Niedawno porównywaliśmy dla Was MoonRocks i SunRocks, które zadziwiły nas swoim potencjałem Zielonej Strony Mocy. Dotychczas wszelkie koncentraty, woski i mixy nie osiągały poziomu przewyższającego 50-80% THC, aż do teraz. Poznaj krystaliczne THC-A!

Poznajcie krystaliczne THC-A, które uważane jest za najczystszą formę koncentratu THC.  Ekstrakcji udało się dokonać gronu naukowców, z manufaktury w Południowej Kalifornii. Wytworzenie skrystalizowanego THC-A wymaga bardzo zaawansowanego procesu.

W produkcie końcowym, wyglądającym jak klarowny kryształ górski, nie ma miejsca dla innych kannabinoidów, dlatego nie jest najlepszą opcją dla osób przyjmujących kannabinoidy w ramach terapii medycznej w porównaniu z tradycyjnymi kwiatami, bądź koncentratami takimi jak RSO(Rick Simpson Oil), które zazwyczaj zawierają pełną kompozycję kannabinoidów.

Skąd pomysł na krystaliczne THC?

W ostatnich latach liczba konsumentów odurzających się olejkami, woskami, rosinu i innych koncentratów wzrosła diametralnie, a najmocniejsze kwiaty, dostępne w sprzedaży w formie nasion, osiągają poziom 25-30% THC, który palacze kategoryzują jako odmiany o wysokiej zawartości substancji psychoaktywnych.

Dzisiejszy rynek oferuje nam olejki różnorakiej maści, o zróżnicowanym stopniu stężenia kannabinoidów.  Ekstrakty takie jak BHO/ROSIN, nawet w kombinacjach takich jak Moonrocks czy Sunrocks nie mają szans z kryształkami THC-A, które osiągają aż 99,9% THC!

Niemniej jednak, pacjenci stosujący głównie THC, już mogą cieszyć się, z najczystszej i najszybciej działającej opcji, właśnie dzięki kryształkom THC-A. Ponadto, ze względu na jego czystość, dawkowanie jest bardziej precyzyjne, podczas gdy w przypadku innych koncentratów istnieje pewna zmienność w sile każdej dawki.

Palacze rekreacyjni, którym dane było spróbować tego klarownego arcydzieła, przypominającego kryształki methamfetaminowe, donoszą, że haj jest bardzo intensywny, bardzo narkotyczno-mózgowy tzw. „cerebral high„, wynoszący umysł w niebiosa. Tak intensywnych efektów nie dają kwiaty żadnej odmiany.

Wielu osobom, aktywnie śledzącym losy Zielonego Świata, w ostatnich latach wielokrotnie przewinęły się zdjęcia, opisy, filmiki prezentujące tzw. „MoonRocks” czyli tzw. księżycowe skały.

Po raz pierwszy zaprezentowany był przez Kurupt’a. Pokazał on światu kwiat odmiany Girl Scout Cookies, który przypominał mały meteoryt lub jak niektórzy wolą – orzeszek nicknacks. Ale co wpłynęło na jego wygląd?

Czym jest tzw. księżycowa skała?

MoonRocks jest to nic innego jak skąpany w marihuanowym oleju, wysokiej jakości top, który na koniec obtoczony jest sporą ilością kiefu. Jeśli Twój kamyczek posiada żółtawy kolor, przypominający musztardę możesz być pewny, że użyta „panierka” jest wysokiej jakości. Odcienie zieleni świadczą o większej obecności części zielonej w kiefie, co znacznie pogarsza jego jakość pod kątem aromatu.

W przypadku zakupu MoonRocks, łatwo paść ofiarą oszustwa, ponieważ jakość produktu możemy ocenić, dopiero po ocenie organoleptycznej. Przekrój moonrocksa ukazuje nam jego wnętrze, widzimy jakiej jakości kwiat został użyty jako baza oraz, jak grubą mamy warstwę oleju pokrywającą kwiat. Metoda ta pozwoli ocenić nam jakość zakupionego moonrocksa jeszcze przed jego zapaleniem.

Szczyt, koncentrat i odseparowane trichomy – łącząc te 3 elementy zawsze otrzymujemy produkt zwany księżycową skałą, kolejność nie gra roli, jeśli nie zależy nam na pięknym wyglądzie moonrocksa możemy wrzucić to nawet to miksera. Nie ma też znaczenia jakiego szczepu oraz jakiej konsystencji będzie koncentrat, którego użyliśmy.

Fenomen SunRocks

SunRocks jest kuzynem wcześniej wspomnianego MoonRocks, ale różne głosy mówią, że potrafi wynieść Cię na wyższy poziom i, że jest o krok dalej niż jego poprzednik. Przy produkcji „Słonecznej Skały” musimy już zachować pewne schematy.

Pochodzący ze Stanów Zjednoczonych twórcy „SunRocks” – Big Tray i Apollo stosowali tylko szczepy i ekstrakty z najwyższej półki – rodziny OG. Olej wytworzony ze tego szczepu, a dokładnie precyzując, King Loui OG, który został przebadany laboratoryjnie, dał wynik aż 80% THC!
Kwiat skąpany w takim oleju ekstremalnie przybiera na mocy…

Podczas produkcji SunRocks, Apollo używa tylko tego koncentratu. Jego produkt łudząco przypomina „Kurupt’s Moonrocks”, ale w tym przypadku używa się kiefu z upraw organicznych, a nie pierwszy lepszy, który akurat mamy pod ręką.

Apollo „natryskuje” swoje kwiaty koncentratem butanowym(BHO)a następnie delikatnie obtacza kiefem. Po przebadaniu w laboratorium wykazał poziom 61% THC, to podobny wynik do klasycznej „Skały Księżycowej”

Produkcja SunRocks firmy Big Tray Dee nie różni się wiele od poprzedniej wersji. „Kamyczki” bazujące na szczepie King Loui OG, które zostały przebadane laboratoryjnie, dały wynik aż 80% THC! Dobrej jakości kwiaty, ekstremalnie przybrały na swojej mocy.

Snoop Dogg o Sunrocks i Moonrocks

Jak powiedział sam Snoop Dogg „Kiedy słyszy się o wysokim poziomie THC, zwykle palacze myślą o granicach 15, maksymalnie 20% THC. Te czubki tworzyły moonrock o mocy 60% oraz sunrock o mocy 80%!”

Snoop nie ukrywał również faktu, że i moonrock i sunrock są produktami, które przewyższają jego możliwości mimo, że wszyscy po za muzyką, kojarzymy go z wiecznie towarzyszących mu oparów zielonego dymu. „Jeśli już to robię, to kruszę sun/moonrock na drobniejsze kawałeczki i dodaje do czystego ziółka. Nie możesz palić tego solo, to nie może być sam moonrock… Po tym czeka cię długa droga, więc użyj go tylko odrobinę…”

Spożywanie moon/sunrocks jest zazwyczaj preferowane przez fajkę, bongo lub zawinięte w prawdziwego blunta. Naturalnie nie polecamy używania młynka, jeśli chcesz rozdrobnić swoje Sunrocks. Chyba, że chcesz by wszystko najlepsze, co oferuje zostało na jego ząbkach? Preferujemy delikatne „łamanie” lub nawet używanie ostrych nożyczek.

Podchodźmy do tego produktu z szacunkiem, bo na niego zasługuje. Moonrocks potrafi powalić najbardziej doświadczonego palacza i został wynalezione z myślą o palaczach, którzy szukają innych, mocniejszych doświadczeń niż tradycyjne kwiaty. Jeśli jesteś początkujący a masz możliwość spróbowania tego cuda, lepiej poważnie się nad tym zastanów. Skoro Snoop twierdzi, że jest to dla niego za mocne, to my nie potrafimy sobie nawet wyobrazić tego, co potrafią te mieszanki.

 Wygląda na to, że w ostatnim czasie społeczność naukowa oraz społeczność konopna, wylądowały w jednym worku na dobre. Dla Zielonego Świata to bardzo dobre wieści, zwłaszcza jeśli dowiadujemy się, że mango wzmacnia haj po zapaleniu trawki!

Powszechnie wiadomo, że medyczna marihuana jest naturalnym lekarstwem na wiele ciężkich schorzeń i dolegliwości oraz, że jest znakomitym środkiem przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Rekreacyjni palacze, cieszą się z euforycznych i relaksacyjnych efektów jakie daje im upalanie się ulubioną trawką. Ta magiczna roślina daje nam możliwość zabawy oraz ratowania własnego zdrowia!

Najnowsze odkrycie naukowców

Ostatnio naukowcy pochwalili się nowy, małym odkryciem, którym postanowili szybko podzielić się z „Zielonym Światem”, a mianowicie: Zjedzenie świeżego, DOJRZAŁEGO(miękkiego) owocu mango, lub wypicie mangowego smoothie przygotowanego z dorodnych, dojrzałych owoców na godzinę przed paleniem, może mocno podnieść euforyczne działania spowodowane upaleniem! Również pacjenci korzystający z medycznej marihuany będą mogły jeszcze zdrowiej łagodzić swoje dolegliwości.

W jaki sposób mango zwiększy mój haj?

Wszystko to dzięki związkom chemicznym, które lepiej znane są jako terpeny Micren.  Stosuje się je  m.in. w produkcji środków zapachowych. Można je znaleźć także w marihuanie, chmielu, palczatce cytrynowej no i oczywiście mango. Dlatego właśnie te wszystkie rośliny mają w sobie tyle zapachów i aromatów, które często możemy wyczuć rozkoszując się zapachem kwiatów konopi, lub podczas popijania zimnego piwka, nagle naszym zmysłom przypomina się słodkawa woń konopi. Jako ciekawostkę dodamy, że chmiel jest dalekim kuzynem naszej kochanej Marii Janiny.

Czas, który musi upłynąć aby poczuć efekt po zaciągnięciu się trawką to średnio zaledwie 7 sekund, jednak zjedzenie mango na godzinę przed paleniem, może skrócić ten czas nawet o połowę a efekt będzie jeszcze mocniejszy i nawet dwa razy dłuższy! Czego palacze mogą chcieć więcej?

Dodatkowe plusy

Kolejną ciekawostką  jest fakt, że mango to też dobra opcja na wprowadzenie do swojego organizmu dodatkowe ilości witamin, oraz pomaga zastąpić bogatych w cholesterol lub tłuszcz potraw, które najczęściej lądują na naszych talerzach podczas tzw. gastrofazy zdrowymi owocami. Jedzenie tłustych potraw może szkodzić zdrowiu, dlatego dla pacjentów stosujących medyczną marihuanę w celu leczniczym, jest to kolejny  dodatek i urozmaicenie, do odpowiedniej podczas leczenia zdrowej diety.

Życzymy smacznego podjadania i eksperymentowania w otoczeniu miłego, aromatycznego dymka!

Najnowsze badania opublikowane przez Portland State Universisty(PSU) przekonują, że tzw. dabbing może nieść za sobą przykre konsekwencje zdrowotne. Jak możemy przeczytać w ich czasopiśmie ACS Omega, BHO spalane w wysokiej temperaturze uwalnianie szkodliwych substancji chemicznych.

Co to oznacza u pacjentów medycznych?

Jak twierdzi dr Rober M. Strongin, główny badacz tego tematu „Im wyższa temperatura, tym większe ryzyko, że użytkownicy wdychają substancje, które mogą być szkodliwe dla ich zdrowia”. Spójrzmy na to z tej strony, że jedni „dabbersi” wolą mocno rozgrzane gwoździe, które przypominają im palenie. Drudzy natomiast wolą obchodzić się z nieco niższymi temperaturami, dzięki czemu mogą delektować się wyjątkowym smakiem daba.

(koncentrat w trakcie odparowywania butanu)

Jednak prace wykonane w PSU wykazały, że delektowanie się smakiem nie ma tu już większego znaczenia. Wysoka temperatura „dabbersów”, którzy rozgrzewają swój sprzęt do 315°C lub nawet 500°C, naraża ich na duże ryzyko wdychania methacroleiny (bardzo szkodliwej substancji), oraz w tym drugim przypadku spore ilości benzenu, który jest silnym czynnikiem rakotwórczym. Dabbowanie w niższych temperaturach nie wykazuje dużych śladów methacroleiny, ale wciąż jest wykrywalna.

Czy to naprawdę tak niebezpieczne?

Poziom toksycznej substancji znacznie spada w temperaturach niższych niż 250°C. Ich wartości są tak niskie, że badacze do ich zdiagnozowania zmuszeni byli użyć nowoczesnej aparatury. Niemniej jednak, naukowcy namawiają do zaprzestania korzystania z gwoździ klasycznych (tytanowych, porcelanowych, szklanych) czy tzw. e-nail, które zasilane są akumulatorem lub sieciowo. Przede wszystkim osoby z problemami immunologicznymi powinny trzymać się zdala od dabbingu, a trawka, którą popalają musi odejść w odstawkę.

Mimo legalności marihuany w stanie Oregon, naukowcy nie przeprowadzali badań używając konopi indyjskich! Ich prace koncentrowane były na terpenach znajdujących się w marihuanie; limonene, linalool oraz myrcene. Wykazali oni, że słodkie związki aromatyczne zawarte w konopiach, w wysokich temperaturach mogą ulegać degradacji we wcześniej wspominane związki chemiczne.

Naukowcy przeprowadzili badanie poprzez wstrzykiwanie terpenów na specjalnie przygotwane miniaturowe gwoździe wielkości paznokcia. Monitorowali ich temperaturę za pomocą wyspecjalizowanej kamery na podczerwień, a specjalna szklana aparatura zbierała parę do analizy.

Wykonano jądrowy rezonans magnetyczny, aby zbadać powietrze przeciągniete przez „mechaniczne płuca”, które podczas „zaciągania” równocześnie zasysały stałą ilość powietrza, w celu określenia stężenia metakroli w odparowywanych terpenach. Zastosowano również spektrometrie masową w celu zdiagnozowania niższych partii degradacji terpenów.

Na pierwszy rzut oka, całe te badanie może wydawać się dość straszne ale fakt, że toksykolodzy zaczęli interesować się tematem Dabbingu kieruje nas na dość pozytywne myślenie, ponieważ może tym samym tematem zainteresuje się grono medycznych naukowców?

Naukowcy zdecydowali się użyć myceryny jako modelu terpenu do swoich badań, z uwagi na fakt, że terpen ten najczęściej występuje w marihuanie. Niektóre ekstrakty zawierają więcej limonenu, podczas gdy inne mogą mieć przeważającą ilość humulenu.

Nie popełniaj tych błędów palaczu! Dbaj o swoje zdrowie i nie przesadzaj z temperaturą. To jeszcze nie wszystkie złe nowiny ze świata dabbersów… Ale o tym innym razem.

Z Proceedings of the National Academy of Sciences dowiadujemy się, że ludzie, którzy nadużywają marihuany słabiej reagują na dopaminę. Naukowcy zauważyli, że gdy nadużywającym marihuany poda się metylofenidat, lek stymulujący produkcję dopaminy, osoby takie nie wykazują zmian spowodowanych zwiększonym poziomem dopaminy.

Obecnie nie wiadomo wiele o tym, w jaki sposób nadmierne spożycie marihuany wpływa na mózg. Wydaje się, że marihuana nie oddziałuje na mózg tak, jak inne narkotyki, które zwykle stymulują produkcję dopaminy. Część badań sugeruje pojawianie się dodatkowych ilości dopaminy, natomiast autorzy innych badań nie stwierdzili takiego zjawiska. Wiadomo natomiast, że u osób zażywających nadmierne ilości alkoholu, nikotyny, kokainy, metaamfetaminy czy heroiny dochodzi do zaburzeń uwalniania dopaminy. Organizm ma problemy z jej produkcją, przez co uzależniony, aby uzyskać przyjemność jaką daje dodatkowa dawka dopaminy, zwiększa dawkę narkotyku. Dotychczas nie udało się znaleźć związku pomiędzy marihuaną a zmniejszoną produkcją dopaminy.

Uczeni z Brookhaven National Laboratory, New York University oraz National Institute on Alcohol Abuse and Alcoholism postanowili sprawdzić, czy osoby nadużywające marihuany reagują na dopaminę tak, jak osoby niezażywające narkotyku. W tym celu 24 osobom, które średnio paliły marihuanę 5 razy dziennie przez 5 dni w tygodniu przez 10 lat podano metylofenidat (Ritalin), który stymuluje produkcję dopaminy. Lek podawano też grupie kontrolnej.

Gdy następnie porównano reakcję organizmów badanych na podanie metylofenidatu okazało się, że w grupie kontrolnej doszło do większego wzrostu rytmu serca oraz ciśnienia krwi niż w grupie osób nadużywających marihuanę. Osoby z grupy kontrolnej informowali też o większym podnieceniu i niepokoju niż palacze marihuany.

U uczestników eksperymentu wykonano też badania tomograficzne mózgu. Wykazały one, że w grupie kontrolnej metylofenidat wywołał większe zmiany w móżdżku i prążkowiu niż u palaczy.

Zdaniem badaczy, nadużywanie marihuany prowadzi do pojawienia się problemów w ośrodku nagrody. Nawet jeśli ich mózgi produkują duże ilości dopaminy, to nie reagują normalnie na jej obecność. Tezę tę potwierdzają testy osobowości, które wykazały, że grupa nadużywająca marihuany częściej doświadcza negatywnych emocji, w tym depresji, niepokoju czy irytacji niż grupa kontrolna. To oznacza, że nałogowi palacze marihuany mają trudności z doświadczeniem przyjemnych rzeczy.

Obecnie naukowcy nie są w stanie rozstrzygnąć, czy to nadużywanie marihuany prowadzi do uszkodzeń układu nagrody, czy też to osoby z już uszkodzonym układem nagrody zażywają duże ilości narkotyku, poszukując w ten sposób trudno im dostępnej przyjemności.

źródło: kopalniawiedzy.pl

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.