacyjnej dla dorosłych. Donald Trump, który głosować będzie właśnie na Florydzie, zapowiedział poparcie dla legalizacji ziela w tym stanie. 

Kandydat partii Republikańskiej powiedział również, że medyczna marihuana jest „absolutnie niesamowita” dla pacjentów, a inicjatywa legalizacji na Florydzie do użytku rekreacyjnego będzie bardzo dobra dla stanu.

W przemówieniu ogłaszającym jego kandydaturę Trump początkowo zasygnalizował, że polityka narkotykowa będzie głównym punktem jego kampanii. Jednak nie miał na myśli legalizacji. Mówił o prowadzeniu wojny z kartelami oraz współpracy z Kongresem w celu uchwalenia przepisów nakładających karę śmierci na handlarzy narkotyków, którzy są odpowiedzialni za śmierć, masakry i przestępczość.

Pomimo wcześniejszego ekstremistycznego stanowiska, we wrześniu 2024 Trump poparł propozycje reformy konopi indyjskich.

Aktualnie, cztery lata po przegranej reelekcji z prezydentem Joe Bidenem, kandydat partii Republikańskiej wyraził poparcie dla federalnej reformy marihuany i dostępu do bankowości dla branży konopi, jednocześnie zobowiązując się do głosowania za inicjatywą legalizacji konopi wyłącznie na Florydzie.

Zapewne kandydat na prezydenta Donald Trump przewidział, że wyborcy na Florydzie zatwierdzą inicjatywę legalizacji, argumentując, że obywatel USA nie powinien być przestępcą na Florydzie, skoro konopie są legalne w tak wielu innych stanach USA. 

Zdaniem Trumpa potrzeba, aby ustawodawca stanowy odpowiedzialnie stworzył przepisy zabraniające używania marihuany w miejscach publicznych, aby pozostali obywatele nie byli narażeni na jej zapach w miejscach publicznych, dodał, że obecnie ma to miejsce w wielu miastach rządzonych przez Demokratów. Zdaniem Prezydenta Trumpa nie ma potrzeby rujnować życia obywateli oraz marnować pieniędzy podatników, aresztując dorosłych posiadających ten narkotyk w ilościach na użytek własny. Donald Trump zauważa również, że dzięki legalizacji konopie stosowane przez obywateli będą posiadały certyfikaty jakości, co pomoże zapobiec niepotrzebnym zgonom z powodu marihuany zawierającej na przykład fentanyl. 

Przyjęcie przez Trumpa ustawy o konopiach indyjskich na Florydzie, a także federalnej zmiany regulacji i dostępu do bankowości w branży konopi nie było łatwe do przewidzenia. Po sformalizowaniu swojej kandydatury do reelekcji, Trump w dużej mierze stosował agresywną retorykę antynarkotykową, na przykład wyrażając poparcie dla wprowadzenia kary śmierci dla osób sprzedających nielegalne substancje.

Podczas sprawowania urzędu w ograniczonym stopniu wypowiadał się na temat marihuany, wstępnie popierając ustawodawstwo pozwalające poszczególnym stanom USA na ustalanie własnej polityki, ale nie podejmując żadnych kroków administracyjnych w celu ujednolicenia tej polityki.

Za czasów jego kadencji, prokurator generalny, Jeff Sessions, uchylił wytyczne z czasów Obamy, które zachęcały do uznania oficjalnego stanowiska prokuratora  przy federalnym egzekwowaniu przepisów dotyczących konopi indyjskich dotyczących od ścigania za konopie indyjskie, po wdrożenie polityki uniemożliwiającej imigrantom uzyskanie obywatelstwa, jeśli używają marihuanę lub pracują w branży konopi indyjskich.

W jednym z nagrań widniejących w sieci pochodzącym z 2020 roku, Trump powiedział, że używanie marihuany sprawia, że ludzie obniżają swój poziom IQ. Ponadto, chociaż obecnie Donald Trump popiera legalizację marihuany na Florydzie, jeszcze w tym roku wzywał Republikanów, aby nie umieszczali inicjatywy reformy marihuany w stanowych parlamentach.

Po swoich początkowych uwagach na temat reformy konopi indyjskich, we wrześniu 2024 r. kandydat na prezydenta Stanów Zjednoczonych Donald Trump  powiedział, że jeśli ponownie zostanie wybrany na prezydenta, jego administracja będzie koncentrować się na działaniach, aby wyjąć medyczne zastosowania marihuany ze stygmatu narkotyku i współpracować z Kongresem w celu uchwalenia zdroworozsądkowych przepisów, w tym bezpiecznej bankowości dla firm autoryzowanych przez państwo i wspieranie praw poszczególnych stanów do uchwalania przepisów dotyczących marihuany, takich jak na Florydzie, które równie dobrze mogą mieć wpływ na ich obywateli. 

Były prezydent zobowiązał się również do złagodzenia wyroku operatora Silk Road (serwis do handlu nielegalnymi towarami w darknecie) Russa Ulbrichta, jeśli zostanie ponownie wybrany w listopadzie. Dzieje się to pomimo jego ogólnego stanowiska, że osoby sprzedające nielegalne narkotyki powinny podlegać karze śmierci.

Prezydent Trump spotkał się też z szefem dużej firmy zajmującej się konopiami indyjskimi, dyrektorem generalnym Trulieve, Kimem Riversem, przed ogłoszeniem swojego poparcia dla inicjatywy legalizacji konopi indyjskich w głosowaniu na Florydzie, a także z senatorem stanowym GOP, który popiera wykorzystywanie konopi. 

Ponadto, choć może to być zaskoczeniem, 30 lat temu Trump opowiadał się za legalizacją wszystkich narkotyków. Wtedy mówił “Przegrywamy wojnę z narkotykami. Aby wygrać tę wojnę, trzeba zalegalizować narkotyki. To, co chciałbym zrobić, to wywołać wystarczająco dużo kontrowersji, aby rozpocząć dialog na temat narkotyków, aby ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę, że jest to jedyna odpowiedź, nie ma innej odpowiedzi„. 

-mówił kiedyś Trump

Podsumowanie

Podobnie jak w przypadku każdych wyborów, nie można przewidzieć, w jakim stopniu, jeśli w ogóle, zwycięski kandydat spełni swoje obietnice z kampanii, a kwestie związane z marihuaną nie są wyjątkiem. Co więcej, podczas gdy zarówno Harris, jak i Trump poparli kluczowe zmiany w polityce, perspektywy kompleksowej reformy pod rządami którejkolwiek z administracji będą prawdopodobnie zależeć od składu Kongresu.

Można natomiast odnieść wrażenie, że to Kamali Harris bardziej autentycznie zależy na wprowadzeniu konopnych zmian na szczeblu federalnym, a fakt, że wpisała legalizację jako jeden z punktów programu wyborczego daje możliwość egzekwowania tej obietnicy. To właśnie Kamala Harris obiecuje legalizację marihuany na poziomie federalnym.

Wypowiedzi i działania Trumpa mogą natomiast sugerować, że jest to działanie bardziej pod publikę, aby zdobyć więcej głosów.

Nie jest też tajemnicą, że to wyborcom Harris bardziej zależy na zmianach, niż ludziom głosującym na Trumpa.

W przypadku Harris, zwolennicy mają dłuższą historię, na której mogą oprzeć swoją decyzję. Sponsorowanie ustawodawstwa legalizacyjnego w Senacie i zobowiązanie się do dążenia do zniesienia federalnej prohibicji, jeśli zostanie wybrana, prawdopodobnie daje kandydatce Demokratów większe referencje w porównaniu z bardziej skoncentrowaną na państwie platformą reform przyjętą przez Trumpa. Z drugiej jednak strony, jeśli zostanie on wybrany i będzie nadal naciskał na tę kwestię, niektórzy uważają, że może to ośmielić republikańskich prawodawców, którzy wcześniej wstrzymywali ustawodawstwo dotyczące konopi indyjskich. 

Wybory prezydenckie w USA odbędą się 5. listopada.

Zakaz wystawiania recept na medyczną marihuanę przez teleporadę podpisany, kiedy wejdzie w życie? Niestety rząd szybko realizuje zapowiadane ograniczenia wystawiania recept na medyczne konopie, wczoraj rozporządzenie w tej sprawie zostało podpisane przez Ministra Zdrowia. Kiedy nowe przepisy zaczną faktycznie obowiązywać? Na pewno nie za siedem dni, jak twierdzą niektórzy. Co nowe przepisy oznaczają dla pacjentów? Wyjaśniamy jeszcze raz ponieważ na ten temat też pojawiają się na różnych portalach nieprawdziwe informacje.  

Zakaz wystawiania recept na medyczną marihuanę przez teleporadę podpisany, kiedy wejdzie w życie?

O tym, projekt wprowadzający zakaz wystawiania recept na medyczną marihuanę w online lub w ramach teleporady jest w końcowej fazie prac nad nim, pisaliśmy kilka dni temu T U T A J.

Natomiast wczoraj rozporządzenie zostało podpisane przez minister zdrowia Izabelę Leszczynę.

Przypomnijmy co oznaczają wprowadzane zmiany w przepisach.

Przede wszystkim po wejściu w życie rozporządzenia, pierwsza wizyta w celu rozpoczęcia terapii m.in. medyczną marihuaną, będzie się musiała zawsze odbyć stacjonarnie. Dotyczy to wszystkich klinik, zarówno prywatnych jak i placówek państwowych. Nie będzie możliwości odbyć wizyty kwalifikującej do leczenia w ramach teleporady lub on-line.

Ale to nie koniec zmian na gorsze, ponieważ nawet w trakcie leczenia konopiami, pacjent po każdą receptę będzie musiał udać się osobiście do lekarza, nawet po receptę będącą jedynie kontynuacją zapisanej terapii (!)

Oznacza to, że jeżeli podczas wizyty kwalifikacyjnej lekarz zaleci pacjentowi roczne stosowanie konopi, to pacjent będzie musiał w trakcie terapii, po receptę na jej przedłużenie, udać się osobiście do gabinetu lekarskiego.

Jedyny wyjątek będą stanowić lekarze podstawowej opieki zdrowotnej, którzy pracują w ramach NFZ. Będą oni mogli wystawiać recepty zdalnie, ale tylko w ramach kontynuacji wcześniej przepisanej terapii.

Kiedy zmiany wejdą w życie?

Rozporządzenie zostało podpisane przez Ministra Zdrowia wczoraj tj. 29.10.2024. Chociaż na wielu serwisach i portalach pojawiła się informacja, że nowe przepisy zaczną obowiązywać 7 dni po podpisaniu rozporządzenia – to nie jest to prawdą.

Po podpisaniu przez ministra, rozporządzenie musi zostać jeszcze opublikowane w dzienniku ustaw. Nowe przepisy wejdą faktycznie w życie dokładnie 7 dni po ich publikacji. A kiedy zostaną one opublikowane? Jest to kwestia kilku, maksymalnie kilkunastu dni. 

Ministerstwo Zdrowia tak drastyczne kroki tłumaczy bezpieczeństwem przy przepisywaniu leków psychotropowych i odurzających. I o ile w przypadku pozostałych substancji objętych nowymi regulacjami jest to dość zrozumiałe, o tyle w przypadku dodanych do listy medycznych konopi, jest to wylewanie dziecka z kąpielą.

W rozporządzeniu znalazły się:

  • fentanyl,
  • morfina,
  • oksykodon,
  • KONOPI ZIELE innych niż włókniste oraz wyciągi, nalewki farmaceutyczne, a także wszystkie inne wyciągi z konopi innych niż włókniste

Najbardziej w całej sytuacji ucierpią pacjenci z małych miast, miasteczek i wsi. W większych miastach powstaną zapewne stacjonarne kliniki, które ułatwią dostęp do terapii medyczną marihuaną, jednak to chwile potrwa. Niestety teraz pacjenci korzystający z prywatnych klinik, po receptę będą musieli każdorazowo udać się osobiście.

 

USA: Kościół katolicki sprzeciwia się legalizacji zioła. Biskupi katoliccy na Florydzie wzywają mieszkańców do głosowania przeciwko inicjatywie referendalnej mającej na celu legalizację marihuany rekreacyjnej w ich stanie. Argumenty księży w tej kwestii, po raz kolejny pokazują hipokryzję i zakłamanie kościoła katolickiego. Oto więcej informacji.

USA: Kościół katolicki sprzeciwia się legalizacji zioła

Podczas zbliżających się wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych Ameryki, mieszkańcy stanu Floryda będą mogli wyrazić swoje poparcie dla legalizacji marihuany rekreacyjnej dla osób powyżej 21 roku życia.

Co ciekawe, jest to najdroższa kampania prokonopna w historii. Zwolennicy liberalizacji prawa na swoją kampanię na rzecz legalizacji wydali już ok. 90 milionów dolarów, podczas gdy przeciwnicy zmian wydali do tej pory 14 milionów dolarów.

Poparcie dla legalizacji na Florydzie wyraził także kandydat na prezydenta Donald Trump, który głosować będzie właśnie na Florydzie i jak zapowiedział, zagłosuje za legalizacją.

Aby przyjąć poprawkę drodze referendum, zwolennicy legalizacji muszą stanowić 60% głosów. Niektóre sondaże wykazały, że próg ten zostanie osiągnięty, inne, że nie.

Okazuje się, że Konferencja Biskupów Katolickich Florydy (FCCB) oraz różne diecezje katolickie w całym stanie należą do grona przeciwników legalizacji ziela na Florydzie.

Legalizacja marihuany sprawia, że ​​staje się ona bardziej dostępna, usuwa sankcje karne i piętno z nią związane, a także stwarza wrażenie, że jej używanie jest bezpieczne. Łącznie czynniki te ostatecznie prowadzą do zwiększonego stosowania narkotyku — nawet o 20% w przypadku osób dorosłych”

– czytamy w oświadczeniu wydanym przez FCCB.

Biskupi ostrzegają także przed zwiększonym stężeniem THC w suszu, które jak mówią, kiedyś nie było tak wysokie. Twierdzą, że może to zaostrzyć skutki zażywania ziela, prowadzić do utraty koordynacji, upośledzenia podejmowania decyzji i osłabienia funkcji mózgu pod wpływem marihuany.

Duchowni mają też dotyczące długoterminowych skutków dla rozwijającego się mózgu i zagrożeń dla nienarodzonych dzieci, jakie niesie za sobą spożywanie marihuany przez kobiety w ciąży.

Oświadczenie powołuje się także na katechizm kościoła katolickiego, który naucza, że ​​„używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu człowieka”, a używanie narkotyków poza leczeniem określa „poważnym wykroczeniem”. Ciekawe jakimi badaniami podpierali swoje twierdzenia autorzy katechizmu.

Oczywiście nie ma co liczyć, że ci sami księża w jakikolwiek sposób oprotestują jeden z najgorszych narkotyków na świecie, który zbiera potężne żniwo każdego roku – alkohol. Biskupi powielają bzdury i dawno naukowo obalone mity na temat marihuany, a sami spożywają alkohol, który jest wręcz elementem ich kultu, w postaci wina.

Nie ma co też liczyć, że przedstawiciele kościoła zapoznają się z licznymi i co ważne rzetelnymi badaniami mówiącymi, że wszystko to o czym piszą jest zwyczajnie nieprawdą.

Biskupi Florydy odwołują się natomiast do wypowiedzi papieża Franciszka, w której głowa kościoła nazywa narkotyki „złem” i stwierdza, że ​​„nie może być ustępstw ani kompromisów”, wzywając „nie dla każdego rodzaju zażywania narkotyków”.

Żenujące jest to, że głowa kościoła mówi tak o marihuanie, a nigdy nie wspomni o w pełni legalnych tytoniu i alkoholu, które przecież odpowiadają za miliony śmierci, patologii, zła, rozbitych rodzin, etc.

Biskupi przekazali swoje oświadczenie proboszczom i parafiom w całym stanie Floryda.


Czytaj też: Poziom THC we krwi nie ma liniowego związku z prowadzeniem pojazdów, wynika z przeglądu badań   

Snoop Dogg zatrudnia kontrolera odurzenia jego znajomych, którzy akurat palą ziele z raperem. Jego zadaniem jest dbanie o to, aby uczestnicy ziołowych sesji mieli jak największy komfort w ich trakcie i nie przesadzili z ilością wypalonych jointów. Jest to kolejna osoba zatrudniana przez Snoopa do spraw związanych z paleniem zioła. 

Snoop Dogg zatrudnia kontrolera odurzenia jego znajomych

Raper wystąpił w zeszłym tygodniu w programie Watch What Happens Live, który prowadzi Andy Cohen. Oczywiście podczas rozmowy nie mogło zabraknąć tematu, z którym Snoop jest kojarzony tak samo mocno jak z muzyką czyli marihuany.

Jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że 53-letni muzyk pali tak dużo jointów, iż postanowił zatrudnić osobę na stanowisko joint-rollera, czyli kogoś kogo zadaniem jest dbanie o to, aby Snoop miał zawsze pod ręką skręcone jointy / blunty. Ile zarabia si na tym stanowisku? Dowiesz się tego T U T A J

Teraz w trakcie rozmowy z Andym Cohenem przyznał, że zatrudnia także osobę odpowiedzialna za to, aby nikt podczas ziołowej sesji nie odurzył się zbyt mocno, co jak wiadomo może się zdarzyć gdy jest się osobą bez tak dużej tolerancji na konopie jak Snoop.

O ile przedawkowanie marihuany nie niesie za sobą poważnych konsekwencji np. zdrowotnych, a w najgorszym wypadku wymioty i długi sen, to jednak warto dbać o to, aby uczestnicy sesji wynieśli z niej jedynie pozytywne doznania.

Zbyt mocne upalenie się ziołem może powodować strach, lęki, paranoje i ogólny stan psychiczny, który mimo, iż faktycznie jest niegroźny – odczuwający go chce, aby jak najszybciej ustał.

Natomiast zadbanie o odpowiednią atmosferę podczas konopnej sesji może zdecydowanie poprawić jej jakość i odczucia uczestników. Osoba, która podejdzie do Ciebie i powie, że może powinieneś zrobić sobie na chwilę przerwę, odpuścić kilka kolejek po to, aby bawić się lepiej to ciekawe rozwiązanie.

Takie podejście świadczy o świadomym podejściu do używania konopi, nawet gdy samemu pochłania się ich potężne ilości.

Poziom THC we krwi nie ma liniowego związku z prowadzeniem pojazdów, wynika z przeglądu badań. Opublikowany niedawno naukowy przegląd dostępnych badań z zakresu związku między marihuaną a prowadzeniem pojazdów wykazał, że większość wyników „nie wykazała istotnych liniowych korelacji między poziomem THC we krwi, a parametrami prowadzenia pojazdów”. Jedyny związek między poziomami metabolitów THC, a obniżoną wydajnością zauważono w niektórych bardziej złożonych sytuacjach na drodze i po spożyciu zbyt dużej ilości ziela.

Poziom THC we krwi nie ma liniowego związku z prowadzeniem pojazdów, wynika z przeglądu badań

Przegląd badań opublikowany został pod koniec zeszłego tygodnia w Preprints with The Lancet. Odpowiada za niego ośmioosobowy zespół reprezentujący Kanadyjskie Centrum Uzależnień i Zdrowia Psychicznego, Health Canada i Thomas Jefferson University w Filadelfii. Zespół przeanalizował i ocenił kilkanaście recenzowanych badań mierzących „siłę liniowej zależności między wynikami jazdy a THC we krwi” opublikowanych do września 2023 r.

Konsensus jest taki, że nie ma liniowej zależności pomiędzy THC we krwi a prowadzeniem pojazdu

– podsumowują wyniki autorzy przeglądu.

Liniowy związek oznacza, że wzrost wartości jednej z cech implikuje proporcjonalne zmiany średnich wartości drugiej cechy

Spośród 12 artykułów uwzględnionych w niniejszym przeglądzie, dziesięć nie wykazało korelacji między stężeniem THC we krwi a jakąkolwiek miarą prowadzenia pojazdu w tym m.in. prędkością, podążaniem za samochodem, czasem reakcji lub ogólną wydajnością prowadzenia pojazdu. Dwa artykuły, w których stwierdzono istotne powiązanie, pochodziły z tego samego badania i wykazały istotny związek z THC we krwi i prędkością i odległością od poprzedzającego pojazdu”.

-napisali autorzy

Badanie, na którego podstawie powstały dwa artykuły wykazujące korelacje pomiędzy THC, a prowadzeniem pojazdu dotyczyły wysokiego stężenia kannabinoidu we krwi po spożyciu dużych dawek marihuany.

Autorzy stwierdzili, że wspomniane wyniki sugerują, iż rzeczywiście „Mogą istnieć granice, powyżej których prowadzenie pojazdu jest upośledzone, co może wyjaśniać, dlaczego w jednym badaniu z zastosowaniem dużych dawek stwierdzono istotne korelacje między prowadzeniem pojazdu we krwi a THC”.

Poziom trudności i złożoność zadań wykonywanych za kierownicą także może mieć wg. autorów znaczenie. Autorzy przeglądu zwracają uwagę na wyniki jednego badania, które wykazało korelacje „wykorzystano w nim złożone sytuacje na drodze, które składały się z kombinacji dróg wiejskich, miejskich i międzystanowych obejmujących rozpraszacze, takie jak jelenie wyłaniające się z terenów wiejskich, drzwi samochodów otwierające się w trakcie jazdy czy dzieci na rowerach”.

Kierowcom w tym badaniu powiedziano również, aby podczas jazdy wykonywali drugie zadanie, na przykład obserwowali światła w lusterku wstecznym lub dokonywali wyboru w samochodowym radiu.

W związku z tym złożoność scenariusza i zadania może być ważną zmienną w ujawnianiu związku między poziomem THC we krwi a prowadzeniem pojazdu

– czytamy w nowym opracowaniu.

Autorzy zaznaczyli, że wyniki ich przeglądu rzucają nowe światło na podejście do kwestii poziomu THC we krwi podczas prowadzenia pojazdu. W swoim raporcie podkreślają, że w miejscach gdzie marihuana jest legalna, dopuszczalny limit THC we krwi oceniany jest na podstawie właśnie jego stężenia, a ono tak na prawdę może nie mieć znaczenia ani wpływu na zdolność do prowadzenia.

Wynika to z tego, że THC utrzymuje się bardzo długo we krwi kierowców, nawet wiele dni od ostatniego spożycia, dlatego też THC w ich krwi nie ma żadnego wpływu na to jakimi są kierowcami.

Dla osób, które marihuany używają w celach rekreacyjnych lub medycznych temat ten znany jest od dawna. Od dawna bowiem mierzą się z faktem, że metabolity konopi indyjskich potrafią bardzo długo utrzymywać się we krwi.

Oznacza to, że THC we krwi kierowcy może zostać wykryte nawet miesiąc od ostatniego użycia. Problemy z prawem i utrata prawa jazdy grożą na co dzień każdemu pacjentowi, który z marihuany korzysta np. tylko wieczorami. Takie osoby rano, w drodze do pracy, będąc już kompletnie trzeźwymi i wyspanymi kierowcami, we krwi nadal będą miały poziom metabolitów THC na poziomie gwarantującym utratę prawa jazdy i sprawę w sądzie.

Problem wynika z tego, że w przepisach żadnego kraju na świecie nie wprowadzono jeszcze rozgraniczenia pomiędzy stanem „po spożyciu”, a stanem „pod wpływem”.

Po spożyciu czyli gdy użytkownik / pacjent spożywał marihuanę np. poprzedniego dnia, a jej metabolity nadal znajdują się w jego krwi gdy te jest już zupełnie trzeźwy.

Pod wpływem czyli gdy użytkownik / pacjent zażywał marihuanę w ciągu np. ostatnich 3 godzin i nadal jest pod jej wpływem.

Zawsze należy też pamiętać, że chroniczny wieczorowy użytkownik ziela, może mieć znacznie większe stężenie THC we krwi będąc zupełnie trzeźwym i 48 godzin po ostatnim stężeniu, niż rzadko korzystający z konopi użytkownik będący zaraz po spożyciu czyli pod wpływem.

To pokazuje o ile bardziej skomplikowana jest sytuacja użytkowników marihuany aniżeli alkoholu czy innych używek. Większość z nich jest wykrywalna w organizmie tylko gdy użytkownik jest nimi odurzony. Natomiast gdy ich działanie ustanie, nie mówiąc już o przespanej nocy, substancja najczęściej będzie już nie do wykrycia podczas kontroli drogowej. Marihuana może zostać wykryta we krwi użytkownika nawet do kilku dni od ostatniego spożycia gdy kierowca jest zupełnie trzeźwy.

W Polsce pojawiały się kilka lat temu próby doprecyzowania tej patowej dla pacjentów medycznej marihuany sytuacji. Pisaliśmy o tym T U T A J . Niestety z tego co wiemy, do dzisiaj nic się nie zmieniło i w naszym kraju nie obowiązuje żaden dopuszczalny limit THC we krwi kierowcy. Gdy zupełnie trzeźwy pacjent, który korzystał z konopi poprzedniego dnia, zostanie skontrolowany pod kątem obecności THC w organizmie – sprawa za każdym razem oznacza problemy i kończy się w sądzie.

Zakaz wystawiania recept na medyczną marihuanę w ramach teleporady potwierdzony. Rozporządzenie Ministra Zdrowia w tej sprawie trafiło w środę do Komisji Prawniczej gdzie uzyska ostateczny kształt prawny i legislacyjny. Oznacza to, że potwierdzają się najgorsze obawy pacjentów korzystających z tej formy terapii. Gdy rozporządzenie wejdzie w życie, medyczne konopie przepisywać będzie można jedynie podczas osobistej wizyty u lekarza. Jedyny wyjątek dotyczy lekarzy POZ posiadających kontrakt z NFZ i to tylko w przypadku kontynuacji leczenia. Kiedy dokładnie rozporządzenie zacznie obowiązywać? Oto więcej informacji.

Zakaz wystawiania recept na medyczną marihuanę w ramach teleporady

Zgodnie z projektem rozporządzenia Ministra Zdrowia (znajdziesz je T U T A J), już wkrótce lekarze nie będą mogli przepisywać pacjentom medycznej marihuany, bez osobistego ich zbadania. Co to dokładnie oznacza?

Przede wszystkim po wejściu w życie rozporządzenia, pierwsza wizyta w celu rozpoczęcia terapii m.in. medyczną marihuaną, będzie się musiała zawsze odbyć stacjonarnie. Dotyczy to wszystkich klinik, zarówno prywatnych jak i placówek państwowych. Nie będzie możliwości odbyć wizyty kwalifikującej do leczenia w ramach teleporady lub on-line.

Ale to nie koniec zmian na gorsze, ponieważ nawet w trakcie leczenia konopiami, pacjent po każdą receptę będzie musiał udać się osobiście do lekarza, nawet po receptę będącą jedynie kontynuacją zapisanej terapii.

Oznacza to, że jeżeli podczas wizyty kwalifikacyjnej lekarz zaleci pacjentowi roczne stosowanie konopi, to pacjent będzie musiał w trakcie terapii po receptę na jej przedłużenie, udać się osobiście do gabinetu lekarskiego.

Jedyny wyjątek będą stanowić lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ ), którzy pracują w ramach NFZ. Będą oni mogli wystawiać recepty zdalnie, ale tylko w ramach kontynuacji wcześniej przepisanej terapii.

Ministerstwo Zdrowia tak drastyczne kroki tłumaczy bezpieczeństwem przy przepisywaniu leków psychotropowych i odurzających. I o ile w przypadku pozostałych substancji objętych nowymi regulacjami jest to dość zrozumiałe, o tyle w przypadku dodanych do listy medycznych konopi, jest to wylewanie dziecka z kąpielą.

W rozporządzeniu znalazły się:

  • fentanyl,
  • morfina,
  • oksykodon,
  • KONOPI ZIELE innych niż włókniste oraz wyciągi, nalewki farmaceutyczne, a także wszystkie inne wyciągi z konopi innych niż włókniste

Najbardziej w całej sytuacji ucierpią pacjenci z małych miast, miasteczek i wsi. W większych miastach powstaną zapewne stacjonarne kliniki, które ułatwią dostęp do terapii medyczną marihuaną, jednak to chwile potrwa. Niestety teraz pacjenci korzystający z prywatnych klinik, po receptę będą musieli każdorazowo udać się osobiście.

Oprócz pacjentów ucierpi także sam rynek medycznej marihuany, który w naszym kraju i tak nie jest zbyt duży, co przekłada się na mniejszą konkurencję i mniejszy wybór produktów. W zeszłym roku w Polsce sprzedało się zaledwie 2,6 tony medycznej marihuany, kilkanaście razy więcej sprzedany w tym samym czasie w Niemczech.

Kiedy rozporządzenie wejdzie w życie?

Jego ostateczny projekt trafił do Komisji Prawniczej, jest to ostatni etap prac przed wprowadzeniem nowych przepisów w życie. W komisji projekt uzyska ostateczne brzmienie co potrwa zapewne nie dłużej niż miesiąc. Wszystko zatem wskazuje, iż nowe przepisy wejdą w życie w tym roku, a być może jeszcze w listopadzie.

Whiz Khalifa stanie przed Rumuńskim sądem za palenie jointa na scenie, jest akt oskarżenia. Raper w lipcu tego roku, podczas koncertu na festiwalu „Beach, Please!” odpali na scenie jointa, co niestety nie spodobało się tamtejszym władzom. muzyk został wtedy zatrzymany i po niedługim czasie zwolniony z komisariatu. Jednak sprawa się nie skończyła, a kilka dni temu wpłynął do sądu akt oskarżenia. Oto więcej informacji.

Whiz Khalifa stanie przed Rumuńskim sądem za palenie jointa na scenie, jest akt oskarżenia

W połowie lipca media obiegła informacja mówiąca, że Whiz Khalifa został aresztowany podczas odbywającego się w Rumunii festiwalu „Beach, Please!”. Raper został zatrzymany za to, że podczas swojego występu zapalił jointa.

Dodatkowo Whiz posiadał nieco ponad 18 gramów ziela konopi indyjskich.

Muzyka przesłuchano na komisariacie, a następnie zwolniono.

Bardzo szybko raper wydał oświadczenie, w którym oznajmił, iż przeprasza za swoje zachowanie, a jego intencją nie było obrażanie rumuńskiego systemu prawnego ani też nikogo w ogóle.

Wczorajszy występ był niesamowity. Nie chciałem okazać braku szacunku Rumunii, zapalając na scenie. Byli bardzo uprzejmi i pozwolili mi odejść. Wrócę wkrótce. Ale następnym razem bez wielkiego jointa

– napisał wtedy Khalifa.

Teraz, 3 miesiące po całym zajściu, do sądu trafił akt oskarżenia w tej sprawie.

komunikacie prasowym opublikowanym przez Rumińskie DIICOT w poniedziałek 21 października napisano, że Khalifa został oskarżony 15 października „o popełnienie przestępstwa posiadania niebezpiecznych narkotyków bez pozwolenia, w celu ich  konsumpcji” 

Dalej czytamy:

„Ze zgromadzonego materiału dowodowego wynika, że ​​w dniu 13 lipca 2024 r. około godziny 23:55, przebywając na terenie festiwalu muzycznego w Costinești, posiadał na własny użytek bez prawa ilość 18,53 grama marihuany i papierosa zawierającego konopie indyjskie.
Sprawa została przekazana do kompetentnego rozstrzygnięcia Sądowi w Konstancy.
Precyzujemy, że ten etap procesu karnego oznacza, zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, zakończenie śledztwa i przesłanie aktu oskarżenia do sądu na rozprawę, co nie może w żaden sposób obalić zasady domniemania niewinności.”

Termin rozprawy nie został jeszcze ustalony.

Zgodnie z Rumuńskim prawem Wiz Khalifa jest zagrożony karą więzienia od 3 miesięcy do 2 lat lub grzywną. Tamtejsze prawo określa również, że jeśli przestępstwa dotyczą narkotyków wysokiego ryzyka, karą jest pozbawienie wolności od 6 miesięcy do 3 lat.


PRZECZYTAJ TEŻ: Czy turyści mogą legalnie palić marihuanę w Niemczech? Okazuje się, że nie.

Irlandia: Komitet ds. narkotyków wzywa do legalizacji zioła i innych zabronionych substancji. Komisja została utworzona kilka miesięcy temu w celu udzielenia odpowiedzi na 36 zagadnień związanych z narkotykami, które przedstawiło Zgromadzenie Obywateli. Końcowy raport zawiera 59 zaleceń w tym zakończenie stygmatyzacji osób używających konopi oraz ich legalizację na zasadach non-profit. Poważna debata na ten tema trwa w Irlandii od początku roku. Oto więcej informacji.

Irlandia: Komitet ds. narkotyków wzywa do legalizacji zioła i innych zabronionych substancji.

Na początku bieżącego roku irlandzcy ustawodawcy rozpoczęli poważną debatę i rozważania w kwestii zaprzestania karania za marihuanę. Jednak politycy, zanim podejmą jakąkolwiek decyzję, postanowili zapytać, co na ten temat uważają przedstawiciele obywateli. Dlatego powołano Zgromadzenie Obywateli ds. Używania Narkotyków, które miało za zadanie  przegląd irlandzkich przepisów dotyczących narkotyków oraz wydać opinię co i w jaki sposób wg. nich należy zmienić.

Poseł Gino Kenny z partii People Before Profit stwierdził w tym okresie, iż prowadzona przez dekady polityka prohibicji „stygmatyzuje, marginalizuje i kryminalizuje nie tylko jednostki, ale także społeczności w całym kraju”.

Powiedział też, że jeśli rząd przyjmie rekomendację komisji obywatelskiej, „możemy zmienić kurs, możemy ratować ludzkie życia i uwolnić ludzi spod jurysdykcji wymiaru sprawiedliwości”.

Połączony Komitet ds. Narkotyków

Wtedy też irlandzki rząd postanowił odłożyć decyzję w tej kwestii o dziewięć miesięcy, bo tyle własnie czasu dostał Połączony Komitet ds. Narkotyków, aby wydać opinie na 36 zadanych zagadnień związanych z liberalizacją prawa.

Opublikowany we wtorek nowy raport jest wynikiem pracy Wspólnego Komitetu ds. Narkotyków Oireachtas, który został powołany w celu rozważenia kwestii legalizacji marihuany i innych kwestii polityki narkotykowej po opublikowaniu w styczniu raportu komisji obywatelskiej, w którym zalecono szeroką dekryminalizację narkotyków  i wdrożenie programów ograniczających szkody.

Ogólny wydźwięk przedstawionego raportu to całkowita zmiana podejścia do marihuany oraz innych używek.

Większość z 59 zaleceń specjalnego komitetu koncentruje się na zmianie podejścia do kwestii narkotyków z paradygmatu kary i stygmatyzacji na paradygmat zdrowia i redukcji szkód. To sedno pierwszych sześciu zaleceń przedstawionych w raporcie komitetu, który zawiera ustalenia, że ​​„stygmatyzacja używania narkotyków i zawstydzanie osób je stosujących są źródłem znacznej szkody” i że „celem polityki narkotykowej powinno być zmniejszenie szkód i wyeliminowanie stygmatyzacji”.

W tym celu, jak czytamy w raporcie „dekryminalizacja posiadania na własny użytek powinna dotyczyć w równym stopniu wszystkich nielegalnych narkotyków”. I chociaż „ludziom należy zaoferować wszelkie niezbędne wsparcie i zasoby zdrowotne, nikt nie powinien być kryminalizowany za nieskorzystanie z interwencji wspierającej”.

Jeśli chodzi o marihuanę, komisja wzywa urzędników ds. zdrowia oraz przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości do „przeprowadzenia szeregu badań nad tym, w jaki sposób regulowany rynek narkotyków mógłby funkcjonować w Irlandii, zaczynając od konopi indyjskich, oraz w jaki sposób Irlandia może uwzględnić i wdrożyć wnioski z innych jurysdykcji, które podjęły pozytywne kroki w tym zakresie”.

W raporcie wskazano także, że kraj powinien rozważyć reformy „ze szczególnym uwzględnieniem Hiszpanii, Malty czy Niemiec w zakresie rozwoju irlandzkiego rynku marihuany regulowanego non-profit”.

Pojawiło się także wezwanie do rozszerzenia krajowego programu marihuany medycznej, „aby zapewnić większej liczbie osób dotkniętych przewlekłymi chorobami dostęp do marihuany w sytuacjach, w których inne metody leczenia nie przyniosły ulgi w objawach”.

Oczywiście jest jeszcze wiele do przeanalizowania, ale biorąc pod uwagę pracę wykonaną przez Komitet i Zgromadzenie Obywateli, jasne jest, że panuje zgoda co do tego, że kryminalizacja i ściganie za używanie narkotyków na własny użytek to marnotrawstwo pieniędzy i jest bardzo szkodliwe dla każdego skazanego

– powiedział w oświadczeniu szef komitetu.

Dodał też, że: „nie ma żadnego usprawiedliwienia dla nowego rządu, który twierdzi, że kwestie dekryminalizacji narkotyków do użytku osobistego nie zostały należycie omówione. Zarówno Zgromadzenie Obywateli, jak i Wspólny Komitet ds. Używania Narkotyków Oireachtas przyjrzały się temu problemowi szczegółowo”.

Premier Irlandii Leo Varadkar powiedział ustawodawcom na początku tego roku, że zgadza się, że prohibicja nie działa , o czym świadczą okresy prohibicji w Irlandii, które doprowadziły do ​​powstania nielegalnego rynku „nieczystych” produktów alkoholowych.

„Moim zdaniem używanie i niewłaściwe używanie narkotyków przez jednostki powinno być postrzegane przede wszystkim jako problem zdrowia publicznego, a nie kwestia wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych. Z pewnością uważam, że zawstydzanie ludzi, obwinianie ich i kryminalizowanie nie jest skuteczną polityką”.

– powiedział wtedy Varadkar.

Cały raport znajdziesz T U T A J

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.