Czy Polska pójdzie śladem Australii w produkcji medycznej marihuany? Jeden z posłów partii Kukik’15 – Paweł Skutecki poruszył temat medycznej marihuany, a dokładniej sprawę krajowej, certyfikowanej produkcji medycznej marihuany, tak jak zrobiła to Australia, która dąży do globalnej dominacji w tym przemyśle.

pod koniec 2017 roku polski Sejm przegłosował ustawę, która umożliwia pacjentom użytkowanie konopi indyjskich lub preparatów z nich przyrządzonych.

 

Swoje lekarstwo kupię w aptece!

Początkowo projekt ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii zawierał zapis o możliwości legalnej uprawy przez chorego na własną rękę. Wystarczyłaby tylko recepta i specjalne zezwolenie. Dzięki takiemu rozwiązaniu pacjent ma stały dostęp oraz kontrole nad produktem, który stosuje w celu poprawy swojego własnego zdrowia. Niestety był to tylko projekt, który nie został ostatecznie przyjęty przez Sejm RP.

Pacjenci zmuszeni są do zakupu marihuany w aptekach, ale zaraz – te przecież świecą pustkami! Ustawa ta przewiduje produkcję oraz sam import marihuany z zagranicy, a konkretniej z Izraela. W Europie takie państwa jak Holandia, Niemcy czy Czechy posiadają własne, kontrolowane uprawy medycznej marihuany.

Pacjenci w innych krajach Unii Europejskiej również znajdują się w podobnej sytuacji, co pacjenci z Polski. Producenci medycznej marihuany mogą eksportować ją tylko i wyłącznie wtedy, gdy w ich magazynach są jej nadwyżki, a pierwszeństwo mają obywatele i pacjenci kraju, w którym odbywa się produkcja.

 

Australia potęgą medycznej marihuany na świecie?

Jak powiedział poseł Paweł Skutecki: Australia bez dwóch zdań pragnie zostać światowym potentatem w produkcji medycznej marihuany. Władze kraju zapowiedziały już, że trwają pracę nad legalizacją eksportu marihuany na zagraniczne rynki w celach medycznych. Jak powiedział sam Australijski minister zdrowia Greg Hunt: „Chcielibyśmy być dostawcą numer jeden na świecie”.

Poseł kieruje także pytanie do premiera Morawieckiego odnośnie planów i działań w kierunku umożliwienia produkcji medycznej marihuany na terenie naszego kraju, a także czy rozważane są możliwości rozpoczęcia polskiej produkcji w celu eksportu konopi indyjskich na cały świat! To znacznie poprawiłoby budżet skarbu Państwa i umocniłoby Polskę w stosunkach międzynarodowych.

 

 

Netflix wkracza na rynek legalnej marihuany. Rozrywkowy tytan przez ostatnią dekadę przeszedł z nieznanej usługi streamingu do międzynarodowej potęgi. Cała branża kablowa musiała zmienić swoje modele biznesowe, aby rozliczać się z usługi streamingu lub zniknąć. Netflix rozszerzył swoje działania, by objąć całą branżę filmową.

Obecnie Netflix obsługuje treści sieciowe, zapewnia natychmiastowy dostęp do popularnych filmów, a nawet produkuje własne. Stanowią one około 37% całego ruchu internetowego i nie wykazują oznak rezygnacji z udziału w rynku. Głównym czynnikiem przyczyniającym się do ich ostatnich sukcesów była ich wyjątkowa lista oryginalnych programów.

Najnowszym krokiem firmy jest odwołanie się do pewnego segmentu odbiorców: użytkowników konopi indyjskich.

Podejście Netflix

Platforma oferuje całą masę filmów, seriali czy dokumentów poświęconych marihuanie, wspominaliśmy o tym w naszym jesiennym wpisie na ten temat. Najnowsza produkcja Netflix nazywa się „Rodzina w oparach” To komediowy film o aptece sprzedającej medyczne konopie indyjskie. Jest to prawdziwy sitcom. Netflix uważa, że „Rodzina w oparach” zasługuje na odpowiednie wprowadzenie do społeczności konopi indyjskich.

Czy jest lepszy sposób na film o sprzedaży marihuany, który zyska uwagę publiczności, niż sprzedawanie trawy? Netflix postanowił więc połączyć siły z apteką w Hollywood, aby wyprodukować kilkanaście szczepów specjalnie zaprojektowanych w celu zwiększenia popularności swoich filmów. W miniony weekend Netflix sprzedał specjalne szczepy w trzy dni. Szczepy zapewniają różnorodne efekty, dają możliwość wyboru pomiędzy odmianami indica, sativa czy hybrydami.

Oto lista szczepów przykładowych powiązanych z danymi produkcjami od Netflixa:

  • Wet Hot American Summer: Ten Years Later (Camp Firewood)
  • Bojack Horseman (Prickly Muffin)
  • Arrested Development (Banana Stand Kush)
  • Chelsea (Vodkush)
  • Grace And Frankie (Peyotea 73)
  • Lady Dynamite (Sassafrass OG)
  • Santa Clarita Diet (Baka Bile)
  • Orange Is The New Black (Poussey Riot)
  • Mystery Science Theater 3000: The Return (Moon 13)
  • Disjointed (The Omega, Eves Bush and Rutherford B Haze)
Konopie indyjskie są zbyt popularne, by je przegapić.

Firmy takie jak Netflix nie są głupie. Wiedzą, że ich publiczność i ich ostatnie przygody na rynku marihuany to tylko wierzchołek góry lodowej. Chociaż firma nie zamierza kontynuować produkcji marihuany, trudno jest pokonać 150 000 USD sprzedaży w ciągu 3 dni.

Serwis streamingowy nawiązał współpracę z Alternative Herbal Health Services (AHHS), apteką działającą w dzielnicy West Hollywood w Los Angeles. Dyspozytor załatwił konopie indyjskie, podczas, gdy Netflix zajmował się marketingiem i produkcją.

Oznacza to sprzedaż o wartości około 150 000 USD. Planowanie trwało sześć miesięcy. Netflix, AHHS i firma marketingowa Carrot współpracowały, aby promocja odniosła sukces. Dyrektor wykonawczy Carrot, Jonathan Santoro, wyjaśnił, że wszyscy partnerzy, w tym AHHS, najpierw wszystko załatwili z prawnikami.

Sprzedaż odbyła się na imprezie zorganizowanej przez AHHS i zakończyła się w niedzielę. Każda z dwunastu odmian konopi była w unikalny sposób połączona z popularnym programem stworzonym i przesyłanym strumieniem na platformie Netflix. Odmiany zostały dostosowane do programów, który reprezentowały, tj. odmiany konopi dostosowano do rodzajów programów.

Netflix zachował czyste ręce

Firma Netflix nie produkowała ani nie sprzedawała żadnej z marihuany. Dyrektor kreatywny firmy Carrot, Jonathan Santoro, wyjaśnił, że wszyscy partnerzy, w tym AHHS, pracowali nad tym, aby wszystkie transakcje sprzedaży były prowadzone zgodnie z surowymi przepisami Kalifornii. Podczas gdy aktywnie czerpali zyski z konopi indyjskich, nie łamali żadnych ustaw federalnych.

Netflix czy firma Carrot nigdy fizycznie nie dotykały trawy” – stwierdził Santoro. Netflix przygotował program, Carrot zajmował się marketingiem, a AHHS zajmował się hodowlą i pakowaniem trawki.

W sumie jest to duża wygrana dla społeczności konopi indyjskich. Międzynarodowe potęgi z miliardami dolarów są w stanie znaleźć sposoby na zarabianie na marihuanie i czerpanie z niej zysków. Zanim duże marki będą mogły otwarcie być kojarzone z konopiami indyjskimi, pozostaje jeszcze wiele czasu, ale jest to krok we właściwym kierunku.

Co dalej?

Netflix twierdzi, że było to wydarzenie jednorazowe. Żadna z tych odmian marihuany nie jest dostępna w sprzedaży. Więc każdy, kto przegapił promocję w Hollywood, ma pecha. Ale sukces wydarzenia ułatwia Netflixowi myślenie o powtórzeniu go.

Istnieje jednak realne ryzyko dla firm, które chcą zaangażować się w ten rodzaj marketingu. Oprócz zawiłości prawa amerykańskiego firmy, zajmujące się rozrywką ryzykują utratą swoich bazowych odbiorców. Firmy takie jak Time Warner, Harpo Productions i inne ryzykują znacznie więcej niż Netflix (którego widzowie wydają się być bardziej otwarci).

Nie oznacza to jednak, że naśladownictwo jest niemożliwe. Firmy, takie jak HBO i Hulu mają mocną franczyzę. I nie jest powiedziane, że ​​nie spróbują podobnej imprezy w przyszłości, biorąc pod uwagę powodzenie takiego wydarzenia.

Do tej pory żadna z trzech zaangażowanych firm (Netflix, Carrot i AHHS) nie wykluczyła przyszłych wydarzeń tego rodzaju. Inne firmy jeszcze nie ujawniły planów dotyczących podobnych wydarzeń, ale wiele z nich może teraz spróbować, kiedy okazały się one sukcesem. Będziemy musieli poczekać i przekonać się, czy zaskakująco pozytywny odbiór przez społeczność konopi indyjskich takich wydarzeń, skłoni inne firmy do pójścia w ślady Netflix.

 

 

Czy wdychanie liquidu THC powoduje efekt „popcornowego płuca”? Wzrost popularności e-papierosów jest w dużej mierze nieuregulowany. Sklepy z e-papierosami pojawiały się w centrach handlowych na całym świecie w ciągu ostatniej dekady. Popularność e-papierosów szybko rozszerzyła się również na produkty z konopi indyjskich, gdy niezliczone branże medycznej marihuany, sprzedają liquidy do e-papierosów zawierające THC.

W internecie można również znaleźć wiele poradników na temat tego, jak połączyć ulubione ziółko z ulubionym e-liquidem. Ale czy palenie e-papierosów jest bezpieczniejsze niż zwykłe palenie? Szybkie wyszukiwanie w Google dotyczące ryzyka związanego z paleniem e-papierosów wkrótce zwróci tysiące witryn sugerujących, że tego rodzaju palenie zwiększa ryzyko, tak zwanych „popcornowych płuc”. Czy to prawda?

Co powoduje efekt „popcornowe płuca”?

Popcornowe płuca to potoczna nazwa ciężkiej choroby zwanej bronchiolitis obliterans (zarostowe zapalenie oskrzelików). Choroba została zidentyfikowana, gdy pracownicy fabryki popcornu zaczęli odczuwać poważne problemy z oddychaniem. Po wielu badaniach lekarze stwierdzili, że istnieje bezpośredni związek między znanym i popularnym dodatkiem smakowym dodawanym do popcornu, a tą bardzo poważną chorobą.

Diacetyl był wszędzie, dodawany do produktów, takich jak popcorn, aromaty kawowe, cukierki i wypieki. Wzmacnia smak masła, wanilii i karmelu w produktach spożywczych, zaś do niedawna uważano, że jest bezpieczny do spożycia. Niestety u pracowników w przedsiębiorstwach, które przetwarzają duże ilości tego produktu, dramatycznie zwiększa się ryzyko rozwoju popcornowych płuc.

Pomimo faktu, że diacetyl nie jest już akceptowalny jako chemiczny środek spożywczy, nie powstrzymało to przemysłu e-papierosów przed dodaniem go do swoich produktów. Można by pomyśleć, że będą obawiać się jakichkolwiek reperkusji, biorąc pod uwagę, że w 2015 roku wypłacono 2,6 miliona dolarów odszkodowania jednemu mężczyźnie, który był narażony na działanie diacetylu w miejscu pracy. Jednak rynek e-papierosów pozostaje w dużej mierze nieuregulowany i firmy je produkujące mogą swobodnie działać bez nadzoru.

Objawy popcornowych płuc

W skutek ciągłej ekspozycji na ten niebezpieczny związek chemiczny, dochodzi do stanów zapalnych dróg oddechowych. Często ludzie początkowo nie potrafią powiązać postępujących objawów choroby z ekspozycją na diacetyl. Zazwyczaj objawy rozwijają się w ciągu około ośmiu tygodni.

Najczęstsze objawy to suchy kaszel, świszczący oddech, duszność i zmęczenie. Bez prześwietlenia klatki piersiowej trudno je zdiagnozować, co oznacza, że większość ludzi cierpi o wiele dłużej niż to konieczne nie wiedząc, że są chorzy.

Diacetyl nie jest jedyną przyczyną tej choroby. Pacjenci po przeszczepach szpiku kostnego lub płuc są również narażeni na znaczne ryzyko rozwinięcia się popcornowych płuc. Także infekcje dróg oddechowych i zaburzenie tkanki łącznej mogą prowadzić do tej choroby.

 

Co to ma wspólnego z e-papierosami?

Wdychanie oparów jest alternatywną formą przyjmowania marihuany w odróżnieniu od palenia. Wdychanie oparów wywodzi się ze znanego na całym świecie waporyzatora Volcano, który dla tych, którzy nie pamiętają, jest urządzeniem, które podgrzewa trawkę do określonej temperatury. Temperatura powoduje odparowywanie kanabinoidów, w tym THC i CBD, i napełniła plastikową torebkę jak balon. Torebkę puszcza się w obieg jak skręta. W przypadku waporyzacji nie wdychamy nic, po za parą wodną zawierającą kannabinoidy, więc ta wydaje się być całkowicie bezpieczna.

Choć pomysł palenia marihuany bez dymu był nowatorski, maszyny były nieporęczne i trudno było je przenosić z miejsca na miejsce. Dla większości ludzi waporyzator Volcano był urządzeniem stacjonarnym trzymanym w pokoju ze względu na swoje gabaryty. Z biegiem czasu technologia wdychania oparów rozprzestrzeniła się na inne branże, w tym rynek e-papierosów.

Palenie papierosów jest niezwykle uzależniające ze względu na nikotynę, ale także wyjątkowo szkodliwe z powodu dodatków zawartych w papierosach. Przemysłem tytoniowym zawładnęła ideą wyprodukowania „zdrowszego” papierosa, którego można palić. Wdychanie oparów okazało się sposobem na sprzedaż zdrowszego, ale wciąż uzależniającego produktu: e-papierosa.

E-papierosy wprowadziły technologię waporyzatorów na ulice; teraz możesz zabrać ze sobą swój odparowywacz, gdziekolwiek jesteś! Chociaż wszyscy rozpoznajemy dym wydostający się po wdechu, wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy, że to w rzeczywistości tylko para wodna. E-papierosy zwykle zawierają nikotynę, ale mogą również zawierać wyciągi z konopi indyjskich, które dostępne są w sklepach w krajach, gdzie posiadanie i konsumpcja marihuany jest legalna. Dodawane są również  środki aromatyzujące. E-papierosy z kolei były prekursorem waporyzatorów przenośnych, takich jak PAX czy DaVinci, które nie korzystają z grzałek, jakie montuje się w papierosach elektronicznych.

Płyn do e-papierosów zawiera ogromną ilość dodatków chemicznych, a także bazowe płyny, które ułatwiają proces parowania. Teraz przemysł marihuany powraca do starej technologii wdychania oparów łącząc ją z aromatami i chemikaliami z branży e-papierosów, stosując w nich niskich jakości grzałki, które często się przepalają lub zbyt mocno podgrzewają liquid.

 

Czy jest problem z wdychaniem oparów?

Korzystanie z tradycyjnej technologii odparowywania, która zasadniczo podgrzewa naturalny kwiat konopi, może być najzdrowszym sposobem na wdychanie oparów trawy. Ciepło odparowuje drobne cząsteczki wody, przekształca kannabinoidy w łatwo metabolizowane związki, i wszystko to bez dymu!

Niestety, nowa technologia, opierająca się na chemikaliach, stwarza problem. Nikt tak naprawdę nie zna ryzyka zdrowotnego związanego z tymi chemikaliami, które łączone są z rozpuszczonym w glicerynie THC. Nawet jeśli istnieje świadomość niebezpieczeństwa, tak jak w przypadku diacetylu, firmy nadal włączają je do listy składników chemicznych.

 

Jakie jest niebezpieczeństwo palenia e-papierosów z marihuaną?

Niedawno Uniwersytet Harvarda odkrył, jak powszechne są toksyczne dodatki chemiczne dodawane do płynów do e-papierosów. Badanie wykazało, że 39 z 51 marek papierosów, czyli 76 procent, zawierało diacetyl. Biorąc pod uwagę popularność e-papierosów, można się zastanawiać u ilu ludzi rozwinie się choroba popcornowych płuc?

Oprócz problemów z diacetylem, w płynach do e-papierosów istnieją też inne niebezpieczne związki chemiczne. Badanie wykazało, że 92 procent wszystkich testowanych marek e-papierosów zawierało przynajmniej jedną z niebezpiecznych toksyn.

Na szczęście każdy kto wdycha opary marihuany może się trochę uspokoić, ponieważ e-papierosy z marihuaną zazwyczaj nie zawierają najbardziej szkodliwych związków, takich jak diacetyl. Ale to nie znaczy, że możesz po prostu zignorować inne składniki. Rzeczywistość jest taka, że nikt nie rozumie długoterminowych skutków zdrowotnych, jakie niosą za sobą płyny do e-papierosów.

Czy są jakieś inne niebezpieczeństwa związane z płynami do e-papierosów?

Większość e-papierosów jest produkowana w Chinach, a następnie są importowane do USA i sprzedawane bez kontroli jakimikolwiek przepisami. Oznacza to, że większość firm może tworzyć własne receptury płynów bez rygorystycznych testów wymaganych dla podobnych produktów. Bez nadzoru ze strony rządu firmy mogą wykorzystywać tanie i niebezpieczne chemikalia, których skutki uboczne są nieznane.

Niektóre z wymienionych chemikaliów można znaleźć w tradycyjnych e-papierosach, inne częściej znajdują się w płynach z konopi indyjskich. Poświęć czas na przeczytanie etykiety zanim zaczniesz palić, aby potwierdzić, że nie narażasz się na ryzyko przyszłych chorób.

Glikol propylenowy – na bazie ropy naftowej, związany z ostrym i przewlekłym niekorzystnym wpływem na zdrowie układu oddechowego.
Benzaldehyd – środek drażniący dla dróg oddechowych
Wanilina – środek drażniący dla dróg oddechowych
Aceton – powoduje reakcję chemiczną ze śladowymi ilościami diacetylu
Acetyl propionyl – Powoduje reakcję chemiczną ze śladowymi ilościami diacetylu

Nie ma opublikowanych badań na temat długofalowych skutków zdrowotnych wdychania oparów liquidów aromatyzowanych, nikotynowyczh czy tych zawierających kanabinoidy. Badania te są obecnie w toku. Ale zastanówmy się, jak długo zajęło ludziom zrozumienie, że papierosy są szkodliwe dla zdrowia. Póki co musimy sobie zdać sprawę z faktu, że nikt nie wie, jaki wpływ na zdrowie ludzi ma długotrwała bezpośrednia ekspozycja na te tajemnicze chemikalia zawarte w płynach do e-papierosów.

Jak zwiększyć ilość terpenów w marihuanie? Jeśli twoje podstawowe warunki uprawy są poprawne, powinieneś już osiągać dobry poziom terpenów w swoich plonach. Istnieje jednak kilka dodatkowych kroków, które można wykonać, aby jeszcze bardziej zmaksymalizować ilość terpenów. Rzućmy okiem na niektóre z nich.

Wilgotność na niskim poziomie

Wspominaliśmy już o stresowaniu roślin przez przycinanie i utrzymywaniu wilgotności na bardzo niskim poziomie. Ale jak inaczej można stresować rośliny, aby wyprodukowały więcej terpenów?

utrzymuj prawidłową wilgotność w celu zwiększenia terpenów w marihuanie

Możemy zmniejszyć wilgotność bezpośrednio albo przez zwiększenie temperatury pomieszczenia albo stosując osuszacz. Ale możemy również zmniejszyć ilość wody, którą zasilamy rośliny! Takie postępowanie przyczyni się do obniżenia ogólnej wilgotności, a także spowoduje, że korzenie będą rosnąć głębiej w poszukiwaniu wody.

Ten kontrolowany stres jest stosowany w uprawie winorośli do produkcji wina. Winiarze uważają, że powoduje on bogatsze, głębsze smaki wina, ponieważ korzenie lepiej wykorzystują związki dostępne w glebie. Jest to niebezpieczne balansowanie – jeśli korzenie staną się zbyt suche, roślina zwiędnie lub nawet umrze. Ale jeśli przeprowadzisz to prawidłowe, twoje rośliny mogą znacznie zwiększyć produkcję terpenu i kannabinoidów.

Rodzaje oświetlenia

Niektóre rodzaje oświetlenia mogą powodować wzrost produkcji terpenów. W szczególności, niektóre wysokiej jakości diody LED mogą mieć związek z wyższą produkcją terpenów. Częściowym wyjaśnieniem jest fakt, że oświetlenie LED może prowadzić do niższych temperatur w pomieszczeniu. Oświetlenie tradycyjne może powodować wzrost temperatury pomieszczenia, co wymaga kosztownej klimatyzacji do chłodzenia powietrza.

Oświetlenie LED pozwala również na manipulowanie spektrum światła, które otrzymuje roślina. Jeśli poprawisz równowagę czerwonego i niebieskiego światła, może to wpłynąć na zwiększenie produkcji terpenów.

growlike.pro, zwiększanie ilości terpenów w marihuanie

Przeprowadzono tylko jedno lub dwa badania na temat wpływu spektrum światła LED na produkcję terpenu. Dlatego też wciąż pozostaje wiele wątpliwości na ten temat. Jedno z badań wykazało, że proporcja czerwono-niebieskiego światła w stosunku 80:20 była lepsza dla produkcji terpenów niż stosunek 60:40. Jednak te badania dotyczyły chryzantem.

Co najmniej jeden producent LED sugeruje zmianę stosunku światła czerwonego na niebieskie z 80:20 na 70:30, a nawet 60:40 w ciągu ostatnich dwóch tygodni kwitnienia roślin, aby umożliwić błękitnemu światłu maksymalne pobudzenie produkcji terpenów.

Światło bez czerwieni

W innym badaniu przeprowadzonym przez producenta lamp LED wykryto coś potencjalnie bardzo interesującego dla użytkowników LED. Firma Lumigrow stwierdziła, że traktowanie konopi indyjskich światłem „bez czerwonego” przez ostatnie trzy dni kwitnienia może „zwiększyć poziomy terpenów w konopiach dla większości badanych szczepów”. Badane szczepy to Chocolope, J1, OG18 i Reserva.

Inną możliwością do rozważenia jest zastosowanie oświetlenia LED, które zawiera również diody emitujące promieniowanie UV lub uzupełnienie innych źródeł światła dodatkowym promieniowaniem UV. Promieniowanie UV pobudza wytwarzanie olejków eterycznych w różnych roślinach. Chociaż ilość przeprowadzonych badań na ten temat jest zbyt mała.

Manipulowanie czasem zmierzchu

Manipulowanie spektrum i intensywnością światła w określonych momentach może być jednym z najbardziej zaawansowanych sposobów zwiększenia produkcji terpenów. Naukowcy wykazali, że pewne wrażliwe na światło pigmenty mają kluczowe znaczenie dla różnych procesów wzrostu. Pigmenty wymagają określonych długości fali światła, aby aktywować te procesy.

Zmierzch zachodzi etapami i stopniowo staje się bardziej „niebieski”, aż do całkowitej ciemności. Najwcześniejszy etap zmierzchu jest bardziej czerwony. Późniejsze etapy zmierzchu charakteryzują się głównie niebieskim światłem i dalekim czerwonym światłem oraz niską intensywnością światła. Okresy zmierzchu i świtu różnią się w zależności od kąta padania promieni słonecznych na Ziemię, a ich długość jest bardzo różna na różnych szerokościach geograficznych.

Odtworzenie okresu zmierzchu poprzez dostrojenie lamp LED może zapewnić jeszcze jeden sposób na zmaksymalizowanie produkcji terpenów przez rośliny. Można nawet spróbować naśladować zmierzch jaki występuje w regionie geograficznym, z którego pochodzą twoje rośliny! Hybrydowe szczepy marihuany są trudniejsze, ponieważ mogą mieć rodziców z różnych szerokości geograficznych, ale nadal można czerpać korzyści z przeciętnego średniego okresu zmierzchu.

Zmierzch i szerokość geograficzna

Na równiku zmierzch trwa około 20-23 minut, z niewielką zmiennością sezonową. Na szerokości geograficznej Himachal Pradesh w Indiach zmierzch trwa około 29 minut w czasie letniego przesilenia i 24 minut w jesienną równonoc. Na szerokości geograficznej północnego Kazachstanu, gdzie rosną konopie, zmierzch trwa 55 minut w czasie letniego przesilenia i 35 minut w czasie równonocy jesiennej.

W kluczowych porach roku, takich jak późne kwitnienie, zmierzch może być ważnym czynnikiem, którego większość hodowców uprawiających rośliny we wnętrzach nie bierze pod uwagę. Nadal musimy się dużo dowiedzieć o tym, jaki wpływ ma zmierzch i szerokość geograficzna na wzrost konopi – ale warto eksperymentować! Stopniowo zmieniaj czerwone światło na mieszankę niebieskiego i czerwieni aż do całkowitej ciemności, jednocześnie stopniowo zmniejszając ogólną intensywność światła.

Eksperymentuj z dłuższymi okresami zmierzchu podczas wzrostu i krótkim okresem na początku kwitnienia (najkrótszy czas zmierzchu to równonoc). Pozwól, aby okres zmierzchu stopniowo się wydłużał pod koniec kwitnienia.

Warstwa korzeniowa

Utrzymanie zdrowej warstwy korzeniowej ma kluczowe znaczenie. Opisane powyżej sposoby zapewnią, że produkcja terpenu będzie dobra – ale jakie ulepszenia możesz jeszcze wprowadzić, aby jeszcze bardziej zwiększyć produkcję terpenów?

system korzeniowy konopi indyjskiej, zwiększanie ilości terpenów

Po pierwsze, możesz eksperymentować z dodawaniem cukrów do strefy korzeniowej, jak to standardowo czyni wielu hodowców. Niektórzy twierdzą, że cukry zwiększają procesów fotosyntetyczne, gdyż korzenie je wchłaniają. Ale nadal nie wiadomo, czy marihuana wchłania cukry bezpośrednio przez korzenie! Wiele gatunków roślin nie wchłania cukru przez korzenie, choć niektóre tak.

Inni twierdzą, że nie chodzi nawet o wchłanianie przez korzenie. Kiedy dodajesz cukry do strefy korzeniowej, żywią się nimi bakterie i grzyby żyjące w glebie. Gdy dostarczasz mikroorganizmom gleby mnóstwo cukru, ich populacje rosną i rozwijają się. Dzięki temu łatwiej przetwarzają one składniki odżywcze w formy łatwiej wchłaniane przez rośliny.

Mikroby, które zwiększają produkcję terpenów

Niektóre z drobnoustrojów mogą być szczególnie przydatne w zwiększaniu produkcji terpenów. Badanie z 2015 r. dotyczące pomidorów skierowane było na grzyby Rhizophagus i Beauveria bassiana. Wzbogacenie gleby tymi dwoma drobnoustrojami, samodzielnie lub w połączeniu, doprowadziło do zwiększonego poziomu monoterpenów i seskwiterpenów. W rzeczywistości istniały nawet nowe monoterpeny, których nie było w roślinach kontrolnych.

Istnieją różne komercyjne mieszanki cukru i węglowodanów, ale wielu hodowców po prostu dodaje do gleby melasę. Upewnij się, że rozpuściłeś ją w letniej wodzie, ponieważ inaczej melasa nie rozpuści się w odpowiedni sposób. Możesz dokarmiać glebę melasą co tydzień, zaczynając od początku wegetacji. Dzięki temu mikroorganizmy będą się dobrze rozwijać. Możesz kontynuować karmienie melasą do samego końca kwitnienia, łącznie z czasem spłukiwania.

Należy jednak zachować ostrożność podczas dodawania cukrów do strefy korzeniowej. Jeśli stężenie cukru jest zbyt wysokie, może to zakłócać zdolność korzeni do wchłaniania wody i składników odżywczych. Nie jest jasne, co dokładnie oznacza „zbyt wysokie” stężenie, ale większość hodowców stosuje około 1-2 ml melasy na litr wody, z dobrymi wynikami.

Kompostowe dodatki do gleby

Kompost to kolejny wspaniały sposób na wzbogacenie gleby w złożoną mieszankę mikroorganizmów, enzymów i mikroelementów. Często zawiera melasę, która zwiększa rozwój i reprodukcję bakterii. Dostępne są różne komercyjne mieszanki. Ale wielu ogrodników lubi tworzyć własny kompost.

Innym interesującym produktem jest mieszanka drobnoustrojów zaprojektowana w celu skuteczniejszego dostarczania składników odżywczych w celu zwiększenia produkcji terpenów. Uważa się, że wywołuje ona 150-500% wzrost produkcji terpenów, wykorzystując mieszankę 62 drobnoustrojów. Mieszanka zawiera także cząstki humusowe i szereg mikroelementów.

Mieszanki składników odżywczych

Istnieją różne komercyjne „wzmacniacze terpenowe”, chociaż wiele z nich to tylko mieszanki cukru, które można zrobić samodzielnie. Przyjrzyj się dokładnie temu, co jest w środku i wykonaj badania, zanim zdecydujesz się na jeden z tych produktów!

Jednym z produktów, który wykracza poza zwykłą mieszankę cukrów, jest Terpenez firmy Solis Tek. Jest to mieszanka „naturalnych prekursorów w połączeniu z organicznymi, identycznymi biologicznie, terpenami pochodzenia roślinnego”. Więc w zasadzie mieszanka ta karmi roślinę terpenami oraz pewnymi nieujawnionymi związkami, które najwyraźniej zwiększają naturalną produkcję terpenów. Nie jesteśmy pewni, ale z pewnością warto tego spróbować!

Z drugiej strony, istnieją różne sposoby, których można użyć do maksymalizacji produkcji terpenów. Jedną z możliwości jest zwiększenie poziomu siarki podczas kwitnienia. Związki siarki mogą mieć bardzo nieprzyjemny zapach przypominający zapach czosnku. Nie jest jasne, czy siarka ma jakikolwiek (jeśli w ogóle) związek z samymi terpenami. Melasa zawiera trochę siarki, co może częściowo wyjaśnić, dlaczego melasa może zwiększyć produkcję terpenów.

Innym możliwym ulepszeniem składników odżywczych jest zwiększenie stężenia wapnia – innego składnika odżywczego zawartego w melasie. Jedno z badań pokazuje, że wapń jest ściśle związany z produkcją terpenów przez chryzantemy. Wapń jest bardzo ważny dla złożonych procesów, które wpływają na zwalczanie szkodników w wielu roślinach. Jak wiemy, terpeny odgrywają zasadniczą rolę w ochronie przed szkodnikami!

Jeśli więc zaczniesz stosować się do wyżej wymienionych rad, prawdopodobnie uda Ci się osiągnąć zmaksymalizowany poziom terpenów w swoim produkcie końcowym.

Jednym z największych i prawdopodobnie najsilniejszych argumentów przemawiających za legalizacją marihuany jest fakt, że legalizacja pozwala odebrać przemysł z rąk zorganizowanych grup przestępczych, a zamiast tego, produkować kontrolowany, niezawodny produkt wysokiej jakości. W dzisiejszym artykule postaramy się wyjaśnić jak sprawdzić, czy marihuana jest zanieczyszczona.

To wspaniała wiadomość dla każdego, kto mieszka w okolicy, gdzie sprzedaż konopi jest legalna i kontrolowana. Niestety ogromna większość użytkowników marihuany na świecie wciąż stoi w obliczu prohibicji, co oznacza, że mogą kupować trawkę tylko ze źródeł niezbyt godnych zaufania.

Jednym z największych problemów użytkowników marihuany na nielegalnym rynku, oprócz oczywistych problemów prawnych, jest jakość kupowanego produktu. Na obszarach, na których sprzedaż konopi jest nadal nielegalna, nie można nie zauważyć „zanieczyszczonego towaru”.

Jak sprawdzić, czy marihuana jest zanieczyszczona?

Marihuana może być skażona na wiele sposobów. Zanieczyszczona marihuana nazywana jest często „walonką„, „żenionką„, „glonem” czy „piaskowcem” (grit weed).

„grit weed” to powszechnie stosowana nazwa skażonej konopi. Odnosi się ona do każdego rodzaju marihuany, która została zmieszana z jakąś obcą substancją, nadającą jej szorstką lub piaszczystą konsystencję.

Grit jest zwykle spryskiwane czymkolwiek, od lakieru do włosów po cukier, drobne cząstki szkła lub krzemionki, w celu zwiększenia jej masy. Pojawiają się też doniesienia o ludziach, którzy dodają do trawy proszku do prania, sody oczyszczonej aby wydawało się, że produkuje ona dużo trichomów(gruczołów produkujących żywicę). To już tajemnica Twojego osiedlowego Panoramixa.

Niektórzy handlarze podobno przechowują wcześniej „ożenioną” trawę w zamkniętym pojemniku z serem, skórkami owocowymi lub spryskują słodkimi perfumami, aby odtworzyć popularny aromat znanych gatunków marihuany!

Często zdarza się też, że nieuczciwi spryskują trawę tzw. brixem. Kwiat spryskany tym specyfikiem dla niedoświadczonego oka sprawia wrażenie mocno oblanego żywicą topka. Jeśli Twój towar wydaję się zbyt „konkretny” wystarczy, że potrzesz nim mocniej o białą kartkę – jeśli pozostaje na niej czarny osad, masz pewność, że obcujesz właśnie z brixem.

Konopie indyjskie mogą również zostać zanieczyszczone, gdy nie zostaną prawidłowo wypłukane. Płukanie jest to proces polegający na przepuszczaniu dużych ilości wody przez glebę kwitnących roślin konopi indyjskich w celu wypłukania związków chemicznych z gleby i roślin. Rośliny są zwykle „flushowane” tuż przed zbiorem.

Chociaż płukanie jest uważane przez większość hodowców za niezbędny proces, niektórzy mogą go pominąć i doprowadzić do wyhodowania marihuany o bardzo gorzkim, chemicznym smaku i zapachu.

Ponadto, marihuana może być również skażona przez połączenie z innymi, często mocniejszymi narkotykami. Chociaż nie jest to zbyt powszechne, niektórzy handlarze dodają do trawy trochę mocnych narkotyków, aby ukryć złą jakość swojej marihuany. Niektórzy celowo dodają do trawy dopalaczy, aby uzyskać „mocniejszy towar”.

Zagrożenie płynące z zanieczyszczonej trawy

Niebezpieczeństwo przyjmowania skażonej trawy jest oczywiste. Większość substancji używanych do zwiększenia mocy lub zapachu trawy (np. piasek, szkło, krzemionka, detergent do prania) są zazwyczaj bardzo toksyczne lub mogą wywołać inne zdrowotne problemy

To samo dotyczy substancji chemicznych, które zanieczyszczają trawę, jeśli nie została prawidłowo wypłukana. Często zdarza się, że hodowcy konopi (szczególnie ci pracujący na czarnym rynku) używają chemikaliów w celu zwiększenia wydajności swoich roślin lub ochrony przed szkodnikami lub pleśnią.

Jeśli rośliny nie są prawidłowo wypłukane, te chemikalia pozostają w materiale roślinnym i mogą dostać się do organizmu za pośrednictwem płuc (podczas palenia) lub układu trawiennego (podczas spożywania konopi indyjskich).

Ponadto, wszelkie cięższe narkotyki  zmieszane z twoją marihuaną mogą wywołać efekty uboczne, na które możesz nie być przygotowany, a co za tym idzie, chęć chilloutu przeobrazi się w tak zwanego „bad tripa”.

Jak rozpoznać skażenie marihuany

Jest praktycznie niemożliwe, aby wykryć zanieczyszczenia chemiczne w marihuanie, chyba że masz dostęp do laboratorium naukowego. Istnieje jednak kilka prostych sposobów na przetestowanie marihuany, aby upewnić się, że Twój towar nie jest „gritem”

Zacznij od obejrzenia swojej trawki pod lupą i zwracaj uwagę na większe kryształy, zwłaszcza wzdłuż łodyg. Spróbuj też rozetrzeć trawę między palcami, aby wyczuć wszelkie grudki jak piasek, szkło lub cukier, które mogły zostać dodane do twojej trawy.

(marihuana spryskana lakierem do włosów w przybliżeniu)

Następnie zrób trochę kiefu albo przez zmielenie trawki w młynku wyposażonym w chwytacz kiefu albo poprzez pocieranie go o pończochy lub jedwab.

Następnie ułóż kief na czystej powierzchni, przyciśnij go szklanką i sprawdź czy nie słyszysz odgłosów drapania lub pękania. Dźwięki te oznaczają, że trawka zawiera małe cząstki szkła lub krzemionki. Możesz również ostrożnie pocierać kief z trawy na czystym CD i sprawdzić, czy nie spowoduje to zadrapań na dysku.

Sprawdź też zapach swojej marihuany. Umieść ją w słoiku lub w czystej torebce plastikowej, wsuń nos do środka i weź głęboki oddech, wyczuwając dziwne zapachy, których nie powinno tam być (na przykład perfumy). Trawa wysokiej jakości powinna mieć czysty zapach.

Możesz także spalić małą próbkę trawki i zbadać zapach i smak dymu. Dobrej jakości trawka powinna mieć dobry smak i zapach. Jeśli zauważysz jakiś dziwny, wyraźnie chemiczny zapach / smak, sugerujemy ostrożność.

Ostatnim sposobem sprawdzenia chwastów pod kątem zanieczyszczenia jest zbadanie popiołu ze skręta. Zanieczyszczona marihuana zwykle tworzy twardy popiół (szczególnie w kolorze czarnym), który pozostaje na miejscu, gdy dotykasz skrętem do krawędzi popielniczki. Im bardziej siwy i delikatniejszy jest popiół, tym czystsza jest twoja trawka.

Oczywiście kwestia skażonej marihuany pojawia się w miejscach, gdzie konopie indyjskie są nielegalne i niekontrolowane. Ponieważ jednak coraz więcej krajów na całym świecie zmienia swoją politykę dotyczącą medycznego i rekreacyjnego używania konopi indyjskich, użytkownicy mogą mieć nadzieję na uzyskanie dostępu do produktu o wyższej jakości.

Policjanci Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z Prokuraturą Rejonową w Chełmie, zakończyli aktem oskarżenia śledztwo przeciwko zorganizowanej grupie przestępczej, której członkowie są podejrzani o wprowadzanie do obrotu środków odurzających. W sprawie zatrzymano 13 osób, z czego 9 usłyszało zarzut udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a jedna będzie odpowiadać za kierowanie tą grupą.

 

Policjanci CBŚP z Chełma w ramach śledztwa prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Chełmie ustalili, że na terenie Chełma i okolicznych miejscowości od połowy 2016 roku do końca stycznia 2017 roku działała zorganizowana grupa przestępcza. Jej członkowie są podejrzani o wprowadzanie  do obrotu narkotyków. Z ustaleń śledczych wynika, że jeden z podejrzanych zorganizował i prowadził nielegalną uprawę konopi, wytwarzając marihuanę, po czym przekazywał narkotyki następnym podejrzanym, w celu dalszej dystrybucji. Jak ustalono ten mężczyzna mógł wytworzyć co najmniej 15 kg środków odurzających, po sprzedaży czego mógł osiągnął zysk w wysokości około 130 tys. zł.

Do sprawy zatrzymano 13 osób, z czego 9 usłyszało zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, a 1 kierowanie tą grupą. Wszystkie zatrzymane osoby usłyszały zarzuty z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Podczas czynności policjanci zabezpieczyli marihuanę.

Na podstawie zebranego materiału dowodowego sąd tymczasowo aresztował 10 podejrzanych, 3 osób zostało objętych dozorami policyjnymi oraz dwa poręczenia majątkowe. Na poczet przyszłych kar i roszczeń zabezpieczono ponad 113 tys. zł. Te pieniądze ukryte były w samochodzie podejrzanego o kierowanie grupą.

Prokurator Rejonowy w Chełmie zakończył śledztwo przeciwko członkom tej grupy aktem oskarżenia skierowanym do Sądu Okręgowego w Lublinie.

 

źródło: policja.pl

Czy marihuana może leczyć czkawkę? Wchodzimy obecnie w złoty wiek badań nad konopiami indyjskimi, zaś jeden z ostatnich wyników badań trafił na pierwsze strony gazet: marihuana może wyleczyć czkawkę.

Ale w przeciwieństwie do większości badań nad konopiami indyjskimi, które trafiają do najnowszych wiadomości, wiedza stojąca za tymi odkryciami sięga lat 90., kiedy to pacjent cierpiący na nieuleczalną czkawkę znalazł jedyną ulgę podczas stosowania marihuany.

Czym są trudne do leczenia czkawki?

Bądźmy szczerzy, wszyscy czasami mamy czkawkę. Ale zwykły przypadek czkawki zwykle trwa kilka minut. Jednak niektórzy ludzie cierpią na ciężkie, długotrwałe przypadki czkawki, które doprowadzają do zakłócenia rytmu ich codziennego życia, jedzenia i spania i nie tylko.

Intensywna czkawka jest dolegliwością i nieważne, jak dziwnie to brzmi, jest bardzo poważna. Pacjenci cierpiący na trudne przypadki czkawki mogą cierpieć przez wiele dni. Jak twierdzi WebMD, najdłuższy odnotowany przypadek uporczywej czkawki trwał ponad 60 lat (proszę potraktować to z przymrużeniem oka).

Uporczywa czkawka jest zwykle objawem spowodowanym przez jedną lub więcej przyczyn. Przyczyny te mogą obejmować wszystko, od urazu do zapalenia opon mózgowych, zapalenia mózgu, a nawet udaru mózgu. Gdy podstawowa przyczyna jest leczona, czkawka zwykle ustępuje sama.

Przewlekła czkawka może mieć druzgocący wpływ na pacjenta i znacznie zakłócić jego życie i codzienną rutynę. Najczęściej utrudnia ona jedzenia / picia i spania pacjenta, co może ostatecznie prowadzić do poważniejszych problemów, takich jak skrajna utrata wagi, odwodnienie i wyczerpanie.

Poza tym, trudna do opanowania czkawka może mieć bardzo głęboki wpływ na nastrój pacjenta. Większość ludzi zgodzi się, że czkawka jest uciążliwa, nawet jeśli trwa tylko kilka minut. Jednak jej trwanie przeciąga się przez dłuższy czas może to niezwykle utrudniać życie.

Czy marihuana może wyleczyć uporczywe czkawki?

Według badań opublikowanych w czasopiśmie medycznym ”The Lancet”, marihuana może w rzeczywistości wyleczyć trudną do opanowania czkawkę.

Badanie to zostało opublikowane w 1998 roku i dotyczyło pacjenta z AIDS i historią kandydozy przełyku, infekcji przełyku, czyli mięśniówki łączącej gardło z żołądkiem. Po przeprowadzeniu drobnego zabiegu u pacjenta rozwinęła się chroniczna czkawka.

Lekarze najpierw przepisali mu chlorpromazynę (lepiej znaną pod nazwą Thorazine), lek przeciwpsychotyczny często stosowany w leczeniu zaburzeń psychotycznych, takich jak schizofrenia, ale również regularnie przepisywany na czkawkę. U tego konkretnego pacjenta pomogło to kontrolować czkawkę podczas snu.

Pacjentowi przepisano następnie nifedypinę, walproinian, lanzoprazol i dożylną lidokainę, ale okazały się one nieskuteczne. W 6 dniu po wystąpieniu czkawki lekarze leczący pacjenta spróbowali akupunktury, dzięki której udało się kontrolować czkawkę w ciągu około 1 godziny po sesji.

Lekarze próbowali także innych alternatywnych metod, takich jak usuwanie włosów z kanału słuchowego pacjenta przed znieczuleniem go marokiną. Niestety żadna z tych metod nie przyniosła pacjentowi ulgi.

W dniu 8 lekarze przepisali pacjentowi marihuanę leczniczą i to zadziałało: czkawki ustąpiły. Następnego dnia czkawka wróciła, ale pacjentowi udało się zlikwidować ją kolejną dawką marihuany.

Czy wobec tego powinniśmy stosować marihuanę leczniczą przeciwko czkawce?

Badanie opublikowane w „The Lancet” było pierwszym i ostatnim tego rodzaju. Jednak należy uświadomić sobie, że badanie przeprowadzono w 1998 r., czyli w badaniach nad konopiami indyjskimi była to epoka kamienia łupanego.

Nawet autorzy badania stwierdzili, że pomimo ich odkrycia, mało prawdopodobne jest, aby inni badacze zajęli się wykorzystaniem konopi do leczenia trudnych uporczywej czkawki. I przynajmniej do tej pory mieli rację.

Ponieważ nie prowadzono już żadnych badań na ten temat, praktycznie niemożliwe jest wyciągnięcie jakichkolwiek solidnych wniosków lub hipotez dotyczących tego, jak konopie indyjskie mogą działać w celu zwalczania czkawki.

Niewątpliwie pojawią się tacy, którzy na podstawie tych badań, będą twierdzili, że marihuana jest nowym cudownym lekiem na czkawkę. I kto wie, czy nie mają racji.

Tak więc, jeśli palisz się do wypróbowania marihuany, aby zwalczyć wyjątkowo nieprzyjemny przypadek czkawki, nie krępuj się. Ale bądźmy szczerzy, Twoja czkawka prawdopodobnie zniknie, zanim skończysz zwijać skręta.

Czy palenie z bibułek wpływa na twoje zdrowie? Każdy doświadczony konsument konopi ma swoją ulubioną metodę palenia lub spożywania konopi indyjskich. Niektórzy ludzie uwielbiają palenie marihuany w fajce wodnej i jej specyficzne bulgotanie, inni lubią oglądać, jak wypełnia się ona kremowym dymem. Inni uwielbiają oglądać worki vaporizera, które wypełniają się pachnącą parą.

Jednak niektórzy ludzie wolą trzymać się tradycyjnych metod i uwielbiają rytuał mielenia kwiatów i zwijania ich w papiery, aby uzyskać idealny stożkowaty skręt.

Skręty stanowią prawdopodobnie uosobienie palenia marihuany i być może jest to jeden z najspokojniejszych i najbardziej tradycyjnych sposobów palenia trawy. Jest coś bardzo terapeutycznego we wspólnym podawaniu sobie skręta podczas relaksu i spotkań towarzyskich w grupie przyjaciół.

Chociaż ta metoda może być jedną z najbardziej przyjemnych, to na pewno nie jest najzdrowsza, zaś sporo niepokoju wzbudza wdychanie oparów z palących się papierów. Niektórzy twierdzą, że wdychanie dymu z prawie każdej spalanej substancji z większym prawdopodobieństwem może wprowadzić substancje rakotwórcze do twojego układu. A to substancje, które mogą przyczyniać się do poważnych problemów zdrowotnych.

Dym powstający w wyniku spalania marihuany jest związany z dysfunkcją oddechową i stanami przedrakowymi komórek. Chociaż nauka wykazała, że ​​palenie marihuany jest o wiele bezpieczniejsze dla zdrowia płuc niż palenie tytoniu.

W każdym razie, nie dziwi fakt, że dodanie spalania papieru do zwijania skrętów do tej mieszanki oparów zawierających kancerogenne substancje, nie jest najzdrowszym sposobem konsumpcji marihuany.

Chociaż palenie ręcznie zwijanych skrętów jest bardzo przyjemnym sposobem konsumowania konopi indyjskich, lepiej pomyśl dwa razy jakiego rodzaju papieru używasz do zawijania swojego ziółka.

Chemikalia w papierach do zwijania skrętów

Trzeba przyznać, że duży, idealnie zwinięty, biały skręt bez zmarszczeń stanowi piękny widok, a wykonanie idealnego skręta uważane jest nawet za rodzaj sztuki. Jednak ten ładny, jasny odcień bieli kryje za sobą ponurą tajemnicę.

Firmy często wybielają papiery chlorem, aby nadać im ładny wygląd. Jest to bardzo niepokojący fakt, biorąc pod uwagę, że klienci aktywnie wdychają opary tych papierów. Bletki wybielane chlorem mają też inne zadanie poza estetyką. Pomagają papierom spalać się wolniej.

Jeszcze bardziej przerażający jest fakt, że duże firmy, które produkują te niebezpieczne, wybielane produkty, wywierają duży wpływ i starają się scentralizować i zmonopolizować przemysł.

Jednak wybielane bibułki do zwijania skrętów to nie jedyny problem, jeśli chodzi o zdrowie. Uważa się także, że wiele różnych smakowych i barwionych bletek oraz różnego rodzaju materiały użyte do ich produkcji zawierają szereg szkodliwych substancji chemicznych, które nie są dobre do regularnego wdychania.

Zdrowsze alternatywy

Przypalanie skręta i wdychanie oparów papieru nie jest najzdrowsze, jednak okazuje się, że niektóre produkty mogą być o wiele bezpieczniejsze do regularnego użycia.

Wiele firm weszło na rynek z produktami skierowanymi do tych, którzy chcą nieco zdrowszej alternatywy niż jointy zwijane z bielonych bibuł, nie chcą też korzystać z fajek wodnych. Bletki do zwijania skrętów wykonane w 100% z konopi i w 100% z ryżu są już na rynku od jakiegoś czasu i pozbawione dużej ilości niebezpiecznych i toksycznych chemikaliów, które mogą przyczyniać się do złego stanu zdrowia i chorób.

Jednak, mimo że te produkty nie są wybielane, nie oznacza to, że mają niższą jakość.

Niektóre z tych produktów zostały stworzone przy użyciu innowacyjnych technik, które zapewniają, że papiery spalają się powoli, co wspomaga równe spalanie i maksymalizuje czas samej konsumpcji.

Wiele z tych produktów jest również bardzo cienkich i pozbawionych smaku. Oznacza to, że ​​palacz może dobrze wyczuć zarówno smak, jak i zapach gatunku trawy jaki wybrał do palenia, zaś zdane ostre i niepożądane chemiczne dodatki nie psują mu przyjemności zmysłowych, jakie towarzyszą paleniu marihuany.

Ryzyko płynące z parowania marihuany

Wraz z rozwojem nowoczesnej technologii, vaporizery stają się coraz lepsze i coraz bardziej przystępne cenowo. Wielu współczesnych palaczy decyduje się na wykorzystanie technologii parowania marihuany.

Parowanie (vaping) jest znacznie zdrowszym sposobem konsumpcji marihuany, gdyż rośliny poddawane są znacznie niższej temperaturze niż w czasie palenia. Jak się okazuje parowniki nie spalają trawy i nie wytwarzają szkodliwego dymu.

Waporyzator ogrzewa trawę do temperatury, w której jej aktywne związki, takie jak kannabinoidy, gotują się i wyparowują z ziela jako opary. Natomiast w czasie palenia roślina się spala, a palacz wdycha dym i szkodliwe substancje smoliste.

W ten sposób możesz czerpać korzyści z kannabinoidów, bez wdychania szkodliwego dymu i cieszyć się w pełni z bogatego aromatu, jaki gwarantuje waporyzacja.

Okazało się także, że parowanie jest także zdrowsze dla skóry konsumentów konopi indyjskich.

16 Grudnia Katowiccy policjanci zatrzymali podejrzanego o posiadanie środków odurzających mężczyznę. Ich podejrzenie wzbudził unoszący się wokół aromat palonych konopi indyjskich.

Jest wtorek, późne popołudnie – ok. godziny 18 – młody mężczyzna w wieku 32 lat spokojnie spacerując po Parku Hallera, postanowił zwyczajnie urozmaicić wieczorny relaks o zielonego dymka, którego tak bardzo cenimy sobie jako znakomity dodatek relaksacyjny.

Spacerując parkowymi alejkami, zaciągał się i wypuszczał aromatyczny, gęsty dym, nikomu nie wadząc i nie wzbudzając żadnych negatywnych podejrzeń.

W pobliżu rejonu, gdzie znajduje się dąbrowski park wodny swój, odbywał się rutynowy, policyjny patrol. Gdy policjanci przecinali parkowe alejki, zauważyli idącego z naprzeciwka mężczyznę, który zachowywał się normalnie i pewnie podążał w ich kierunku. Kiedy mężczyzna minął patrol, policjanci wyczuli znajomą woń marihuany. Natychmiast przystąpili do legitymowania i przeszukania mieszkańca Sosnowca.

Śledczy po zbadaniu substancji potwierdzili, że jest to marihuana. Towar został zabezpieczony a mężczyzna zatrzymany, aktualnie oczekuję na finał swojej przygody, o którym zadecyduje sąd.

Kolejny raz polski status prawny dotyczący posiadania nawet nieznacznych ilości marihuany na własny użytek, skutkuje zagrożeniem pozbawienia wolności i nabrudzeniu w papierach zwykłego obywatela, który nie robiąc nikomu krzywdy , chciał tylko oddać się uwielbianej przez siebie przyjemności w otoczeniu natury.

 

Ostatnio poruszyłem temat tabu, o którym w Polsce w ogóle się nie dyskutuje. Była to kwestia seksualności osób niepełnosprawnych i ich potrzeb w tej sferze. Dzisiaj natomiast chciałbym poświęcić uwagę innemu równie ważnemu wątkowi, jakim jest sprawa medycznej marihuany w naszym kraju.

Przez wiele lat ten temat wywoływał ogromne kontrowersje. Niestety, nic w tym temacie nie robiono mimo niezaprzeczalnego faktu, że konopie pomagają w leczeniu lub zmniejszaniu bólu w przypadku wielu schorzeń. Ostatnio nastąpił jednak przełom w tej kwestii, albowiem Polska zalegalizowała medyczną marihuanę. W teorii, bo w praktyce nadal jej brakuje, koszty są wysokie, a my zamiast na tym zarabiać, dajemy zarobić innym.

Marihuana jest skutecznym naturalnym środkiem w leczeniu wielu schorzeń takich jak m.in. anoreksja, zespół Tourette’a, lekooporna padaczka, choroba Parkinsona oraz różnego rodzaju nowotwory.

Właściwości leczniczych konopi indyjskich jest tak wiele, że ciężko je wszystkie wymienić.

Nie od dziś wiadomo, że marihuana jest skutecznym naturalnym środkiem w leczeniu wielu schorzeń.

To m.in. anoreksja, zespół Tourette’a, lekooporna padaczka, choroba Parkinsona oraz różnego rodzaju nowotwory. Dalej możemy wymieniać inne schorzenia, takie jak stwardnienie rozsiane, Alzheimer, anemia, astma, reumatyzm, bezsenność, depresja, nerwica, migrena, dystrofia mięśniowa i wiele, wiele innych. W przypadku każdej z tych chorób można by napisać osobne artykuły o tym, w jaki sposób marihuana pomaga lub łagodzi cierpienie. Ilość informacji na ten temat jest ogromna. W sieci można znaleźć setki artykułów w dodatku do opracowań zawartych w książkach naukowych.

W wielu państwach widok marihuany nikogo już nie zaskakuje.

Polska natomiast zaliczana jest do grupy krajów, które stosują bardzo surową politykę odnośnie posiadania bądź używania marihuany. U nas za samo jej posiadanie można trafić do więzienia.

Sytuacja wydaję się komiczna biorąc pod uwagę fakt, że jest to używka, która na liście substancji zakazanych jest najmniej szkodliwa, o ogromnych właściwościach leczniczych i bardzo niskim potencjale uzależnienia czy jakichkolwiek szkód dla zdrowia. Dodać również trzeba, że nigdy nie odnotowano ani jednego przypadku zgonu spowodowanego przez tę roślinę. Alkohol z kolei, który w Polsce jest całkowicie legalną, opodatkowaną, silnie uzależniającą używką, zabija rok w rok średnio 10 000 naszych obywateli…

W Polsce Alkohol zabija ponad 10 000 osób każdego roku.

W Polsce dyskusja na temat medycznej marihuany przez wiele lat praktycznie nie istniała. Garstka polityków miała odwagę poruszać ten temat, który spotykał się ogromnym sprzeciwem większości.

Pod koniec 2017 roku nastąpił przełom. Pierwszego listopada medyczna marihuana została zalegalizowana poprzez ustawę. Lekarz wypisuje receptę i można legalnie się leczyć.

Brzmi pięknie, prawda? Niestety, wcale nie jest tak kolorowo. Nie jest, bo jak dotąd zdecydowana większość aptek nie ma na stanie tego surowca i nie ma pojęcia, kiedy ma się pojawić. Powodem jest to, że musimy sprowadzać ten produkt z Holandii lub innych krajów zamiast sami uprawiać konopie i kontrolować ich dystrybucje. Obecny rząd odrzuca ten pomysł twierdząc, że uprawa konopii, nawet pod ścisłą kontrolą, mogłaby się rozlać na czarny rynek.

Szacuje się, że w Polsce jest ok. 300 000 osób, którym medyczna marihuana mogłaby ulżyć w chorobie. Ale co z tego, skoro jej zwyczajnie nie ma, a jeśli jest, to dla wielu zbyt droga. Czy zdziwi więc to, że wielu ludzi nadal będzie sięgało po marihuanę dostępną na czarnym rynku? Bo mnie ani trochę… Co roku wydajemy ogromne pieniądze na ściganie osób, które lubią sobie popalić trawkę nie wyrządzając przy tym krzywdy nikomu, zamiast skupić się na obywatelach, którzy potrzebują tej substancji do walki z najróżniejszymi schorzeniami.

Mówimy, że jesteśmy biednym państwem. Niskie renty, niewydolna służba zdrowia, głodowe pensje – to tylko kilka problemów, na które wiecznie narzekamy. A tam gdzie są dziury, które można byłoby łatać opodatkowując m.in. marihuanę (zgłosiłem w ostatnim wpisie podobny postulat odnoszący się do prostytucji), która leczy wiele osób, wyrzucamy ogromne pieniądze na ściganie osób lubiących sobie zapalić lub takich, które wręcz muszą to robić w celach leczniczych. Holandia, Czechy, Hiszpania czy Portugalia dostrzegły, że – według statystyk – po zalegalizowaniu tzw. „miękkich narkotyków” problem narkomanii w tych państwach znacznie zmalał. To nie są wymyślone teorie, tylko czyste fakty, które można łatwo zweryfikować. Mówi się, że zakazany owoc smakuje najlepiej. Jeżeli zalegalizujemy marihuanę, nie będzie ona być może już tak kusząca.

Bardzo fajnie, że Polska wprowadziła pewne zmiany i dostrzegła przynajmniej to, że są ludzie, którzy potrzebują marihuany w celach leczniczych. Ale co z tego, kiedy i tak nie mają do niej dostępu, lub zwyczajnie nie stać ich na drogi lek, dostępny tylko i wyłącznie w aptekach? Patrząc na pozytywy – pierwszy etap za nami. Uznaliśmy oficjalnie, że marihuana leczy. Może w niedalekiej przyszłości doczekamy polskich upraw? Być może wtedy faktycznie zacznie się debata nad opłacalnością pełnej legalizacji. Tego obawiają się politycy. Jednak na razie koszty ich obaw ponoszą potencjalni beneficjenci. Zezwolenie na hodowlę konopi w Polsce – co umożliwi chorym dostęp do leków na bazie marihuany – to kolejny temat, o którym warto mówić głośno!

napisał: Łukasz Kazanowski, autor książki – biografii „Luzak na kółkach”

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.