Konopne shoty były ostatnio tematem reportażu TVP. Wyemitowany materiał był krytyczny wobec shotów i tego, że mają właściwości odurzające, a cały materiał nazwano „Odlot w butelce”. Z ukrytej kamery nagrano m.in. zakup jednego z shotów, podczas którego sprzedawca informuje, że „wejdzie po 1,5 godziny, działa jak mocny blant”. To, że te produkty odurzają jest w branży konopi tajemnicą poliszynela. Druga kwestia związana z tematem to fakt, iż do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował karygodny i nafaszerowany kłamstwami artykuł broniący shotów. Dlaczego? Ponieważ ludzie stojący za tym portalem są też właścicielami jednej z marek konopnych shotów. W całej tej sprawie problemem nie jest materiał TVP, który w większości mówi prawdę, lecz właśnie materiał na WeedWeeku, który może mieć fatalne skutki dla całej branży i środowiska konopnego. Oto więcej informacji.

Konopne shoty – medialna nagonka czy realny problem

Konopne shoty to produkt, który w branży oraz środowisku konopnym od dawna wzbudza kontrowersje. Teoretycznie legalny produkt, który odurza.

Teoretycznie to zwykły suplement diety. W praktyce – legalny narkotyk sprzedawany w białych rękawiczkach. Poszliśmy z ukrytą kamerą do jednego ze sklepów, by sprawdzić, co tak naprawdę kupują klienci. Odpowiedź szokuje. „Tak po 1,5 godzinie powinno wejść”. A kiedy zapytaliśmy o efekt, usłyszeliśmy „jak po mocnym blancie”.

-czytamy w materiale TVP, który w całości wraz z wideo znajdziesz T U T A J

Materiał Telewizji Polskiej zauważa też problem z „suplementami diety” jako takimi. Podkreślono, że często te produkty maja nieznany skład. Ale wróćmy do samych konopnych shotów. 

Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC

– wyjaśnia w materiale dr Gniewko Więckiewicz, psychiatra, Katedra Psychiatrii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
 
I to jest prawda, jak większość stwierdzeń w materiale TVP.
 
Żeby omijać urzędowe radary, producenci wpisują na etykietę absurdalnie niską, rzekomo „bezpieczną” dawkę. Szkopuł w tym, że absolutnie nikt nie zamierza jej przestrzegać.

Klienci najczęściej wypijają zawartość duszkiem, traktując to jako szybki patent na obniżenie stresu po ciężkim dniu. Towar schodzi na pniu, a do rutynowego sięgania po te shoty – dla zwykłego wyluzowania – przyznają się nawet sami sprzedawcy.”

czytamy w materiale Telewizji Polskiej.
 

Konopne shoty to w branży i środowisku konopnym tajemnica poliszynela – każdy wie po co się je spożywa.

Co zawierają? Tu pojawia się problem. Na samym początku funkcjonowania tych produktów kilka lat temu, na opakowaniu widniała informacja o tym, że produkt zawiera poniżej 0,2% THC. W przypadku opakowania, które zawiera 150 ml, 0,2% to 300 mg czystego THC, czyli już mówimy o sporej dawce, a dla osób sporadycznie używających konopi – potężnej dawce, która odurzy na kilka godzin. 

Jednak z tego co do mnie ostatni dotarło, na chwilę obecną sytuacja mogła się zmienić ponieważ dochodzą mnie słuchy, że w obecnie dostępnych shotach, badania nie wykrywają THC. Jeżeli zatem w produkcie nie ma THC to co odpowiada za stan po spożyciu? 

Postanowiliśmy wysłać shoty na badania do Cannalabs, gdzie zleciliśmy przebadanie produktu. Jak tylko otrzymamy wyniki – natychmiast się nimi podzielimy.

Stanowisko portalu WeedWeek ws. konopnych shotów

Do materiału TVP odniósł się portal WeedWeek, który opublikował na ten temat karygodny artykuł, który zdążyła już skrytykować większość środowiska konopnego.

Artykuł ten zawiera ogrom kłamstw, które są potencjalne bardzo niebezpieczne. W artykule na WeedWeek czytamy m.in.:

W ostatnich dniach w mediach pojawiły się informacje na temat shotów konopnych, przedstawiające je jako niebezpieczny trend na rynku suplementów diety. Padły określenia takie jak „legalny narkotyk”, „odlot w butelce” czy sugestie, że “Jeśli spożyjemy go wystarczająco dużo, to może istnieć ryzyko, że dojdzie do takiej intoksykacji psychoaktywnej, ze wszystkimi tego typu konsekwencjami, co będzie tak naprawdę równoznaczne z wypaleniem jointa, czy innym spożyciem marihuany o dużej zawartości THC”. Tego typu narracja brzmi atrakcyjnie w nagłówkach, ale niewiele ma wspólnego z rzetelną analizą tematu.”

Nie wiadomo kto jest autorem artykułu bo się nie podpisał, jednak zapewne jest to zapewne treść wygenerowana przez AI – jak niemal każdy artykuł, który został tam opublikowany w ciągu ostatniego roku odkąd z redakcji odeszli ludzie znający się na konopiach. 

Pada tam stwierdzenie o rzetelnej analizie tematu – tylko, że na chwilę obecną w redakcji WeedWeeka nie ma nikogo, kto ma jakiekolwiek rzetelne pojęcie o konopiach. Odkąd z portalu odeszły osoby, które tworzyły go latami i mają sporą wiedzę, treści trafiające na ten portal są generowane przez AI i weryfikowane są przez ludzi bez podstawowej wiedzy o konopiach. Zatem o jakim rzetelnym podejściu jest mowa? Tego nie wiadomo. Jest to zwykła manipulacja. Dalej w artykule WW czytamy:

„Czym tak naprawdę są shoty konopne? Shoty konopne to skoncentrowane napoje zawierające ekstrakt z konopi siewnych bogaty w CBD, czyli kannabidiol. CBD nie jest substancją psychoaktywną i nie wywołuje efektu „odlotu”. Produkty tego typu wprowadzane na rynek w Polsce zawierają składniki znane z właściwości wspierających równowagę organizmu, takie jak kannabidiol, terpeny czy naturalne ekstrakty roślinne i muszą pochodzić z konopi dopuszczonych do obrotu.”

To co właśnie przeczytaliście jest niedopuszczalne i karygodne oraz może mieć fatalne skutki dla całej branży konopi w naszym kraju. 

Po pierwsze – to nie są shoty CBD i osoba odpowiadająca za publikacje tego materiału na WeedWeeku o tym dobrze wie. Gdyby to był produkt CBD – było by to zaznaczone na opakowaniu, jest to oczywiste kłamstwo. Te produkty odurzają i to bardzo mocno. Wyobraźmy sobie teraz sytuacje, gdzie np. operator budowlanego żurawia spożywa ten produkt, wierząc w to co przeczytał w artykule, że to samo zdrowie i że nie odurza bo to przecież tylko CBD. I po 1,5 h rozpoczyna się działanie psychotropowe, operator odczuwa potężne odurzenie i doprowadza do wypadku. 

Albo nastolatek bierze konopnego shota do szkoły i kończy na pogotowiu będąc potężnie odurzonym.  Albo zawodowy kierowca – można by tak wymieniać. Ale dla ludzi z WeedWeeka to nie ma znaczenia – ważna jest sprzedaż i zysk.

WeedWeek dorabia też do tego wszystkiego elementy spisku pisząc, że to kampania oczerniająca konopne shoty zlecona przez lobby alkoholowe, a społeczeństwo „tego nie kupuje”, na dowód czego cytują kilka komentarzy z social mediów. To też jest manipulacja, ponieważ jakoś zapomniało im się wspomnieć o wielu komentarzach osób, które pisały o swoich raczej negatywnych doświadczeniach wynikających ze spożycia odurzającego produktu, który podobno nie odurza. 

shoty konopne Jedną z historii po spożyciu konopnego shota opisano też na stronie Wolnych Konopi:

„Co ciekawe, mamy w tej sprawie również bardzo osobiste doświadczenie. Jedna z naszych pracowniczek wypiła takiego shota, który producent przedstawiał jako „całkowicie bezpieczna dla człowieka formuła”. Produkt otrzymaliśmy od producenta do przetestowania przed ewentualnym wprowadzeniem go do naszej oferty.

Niestety około trzech godzin po jego spożyciu wystąpił u niej bardzo silny epizod psychotyczny. W konsekwencji musiała zrezygnować z pracy w naszym sklepie i rozpocząć leczenie psychiatryczne. Przez kilka kolejnych lat pozostawała pod opieką lekarzy i przyjmowała leki.

Okazało się, że jest osobą szczególnie podatną i wrażliwą na działanie THC, zwłaszcza podawanego doustnie. Co ciekawe, w jej przypadku marihuana przyjmowana wziewnie nie powodowała wcześniej podobnych objawów. Od tamtej pory nie użyła już marihuany w żadnej postaci. My straciliśmy bardzo dobrego pracownika, ale co gorsza – ona straciła zdrowie. Na szczęście dzisiaj już jest zdrowa”

-czytamy na wolnekonopie.org

Z tego co udało mi się ustalić, osoba ta uprzednio przebadała czy produkt ten zawiera THC, a wynik okazał się negatywny.

W jaki sposób konopne shoty odurzają

Na początku produkty te zawierały THC, a informacja o tym, iż jest go tam do 0,2% widniała na opakowaniu. Shot 150 ml zawierał zatem ok. 300mg THC, a to już jest dużo. Jednak informacja o zawartości substancji psychoaktywnej znajdowała się na opakowaniu dzięki czemu ludzie mogli podjąć bardziej świadomą decyzję o spożyciu lub nie. Na chwilę obecną takich informacji na opakowaniu nie znajdziemy. Z uzyskanych  przez nas informacji wynika, że w tych produktach na chwile obecna nie znajdziemy THC, a mimo to nadal odurzają. To wszystko skłania ku temu, że w produktach tych mogą znajdować się syntetyczne kannabinoidy, których istnieje już bardzo dużo, które są tanie i które nie wychodzą na zwykłych testach na obecność substancji psychoaktywnych. 

Dlatego, jak już wspomniałem, jeden z takich produktów postanowiliśmy wysłać na badania do laboratorium Cannalabs, aby sprawdzili skład produktu wraz z pełną toksykologią.  Jak tylko otrzymamy wyniki – opublikujemy je na portalu.

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany” – żali się Ryszard Czarnecki we wpisie na platformie X. Czarnecki wyraził swoje zaszokowanie sytuacją, która ma miejsce w Parlamencie Europejskim, a konkretnie w w części budynku nazwanej na cześć Salvadora de Madariaga. Zgadniecie Europosłowie z jakiego kraju palą w PE zioło? Czarnecki Zwrócił też uwagę na nietypowy wystrój pokoju, w którego wydobywa się aromat palonych konopi. 

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany”

Europoseł z ramienia PiS Ryszard Czarnecki, podzielił się na platformie X swoją frustracją związaną z… paleniem marihuany w budynku Parlamentu Europejskiego.

Na korytarzu wszechogarniający zapach marihuany. Dochodzi z biura jednej z niemieckich europosłanek. Biuro jest otwarte. Nie ma w nim mebli, a osoby tam pracujące… siedzą na matach leżących na podłodze! To budynek Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a konkretnie jego cześć nazwana na cześć Salvadora de Madariaga. Zapach 🇪🇺 Anno Domini 2026? Szok!

-czytamy we wpisie na platformie X.

wszechogarniający zapach marihuany

Nie do końca wiadomo co bardziej zszokowało Richarda – palenie marihuany, siedzenie na matach w pokoju bez mebli czy fakt, że byli to Niemcy.

Ciekawy jest też motyw flagi Unii Europejskiej i zdanie sugerujące, że jest to zapach Europy w obecnych czasach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli, aczkolwiek Czarnecki chyba jednak nieco przesadził. 

Niestety nie udało się nam znaleźć jakiejkolwiek wypowiedzi posła Czarneckiego, która by krytykowała picie alkoholu w Polskim Parlamencie, który przez lata lał się tam strumieniami.

W komentarzach użytkownicy platformy krytykują też posła Czarneckiego za oburzanie się marihuaną podczas gdy jego syn, Przemysław Czarnecki, jest uczestnikiem patologii, która nazywa się Fame MMA.

Pasażer lotu z UK do Los Angeles wpadł na nietypowy pomysł i poczęstował obsługę lotu żelkami z THC. Członkowie załogi chętnie się częstowali smakowitymi żelkami kompletnie zapominając o tym, że nie powinno się brać słodyczy od obcych. Odurzona załoga została uziemiona, a służby poszukują teraz dowcipnisia, który zapewnił załodze lot życia. Oto więcej informacji.

Poczęstował obsługę lotu żelkami z THC, załoga została na jakiś czas uziemiona

Trzech członków personelu pokładowego trafiło do szpitala po tym, jak nieświadomie spożyli artykuły spożywcze w postaci żelków, które zawierały do 300 mg THC, a to dla osoby nie używającej na co dzień konopi – bardzo duża dawka.

Pasażer miał poczęstować załogę odurzającymi żelkami już po wylądowaniu na lotnisku w Los Angeles (LAX).

Działanie THC poczuli gdy dotarli z lotniska do hotelu. Gdy poczuli pełną moc konopi zaczęli panikować, jedna ze stewardess opowiadał później o „odczuciu opuszczania ciała”.

Poczuli, że zupełnie tracą kontrolę, wpadli w panikę i przestraszyli się. Objawy się nasilały i cała trójka została przewieziona do szpitala

-opowiadają przełożeni załogi

Lekarze uznali, że w każdym ze słodyczy znajdowało się najpewniej ok. 300 mg THC, co czyni je jednymi z najmocniejszych produktów spożywczych na bazie marihuany, przeważnie 450 mg THC przypada na całe opakowanie konopnych słodyczy, dlatego dawka 300 mg w pojedynczym żelku to bardzo dużo.

Wysłaliśmy zastępczą załogę do obsługi lotu powrotnego i nie miało to żadnego wpływu na plany naszych klientów 

-kontynuował przedstawiciel firmy.

Zarząd British Airways stwierdził, iż nie ma żadnych dowodów na to, że ktokolwiek z załogi wiedział, co spożywa i nikomu nie grożą konsekwencje dyscyplinarne.

Częstochowski radny z Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, złożył swojemu koledze nietypowe życzenia z okazji świąt. Lokalny polityk i przedsiębiorca wysłał nagranie, na którym składa życzenia… popalając sobie z lufki marihuanę. Film z życzeniami, który najpewniej był wysłany w wiadomości prywatnej, wypłynął kilka dni temu. W miniony czwartek odbyła się natomiast sesja rady miasta Częstochowa, na którą radny z Lewicy wszedł i przywitał się z obecnymi hasłem „sadzić, palić zalegalizować”. Jaka była reakcja Rady Miasta? Co na to posłanka Żukowska? Oto więcej informacji.

Częstochowa: Radny z Lewicy składał życzenia świąteczne paląc zioło

Częstochowski radny z ramienia Lewicy, Zbigniew Niesmaczny, stał się w zeszłym tygodniu bohaterem niecodziennej sytuacji.

Do sieci wyciekło nagranie, które było zapewne wysłane w wiadomości prywatnej przed świętami.

Na filmie częstochowski radny z Lewicy, składa nietypowe życzenia swojemu koledze Sebastianowi… paląc z lufki marihuanę, a przynajmniej tak twierdzi bohater nagrania, na którym mówi:

Wszystkiego najlepszego na święta. Pamiętaj, Lewica, dobre zioło. Wracaj do nas szybko, musimy to nadrobić

Do kogo kierowane są życzenia? Lokalne media podają, że najprawdopodobniej chodzi o Sebastiana Trzeszkowskiego.

Co ciekawe, lokalne media nie robią z tego wielkiej afery, a wręcz podchodzą do sytuacji wręcz humorystycznie.

A ponieważ radny Zbigniew Niesmaczny, autor życzeń, jest zaangażowany w działania mające na celu wprowadzenie nocnej prohibicji alkoholowej na terenie miasta, niektórzy śmieszkują, że zamiast sklepów monopolowych, może powstaną coffeeshopy.

Dzień po tym jak nagranie z życzeniami wyciekło do sieci, odbyła się sesja rady miasta. Na którą radny Zbigniew Niesmaczny wszedł i przywitał się z obecnymi na sali hasłem „sadzić, palić zalegalizować”

Później pojawił się z jego strony żart o „odpalaniu” urządzenia do głosowania.

Swoje niezadowolenie wyraził natomiast FP Nowa Częstochowa, gdzie napisano:

Prawo dla frajerów, przywileje dla Lewicy. 

Radny Zbigniew Niesmaczny – współprzewodniczący klubu Lewicy w Radzie Miasta – w nagraniu, które trafiło do sieci, odpalając lufkę, mówi: „Pamiętaj – Lewica, dobre zioło”, a potem na sesji: „sadzić, palić, zalegalizować!” i „chwileczkę, muszę odpalić”. Zwykły mieszkaniec za posiadanie czy palenie marihuany może dostać mandat, trafić przed sąd, a nawet do więzienia. 

To pokazuje pełną arogancję i brak odpowiedzialności. Prawo obowiązuje tylko zwykłych ludzi, a politycy (którzy sami to prawo projektują) mogą je sobie olać. Oczywiście kwestia legalizacji czy delegalizacji marihuany to temat do dyskusji i debaty publicznej. Ale prawo w tym momencie jasno określa, jak wygląda sytuacja, i my wszyscy podlegamy jego zasadom. Nie tylko Niesmaczny i Żukowska kompromitują Lewice – cała ta partia w Polsce straciła jakikolwiek kierunek. 

Na platformie X głos w sprawie zabrała Maria Żukowska, która sprawę skomentowała słowami: „Jesteśmy za legalizacją” marihuany

Użytkownik X zapytał: „Ale na razie jest to zachowanie nielegalne. Więc jaka będzie reakcja?” – posłanka odpowiedziała jednym słowem: „Żadna.

Takie comming outy to my szanujemy, oby więcej. 

Na Śląsku wybuchła afera – policjanci z wydziału do zwalczania przestępczości narkotykowej sami handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi substancjami. Proceder trwał kilka lat, a zarzuty usłyszało czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. „Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach” – podkreśla osoba znająca kulisy sprawy. Oto więcej informacji.

Śląsk: Policjanci handlowali zarekwirowaną marihuaną i innymi używkami

Śledczy z Katowic zatrzymali swoich czterech kolegów twierdząc, że od kilku lat wprowadzali do obrotu środki odurzające, które rekwirowali zatrzymywanym dilerom i producentom. 

W sprawie zarzuty usłyszałot czterech podoficerów z Komendy Powiatowej Policji w Wodzisławiu Śląskim. Pracowali w sekcji zajmującej się zwalczaniem przestępczości narkotykowej.

Jako funkcjonariusze operacyjni mieli świetne rozpoznanie środowiska dilerów oraz ich odbiorców. Wiedzieli też, kto i jak przemyca narkotyki z pobliskich Czech.

Kiedy pojawiły się pierwsze informacje, że sami handlują „prochami”, nie mogliśmy w to uwierzyć. To jakby policjanci z samochodówki puszczali w dalszy obieg auta skradzione przez tropionych przez nich złodziei. Takie historie ogląda się raczej tylko w filmach.

– mówi osoba znająca sprawę.

Śledczy z Prokuratury Okręgowej w Katowicach zebrali dowody, wskazujące, że tak jednak było. Właśnie zakończyli postępowanie w tej sprawie i skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko policjantom z Wodzisławia Śląskiego.

Akt oskarżenia obejmuje 13 osób, z czego czterech oskarżonych to funkcjonariusze policji. Łącznie przedstawiliśmy im aż 114 zarzutów

– poinformowała prokurator Aleksander Duda, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Cywile odpowiedzą za udział w zorganizowanych grupach przestępczych oraz przemyt i handel dużymi ilościami narkotyków. Z kolei policjantom zarzucono przekroczenie bądź niedopełnienie obowiązków w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Ich zarzuty mają związek z przestępstwami narkotykowymi

– przyznaje rzecznik katowickiej prokuratury.

Dodatkowo jeden z podoficerów jest oskarżony o udział w gangu oraz przemyt środków odurzających. Chodzi o zdarzenia z lat 2021-2024.

Nazwiska policjantów wypłynęły przypadkowo w śledztwie dotyczącym przemytu na Śląsk dużych ilości narkotyków. Dwa lata temu kryminalni z Komendy Wojewódzkiej Policji w Katowicach zatrzymali 28-latka, który w Bytomiu, Chorzowie i Rudzie Śląskiej wynajmował kilka mieszkań. Mężczyzna przechowywał w nich narkotyki, pieniądze, a także broń i amunicję. Podczas tej akcji, ze względów bezpieczeństwa, antyterroryści ewakuowali z jednej z bytomskich kamienic 50 osób. 28-latek miał tam także materiały wybuchowe wraz z zapalnikami.

Zatrzymany mężczyzna był członkiem gangu, który zajmował się przemytem i handlem narkotykami na masową skalę. Podczas rozpracowywania członków z tej grupy przestępczej, jeden z jej członków nieoczekiwanie przyznał śledczym, że w sprawę zamieszani są także policjanci z Wodzisławia Śląskiego. – Oni też handlowali prochami, które kradli dilerom – zeznał gangster. I podał nazwisko policjanta, z którym miał współpracować.

Wtedy w sprawę włączyli się oficerowie z Biura Spraw Wewnętrznych i zaczęli badać sprawę. Przez kilka tygodni funkcjonariusze weryfikowali zeznania złożone przez zatrzymanego gangstera.

Kiedy natomiast doszło do zatrzymania podoficera, ten nie tylko przyznał się do winy, ale także podał nazwiska kolegów, którzy także mieli być zamieszani w sprawę. Ich również zatrzymano. Katowicka prokuratura przedstawiła policjantom aż 62 zarzuty.

Zdaniem śledczych policjanci mieli genialny patent na dorabianie na boku. Podczas akcji na rozpracowywanych dilerów zabierali narkotyki, a potem sami je sprzedawali.

Kiedy na przykład namierzyli plantację konopi indyjskich, do protokołu wpisywali tylko wagę części zabezpieczonego na miejscu suszu marihuany. Resztę ukrywali i puszczali w dalszy obieg. I nie mówimy o niewielkich ilościach

-podkreśla osoba znająca kulisy sprawy.

Podobnie było z innymi narkotykami znalezionymi u dilerów. – W komendzie mieli świetną opinię, bo przecież odnosili sukcesy. Tylko nikt nie wiedział, że grali na dwa fronty, a ich sukcesy służyły też wyeliminowaniu konkurencji na rynku narkotykowym – mówi znający sprawę funkcjonariusz.

Policjanci mieli tworzyć też fałszywe dowody obciążające niewinne osoby.

Jeden z oskarżonych funkcjonariuszy przyznał się do wszystkich przedstawionych mu zarzutów, drugi do większości. Dwaj pozostali twierdzą, że nie złamali prawa. Cała czwórka nie pracuje już w policji.

Źródło: Gazeta Wyborcza

W Nowogardzie doszło ostatnio do niecodziennej sytuacji. Wszyscy funkcjonariusze otrzymali nagłe wezwanie do komisariatu, będący na urlopach musieli je przerwać i także się stawić. Powód? Obowiązkowe testy na narkotyki po tym, jak w jednym z radiowozów znaleziono młynek do marihuany. O sprawie została powiadomiona prokuratura. Oto więcej informacji.

Nowogard: Wszyscy policjanci wezwani na testy narkotykowe. Powód? W radiowozie znaleziono młynek do marihuany

Z informacji uzyskanych przez dziennikarzy Onetu wynika, że funkcjonariuszy z Nowogardu pod koniec grudnia zaskoczyło nagłe polecenie stawiennictwa w komisariacie. W niedzielę 28 grudnia ubiegłego roku, komendant powiatowy policji w Goleniowie nakazał obowiązkowe przybycie także tym policjantom, którzy tego dnia nie pełnili służby lub przebywali na urlopie. Powodem było znalezienie w jednym z radiowozów młynka do suszu marihuany.

Komendant nowogardzkiej policji zarządził przeprowadzenie wśród policjantów testów na obecność narkotyków w organizmie. O sprawę zapytano oficera prasowego goleniowskiej komendy, który potwierdził ustalenia Onetu. Jak wynika z informacji, młynek do marihuany został znaleziony przez jednego z funkcjonariuszy pełniących służbę 28 grudnia. Policjant sporządził notatkę służbową, która trafiła do komendanta.

Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego Komendy Powiatowej Policji w Goleniowie poinformowali o ujawnieniu w jednym z radiowozów tzw. młynka. O zdarzeniu niezwłocznie powiadomiona została jednostka nadrzędna, czyli Komenda Wojewódzka Policji w Szczecinie, a także prokurator

-przekazał Onetowi podkom. Paweł Grzelak z goleniowskiej policji.

Jeden z funkcjonariuszy z powiatu przyznał, że najprawdopodobniej młynek mógł zostać w radiowozie po jednej z wcześniejszych kontroli, a policjanci mieli go tam zostawić przez przypadek. Został znaleziony w przedniej części radiowozu. Jak ocenił policjant, reakcja komendanta była prawidłowa. – „On trzyma ludzi dość krótko” – mówił zapytany o sprawę.

Do stawiennictwa w komisariacie wezwano wszystkich funkcjonariuszy, którzy w ostatnim czasie użytkowali radiowóz, w którym znaleziono młynek. Policjanci zostali przebadani na obecność narkotyków w organizmie. – „Wszyscy uzyskali wynik negatywny” – zaznaczył z kolei podkom. Paweł Grzelak.

Źródło: Onet

„Nie ma medycznej marihuany, to jedno z największych łgarstw.” „To konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana.” M.in. takie bzdury wygadywał ostatnio prof. Jędrzejko, który był gościem popularnego podcastu. Jest to bardzo ciekawy przypadek, ponieważ prof. Jędrzejko od wielu lat jest przeciwnikiem dekryminalizacji marihuany, a mimo to kompletnie nie ma pojęcia czym ona jest i przez ostatnie lata nawet tego nie sprawdził. Ten człowiek myśli, że farmaceuci sprzedają lecznicze kannabinoidy, czyli nie ma podstawowej wiedzy, wręcz bredzi, a mimo to jest zapraszany do opiniotwórczych audycji i podcastów, w których wprowadza setki tysięcy ludzi w błąd. Od wielu lat wmawia też ludziom, że zaczyna się od zioła, a kończy na heroinie.

Prof. Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany, to konopie indyjskie zawierają kannabinoidy, a nie marihuana

Cyprian Majcher zaprosił do rozmowy prof. Mariusza Jędrzejko, który od wielu lat jest zdecydowanym przeciwnikiem marihuany i jej dekryminalizacji.

Jest to człowiek, który od lat powtarza twierdzenia, które zostały naukowo obalone i nikt już ich nie używa jako argumentów. Prawie nikt.

Jędrzejko straszy tym, że marihuana to wstęp do twardych narkotyków i heroiny i innymi mitami w czasów głębokiej prohibicji w konopnej w USA. To samo tyczy się braku motywacji u osób używających marihuany, jest to kolejne powtarzane przez Jędrzejko kłamstw, które zostało obalone m.in. przez naukowców z Cambridge, pisaliśmy o tym T U T A J

Prof.Jędrzejko: Nie ma medycznej marihuany

Teraz prof. Jędrzejko został zaproszony do podcastu Cypriana Majchera, który w pewnym momencie zapytał swojego rozmówce o medyczna marihuanę.

Stop, nie ma leczniczej marihuany. To jest jedno z wielkich łgarstw nakręcone milionowymi przekazami. Otóż lecznicze są kannabinoidy. Konopie indyjskie, bo nie marihuana, tylko konopie indyjskie, zawierają ich kilkadziesiąt i rzeczywiście kilka z nich ma znaczenie terapeutyczne

-powiedział prof. Jędrzejko w rozmowie z Cyprianem Majcherem

To zdanie jest tak głupie i nieprawdziwe, że nie wiem od czego zacząć, a przede wszystkim, skąd człowiek z tytułem profesorskim ma tak nieprawdziwe informacje i na dodatek mówi takie rzeczy publicznie, co jasno wskazuje, że nawet nie wie o czym się wypowiada, a o marihuanie nie przeczytał kompletnie nic, za to bardzo chętnie się na jej temat zabiera głos i zawsze jest to głos negatywny.

Ciekawe jaka będzie reakcja profesora, gdy kiedyś przypadkiem dowie się, że marihuana to ususzone kwiaty konopi indyjskich, a medyczna marihuana to kwiaty konopi indyjskich uprawiane w określony sposób, ale to nadal marihuana.

Mało tego, wyizolowane kannabinoidy wykazują o wiele słabsze działanie terapeutyczne niż marihuana, wbrew temu co bredzi Jędrzejko.

waporyzatory hero
-reklama-

Marihuana działa dzięki synergii kannabinoidów, terpenów oraz innych związków zawartych w konopiach i już jakiś czas temu udowodniono, że to właśnie efekt otoczenia (efekt entourage) czyli współgranie ze sobą wszystkich zawartych w roślinie związków – daje najlepsze efekty terapeutyczne.

A w aptekach nie sprzedają wyizolowanych kannabinoidów, skąd w ogóle taka informacja tego nie wiadomo. W aptekach sprzedają marihuanę wyprodukowaną w standardzie farmaceutycznym.

Ciekawe czy prof. Jędrzejko kiedyś, także publicznie, wycofa się z tych bredni i przeprosi, wypowiedź profesora o konopiach poniżej:

W sieci pojawiło się nowe, oparte o konopie oszustwo – „Cannabis Oil’ na zapalenie prostaty i problemy z libido. Reklamy tego przekrętu latają po Facebooku i kierują do strony zawierającej masę informacji, które od razu wydają się podejrzane. Są też rekomendacje nieistniejących lekarzy z nieistniejących placówek i kilka tanich chwytów marketingowych takich jak wyskakujące co chwila powiadomienie, że ktoś własnie kupił trzy opakowania produktu. Jest też sporo komentarzy „zadowolonych klientów” – to wszystko sprawia, że ktoś zdesperowany może się na to nabrać i jedynie stracić pieniądze. Oto więcej informacji.

Uwaga oszustwo: „Cannabis Oil” na zapalenie prostaty i poprawę libido

Od jakiegoś czasu na Facebooku zaczęła mi się wyświetlać podejrzana reklama produktu o nazwie „Cannabis Oil”. Jednak ponieważ podejrzanych reklam widzę kilka dziennie – raczej w nie nie klikam. Ale ponieważ tym razem chodziło o konopie, postanowiłem to sprawdzić, oczywiście uprzednio sprawdzając link pod kątem wirusów, podejrzanych przekierowań etc. 

To, że jest to oszustwo można zauważyć natychmiast, wskazują na to znajdujące się na samej górze strony treści i dziwy adres strony, a wygląda to tak:

Cannabis Oil na zapalenie prostaty

Oczywiście pani Katarzyna Sokół nie istnieje, a w Polsce nie ma „głównego urologa kraju”, takich łatwych do zweryfikowania kłamstw jest na tej stronie sporo i o ile dla wielu już na pierwszy rzut oka coś tu nie gra, to dla wielu, zwłaszcza zdesperowanych, takie komunikaty dają przeświadczenie, że strona jest w pełni legitna.

Na stronie znajdziemy też kilka mocny zdań, które mają czytającego przestraszyć co ma z kolei pomóc w sprzedaży czegoś co mu pomoże i już nie musi się bać. Na stronie znajdziemy np informacje mówiące, że zapalenie prostaty, na które dedykowany jest omawiany produkt, jest śmiertelne i w każdym przypadku prowadzi do impotencji. To oczywiście są kłamstwa, które łatwo przecież zweryfikować.

Jeżeli natomiast ktoś w nie uwierzy, a część osób tak zrobi, to od razu dostaje remedium na zapalenie prostaty i zdecydowaną poprawę libido – Cannabis Oil!

Autorzy oszustwa uderzają też w mężczyzn mającymi problemy np z erekcją informując, że dzięki ich produktowi wszystkie problemy z potencją znikną jak ręką odjął.

waporyzatory hero
-reklama-

Na stronie oszustów czytamy:

„Ale teraz mężczyźni mają wyjątkową okazję, aby raz na zawsze pozbyć się tej dolegliwości i bez regularnych wizyt w klinice.

Rzecz w tym, że w 2025 roku pojawił się rewolucyjny środek, który szybko przywraca funkcję gruczołu krokowego, eliminuje stany zapalne, całkowicie usuwa nawet przewlekłe zapalenie gruczołu krokowego, a także znacznie zwiększa potencję i czas trwania stosunku płciowego. Nazwa tego produktu Cannabis Oil. To produkt w bardzo przystępnej cenie, choć w jego opracowaniu brali udział naukowcy z Niemiec i Francji.”

recepta na medyczną marihuanę online AnandaMed
-reklama-

Ale to jeszcze nic, na stronie postanowiono także wyjaśnić, czemu ten super cudowny produkt nie leży na półkach aptek czy innych sklepów, oto wyjaśnienie:

W tej chwili Cannabis Oil jest dostępny do zamówienia tylko na stronie internetowej projektu. Wielokrotnie próbowaliśmy wejść do sieci aptek, ale oni chcą ustalić maksymalnie możliwą cenę i sprzedawać go kilka razy drożej niż chcemy. Widzicie, Instytut Urologii, podobnie jak Fundacja medyczna, jest strukturą non-profit. Nie chcemy na tym zarobić. Chcemy tylko udostępnić ten środek dla całej populacji. Dlatego sprzedajemy go na straty, rekompensując różnicę ze względu na jego eksport. A główny cel sieci aptecznych – zarobić. Dlatego mamy radykalnie różne podejścia do cen.”

Panie, oni jeszcze dokładają do tego biznesu – chciałoby się rzec.

Dalej można przeczytać m.in., że:

„Ponadto, dzięki kombinacji unikalnych składników Cannabis Oil, istnieje wyraźny wielokrotny wzrost potencji i czasu trwania stosunku płciowego.Cannabis Oil dobry w tym, że rozwiązuje problem w kompleksie. Ma fenomenalny efekt na cały układ moczowo-płciowy mężczyzn. Mówiąc najprościej, po kursie stosowania męskie ciało zaczyna funkcjonować na poziomie 25latka. Dlatego polecam go absolutnie wszystkim mężczyznom. Nawet jeśli nie masz zapalenia gruczołu krokowego, środek skutecznie zapobiega i znacznie zwiększa potencję.”

Konopie mają wiele zastosowań medycznych i ktoś postanowił zrobić z tego przekręt, który wygląda bardzo prymitywnie ale zapewne są osoby, które dadzą się na to nabrać i zostaną oszukane, a być może ucierpi na tym ich zdrowie – liczy się skala dotarcia, a ta przy pomocy płatnych reklam na FB jest duża. Udostępniając ten artykuł pomagasz nam dotrzeć z prawdziwymi informacjami do szerszego grona odbiorców.

Adres strony z oszustwem to: cpgtstream5.com/umur/ jednak zawsze sprawdzajcie adres czy jest bezpieczny pod kątem wirusów ponieważ nie wiadomo co si e tam może pojawić za jakiś czas.

Czytaj także:

Czy policja może zatrzymać za medyczną marihuanę?

Podczas gdy w Niemczech i Czechach można uprawiać i posiadać konopie indyjskie na własny użytek, w Polsce policja marnuje czas i zasoby na zatrzymywanie ludzi, którzy posiadają trochę konopnych liści. Policjanci z Oddziału Prewencji Policji w Kielcach podczas patrolu Sandomierza zatrzymali mężczyznę stojącego na przystanku autobusowym przy ul. Zawichojskiej. Na widok radiowozu 36-latek zaczął zachowywać się nerwowo, co wzbudziło podejrzenia funkcjonariuszy.

Zatrzymali go za liście ale odpowie jak za normalne zioło

Podczas legitymowania okazało się, że w plecaku mężczyzny znajduje się foliowy woreczek z 22 gramami zielonego suszu roślinnego. To nie był jednak koniec sprawy. Jeszcze tego samego dnia policjanci z Wydziału Kryminalnego przeszukali jego miejsce zamieszkania, gdzie zabezpieczyli kolejne 55 gramów podobnej substancji.

Łącznie funkcjonariusze zabezpieczyli blisko 88 gramów „środków odurzających”, wstępnie zidentyfikowanych jako marihuana. Mężczyzna usłyszał już zarzuty,  za posiadanie narkotyków grozi mu kara do 3 lat pozbawienia wolności, a zatrzymali go za liście. 

W normalnym kraju takie sytuacje nie powinny nigdy mieć miejsca. Niestety w szeregach polskiej policji nadal pracuje wiele osób, którym zależy jedynie na własnych statystykach i zamiast „pomagać i służyć” – prześladują i nękają obywateli sprowadzając na nich poważne kłopoty tylko dlatego, żeby się wykazać, to jest patologia polskiego wymiaru sprawiedliwości, która w nie powinna mieć miejsca.

Czytaj też:

Dorośli mający dostęp do legalnej marihuany rzadziej sięgają po alkohol, wynika z badań

W 2022 Mata wraz ze znajomym zostali zatrzymani przez policję, która znalazła przy nich marihuanę w niewielkich ilościach. Raper został zatrzymany i postawiono mu zarzuty związane z posiadaniem substancji zabronionych. Kilka miesięcy później, gdy przygotowano akt oskarżenia, na platformie X, prokurator Wrzosek napisała: „Akt oskarżenia za nazwisko – bo takie ilości i sprawy się umarza. Tak teraz działa prokuratura”. Pomimo tego, iż oczywistym jest, że miała w tym przypadku rację co potwierdził sąd umarzając sprawę – oskarżono ją o działanie na szkodę wymiaru sprawiedliwości i ukarano. Oto więcej informacji. 

Prokurator skazana bo skrytykowała stawianie Macie zarzutów za 1,4 g. zioła – „Zarzuty za nazwisko, takie sprawy się umarza”

Prokurator Ewa Wrzosek została ukarana przez Sąd Dyscyplinarny, działający przy Prokuratorze Generalnym. Powodem ukarania były wpisy zamieszczone w 2022 roku na jej koncie w serwisie X (Twitter), które krytykowały działania prokuratury. O co dokładnie chodziło?

Gdy na początku stycznia 2022 r. za posiadanie marihuany zatrzymano Mate i jego znajomego, od razu pojawiły się komentarze, że prokuratura i sąd zrobią pokazówkę skazując rapera za posiadanie 1,4 grama zioła. I jak się potem okazało – były to słuszne obawy.

Prokuratura wystosowała przeciwko młodemu Matczakowi akt oskarżenia za wspomniane 1,4 grama marihuany. Tyle, że takie sprawy  są w Warszawie umarzane. Ale nie tym razem.

Akt oskarżenia za nazwisko – bo takie ilości i sprawy się umarza. Tak teraz działa prokuratura

– brzmiał komentarz prok. Wrzosek odnośnie przesłanego do sądu aktu oskarżenia.

Prok. Wrzosek została za ten wpis skazana przez Sąd Dyscyplinarny. 

Czy Sąd Dyscyplinarny przy Prokuratorze Generalnym uznał mnie wczoraj winną i ukarał za naruszenia dobrego imienia prokuratury Ziobry? Tak. Czy podzielił tym samym opinię prokuratury Święczkowskiego, która wniosła to oskarżenie? Tak. Czy wyszłam z posiedzenia Sądu Dyscyplinarnego przy Prokuratorze Generalnym, gdy ten uzasadniał dlaczego to ja – a nie ówczesne kierownictwo prokuratury – uchybiłam godności prokuratora? Tak. Czy to koniec tej sprawy? Nie.

-poinformowała prokurator na swoich social mediach 

Tak jak zapowiedziała, Wrzosek odwołała się od tej decyzji do Sądu Najwyższego.

waporyzatory hero
-reklama-

Niestety w poniedziałek Izba Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego w składzie pod przewodnictwem sędziego Wiesława Kozielewicza utrzymała w mocy karę wymierzoną przez sąd I instancji.

Jak mówiła podczas uzasadnienia sędzia sprawozdawca Barbara Skoczkowska, sprawa dotyczy przede wszystkim „ustalenia granicy wolności słowa” prokuratora w mediach społecznościowych.

To prawomocne orzeczenie Sądu Najwyższego pokazuje w jakim kraju żyjemy i nadal bliżej nam do reżimu niż demokracji. Bo jak inaczej skomentować ten wyrok skoro prok. Wrzosek miała rację i takie samo zdanie ma zdecydowana większość społeczeństwa? 

medycyna cbd
-reklama-

To ci przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości, którzy zdecydowali się podpisać pod aktem oskarżenia Maty uchybiają godności prokuratora i sądu. 

Oczywiście my nie uważamy, że nie wolno i nie można korzystać z mediów społecznościowych, ale osobom prywatnym wolno więcej. Osobom publicznym, a taką osobą jest pani prokurator, nie mówiąc o tym, że jest urzędnikiem państwowym, pewnych granic nie wolno przekraczać

– tłumaczyła wczoraj sędzia Skoczkowska usprawiedliwiając gnębienie prokuratorów, którzy nie zgadzają się na reżimowe stosowanie prawa

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.