Świat Prawa i legalizacji marihuany

Jazda pod wpływem marihuany jest prawnie zabroniona i grozi m.in. utratą prawa jazdy. Takie właśnie konsekwencje dotknęły obywatela Niemiec, który prowadził pod wpływem THC. Kierowca jest jednocześnie użytkownikiem medycznej marihuany i nie zgodził się z opinią, że nie może kierować pojazdem. Sprawa skończyła się w sądzie, który w czwartek wydał wyrok.

Wszystko zaczęło się od skargi mężczyzny z Dormagen (Rhein-Kresi Neuss), który stracił prawo jazdy po prowadzeniu pojazdu pod wpływem marihuany. Ponieważ spożywał konopie indyjskie z powodów medycznych, chciał on prawo jazdy odzyskać. Gdy mu odmówiono, sprawę skierował do sądu.

Sąd Administracyjny w Düsseldorfie: jazda pod wpływem marihuany jest dopuszczalna

Sąd Administracyjny w Düsseldorfie postanowił w czwartek (24.10.2019), że jazda pod wpływem marihuany jest dozwolona. Jest to pierwszy taki wyrok sądu administracyjnego w Niemczech.

Sąd potwierdził co prawda obawy urzędników, że konsumpcja i zdolność skarżącego do prowadzenia pojazdu są nierozłącznie ze sobą powiązane. Jednak walczący o odzyskanie prawa jazdy kierowca przedłożył sądowi raport psychologiczny, który potwierdził, że 35-latek jest w stanie prowadzić samochód pod wpływem marihuany. Na tej podstawie, sąd przyznał mu rację.

Kluczowa jest odpowiedzialność

To, czy konsumenci marihuany mogą prowadzić pojazdy zależy głównie od tego, czy spożycie odbywa się pod nadzorem lekarza i czy nie stwierdzono wpływu marihuany na prawidłowe prowadzenie i ocenę sytuacji, orzekł sąd.

W praktyce oznacza to, że jeżeli pacjent wykaże zdolność kierowania pojazdem pod wpływem marihuany to nie można mu tego zabronić.

Organ może odwołać się od wyroku do Wyższego Sądu Administracyjnego w Münster.

Redaktor prowadzący „Poranne rozmowy RMF” w tym tygodniu gościł w swoim studio Małgorzatę Kidawę-Błońską oraz Włodzimierza Czarzastego, których pytał m.in. o zdanie na temat legalizacji marihuany rekreacyjnej. Rozmowę na ten temat z szefem SLD, prowadzący rozpoczął od pytań o „walenie wiadra” by po chwili przejść do poważniejszej rozmowy.

Małgorzata-Kidawa Błońska pytana o legalizację marihuany przez PO

Na początku tygodnia Robert Mazurek, prowadzący „poranne rozmowy RMF” gościł Małgorzatę Kidawę-Błońską (PO), z którą rozmawiał m.in. o przywództwie w Platformie. Prowadzący audycję pod koniec rozmowy zadał pytanie o legalizację marihuany rekreacyjnej. Kandydatka na premiera z ramienia PO/KO odpowiedziała w sposób znacznie bardziej stonowany niż zrobił to kilka lat temu ówczesny premier tego ugrupowania.

Przypomnijmy, że Donald Tusk będąc premierem oznajmił, że za jego kadencji nie ma mowy o żadnej liberalizacji prawa w tym zakresie.

Kidawa-Błońska zapytana czy PO powinno poprzeć legalizację marihuany odpowiedziała, że w wielu krajach już to nastąpiło jednak sama się nie zna i zdaje się na zdanie ekspertów w tej dziedzinie. Oto cała wypowiedź pani wicemarszałek na ten temat:

Włodzimierz Czarzasty bliski poparcia depenalizacji?

Dwa dni później gościem audycji był Włodzimierz Czarzasty. W trakcie wizyty w studio szefa SLD, Robert Mazurek rozpoczął temat marihuany żartując, że “walenie wiadrem” jest zabawnym grypsem. Czarzasty jednak poprawił redaktora, że mówi się “walić wiadro”, na co redaktor z uśmiechem odparł – w co wy tam walicie to już wasza lewicowa tajemnica.

Jeden z liderów Lewicy oznajmił, że wie, iż Robert Biedroń oraz Adrian Zandberg popierają legalizację marihuany, natomiast on sam skłania się ku depenalizacji.

Mimo, iż nie są to znaczące deklaracje to zdecydowanie lepiej słucha się takich wypowiedzi, niż tych utrzymanych w tonie Donalda Tuska sprzed kilku lat. Dobrze, że politycy zdają sobie sprawę z postępującej na całym świecie legalizacji, teraz czas aby dostrzegli tkwiący w niej potencjał i zaczęli wprowadzać realne zmiany.

Premier Holandii Mark Rutte odwiedził Nową Zelandię, gdzie w przyszłym roku odbędzie się referendum w sprawie legalizacji marihuany. W rozmowie z szefową nowozelandzkiego rządu zachwalał skutki liberalizacji prawa, które obowiązuje w Niderlandach mimo, że w jego kraju do pełnej legalizacji konopi indyjskich jeszcze daleka droga. Rutte powiedział także, czym kierowano się zezwalając na powstanie konopnych kafejek kilka dekad temu.

Premier Holandii zachwala legalizację

Podczas niedawnej konferencji prasowej w której udział wziął premier Holandii Mark Rutte oraz szefowa rządu Nowej Zelandii, Rutte zachwalał rozwiązanie prawne jakim jest legalizacja marihuany. Jako przykład podał swój własny kraj. Przypomnijmy jednak, że w Holandii nie ma legalizacji marihuany, bardziej przypomina to nieuregulowane rządowe przyzwolenie. Co prawda holenderski rząd postanowił to zmienić i wdrożyć czteroletni program pilotażowy obejmujący wprowadzenie legalnych upraw. Jednak ze względu na pewne obostrzenia programu, większość holenderskich gmin nie wyraziła chęci udziału w nim.

Wychwalanie zmian prawnych przez Rutte’a spowodowane jest przyszłorocznym referendum, w którym Nowozelandczycy wypowiedzą się czy chcą legalizacji konopi indyjskich.

Pan Rutte przebywa w Nowej Zelandii, aby „jeszcze bardziej wzmocnić nasze ciepłe stosunki z Holandią”, powiedziała Ardern. Zaplanowała także dyskusję na temat zmian klimatu, przechodząc do gospodarki i handlu niskoemisyjnego.

Marihuana w Holandii

Holenderski premier tłumaczył też dlaczego w latach ’70 jego poprzednicy zdecydowali się na takie rozwiązanie. Chodziło przede wszystkim o dobro użytkowników marihuany. W przypadku istnienia tylko czarnego rynku konsumenci chcąc nabyć susz zmuszeni byli do kontaktów z przestępcami, którzy w swojej ofercie mieli i mają dużo bardziej szkodliwe używki. Dlatego rząd, który nie chciał aby obywatele mieli kontakt z wyniszczającymi substancjami zezwolili na obrót marihuaną w specjalnie wyznaczonych punktach.

Niestety w Holandii nie ma pełnej legalizacji ani legalnych upraw do coffee shop’ów. Rząd co prawda chce to zmienić i uruchamia pilotażowy program legalnych upraw rządowych jednak jak już wspominałem, z pewnych przyczyn większość holenderskich gmin nie jest nim zainteresowana.

Przewodniczący Meksykańskiego senatu, przedstawiciel rządzącej w meksyku partii oznajmił, że jeszcze w tym miesiącu odbędzie się głosowanie nad projektem ustawy, której celem jest legalizacja konopi indyjskich. Oznacza to, że rząd meksyku dotrzyma terminu legalizacji, który został wyznaczony przez Meksykański Sąd Najwyższy. Przypomnijmy – kilka miesięcy temu, SN w meksyku uznał konopną prohibicję za niezgodną z konstytucją!

Legalizacja konopi indyjskich w Meksyku – trwają intensywne prace

Na stół trafiło już wiele aktów prawnych, których celem jest legalizacja konopi indyjskich w Meksyku. Jednak senator Ricardo Monreal z ugrupowania MORENA powiedział, że o i jego partia są gotowi opracować nowy projekt reformy, który byłby owocem ostatnich tygodni forów publicznych i otwartych debat w tej sprawie. Członkowie innych ugrupowań Meksykańskiej Izby Deputowanych, zostaną zaproszeni do wspólnego rozważania nowego projektu ustawy.

„Myślimy, że nowe prawo, zatwierdzimy pod koniec października. Mamy taki harmonogram”

-powiedział Monreal.

Oznaczałoby to, że prawodawcy planują dotrzymać terminu zakończenia federalnego zakazu posiadania marihuany, który wyznaczył Sąd Najwyższy W ubiegłym roku sąd orzekł, że krajowy zakaz posiadania, używania i uprawy marihuany był niezgodny z konstytucją i stwierdził, że rząd musi formalnie zalegalizować te działania do października. Wielu kluczowych prawodawców stwierdziło, że kraj powinien pójść jeszcze dalej, regulując również prawnie sprzedaż i uprawę konopi indyjskich.

W ostatnich tygodniach Senat zorganizował szereg debat i wydarzeń, których celem było zebranie opinii społeczeństwa na temat propozycji legalizacji i wysłuchanie ekspertów. Podczas jednego panelu przedstawiciel Białego Domu mówił o potrzebie „solidnych regulacji” na legalnym rynku konopi indyjskich.

Różne pomysły na nowe prawo

W poniedziałek senat zorganizowała kolejne forum, na którym mówiono o międzynarodowym rynku marihuany.

Mario Delgado Carrillo, koordynator partii MORENA w Izbie Deputowanych, w zeszłym tygodniu złożył projekt ustawy mającej na celu zalegalizowanie i uregulowanie kwestii konopi indyjskich. Zaproponował rządowi kierowanie rynkiem, aby zapobiec monopolizacji przemysłu przez duże firmy.

Jednak jak podaje El Universal ani Monreal, ani prezydent Andrés Manuel López Obrador nie popierają wprowadzenia kontrolowanego przez państwo systemu obrotu marihuaną. Później Carrillo wyjaśnił, że jego projekt ustawy odzwierciedla jego osobiste preferencje. Monreal jednak zaznaczył, że jest skłonny uwzględnić pewne pomysły z jego propozycji.

Kolejny projekt ustawy legalizacyjnej, który zostanie wkrótce rozpatrzony przez Senat, został zaproponowany przez członka partii MORENA, senatora Julio Menchaca Salazara, we wrześniu br.

„Chodzi o to, aby postarać się stworzyć jak najlepsze prawo w tym zakresie”

-powiedział Monreal.

„Spędziliśmy wiele godzin debatując nad tą kwestią w Senacie i z szacunkiem zaprosimy wszystkich [posłów], aby dołączyli do nas w następnych debatach”

Cierpiący na chorobę Leśniowskiego-Crohna obywatel Holandii odliczył od podatku koszta uprawy marihuany, którą był zmuszony uprawiać na własną rękę, ponieważ ta, którą nabywał w aptece nie dawała oczekiwanych efektów.

Koszta uprawy konopi indyjskich prowadzonych przez pacjentów stosujących medyczną marihuanę mogą zostać odliczone od podatku – taka decyzją zapadła właśnie w Sądzie Rady Najwyższej( De Hoge Raad ) w Holandii – czytamy w serwisie AD.NL

Lekarz pacjenta cierpiącego na chorobę Leśniewskiego-Crohna, stwierdził, że marihuana dostępna w aptece nie ma wystarczającego, pożądanego wpływu na leczenie pacjenta. Pacjent przeprowadził więc uprawę na własną rękę, a w specjalnej rozliczeniowej rubryce „Specyficzne koszta medyczne” ujął jej koszta.

W pierwszej kolejności organy podatkowe( belastingdienst ) oraz sąd odrzuciły odliczenie, po czym podatnik wniósł sprawę do Sądu Najwyższego, który przyznał rację podatnikowi, ponieważ posiadał on receptę na medyczną marihuanę,

Sąd najwyższy stwierdził, że recepta wystawiona przez lekarza wystarczy, aby odliczyć takie koszta, jeżeli pacjent uprawia do pięciu roślin bez użycia pomocy technicznej, takiej jak sztuczne oświetlenie, namioty itd. Odliczeniu nie podlegają także marihuana, haszysz czy koncentraty zakupione w Coffee Shopach.

Rząd w Pradze wprowadza przepisy, których celem jest refundacja medycznej marihuany. Pacjenci będą mogli liczyć na zwrot do 90% kosztów leku. Koszty mają być pokrywane z ubezpieczenia zdrowotnego. Nowe przepisy mogą zacząć obowiązywać już na początku przyszłego roku.

W Republice Czeskiej medyczna marihuana została dopuszczona do obrotu w 2010 roku. Do tej pory koszty leczenia w pełni pokrywali pacjenci, a ceny suszu w aptekach nie są w żaden sposób regulowane co utrudnia pacjentom dostęp do produktów po zrównoważonej cenie.

Refundacja medycznej marihuany

Na początku tego roku, Czeski rząd rozpoczął pracę nad ustawą dotyczącą zwrotu do 90% kosztów dla pacjentów, projekt ustawy przeszedł przez parlament w ubiegłym tygodniu. Oczekuje się, że nowe przepisy
wejdą w życie na początku przyszłego roku – informuje canex.co.uk

„Od Nowego Roku pacjenci z przewlekłym bólem będą płacić maksymalnie kilkaset miesięcznie (koron – przyp.red.) w stosunku do obecnych wielu tysięcy, tak jak w przypadku innych leków”.

– napisał na Twitterze Minister zdrowia Adam Vojtěch.

W Czechach największy odsetek pacjentów stanowią ci, którzy za pomocą medycznej marihuany radzą sobie z przewlekłym bólem. Szacuje się, że ta grupa stanowi ok 90% wszystkich pacjentów. Spośród pozostałych pacjentów 4% stosuje ten lek w leczeniu stwardnienia rozsianego.

Refundacja medycznej marihuany będzie obowiązywać do 30 gramów miesięcznie. Istnieją również plany, aby Państwowy Instytut Kontroli Leków regulował cenę aptecznego suszu.

Minister Vojtěch uważa, że to wystarczający limit. Uzasadniając:

„Uważamy to za odpowiedni limit, ponieważ dziś jeden pacjent spożywa średnio do 10 gramów suszu miesięcznie. Potwierdziło to badanie przeprowadzone wśród lekarzy wystawiających recepty.”

Jednak w przypadku gdy dla konkretnego pacjenta limit okaże się zbyt mały, także będzie możliwość otrzymania zwrotu kosztów leczenia. Będzie to wymagało wniosku lekarza prowadzącego i zgody lekarza orzecznika.

Czy San Marino będzie pierwszym europejskim krajem z legalną marihuana rekreacyjną? Jest to bardzo prawdopodobny scenariusz. Nie tak dawno temu informowaliśmy o tym, że Luksemburg zamierza zezwolić na posiadanie i obrót konopiami indyjskimi i będzie pierwszym europejskim krajem z pełną legalizacją. Jednak teraz wszystko wskazuje, że najpierw zrobi to San Marino. Władze argumentują to m.in. mniejszą szkodliwością konopi od alkoholu i tytoniu oraz zwiększeniem wpływów z turystyki, która jest dla tego kraju bardzo ważna.

San Marino wprowadza zmiany

W zeszłym tygodniu parlament San Marino sporządził i zatwierdził projekt legalizacji i regulacji konopi indyjskich – informuje San Marino RTV. Teraz wystarczy aby rząd poparł ustawę i może ona wejść w życie. Najprawdopodobniej wydarzy się to szybciej niż w Luksemburgu, którego rząd nie tak dawno temu poinformował, ze daje sobie na to 2 lata. Mimo, iż w Sam Marino jest to dopiero początek drogi legislacyjnej, nowe prawo może wejść w życie już w przyszłym roku.

To bardzo duża zmiana biorąc pod uwagę to, że w kraj ten do tej pory nie miał nawet klasyfikacji zakazanych substancji. Nie rozróżniano też posiadania od handlu.

Klęska konopnej prohibicji

Wnioskodawcy stwierdzili, że polityka represji nie przyniosła żadnych skutków mimo, że są one tam restrykcyjne. Argumentując wniosek powoływano się także na badania świadczące o niższej szkodliwości marihuany od tytoniu i alkoholu. Mówiono też, że zyski ze sprzedaży konopi powinny zasilać kasę państwa, a nie przestępców.

Proponowane zapisy polegają na legalizacji posiadania do 30 gramów na własny użytek, uprawy na własne potrzeby do 4 roślin oraz regulacji handlu konopiami indyjskimi. Model ten porównuje się do Hiszpanii czy Holandii czyli planuje się wprowadzić punkty dystrybucji.

W przeciwieństwie do Luksemburga, prawo dotyczyć będzie wszystkich obywateli łącznie z turystami, San Marino wiąże z tym nadzieję na większą liczbę odwiedzających ten mały kraj.

Prawie 10 miesięcy temu, dzięki nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, medyczna marihuana trafiła w końcu do polskich aptek. W środę policja w Ostrowcu Świętokrzyskim zarekwirowała medyczną marihuanę pacjentowi cierpiącemu na zaburzenia lękowo-depresyjne, mimo, że posiadał odpowiednią dokumentację.

Sytuacja miała miejsce w środę 25 września. „Tajniacki” radiowóz zajechał drogę panu Michałowi, po czym funkcjonariusze zaczęli przeszukanie jego oraz należącego do niego pojazdu. Pan Michał, aby nie utrudniać procedur od razu przyznał, że jest w posiadaniu medycznej marihuany oraz odpowiednich dokumentów. Kryminalni nie uwierzyli jednak w wiarygodność dokumentacji i zarekwirowali marihuanę – czytamy w serwisie TVN24

„Samochód policji kryminalnej zajechał mi drogę i zaczęło się przeszukanie „

– opowiedział mężczyzna.

„Powiedzieli, że wjechałem pod zakaz i to jest powód zatrzymania. Od razu przy przeszukaniu auta powiedziałem, że posiadam przy sobie medyczną marihuanę i że posiadam wszelkie możliwe zaświadczenia. I oni byli święcie przekonani, że to jest na pewno nielegalna marihuana, że ja kłamię”

– dodał pan Michał.

U 23-letniego Michała rok temu zdiagnozowano zaburzenia lękowo-depresyjne. Chłopak próbował leczenia antydepresantami, jednak nie przynosiły one pożądanego efektu. Od pięciu miesięcy jest w posiadaniu recepty na medyczną marihuanę oraz korzysta z terapii z jej wykorzystaniem. Marihuana nie jest dla niego używką rekreacyjną, a lekiem pozwalającym mu normalnie funkcjonować.

Z relacji pana Michała wynika, że zarekwirowano mu 3 gramy marihuany oraz przyrządy służące do jej zażywania, po czym nakazano mu wskazanie miejsca zamieszkania w celu dokonania rewizji.

„Jakim prawem ktoś ma mi przeszukiwać wszystkie szafki? Małe dziecko w domu i nagle trzech dorosłych mężczyzn wchodzi i mi przeszukuje mieszkanie?”

– dodał 23-letni Michał

Magiczne pudełko

Według oficera prasowego Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim do podjęcia decyzji o zarekwirowaniu suszu oraz przeszukaniu miejsca zamieszkania z powodu opakowania, w jakie zawinięty był medyczny susz.

Mężczyzna miał to dosyć nietypowo zapakowane, w folię spożywczą. Jeśli to jest w hermetycznym pudełku, nie budzi zastrzeżeń i wówczas odstępujemy od czynności

– poinformowała asp. Ewelina Wrzesień.

10 gram suszu kosztowało pana Michała około 600 złotych. Ponieważ policja zarekwirowała lekarstwo, mężczyzna będzie musiał jechać do swojego lekarza w Warszawie, wziąć kolejną receptę i wydać pieniądze na kolejne opakowanie. Zanim to zrobi, grożą mu uniemożliwiające pracę ataki paniki. Pełnomocnik pana Michała przyznał, że to nie pierwszy raz, kiedy pacjenci leczeni medyczną marihuaną mają problemy z policją.

– taki przebieg wydarzeń potwierdza oficer prasowa Komendy Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Niestety pani oficer nie potrafi wyjaśnić w jaki sposób stwierdzone ma zostać, czy marihuana, która została zarekwirowana jest marihuaną medyczną, czy też nie.

We wczorajszym wywiadzie dla TVN24, chora na stwardnienie rozsiane Anna Słocka stwierdziła, że zarekwirowanie medycznej marihuany równa się odebraniu insuliny cukrzykowi. A co wy sądzicie o tej sytuacji?

Australijskie Terytorium Stołeczne (ACT) jest pierwszą jurysdykcją w Australii, która legalizuje konopie indyjskie. Nowe prawo znosi kary za posiadanie oraz uprawę na własne potrzeby. Na terenie ACT leży m.in. miasto Canberra, stolica Australii.

Ustawodawcy przyjęli w środę projekt ustawy, pozwalający osobom dorosłym na posiadanie do 50 gramów suszu oraz domową uprawę do 4 roślin konopi indyjskich – informuje BBC.

Jest to pierwsze z 16 terytoriów Australijskich, które podjęło taką decyzję.

Konopie indyjskie w Australii

Niestety prawo federalne Australii nadal zabrania posiadania oraz uprawy konopi indyjskich. Mimo, że przepisy obowiązujące w jurysdykcji (stanie) się zmienią to nadal będzie je można podważyć przepisami federalnymi, które są w tym przypadku nadrzędne.

Jednak politycy odpowiedzialni za ustawę, powiedzieli, że są „bardzo pewni”, iż politycy federalni jej nie zakwestionują. Jednocześnie zastrzegli i podkreślili, że nadal nie eliminuje to całkowicie ryzyka aresztowania na mocy prawa federalnego. Dodali też, że istnieją dodatkowe niejasności prawne.

Nowe prawo na wejść w życie 31 stycznia 2020.

Niektórzy politycy mieli nadzieję, że nałożenie na obrót legalną marihuaną licznych przepisów, pomoże zlikwidować czarny rynek. Dla wielu nie jest jednak zaskoczeniem, że tam gdzie regulacje branży konopnej są największe, rozwija się nielegalny handel. Pokazują to opublikowane niedawno wyniki badań.

Szkodliwe regulacje branży konopnej

Doktorant z Wydziału Kryminologii i Sprawiedliwości Karnej Portland State University w Oregonie, Sikang Song, przeprowadził badania na podstawie których udowodnił, że nie da się wyeliminować czarnego rynku, jeżeli legalny obrót marihuaną obarczony jest coraz większą ilością przepisów.

Do badania wykorzystano dane zebrane w dwóch amerykańskich stanach Kolorado i Waszyngtonu, które zalegalizowały marihuanę rekreacyjną.

Podczas gdy przepisy w Kolorado są niezmiennie liberalne od momentu legalizacji, Waszyngton wprowadził pewne ograniczenia i przepisy dotyczące konopi indyjskich. W rezultacie nielegalny handel w Waszyngtonie, zaczął się rozwijać. Taka sytuacja natomiast nie ma miejsca w Kolorado, gdzie regulacje branży konopnej są bardziej liberalne. Chociaż tam też nie udało się jeszcze całkiem wyeliminować nielegalnego obrotu czy uprawy konopi to od lat odbywa się to w coraz mniejszym wymiarze.

Przed wprowadzeniem surowszych przepisów zarejestrowano maksymalnie 28 przestępstw związanych z konopiami indyjskimi na 100 000 mieszkańców. Przy silniejszych regulacjach liczba ta wzrosła do około 36 przestępstw na 100 000.

Póki co czarny rynek marihuany rekreacyjnej funkcjonuje nawet tam gdzie jest ona legalna. W roku 2018, 18% spożywanej w Kalifornii marihuany, pochodziło z nielegalnych źródeł. Wpływ na to maja nie tylko przepisy, jest to także cena i inne czynniki – wynika z raportu Songa . Jednak wszystko sprowadza się do dostępności – im ta jest mniejsza, tym czarny rynek radzi sobie lepiej.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.