Białko konopne – naturalna odżywka, która doda Ci sił. Konopie to prawdopodobnie najlepsze źródło naturalnego, lekkostrawnego i łatwo przyswajalnego białka spośród wszystkich roślin. Odpowiednia technologia przygotowania pozwala uzyskać zielonkawy proszek o wysokiej zawartości białka i interesujących walorach smakowych. Wspomóc się, w jesienny dzień, konopnym shake’iem (np. z dodatkiem świeżych owoców) to czysta przyjemność.

Odpowiednio zbilansowana dieta to klucz do dobrego zdrowia. Przede wszystkim, zanim nawet zdecydujemy się na konkretny plan żywieniowy, musimy upewnić się, że pomoże on dostarczyć wszystkich niezbędnych składników pokarmowych w odpowiednich dla naszych potrzeb ilościach

Odpowiednio zbilansowana dieta to klucz do dobrego zdrowia. Przede wszystkim, zanim nawet zdecydujemy się na konkretny plan żywieniowy, musimy upewnić się, że pomoże on dostarczyć wszystkich niezbędnych składników pokarmowych w odpowiednich dla naszych potrzeb ilościach

Pozytywnym zaskoczeniem może być nie tylko wysoka zawartość białka w konopi, ale również jego jakość. Białko z konopi jest pełnowartościowe, łatwo przyswajalne oraz lekkostrawne.  Swoje zastosowanie znajdzie w diecie sportowców, kulturystów, wegan, wegetarian i wszystkich, którym przyda się zastrzyk energii

Jak powstaje białko z konopi?

Najwięcej białka znaleźć można w nasionach konopi. Jest to jednak tylko jeden z obecnych tam składników odżywczych, więc konieczna jest ekstrakcja. W tym celu nasionka przechodzą przez długi, żmudny proces, którego zwieńczeniem jest uzyskanie zielonkawego, sypkiego proszku – białka konopnego.

W pierwszej kolejności z nasionek wyciskamy olej, pozbawiając je zawartości tłuszczu (tzw. dobrego tłuszczu). W efekcie tłoczenia otrzymujemy naturalny olej konopny oraz makuch konopny, który mielony jest następnie na proszek, z którego, po oczyszczeniu, uzyskuje się mąkę konopną. Po kolejnym, dokładnym przesianiu otrzymujemy nowy produkt, bardzo bogaty w błonnik pokarmowy, ale o stosunkowo małej koncentracji białka. Uzyskany proszek należy następnie zmielić jeszcze drobniej i przesiewać aż do uzyskania oczekiwanego rezultatu – zieloniutkiego, naturalnego proszku konopnego o wysokiej zawartości białka.

Odżywka przygotowana w taki sposób jest super-łatwo przyswajalna, smakuje świetnie i ma wszechstronne zastosowanie – możemy dodawać jej do wszystkiego, od shake’a, przez owsiankę, aż do ciasta, makaronu czy sałatki.

Białko konopne powinno stać się wręcz nieodłącznym składnikiem diety osób, które z różnych powodów nie mogą dostarczać tego podstawowego składnika pokarmowego w inny sposób. Wśród osób, dla których wskazana jest suplementacja wymienić można alergików (białko z konopi nie zawiera alergenów), wegan oraz wegetarian (białko konopne może zastępować białko zwierzęce w diecie), osoby uczulone na gluten (białko konopne nie zawiera glutenu) czy osoby unikające modyfikowanej genetycznie żywności (produkt jest naturalny i bez GMO).

Bogatsza, optymalna dieta to lepiej działający organizm, czyli zdrowsze ciało. Zdrowsze ciało to zdrowszy duch, czyli lepsze samopoczucie – fizyczne i psychiczne. Nie ma żadnych powodów, aby z tego rezygnować. Bardziej świadome odżywianie może tylko pomóc. Dobrze zaczynać małymi krokami, np. od wprowadzenia produktów konopnych do swojego jadłospisu, i pozwolić dać się zaskoczyć (po raz kolejny) niezwykłymi właściwościami tej rośliny.

Odżywka przygotowana w taki sposób jest super-łatwo przyswajalna, smakuje świetnie i ma wszechstronne zastosowanie – możemy dodawać jej do wszystkiego, od shake’a, przez owsiankę, aż do ciasta, makaronu czy sałatki.

 

Właściwości białka konopnego

Białko z konopi, podobnie jak np. białko sojowe (w przeciwieństwie jednak do soji, konopie nie są genetycznie modyfikowane), jest naturalnym źródłem wszystkich 21 aminokwasów, w tym 9 niezbędnych aminokwasów, których ludzki organizm nie potrafi wytworzyć samemu i możemy dostarczać je wyłącznie wraz z pożywieniem. Dlaczego są takie ważne? Aminokwasy są paliwem, wykorzystywanym przez mięśnie. Odpowiednia suplementacja, poprzez 2 łyżki białka dziennie, to więcej energii na co dzień, lepszy sen, zrelaksowane mięśnie, unormowany poziom cukru i ciśnienie krwi oraz mocniejsze kości (również dzięki zawartości magnezu w białku).

Białko konopne powinno stać się wręcz nieodłącznym składnikiem diety osób, które z różnych powodów nie mogą dostarczać tego podstawowego składnika pokarmowego w inny sposób. Wśród osób, dla których wskazana jest suplementacja wymienić można alergików (białko z konopi nie zawiera alergenów), wegan oraz wegetarian (białko konopne może zastępować białko zwierzęce w diecie), osoby uczulone na gluten (białko konopne nie zawiera glutenu) czy osoby unikające modyfikowanej genetycznie żywności (produkt jest naturalny i bez GMO).

Bogatsza, optymalna dieta to lepiej działający organizm, czyli zdrowsze ciało. Zdrowsze ciało to zdrowszy duch, czyli lepsze samopoczucie – fizyczne i psychiczne. Nie ma żadnych powodów, aby z tego rezygnować. Bardziej świadome odżywianie może tylko pomóc. Dobrze zaczynać małymi krokami, np. od wprowadzenia produktów konopnych do swojego jadłospisu, i pozwolić dać się zaskoczyć (po raz kolejny) niezwykłymi właściwościami tej rośliny.

 

 

 

Co policjanci znaleźli w kieszeni chojnowianina? Nawet dziesięć lat odsiadki grozi mieszkańcowi Chojnowa. 24-letni mężczyzna usłyszał zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających. Chodzi o marihuanę.

Policyjny patrol pełniąc służbę na terenie Chojnowa zatrzymał młodego mężczyznę, bo ten, jak opisuje mł. asp. Jagoda Ekiert z zespołu prasowego legnickiej komendy, zachowywał się na jego widok nerwowo.

Okazało się, że jego nerwy były w pełni uzasadnione. Przy sobie miał bowiem ponad 60 działek marihuany, które trzymał w kieszeni kurtki.

– Policjanci zabezpieczyli narkotyki i zatrzymali młodego mężczyznę. 24-latek usłyszał już zarzut posiadania znacznej ilości środków odurzających, do którego przyznał się. Za posiadanie znacznej ilości środków odurzających grozi mu kara do 10 lata pozbawienia wolności – informuje mł. asp. Ekiert.

lca.pl

Spróbowałem Ganja-Yogi. Już od samego progu łatwo się zorientować, że House of Yoga nie jest zwykłym studiem jogi. Tym co zwraca Twoją uwagę po wejściu, jest znajdująca się naprzeciw sali do ćwiczeń ściana z półkami zastawionymi bongami i innymi fajkami, które można w studiu nabyć lub wypożyczyć. Pomyślałem sobie, że ćwiczenia, w takim weed-friendly studio, będą miłe, lekkie i przyjemne. Byłem w kompletnym błędzie.

Gdy pierwszy raz otworzyłem drzwi Lu – ciepła i niewysoka kobieta przywitała mnie, jak bym był jej starym przyjacielem. Gdy przechodziłem obok ściany z bongami ostrzegła mnie powtarzając: „to do zajęć, dla zaawansowanych”.

Zdejmowałem buty, gdy Jimmy – który również prowadzi zajęcia w House of Yoga – zapytał mnie, ile doświadczenia z jogą, mam już za sobą. Jego twarz lekko się wykrzywiła, gdy usłyszał, że jeszcze nigdy nie brałem udziału w sesji; „więc może to być dla Ciebie zbyt intensywne przeżycie” – zawyrokował złowieszczo Jimmy.

Jimmy swoim waporyzatorem napełniał balonik, za balonikiem, po czym puszczał te je w obieg, aby uczestnicy odpowiedni się wyluzowali. Mężczyzna, który ćwiczył na macie obok mnie, wyglądał na osobę zaprawioną w boju – był gibki i rozciągnięty, a jego przedramiona były nieco większe od moich ud – pomyślałem więc, że właśnie u niego zasięgnę opinii, o stopniu tarapatów, w jakich się znalazłem.  Zapytałem, czy ćwiczy dużo jogi.  W odpowiedzi usłyszałem, że odwiedza kilka, podobnych studiów Yogi w ciągu tygodnia. Dodatkowo, gdy tylko ma czas robi sobie sesję gdzie i kiedy tylko może! Wywód swój zakończył motywującym stwierdzeniem, że „zajęcia tutaj, należą do jednych z najtrudniejszych w całym mieście”.

Gdzieś w okolicach tej konwersacji i mojego czwartego, czy piątego bucha z balonika pomyślałem sobie, że to może nie skończyć się dla mnie najlepiej. Właśnie wtedy, Lu rozpoczęła zajęcia. Nim zaczęliśmy obawiałem się, że to samozwańcze „weed-friendly studio” będzie pełne hipisowskich filozofii, ale nie, nie w tym przypadku. Dwugodzinną sesję, prawie od razu zaczęliśmy, od raczej trudnych pozycji, które wraz z dalszym zaplątywaniem kończyn, stawały się niewyobrażalne do wykonania.

Po około sześciu minutach zauważyłem pot, który spływając po moim nosie kapał na moją matę. Po pierwszych dwudziestu minutach przestałem w ogóle myśleć i koncentrowałem się tylko na tym, aby utrzymać moje ciało w jakiejkolwiek pokręconej pozycji prezentowanej przez instruującą wszystkich Lu.

Przed zajęciami paliliśmy jakąś łagodną odmianę sativa, ale jeśli ciągle byłem na haju, to wcale tego nie odczuwałem. W końcu, gdy zmienialiśmy pozycję na kolejną, przed moimi oczami ukazywały się gwiazdki. Ganja-yoga zaczynała  kopać mnie po tyłku.

W końcu zakończyliśmy tę harówkę, a do moich uszu znów dobiegł dźwięk pracującego waporyzatora. Kolejną odmianą którą przyszło nam się delektować była już mocna indica. Lu wyłączyła światła w całym pokoju, który wypełnił się niemal całkowitą ciemnością. Spocony i obolały spróbowałem i posłałem balonik dalej w obieg.

Zapalono światło i ludzie powoli zaczęli wycierać swoje maty, z wyciśniętego ćwiczeniami potu. Pomyślałem, że gdzieś przy którejś z pozycji, do której zmusiłem swoje ciało, chyba zrobiłem sobie krzywdę, ponieważ dokuczał mi ogromny ból pleców. Na szczęście okazało się, że to po prostu grupa mięśni, o której nie miałem dotąd zielonego pojęcia.

Po wszystkim dowiedziałem się, że w House of Yoga odbwa się kilka różnych zajęć, o różnym stopniu zaawansowania. Oczywiście także klasyczne zajęcia, dla ludzi którzy nie palą, a większość z nich na pewno nie jest tak szalona, jak Yoga z Lu. Raczej są to zajęcia dla sportowców, którzy trawki muszą sobie odmówić.

Lu, joginka z ponad dziesięcioletnim stażem, zapaliła trawę pierwszy raz jakieś sześć lat temu. Było to w weed-friendly studio, które prowadziła w swoim domu jej koleżanka, która przed przeprowadzką do Kalifornii, przekazała pałeczkę właśnie Lu, która do teraz aktywnie instruuje i prowadzi zajęcia z yogi.

„pierwszy raz, gdy się upaliłam i ćwiczyłam jogę, rozerwało mi umysł, to było tak jak bym naprawdę czuła całe swoje ciało” opowiedziała mi po zajęciach. Dla Lu palenie trawy jest „krótką, duchową ceremonią, która pozwala uczestnikom rozluźnić się i skupić im na swoim ciele”.

Na mnie właśnie w ten sposób to zadziałało, przynajmniej na początku. Byłem mniej świadomy tego, jak słaby w jodze jestem i dodatkowo trochę wyluzowany po paleniu, co ułatwiało niektóre pozycje. Jedna z kobiet, która regularnie uczęszcza na zajęcia dla zaawansowanych u Lu, twierdzi, że „normalne zajęcia z yogi są teraz dla mnie zbyt nudne i przereklamowane”.

Oczywiście nim dowiedziałem się tego wszystkieg,o musiała minąć dłuższa chwilka. Gdy pierwszy raz od dwóch godzin, po kilku solidnych strzałach z balonika wstałem, mogąc wyprostować wszystkie kończyny i całe swoje ciało, Lu zapytała mnie, jak podobały mi się jej zajęcia. Ociekałem potem, miałem problemy, żeby w ogóle stanąć na nogi, łapałem powietrze i chwiałem się jak nowo narodzona żyrafa, zajęczałem delikatnie i tylko się uśmiechnąłem. Lu zaśmiała się i popatrzyła na mnie w sposób, jakby widziała już ten wyraz twarzy wiele razy wcześniej.

 

 

 

Policjanci z gdańskiej komendy wojewódzkiej zatrzymali na gorącym uczynku dwóch mężczyzn podejrzewanych o przemyt znacznej ilości narkotyków. Zostali oni zatrzymani w trakcie próby przepakowania narkotyków z samochodu ciężarowego do osobowego. Funkcjonariusze ustalili, że mężczyźni przemycili narkotyki z Hiszpanii, a miały one trafić na teren woj. pomorskiego.

18 listopada policjanci z Wydziału dw. z Przestępczością Narkotykową KWP w Gdańsku zatrzymali dwóch mężczyzn podejrzewanych o przemyt znacznej ilości narkotyków. Do zatrzymania doszło na jednym z parkingów w momencie jak figuranci przekładali narkotyki z samochodu ciężarowego do osobówki. Łącznie policjanci zabezpieczyli 20 kg marihuany, która trafiła do Polski z Hiszpanii.

Kryminalni ustalili, że narkotyki miały trafić na teren woj. pomorskiego i tam właśnie miały być sprzedawane. Czarnorynkowa wartość zabezpieczonych środków odurzających przekracza pół miliona złotych. Za tego typu przestępstwo grozi kara do 15 lat pozbawienia wolności.

 

źródło: policja.pl

Palenie marihuany już dawno przestało być zwykłym nabijaniem zioła do fajki. Jest mnóstwo różnych sposobów – od fajek wodnych, przez lufki, blunty, spliffy, aż po wiaderka czy nawet żarówki i owoce. Przede wszystkim jednak każdy palacz chciałby żeby jak najwięcej THC zostało wchłonięte do organizmu jednocześnie przy niewielkim zużyciu materiału. Ale czy to właśnie na tym powinniśmy się skupić? Wiadomo, że palimy głównie dla zdrowia psychicznego, ale nie można zapominać przy tym o swoim zdrowiu fizycznym.

Kiedy nasz mózg jest odurzony i szczęśliwy, a my rozkoszując się chwilą, wygodnie zalegamy w fotelu zajadając się ulubiony chipsami, nasze płuca i drogi oddechowe przeżywają koszmar, walcząc o życie. Gorący dym pali ścianki dróg oddechowych, a substancje smoliste niestety tylko pogarszają sytuację. Najzdrowiej byłoby używać vaporizera, ale to stosunkowo nowy, odstraszający cenami produkt na Polskim rynku, więc nie zawsze mamy taką możliwość.

Najpopularniejszym w Europie sposobem palenia są spliffy, czyli mieszanka tytoniu i marihuany zawinięta w bletkę z papierowym ustnikiem. Ze względu na słabą dostępność towaru i jego cenę, wielu użytkowników uważa palenie bez tytoniu za marnotrawstwo, ale znajdą się też tacy, którzy uważają ten sposób za profanacje. Moc takiej mieszanki jest dodatkowo podbijana przez nikotynę, która wyprzedza THC w działaniu, ale  jak wiadomo jest dużo bardziej szkodliwa dla naszego zdrowia.

Co w takim razie zrobić żeby nie musieć rezygnować z ukochanych skrętów a przy tym nie narażać się aż tak na szkody zdrowotne? Tu z pomocą przychodzą różne rodzaje filtrów dostępnych na rynku. Postaram sie tutaj kilka z nich opisać tak, aby po przeczytaniu każdy mógł wybrać coś dla siebie.

Rolls Smart Filter

Rolls Smart Filter to papierowe filtry produkowane w Czechach, ale dostępne są już w ponad 25 krajach, w tym także oczywiście w Polsce. Zaprojektowane i zoptymalizowane tak, by cieszyć każdego, są dłuższe od standardowych ustników. Dzięki temu skręcanie i trzymanie ich jest o wiele bardziej komfortowe, a także nie wymuszają na palaczu konkretnego rozmiaru skręta, co dla wielu jest bardzo ważne.

Dla zobrazowania podzielę Rolls SF na dwie komory:

– pierwsza komora – w której znajduje się filtr zrobiony ze specjalnych materiałów, którego zadaniem jest wchłonięcie jak największej ilości szkodliwych substancji i jak najlepsze oczyszczenie tego co wdychamy do płuc. Dzięki niewielkim zasysającym otworom dookoła, bibułka idealnie przylega w trakcie palenia i nie zsuwa się.

-druga komora –  to system chłodzący. Wygląda to tak, że mamy przestrzeń do której wpada dym i to tutaj zostaje przefiltrowany i schłodzony, a wszystko to dzięki otworom. Tak oczyszczony trafia do płuc.Taki zabieg może schłodzić temperaturę dymu nawet o 200 stopni Celsjusza, a to kolosalna różnica dla naszych dróg oddechowych!

Filtry te skręcamy tak, aby komora pierwsza była wewnątrz spliffa, a druga na zewnątrz. W innym przypadku zatkamy sobie chłodzenie. Ale spokojnie, na opakowaniu filterków, a także na stronie producenta jest dokładna instrukcja jak to zrobić.
Jest to tanie rozwiązanie, które naprawdę zmienia palenie, oczywiście tylko na lepsze.

PURIZE

Purize to jedyne takie papierowe filtry na rynku, które zdrowie biorą bardzo na poważnie. Pochodzą z Niemiec, ale są dostępne i w naszym kraju. Występują w dwóch rozmiarach: Regular i Xtra Slim. Purize Regular mają średnicę 9mm i pasują również do papierosów, natomiast Purize Xtra Slim mają średnicę 6mm i są mniejszą wersją swoich starszych braci.

Obie wersje mają prosty i regularny kształt, a dzięki identycznym zakończeniom nie musimy się zastanawiać którą stroną ułożyć je na bibułce, każda będzie dobra. Wykonane z grubego papieru owijki skrywają w sobie dwie ceramiczne zaślepki i węgiel aktywny, przez który przechodzi dym. Przefiltrowane przez Purize buchy potrafią zaskoczyć nawet najbardziej wytrwałych palaczy.

Dzięki zastosowaniu węgla aktywnego, który wchłania większość szkodliwych substancji, palenie staje się dużo przyjemniejsze i łagodniejsze.Co prawda przy pierwszych zaciągnięciach czystym dymem można odnieść wrażenie, że spliff jest dużo słabszy, ale to tylko złudne wrażenie. Już po chwili wchodzi delikatny, czysty haj bez sztucznego podbicia. Dodatkową zaletą jest możliwość wykorzystania wymienionych filtrów do trzech razy. O zapach też nie musisz się martwić, wszystko zostaje wchłonięte! Co prawda niektórzy mogą poczuć się zawiedzeni subtelnością dymu, ale ważniejsze jest zdrowie, co nie?

Szklane filtry/ustniki

Szklane tipy to oczywiście ustniki wielokrotnego użytku, występujące w różnych rozmiarach. Swoim kształtem przypominają trochę obciętą końcówkę lufki. Z jednej strony okrągłe, a z drugiej płaskie, dają niesamowity komfort palenia. Idealnie trzymają się i w ustach, i w palcach. Pusta przestrzeń w środku i wypustki na zwężeniu chłodzą dym, a substancje smoliste osadzają się na ściankach. Taki ustnik można z łatwością umyć, więc wystarczy Ci na długi czas.

Nie jest to co prawda ta sama filtracja jak przy Rolls czy Purize, ale i tak jest to zdrowsze rozwiązanie niż zwykłe, papierowe filterki robione ręcznie z przypadkowych kartoników.

Jak widać, jest wiele sposobów na zdrowsze palenie, jednak trzeba pamiętać o tym, że żaden z tych filtrów nie wyeliminuje całkowicie zagrożeń, a jedynie je zminimalizuje. Ciężko wybrać najlepsze filterki. Szklane bardzo dobrze się trzyma w ustach, Rollsy sprawiają, że palenie jest dużo łagodniejsze, ale nie zabierają do końca tego dodatkowego kopa z tytoniu, a Purize są dobre kiedy chcemy zapalić czysty materiał, ale mimo wszystko mieszamy go z tytoniem. Najlepiej wypróbować każdy z nich i dopasować do swoich potrzeb.

Nie wiesz gdzie szukać dobrych tipów? Zapoznaj się z ofertą JointBrothers – znajdziesz tam wszystkie rodzaje opisanych przeze mnie tipów. Nie miej wyrzutów sumienia, przez bagatelizowanie swojego zdrowia, przetestuj alternatywne filtry i przekonaj się sam!

W ostatnich latach ogromną popularność zyskuje nowa metoda konsumpcji marihuany, jaką jest jej waporyzacja. Początkowo zjawisko to było popularne głównie w Ameryce Północnej, obecnie zaś moda na waporyzację przyszła do Europy, w tym również do Polski. Na czym polega waporyzacja marihuany i dlaczego jest o wiele lepsza od jej palenia? Dlaczego świat oszalał na punkcie waporyzacji? Odpowiedzi na te pytania poznasz z naszego artykułu!

Być może miałeś już okazję zetknąć się z pojęciem waporyzacji. Jeśli nawet tak było, spróbujmy na wstępie zdefiniować to pojęcie. Waporyzacja polega na podgrzaniu suszu do ovdpowiedniej temperatury (powinna ona mieścić się w przedziale 180-220°C), na skutek czego odparują zawarte w nim kannabinoidy, nie dojdzie jednak do zapłonu suszu  i produkcji dymu. Brak spalania jest kluczowym aspektem waporyzacji – dzięki jego brakowi użytkownik może wdychać nieszkodliwą dla zdrowia parę składającą się w przeważającej mierze z kannabinoidów zawartych w medycznej marihuanie. Para z waporyzatora nie zawiera za to długiej listy toksyn oraz substancji smolistych i rakotwórczych, które zawarte są w zwykłym dymie.

Z jakich powodów waporyzacja jest lepsza od palenia?

Zamieniając jointa, fifkę czy bongo na waporyzator przenośny bądź waporyzator stacjonarny  (ang. vaporizer) będziemy w stanie wyeliminować nawet 99% toksyn oraz innych niepożądanych substancji, które wdychalibyśmy wraz z dymem. Pozwoli to z jednej strony na zamknięcie dopływu toksyn do naszego organizmu, z drugiej strony będziemy zaś w stanie pozbyć się wszystkich uciążliwych symptomów będących wynikiem wieloletniego podtruwania się dymem.

„Już w kilka tygodni od zamiany dymu na parę z waporyzatora objawy takie jak uciążliwy kaszel palacza, zaleganie i odkrztuszanie flegmy czy uczucie ucisku w klatce piersiowej zaczną słabnąć, by wreszcie całkowicie zniknąć. Potwierdzają to badania naukowe.” – mówi w rozmowie z nami Ryszard Fazowski z VapeFully, ekspert z zakresu waporyzacji. Pierwszą przewagą waporyzacji nad klasycznym paleniem są więc względy zdrowotne. Nie jest zresztą przypadkiem, że w krajach od lat posiadających programy medycznej marihuany to właśnie waporyzacja jest zalecaną przez lekarzy metodą jej przyjmowania.

Aspekt finansowy

Inną przewagą waporyzacji nad klasycznym paleniem są względy finansowe. Jak wiadomo, marihuana kosztuje i każdy, kto pali ją regularnie, z pewnością te koszty odczuwa. Dobrej jakości waporyzator pozwala jednak w znacznej mierze te koszty zredukować – wydatki na marihuanę mogą ulec zmniejszeniu nawet o połowę! Jak to możliwe? Sekret tkwi w niezwykłej wydajności waporyzacji. Kiedy palimy tradycyjnymi metodami, wówczas nawet do 75-80% kannabinoidów ulega zniszczeniu na skutek zbyt wysokiej temperatury. Korzystając z vaporizera będziemy zaś w stanie przyswoić nawet do 80% znajdujących się w suszu kannabinoidów. Oznacza to więc, że wybierając waporyzację będziemy dostarczać sobie o wiele więcej kannabinoidów, dzięki czemu dla osiągnięcia rezultatów takich samych jak podczas palenia potrzebować będziemy o wiele mniejszych ilości suszu. A mniejsze zużycie suszu to mniejsze wydatki  i większe oszczędności.

Do korzyści z tego płynących chyba nikogo nie trzeba szczególnie przekonywać. „Oczywiście, aby skutecznie wydobyć zawarte w suszu kannabinoidy potrzebny nam będzie waporyzator wysokiej jakości – najtańsze urządzenia, takie jak Snoop Dogg G Pen czy Titan 2 Hebe nie zapewnią wydajności na sensownym poziomie. Z tego względu zakup waporyzatora wysokiej klasy, jak np. DaVinci IQ Vaporizer, jest w dłuższej perspektywie znacznie bardziej opłacalny.” – daje Ryszard Fazowski.

Przyjemność waporyzacji

Wdychanie wolnej od toksyn pary zapewnia zdecydowanie przyjemniejsze doznania niż palenie. Para nie podrażnia gardła i nie parzy dróg oddechowych, dzięki czemu inhalacja sama w sobie jest o wiele bardziej komfortowa. Po drugie, smak pary z waporyzatora jest po prostu nieziemski! Paląc unicestwiamy znaczną część terpenów, czyli związków odpowiedzialnych za smak i aromat marihuany.

Podczas waporyzacji nie ma to miejsca, czego skutkiem są naprawdę niezwykłe doznania smakowe – mamy okazję poczuć prawdziwy smak i aromat naszej marihuany, wolny od nuty spalenizny. Ponadto, dzięki brakowi toksyn w parze z waporyzatora, jej wdychaniu będą towarzyszyły inne, znacznie przyjemniejsze doznania. Choć sama marihuana będzie działać mocniej niż palona, to po waporyzacji będziemy posiadali więcej energii do działania, będziemy mniej ociężali i „zamuleni” – to właśnie efekt braku przyswajania toksyn. Będziemy więc mieć więcej siły na cieszenie się przyjemnymi doznaniami płynącymi z konsumpcji suszu.

Dyskrecja waporyzacji

Brak dymu ma jeszcze jedną ogromną zaletę, jaką jest dyskrecja. Para z waporyzatora ma bez porównania mniej intensywny zapach – na świeżym powietrzu znika on w zasadzie natychmiast i osoba stojąca kilka metrów od nas ma bardzo małe szanse na wyczucie, czym aktualnie się inhalujemy. W pomieszczeniach zaś zapach będzie się utrzymywał bardzo krótko – jeśli lekko uchylimy okno to zniknie on w ciągu kilku minut. Nie będziemy więc mieli do czynienia z długo unoszącym się w powietrzu zapachem dymu, który dodatkowo wnika w meble, ściany, ubrania i włosy, lub co gorsza przenika pod zamkniętymi drzwiami na klatkę schodową czy do wścibskich sąsiadów.

Jak widać, jest wiele powodów by zamienić klasyczne palenie marihuany na jej waporyzację. Aby jednak w pełni cieszyć się korzyściami płynącymi z waporyzacji należy zakupić odpowiedniej jakości waporyzator, co wbrew pozorom wcale nie jest zadaniem łatwym.

Jak wybrać dobry vaporizer?

Wybór pierwszego waporyzatora dla laika może być nie lada wyzwaniem. Choć w polskich sklepach znaleźć możemy setki modeli waporyzatorów, to jedynie część z nich jest urządzeniami, których można używać bez obaw o zdrowie. Doskonałym przykładem jest tu przywoływany już wcześniej Titan 2 Hebe. Jest to urządzenie wykonane przy pomocy najtańszych dostępnych materiałów, które nie spełniają jakichkolwiek norm bezpieczeństwa, przede wszystkim zaś nie są odporne na działanie wysokich temperatur towarzyszących waporyzacji i pod ich wpływem mogą się topić i wydzielać toksyczne opary. Dodatkowo zaś, brak odpowiedniej izolacji komponentów elektronicznych sprawia, że oprócz oparów topionego plastiku użytkownik jest narażony na wdychanie również gazów wydzielanych przez rozgrzane podzespoły elektroniczne i baterie.

Zdecydowana większość polskich sklepów nie ma jednak zahamowań przed sprzedażą tego typu urządzeń, z racji na niską cenę cieszących się w naszym kraju sporą popularnością. „Z punktu widzenia użytkownika zakup urządzenia takiego jak np. Titan 2 Hebe jest pozbawiony sensu – co z tego, że jest tani, skoro jest trujący. Zdecydowanie warto więc dołożyć do porządnego waporyzatora – choć będzie on droższy to jednocześnie będzie na tyle wydajny i oszczędny, że jego zakup szybko się zwróci.” – komentuje cytowany już wcześniej Ryszard Fazowski. Nie znaczy to jednak, że nie damy rady kupić bezpiecznego dla zdrowia waporyzatora w cenie 300 czy 500 zł – to jak najbardziej możliwe, wszystko jest kwestią jakości danego modelu. Jak więc odróżnić bezpieczny waporyzator od takiego, który może stanowić zagrożenie dla zdrowia?

Najprostszym sposobem jest wybranie sklepu, który urządzeń niskiej jakości po prostu nie oferuje – spośród polskich sklepów jest to np. sklep z vaporizerami VapeFully, specjalizujący się w waporyzatorach klasy premium, nadających się również do użytkowania marihuany w celach medycznych i spełniających w związku z tym najwyższe standardy bezpieczeństwa.

Waporyzacja to same korzyści!

Zamiana klasycznego palenia marihuany na jej waporyzację to w zasadzie same korzyści! Waporyzując nie tylko przestaniesz truć się dymem i zadbasz o swoje zdrowie. Będziesz też w stanie zaoszczędzić sporo pieniędzy w wydatkach na susz i o wiele łatwiej zachowasz dyskrecję. Przede wszystkim jednak, waporyzacja jest po prostu o wiele przyjemniejsza – większość osób, które mają okazję skorzystać z wysokiej klasy waporyzatora już nigdy nie wraca do klasycznego palenia!

Jeden z mieszkańców powiatu kłodzkiego zgubił w Kudowie Zdroju portfel, który uczciwy znalazca zaniósł na Policję. Funkcjonariusze oprócz dokumentów i pieniędzy znaleźli w nim marihuanę. Niewiele później policjanci w mieszkaniu właściciela tego portfela naleźli sporą ilość narkotyków. Było to blisko 350 porcji marihuany i amfetamina. Podejrzany za posiadanie środków odurzających odpowie teraz przed sądem.

Znalazca natknął się na portfel leżący na chodniku w centrum Kudowy Zdroju i postanowił przekazać go do najbliższej jednostki Policji. W środku, oprócz pieniędzy i dokumentów funkcjonariusze znaleźli także susz roślinny. Po przeprowadzeniu badania testerem okazało się, że jest to marihuana.

Policjanci pojechali do miejsca zamieszkania właściciela portfela i podczas przeszukania pomieszczeń ujawnili sporą ilość narkotyków. 36-letni mieszkaniec powiatu kłodzkiego środki odurzające ukrył pod biurkiem. Łącznie zabezpieczono blisko 350 porcji marihuany i amfetaminę. Policjanci znaleźli również wagę elektroniczną.

36-latek został zatrzymany w policyjnym areszcie i teraz usłyszy zarzuty za posiadanie narkotyków. Grozić mu może kara pozbawienia wolności do 3 lat.

 

asp. szt. Wojciech Jabłoński

Źródło: KPP w Kłodzku

 

Tak, to już jesień. Za oknem coraz chłodniej, a zmrok zapada co raz szybciej. Starając uchronić swój nosek przed zmarznięciem, popalamy to i owo, leniwie spędzając czas, pod kocykiem, w domowym zaciszu, rozmyślając przy tym… „A co by tu obejrzeć?”

Prezentujemy Wam 3 propozycje, poświęcone tematyce Zielonego Świata, o których mogłeś nie słyszeć. Wszystkie propozycje, w całości do obejrzenia na platformie Netflix.

1. Disjointed (Rodzina w oparach)

Gatunek:  Serial komediowy

Produkcja: USA

Zarys fabuły: Ruth Whitefeather Feldman prowadzi aptekę z medyczną marihuaną i zachęca swoich lojalnych pacjentów, by wyluzowali i cieszyli się odlotowym życiem.

2. Cannabis

Gatunek: Dramat, kryminał, gangsterski

Produkcja: USA, UK,

Zarys fabuły: Gdy wielki ładunek marihuany pada łupem złodziei, konsekwencje dotykają wszystkich zamieszanych w przemyt narkotyków z Maroka do Europy: zarówno grube ryby, jak i płotki.

 3. Green is Gold

Gatunek: Dramat, Kryminał, Kino niezależne

Produkcja: USA

Zarys fabuły: Kiedy ojciec 13-latka ląduje za kratkami, chłopak trafia do Karoliny Północnej pod opiekę swojego dawno niewidzianego brata, który trudni się uprawą marihuany.

Mamy nadzieję, że chociaż trochę pomogliśmy Wam w pozbyciu się jesiennej chandry. Niebawem zaprezentujemy kolejne propozycje filmów i seriali opisujących losy Zielonego Świata. Obiecujemy, że będą idealne na zbliżającą się wielkimi krokami… Zimę!

Zarysy fabuł zaczerpnięto z: upflix.pl

Niedawno porównywaliśmy dla Was MoonRocks i SunRocks, które zadziwiły nas swoim potencjałem Zielonej Strony Mocy. Dotychczas wszelkie koncentraty, woski i mixy nie osiągały poziomu przewyższającego 50-80% THC, aż do teraz. Poznaj krystaliczne THC-A!

Poznajcie krystaliczne THC-A, które uważane jest za najczystszą formę koncentratu THC.  Ekstrakcji udało się dokonać gronu naukowców, z manufaktury w Południowej Kalifornii. Wytworzenie skrystalizowanego THC-A wymaga bardzo zaawansowanego procesu.

W produkcie końcowym, wyglądającym jak klarowny kryształ górski, nie ma miejsca dla innych kannabinoidów, dlatego nie jest najlepszą opcją dla osób przyjmujących kannabinoidy w ramach terapii medycznej w porównaniu z tradycyjnymi kwiatami, bądź koncentratami takimi jak RSO(Rick Simpson Oil), które zazwyczaj zawierają pełną kompozycję kannabinoidów.

Skąd pomysł na krystaliczne THC?

W ostatnich latach liczba konsumentów odurzających się olejkami, woskami, rosinu i innych koncentratów wzrosła diametralnie, a najmocniejsze kwiaty, dostępne w sprzedaży w formie nasion, osiągają poziom 25-30% THC, który palacze kategoryzują jako odmiany o wysokiej zawartości substancji psychoaktywnych.

Dzisiejszy rynek oferuje nam olejki różnorakiej maści, o zróżnicowanym stopniu stężenia kannabinoidów.  Ekstrakty takie jak BHO/ROSIN, nawet w kombinacjach takich jak Moonrocks czy Sunrocks nie mają szans z kryształkami THC-A, które osiągają aż 99,9% THC!

Niemniej jednak, pacjenci stosujący głównie THC, już mogą cieszyć się, z najczystszej i najszybciej działającej opcji, właśnie dzięki kryształkom THC-A. Ponadto, ze względu na jego czystość, dawkowanie jest bardziej precyzyjne, podczas gdy w przypadku innych koncentratów istnieje pewna zmienność w sile każdej dawki.

Palacze rekreacyjni, którym dane było spróbować tego klarownego arcydzieła, przypominającego kryształki methamfetaminowe, donoszą, że haj jest bardzo intensywny, bardzo narkotyczno-mózgowy tzw. „cerebral high„, wynoszący umysł w niebiosa. Tak intensywnych efektów nie dają kwiaty żadnej odmiany.

System receptora śmierci nowotworowego aktywowany poprzez RSO. Wykazano, że receptory kannabinoidowe oddziałowują z innymi receptorami, w tym członami nadrodziny receptora martwicy nowotworów (TNFRS), w celu wywołania śmierci komórek rakowych.

Gdy kanabinoidy i ligandy indukujące śmierć – łącznie z ligandem wywołującym apoptozę związanym z TNF podaje się razem, wykazano, że in vitro działają synergistycznie i wykazują zwiększoną aktywność przeciwnowotworową!

Liganda Indykująca śmierć ( DL ) – to transbłonowe białko typu drugiego należącye do rodziny czynników martwicy nowotworów (TNF). Jego wiązanie z receptorem indukuje apoptozę ( zaprogramowaną śmierć komórek). Interakcje Ligandy i Receptorów Fas odgrywają ważną rolę w regulacji układu odpornościowego i progresji raka.

Wykazano, że pewne kanabinoidowe ligandy uwrażliwiają komórki rakowe i synergistycznie oddziałują z przedstawicielami TNFRS, co sugeruje, że kombinacja kannabinoidów z ligandami receptora śmierci (DR) indukuje dodatkową lub synergistyczną śmierć komórek nowotworowych.

System receptora śmierci nowotworowego

Apoptoza – to proces zaprogramowanej śmierci komórki, który występuje w organizmach wielokomórkowych. Zdarzenia biochemiczne prowadzą do charakterystycznych zmian w komórkach i śmierci, jest ściśle kontrolowanym, genetycznie zakodowanym procesem komórkowym, który ma zasadnicze znaczenie dla rozwoju embrionalnego, jak również prawidłowej homeostazy tkankowej. Apoptoza jest regulowana przez różne cząsteczki, takie jak czynniki wzrostu, cytokiny, białka wewnątrzkomórkowe i markery uszkodzenia komórek. Specyficzne cytokiny, czasami nazywane ligandami śmierci (DL), takie jak czynnik martwicy nowotworów-alfa (TNFα), CD95L (Fas), ligand indukujący apoptozę związaną z nekrozą (TRAIL) oraz białko 1A typu TNF-a (TL1A) i ich odpowiednie receptory należą do nadrodziny receptorów martwicy nowotworów (TNFRS) i są zdolne do wywoływania apoptozy ( śmierci tych komórek ) we wszystkich ich typach.

Istnieje co najmniej sześć różnych receptorów śmierci (DR), które są zdolne do wywoływania zewnętrznej śmierci komórek apoptotycznych poprzez aktywację Ligandy Indukującej śmierć dzięki receptorom.

Podwójna rola autofagii w przeżyciu komórki i śmierci komórki

Autofagia jest ściśle regulowanym, niszczącym, ale niekoniecznie śmiertelnym mechanizmem, dzięki któremu komórki usuwają lub odzyskują niepotrzebne lub toksyczne składniki komórki. Autofagia nie tylko usuwa i neutralizuje toksyczne lub nieprzydatne białka w komórkach, ale wydaje się również odpowiedzialna za eliminację uszkodzonych lub niefunkcjonalnych mitochondriów, proces zwany mitofagią.

Regulacja śmierci komórkowej wywołanej przez kannabinoidy lub DL może być krytyczna. Na przykład, wykazano, że terapia THC komórek nowotworowych prowadzi do śmierci komórek rakowych za pośrednictwem autofagii.

Większość badań in vivo na zwierzętach i klinicznych wykazuje, że kanabinoidy, niezależnie od ich pochodzenia i struktury, są zdolne do skutecznego hamowania wzrostu i inwazji komórek nowotworowych.

Chociaż liczba badań klinicznych oceniających skuteczność kannabinoidów u ludzi jest bardzo ograniczona, badania te zwykle wskazują, że kanabinoidy mogą być bezpiecznym i skutecznym wyborem w przypadku leków przeciwnowotworowych.

Zarówno kannabinoidy, jak i systemy DR są często regulowane w górę lub nadmiernie aktywowane w komórkach rakowych, co oznacza, że ​​ich ligandy mogą selektywnie indukować śmierć komórek nowotworowych samodzielnie lub w połączeniu z niską toksycznością w normalnej tkance.

Zatem, te receptory i ich ligandy mogą zapewniać skuteczne i selektywne cele i narzędzia do leczenia raka.

Ostatnie odkrycia wykazały, że leki kanabinoidowe są zdolne do selektywnego uwrażliwiania komórek nowotworowych, które mogą następnie ulec śmierci komórkowej za pośrednictwem Receptora Śmierci.

Mimo że podstawowe mechanizmy molekularne wciąż nie są dobrze poznane, stale rosnąca liczba dowodów in vitro i in vivo oraz przedklinicznych badań „proof-of-concept” silnie sugerują, że łączne ukierunkowanie systemów kannabinoidowych i Receptorów Śmierci może poprawić skuteczność kliniczną nad pojedynczym lekiem.

Ponieważ wykazano, że leki kannabinoidowe i nakierowane na Receptory Śmierci mają akceptowalny profil bezpieczeństwa, w porównaniu z innymi klinicznie środkami przeciwnowotworowymi, takie terapie również obiecują wywoływać mniej toksycznych efektów ubocznych.

 

Badanie: http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/1873-3468.12863/full

Więcej informacji na temat RSO znajdziesz tutaj: https://www.facebook.com/groups/MedyczneRSO/

 

 

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.