Nastolatka z Michigan rozdawała ciasteczka z marihuaną w zamian za głosy swoich rówieśników w konkursie na tytuł królowej Homecoming.

W sprawie Cheerleaderki z liceum w Michigan ruszyło śledztwo po rzekomych próbach zdobycia głosów do statusu królowej „Homecoming” poprzez rozdawanie ciastek zawierających THC.

Patrolman, Michael Prince z Departamentu Policji Hartford powiedział miejscowym mediom, że administracja szkoły zgłosiła ten incydent.

„Dyrektorka wspomniała, że ​​otrzymywała kilka doniesień od uczniów na temat ciastek, które mogły zawierać marihuanę”

– powiedział Prince.

Wpadła przez aplikację w smarfonie

Szkoła korzysta z aplikacji OK2Say, która umożliwia użytkownikom poufne przesyłanie informacji dotyczących bezpieczeństwa w szkole. Za pomocą tej właśnie apki szkoła otrzymała wskazówki na temat ciasteczek. Michael Prince zdradził, że jeden z użytkowników aplikacji napisał, że 17-letnia studentka przyniosła do szkoły ciasteczka z marihuaną i rozdała je graczom szkolnej drużyny piłkarskiej z okazji Homecoming, a te pozostałe rozdała uczniom, starając się tym samym kupić ich głosy aby ułatwić zdobycie tytułu Królowej Homecoming.

„Szkoła traktuje tę sprawę bardzo poważnie, przeprowadzają własne dochodzenie i właśnie zaczynają przekazywać zgłoszenia od ewentualnych zaangażowanych studentów lub świadków”

– powiedział Michael Prince

Oficer powiedział, że wygląda na to, że nastolatka przyniosła do szkoły w sumie 12 ciastek z marihuaną. Śledczym i pracownikom szkoły podobno  udało się odzyskać trzy babeczki brownies, które zostały wysłane do państwowego laboratorium kryminalnego w celu analizy i potwierdzenia, że ​​użyto w nich marihuany. Śledczy i administracja szkoły uważa, że dziewięć ciasteczek, które nie zostały odnalezione, mogły zostać spożyte przez uczniów.

Uczennica podejrzana o przyniesienie odlotowych słodkości do szkoły jest obecnie poza stanem, a jej matką zajęła się pomoc rodzinna. Policja planuje przeprowadzić wywiad z matką i uczennicą po powrocie do miasta. Nastolatkę może spotkać oskarżenie o zbrodnię za dystrybucję środków odurzających w szkole, która została wyznaczona jako strefa wolna od narkotyków.

„Będąc oficerem policji wydaje ci się, że widziałeś i słyszałeś już wszystko”

Prince powiedział, że nie jest był świadkiem żadnych podobnych incydentów, podczas swojej służby w organach ścigania w hrabstwie Van Buren.

Ostatnio Coca-Cola wyraziła zainteresowanie przestrzenią konopi. Czy następnym znanym napojem zawierającym konopie będzie Pepsi? Jak sugeruje dyrektor finansowy tej marki, Pepsi Cannabis Drink może pojawić się wkrótce

Pepsi to kolejna firma zajmująca się produkcją napojów, która wyraża swoje zainteresowanie marihuaną. W ubiegły wtorek dyrektor finansowy Hugh Johnston, dyrektor ds. napojów i przekąsek, ogłosił, że koncern rozważa wprowadzenie konopi indyjskich do swoich napojów, choć plany PepsiCo wciąż pozostają niejasne.

„Myślę, że patrzymy na to bardzo przychylnie, ale nie jestem gotowy by podzielić się z wami bardziej szczegółowymi planami”

– powiedział Johnston w rozmowie z CNBC.

PepsiCO ogłosiło prace nad swoim napojem dwa tygodnie po tym, jak jej historyczny rywal The Coca-Cola Company ogłosił podobne zainteresowanie konopiami indyjskimi, szczególnie w tworzeniu napojów wellness, ponieważ jej podstawowa demografia staje się bardziej świadoma dla zdrowia.

Pojawiły się spekulacje, że napój wellness Coca-Cola nasycony CBD byłby wynikiem partnerstwa z koncesjonowanym kanadyjskim producentem konopi – Aurorą. Jednak obie firmy nie potwierdziły jeszcze oficjalnie plotek dotyczących produkcji napojów na bazie konopi.

Bum na konopne napoje

Napój na bazie marihuany od Pepsi nie jest daleko idącą koncepcją, biorąc pod uwagę fakt, że wiele znanych firm produkujących napoje i konopie indyjskie wyraziło ostatnio zainteresowanie połączeniem obu tych branży.

Constellation Brands, największy dystrybutor alkoholu w Stanach Zjednoczonych, dużo zainwestował w Canopy Growth Corp., kolejnego licencjonowanego kanadyjskiego dostawcę  i sugerował, że piwo z konopi pojawi się już niebawem. Inna prywatna firma, Province Brands, ogłosiła w lipcu, że stworzyli piwo konopie w całości wyprodukowane z nasion, łodyg i łodyg, czyli produkcie ubocznym przy produkcji konopi indyjskich. W ostatnich latach sprzedaż suszu marihuany znacznie się zmniejszyła, ponieważ wzrosła sprzedaż artykułów spożywczych i innych alternatywnych form konsumpcji.

Przedsiębiorcy zajmujący się konopiami indyjskimi w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie w dużej mierze przewidują, że przestrzeń z napojami konopnymi ma znaczny potencjał do wzrostu. Napój na bazie marihuany, czy to od Pepsi, czy od Coca-Coli, może być strzałem w dziesiątkę.

Byli światowi przywódcy wzywają do globalnej legalizacji, swój apel uzasadniają tym, że według nich obecna polityka narkotykowa zawiodła.

Raport

Grupa złożona m.in. z dwunastu byłych szefów państw wezwała do legalizacji narkotyków na całym świecie, ponieważ wojna z narkotykami „nie powiodła się” – czytamy w raporcie opublikowanym pod koniec zeszłego miesiąca. Raport „Rozporządzenie: Odpowiedzialna Kontrola Narkotyków” opracowany przez Globalną Komisję ds. Polityki Narkotykowej wykazał, że strategia aresztowania handlarzy czy producentów zakazanych substancji przynosi efekty odwrotne od zamierzonych. Zamiast tego rządy powinny wprowadzić nowe regulacje dot. polityki narkotykowej i w skali globalnej odejść od polityki zakazywania i karania.

Wzrasta popyt i podaż

„Obecna polityka narkotykowa nie zmniejsza popytu ani podaży nielegalnych narkotyków, wręcz przeciwnie. Jednocześnie dzieki obecnemu prawu możliwy jest rozkwit przestępczości zorganizowanej, taka jest smutna rzeczywistość.”

– mówi Ruth Driefuss, były prezydent Szwajcarii i przewodniczący komisji. Po czym dodaje:

„Przejmując kontrolę nad nielegalnymi rynkami narkotykowymi, rządy mogą osłabić potężne grupy przestępcze, które rozwinęły się pomimo dziesięcioleci wysiłków zmierzających do ich wyeliminowania”

Sprawa meksykańska

Komisja postanowiła opublikować raport w Meksyku, którego grupy przestępcze są czołowymi dostawcami heroiny, metamfetaminy, kokainy i marihuany do Stanów Zjednoczonych, a przemoc związana z gangami doprowadziła do morderstw na rekordowym poziomie.

„Meksyk jest najważniejszym krajem w walce z narkotykami”

– powiedział były kolumbijski prezydent Cesar Gaviria. Najnowsza historia Meksyku jest przykładem twierdzenia, że aresztowania producentów i handlarzy narkotykami, mają niewielki wpływ na ich podaż i mogą zwiększać przemoc.

Nieco ponad 10 lat temu Meksyk nasilił swoją walkę z gangami narkotykowymi wysyłając wojsko do walki z przemytnikami i dilerami. Podczas gdy tuziny szefów zostały schwytane lub zabite, liczba gangów działających w Meksyku zwiększyła się, a nowi przywódcy wkroczyli do gry i zaczęli brutalnie walczyć o terytorium i wpływy.

Komisja zaleca rządom otwarte procesy partycypacyjne w celu ukształtowania nowych regulacji. Meksykański prezydent-elekt Andres Manuel Lopez Obrador już zaczął przeprowadzać przeglądy w ratuszu dotyczące przemocy i omawiać potencjalną „amnestię dla pokojowych handlarzy narkotyków i rolników”.

Członkowie jego zespołu powiedzieli, że Meksyk będzie oceniał tworzenie legalnych rynków dla marihuany i opium. W raporcie wezwano do renegocjacji międzynarodowych traktatów, które stworzyły „represyjną” strategię, w której użytkownicy narkotyków i sprzedawcy niewielkich ilości zmagają się ze sztywnymi karami więzienia. Jednocześnie zauważa też, że narody są dalekie od globalnego konsensusu.

 

W ubiegłym tygodniu legenda hip-hopu, Dr. Dre, weszła do legalnego przemysłu konopi indyjskich w porozumieniu z kanadyjskim gigantem Canopy Growth Corp. Firma oferować ma wszystko to, co związane jest ze Światem Palaczy, ale czy marka Chronic by Dre była planowana bez zgody Dr. Dre?

Zgłoszenie znaku towarowego zostało dokonane przez spółkę Tweed, zależną od Canopy, dla konopnej marki „Chronic by Dre”.

Marka „Chronic by Dre” była planowana bez zgody Dr. Dre

Jak donosi Marijuana Moment, dwa dni później koncern Canopy przeprosił dr Dre i wycofał znak towarowy „Chronic by Dre”. Jak twierdzi kierownictwo Canopy Growth, konopie indyjskie nie mają żadnego związku z Dre, nie posiadamy nawet prawa do jego nazwiska. Firma i twierdzi, że zgłoszenie było błędem popełnionym przez członka ich personelu.

„Nasi pracownicy są zachęcani do myślenia o nowych i ekscytujących znakach towarowych”

– powiedział Jordan Sinclair, wiceprezes Canopy ds. Komunikacji w oświadczeniu dotyczącym „Chronic by Dre”.

 „W tym przypadku pracownik w pośpiechu zgłosił markę do rejestracji znaku towarowego. Oczywiście powinno to zostać zauważone, ale nie zostało. To ogromny błąd z naszej strony.”

Oświadczenie dotyczące znaków towarowych Canopy dotyczyło wszelkiego rodzaju produktów związanych z konopiami, od akcesoriów do palenia, kosmetyków, kwiatów marihuany, płynów, olejków i sprayów doustnych po zabawki dla psów, fartuchy laboratoryjne i spinki do mankietów, oraz innymi dziwacznymi towarami.

Szkoda, że ​​Canopy Growth nie skontaktowało się z Dre w związku z tym pomysłem, biorąc pod uwagę to, jak dobrze brzmiąca jest nazwa „Chronic by Dre” dla marki konopnej. Jest to zarówno nawiązanie do debiutanckiego albumu raperki z 1992 roku „The Chronic”, jak nazwiązaniem do znanej, medycznej odmiany – Chronic.

Coraz więcej raperów wchodzi na legalny rynek konopi. Snoop Dogg od 2015 roku jest właścicielem linii produktów Canna Growth lub Snoop Leafs. Ostatnio Tyga ogłosił, że wyda własny szczep i na pewno rozważy więcej opcji, biorąc pod uwagę, jak integralną jest kultura cannabis i kultura hip-hopowa.

Śledztwo w sprawie restauracji podającej marihuanę homarom ruszyło zaraz po tym, jak informacja o lokalu została nagłośniona przez media całego Zielonego Świata. Postanowiliśmy przyjrzeć się bardziej całej sprawie.

Na temat lokalu Charlotte’s Legendary Lobster Pound w miejscowosći Maine, specjalizującego się w serwowaniu homarów pisaliśmy jakiś czas temu. O restauracji zrobiło się głośno, kiedy właścicielka, Charrlottes Gill postanowiła w humanitarny sposób uśmiercać homary, podając im marihuanę w celu redukcji ich stresu przed wrzuceniem do wrzącej wody.

„Jeśli zamierzamy odebrać życie, mamy obowiązek robić to jak najbardziej humanitarnie, a różnica w samym mięsie jest niewiarygodna”

-powiedziała Gill w rozmowie z lokalną gazetą “Mount Desert Islander“.

Dochodzenie w sprawie restauracji podającej marihuanę homarom

Nagłośnienie przez media całej sytuacji zwróciło uwagę organów regulacyjnych państwa. Program inspekcji zdrowia w Maine postanowił zbadać tę praktykę, potwierdzł rzecznik Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej.

Pani Gill jest zarejestrowanym użytkownikiem medycznej marihuany i posiada licencję na ich uprawę. To właśnie tę marihuanę wykorzystuję do „odurzania” homarów, co oczywiście jest niemożliwe jak wspominaliśmy w naszym pierwszym tekście dotyczącym restauracji w Maine.

THC nie ma żadnego wpływu na homary czy inne skorupiaki, ponieważ jak mówią badania naukowe, system endo-kannabinoidowy występuje tylko i wyłącznie u kręgowców. Według opinii portalu WEEDNEWS, cała akcja miała charakter marketingowy.

Według rzecznika programu Maine Medical Marijiana – Davida Heidricha – używanie marihuany było a bardzo nieodpowiednie.

„Medyczną marihuanę można uprawiać i podawać tylko osobom z rekomendacją od wykwalifikowanego lekarza, homary nie są ludźmi!”
– powiedział David Heidrich

Homar „na haju” znika z menu

Restauracja tymczasowo zaprzestała sprzedaży, jak nazywa to pani Gill „High Class Lobster”, ale ma ogromne nadzieje, że będzie w stanie zaoferować je ponownie.

„Po skontaktowaniu się z państwem i po przeanalizowaniu jego obecnych przepisów i kodeksów obowiązujących na tej arenie, a następnie drobnych poprawek w naszej procedurze, jesteśmy całkowicie pewni, że będziemy mogli postępować zgodnie z planem. Mięso z odurzonego homara jest obecnie niedostępne i nie spodziewamy się, że w tych okolicznościach powróci szybko”

– powiedziała Charlotte Gill.

Gill ma nadzieję, że do połowy października będzie mogła zacząć ponowną sprzedaż „Wysokiej Klasy Homarów”. Oczekuję również, że do tego czasu  będzie w stanie zastosować się do wszystkich przepisów stanowych, ale zdradza też, że inspektorzy nadal mogą nie dopuszczać do akceptacji jej planów.

Polacy próbowali przemycić pół tony haszyszu do Danii. Wieloetapowe czynności operacyjne pozwoliły na ustalenie zaplanowanego wcześniej przemytu znacznej ilości środków odurzających na granicy Niemiecko-Duńskiej.

Wspólne działania polskich funkcjonariuszy z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową Komendy Miejskiej Policji w Gdańsk oraz duńskiej policji doprowadziły do zatrzymania dwóch osób, które podejrzane były o przemyt haszyszu. Z zebranych materiałów wynikało jasno, że do przemytu  ma dojść na granicy niemiecko- duńskiej na początku września tego roku. Docelowo haszysz trafić miał na rynek skandynawski.

Przemytnicy zostali zatrzymani zaraz po przekroczeniu granicy przez tamtejszych policjantów. Podczas przeszukania samochodu, którym poruszało się dwóch mężczyzn w wieku 22 i 33-lat, duńscy funkcjonariusze postanowili zajrzeć do sporych kartonach po chipsach, w których zamiast chrupiących przekąsek znajdowało się 480 kilogramów „czekolady”. Policjanci szacują, że wartość zarekwirowanego haszyszu wynosi blisko 19 mln złotych.

Kiedy duńscy funkcjonariusze maglowali naszych rodaków, polscy policjanci w tym samym czasie dokonywali rewizji mieszkań zatrzymanych mężczyzn. W jednym z nich znaleziono ponad 800 sztuk tabletek ecstasy oraz przedmioty, które utwierdzały policjantów o udziale mężczyzn w nielegalnej działalności. Zatrzymana została również 23-letnia kobieta, która przebywała w jednym z mieszkań.

Śledztwo nadzoruje Prokuratura Regionalna w Gdańsku, ale zatrzymani obywatele Polski są obecnie w dyspozycji duńskiego wymiaru sprawiedliwości, o ich losie zadecyduje tamtejszy sąd. Może im grozić kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Zakaz sprzedaży i konsumpcji CBD w Hiszpanii. W tamtejszym prawodawstwie zaszły istotne zmiany jeśli chodzi o sprzedaż CBD oraz produktów z jego zawartością. Czy Polscy producenci i dystrybutorzy mają się czego obawiać?

Zakaz sprzedaży i konsumpcji CBD w Hiszpanii.

31 sierpnia tego roku w Hiszpanii stwierdzono, że w ich prawodawstwie RD1487/2009 i RD130/2018 oraz rozporządzeniu europejskim uważa się CBD za „nowy, nieautoryzowany środek spożywczy”, więc wszystkie produktu zawierające CBD po za kosmetykami, zostały zablokowane i wycofane ze sprzedaży do czasu rozporządzenia UE 2015/2283. Wydano także zakaz spożywania CBD przez ludzi.

Produkty zawierające CBD są sprzedawane jako suplementy żywnościowe. Jednak zgodnie z hiszpańskim prawem suplementy diety mogą zawierać tylko witaminy lub minerały, a nie rośliny.

WHO potwierdza zerową toksyczność CBD

Po raporcie Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w którym stwierdzono brak toksyczności tego kannabinoidu, mamy ogromne nadzieję, że to tylko procedura, która potrwa dopóki Unia Europejska nie ureguluje i nie umieści CBD na liście „Nowej Autoryzowanej Żywności”.

Kilka miesięcy temu, badanie, które eksperci przeprowadzali przez 10 lat, skończyło się stwierdzeniem, że kannabinoidol (CBD) jest bezpieczną substancją pochodzenia roślinnego, niewykazującej żadnych oznak toksyczności. Parlament Unii Europejskiej powinien jak najszybciej uregulować sprawy związane z CBD w oparciu o te założenia i traktować konopie oraz ich ekstrakty tym czym są, czyli naturalnego pochodzenia suplementem, a może odważmy się powiedzieć – produktem należącym do grupy super żywności!

Ta super żywność wytworzy bardzo ważny ruch gospodarczy w Europie w następnych latach. Wyjdzie z cienia i uwidoczni się, tocząc zaciętą walkę o kontrolę nad dystrybucją CBD jako grupa, która walczy o normalizację napiętnowanej rośliny, która nigdy nie spowodowała śmierci na skutek jej konsumpcji i nigdy nie zostało to udokumentowane.

„Zwracamy sie do właściwych władz Hiszpanii, aby przejęły kontrole nad przemysłem farmaceutycznym oraz w pełni kontrolowały CBD. Zastanówmy się poważnie nad blokowaniem rośliny, która jest stosowana od tysiącleci jako produkt pewny i zdrowy. Nie zapomnijmy też, że mówimy o roślinach, które zostały zatwierdzone przez nasze prawo jako legalne.”

Czy Polscy przedsiębiorcy mają powody do obaw?

Oczywiście, że tak. Prawo Unijne dotyczy całej wspólnoty, czyli również Polski. Rozporządzenie Unii Europejskiej zakazuje całkowitej produkcji oraz dystrybucji CBD oraz produktów zawierających ten kannabinoid. Mimo to wiele sklepów i producentów wciąż funkcjonuje i reklamuje swoje produkty.

Rynek hiszpański jak i polski ma ogromny apetyt na suplementy diety oparte na CBD, które nie są zaspokajane przez wiele innych dietetycznych produktów roślinnych. Możliwości produktów CBD są wyraźnie widoczne nie tylko Hiszpanii czy Polsce, ale w całej Unii Europejskiej, jest to skomplikowana arena prawna, która wymaga ostrożności.

Mamy również nadzieje, że nie są to ruchy koncernów farmaceutycznych, które próbują w ten sposób zmonopolizować produkcję i dystrybucję produktów z zawartością CBD w Hiszpanii lub całej Europie.

Właśnie rozpoczął się proces księdza, który uprawiał marihuanę na plebani oraz posiadał ciasteczka z jej zawartością. Jaki wyrok czeka duchownego – Dariusza T.?

Przypomnijmy

Jak pisaliśmy w kwietniowym artykule – Dariusz T. był wikarym w gorzowskiej parafii pw. św. Wojciecha. Przed świętami Wielkanocnymi odwiedzili plebanie mieszczącą się przy parafii ulicy Gwiaździstej w Gorzowie policjanci złożyli wizytę Wikariuszowi ujawniając przy nim ciasteczka, które po zbadaniu potwierdziły podejrzenia policjantów – były to ciasteczka z marihuaną. Po za ciasteczkami, policjanci odkryli również profesjonalnie przygotowaną uprawę konopi indyjskich.

Na trop księdza ogrodnika policjanci trafili dzięki obserwacji witryny sklepu internetowego oferującego nasiona oraz sprzęt do uprawy roślin w domu. Oczywiście ksiądz uprawiał marihuanę na własny użytek, ponieważ chciał w ten sposób zniwelować koszta jakie ponosił wydając niemałą kasę u swojego dilera.”

O tym jak bezpiecznie zamawiać nasiona i sprzęt uprawowy możecie przeczytać tutaj.

Proces księdza

Po nagłośnieniu w mediach sprawy zatrzymania duchownego, który uprawiał konopie indyjskie, biskup diecezjalny zasugerował Dariuszowi T. by ten wycofał się z posługi duszpasterskiej, aż do jej wyciszenia.

28 września 2018 w Sądzie Rejonowym w Gorzowie ruszył proces księdza, który do winy przyznał się już wcześniej, w trakcie trwającego wówczas dochodzenia. W trakcie rozprawy oskarżony poprosił o dobrowolne poddanie się karze, a jego obrońca wniósł o wymierzenie grzywny w wysokości 12,5 tysiąca złotych. Sąd nie przychylił się do tego wniosku, a proces odbył się. W nielegalnym procederze wikariuszowi pomagał znajomy – Franciszek D, który również zasiadł na ławie oskarżonych.

„Nie lubię palić marihuany, ale palenie relaksuje mnie i sporadycznie palę ją. Dlatego, aby obniżyć koszty postanowiłem wyhodować swoją marihuanę (…) Wypaliłem prawie wszystko z tego pierwszego siewu”

– tłumaczył w trakcie rozprawy Dariusz T.

„Swojego dilera w kontaktach w telefonie nazwałem Judaszem”

– dodaje oskarżony ksiądz

W nielegalnym procederze wikariuszowi pomagał jego znajomy – Franciszek D, który również zasiadł na ławie oskarżonych.

Prokurator Mariola Sienkiewicz podczas rozprawy domagała się dla księdza kary ośmiu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata. Finalny wyrok sąd ogłosi w pierwszym tygodniu października.

StatCan, organizacja stojąca za powszechnym spisem kanadyjskim i setki innych programów gromadzenia danych crowdsourcowanych, przewiduje, że legalna sprzedaż marihuany w Kanadzie może sięgnąć 1,02 miliarda dolarów od momentu otwarcia rynku detalicznego, który ma mieć miejsce 17 października, do końca tego roku.

StatCan wyprowadził swoje dane szacunkowe z IV kwartału z danych o ludności ze spisu ludności i statystyk z badania National Cannabis Survey. Poza niezwykłą prognozą sprzedaży, StatCan szacuje także dramatyczne odejście konsumentów od nielegalnego rynku, jako masowego przejścia konsumentów do legalnych zakupów.

1 miliard dolarów wydanych na marihuanę w 10 tygodni

Kanadyjczycy mogą wydać ponad 1 miliard dolarów na legalną trawę w 10 tygodni od jej zalegalizowania. Statystyka Prognoza sprzedaży zioła w Kanadzie za 1 mld USD nie jest liczbą roczną. Zamiast tego organizacja szacuje, że kanadyjscy konsumenci marihuany wydadzą taką sumę na trawkę w ciągu ostatnich 10 tygodni roku.

Suma, jaką przewiduje StatCan nie jest tym, czego firma oczekuje od Kanadyjczyków. Przecież 1 miliard dolarów to tylko suma legalnej sprzedaży. Dodając dodatkowe 250 do 315 milionów dolarów na nielegalne zakupy konopi indyjskich, dopiero wtedy mamy pełny obraz prognozowania ogólnych wydatków na marihuanę.

Rynek legalny i nielegalny

Rosnące zapotrzebowanie na legalne konopie indyjskie obejmuje obecnie około 5,5 miliona konsumentów w Kanadzie. StatCan przewiduje, że 1,7 miliona ludzi będzie nadal kupować konopie indyjskie na czarnym rynku po wprowadzeniu legalizacji. Oczywiście są to szacunki oparte na ankietach i danych spisowych. Wszystko zależy od tego, ilu konsumentów marihuany dokonuje zmiany i jak wiele nowych konsumentów wprowadza legalizacja tej używki.

Nielegalny rynek nadal będzie stanowił znaczącą część sprzedaży konopi indyjskich. Sama wartość miliarda dolarów, która może wynosić zaledwie 815 milionów dolarów, jest wystarczająca. Ale w kontekście danych z początku tego roku, w okresie poprzedzającym legalizację, powstaje ciekawy obraz. Według danych statystycznych opublikowanych przez Statistics Canada w drugim kwartale, Kanadyjczycy wydali 5,7 miliarda dolarów na konopie indyjskie.

Kluczem do danych nie jest legalna, a nielegalna sprzedaż. Z 5,7 miliarda dolarów (w ujęciu rocznym), 85 % sumy, czyli około 4,8 miliarda dolarów było związanych z nielegalnymi zakupami. Medyczne zakupy marihuany stanowiły pozostałą część. Ma to sens, ponieważ niezawodna sieć kanadyjskich aptek w Kanadzie zaspokajała potrzeby konsumentów przed legalizacją.

Przyszły obraz legalizacji

Patrząc jednak w przyszłość, po prognozach dotyczących legalizacji, StatCan twierdzi, że sprzedaż nielegalna zacznie znacząco spadać, z 1,2 miliarda dolarów  do około 300 milionów dolarów po legalizacji w około 6 miesięcy.

Ten zwrot oznaczać będzie ogromną zmianę na kanadyjskim rynku konopi indyjskich. Nielegalna sprzedaż może nadal stanowić 24 procent lub więcej całkowitej sprzedaży marihuany po 17 października, czyli dniu wprowadzenia legalnej sprzedaży konopi indyjskich, ale to oczywiście znacznie mniej niż wspomniane 85 procent.

Wydaje się jednak, że w danych są pewne drobne niespójności. Jeśli w Kanadyjczycy wydaliby ponad 1,5 miliarda dolarów na marihuanę (głównie nielegalną), co może uzupełnić lukę między miliardem szacowanych przez StatCan szacunków legalnego biznesu, a marną sprzedażą o wartości 315 milionów dolarów? To jest kilkaset milionów dolarów, które wciąż nie są uwzględnione w bieżących szacunkach. Niezależnie od tego, czy siła nabywcza w dalszym ciągu zasila czarny rynek, czy przekierowuje do legalnych transakcji z konopi indyjskich.

Smak pary z waporyzatora jednych zachwyca, innym nie do końca odpowiada. Rzecz w tym, że smak ten może być bardzo zróżnicowany. Jakie czynniki mają wpływ na smak uzyskiwanej pary? Jesteś ciekawy jak smakuje  para z waporyzatora lub najpopularniejsze zioła używane do inhalacji? Czytaj dalej!

Waporyzacja – dobry start to podstawa!

Pierwsze użycie waporyzatora to zdecydowanie ekscytująca chwila. Wielu użytkowników zaraz po wyjęciu urządzenia z pudełka napełnia jego komorę zioła i rozpoczyna inhalację – to poważny błąd! Zanim zaczniemy inhalację powinniśmy bowiem wykonać burn-off, czyli „przepalenie”. O co dokładnie chodzi?

Burn-off polega na uruchomieniu urządzenia, wybranie maksymalnej dostępnej temperatury i pozostawieniu go tak na kilka minut. Ma to na celu usunięcie wszelkich pozostałości po procesie produkcyjnym, takich jak resztki olejów z maszyn fabrycznych. Zasada ta obowiązuje jeśli chodzi o każdy vaporizer stacjonarny oraz przenośny – od tej reguły nie ma wyjątków! Burn-off pozwala pozbyć się zanieczyszczeń i zapewnia optymalny smak pary gdy już zaczniemy korzystać z naszych ziół.” – wyjaśnia ekspert z zakresu waporyzacji, Ryszard Fazowski z firmy VapeFully.

„Przepalenie” to prosta czynność, o której trzeba pamiętać. Jeśli zaczynamy przygodę z waporyzacją i zapomnimy o „przepaleniu” to możemy się do niej skutecznie zniechęcić. Pozostałości produkcyjne mogą bowiem sprawić, że para wydobywająca się z urządzenia będzie mieć plastikowy czy silikonowy posmak, który całkowicie zniknie jeśli przed pierwszym użyciem wykonamy burn-off. Oczywiście dotyczy to jedynie bezpiecznych dla zdrowia waporyzatorów. Niektóre modele, jak np. Titan 2 Hebe nawet po wykonaniu „przepalenia” mogą topić się podczas inhalacji i wydzielać toksyczne opary. Podsumowując, inhalacja odpowiednim urządzeniem jest nie tylko bezpieczna dla zdrowia, ale również znacznie smaczniejsza.

Jak rozpoznać bezpieczne urządzenie? Lepiej powierzyć to specjalistom! Sklep z waporyzatorami VapeFully oferuje najwyższej jakości urządzenia, dzięki czemu mamy pewność, że jakikolwiek waporyzator kupimy, będzie on bezpieczny. Ponadto, jeśli nie możemy się zdecydować na konkretny model, eksperci zatrudnieni w VapeFully bezpłatnie oraz profesjonalnie pomogą nam dokonać wyboru.

Materiały i typ ogrzewania a smak pary

Rozróżniamy waporyzatory konwekcyjne oraz kondukcyjne. Urządzenia konwekcyjne, jak np. Volcano Vaporizer ogrzewają susz strumieniem gorącego powietrza, zaś kondukcyjne rozgrzanymi ściankami komory. Z reguły to waporyzatory kondukcyjne dostarczają mniej smacznej pary. Dlaczego tak jest?

„W urządzeniach kondukcyjnych, jak np. DaVinci IQ Vaporizer susz ogrzewany jest ściankami komory. Materiał, z którego wykonana jest komora grzewcza może mieć więc wpływ na jakość pary. Na marginesie mówiąc, DaVinci IQ jest wyjątkiem wśród modeli kondukcyjnych – dostarcza pary o świetnym smaku. Z kolei w przypadku urządzeń konwekcyjnych para jest produkowana za sprawą gorącego powietrza przepływającego przez susz. W związku z tym materiał, z którego wykonana jest komora, ma mniejszy wpływ na smak pary. Ponadto, coraz więcej urządzeń konwekcyjnych posiada całkowicie szklaną ścieżkę pary, niektóre z  nich posiadają też szklaną komorę na susz, a jak wiemy szkło jest materiałem, który w żaden sposób nie wpływa na smak.” – dodaje ekspert z VapeFully.com/pl.

Czyszczenie vaporizera – czy to ważne?

Warto pamiętać, że niezależnie od rodzaju waporyzatora nie uzyskamy smacznej pary jeśli będzie on brudny. Niestety czyszczenie jest czynnością, o której zapomina wielu użytkowników waporyzatorów.

Bezpośrednio po każdym użyciu należy usunąć zużyty susz z komory, zaś po ostygnięciu urządzenia warto przetrzeć wyciorem sitko umieszczone pod ustnikiem oraz komorę na susz. Podczas użytkowania naszego urządzenia na elementach mających kontakt z parą z czasem pojawiają się zabrudzenia – jest to efekt zjawiska kondensacji: ciepła para kondensuje się na chłodniejszy elementach. Z tego względu, raz na jakiś czas trzeba pamiętać o tzw. głębokim czyszczeniu. Polega ono na wyczyszczeniu wszystkich elementów waporyzatora, z którymi ma kontakt para.

Lepka i kleista warstwa jest łatwa do usunięcia, gdy użyjemy do czyszczenia odpowiedniego preparatu. Niekonieczne muszą to być najdroższe płyny, zwłaszcza, że nie zawsze przynoszą one dobre efekty. Preparat VapeCleaner jest niedrogi, a dzięki niemu szybko i bezproblemowo wyczyścimy nasz vaporizer.

Produkt do waporyzacji ma znaczenie!

W zależności od rodzaju waporyzowanego materiału, para będzie mieć inny smak, zatem może nam smakować mniej lub bardziej.

Przykładowo, waporyzując miętę uzyskamy niezwykle orzeźwiający smak i przyjemnie chłodne uczucie w jamie ustnej. Popularny rumianek będzie smakować bardziej wyraziście niż podczas picia naparu. Smak lawendy będzie bardzo intensywny, a popularne zioła, jak np. rozmaryn mogą nas pozytywnie zaskoczyć.

Coraz częściej użytkownicy waporyzatorów inhalują susz CBD, czyli ziele konopi siewnych. Konopie siewne są całkowicie legalne w Polsce, a stężenie THC wynosi w nich poniżej 0,2%. To gwarantuje brak jakichkolwiek efektów psychoaktywnych, więc ich stosowanie jest w pełni bezpieczne oraz nie zaburza normalnego funkcjonowania.

W zależności od jakości suszu CBD oraz gatunku konopi siewnych, smak może się diametralnie różnić. Najtańsze konopie siewne są ubogie w aromatyczne związki, więc inhalacja przy ich pomocy nie będzie zbyt przyjemna. Wysokiej jakości susz konopi siewnych, jak np. od firmy Idrogrow sprawi, że nasze inhalacje będą niezwykle aromatyczne i ciekawe.

Produktami pozyskiwanymi z konopi siewnej są także koncentraty CBD czy CBD Hash. Oprócz smacznej pary, koncentraty CBD dostarczą błyskawicznego działania kannabinoidów. Koncentraty są bowiem ekstraktami z konopi siewnych, w których kannabinoidy mogą stanowić nawet do 99%. Oba te produkty możemy waporyzować w uniwersalnym urządzeniu do suszu i koncentratów, jak np. Mighty Vaporizer, z kolei z koncentratów możemy korzystać także w waporyzatorze przystosowanym jedynie do koncentratów.

Aromatyczna para z waporyzatora

Smak pary zależy od wielu czynników – aby był on jak najbardziej aromatyczny warto zadbać o czysty waporyzator oraz odpowiednie produkty do inhalacji. Zarówno jeśli chodzi o waporyzatory, zioła do inhalacji czy produkty CBD sklep VapeFully oferuje szeroki wybór produktów najwyższej jakości.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.