Wygląda na to, że w ostatnim czasie społeczność naukowa oraz społeczność konopna, wylądowały w jednym worku na dobre. Dla Zielonego Świata to bardzo dobre wieści, zwłaszcza jeśli dowiadujemy się, że mango wzmacnia haj po zapaleniu trawki!

Powszechnie wiadomo, że medyczna marihuana jest naturalnym lekarstwem na wiele ciężkich schorzeń i dolegliwości oraz, że jest znakomitym środkiem przeciwbólowym i przeciwzapalnym. Rekreacyjni palacze, cieszą się z euforycznych i relaksacyjnych efektów jakie daje im upalanie się ulubioną trawką. Ta magiczna roślina daje nam możliwość zabawy oraz ratowania własnego zdrowia!

Najnowsze odkrycie naukowców

Ostatnio naukowcy pochwalili się nowy, małym odkryciem, którym postanowili szybko podzielić się z „Zielonym Światem”, a mianowicie: Zjedzenie świeżego, DOJRZAŁEGO(miękkiego) owocu mango, lub wypicie mangowego smoothie przygotowanego z dorodnych, dojrzałych owoców na godzinę przed paleniem, może mocno podnieść euforyczne działania spowodowane upaleniem! Również pacjenci korzystający z medycznej marihuany będą mogły jeszcze zdrowiej łagodzić swoje dolegliwości.

W jaki sposób mango zwiększy mój haj?

Wszystko to dzięki związkom chemicznym, które lepiej znane są jako terpeny Micren.  Stosuje się je  m.in. w produkcji środków zapachowych. Można je znaleźć także w marihuanie, chmielu, palczatce cytrynowej no i oczywiście mango. Dlatego właśnie te wszystkie rośliny mają w sobie tyle zapachów i aromatów, które często możemy wyczuć rozkoszując się zapachem kwiatów konopi, lub podczas popijania zimnego piwka, nagle naszym zmysłom przypomina się słodkawa woń konopi. Jako ciekawostkę dodamy, że chmiel jest dalekim kuzynem naszej kochanej Marii Janiny.

Czas, który musi upłynąć aby poczuć efekt po zaciągnięciu się trawką to średnio zaledwie 7 sekund, jednak zjedzenie mango na godzinę przed paleniem, może skrócić ten czas nawet o połowę a efekt będzie jeszcze mocniejszy i nawet dwa razy dłuższy! Czego palacze mogą chcieć więcej?

Dodatkowe plusy

Kolejną ciekawostką  jest fakt, że mango to też dobra opcja na wprowadzenie do swojego organizmu dodatkowe ilości witamin, oraz pomaga zastąpić bogatych w cholesterol lub tłuszcz potraw, które najczęściej lądują na naszych talerzach podczas tzw. gastrofazy zdrowymi owocami. Jedzenie tłustych potraw może szkodzić zdrowiu, dlatego dla pacjentów stosujących medyczną marihuanę w celu leczniczym, jest to kolejny  dodatek i urozmaicenie, do odpowiedniej podczas leczenia zdrowej diety.

Życzymy smacznego podjadania i eksperymentowania w otoczeniu miłego, aromatycznego dymka!

Na co pomaga medyczna marihuana? Na to pytanie postaramy odpowiedzieć sobie w dzisiejszym artykule poświęconemu właśnie tej tematyce.

Na co pomaga medyczna marihuana?

Choroba Parkinsona – badania na temat wykorzystania marihuany w łagodzeniu objawów choroby Parkinsona od lat prowadzone są w Izraelu. Tamtejsi lekarze prawie jednogłośnie twierdzą, że w przypadku osób cierpiących na tę chorobę, marihuana sprawdza się doskonale jako lek przeciwbólowy oraz znacząco poprawia zdolności motoryczne pacjentów. Rząd Izraela zresztą w pełni popiera badania nad medyczną marihuaną i w środowisku naukowym bardzo popularną opinią jest to, że to właśnie w Izraelu naukowcy dokonają ważnych odkryć, jeśli chodzi o medyczną marihuanę.

Stwardnienie Rozsiane (SM) – w maju 2016 roku, w Canadian Medical Association Journal opublikowano wyniki badań doktora Jody’ego Corey-Blooma, któremu za pomocą marihuany udało się znacząco zredukować bóle związane ze stwardnieniem rozsianym u 30 swoich pacjentów, którym w żaden sposób nie pomagały inne metody leczenia. Zespół Draveta – tutaj niestety nie mogę podeprzeć się żadną publikacją naukową. Dowody na skuteczność leczenia medyczną marihuaną Zespołu Draveta przedstawiła… telewizja CNN, która kilka lat temu wyprodukowała mocny dokument o 5-letniej Charlotte Figi, której rodzice postanowili spróbować leczenia medyczną marihuaną, jako ostatniej deski ratunku. Po regularnym przyjmowaniu suszu ze specjalnego gatunku, wyhodowanego właśnie z myślą o najmłodszych pacjentach (Charlotte’s Web, zawiera minimalne ilości psychoaktywnej substancji THC, za to jest bardzo bogaty w CBD), częstotliwość napadów padaczki u małej Charlotte zmniejszyła się z 300 tygodniowo do… jednego. Aktualnie z tej samej terapii korzysta już ponad 50 dzieci chorych na Zespół Draveta. Z bardzo pozytywnym skutkiem.

Żółtaczka typu C – z badań opublikowanych w European Journal of Gastroenterology and Hepatology wynika, że osoby palące trawkę znacznie lepiej reagują na leczenie żółtaczki typu C. Aż 86% palących pacjentów ukończyło swoje leczenie. Jeśli chodzi o niepalących, odsetek ten był prawie trzykrotnie niższy i wynosił 29%. Co więcej – u 54% palących pacjentów poziom wirusa żółtaczki utrzymał się na dopuszczalnym, niskim poziomie po zakończeniu kuracji. Tym samym wynikiem mogło pochwalić się zaledwie 8% badanych, którzy nie palili marihuany. Choroby zapalne jelit – w tym choroba Leśniowskiego-Crohna. Badania przeprowadzone w 2010 roku na Uniwersytecie w Nottingham wskazują, że THC i CBD oddziałują na komórki odpowiedzialne za funkcjonowanie jelit i układ immunologiczny człowieka. Dzięki temu marihuana jest bardzo skutecznym lekiem, jeśli chodzi o łagodzenie wielu zapalnych chorób naszego układu pokarmowego. Badania opublikowano w Journal of Pharmacology and Experimental Therapeutics. Artretyzm – marihuana okazuje się być również świetnym lekiem przeciwbólowym dla osób cierpiących na dnę moczanową. Oprócz właściwości przeciwbólowych, w 2011 roku odkryto również, że marihuana jest bardzo skutecznym środkiem przeciwzapalnym dla chorych na Alzheimera. Wspomaga metabolizm – w badaniu z 2013 roku, w którym wzięło udział 4,5 tys. Amerykanów, naukowcy odkryli, że osoby palące marihuanę o wiele szybciej metabolizują cukry przyjmowane w pożywieniu. Tym samym palenie trawki obniża ryzyko zachorowania na cukrzycę – jedną z “najpopularniejszych” chorób XXI wieku.

Zespół stresu pourazowego – co prawda badania na ten temat są dopiero w trakcie realizacji (zlecone na zamówienie Ministerstwa Zdrowia i Pomocy Humanitarnej Stanów Zjednoczonych), jednak amerykańscy weterani od lat stosują marihuanę do leczenia skutków PTSD na własną rękę. Lekarze zdają się również wierzyć w pozytywne skutki leczenia zespołu stresu pourazowego marihuaną – w stanie Nowy Meksyk najwięcej pozwoleń na korzystanie z medycznej marihuany wydawanych jest właśnie osobom cierpiącym na PTSD. Chemioterapia – Ok, wiem, że chemioterapia nie jest chorobą, jednak skutki uboczne tego sposobu leczenia są bardzo niekorzystne (lekko mówiąc) dla pacjentów i bardzo często powodują wymioty, biegunki i całkowity brak apetytu. Chorzy na raka od dawna łączą marihuanę z chemioterapią właśnie po to, żeby zredukować w jak największym stopniu efekty uboczne swojego leczenia.

Choroby zapalne jelit – w tym choroba Leśniowskiego-Crohna. Badania przeprowadzone w 2010 roku na Uniwersytecie w Nottingham wskazują, że THC i CBD oddziałują na komórki odpowiedzialne za funkcjonowanie jelit i układ immunologiczny człowieka. Dzięki temu marihuana jest bardzo skutecznym lekiem, jeśli chodzi o łagodzenie wielu zapalnych chorób naszego układu pokarmowego. Badania opublikowano w Journal of Pharmacology and Experimental Therapeutics. Artretyzm – marihuana okazuje się być również świetnym lekiem przeciwbólowym dla osób cierpiących na dnę moczanową. Oprócz właściwości przeciwbólowych, w 2011 roku odkryto również, że marihuana jest bardzo skutecznym środkiem przeciwzapalnym dla chorych na Alzheimera. Wspomaga metabolizm – w badaniu z 2013 roku, w którym wzięło udział 4,5 tys. Amerykanów, naukowcy odkryli, że osoby palące marihuanę o wiele szybciej metabolizują cukry przyjmowane w pożywieniu. Tym samym palenie trawki obniża ryzyko zachorowania na cukrzycę – jedną z “najpopularniejszych” chorób XXI wieku.

Artretyzm – marihuana okazuje się być również świetnym lekiem przeciwbólowym dla osób cierpiących na dnę moczanową. Oprócz właściwości przeciwbólowych, w 2011 roku odkryto również, że marihuana jest bardzo skutecznym środkiem przeciwzapalnym dla chorych na Alzheimera. Wspomaga metabolizm – w badaniu z 2013 roku, w którym wzięło udział 4,5 tys. Amerykanów, naukowcy odkryli, że osoby palące marihuanę o wiele szybciej metabolizują cukry przyjmowane w pożywieniu. Tym samym palenie trawki obniża ryzyko zachorowania na cukrzycę – jedną z “najpopularniejszych” chorób XXI wieku.

Wspomaga metabolizm – w badaniu z 2013 roku, w którym wzięło udział 4,5 tys. Amerykanów, naukowcy odkryli, że osoby palące marihuanę o wiele szybciej metabolizują cukry przyjmowane w pożywieniu. Tym samym palenie trawki obniża ryzyko zachorowania na cukrzycę – jedną z “najpopularniejszych” chorób XXI wieku.

Chemioterapia – Ok, wiem, że chemioterapia nie jest chorobą, jednak skutki uboczne tego sposobu leczenia są bardzo niekorzystne (lekko mówiąc) dla pacjentów i bardzo często powodują wymioty, biegunki i całkowity brak apetytu. Chorzy na raka od dawna łączą marihuanę z chemioterapią właśnie po to, żeby zredukować w jak największym stopniu efekty uboczne swojego leczenia.

autor: Emil k2, killuminati.pl

Jeśli mieszkasz w kraju, gdzie uprawa jak i posiadanie marihuany jest dozwolona, to za pewne jesteś szczęśliwym człowiekiem, który każdego dnia może odwiedzić swój ulubiony growshop czy sklep oferujący nasiona oraz bez większych problemów i stresu puścić dymka na uboczu. Specjalnie dla naszych czytelników powstał poradnik o tym, jak bezpiecznie zamawiać nasiona, sprzęt uprawowy i korzystać z for uprawowych.

Niestety w Polsce, gdzie uprawa czy posiadanie jakiejkolwiek, nawet najmniejszej ilości suszu jest surowo zabroniona, należy zachowywać szczególną ostrożność. Warto zastanowić się nad tym jak bezpiecznie zorganizować sprzęt uprawowy, nie rzucając się przy tym w oczy organom ścigania lub innym ludziom, którym bardzo przeszkadza Twoje hobby. Tak więc, na przekór przeciwnością losu, wcześniej dobrze rozplanuj swoje zakupy.

Zakupy stacjonarne

Jeśli w Twoim mieście znajduję się growshop, zleć zakupy zaufanemu koledze, monitoring może być kontrolowany przez CBŚ, sprzedawcy mogą z nimi współpracować dając namiary na osoby, które robią zakupy prognozujące chęć uprawy konopi.

Dobrą opcją jest robienie zakupów w innym mieście, najlepiej w innym województwie. Zawsze rozglądaj się czy w sklepie jak i na zewnątrz są zamontowane kamery. To bardzo ważne, policja może przeglądać nagrania z kamer i obserwować potencjalnych podejrzanych klientów. Nawet sąsiad, czy zwykły przechodzeń może zainteresować się, po co Ci tyle worków z ziemią, doniczek i innych akcesoriów mogących zdradzić Twoje szarlatańskie zamiary.

Pamiętaj by nigdy nie zamawiać nasion czy akcesoriów do uprawy na swój adres. Poproś znajomego by odebrał Twoją paczkę bądź na adres na który nie jesteś zameldowany. Ciekawą opcją są również paczkomaty. Jeśli nie musisz nie odbieraj jej od razu. Policja może kontrolować Twoją przesyłkę oraz firmę kurierską, starając się wytropić paczki z podejrzaną zawartością oraz ich odbiorców.

Mimo to, jednak nic nie zapewni Ci takiej anonimowości jak zakupy przez internet. Jednak w tym przypadku również musisz pamiętać o kilku ważnych sprawach. W swojej przeglądarce ustaw tryb prywatny lub incognito.

Zawsze szyfruj swoje połączenie jeśli przeglądasz oferty sklepów ogrodniczych czy fora tematyczne o uprawie. Niezawodnym narzędziem do maskowania swoich ruchów w internecie,  jest przeglądarka sieci TOR, którą można pobrać tu:  www.torproject.org/.   Na stronie znajdziesz również poradnik jak skonfigurować TOR ze swoją przeglądarką, np. Mozilla czy Chrome

Używany sprzęcik ze znanych portali aukcyjnych?

Nie zamawiaj lamp, growboxów czy innych akcesoriów na znanych polskich portalach aukcyjnych! Sprzedawcy często oferują zużyty sprzęt, a po drugiej stronie monitora może znajdować się smutny pan, który tylko dopisuje do listy kolejne tropy. Po za tym często oferowany jest zużyty sprzęt (kilkukrotnie wykorzystane lampy sodowe czy filtry węglowe).

Rób zakupy w sprawdzonych, rzetelnych i polecanych przez wiele osób sklepach, linki do stron dobrych growshopów czy seedbanków znajdziecie na dobrych forach tematycznych takich jak WWW.GROWLIKE.PRO.

Rejestrując się w danym sklepie internetowym, by dokonać zakupu nie używaj swojego prawdziwego e-maila lub wybieraj opcję bez rejestracji konta. Dobrą opcją jest, skorzystanie z usług www.safe-mail.net, gdzie szybko zakładamy swoje konto a gdy jest ono nie używane konto automatycznie się usuwa. Nie podawaj swoich prawdziwych danych, numeru telefonu czy ID komunikatorów, przelewy rób pocztą, lub korzystając z opcji PaySafeCard, nigdy ze swojego konta bankowego.

Dobry wybór

Ciekawą opcją jest również wybranie się na zagraniczne targi konopne np. Cannafest w Pradze czy Cultiva Hanfmesse w Wiedniu, gdzie kupić można niezawodny sprzęt, w atrakcyjnych cenach od profesjonalnych sprzedawców i producentów, którzy doskonale doradzą nam w każdej kwestii związanej ze złożeniem odpowiedniego dla nas zestawu.

Plusem jest również fakt, że mamy możliwość porównania różnych produktów, nowości czy próbek oferowanych przez najbardziej rozpoznawalne na świecie marki.

Oczywiście jest to tylko nasze subiektywne spojrzenie na cały problem ponieważ każdy nasz ruch w internecie może zostawiać ślady. Żyjemy w czasach całkowitej inwigilacji; wszechobecny monitoring, stałe połączenie z internetem, lokalizacje GPS a nie wspomnimy o możliwościach waszych smartfonów. Oczywiście nie ma co wpadać w panikę, każdy ma swój rozum i zna ryzyko, jakie podejmuje wchodząc w Zielony Świat Ogrodnictwa!

 

 


Źródło: www.growlike.pro/forum

Tak! Już od wtorku, 31 października 2017 roku w życie Polaków wchodzą nowe przepisy, które umożliwiają pacjentom zakup medycznej marihuany lub środków wytworzonych z tej rośliny. Niestety, polska służba zdrowia nie jest do tego przygotowana perfekcyjnie.

Nowelizacja ustawy wcale nie gwarantuje łatwej sprzedaży gotowych produktów zawierających medyczne, naturalne kannabinoidy.  W naszym kraju, do wypisywania specjalnych recept jest tylko kilku lekarzy specjalistów, a kolejki pacjentów, którzy będą chcieli taką receptę otrzymać, na pewno do tych krótkich należeć nie będą, jak to zwykle w naszej służbie zdrowia bywa… Podobnie jest z farmaceutami, którzy takie lecznicze preparaty będą musieli przygotować.

Posłowie, którzy prowadzili pracę nad ustawą przewidzieli ten problem i po za klasycznym suszem z kwiatów konopi indyjskich, do Polski importowane będą również ekstrakty tej rośliny. Polska nie będzie miała własnej, kontrolowanej przez rząd uprawy na cele medyczne przez obawy, że koniec końców, marihuana trafi na ulice polskich miast i zostanie skonsumowana przez palaczy rekreacyjnych, których nasz rząd nie toleruje.

Ruchy promujące pełną legalizację konopi indyjskich, którzy wywierali ogromny wpływ na cały projekt już zapowiadają dalszą walkę w tym kierunku. Sam poseł Piotr Liroy-Marzec, który również aktywnie zaangażowany jest w wojnę przeciw przeciwnikom legalizacji zapowiedział już, że chce on doprowadzić do zalegalizowania polskich upraw oraz wprowadzić bardzo ważny dla pacjentów przepis, umożliwiający im zwrot zarekwirowanych przez policję środków medycznych na bazie konopi lub samego suszu.

Poseł Piotr Liroy-Marzec, zaangażowany w walkę o zalegalizowanie narkotyku, zapowiedział że złoży w Sejmie projekt nowelizacji ustawy dotyczącej marihuany medycznej. Chce on doprowadzić do zalegalizowania w Polsce upraw tej rośliny. oraz wprowadzić przepis, który pozwoliłby na przekazywanie wytwórcom preparatów konopi przechwyconych przez policję.

W latach 70-ych szczep ,,Hindu Kush” dotarł do brzegów Ameryki. Odmiana wzięła swoją nazwę od surowego, długiego na 500 mil pasma górskiego rozciągającego się od Afganistanu do Północnego Pakistanu. Ale ta opowieść nie jest o południowoazjatyckiej indice uprawianej opiekuńczo przez plemienne rodziny w ciągu całych epok; jest o palaczach z Florydy i postępowych hodowcach, starających się stworzyć wspaniały towar, ale bez pojęcia o tym z jaką genetyką mają do czynienia – to właśnie historia narodzin szczepu „Bubba Kush”.

Breeder nazywany Bubba siedzi ze mną w centrali Rocky Mountain High w Denver. Wokół nas ruch, w tym sklepie/aptece na peryferiach miasta. Bubba właśnie oprowadził mnie po obiekcie, w którym pracuje teraz jako naczelny grower.

Jeśli sprawy pójdą zgodnie z planem wkrótce będzie stosował swoją magię w zaaprobowanych przez państwo pomieszczeniach uprawowych w New Jersey i Massachusetts. „Nazywano mnie różnie” – mówi – „ale większość ludzi nazywa mnie Bubba. Bubba to nie jakaś wieśniacka ksywa nadana mi, bo wychowałem się na Florydzie – jestem Bubba, bo wszystkich swoich bliskich przyjaciół nazywam bubba albo bubi, albo jakoś podobnie”.

Oczywiście Bubba stawia sprawę jasno – to nie jest przypadek, że odmiana nosi jego imię. To zaznaczywszy zaczyna swą opowieść. „Jestem jednym z oryginalnych ojców chrzestnych Bubba Kush, ale ostrzegam, że niektóre daty i szczegóły mogą być troszeczkę pomieszane z powodu wieku, zawodzącej pamięci i palenia Kusha przez ponad 20 lat”.

Rzecz rozpoczyna się na Uniwersytecie Florydzkim ok. 1990. „Zaczęło się od woreczka świetnego krypto, z uwagą, że krypto to ogólna nazwa na zioło”, mówi. „Mieszkałem ze swoim dobrym bubbą, który uczył mnie uprawy. Bardzo interesował się krzyżowaniem odmian. Szczęśliwie mieliśmy trochę doskonałego Skunka #1 i inne, naprawdę szczególne odmiany z Gainesville”.

Potwierdzając swoje przekonanie, że relacje, które nawiązujemy w życiu nie są przypadkowe, Bubba wpadł na innego starego bubbe ze średniej szkoły, który przedstawił go kolesiowi nazywanemu Learch, a ten stał się jego bliskim kumplem na studiach. Learch przyjaźnił się z Arnoldem z Orlando. Podczas jednej z wielu wizyt w Gainesville Arnold przywiózł woreczek fantastycznego zioła, które przypadkiem miało kilka ziaren.

„Wysadziliśmy je” – mówi Bubba, „i zaczęliśmy nazywać tą odmianę Kush. Żaden z nas nie wiedział, że prawdziwa odmiana o nazwie Kush już istniała. Dopiero parę lat temu dowiedziałem się, że istnieje odmiana Hindu Kush. Paliliśmy ‘the nectar’, ‘krippy’ czy ‘kind’. Rzadko kiedy wiedzieliśmy, jaką odmianę palimy. Gdybyśmy mieli wszystkie te informacje, które są teraz dostępne, zdecydowanie nazwalibyśmy to jakoś inaczej. Tak właściwie nazwaliśmy to Kush, bo starszy brat jednego z kolegów powiedział, że wygląda to jak kush-berries (jagody kush), czymkolwiek to do licha było”.

Nazwa Kush się przyjęła. Koledzy ze studiów zaczęli krzyżować zajebistego Skunka swoich kumpli z własnym Kushem, tworząc KX, KY i KZ. Zostawili KY, likwidując KX i KZ, tak że zostali ze Skunkiem, Kushem i nowym crossem, KY.

Szczęście im sprzyjało. Na wyjeździe na Mardi Gras Bubba dostał w prezencie paczkę nasion crossa Northern Light z Humboldt County. „Oczywiście wysiałem wszystkie nasiona, które wyglądały zdrowo. Po wycięciu roślin męskich zostało ich jakiś tuzin. Ze względu na problemy z miejscem wybrałem 6, sklonowałem i pozwoliłem dojrzeć. Szczególnie jedna roślina była absolutnie piękna: rosła jak potężny dąb z listkami tak tłustymi, że zakrywały się nawzajem i zasłaniały światło prawie całkowicie.

Oczywiście zatrzymałem sobie tą odmianę i nazwałem ją – jakżeby inaczej – Bubba. Uprawiałem Bubba, Kush i KY przez kilka następnych lat, aż skończyłem studia. To były dobre lata: Learch i ja byliśmy bogami Gainesville, przynajmniej przez chwilę. To był początek fenomenu. Nie mogliśmy trzymać Kusha przy sobie”.

Potem Bubba ruszył do Los Angeles i zamieszkał z kolegą ze studiów, najlepszym bubbą po dziś dzień. Znaleźli sobie miejsce w Silver Lake z niewielką przestrzenią pod domem, idealną na tajny ogródek. Bubba wrócił na Florydę, wypchał buta łyżworolki plastikowym workiem wypełnionym wodnymi kulkami i paroma szczepkami Bubb, które wciąż rosły, schował w bagażu i sprowadził te geny na Zachodnie Wybrzeże. Zadziwiające, ale szczepki się ukorzeniły. Z biegiem czasu zdecydowali pozbyć się KY i zatrzymali tylko Kusha i Bubbę.

„Kush to była ciężka odmiana”, wspomina Bubba. „Wyciągnięty, kiepsko plonujący, strasznie sękaty – trudny do doprowadzenia do doskonałości. Ale nawet marny zbiór wciąż był lepszy niż cokolwiek innego, co mieliśmy, albo co można było dostać w LA. Ale mieliśmy problem: nasza miejscówka była mała i nie dało się łatwo regulować poziomów wysokości. Kush był wysoki i tyczkowaty, Bubba niska i napakowana. Ciężko było uprawiać je razem, więc, niestety, zdecydowaliśmy się porzucić Bubbę”.

Los wkroczył po raz drugi. „Mieliśmy jeszcze jednego współmieszkańca za czasów Silver Lake – Josha D. W hierarchii Bractwa Kusha, rozdział LA, Josh D. był drugi w kolejności”, wyjaśnia Bubba. „Mieliśmy Kusha, który się zhermił i zapylił Bubbę. Josh D. kumplował się z załogą Cypress Hill. Któregoś dnia B-Real i jego ochroniarz wpadli, żeby wziąć trochę Bubby i odkryli nasiona w swoich torebkach”.

Bubba Kush przybył – aczkolwiek przypadkowo! Ale grał drugie skrzypce przy ich oryginalnej supergwieździe, Kushu.

W przeciągu 6 miesięcy rozpętało się kushowe szaleństwo, wszyscy chcieli tylko to. Raperzy, gwiazdy rocka, aktorzy, wszyscy ciągnęli do Silver Lake po Kusha. „Braliśmy 8000 USD za funta, a ludzie płacili na miesiące z góry, żeby mieć pewność, że nie przegapią zbioru”, szczyci się Bubba. „Było dobrze. Używaliśmy Kusha do wszystkiego – karnety, bilety na występy, restauracje, co tylko pomyślisz. Dawaliśmy klony setkom ludzi, ci dawali to kolejnym dwóm znajomym, którzy dalej dawali to dwóm następnym. Wkrótce wszyscy uprawiali Kusha”.

Ale nie za dobrze. „Niektórzy ludzie, którzy dostali klony, uprawiali je do dupy, pozbawiając naszej oryginalnej jakości, smaku, zapachu i wyglądu”, mówi Bubba. „Dodatkowo pojawiały się pseudokushowe odmiany, o których prawdziwi koneserzy konopi wiedzieli, że są gorsze. Potem na scenie zaczęło pojawiać się dziadostwo z Kanady, nazywane Kush. Przywozili je do LA ściśnięte i smakowało jak stara marchew. Ceny zaczęły spadać do 6500 USD. Ludzie zaczęli różnicować, mojego Kusha nazywając ‘OG’, żeby zaznaczyć, że to prawdziwy stuff (‘OG’ to skrót od ‘Original’)”.

Od stworzenia cenione OG i Bubba Kush wzbudzały pożądanie. Ich zalety były wychwalane w utworach rapowych, czyniąc z Kusha odmianę sceny rapowej. Ale Kush zainspirował też epizody szaleństwa antymarihuanowego: w 2009 kongresman Mark Kirk (Republikanin z Illinois) przedstawił ustawę uderzającą w „Supermarihuanę Kush” , która, jak mówił, czyni z użytkowników kogoś na kształt zombie, i wzywał do zwiększenia kar dla handlujących nią.

„Handlarze narkotyków wiedzą, że mogą zarobić tak samo dużo pieniędzy sprzedając Kush, jak i kokainę, ale unikając cięższych wyroków które towarzyszą handlowi crackiem i kokainą”, powiedział Kirk. „Wyższe grzywny i dłuższe wyroki nie są całkowitym rozwiązaniem problemu narkotykowego w naszym narodzie. Ale nasze prawa powinny dotrzymywać kroku postępom w mocy i wartości pieniężnej marihuany o wysokim THC. Jeśli możesz zarobić tyle samo pieniędzy sprzedając trawę, ile sprzedając kokainę, powinieneś liczyć się z takimi samymi karami”.

Szczęśliwie takie prawo nigdy nie weszło. Ale chociaż ustawa Kirka padła, jest on teraz Senatorem USA, co jeszcze raz dowodzi, że głupota nie jest przeszkodą w karierze w polityce.

Na szczęście inteligencja jest ceniona w społeczności konopnej, gdzie zasadnicze amerykańskie wartości jak ciężka praca i nastawienie „da się” wciąż pchają ten przemysł naprzód. Co zrozumiałe Bubba jest dumny ze swoich wytworów. „Dziś obie nasze odmiany, OG i Bubba Kush, mają międzynarodową renomę. Ale są złodzieje tożsamości w tym biznesie. Szczególnie mierżą mnie ludzie nazywający swoje odmiany ‘Pre-’98 Bubba’. Nie ma mowy, żeby był więcej niż jeden fenotyp do 1998, bo ten był stworzony w 1997!”.

Co do jednego nie ma wątpliwości: breederzy topowych odmian to wrażliwe dusze. W istocie Bubba wciąż nie może odżałować łamiącej serce utraty odmiany znanej po prostu jako „the Bubba” lata temu w Silver Lake. Jak rodzic mówiący o zaginionym dziecku, powtarza: „Słyszałem plotki, że to ciągle gdzieś rośnie w Północnej Kalifornii. Mam nadzieję, że to prawda i w końcu się spotkamy”.

 

 

 

 

Najnowsze badania opublikowane przez Portland State Universisty(PSU) przekonują, że tzw. dabbing może nieść za sobą przykre konsekwencje zdrowotne. Jak możemy przeczytać w ich czasopiśmie ACS Omega, BHO spalane w wysokiej temperaturze uwalnianie szkodliwych substancji chemicznych.

Co to oznacza u pacjentów medycznych?

Jak twierdzi dr Rober M. Strongin, główny badacz tego tematu „Im wyższa temperatura, tym większe ryzyko, że użytkownicy wdychają substancje, które mogą być szkodliwe dla ich zdrowia”. Spójrzmy na to z tej strony, że jedni „dabbersi” wolą mocno rozgrzane gwoździe, które przypominają im palenie. Drudzy natomiast wolą obchodzić się z nieco niższymi temperaturami, dzięki czemu mogą delektować się wyjątkowym smakiem daba.

(koncentrat w trakcie odparowywania butanu)

Jednak prace wykonane w PSU wykazały, że delektowanie się smakiem nie ma tu już większego znaczenia. Wysoka temperatura „dabbersów”, którzy rozgrzewają swój sprzęt do 315°C lub nawet 500°C, naraża ich na duże ryzyko wdychania methacroleiny (bardzo szkodliwej substancji), oraz w tym drugim przypadku spore ilości benzenu, który jest silnym czynnikiem rakotwórczym. Dabbowanie w niższych temperaturach nie wykazuje dużych śladów methacroleiny, ale wciąż jest wykrywalna.

Czy to naprawdę tak niebezpieczne?

Poziom toksycznej substancji znacznie spada w temperaturach niższych niż 250°C. Ich wartości są tak niskie, że badacze do ich zdiagnozowania zmuszeni byli użyć nowoczesnej aparatury. Niemniej jednak, naukowcy namawiają do zaprzestania korzystania z gwoździ klasycznych (tytanowych, porcelanowych, szklanych) czy tzw. e-nail, które zasilane są akumulatorem lub sieciowo. Przede wszystkim osoby z problemami immunologicznymi powinny trzymać się zdala od dabbingu, a trawka, którą popalają musi odejść w odstawkę.

Mimo legalności marihuany w stanie Oregon, naukowcy nie przeprowadzali badań używając konopi indyjskich! Ich prace koncentrowane były na terpenach znajdujących się w marihuanie; limonene, linalool oraz myrcene. Wykazali oni, że słodkie związki aromatyczne zawarte w konopiach, w wysokich temperaturach mogą ulegać degradacji we wcześniej wspominane związki chemiczne.

Naukowcy przeprowadzili badanie poprzez wstrzykiwanie terpenów na specjalnie przygotwane miniaturowe gwoździe wielkości paznokcia. Monitorowali ich temperaturę za pomocą wyspecjalizowanej kamery na podczerwień, a specjalna szklana aparatura zbierała parę do analizy.

Wykonano jądrowy rezonans magnetyczny, aby zbadać powietrze przeciągniete przez „mechaniczne płuca”, które podczas „zaciągania” równocześnie zasysały stałą ilość powietrza, w celu określenia stężenia metakroli w odparowywanych terpenach. Zastosowano również spektrometrie masową w celu zdiagnozowania niższych partii degradacji terpenów.

Na pierwszy rzut oka, całe te badanie może wydawać się dość straszne ale fakt, że toksykolodzy zaczęli interesować się tematem Dabbingu kieruje nas na dość pozytywne myślenie, ponieważ może tym samym tematem zainteresuje się grono medycznych naukowców?

Naukowcy zdecydowali się użyć myceryny jako modelu terpenu do swoich badań, z uwagi na fakt, że terpen ten najczęściej występuje w marihuanie. Niektóre ekstrakty zawierają więcej limonenu, podczas gdy inne mogą mieć przeważającą ilość humulenu.

Nie popełniaj tych błędów palaczu! Dbaj o swoje zdrowie i nie przesadzaj z temperaturą. To jeszcze nie wszystkie złe nowiny ze świata dabbersów… Ale o tym innym razem.

Stołeczni policjanci z wydziału do walki z przestępczością narkotykową udaremnili przemyt ponad 57 kilogramów marihuany o czarnorynkowej wartości 2 milionów 800 tysięcy złotych. Dzięki funkcjonariuszom narkotyki nie trafią na warszawski rynek, a organizator tego procederu oraz kurier, którzy trafili w ich ręce, już usłyszeli w prokuraturze zarzuty. Marihuana została przewieziona na terytorium RP z Hiszpanii w specjalnie skonstruowanej skrytce w zbiorniku paliwa. Za to przestępstwo grozi kara co najmniej 3 lat więzienia.

Policjanci ze stołecznego wydziału zajmującego się zwalczaniem przestępczości narkotykowej uzyskali informację o organizowanym na dużą skalę przemycie marihuany z Hiszpanii. Wszystko wskazywało na to, że narkotyki miały być przewożone w specjalnie skonstruowanych skrytkach w ciągniku siodłowym marki DAF. Z ustaleń funkcjonariuszy wynikało także, że ten nietypowy transport może trafić na warszawski rynek narkotykowy.

Pod Warszawą zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy poruszali się tirem. Policjanci dokładnie sprawdzili pojazd, a ponieważ ich podejrzenia wzbudził jeden ze zbiorników, poprosili o pomoc funkcjonariuszy z Placówki Straży Granicznej Warszawa Okęcie. Dzięki specjalistycznemu sprzętowi wyszło na jaw, że w zbiorniku wyodrębniono miejsce do ukrycia narkotyków. Po jego demontażu znaleziono tam 115 toreb z roślinnym suszem o wadze około pół kilograma każdy. Funkcjonariusze zabezpieczyli je i po badaniach przeprowadzonych w Laboratorium Kryminalistycznym KSP okazało się, że jest to ponad 57 kilogramów marihuany.

Policjanci zabezpieczyli u organizatora tego procederu, 39-letniego Jacka K., 60 tys. złotych oraz dwa samochody: porsche i renault na poczet przyszłych kar.

Po zebraniu materiału dowodowego w tej sprawie mężczyźni zostali doprowadzeni do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Organizator tego procederu oraz kurier usłyszeli tam zarzuty. 54-letni Ryszard D. oraz 39-letni Jacek K. są podejrzani  o przemyt znacznej ilości narkotyków z Hiszpanii na terytorium Polski. Sąd zadecydował już o ich tymczasowym aresztowaniu. Za to przestępstwo grozi co najmniej 3-letni pobyt w więzieniu.

źródło: policja.pl

Z przykrością pragniemy poinformować naszych czytelników, że wczoraj, tj. 6 kwietnia 2017 w Krakowie, zmarł Profesor Jerzy Adam Gracjan Vetulani, urodzony 21 Stycznia 1936 roku, w Krakowie. Miał 81 lat.

Polski psychofarmakolog, neurobiolog, biochemik, profesor nauk przyrodniczych, członek Polskiej Akademii Nauk i Polskiej Akademii Umiejętności.

(fot. Lech Polcyn)

Pan Jerzy zmarł w szpitalu, w którym przebywał po wypadku w śpiączce farmakologicznej.

Vetulani interesował się funkcjonowaniem ludzkiego mózgu oraz zależnością między neurobiologią a społeczeństwem i kulturą. W ostatnich latach swojego życia aktywnie działał i edukował w kwestii legalizacji/depenalizacji marihuany w celach leczniczych i rekreacyjnych, dla osób pełnoletnich.

Był autorem wielu książek poświęconych tematyce ludzkiego mózgu np. W 2015 r. wraz z Marią Mazurek napisał książkę pt. „Bez ograniczeń. jak rządzi nami mózg”. Neurobiolog wielokrotnie wypowiadał się również ws. legalizacji marihuany w Polsce. W 2016 r. po raz kolejny, wraz z Marią Mazurek – napisali książkę „A w konopiach strach”.

Vetulani był także jednym ze współtwórców legendarnej „Piwnicy pod Baranami”. Był bardzo lubiany w środowisku studenckim, w 2002 roku startował także w wyborach na prezydenta miasta Kraków.

Vetulani z pewnością zostanie na długo w pamięci aktywistów i pasjonatów konopnych, za swoją odwagę, walkę oraz wiedzę, którą nam zdążył przekazać. Niech spoczywa w pokoju. Rest in Peace!

THC nie tylko w konopiach – czy to możliwe? W ostatnim czasie, naukowcy prowadzący badania nad syntetycznymi kannabinoidami, mogącymi zastąpić te naturalne, tańszym kosztem, niż ich ekstrakcja z kwiatów za pomocą substancji chemicznych.

Jak produkować THC bez uprawiania konopi

W tym celu naukowcy zmodyfikowali drożdże – „zmusili” je, by produkowały najbardziej rozsławiony związek psychoaktywny, znajdujący się w kwiatostanach konopi – tetrahydrocannabinol (THC).

Po za „zmuszeniem” drożdży do produkcji wcześniej wspomnianego związku, udało się też, nakłonić je do produkcji innego, również bardzo pożądanego w medycynie związku – Kannabidiolu (CBD). W podobny sposób, nauczono drożdże produkcję morfiny.

Syntetyczne kannabinoidy są już stosowane w medycynie od jakiegoś czasu, głównie podawane są w kapsułkach, na przykład przy łagodzeniu skutków ubocznych chemioterapii.

Konkluzja

Koniec końców – wygrana nadal leży po stronie matki natury. Konopie produkują więcej kanabinoidow efektywniej, bo nawet do 30% szybciej niż „niewolnicze” drożdże.

Mimo to, naukowcy nie poddają się i wręcz zapewniają nas, że wkrótce drożdże dorównają w produkcji THC i CBD naszym kochanym roślinkom, w ich naturalnej uprawie.

Pyszne konopne przekąski, mieszanie konopnego betonu, stoiska tematyczne z akcesoriami ogrodniczymi jak i dla tych lubiących puścić dymka. Zobaczyć będziecie mogli ekspozycje szkolące w uprawie INDOOR, OUTDOOR czy też wykorzystania konopi w medycynie, przemyśle czy hodowli zwierząt – będzie wszystko, czego Wasza konopna dusza zapragnie, oczywiście na targach konopex 2017!

Wielkimi krokami zbliża się kolejna edycja Targów konopi – Konopex, u naszych czeskich sąsiadów, a dokładniej 21-23 kwietnia w Ostrawie, będziecie mogli poczuć mocno przepełniony zielenią klimat.

Kogo spotkamy?

Oprócz stoisk z całego świata, nie może zabraknąć naszych rodaków. W Ostravie spotkać będziecie mogli między innymi chłopaków z Jointbrohers czy ekipę kusHaze, gdzie będziecie mogli zamienić z nimi słowo czy też zakupić coś z oferowanego przez nich asortymentu.

Dodatkowo, organizatorzy przygotowali dla Was całą masę atrakcji, wykładów, konferencji czy nawet giełdę konopną, gdzie wymienicie doświadczenie i pohandlujecie z ekspertami w tej dziedzinie. Organizatorzy nie zapomnieli również o konkursach czy afterparty.

Podsumowując, końcówka Kwietnia szykuje dla nas miły weekend, w którym każdy ceniący się konsument czy hobbysta powinien choć raz w życiu wziąć udział, i poczuć unikalny klimat, którzy tworzą ludzie, kreujący kulturę cannabis.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.