Kryminalne Zagadki Zielonego Świata

Szczytnicka policja ujawniła ponad 150 krzewów konopi indyjskich. Zaklinacz Konopi wpadł podczas prac na plantacji podczas pielęgnacji swoich roślin.

33 letni mieszkaniec Warszawy usłyszał zarzut uprawy ponad 150 krzewów konopi indyjskich. Plantacja miała mieścić się na terenie gminy Szczytno.

Podczas działań realizacyjnych związanych z namierzeniem na przyleśnych nieużytkach gminy Szczytno plantacji konopi indyjskich, policjantom udało złapać plantatora na gorącym uczynku podczas prac prowadzonych w nielegalnym ogródku. Z zeznań policjantów wynika, że mieszkaniec warszawy był bardzo staranny i dokładny.

Kryminalni działali bardzo dyskretnie, dzięki czemu podejrzany bez obaw poruszał się z latarką na szyi pośród aromatycznych krzewów. Chwile później został zatrzymany i skuty w kajdanki niczym niebezpieczny kryminalista.

Zaklinacz Konopi wpadł podczas prac

Plantator głaskał swoje rośliny pieszczotliwie szepcząc przy tym „ale małe urosłyście. Mężczyzna był w kompletnym zaskoczeniu, nie spodziewał się wizyty smutnych panów w swoim zaczarowanym ogrodzie, gdzie czuł się bardzo pewnie. Jak twierdzi sam ogrodnik – jeżeli okazuje się roślinom serce one odpłacają dorodnym wyglądem. Szkoda, że serca nie okazali smutni panowie kiedy zakuwali go w kajdanki.

Podczas wyjaśnień zatrzymany plantator tłumaczył, że w tym miejscu znalazł się całkiem przypadkiem bo jak twierdzi wybrał się on na spacer z Warszawy!

„Troskliwy Ogrodnik” został osadzony w policyjnej celi, a jego zaczarowany ogródek został zabezpieczony. We wtorek 33 latek usłyszał zarzut uprawy ponad 150 krzewów konopi innej niż włókniste. Za taki czyn przewidziana jest kara do 8 lat pozbawienia wolności.

Śląskie: Bus pełen marihuany, policja przejęła 130 kg. suszu. Śląscy policjanci ds. przestępczości narkotykowej zatrzymali dwóch mężczyzn jadących busem w którym przewozili oni 130 kg marihuany. Czarnorynkowa wartość nielegalnego suszu, to blisko 4 miliony złotych. Zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani.

Kryminalni z wydziału antynarkotykowego katowickiej komendy wojewódzkiej, pracowali nad sprawa od jakiegoś czasu. Uzyskali informację o tym, że mężczyźni mogą przewozić znaczne ilości środków odurzających. W związku z informacją, że mężczyźni mogą posiadać także broń palną, do akcji zatrzymania zaangażowano śląskich antyterrorystów.

Policyjna realizacja odbyła się na terenie powiatu pszczyńskiego. Wewnątrz busa, stojącego na terenie posesji należącej do jednego z mężczyzn, policjanci znaleźli kartonowe pudła, w których było łącznie 130 kg marihuany. Jest to największa jednorazowa ilość narkotyków, zabezpieczona w tym roku na Śląsku. Ich czarnorynkowa wartość szacowana jest na blisko 4 miliony złotych, jednak w hurcie byłoby to ok 2-2.5 miliona złotych.

Decyzją Sądu Rejonowego w Pszczynie obaj zatrzymani zostali tymczasowo aresztowani na trzy miesiące. Sprawa ma charakter rozwojowy, gdyż śledczy ustalają skąd pochodziły i do kogo miały trafić zabezpieczone narkotyki.

Wyrok dla Bonusa RPK.  Znany Warszawski raper Oliwier R. znany pod pseudonimem Bonus RPK w Piątek usłyszał wyrok za handel narkotykami oraz udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Grozi mu do 5 i pół roku odsiadki.

Zatrzymanie ma związek ze sprawą rozbicia zorganizowanej grupy kierowanej przez Marka Cz. ps. Rympałek, który po wielu latach odsiadki postanowił wrócić do przestępczego procederu.

Wyrok dla Bonusa RPK

Przeciw Oliwierowi R. nie ma żadnych dowodów, jedyne co na nim ciąży to zeznania skruszonych gangsterów tzw. „małych świadków koronnych”. Nie ma przeciw niemu żadnych dowodów, transakcji, podsłuchanych rozmów, z których można by było wywnioskować nielegalne działania. Nie znaleziono przy nim również żadnych środków odurzających

Jak pamiętamy, Bonus był już aresztowany w 2005 roku, gdzie spędził osiem miesięcy. Wraz opuszczeniem przez niego zakładu karnego, wydana została jego najnowsza płyta „Losu Kowal”. Na tej płycie artysta bezpośrednio nawiązuje do swoich zarzutów, obciążających zeznań oraz pobycie w zakładzie karnym.

Co dalej z Bonusem?

Po procesie, który odbył się w ten Piątek, Bonus usłyszał wyrok 5 i pół roku pozbawienia wolności za wprowadzenie do obiegu 25kg marihuany oraz mniejszych ilości kokainy. Wyrok wydał Sąd Warszawa-Wola.

Dodatkowo sąd nakazał zwrócić do urzędu skarbowego prawie pół miliona złotych, które skarb państwa stracił na rzekomej sprzedaży środków odurzających.

Po za raperem na ławie oskarżonych zasiadło jedenastu oskarżonych. Pozostali oskarżeni usłyszeli wyroki od półtora do maksymalnie czterech lat pozbawienia wolności oraz kary finansowe w postaci kilkutysięcznej grzywny. Wszystkie wyroki nie są prawomocne.

Żyjemy w Państwie, gdzie nie idzie się do więzienia za udowodnione nam czyny. Wystarczą zwykłe pomówienia. To my musimy udowadniać swoją niewinność – czy tak być powinno? Oczywiście cały Zielony Świat stoi #muremzabonusem!

Operacyjna praca policjantów z Mrągowa pozwoliła na zlokalizowanie i ujawnienie nielegalnych upraw marihuany. W Mrągowie zlikwidowano 8 poletek konopi indyjskich. Zabezpieczono ponad 300 krzewów marihuany w zaawansowanym stadium wegetatywnym.

Po ustaleniu, że na terenie gminy Mrągowo, na nieużytkach w kompleksach leśnych uprawiane są krzaki konopi innych niż włókniste. Poletka były bardzo dobre ukryte i zabezpieczone przed ingerencją osób trzecich tzw. foto-pułapką, która niestety w tym wypadku zawiodła właściciela namierzonych przez służby spotów. Po odnalezieniu pierwszej plantacji funkcjonariusze natrafiali na ślad prowadzący do kolejnej. W ten sposób ujawnionych zostało jeszcze 7 miejsc z krzewami konopi indyjskich. Łącznie zabezpieczono 312 roślin.

Podczas dzielnej likwidacji nikomu niezawadzających poletek funkcjonariuszom udało się również ustalić do kogo należała plantacja. Był nim 30 letni mężczyzna zamieszkujący powiat Mrągowski. Podejrzanego o nielegalny proceder udało się ująć i trafił do policyjnego aresztu. Za uprawę zabronionych w świetle polskiego prawa roślin, grozić mu może kara nawet do 8 lat pozbawienia wolności.

„Ustawa z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii w art. 63. mówi, że kto, wbrew przepisom ustawy, uprawia mak, z wyjątkiem maku niskomorfinowego, konopie, z wyjątkiem konopi włóknistych, lub krzew koki, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Tej samej karze podlega, kto, wbrew przepisom ustawy, zbiera mleczko makowe, opium, słomę makową, liście koki, żywicę lub ziele konopi innych niż włókniste. Jeżeli uprawa może dostarczyć znacznej ilości słomy makowej, liści koki, żywicy lub ziela konopi innych niż włókniste, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

W zeszły piątek Sąd Rejonowy w Mrągowie zastosował wobec ogrodnika dozór policyjny oraz poręczenie majątkowe. Ogrodnikowi grozi kara pozbawienia wolności do lat ośmiu.

Obecnie funkcjonariusze wyjaśniają wszystkie okoliczności całej sprawy oraz ustalają źródło pochodzenia zabezpieczonych roślin oraz jakie miało być ich finalne przeznaczenie. 30 latek jest kolejną ofiarą systemu, który walczy z uprawą roślin o znikomej szkodliwości społecznej, a nawet z wielkimi dla społeczeństwa korzyściami.

Do zdarzenia doszło już miesiąc temu na terenie województwa mazowieckiego. Żandarmeria wojskowa rozbiła grupę rozprowadzającą narkotyki właśnie w tym województwie.

Żandarmeria w ramach zintegrowanych działań operacyjnych, przeprowadziła uderzenie w grupę przestępczą trudniącą się handlem środkami odurzającymi oraz ich produkcją. W trakcie przeszukań pomieszczeń, gdzie narkotyki mogły być przechowywane, ujawniono ok. 120g amfetaminy, 25g marihuany oraz 7 roślin konopi indyjskich. Dodatkowo zabezpieczono również przyrządy do porcjowania narkotyków jak waga i woreczki strunowe.

Grupę tworzyło ok. 15 osób, w tym żołnierze, pracownicy dwóch mazowieckich jednostek wojskowych oraz cywile. Wszyscy zostali zatrzymani i doprowadzeni do aresztu śledzego. W stosunku do jednego z zatrzymanych cywilów, prokurator Wydziału ds. Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie wystąpił do Sądu z wnioskiem o zastosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztu na okres 3 miesięcy. Wobec 4 zatrzymanych żołnierzy zastosowano środki zapobiegawcze w postaci dozoru przełożonego wojskowego lub policyjnego.

Podejrzanym zarzuca się wprowadzanie do obrotu znacznych ilości substancji psychotropowych, udzielanie innym osobom oraz posiadanie narkotyków, a także uprawianie konopi indyjskich, czyli popełnienie przestępstw określonych w art. 56 ust. 3, art. 59 ust. 1, art. 62 ust. 1 oraz art. 63 ust. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 roku o przeciwdziałaniu narkomanii.

Jak można zauważyć, macki Zielonego Świata oplatają nawet „Zielone Ludziki” naszej armii, gdzie uprawa i handel konopiami indyjskimi kwitnie w najlepsze bo przecież rozbicie tej grupy to jedynie wierzchołek góry lodowej. Czy nie byłoby piękniej, gdyby żołnierz mógł spokojnie koić stres i relaksować się po całodziennym wykonywaniu koszarowych rozkazów? Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.

 

 

Od kilku dni Brytyjskie media donoszą, że Polak uprawiał marihuanę dla swojej chorej córki aby opłacić jej leczenie. Zamieszkujący Wielką Brytanię mężczyzna aktualnie przebywa w angielskim areszcie. Grozi mu deportacja do Polski oraz więzienie.

50 latek stworzył 3 pokojową plantację konopi indyjskich mieszących się w jego domu w miejscowości Stoke w środkowo-zachodniej Angli. Mazurek zamieszkuje Wielką Brytanię od 2014 roku, a od 3 lat prowadził swoją Zieloną Działalność.

Na pomoc chorej córce

Biegli ustalili, że z roślin można było otrzymać towar o wartości 41 tyś. funtów. Aresztowany mężczyzna tłumaczył, że plantację założył w akcie desperacji by dzięki zarobionym z niej pieniędzy wesprzeć leczenie córki, która w Polsce zmaga się z nowotworem kości i jest to dla niej ostatnia deska ratunku. Przyznał się do wszystkich postawionych mu zarzutów a jego adwokat zaciekle walczył o przekonanie sądu, o dobrych intencjach oskarżonego.

Niestety sąd nie dał wiary tłumaczeniom Andrzeja Mazurka, twierdząc, że nie ma na to żadnych dowodów i na tej podstawie zostanie skazany na pozbawienie wolności oraz, że wystarczy to aby deportować oskarżonego do Polski w celu odbycia kary, ponieważ jak powiedział sędzia „Mamy tutaj wystarczającą liczbę takich przestępców jak Pan”. Mężczyźnie dodatkowo postawiono mu zarzut „niebezpiecznego poboru prądu”

„W UK lepiej niż w Holandii…”

Jak mawia wielu Polaków zamieszkujących Wyspy – jest tam lepiej niż w Holandii, każdy sadzi i jara gdzie popadnie a policja w ogóle się tym nie przejmuje.

Wbrew powszechnie panującej opinii dotyczącej niekarania za posiadanie czy uprawy konopi indyjskich na terenie Wielkiej Brytanii rzeczywistość rysuje się nieco inaczej. Faktem jest, że tamtejsza policja w przeciwieństwie do naszej ma na głowie dużo ważniejsze sprawy niż wykrywanie „demonicznej” rośliny.. Tamtejsze prawo w dalszym ciągu zabrania uprawy i sprzedaży środków odurzających i trzeba liczyć się z konsekwencjami.

Oczywiście w tym przypadku sąd zbyt surowo podszedł do sprawy – zwłaszcza, że mężczyzna działał w akcie desperacji by ratować życie własnego dziecka.

 

Polski raper Qlop znany z dotrzymywania towarzystwa innemu raperowi – Donguralesko – podczas jego tras koncertowych, które uwieczniane były na jego YouTubowym kanale jako seria FollowTheRabbit, twórca znanego, stonerskiego hitu „Smak Jointa” oraz twórca YouTubowego kanału „NA WEEDELCU 420” wpadł z marihuaną w Pradze i na własnej skórze przekonał się jak w rzeczywistości wygląda Czeskie prawo, które często bardzo myląco interpretowane jest przez polskich turystów.

Grunt to znaleźć sobie w Pradze dobrą miejscówkę

Te słowa wypowiedział Qlop siadając na ławce w centrum Pragi trzymając skręconego jointa. Akcja zdarzenia odegrała się podczas zwiedzania ulic czeskiej Pragi a cała sytuacja została zarejestrowana na kamerze, którą aktualnie nagrywano materiał do wspomnianego wcześniej Vloga – Na Weedelcu 420. O dziwo kanał jest jeszcze aktywny – przypominamy, że YouTube usuwa kanały o tematyce konopnej, o czym przeczytać możecie tutaj.

Wracając do tematu – popalając jointa na ulicach Pragi, Qlop został poproszony przez policjanta o podejście do radiowozu w celu wyjaśnienia zaistniałej sytuacji.

Po krótkiej rozmowie na temat pochodzenia, pouczeniu na temat tego, że palenie marihuany w miejscu publicznym jest wykroczeniem podobnie jak spożywanie alkoholu. Oczywiście raper dzielnie wybrnął z sytuacji tłumacząc się, że nie miał pojęcia o zakazie palenia w miejscu publicznym – „wszyscy mówili, że można” – tłumaczył czeskim stróżom prawa. Następnie policjant zadał pytanie, czy po za jointem posiadają coś jeszcze. Qlop przyznał, że posiada ziółko, które wystarczyłoby na kolejnego jointa.

Towarek oczywiście został zarekwirowany, ale posiadanie jakiejkolwiek ilości marihuany na terenie republiki czeskiej przez obywatela innego państwa traktowane jest jako wykroczenie, które karane jest mandatem nawet do 10.000Kč co w przeliczeniu na złotówki daje jakieś 1700zł.

Na szczęście policjanci okazali się być łaskawi dla Polskich turystów, którzy posiadali przy sobie jedynie 200Kč i zgodzili się na złagodzenie mandatu do tej kwoty. Gdyby posiadali więcej niż 10 gramów trawki, zostaliby zatrzymani i potraktowani dużo surowiej.

Niestety, wciąż wielu polskich turystów mylnie interpretuje czeskie prawo. Marihuana nie jest tam zalegalizowana, a zdepenalizowana. Prawo do posiadania jakiejkolwiek, nawet najmniejszej ilości marihuany dotyczy tylko i wyłącznie obywateli tego kraju. Nieświadomi turyści płacą mandaty za konsumpcję w miejscu publicznym czy posiadanie, bo wcześniej „wszyscy mówili, że można„.

 

Licytacje komornicze często są szansą na tani zakup samochodu czy nieruchomości, które pomogą stanąć nam w korzystnej sytuacji finansowej lub rozpocząć dobry start. Oczywiście Zielony Świat pełen jest niespodzianek i nigdy nie wiemy jakie figle dla nas przygotował. Tak było również w sytuacji pewnego mężczyzny, który kupił mieszkanie na komorniczej licytacji, wewnątrz znalazł plantację marihuany.

Pewien mężczyzna wygrał licytację mieszkania w zabrzańskiej dzielnicy Helenka. na jednej z komorniczych licytacji. Kiedy wszedł do mieszkania, ogarnęło go ogromne zaskoczenie.

Po szczęśliwym zakupie, załatwieniu formalności i odebraniu kluczy mężczyzna poszedł dokładniej obejrzeć swoje nowe gniazdko. Niestety problem pojawił się już na samym początku, ponieważ klucze jakie otrzymał zupełnie nie pasowały do zamontowanego w drzwiach zamka. Mężczyzna zawiadomił policję o tym fakcie, by ta była obecna podczas rozwiercania zamka.

Kiedy wreszcie udało się dostać do wnętrza lokalu, oczom właściciela i policjantów ukazał się namiot uprawowy wyposażony w odpowiedni system oświetleniowy i wentylacyjny. Po za osprzętem w namiocie dzielnie rosło kilkadziesiąt krzewów konopi indyjskich.

Na miejsce została wezwana grupa dochodzeniowo-śledcza, która wraz z technikami kryminalistyki przeprowadziła czynności zabezpieczające wszystkie dowody i ślady. Policjanci zabezpieczyli 41 krzewów konopi indyjskich oraz susz przygotowany do dalszej dystrybucji. Aktualnie trwa śledztwo mające ustalić do kogo należała plantacja.

 

 

 

 

Marihuana nie zabiła jeszcze nikogo, choć wygląda na to, że palacze z Kingston w Ontario będą sprawdzali tę teorię poprzez nadinterpretację. Pewna kobieta zamieszkująca te miasto udzieliła swojemu współlokatorowi „strzału z bonga” w bardzo niewłaściwy sposób. Została oskarżona o zaatakowanie jej współlokatora za pomocą bonga.

W ubiegłym tygodniu w Kanadyjskim mieście Kingston w prowincji Ontario, w godzinach porannych, do domowej awantury wezwana została policja. Jak możemy przeczytać w tweecie opublikowanym przez Dwie 19-tenie współlokatorki spierały się ze sobą. Kłótnia przerodziła się w szarpaninę, w której zainterweniowała osoba trzecia, która chciała rozdzielić spierające się ze sobą dziewczyny.

W pewnym momencie podczas szarpaniny jedna z dziewczyn wycofała się do toalety skąd wyjęła sporych rozmiarów bongo. Ruszając z impetem w stronę koleżanki, uderzyła szklaną fajką w głowę swojej współlokatorki.

Uderzona dziewczyna z obrażeniami głowy trafiła do szpitala w celu opatrzenia obrażeń głowy, podczas gdy napastniczka została aresztowana i oskarżona o napaść za pomocą broni. Dodatkowo postawiono jej zarzut posiadania kokainy.

Jakiś czas temu w Kingston doszło do podobnej sytuacji, w której dwóch znajomych zaprosiło przypadkowego chłopaka na wspólne palenie, kto by się nie pokusił puścić wspólnego dymka z nowo poznanymi ziomkami? Niestety, decyzja integracji okazała się ogromnym błędem, ponieważ chłopaki zaatakowali bongami nowego kolegę, a następnie próbowali udusić go koszulką. Napastnicy zostali już zatrzymani i postawiono im kilka zarzutów rabunkowo napadowych, których dokonali we wcześniejszym czasie.

Det. Sierż. Jan Finn z policji w Kingston uważa, że incydenty są powiązane z narkotykami, ponieważ jako broni użyto sprzętu, który służy do konsumpcji narkotyków. Bongo to nie broń obuchowa. Bonga służą do palenia, nie są przeznaczone do atakowania ludzi lub samoobrony. Powinno być to dość jasne, ale przyszło nam spotkać się z takimi sytuacjami.

Argentyńskie służby w ostatnim czasie mają ogromnego pecha do spraw związanymi z konopiami indyjskimi. Po aferze, w której to rzekomo myszy zjadły ok. pół tony marihuany, Argentyńscy federalni zlikwidowali „ogromną” plantację marihuany, którą pochwalili się na swoim Tweeterze, co było ogromnym błędem ponieważ zostali wyśmiani przez internatów.

Policja na całym świecie chwali się swoimi osiągnięciami z likwidacji ogromnych plantacji lub kiedy udało się udaremnić na wysoką skalę przemyt. Po głośnym incydencie, w którym to jak tłumaczyli zawieszeni już w czynnościach policjanci, około pół tony marihuany z policyjnego magazynu zostało zjedzone przez szczury. Oczywiście tłumaczenie było wyssane z palca.

Likwidacja plantacji marihuany

Agenci z Argentyńskiej jednostki specjalnej Prefectura Naval zlikwidowali plantację marihuany. Po spektakularnym wyczynie postanowili opublikować zdjęcia szeroko zakrojonej akcji na swoich profilach w mediach społecznościowych. W końcu jest to dość powszechny proceder wśród służ mundurowych, aby chwalić się swoimi sukcesami.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby rzeczywiście było się czym chwalić! Argentyńscy policjanci chyba biorą przykład z Polskiej policji, która zachwyca się zabezpieczeniem czterech 15cm sadzonek.

Reakcja internautów

Po opublikowanym przez nich tweecie internauci nie mogą wyjść z osłupienia, w końcu widzą na jakie akcje idą ich podatki i czym zachwycają się dzielni policjanci – nic tylko pogratulować. Oczywiście argentyńska społeczność nie szczędziła komentarzy pod wpisem federalnych. Nie mogli uwierzyć, że służby naprawdę chwalą się takim wyczynem.

„zlikwidowaliśmy narkotykową plantację w Entre Rios. Zarekwirowano sadzonki, rośliny, nasiona, wagę cyfrową i marihuanę gotową do spożycia” – możemy przeczytać w opublikowanym tweecie, do którego dołączono również zdjęcie dwóch zamaskowanych antyterrorystów oraz ich zdobycz.

Na pierwszy rzut oka widać, że ogromną plantacją była zwykła, przydomowa uprawa. Na zdjęciu zauważyć można jedną dojrzałą roślinę, kilka sadzonek w doniczkach, wagę elektroniczną i jakąś śmieszną ilość suszu.

W komentarzach możemy przeczytać wpisy o marnotrawstwie zasobów federalnych, że marihuana nie powinna być traktowana jak narkotyk oraz, że poświęcają swoje życie bezużytecznej funkcji, jaką jest służba w policji. Wszystkie te komentarze sprowadzają się do jednego, wyróżnionego pytania zadanego przez jednego z tweeterowiczów: „Noszą te maski bo się wstydzą? Niech lepiej poszukają pożytecznego zajęcia

 

 

 

 

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.