Kryminalne Zagadki Zielonego Świata

150 kg marihuany ukrytej w naczepie z kalafiorami przejęli funkcjonariusze CBŚP z Zarządu w Łodzi wraz z funkcjonariuszami dolnośląskiej Krajowej Administracji Skarbowej. Ukryty w specjalnych schowkach ładunek jechał do Polski z Hiszpanii w transporcie z kalafiorami. Do sprawy zatrzymano i aresztowano dwóch kierowców prowadzących pojazd ciężarowy z naczepą, a także właściciela firmy transportowej, która realizowała transport.

150 kg marihuany ukryte w naczepie z kalafiorami jadącej z Hiszpanii do Polski

Funkcjonariusze CBŚP zajmujący się na co dzień „przestępczością” narkotykową pozyskali informację, że w transporcie kalafiorów z Hiszpanii, może być ukryta kontrabanda w postaci marihuany. Informacja została szybko sprawdzona, a transport, który odbywał się samochodem ciężarowym jadącym przez granicę niemiecko-polską został natychmiast namierzony i zatrzymany.

Do zatrzymania doszło na jednym z parkingów w okolicach Jędrzychowic, gdzie ujawniono, że jadące z Hiszpanii do Polski 16 ton kalafiorów to przykrywka dla transportu 150 kg marihuany. Policjanci z Zarządu w Łodzi Centralnego Biura Śledczego Policji wspólnie z funkcjonariuszami Dolnośląskiego Urzędu Celno-Skarbowego we Wrocławiu (KAS) dokładnie przeszukali samochód ciężarowy wykorzystując do tego m.in. psa wyszkolonego do wyszukiwania narkotyków.

marihuanyDo sprawy zatrzymano dwóch kierowców prowadzących na zmianę pojazd, a także właściciela firmy transportowej. W Łódzkim Wydziale Zamiejscowym Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Łodzi przedstawiono im zarzuty udziału w zorganizowanej grupie oraz znacznych ilości środków odurzających w postaci marihuany. Decyzją Sądu Rejonowego Łódź-Śródmieście w Łodzi zostali oni tymczasowo aresztowani.

źródło: policja.pl

Służby w Dubaju zatrzymały Amerykanina po tym, jak w jego moczu wykryto ślady marihuany. Teraz zatrzymanemu grozi kilka lat pozbawienia wolności pomimo, że konopie spożywał legalnie, u siebie w domu, przed wylotem do Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Oto więcej szczegółów.

Amerykanin  aresztowany w Dubaju po tym, jak w jego moczu wykryto ślady marihuany

Mieszkający na co dzień w Las Vegas Peter Clark, przyleciał do Dubaju 24 lutego i miał tam spędzić kilka dni. W trakcie pobytu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zachorował na zapalenie trzustki przez co musiał trafić do miejscowego szpitala. Na miejscu lekarze pobrali od niego próbkę moczu w celu wykonania na obecność narkotyków. Lekarze wykryli w organizmie Amerykanina ślady marihuany i powiadomili o tym fakcie policję.

Następnie zatrzymany obywatel Stanów Zjednoczonych, który nie wyzdrowiał jeszcze w pełni i nadal źle się czuł po chorobie, został zabrany na oddział antynarkotykowy. Trafił do celi z co najmniej dziesięcioma innymi mężczyznami, którzy zostali aresztowani za posiadanie nielegalnych używek. W komunikacie prasowym opublikowanym przez „Detained in Dubai” poinformowano, że zatrzymanemu odmówiono przyjmowania leków otrzymanych ze szpitala, co doprowadziło do zakażenia żyły w lewym łokciu.

Byłem absolutnie oszołomiony, gdy dowiedziałem się, że zostałem oskarżony o posiadanie pozostałości marihuany w moim organizmie. Paliłem ją legalnie w domu, na długo przed wejściem do samolotu

– poinformował Peter Clark w oświadczeniu

Peter Clark został zwolniony 6 marca, po kilku dniach w areszcie, kazano mu wrócić do hotelu i oczekiwać kontaktu z policją. Jednak od tego czasu minął już ponad miesiąc, a mężczyzna nadal przebywa w Dubaju i możliwe, że czekają go lata więzienia.

Wiedziałem o surowych przepisach dotyczących narkotyków w tym kraju, ale ani przez chwilę nie pomyślałem, że mogę trafić do więzienia za coś, co zrobiłem w Ameryce. Próbowałem to wytłumaczyć policji i jak najbardziej współpracować, ale jestem po prostu przerzucany przez system

– dodał Clark

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich z używkami nie ma żartów, posiadanie przy sobie nawet śladowych ilości jakiegokolwiek narkotyku, także marihuany kończy się więzieniem.  Minimalny wyrok za posiadanie JAKIEJKOLWIEK ilości np. ziela, to cztery lata więzienia. Za handel jest kara śmierci. Mało tego, wykrycie narkotyków w organizmie jest traktowane tak jak ich posiadanie. Warto o tym pamiętać jeżeli planuje się wycieczkę w tamten rejon świata.

Samowolne egzekwowanie prawa przez Zjednoczone Emiraty Arabskie i brak przewidywalnych skutków prawnych oznacza, że ​​Peterowi potencjalnie grożą lata więzienia za legalne palenie marihuany. Nawet jeśli zostanie uznany za niewinnego, może zostać przeciągnięty przez powolny i kosztowny proces prawny

– poinformowała Radha Stirling, założycielka Detained in Dubai, która obecnie reprezentuje Clarka

Niecodzienna sytuacja miała miejsce kilka dni temu na jednej z ulic Lublina. Stojący w korku kierowca palił zioło, co wyczuł znajdujący się  niedaleko motocyklista. Postanowił on podjechać do samochodu i wtedy jego kierowca wypalił z nietypową jak na uliczne skrzyżowanie propozycją. Niestety jego mało inteligentne zachowanie skończyło się zarzutami.

Palił zioło w korku i postanowił poczęstować motocyklistę, okazało się, że to policjant

Sytuacja miała miejsce w zeszły piątek w Lublinie. Policjant z Wydziału Wywiadowczego KMP, który tego dnia miał wolne, stał swoim motocyklem na skrzyżowaniu oczekując na zmianę światła. W pewnym momencie wyczuł woń palonej marihuany. Funkcjonariusz po służbie odwrócił się do tyłu i zauważył, że stojący za nim kierowca audi coś pali. Policjant podjechał do audi i przez okno zapytał, czy to marihuana. Kierowca ze spokojem potwierdził podejrzenia, mało tego, skręta zaproponował również kierowcy jednośladu.

Wtedy okazało się, że motocyklem kieruje policjant, który się wylegitymował i polecił zjechać z drogi. Na miejsce wezwany został patrol wywiadowców. Funkcjonariusze zatrzymali kierującego audi 27-latka. Podczas przeszukania samochodu funkcjonariusze znaleźli też prawie 40 gramów marihuany.

Mężczyzna musi liczyć się z odpowiedzialnością przed sądem za posiadanie środków odurzających oraz kierowanie samochodem pod wpływem narkotyku. Może mu grozić do 3 lat więzienia, wysoka grzywna oraz zakaz kierowania pojazdami

– poinformował kom. Kamil Gołębiowski, oficer prasowy KMP w Lublinie.

Nie wiemy czym motywował się kierowca oficjalnie paląc zioło podczas prowadzenia auta, jednak takie zachowanie jest zdecydowanie naganne, a fakt poczęstowania w ulicznym korku innego kierowcy pozwala założyć, że kierowca do najinteligentniejszych nie należy.  Co ciekawe, nie jest to pierwsza tego typu sytuacja na ulicach Lublina, bardzo podobne zdarzenie miało już miejsce, przeczytasz o nim T U T A J.

Śledczy umorzyli postępowanie wobec mieszkańca Słupska, który uprawiał konopie indyjskie na potrzeby medyczne. Pierwotnie mężczyzna usłyszał zarzut uprawy pięciu roślin konopi innych niż włókniste. W trakcie postępowania prokuratorskiego ustalono, iż oskarżony oraz jego syn są pacjentami korzystającymi z medycznej marihuany i ze względu na brak suszu w aptekach, postanowił on samemu posadzić kilka roślin, aby mieć lek dla syna i siebie. Oto więcej szczegółów.

Uprawiał konopie indyjskie na potrzeby medyczne, prokuratura umorzyła postępowanie

Pan Maciej mieszka w Słupsku i na co dzień opiekuje się swoim niepełnosprawnym synem w wieku dziewiętnastu lat. Nastolatkowi, cierpiącemu na dziecięce porażenie mózgowe, lekarz przepisał medyczna marihuanę. Z dobrodziejstw konopi indyjskich korzysta też sam Pan Maciej, także z zalecenia lekarza z związku z bólem kręgosłupa.

W ubiegłym roku, w trakcie lockdown’u  spowodowanego koronawirusem, w aptekach zabrakło suszu. Będąc w kropce postanowił, że posadzi kilka krzaków, z których uzyska lek dla syna i siebie.

Skąd służby dowiedziały się o uprawie kilku roślin w zaciszu własnego mieszkania nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że w lipcu zapukali do Pana Macieja i został on zatrzymany oraz usłyszał zarzut nielegalnej uprawy konopi innych niż włókniste.

Słupska prokuratura nadzorująca postępowanie przeprowadziła wszelkie podstawowe czynności takie jak  np. wywiad środowiskowy. Ustalono, że syn oskarżonego wymaga całodobowej opieki i leczenia, sam zatrzymany ma natomiast dobra opinię i nigdy wcześniej nie prowadzono wobec niego postępowania o czyn z ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Stwierdzono, że roślin nie posadzono w celach rekreacyjnych lecz, aby zapewnić sobie dostęp do leku. Prokuratura stwierdziła to, co powinno być normą w podobnych przypadkach, czyli, że konopie indyjskie uprawiane w celach medycznych to nie przestępstwo, a szkodliwość społeczna jest znikoma.

Wina sprawcy nie budzi wątpliwości. Podejrzany, jako osoba posiadająca dużą wiedzę o konopiach doskonale zdawał sobie sprawę, że ich uprawa w Polsce, bez stosownego zezwolenia, stanowi przestępstwo. Pomimo powyższego, okoliczności niniejszej sprawy przemawiają za uznaniem, iż społeczna szkodliwość czynu nie jest znaczna. Podejrzany jest osobą, która posiada legalny dostęp do marihuany, którą przyjmuje zarówno on, jak i jego niepełnosprawny syn. Zażywają ją jako lek, nie zaś jako rekreacyjną używkę. Co więcej, u podejrzanego ujawniono jedynie pięć niewielkich krzaków, a zatem nie ulega wątpliwości, iż posiadał on je na własny użytek. Mając także na względzie sytuację pandemiczną oraz finansową podejrzanego, nie można kategorycznie kwestionować prawdziwości wyjaśnień, iż miał on bardzo ograniczony dostęp do medycznej marihuany, oraz że pochłania ona dużą część jego budżetu domowego.

-uzasadniał swoją decyzje prokurator Lech Budnik.

Sam Pan Maciej tak skomentował sprawę:

Chciałbym podziękować panom z policji, prokuraturze i pani kurator za bardzo ludzkie podejście do sprawy. Na żadnym etapie nie czuliśmy się traktowani jak przestępcy czy kryminaliści. Wobec tego, jakie czasem głosy słychać na temat podobnych spraw, byłem i jestem pozytywnie zaskoczony podejściem poszczególnych osób. Dzięki takim ludziom i traktowaniu zachowuję wiarę, że mieszkam w normalnym kraju, w którym można żyć jak człowiek.

Niestety takie zakończenia tego typu spraw to w naszym kraju póki co wyjątki, które dają nadzieje na normalność. Na chwile obecną w naszym kraju toczy się kilka postępowań w związku z uprawą konopi indyjskich przez pacjentów, na własne medyczne potrzeby.

Źródło: gp24.pl

Wczoraj z samego rana gdańska policja zrobiła nalot na automaty z suszem konopnym firmy Hemp Mill. Przeprowadzone wcześniej badania miały wykazać, że sprzedawany w automatach susz przekraczał dopuszczalne stężenie THC, a co za tym idzie w świetle prawa była to marihuana. Zarekwirowane produkty mają teraz zostać poddane badaniom.

Policyjny nalot na automaty z suszem konopnym

Wczoraj o godzinie 6. rano gdańscy policjanci zabezpieczyli 11 automatów z legalnymi produktami konopnymi (z konopi włóknistych) takimi jak susz CBD. Powodem akcji były przeprowadzone wcześniej badania produktów z feralnych automatów. Firma jak i jej produktami gdańska prokuratura zainteresowała się na początku września.

Na początku września w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku zostało wszczęte postępowanie dotyczące podejrzenia wprowadzenia do obrotu środków odurzających w postaci konopi innych niż włókniste. Postępowanie zostało wszczęte na podstawie materiałów z czynności własnych wydziału do walki z przestępczością narkotykową KWP w Gdańsku. Ustalono, że automaty należą do spółki Hemp Mill. Produkty w nich oferowane miały zawierać CBD, czyli legalny związek organiczny, który nie posiada właściwości odurzających. W ramach czynności własnych policjanci pozyskali z dwóch automatów fiolki z suszem do badań, które wykazały przekroczenie norm kwasu THC, a to wskazuje, że mamy do czynienia z marihuaną

-poinformowała prok. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Jeżeli badania potwierdzą, że w automatach sprzedawany był susz o stężeniu THC wyższym niż dopuszczalne prawem 0,2 proc., firma Hemp Mill musi liczyć się z zarzutami o handel marihuaną.

Policjanci zabezpieczyli produkty z 11 automatów rozmieszczonych na terenie Trójmiasta i okolic. Środki te zostały zabezpieczone do badań. Po uzyskaniu opinii biegłych podejmowane będą dalsze decyzje śledcze w tej sprawie.

-poinformował Michał Sienkiewicz z zespołu prasowego KWP w Gdańsku. 

Automaty z legalnymi produktami z konopi włóknistych stają się w naszym kraju co raz popularniejsze. Niestety z powodu braku odpowiedniej wiedzy o konopiach, społeczeństwo często myśli, że w maszynach kupić można marihuanę, co jest oczywiście nieprawdą. Skalę niewiedzy widać po komentarzach w sieci, które pojawiają się gdy któryś lokalny dziennik poruszy temat pojawiających się w mieście urządzeń. Ilość komentarzy mówiących, że teraz dzieciaki mogą legalnie kupić marihuanę z automatu jest przerażająca i zasmucająca jednocześnie.

Niestety nie udało nam się skontaktować z przedstawicielami firmy Hemp Mill, sprawa jest rozwojowa i będziemy informować i jej dalszym przebiegu.

Źródło: Wyborcza Trójmiasto

Indyjska policja przejęła 160 kg marihuany. Jednak funkcjonariusze biorący udział w nalocie, a następnie przesłuchujący podejrzanego, zwolnili go z aresztu jeszcze tego samego dnia z zarzutem nielegalnego posiadania 920 gramów suszu. Teraz policjantom postawiono zarzut przywłaszczenia i sprzedaży 159. kg marihuany oraz przyjęcia łapówki. 

Indyjska policja przejęła 160 kg marihuany, po czym ją sprzedała na czarnym rynku

Czterech policjantów, w tym dwóch podinspektorów, z komisariatu w Jahangir Puri (New Delhi, Indie) zostało zawieszonych. Zostali oni oskarżeni o sprzedaż 159. kilogramów marihuany, którą przejęli od lokalnego handlarza narkotyków ponad dwa tygodnie temu, poinformowała tamtejsza policja.

Jeden z funkcjonariuszy, proszący, aby zachować jego anonimowość przyznał, że funkcjonariusze 11. września, w jednym z bloków w Jahangir Pur przejęli od lokalnego dilera o imieniu Anil 160 kg suszu konopi indyjskich – informuje HindustanTimes.com

Zajęta marihuana trafiła na lokalny posterunek policji. Policjanci, o których mowa, rzekomo przyjęli łapówkę od rodziny Anila w celu „załatwienia sprawy”. W zamiast za to policjanci w protokole wpisali, że znaleźli tylko 920 gramów kontrabandy po czym zwolnili do domu.

– powiedział oficer.

Według funkcjonariusza wspomniani policjanci rzekomo sprzedali pozostałe 159 kilogramów zajętej marihuany na czarnym rynku, a zysk podzielili między siebie. 

Oficer wyznał też, że szczegóły sprawy ujawnił zatrzymany, wobec którego prowadzone było postępowanie. Gdy Anil wszystko wyznał, przesłuchano wszystkie osoby biorące udział w feralnej akcji. Efektem przesłuchań było postawienie zarzutów czterem funkcjonariuszom.

Znany na całym świecie bank nasion Dinafem ma poważne kłopoty. Firma musiała zawiesić działalność i zaprzestać wysyłki nasion. Jej konta zostały zajęte, a prace straciło blisko sto osób zatrudnionych w Dinafem. Wszystko to w związku z toczącym się postępowaniem karnym przeciwko hiszpańskiemu bankowi nasion. 

Dinafem w tarapatach

Hiszpański bank nasion Dinafem został założony w 2005 roku w San-Sebastian. Od tamtej pory zyskał uznanie wśród growerów na całym świecie tworząc takie odmiany jak np. Moby Dick, który stał się ich sztandarowym produktem. Dinafem prowadzi też własne badania, przy współpracy z wieloma placówkami naukowymi.

Niestety, teraz zarówno laboratoria jak i biura oraz magazyny Dinafemu stoją puste, tymczasowo zwolniono 93 osoby, a konta zostały zablokowane na polecenie sądu.

Firma wydała w tej sprawie oświadczenie, w którym czytamy:

„Na razie nie zdajemy sobie sprawy z zakresu przeprowadzonych działań, ale wszystko wskazuje na to, że toczące się dochodzenie jest związane z producentami nasion, od których je kupujemy. W związku z postępowaniem do firmy wkroczył komisarz, środki finansowe firmy zostały
tymczasowo zablokowane, zmuszając nas do zawieszenia działalności do odwołania. Z związku z tym musieliśmy też tymczasowo zwolnić większość naszych pracowników.”

Dinafem w swoim oświadczeniu informuje także, że zostali zmuszeni do zaprzestania wszelkiej pracy naukowej i zamknięcia swoich laboratoriów, które prowadzą razem z instytucjami państwowymi. Przedstawiciele firmy mówią, że to są ciężkie czasy nie tylko dla nich, ale dla całej branży konopnej.

Zaznaczają, że nie do końca wiadomo o co w sprawie chodzi, jednak najpewniej jest to związane z jednym z podmiotów, który zaopatrywał Dinafem w nasiona.

Przedstawiciele Dinafem zapewniają, że nie mają nic do ukrycia i wierzą w szybkie i pozytywne zakończenie sprawy.

Mamy pełne zaufanie co do przejrzystości i legalności naszego biznesu, który budowaliśmy latami

-mówią przedstawiciele firmy.

W innym wpisie na stronie Dinafemu czytamy:

Z przykrością informujemy, że Dinafem Seeds jest obecnie przedmiotem dochodzenia sądowego. W rezultacie, wbrew naszej woli, nie możemy obecnie prowadzić żadnej działalności handlowej. Pracujemy przez całą dobę, aby wyjaśnić tę sytuację i jak najszybciej wznowić normalną działalność, ale nadal nie wiemy, kiedy będziemy w stanie normalnie działać, tak jak robiliśmy to przez ostatnie 21 lat.

Będziemy informować o wszelkich zmianach.

Bardzo dziękujemy za zaufanie.

 

 

W zeszłym tygodniu, 23-letni mieszkaniec Lublina, stojąc w korku na jednej z ulic swego miasta postanowił się nieco zrelaksować. W tym celu wyciągnął szklaną lufkę, nabił suszem po czym zapalił wytrzepując popiół przez okno. Na jego nieszczęście w tym samy korku, tuż za nim stał ktoś kto był świadkiem całej sytuacji, a gdy tylko poczuł charakterystyczną konopną woń postanowił zainterweniować, aby uniemożliwić 23-latkowi dalszą jazdę.

Palił zioło stojąc w korku

Wydarzenie miało miejsce na ul. Puławskiej w Lublinie w poniedziałek 7 września około godziny 8:30. Będący na urlopie funkcjonariusz policji (dzielnicowy z Łęcznej) stojąc w ulicznym korku zauważył, że z samochodu stojącego przed nim wydobywa się dym.

Policjant mając uchyloną szybę w samochodzie poczuł z zewnątrz charakterystyczny zapach palonej marihuany. Spostrzegł on, że ze stojącego bezpośrednio przed nim samochodu (…) przez uchyloną szybę wydobywa się dym, a kierujący wytrzepuje przez okno coś ze szklanej lufki

-poinformowała policja.

Przebywający na urlopie policjant postanowił sprawdzić swoje podejrzenia. Uniemożliwił kierowcy kontynuowanie jazdy oraz wezwał na miejsce patrol.

Przybyli na miejsce funkcjonariusze potwierdzili podejrzenia kolegi będącego na urlopie. Rewizja kierowcy zakończyła się znalezieniem w bieliźnie niewielkiej ilości marihuany. Badania krwi potwierdziły, że 23-latek prowadził pod wpływem konopi indyjskich, został on zatrzymany, a zioło skonfiskowane.

źródło: policja.pl

 

W jednej z warszawskich restauracji, funkcjonariusze lubelskiej delegatury CBA zatrzymali Przewodniczącego Komisji ds. Produktów Leczniczych oraz prezesa zarządu podwarszawskiej spółki działającej w branży farmaceutycznej. Zatrzymanie dotyczyło zarejestrowanie produktu leczniczego w postaci medycznej marihuany, za które przedstawiciel firmy medycznej miał wręczyć urzędnikowi łapówkę. Funkcjonariusze zatrzymali podejrzanych na gorącym uczynku podczas spisywania umowy. W sprawie wypowiedział się już wiceminister zdrowia.

Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych jest instytucją, która musi wydać zgodę na zarejestrowanie każdego nowego leku, który trafia na polski rynek. To właśnie ten urząd odpowiada za rejestrację nowych produktów medycznych w postaci medycznej marihuany.

Jak się okazuje, na czele tak ważnej instytucji stoi skorumpowany urzędnik, który żąda profitów za pozytywne rozpatrzenie wniosku.

Przewodniczący Komisji ds. Produktów Leczniczych – Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych oraz prezes zarządu jednej z podwarszawskich spółek działających w branży farmaceutycznej zostali kilka dni temu zatrzymani w jednej z warszawskich restauracji podczas ustalania szczegółów umowy, wedle której przedstawiciel spółki miał wręczyć korzyść majątkową za pozytywne rozpatrzenie wniosku o rejestrację produktu leczniczego w postaci medycznej marihuany.

Przewodniczący Komisji ds. Produktów Leczniczych, za swoją pozytywną decyzję ws. dopuszczenia do obrotu medycznej marihuany oczekiwał korzyści w formie gotówki, a także udziałów w spółkach, zatrudniania osób z rodziny oraz zatrudnienia go na stanowisku menadżerskim.

Zatrzymany przewodniczący komisji ds. produktów leczniczych działającej przy Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych to Aleksander M. Jest profesorem, od ponad 30. lat zajmuje istotne stanowiska związane z polityką farmaceutyczną państwa. Zdaniem Centralnego Biura Antykorupcyjnego obiecał wprowadzenie leczniczej marihuany do obrotu w zamian za łapówkę.

– Został już odwołany z funkcji. O zatrzymaniu poinformowaliśmy Narodowy Instytut Leków, ponieważ zatrzymany przez wiele lat był jego pracownikiem, a w ostatnich latach bezskutecznie zabiegał o objęcie funkcji jego dyrektora. Jeśli zarzuty CBA się potwierdzą, to dokonany zostanie przegląd wszystkich działań przewodniczącego podjętych w ostatnich latach. W praktyce zatem państwowe organy sprawdzą dziesiątki, a być może nawet setki postępowań, w których komisja oceniała, czy dany medykament powinien być sprzedawany w Polsce, czy nie.

-mówi Janusz Cieszyński, wiceminister zdrowia

Funkcjonariusze CBA zabezpieczyli materiał dowodowy w miejscach pracy i zamieszkania zatrzymanych osób. Zwrócili się także o dokumenty do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

Źródło: cba.gov.pl, gazetaprawna.pl

 

W lipcu zeszłego roku media obiegła informacja, że pod Ciechocinkiem zlikwidowana została potężna plantacja konopi indyjskich. Policja chwaliła się usunięciem ponad 15. tyś roślin informując jednocześnie, że jest to największa tego typu nielegalna uprawa w Europie. Jednak dość szybko okazało się, że rośliny to najprawdopodobniej tzw. samosiejki. Policja i prokuratura szły jednak w zaparte wielokrotnie wnosząc o aresztowanie rolnika, na którego polu rosły konopie. W zeszłym tygodniu sprawa została ostatecznie umorzona. Cała sytuacja pokazuje jednak patologię występującą w wymiarze sprawiedliwości.

W lipcu zeszłego roku informowaliśmy, że policja podała informację o zlikwidowanej plantacji konopi indyjskich. Rośliny rosły nieopodal Wisły i zajmowały powierzchnie 4 ha. Funkcjonariusze zabezpieczyli ponad 15000 krzewów konopi w różnej fazie wzrostu. Rośliny miały od 30 cm do 1,5 m wysokości. Z tej ilości zabezpieczonych krzewów można uzyskać około 330 kg marihuany o wartości 5,5 mln zł. Miała to być największa zlikwidowana plantacja konopi indyjskich w europie. Cały materiał wraz ze zdjęciami znajdziesz T U T A J.

Plantacja konopi indyjskich czy samosiejka?

Jednak wkrótce okazało się, że rośliny to najprawdopodobniej tzw. samosiejka czyli dziko rosnące konopie włókniste. Właścicielem pola okazał się rolnik uprawiający wiele hektarów. Na feralne 4 ha od jakiegoś czasu nie zaglądał.

Właściciel ziemi zapewniał, że rośliny to samosiejki, które w tamtych rejonach nie są niczym nowym. Jednak komendant stwierdził, że rośliny są posadzone celowo i za pomocą profesjonalnego urządzenia do siewu gdyż rosną zbyt równo.

 W niektórych miejscach można było odnieść takie złudne wrażenie. Ale to dlatego, że przez pole przejechała brona talerzowa, która tworzy bruzdy. Tam bardziej podsiąka woda i może to wyglądać tak, że tam coś zostało zasiane, a w rzeczywistości rośliny tam mają łatwiej. Rządków jednak nie było.

-tłumaczył wtedy właściciel pola, który łącznie uprawia na przeszło 300 ha.

Więcej szczegółów znajdziesz w artykule „Ciechocinek: ogromna plantacja zlikwidowana przez policje to samosiejka

Pan Marcin żył przez ostatni rok w potężnym stresie i niepewności, ponieważ śledczy przez długi okres dążyli do jego aresztowania. Pomimo jasnych przesłanek, że to fatalna pomyłka. Była też ciągła obawa, że cała sprawa odbije się na jego biznesie. Część jego kontrahentów nie była pewna, czy prowadzić nadal wspólne interesy. Przez to wszystko, rolnik schudł 20 kg, co pokazuje jakim było to dla niego stresem.

Umorzenie

Ostatecznie prokuratura postanowiła sprawę umorzyć. Powodem było to, iż biegły nie był w stanie udzielić jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy rośliny to dziko rosnące konopie włókniste czy konopie indyjskie.

Jednak umorzenie nie cofnie tego co przeszedł pan Marcin. Śledczy 6 razy wnioskowali o areszt dla rolnika. Na szczęście sąd wykazał się znacznie większym rozsądkiem i wniosek za każdym razem odrzucał. Wyobraźmy sobie, że rolnik uprawiający 300 ha trafia na rok do aresztu, jego interesy i uprawy mogłyby bardzo ucierpieć. A wszystko dlatego, że prokuratura upiera się, że dziko rosnące rośliny to zorganizowana plantacja konopi indyjskich. Niestety podobne przypadki się w naszym kraju już zdarzały.

Zostałem oczyszczony z zarzutów, więc jestem zadowolony, ale nikt nam nie odda tego, co wycierpieliśmy razem z rodziną. Przeżyłem sześć rozpraw aresztowych, za każdym razem sędziowie decydowali, że nie powinienem trafić za kraty. Tak naprawdę nie było na mnie ani jednego dowodu. To od początku wyglądało tak, jakby szukano czegoś, aby na siłę udowodnić mi winę. A przecież nic nie zrobiłem. Próbki z największej masy konopi nawet nie przekraczały 0,2 THC, a dopiero od 0,2 można by było mówić o konopiach potrzebnych do wytwarzania narkotyku

-mówił pan Marcin

Co ciekawe, prokuratura i policja nie uważają, że ta sprawa jest dla nich porażką.

Nie traktujemy tej sprawy w kategorii porażki.

-powiedział w rozmowie z Onetem Sławomir Korzeniewski, zastępca Prokuratora Rejonowego w Aleksandrowie Kujawskim.

Ja z nikim nie walczę. Moim zadaniem jest zgromadzenie materiału dowodowego i wydanie merytorycznej decyzji. Jeżeli ktoś popełnił przestępstwo, to wnoszę akt oskarżenia. W tym przypadku kluczowa okazała się opinia biegłego z zakresu badań fizykochemicznych. Do tego doszły inne okoliczności, zeznania świadków i wszystkie zgromadzone opinie.

-dodał Korzeniowski

Mało tego, prokurator zaapelował, aby każdy kto zobaczy dziko rosnące konopie, zgłaszał to policji. Ta natomiast wyśle odpowiedni wniosek do władz miasta lub gminy. Następnie do władz samorządowych należało będzie uporanie się z roślinami.

Szczerze mówiąc, nawet nie wiem jak skomentować apel o uruchamianie całej kosztownej procedury aby wyrwać kilka kompletnie nieszkodliwych, a wręcz pożytecznych roślin. A to wszystko oczywiście jest opłacane z podatków.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.