Naukowcy z Uniwersytetu Kansas, sprawdzili czy legalizacja marihuany w celach medycznych lub rekreacyjnych ma wpływ na bezpieczeństwo na drogach. W ramach badań zebrano dane z przeszło dwudziestu lat.

Legalizacja marihuany, a bezpieczeństwo na drogach

Prowadzący badania Andrew Young z Kansas State University ocenił dane z ostatnich 23 lat. W celu oceny wpływu legalizacji na bezpieczeństwo na drogach wykorzystał dwa modele. W pierwszym modelu Young ocenił całkowitą liczbę ofiar śmiertelnych w USA, w drugim porównał stany, w których konopie indyjskie mają inny status prawny. Z obu analiz nie wynika żadna korelacja między przepisami dotyczącymi marihuany, a liczbą zgonów w ruchu drogowym w każdym badanym stanie.

„Legalna marihuana nie jest statystycznie istotnym czynnikiem w statystykach dotyczących śmierci na drogach”

– podsumowuje Young.

„Taki wynik badań oznacza, że ​​legalizacja marihuany zarówno dla celów medycznych jak i rekreacyjnych nie jest powiązana ani ze spadkiem, ani ze wzrostem liczby zgonów na przejechane 100 000 mil (160 000 km)”

-dodaje Young

Bezpieczny kierowca – z pięcioma nanogramami THC

Przykładowo w stanie Arizona, gdzie marihuana jest legalna, jest tyle samo śmiertelnych ofiar wypadków, co w stanach Wyoming czy Południowa Dakota, gdzie marihuana jest prawnie zakazana. Kolorado miało znacznie więcej ofiar śmiertelnych w 2001 r. w porównaniu ze stanami Georgia i Iowa. Od 2003 r. Wszystkie trzy stany miały taki sam wskaźnik śmiertelności na drogach, co nie zmieniło się wraz z legalizacją marihuany i rekreacyjnego używania konopi indyjskich w Kolorado. Liczba zgonów w Waszyngtonie D.C. spadł po legalizacji przez radę miasta i pozostaje niższy niż w Utah lub Wirginii, gdzie konopie są zakazane. To tylko trzy przykłady z długiej serii, którą Young starannie udokumentował w swojej pracy.

W większości stanów USA, gdzie zalegalizowano konopie, istnieje limit stężenia THC we krwi kierowców i wynosi on pięć nanogramów THC / ml krwi. Kierowców nie przekraczających tej normy uważa się za bezpiecznych. W Europie dopuszczalne stężenie THC u kierowców jest często kilkukrotnie mniejsze. W Polsce jest to 2 – 2,5 nanograma THC / ml krwi, a w Niemczech 1 nanogram / ml krwi.

Future #1 – odmiana uprawiana przez 7 Points Oregon w Portland pobiła rekord zawartości THC. Dla pewności testy przeprowadzono kilkukrotnie. Jak do tej pory, najmocniejsze szczyty oscylowały w okolicy 30%, a pewne teorie mówią, że przekroczenie poziomu 35% jest niemożliwe. Jak się okazało, Future #1 znacznie przekroczył ten pułap, wywołało to pewną konsternację oraz dyskusję.

Future #1

to krzyżówka Gorilla Glue #4 oraz Starfightera F2, którą wyhodowało Exotic Genetix. Uprawą zajęli się 7 Points Oregon z Portland, USA. Z 12 nasion regularnych, 9 było żeńskich. W trakcie uprawy rośliny wykazały cztery różne genotypy o wyraźnych różnicach we wzroście oraz profilach terpenowym i flawanoidowym, różnice dotyczyły też potencji. Future (# 1) był najlepszy z czterech, uprawiany przez 7 Points wygrał drugie miejsce w kategorii Najmocniejszy Kwiatostan na Oregon Dope Cup 2017, z wynikiem 32,5% THC.

Jednak growerzy z 7 Points nie spoczęli na laurach i przez rok starali się zmaksymalizować potencjał swojej perełki po czym ponownie oddali szczyty do analizy. Kwiatostany przeanalizowało renomowane MRX Labs, które na wszelki wypadek wykonało chromatografię jeszcze trzykrotnie, kalibrując urządzenia pomiędzy pomiarami, potwierdzając ostatecznie rekordowy wynik 37,28% THC!

Zaskoczenie i dyskusja

Reakcje na ponad 37% stężenia THC wahały się od zaskoczonych i ciekawskich do sceptycznych i podejrzliwych. Pojawiły się oskarżenia o fałszerstwo oraz tezy, że taki wynik jest zwyczajnie niemożliwy.

„Wiedzieliśmy, że może to być kwestia sporna. MRX to laboratorium akredytowane przez ORELAP, a nasze relacje z nimi były bardzo profesjonalne. Słusznie zachowywali ostrożność, gdy po raz pierwszy ujrzeli wyniki. Testy kontroli jakości przeprowadzano jeszcze cztery razy, a sprzęt był pomiędzy nimi kalibrowany. Wszystko zrobili z należytą starannością.”

-informuje 7 Points Oregon

Po za stwierdzeniami, że badania są sfałszowane, pojawiły się opinie, że to już zbyt wysoki poziom THC, że marihuana to coś więcej niż ten jeden kannabinoid, tu sie akurat zgadzamy. Sami growerzy z 7 Points Oregon przyznają, że już odmiany z zawartością ok. 30% to dla nich za mocne palenie. Wolą oni skupiać się na takich aspektach konopi jak terpeny oraz rzadsze kannabinoidy np. CBC czy CBG, obsesja THC ich zdecydowanie nie dotyczy. Jednak jak mówią, właśnie tego poszukuje klient w USA, dlatego takie szczepy będą tworzone i uprawiane.

Górna granica

„Generalnie wydaje się, że fizyczny limit wynosi około 35%. Ale tak naprawdę tego nie rozumiemy ani tego dlaczego tak jest. Po prostu zgadujemy. Czy więc roślina może osiągnąć 37 lub 38 procent? Może. Prawdopodobnie. Nie jest to niemożliwe. Jest to jednak rzadkością. Główną kwestią jest tutaj: dlaczego, kurwa, chcesz, żeby roślina była tak silna?”

-powiedział Mowgli Holmes, autorytet w kwestii uprawy konopi, dyrektor generalny Phylos Bioscience.

Czy przyjdzie nam zatem za jakiś czas napisać o nowym rekordzie? Zapewne tak, to bardziej kwestia kiedy, a nie czy. Póki co, Future #1 wydaje się być mocno ugruntowanym liderem w kategorii zawartości THC. Uzyskanie takiego wyniku wymagało z pewnością sporo pracy oraz ogromu wiedzy i umiejętności.

źródło: Portland Mercury

Jednym z nieprawdziwych stereotypów jest to, że użytkownicy marihuany są bardziej otyli niż osoby nie używające zioła. Wielu palaczy wie jednak, iż jest to nieprawda, a większość konsumentów zioła to jednak osoby o których nie można powiedzieć, że są otyli. Potwierdzają to kolejne badania.

Użytkownicy marihuany mniej narażeni na otyłość?

Wyniki nowego badania zostały opublikowane w połowie tego miesiąca na łamach International Journal of Epidemiology. Najnowsze badania pokazują, że użytkownicy marihuany są mniej narażeni na otyłość w porównaniu z osobami, które nie są użytkownikami.

Naukowcy z Michigan State University w swojej pracy podparli się danymi z National Epidemiologic Survey on Alcohol and Related Conditions (NESARC), które dysponuje przekrojową i reprezentatywną dla całego kraju próbą badawczą obywateli USA w wieku 18 lat i starszych. W sumie przeanalizowano odpowiedzi pochodzące od ponad 33 000 osób.

Pierwszy etap badania polegający na serii wywiadów odbył się w latach 2001-2002. Uczestnicy badania zostali zapytani, czy używają marihuany, a jeśli tak, to kiedy robili to ostatnio oraz jak często używają konopi. Kolejne wywiady przeprowadzone zostały w latach 2004-2005, uczestnicy ponownie byli pytani o to, czy używali marihuany od ostatniego wywiadu, a jeśli tak to w jakiej częstotliwości.

W okresie pomiędzy wywiadami, naukowcy śledzili wzrost wskaźnika masy ciała (BMI) we wszystkich respondentów – tych, którzy konopi nigdy nie używali, osób, które zaprzestały używania oraz nowicjuszy i stałych użytkowników marihuany

Uczestnicy w wieku powyżej 65 lat zostali wykluczeni ponieważ badania pokazują, że spadek BMI u osób starszych jest często spowodowany utratą masy mięśniowej.

Wyniki badania pokazały, że wzrost wskaźnika BMI u używających konopi indyjskich jest mniejszy w porównaniu z osobami, które nigdy marihuany nie używały.

Osoby, które używały marihuany, w trakcie badanie też przybrały na wadze, jednak zdecydowanie mniej niż osoby, które jej nie używały.

„W NESARC uporczywe osoby zażywające konopie indyjskie i inicjowane były niedostatecznie reprezentowane w stabilnie otyłych podgrupach”, stwierdza badanie. „Ponadto te same aktywne podgrupy używające konopi były niedostatecznie reprezentowane wśród nowych przypadków otyłości obserwowanych w W2”.

Jaka jest tego przyczyna?

Badanie sugeruje kilka teorii wyjaśniających, dlaczego użytkownicy marihuany doświadczają mniejszego przyrostu masy ciała. Jedna z nich mówi o tym, że jest to powiązane ze zmniejszaniem się gęstości oraz ilości aktywnych receptorów kanabinoidowych (CB1), które wynika z długotrwałego używania konopi. Jest to teoria, która została po raz pierwszy wygłoszona w zeszłym roku przez oddzielny zespół naukowców z Indiana University South Bend.

„Dla wielu pacjentów, konopie indyjskie mogą być lepszym rozwiązaniem w celu utraty wagi niż chirurgia lub farmaceutyki”

-napisano w metaanalizie opublikowanej w grudniu

Inna sugerowana możliwość związku między używaniem marihuany a mniejszym przyrostem BMI ma związek z właściwościami przeciwzapalnymi innego receptora kannabinoidowego – CB2.

„Związek stanów zapalnych i otyłości jest szeroko rozpowszechniony w badaniach przedklinicznych i klinicznych”

– piszą autorzy badania.

Odkrycia te są ważne dla przyszłych badań biomedycznych dotyczących kannabinoidów – zwłaszcza, że medyczna marihuana jest często sugerowana jako lek zapobiegający utracie wagi u pacjentów np. z HIV, chorych na raka czy stwierdza badanie.

Jednak naszym zdaniem pominięty został istotny fakt. Od dawna wiadomo, że kannabinoidy, a w szczególności THC jest swojego rodzaju regulatorem pracy naszego mózgu oraz całego organizmu. Najlepszym tego przykładem jest to, w jaki sposób THC reguluje pracę neuroprzekaźników w mózgu. Idąc tym torem łatwo dojść do wniosku, że funkcje regulacyjne kanabinoidów mogą dotyczyć także kwestii wagi oraz przemiany materii.



Większość z moich znajomych, którzy są naprawdę dobrzy w kodowaniu – pali trawę. Jeśli zajmujesz się branżą IT to bardzo możliwe, że podobnie jest i z tobą, bądź też znasz takie osoby z pracy – powiedział były dyrektor FBI. Temat używania marihuany w FBI został poruszony po dość dwuznacznej wypowiedzi byłego dyrektora. Okazuje się, że obecne prawo stwarza zagrożenie ponieważ utrudnia zatrudnianie najlepszych  specjalistów – ci lubią sobie zapalić jointa.

Wyjaśnienia dyrektora James Comey’a

Po tym, gdy w jego słowach zaczęto doszukiwać się innego sensu, ówczesny dyrektor wyjaśnił, że żartował i jest całkowicie przeciwny, aby młodzi ludzie zażywali marihuanę. Przypomniał o tym, że konopie w stanie Alabama są odpowiednio uregulowane prawnie i nie można ich używać pracując w FBI, i to aż do 3 lat wstecz od dnia ubiegania się o pracę. Jego słowa miały dać wydźwięk, że uregulowania prawne pracy w FBI nie są wygodne dla specjalistów w branży IT.

„Muszę zatrudnić świetnych specjalistów, żeby mieć szansę rywalizować z cyberprzestępcami. Tylko niektóre z tych dzieciaków chcą palić trawkę nawet w drodze na rozmowę kwalifikacyjną”

– stwierdził James Comey, szef FBI

Żeby zrozumieć co Comey miał na myśli, musimy rzucić nieco światła na źródło problemu.

Konopie, a praca w FBI

Fakt, że rząd federalny ma problem ze skompletowaniem kadry specjalistów ds. bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni, nie jest żadną tajemnicą. Głównym powodem, dla którego większość hakerów nie chce pracować dla rządu to fakt, że rynek pozwala im znaleźć bardziej pożądaną pracę niż praca dla rządu (co za niespodzianka…). Jest jeszcze jeden powód, dość powszechny i wydawałoby się, że oczywisty – polityka FBI w zakresie testów narkotykowych.
Z opisanym w Wall Street Journal artykule James Comey wyraził opinię, że jeśli rząd chce zapewnić sobie i obywatelom bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni, musi zmienić politykę stosowania konopi indyjskich. Jego zdaniem, żaden specjalista nie zrezygnuje z tego zwyczaju tylko i wyłącznie dla pracy jaką daje FBI (bo dlaczego?).
Comey przyznaje, że wielu świetnych ekspertów do walki z cyberprzestępczością chciałoby móc połączyć poranną kawę z popularnym jointem.

Skąd taka zmiana nastawienia?

Chęć do zmiany warunków zatrudnienia w FBI nie jest przypadkowa. Ten ruch jest potrzebny, gdyż Kongres nakazał zatrudnienie 2000 nowych osób do końca 2017 r. Większość z nich miała zajmować się przestępczością komputerową. Problem ze skompletowaniem kadry pojawił się między innymi dlatego, że większość ekspertów w tej dziedzinie nie pasuje do schematu FBI.

Obecne przepisy FBI stanowią, że nie można zatrudnić osoby, która paliła marihuanę w ciągu ostatnich trzech lat. Tutaj pojawia się ciekawa luka w prawie, gdyż mowa jest tylko o paleniu, zaś brak komentarzy na temat innych form konsumpcji konopi.
Na początku ubiegłego roku FBI potwierdziło, że rząd nie zapewnia odpowiedniego bezpieczeństwa internetowego, więc ogólnie rzecz biorąc, zmiany przepisów zatrudniania w FBI mają sens. Gregory Wilshusen, który jest dyrektorem informacji w General Accountability Office przyznał, że rząd nie zmienił praktyki zatrudniania od lat 40-50. XX wieku. Najwyraźniej nie zdają egzaminu w dzisiejszych czasach.

Rząd USA oraz FBI powinny wziąć pod uwagę fakt, że większość obywateli Stanów Zjednoczonych Ameryki aprobuje legalizacje konopi indyjskich. Mimo to marihuana nadal widnieje jako narkotyk z listy I.

Spannabis 2019 przeszło do historii. Są to największe targi konopne na naszej półkuli i jedne z największych na świecie. Jednak to wydarzenie to coś więcej. Od lat, do Barcelony zjeżdża się cały konopny świat. Każda licząca się postać reprezentująca kulturę konopną przyjeżdża na te kilka marcowych dni do ciepłej Hiszpanii. Nie mogło zabraknąć redakcji WeedNews! Zobaczcie jak było!

Zapraszamy również do obejrzenia powtórki z naszej relacji live z wydarzenia, dowiecie się w niej o konkursie, który rozwiążemy lada dzień, znajdziesz ją TUTAJ.

Foto: Teone

[vc_row][vc_column][vc_column_text]

W ostatnim czasie konsumenci marihuany z Kolorado zwrócili uwagę na potencjalne zagrożenia niesione przez regulatory wzrostu roślin stosowane w uprawie konopi indyjskich. Regulatory wzrostu roślin (eng. plant growth regulator = PGR) to hormonopodobne substancje chemiczne, które naturalnie występują w roślinach i pełnią kluczową rolę w procesie kiełkowania, wzrostu i dojrzewania rośliny oraz w czasie kwitnięcia.

Regulatory wzrostu dzielą się na dwa rodzaje, organiczne i nieorganiczne. Substancje nieorganiczne to nic innego jak związki chemiczne mające na celu naśladowanie tych hormonów, które są potrzebne do efektywnego rozwoju rośliny. Wielu hodowców uważa, że dzięki takim regulatorom roślina rośnie lepiej i cechuje się lepszą odpornością na choroby. Niestety nienaturalne sposoby wiążą się z dużym ryzykiem.

PGR pochodzenia chemicznego powodują wiele powikłań zdrowotnych m.in. bezpłodność, zatrucie wątroby, a nawet raka. Substancje te są również zanieczyszczeniem dla gleb. Pod koniec lat osiemdziesiątych Agencja Ochrony Środowiska zakazała stosowania niektórych związków wchodzących w skład regulatorów wzrostu, gdyż dowiedziono, że kontakt z nimi podnosi 240-krotnie prawdopodobieństwo zachorowania na raka. Należy pamiętać, że stosowanie regulatorów wzrostu w przemyśle spożywczym zostało ściśle uregulowane i przemysł konopny również wchodzi pod ramy tego prawa.

 

Najczęstszym błędem wśród przeciwników regulatorów wzrostu jest mit, że wszystkie PGR’y mają negatywny wpływ na nasze zdrowie i środowisko. W naszym otoczeniu występują również naturalne regulatory wzrostu takie jak Kelp, Chitosan i Tricontanol, a więc istnieją naturalne odpowiedniki dla związków chemicznych.

Smutnym faktem jest to, że wiele popularnych firm nawozowych deklaruje w zawartości swoich produktów chemicznie otrzymywany PGR. Niestety nie wszyscy hodowcy zdają sobie sprawę z zagrożeń jakie oferują dla swoich klientów. Jak więc palić trawkę, a jednocześnie chronić swoje zdrowie w Kolorado? Oto kilka wskazówek, które pomogą Ci odszyfrować skład substancji na popularnych nawozach.

 

Na zdjęciu powyżej przedstawiającej etykietę jednego z produktów, zaznaczono substancje uznane za zakazane wśród pestycydów stosowanych na rynku. Ten produkt nie jest jedynym, który znalazł się na rynku niezgodnie z prawem, aczkolwiek firma, która go wprowadziła została ukarana przez Departament ds. Egzekwowania Marihuany.

Jeśli kupujesz marihuanę od znajomego growera, warto zapytać go czy w swoich uprawach nie korzysta ze szkodliwych regulatorów wzrostu, być może sam nie jest tego świadom. Więcej informacji na temat szkodliwych PGR można znaleźć na stronie www.fda.gov. Poświęć chwilę czasu i dowiedz się jakich substancji unikać. To tylko chwila, a świadomość, że zdrowo cieszysz się chmurą na pewno wzrośnie.

 

[/vc_column_text][/vc_column][/vc_row]

Istnieją organizacje, formalne wspólnoty religijne dla, których marihuana jest sakramentem. Mowa o konopnych kościołach w USA, ich krytycy podejrzewają, że tak naprawdę chodzi o sprzedawanie zioła bez ubiegania się o licencję oraz bez odprowadzania podatków. Temat poruszył ostatnio magazyn Rolling Stone.

Konopne kościoły

Występują w miejscach, gdzie marihuana została zalegalizowana. Są to zarejestrowane wspólnoty religijne, na przykład w Kalifornii. Wierni, w trakcie nabożeństw używają marihuany jako sakramentu w ramach praktyki wiary. Jednak krytycy twierdzą, że inicjatorom takich wspólnot nie zależy na duchowości tylko na zyskach. Wielu odwiedzających takie kościoły po prostu przychodzi kupić zioło. Na przykład sklep przy wspólnocie Hundret Harmonies Church nie różni się od licencjonowanych punktów sprzedaży w Kalifornii. Nawet wybór produktów z odpowiada temu, do czego konsumenci są przyzwyczajeni i czego oczekują klienci korzystający z licencjonowanych punktów sprzedaży. jedynie napis „Sakrament” na opakowaniu sugeruje stosowanie w celach religijnych.

Kościół jako raj podatkowy

Działalność gospodarcza prowadzona przez kościół nie jest opodatkowana, dla wielu przedsiębiorców oraz agencji rządowych jest to problem. Sakramenty nie podlegają opodatkowaniu.

Dzięki takim działaniom, a także ciągle istniejącemu czarnemu rynkowi oraz szarej strefie, w roku 2018 stan Kalifornia zarobił tylko 345 milionów dolarów, a nie oczekiwany 1 miliard dolarów przychodu z podatku od konopi indyjskich – twierdzą krytycy konopnych wspólnot religijnych.

Nie tak kolorowo

Jednak kościoły konopne nie maja aż tak lekko jak by się mogło wydawać. Władze Kalifornii są przeciwne tego typu marihuanowym interesom i traktują konopne kościoły jak nielegalne punkty dystrybucji. Jednak konopne wspólnoty religijne, korzystając z kruczków prawnych wciąż opierają się nalotom służb. Ponieważ problem wciąż jest cały czas aktualny, sprawy regularnie trafiają na wokandę.

Społeczności religijne sprzedające konopie indyjskie znajdziemy nie tylko w Kalifornii. Również w innych regionach USA, takich jak np. Kolorado. Do tej pory wspólnoty religijne działają legalnie jednak pozostając w szarej strefie. Z powodu konfliktu między prawem federalnym a regulacjami państwowymi kościoły konopne , mogą funkcjonować i czuć się całkiem dobrze.

Podwójne standardy

Z pewnością, gdyby odprowadzali podatki od swojej działalności gospodarczej, rząd patrzyłby na ich działalność przyjaznym okiem.

Kościoły na ogół zarabiają na różnej działalności czy też czerpią zyski z tzw datków na tacę i jakoś rząd nie sugeruje, że nie chodzi im o wiarę a o generowanie zysków pod przykrywką wiary, w dodatku zysków nieopodatkowanych. Mało tego, np kościół katolicki jest dofinansowywany i wspierany przez rządy wielu krajów na świecie, a jego przedstawiciele często opływają w dobra materialne. Nie po raz pierwszy widzimy stosowanie podwójnych standardów.

Jak powszechnie wiadomo, raper Snoop Dogg, zioła używa na potęgę. Jednak czy wiedzieliście, że powstała nowa odmiana, która na cześć artysty nazwana została Snoop Dogg OG. Oto kilka informacji oraz dane tego szczepu.

Snoop Dogg OG

Nazwany na cześć rapera i miłośnika marihuany, Snoop Dogg OG to hybryda 70% indica i 30% sativa. SD OG to genetyka Lemon OG i Sour Diesel. Dominuje aromat diesla, nuty cytrynowe są mniej wyczuwalne, czyniąc ten szczep bardzo podobnym do OG Kush zarówno w kwestii zapachu jak i strukturze kwiatów.

Działanie

Jak działa Snoop Dogg OG? Początkowo efekt jest raczej pobudzający, gonitwa myśli, milion pomysłów oraz napływ kreatywności, która później przechodzi w zrównoważony relaks i wzrost apetytu.

Kannabinoidy

Snoop OG został przetestowany przez niezależne laboratorium. Oto wyniki:

THC: 25% -28%
CBD: ~ 1% CBD
Zastosowanie: ból, bezsenność, stres, depresja i inne.

Opinie użytkowników

Na portalu Leafly, użytkownicy ocenili Snoop Dogg OG na 4,6/5 (132 opinie). Oto kilka z opinii użytkowników:

Użytkownik 1: „Uwielbiam Snoop OG! Jest niesamowity zarówno pod względem smaku jak i działania! Nie tylko ma bombowy zapach kush, ma słodki posmak! Efekt działający na ciało, odprężający i relaksujący lub klarowny i inspirujący, ta odmiana dopasuje się do tego, co akurat robisz! Codziennie palę i polecam! „

Użytkownik 2: „Działanie umysłowe, a następnie relaksujące uczucie, które łagodzi ból, stres i niepokój. Snoop Dogg OG ma potężny smak i ostry ziemisty zapach. Ciągłe uczucie dobrego samopoczucia utrzymuje się przez dłuższy czas. Ten szczep sprawił, że byłem głodny i zrelaksowany w tym samym czasie. GORĄCO POLECAM.”

Użytkownik 3: „To jest naprawdę dobre zioło. Od kolorów liści do zapachu po kryształy, którymi jest obsypany. Jest to fajna indica, dobrze się po niej śpi i działa relaksacyjnie. Warto je kupić ponownie. „

Użytkownik 4: . Uderza bardzo szybko; zaczynam się robić bardzo szczęśliwy, efekt jest euforyczny. Jako osoba cierpiąca na skrajne lęki i depresję, bardzo polecam ten szczep! Cudowne dla miłośników Indiki! „

Użytkownik 5: „Jeden z najlepszych, zdecydowanie! Doskonały do ​​odpoczynku, spania, leczenia bólu „.

Płuca palaczy marihuany zdatne do przeszczepu? Od dawna wiadomo, że osoby palące nie mogą zostać dawcami płuc. Uszkodzenie pęcherzyków płucnych i potencjał nowotworowy sprawiają, że jest to zbyt ryzykowne. Chirurgia przeszczepów sama w sobie jest bardzo ryzykowna, aby zmaksymalizować szanse pacjenta, używa się tylko organów w najlepszym stanie. Jak się okazuje, płuca palaczy marihuany spełniają te wymogi i nadają się do transplantacji.

Płuca palaczy marihuany

Badacze z Departamentu Transplantacji Kardiochirurgii w Harefield w Wielkiej Brytanii przeanalizowali jakość pochodzących od palaczy marihuany płuc, które przeznaczone były do transplantacji. Ocenili krótko i średnioterminowe wyniki i stwierdzili, że palenie konopi nie ma negatywnego wpływu na jakość i skuteczność dawstwa. Wyniki pochodzą z badań wczesno oraz średnioterminowych tj. rok oraz trzy lata po transplantacji.
Płuca należą do bardzo ryzykownej kategorii transplantacji z rocznym wskaźnikiem przeżywalności na poziomie 90%, który po pięciu latach spada do 55%, dlatego jakość płuc do przeszczepu musi być wysoka.

Badania

Naukowcy ocenili wyniki przeszczepu płuc od dawców, którzy używali marihuany i porównali z wynikami osób, które nie były palaczami marihuany. Łącznie porównano 302 próbki w okresie od stycznia 2007 r. Do listopada 2013 r.

Okazało się, że palenie marihuany nie ma wpływu na wyniki przeszczepu płuc. Badanie zostało opublikowane w 2016 r. przez Oxford University Press. Co ciekawe, część palaczy marihuany deklarowała, że dodaje do niej tytoń, co jednak nie wpłynęło negatywnie na stan płuc.

Są to wyniki wczesne i średnioterminowe. Innymi słowy, wyniki po roku i po trzech latach od operacji. Wyniki długoterminowe wciąż nie zostały zbadane.

Biorąc pod uwagę to ile osób na świece używa marihuany, jest to dobra wiadomość dla transplantologii. Jest to też dobra wiadomość dla palaczy ziela konopi indyjskich świadcząca, że nie ma ono szczególnie szkodliwego wpływu na stan płuc, jak to jest np. w przypadku tytoniu.

Jeżeli rozważasz oddać narządy do transplantacji i palisz marihuanę, poinformuj o tym swojego lekarza.

Publikację wyników badań znajdziesz T U T A J.

„Marihuana może powodować zawał serca i zagraża zdrowiu” – czytamy na stronie jednego z polskich tabloidów. Artykuł opisuję historię starszego pana, który zjadł lizaka z THC a po jakimś czasie dostał zawału serca. Przedstawiając marihuanę jako niebezpieczną dla zdrowia czy nawet życia, redaktor pominął kilka ważnych „szczegółów”.

Przytoczoną przez Fakt historię 70-letniego pacjenta, na łamach „Canadian Journal of Cardiology”, opisali kanadyjscy naukowcy. Mężczyzna zjadł lizaka z dużą zawartością THC po czym, zapewne na skutek ataku paniki, dostał ataku serca. Cierpiał on na chorobę wieńcową i przyjmował leki na serce. Lizak z zawartością THC miał pomóc mu usnąć oraz uporać się z bólem. Po ok. 30-stu minutach nastąpił atak serca.

Co faktycznie zaszło?

Lekarze twierdzą, że nastapiło niespodziewane obciążenie organizmu przez lęk i halucynacje wywołane spożyciem dużej ilości THC. Pobudziło to układ nerwowy i zwiększyło pojemność minutową serca z tachykardią, nadciśnieniem i uwalnianiem katecholaminy (hormonu stresu).  Po stopniowym ustąpieniu działania THC, ból w klatce piersiowej ustał, a mężczyznę udało się uratować.

Manipulacja

Wspomniany tabloid pisze, że „marihuana może powodować zawał, zagraża zdrowiu”, i taki ma wydźwięk artykuł. Dodając do tego, że nie napisano o kilku znaczących faktach w całej tej historii, otrzymujemy zwykłą manipulację.

Starszy pan, który przyjmuje medyczną marihuanę na problemy z bólem oraz bezsennością, przyjął znacznie większą dawkę aniżeli ta, która została mu zapisana. Zamiast 7 mg, zażył blisko 100 mg THC. Taka ilość THC przyjęta doustnie mogła spowodować chwilowe przyspieszenie akcji serca, złe samopoczucie, atak lęku czy paniki, są to normalne i na ogół nie zagrażające bezpośrednio zdrowiu czy życiu reakcje na duże ilości THC. Szczególnie jeżeli są przyjmowane przez osoby, które marihuany używają rzadko lub w małych ilościach. Skutkiem spożycia sporej ilości THC przez starszego pana był chwilowy atak lęku i paniki oraz przyspieszenie akcji serca co doprowadziło do ataku. Jednak nawet lekarze przyznają, przyczyną zawału nie było THC samo w sobie, ale wywołany dawką lęk i panika. Marihuana nie jest w pełni bezpieczna dla każdego, jednak nie powoduje zawałów serca.

Pamiętajmy

Marihuana rekreacyjna to jedna z najbezpieczniejszych używek, marihuana medyczna to najbezpieczniejszy istniejący lek. Nie oznacza to jednak, że nie należy z nią uważać i że jest w pełni bezpieczna. Jeżeli u kogoś występują pewne przeciwwskazania – należy się pilnować. To jak z kolejkami górskimi, które są świetną rozrywką i zabawą, jednak nie zalecaną dla osób np. z epilepsją czy z chorobami serca. Dlatego tak bardzo potrzebna jest edukacja w tej sferze, aby ludzie mieli świadomość nie tylko plusów ale i możliwych zagrożeń związanych z używaniem marihuany.

Pamiętajcie też, że jeżeli wy lub ktoś w waszym otoczeniu kiedyś przyjmie za dużo THC, wystarczy się/go uspokoić, postarać się wyciszyć i trochę odczekać, a wszytko co złe minie.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.