Wszechobecny zapach uprawianych konopi przeszkadza niektórym mieszkańcom miasta West Nipissing, położonego w Kanadyjskiej prowincji Ontario. Postulują oni o wprowadzenie przepisów, które regulowałyby kwestie dochodzącego z pobliskich upraw zapachu. 

Ogromne hale i wydobywający się zapach uprawianych konopi

W pobliżu miasta West Nipissing działają cztery duże hale, w których uprawiane są konopie indyjskie. Wydobywa się z nich silny zapach konopi, który rozchodzi się po okolicy. Dla niektórych, zapach jest tak uciążliwy, że poprosili władze miejskie aby te zajęły się problemem.

W zeszłym tygodniu rada West Nipissing zwróciła się do urzędników miejskich, a by ci zbadali prawne możliwości wprowadzenia lokalnych rozporządzeń, które skutecznie rozwiązałyby problem zapachu konopi indyjskich, który rozchodzi się na obszarach mieszkalnych.

Zadzwoniono do mnie o 21.30 żebym wyszła na zewnątrz i poczuła zapach. Nie musiałam tego robić, wystarczyło otworzyć okno

– powiedziała  podczas telekonferencji radna West Nipissing Lise Senecal, poinformowało CBC.

Jestem głęboko przekonana, że każdy ma swoje prawa. Mam na myśli, że mam prawo pić piwo, ale nie mam prawa rzucać puszką po piwie na podwórko sąsiada ani organizować imprezy o każdej porze dnia i nocy.

– dodała Senecal

Radny Chris Fisher zgodził się z radną Senecal, uznał, że zapach konopi zapach konopi może przeszkadzać. Jednak powstrzymał się od poparcia przepisów, które ograniczałyby dopuszczalność upraw w granicach miasta. Logicznym jest, że taka produkcja przynosi kasie miejskiej dodatkowe przychody.

Regulowanie zapachów jest trochę niebezpieczne ponieważ nie ma skali

-powiedział Fisher, dopytując czy władze zamierzają tez zamknąć oczyszczalnie ścieków gdyż ta generuje nieprzyjemny zapach.

Rada miasta West Nipissing zagłosowała 8-1, aby zbadać zgodność z prawem wprowadzenia w życie przepisów dotyczących uregulowania kwestii zapachów konopi.

Radny Jeremy Senguin był jedynym członkiem rady, który głosował przeciwko.

„W tej chwili kwestionujemy zapach towarzyszący pewnemu okresowi życia rośliny, który trwa tylko kilka tygodni. Chodzi tylko o pewien okres kwitnienia i suszenia” – powiedział Senguin po spotkaniu.

Dodał też, że idąc tym torem rozumowania, należy zakazać rozrzucania obornika na polach gdyż w trakcie zabiegu oraz jakiś czas po nim, w okolicy unosi się nieprzyjemny zapach.

To nie pierwszy raz gdy w West Nipissing władze poruszają temat jaki jest zapach uprawianych konopi. W lutym Rada Miasta przedyskutowała ten problem, ale odłożyła go na później do momentu aż lokalny departament zdrowia publicznego będzie mógł przedstawić swoja opinie do wniosku o wprowadzenie nowych regulacji zapachowych.

Marihuana rekreacyjna jest w Kanadzie legalna od 2018 roku, jednak West Nipissing jest znane z konserwatywnego podejścia do konopi. Jest to jedna z niewielu gmin w Kanadzie, gdzie palenie zioła w miejscach publicznych jest zakazane, wolno natomiast palić tytoń. Wszędzie.

Bezdomni z San Francisco, u których stwierdzono obecność COVID-19 zostali ulokowani w hotelach aby odbyć kwarantannę. Dodatkowo urzędnicy uruchomili program redukcji szkód dla osób chcących wyjść z nałogu,  polegający m.in. na dostarczaniu np. marihuany oraz innych substancji odurzających osobom bezdomnym, które są w trakcie obowiązkowej izolacji. Sytuacja ta wywołała w mediach społecznościowych debatę, w której sporo osób krytykowało pomysł władz. 

Miasto potwierdziło uruchomienie programu dla bezdomnych na konferencji prasowej. Urzędnicy zaznaczyli, że dostarczanie marihuany, alkoholu oraz innych substancji jest sposobem na ochronę bezdomnych przebywających obecnie w hotelach na obowiązkowej kwarantannie. Urzędnicy tłumaczyli, że projekt ma na celu dobro osób bezdomnych i ogółu społeczeństwa.

Jeśli chodzi o osoby (bezdomne – przyp.red.) z grupy podwyższonego ryzyka, wymagające kwarantanny z powodu pozytywnego wyniku testu na COVID-19, musimy skupić się na ich wspieraniu. Spotykamy się z nimi tam, gdzie przebywają, aby można było o nich zadbać w najodpowiedniejszy sposób. W sposób, który jest dobry zarówno dla nich jak i dla naszej społeczności”.

– powiedział dr Grant Colfax z Departamentu Zdrowia Publicznego w San Francisco w rozmowie z FOX KTVU 

Przy Twitterowym wpisie na ten temat powstała mała burza, część komentujących była oburzona faktem, że z ich podatków finansowane są używki dla osób bezdomnych.  Pojawiły się wpisy osób niewiedzących  na czym polega redukcja szkód, gdzie stwierdzano, że takie działanie nie pomoże nikomu, a już na pewno nie osobom chcącym wyjść z nałogu.

Władze San Francisco i urzędnicy ds. zdrowia powiedzieli, że taka praktyka nie jest niczym nowym i stosują ją tez inne miasta oraz, że nie jest finansowana z podatków.

Burmistrz oznajmił, że kwarantanna osób cierpiących na choroby psychiczne oraz uzależnionych od narkotyków byłaby bardzo skomplikowana, a zatrzymanie ich w warunkach izolacji byłoby znacznie utrudnione. Oczywiście wynika to z tego, że spora część tych osób krążyłaby po ulicach, aby zaspokoić nałóg.

Departament zdrowia miasta San Francisco powiedział, że strategia redukcji szkód jest najlepszą, naukowo potwierdzoną metodą radzenia sobie z problemem uzależnienia.

Nasza filozofia w zakresie leczenia osób cierpiących na uzależnienie i zaburzenia związane z używaniem różnych substancji opiera się na nauce i literaturze medycznej

– powiedział dr Colfax.

 

Zamaskowany aktywista z Manchesteru jeździ ulicami miasta i rozdaje jego mieszkańcom produkty, które uznał za istotne. Na liście rozdawanych produktów znajdują się m.in. papier toaletowy, woda, środki higieny oraz marihuana. Nie jest to pierwsza taka akcja aktywisty działającego pod pseudonimem Outlaw.

Aktywista pomaga mieszkańcom, rozdaje papier toaletowy i marihuanę

Mężczyzna o pseudonimie Outlaw,  zasłynął swego czasu rozdając ubogim pieniądze oraz marihuanę centrum Manchesteru.

Aktywista w związku z obecną sytuacją spowodowaną koronawirusem w Wielkiej Brytanii postanowił pomóc obywatelom swojego miasta. Jeździ jego ulicami rozdając niezbędne artykuły takie jak woda, papier toaletowy, środki czystości oraz marihuanę. Outlaw w zeszłym tygodniu rozdał susz o wartości 800 funtów. Produkty zostawia pod drzwiami lub przekazuje zachowując odpowiedni dystans.

W tym tygodniu rozdałem ponad 300 paczek papieru toaletowego, cztery uncje marihuany, setki małych zestawów do dezynfekcji i sześć dużych skrzynek z butelkowaną wodą.

-powiedział

Mężczyzna poinformował, że jeździł swoją furgonetką w centrum oraz na obrzeżach manchesteru puszczając w głośników utwór „Don’t worry, be happy” Bobby’ego McFerrina. Jest też krótki film, na którym widać jak przebiegała akcja.

 

[vc_row][vc_column][vc_video link=”https://www.youtube.com/watch?v=UQMPjSY9F1w”][/vc_column][/vc_row]

Zapytałem na swoim Instagramie, czy ktoś czegoś potrzebuje – dostałem ponad 6000 próśb dostawy od różnych obserwujących.

Outlaw porusza się po mieście i jego obrzeżach furgonetką z napisem “Free Isolation Essentials. Toilet Roll – Sanitizer – Bottled Water. Mini Grinders – Raws – Pre Rolls – Bud”  co można przetłumaczyć jako „Darmowe niezbędniki do izolacji. Papier toaletowy -środki higieny – woda w butelkach. Mini młynki – bibułki -gotowe skręty – susz.

Takich ludzi nam trzeba w tych ciężkich czasach.

Źródło: Daily Star

W obliczu szalejącej pandemii koronawirusa świat medycyny intensywnie poszukuje sposobów na jego zwalczenie i wyleczenie chorych osób, a przeróżni eksperci ekonomiczni głowią się nad remedium na załamanie gospodarcze, które postępuje od czasu rozpełznięcia się koronawirusa z chińskiego Wuhan na świat. My postaramy odpowiedzieć sobie, czy w walce z koronawirusem może pomóc kannabidiol?

We własnym zakresie próbują sobie pomóc ludzie – stosują się bardziej do zasad higieny osobistej, dbają o dietę oraz uświadamiają w kwestii zwiększenia prewencji zdrowotnej. Dotyczy to także kannabidiolu, który, jak się okazuje, może być pomocny także w przypadku groźnego i podstępnego koronawirusa. O ile nie leczy wywoływanej przez niego choroby, Covid-19, to regularne stosowanie olejków CBD pomaga w zbudowaniu odporności i uniknięciu ewentualnego zachorowania, jak i może skracać czas regeneracji organizmu w trakcie procesu leczenia.

Czy w walce z koronawirusem może pomóc kannabidiol?

Pytanie, czy olejki CBD i produkty konopne zawierające kannabidiol mogą być pomocne przy koronawirusie, zadaje sobie coraz więcej osób. Na dzisiejszy dzień nie ma żadnych dużych badań dotyczących wpływu czy to marihuany medycznej bogatej w THC, czy też samego CBD na organizmy osób zarażonych i chorujących akurat na koronawirusa SARS CoV-2. Istnieją za to liczne mówiące o wpływie marihuany na wirusy jako takie, w ujęciu generalnym. Ich wyniki sprawiają, że kwestią, czy olejki CBD i generalnie medyczna marihuana mogą być pomocne w walce z koronawirusem, zaczęli się interesować szerzej świat medycyny.

Ceniony profesor z Wydziału Medycyny Żydowskiego Uniwersytetu w Jerozolimie przez długi czas badał swoistego protoplastę obecnego koronawirusa, SARS-CoV, którego epidemia w 2017 roku wstrząsnęła Azją. Badacz zauważył, że oba koronawirusy są bardzo podobne w budowie oraz działaniu. Naukowiec zakłada, że pomóc w walce z obecnym koronawirusem, SARS-CoV-2 mogą kannabinoidy zawarte w medycznej marihuanie. Ich rola polegałaby na tonizowaniu stanu zapalnego i wydatnego zwiększania odporności zarówno fizycznej, jak i psychicznej osób zarażonych. Tutaj szczególne nadzieje pokłada świat nauki w cennym CBD.

Kannabinoidy są szczególne pomocne w przypadku zabezpieczania naszych płuc, a te są głównym celem ataku Covid-19 – choroby wywoływanej przez SARS-CoV-2. Niemal identyczne objawy daje „klasyczny” SARS.

Na początku infekcja jest ukryta, pojawia się stan zapalny, osoba chora bardzo często nie zdaje sobie sprawy, że jest zarażona. Jednym z pierwszych objawów jest suchy, duszący kaszel. Pojawia się gorączka. Potem mamy już zakażenie ogólnoustrojowe, pojawiają się duszności, finalnie zapadają się pęcherzyki płucne, a one same ulegają zwłóknieniu i przestajemy oddychać.

Osoby młode i nie posiadające dodatkowych obciążeń zdrowotnych w postaci różnych chorób przechodzą infekcję koronawirusem raczej łagodnie i często nawet o tym nie wiedzą, odbierając swoje lekkie objawy za przeziębienie. Wirus jest szczególnie niebezpieczny dla seniorów i osób przewlekle chorych. W ich przypadku rokowania co do ich wyzdrowienia nie są takie pomyślne.

Jak CBD może pomóc w walce z koronawirusem?

Komórki płuc posiadają na sobie receptory kannabinoidowe CB1 i CB2. Kannabidiol (CBD) łącząc się z nimi pobudza zdolności odpornościowe organizmu i intensyfikuje działanie przeciwciał obecnych w naszych organizmach. I o ile kannabinoidy, w tym CBD, nie są w stanie zniszczyć wirusa, to mogą być skutecznym sposobem na spowolnienie procesów replikacji jego RNA i co za tym idzie, przyhamować marsz koronawirusa przez układ odpornościowy, chroniąc nabłonek komórek. I dlatego warto rozważyć podjęcie stosowania olejków CBD tyle, że należy pamiętać, aby sięgać po sprawdzone i w pełni naturalne pochodzące z certyfikowanych upraw – takim produktem jest na przykład olejek marki kusHaze. Jest to produkt otrzymany za pomocą ekstrakcji freonowej TET (Tetra Extraction Technology) o pełnym spektrum fitokannabinoidów oraz terpenów.

Tutaj ważne jest głównie to, aby, jeżeli to możliwe, korzystać z dobroci „żywej” rośliny – rozumiemy przez to ekstrakty uzyskane dzięki ekstrakcji tetrafluoroetanem (freonem) .

W przypadku korzystania z importowanych produktów warto upewnić się, że są to produkty sprawdzone, bez zawartości metali ciężkich, a także warto przyjrzeć się etykiecie i poprosić o badania potwierdzające, że jest to produkt o pełnym składzie, a nie jedynie wyizolowany kannbiodiol rozpuszczony w oleju konopnym – taki produkt nie zapewni nam oczekiwanego działania.

W Indiach znajduje się zespół 34 świątyń wykutych w bazaltowej skale. Jest to stanowisko archeologiczne Elura. Znajdują się tam świątynie hinduskie, buddyjskie oraz dżinijskie. Zostały one wzniesione w latach 400 – 900 n.e.  i w dobrym stanie przetrwały po dziś dzień. Naukowcy uważają, że swój dobry stan, świątynie zawdzięczają konopiom, których użyto do ich budowy.

Dzięki konopiom, niezwykłe zabytki przetrwały 1600 lat

Elura (Ellora) od lat jest uznawana za dziedzictwo obrazujące indyjska architekturę skalną. Ostatnio badacze odkryli, że jednym z materiałów użytych przy budowie świątyń, były konopie włókniste.

Budowniczy wznoszący skalne świątynie, używali konopi zmieszanych z gipsem. Taka mieszanka posłużyła do pokrycia ścian i sufitów. Na wszystko nałożono także trochę gliny i wapna, aby zachować strukturę skały najlepiej jak się dało.

Po pobraniu próbek i wykonaniu badań takich jak transformacja Fouriera, spektroskopia w podczerwieni i badania stereomikroskopowe., naukowcy doszli do wniosku, że to własnie dzięki konopiom świątynie zachowały się w tak dobrym stanie.

Według Managera Rajdeo Singha, chemika archeologicznego z Archaeological Survey w Indiach oraz Milinda M. Sardesai, który wykłada botanikę na Uniwersytecie Dr. Babasaheb Ambedkar Marathwada, dzięki konopiom, mieszanina zapobiegała degradacji tynku przez ponad 1500 lat .

Według naukowców konkretna substancja zwana betonem konopnym zapewniła mnichom buddyjskim zdrowe, wygodne i estetyczne środowisko życia.

„Ponieważ tynk konopny ma zdolność do magazynowania ciepła, jest ognioodporny i pochłania około 90 procent dźwięku, w Ellora Caves stworzono spokojne środowisko życia dla mnichów”

Badacze zaznaczyli, że jak do tej pory, na podstawie kilku badań stwierdzono, że żywotność betonu konopnego wynosi 600 – 800 lat. Dlaczego zatem buddyjskie świątynie przetrwały dwukrotnie dłużej? Singh powiedział, że jest to efektem bardzo dobrze dobranej ilości konopi w całej mieszance, a ta wynosi w tym przypadku 10% całej masy.

Archeolodzy uważają, że użycie konopi nie było przypadkowe. Budowniczy już 1500 lat temu zdali sobie sprawę, że konopie maja zdolność do regulowania wilgotności i mogą odegrać kluczową rolę w odporności budowli na szkodniki, ognioodporności, nietoksyczności, wysokiej przepuszczalności pary, a także właściwości higroskopijnych – wszystko to utrzymało Elurę w stanie nienaruszonym przez lata. W sąsiedniej świątyni Ajanta artyści nie używali konopi, co tłumaczy, dużą aktywność owadów, które uszkodziły co najmniej 25 procent malowideł.

W marihuanie znajduje się prawie 400 związków i nie wszystkie z nich są jeszcze zbadane. Związki te obejmują zarówno substancje psychoaktywne jak i niepsychoaktywne i każdy z nich ma unikalny wpływ na organizm człowieka.  W dzisiejszym artykule skupimy się na cannabacitranie – CBT.

Konopie indyjskie są bardzo unikalną rośliną, która jest znana nie tylko z rekreacyjnych, ale także z wielu medycznych i terapeutycznych właściwości. Legalizacja marihuany jest więc powodem, dla którego nie zakończyliśmy pracy badawczej nad wszystkimi związkami obecnymi w roślinie.

Termin „kannabinoidy” jest używany, gdy mówimy o 3 głównych klasach związków występujących między innymi w konopiach indyjskich. Pierwszą klasą są fitokannabinoidy lub kannabinoidy, które naturalnie występują w roślinach konopi. Następnie, druga klasa jest reprezentowana przez substancję, która jest produkowana wewnątrz ciała ludzkiego i znana jako endokannabinoidy. Wreszcie, trzecia klasa jest reprezentowana przez syntetyczne kannabinoidy, które wytworzone są przez człowieka metodami laboratoryjnymi.

Każda z tych klas kannabinoidów posiada swoje własne właściwości. Mają one różny wpływ na organizm ludzki, a ich wpływ na organizm ludzki w różny sposób.  Niektóre z nich mają pozytywny wpływ na zdrowie, jak leczenie objawów padaczki, przewlekłego bólu, a nawet różnych typów nowotworu.

Jednym ze związków występujących w roślinach konopi indyjskich jest cannabicitran (CBT). Jest bardzo drobnym i rzadkim kannabinoidem. Szybko nabiera rozpędu i zainteresowanie konsumentów i naukowców związanych ze światem konopnym. Niestety, żadna z tych grup nie wydaje się wiedzieć zbyt wiele o tym tajemniczym związku…

CANNABACITRAN – CZYM JEST CBT?

Wyszukiwania  frazy „CBT” w poszukiwaniu dostępnej już wiedzy dostarczają niewiele przydatnych informacji i często mylą cannabacitran z innym tajemniczym kannabinoidem zwanym cannabitriol, który powszechnie również określany jest tym samym skrótem (CBT). Potrafi to wywołać niemałe zamieszanie w gronie zainteresowanych. Jeszcze lepiej, gdy wyszukiwania sugerują nam tematy związane z psychoterapią poznawczo-behawioralną.

Fitokannabinoid cannabacitran pochodzi od „gałęzi genealogicznej” znanego już nam CBC, z kolei cannabitriol podchodzi od „gałęzi” najpopularniejszego kannabinoidu – THC.

Związek ten jest znany jako nowo odkryty kannabinoid, który pierwszy raz został odizolowany od libańskiego haszyszu. Stwierdzono wówczas, że ten konkretny składnik jest podobny do syntetycznych cytrylidenów-kanabinabinów. Obecnie znane są nam dwie odmiany, w których występuje CBT – Szczep Dutch 47 oraz Remedy, w których stężenie wynosić może do 0.1% CBT – niewiele, ale jednak! Pojawia się on głównie w wysokich stężeniach – destylatach konopi indyjskich, ze względu na jego właściwości molekularne.

– Wzór molekularny związku: C21H30O2
– Nazwa związku to (6AR,9R,10AS)-6,6,9-Trimetylo-3-pentylo-6A,7,8,9,10,10A-heksahydro-6H-1,9-epoksybenzo[C]chromen.
– Ma on masę cząsteczkową 314,462 g/mol
– Ma on złożoność 445
– Monoizotopowa i dokładna masa Cannabicitranu jest taka sama, tj. 314,225 g/mol.
– Całkowita liczba ciężkich atomów tego związku wynosi 23

Na tę chwilę środowisko naukowe nie dysponuje żadnymi konkretnymi informacjami na temat medycznych właściwości tego kannabinoidalnego związku. Nie Możemy więc jednoznacznie stwierdzić jego pozytywnego lub negatywnego wpływu na organizm ludzki po jego spożyciu.

Jedno z badań z 2007 roku opublikowane w Journal of American Chemical Society badało przeciwciała katalityczne zdolne do rozkładu THC na CBT z witaminą B2 i tlenem singletowym. Najprawdopodobniej CBT jest niepsychoaktywnym kannabinoidem, który może potencjalnie zmniejszać wpływ THC w krwiobiegu. Cannabitriol został zidentyfikowany jako główny produkt degradacji THC, wykazując zdolność przeciwciała do katalizowania złożonej przemiany chemicznej o implikacjach terapeutycznych w leczeniu nadużywania marihuany.

Czy CBT jest legalne?

CBT nie są zaplanowane na mocy Konwencji ONZ o substancjach psychotropowych, ani nie są wymienione jako substancje zaplanowane na mocy ustawy o substancjach kontrolowanych w USA.

Konopie indyjskie są obecnie stosowane w wielu produktach i produkty te są łatwo dostępne na rynku do spożycia. Używanie konopi indyjskich jest jednak rzeczywiście kontrowersyjne, a status prawny w różnych krajach dotyczący konopi jest bardzo zróżnicowany. Dzięki aktywnie rozwijającym się rynkom i co raz większym zapotrzebowaniem rynku rekreacyjnego i medycznego, naukowcy nieustannie pracują nad odkrywaniem właściwości konopi indyjskich.

Źródła:

12-godzinna erekcja po marihuanie? Lekarze z Gruzji opisali nietypowy przypadek pacjenta, który w ciągu dwóch tygodni dwukrotnie trafił do szpitala z długotrwałą, bolesną erekcją. Taka przypadłość znana jest w medycynie jako priapizm i może być spowodowana różnymi czynnikami. Podczas diagnozowania pacjenta lekarze ustalili, że winne jest używanie przez niego marihuany.

Wielogodzinna i bolesna erekcja po marihuanie

Priapizm to długotrwały wzwód, który nie jest związany z pobudzeniem ani podnieceniem seksualnym. Nie można też mówić o przyjemności, a wręcz przeciwnie, priapizm bywa bardzo bolesny. Najczęściej powodują go leki z sildenafilem, substancją znaną powszechnie jako Viagra, może być też efektem białaczki lub uszkodzonych nerwów. Na któryś z tych powodów postawili lekarze szukając przyczyny dolegliwości 32-latka, który zgłosił się do szpitala w Gruzji. Mężczyzna trafił na izbę przyjęć dwa razy w ciągu dwóch tygodni. Za pierwszym razem bolesna erekcja trwała 12 godzin, za drugim – 6.

Gdy zajmujący się nietypowym przypadkiem lekarze wykluczyli standardowe przyczyny, zaczęli się interesować przyjmowanymi przez badanego używkami. W trakcie wywiadu, mężczyzna przyznał się do palenia marihuany kilka razy tygodniowo w ciągu ostatniego półrocza. Okazało się teżz, że mężczyzna palił marihuanę na 2 godziny przed każdym atakiem priapizmu – czytamy w artykule opublikowanym w „Journal of Cannabis Research”.

Podczas wywiadu z pacjentem okazało się, że nie są to jego pierwsze problemy tego typu. Mężczyzna już w wieku szesnastu kilkukrotnie doświadczał priapizmu po paleniu marihuany. Wcześniejsze przypadki uznał jednak za łagodne i niewymagające interwencji lekarskiej. W okresie, kiedy nie palił, dolegliwość ustawała. Gdy tylko wracał do palenia – problem powracał.

Lekarze, bez cienia wątpliwości uznali, że priapizm występuje u pacjenta na skutek palenia marihuany. Nie są jednak w stanie określić, czemu tak się dzieje. Zakładają, że może przyczyna może być wpływ THC na układ endokannabinoidowy organizmu. Możliwe też, że zawarte w marihuanie  kannabinoidy, bezpośrednio wpływają na układ naczyniowy zwiększając przepływ krwi.

Lekarze dopuszczają jeszcze też możliwość, że regularne palenie marihuany mogło spowodować zwiększoną aktywację płytek krwi w skutek czego powstają skrzepy , mogące tamować przepływ krwi w naczyniach odprowadzających krew z penisa.

Lekarze chcieli przeprowadzić dodatkowe badania jednak stracili kontakt z pacjentem, który oficjalnie uznany został za wyleczonego.

Branża konopna w stanie Kolorado sponsoruje autostrady. A dokładniej pokrywa koszty związane dbaniem o porządek. Już połowa autostrad w tym stanie utrzymywana jest przez firmy, które zarabiają na rekreacyjnej marihuanie. Przedsiębiorcy z sektora konopnego, mogą dzięki temu ustawić tablicę ze swoim logo przy zjazdach z autostrady. Czemu wybrali akurat taką formę reklamy?

Branża konopna kontra prawo reklamowe

Marihuana rekreacyjna w stanie Kolorado legalna jest już dość długo. Jednak nadal branża ta, jest zdecydowanie mocniej regulowana niż jest to w przypadku innych sektorów. Dotyczy to także prawa reklamowego, reklamowanie marihuany jest bardzo mocno ograniczone. Reklamy w telewizji, radio i prasie są zabronione, chyba że nadawca spotu reklamowego jest w stanie udowodnić, że odbiorcy to w większości osoby, które ukończyły 21. rok życia.

Jednak konopni przedsiębiorcy znaleźli na to sposób. W stanie Kolorado prowadzona jest akcja Clean Colorado. W ramach programu CC, przedsiębiorcy mogą sponsorować utrzymanie porządku na głównych drogach stanowych. Otrzymują za to prawo pochwalenia się uczestnictwem w programie przez postawienie tablicy informacyjnej.  Tablice ze swoim logo, bardzo wyraźnie sugerującym czym firma się zajmuje, stawiają przy zjazdach z autostrad w okolicach swoich punktów sprzedaży.

Przepisy, na podstawie których działa program Clean Colorado są odrębnym prawem i zakaz reklamowania się do niego nie stosuje. Pomysłodawcy nie zakładali, że podmioty będą je wykorzystywać w taki sposób. Dlatego też producenci i dystrybutorzy marihuany, zaczęli na potęgę brać pod opiekę autostrady.

Specjaliści rynku reklamowego zauważają, że znaki drogowe przyciągają więcej uwagi, niż tradycyjne reklamy. Mogą zatem okazać się lepszą forma reklamy niż tradycyjne bilbordy.

Przedsiębiorstwa z sektora konopnego dbają już o 66% wszystkich autostrad stanu Kolorado.

Spencer Boston stanął przed sądem za posiadanie marihuany. Postanowił dać wyraz swojego niezadowolenia z obowiązującego w stanie Tennessee prawa. W trakcie rozprawy wyrażając swoje niezadowolenie z obecnych przepisów wyciągnął z kieszeni jointa po czym szybko go odpalił. Ze skrętem w dłoni zwrócił się do zebranych na sali sądowej wyrażając swój manifest.

20-letni Boston był w sadzony za posiadanie marihuany w niewielkiej ilości. Sprawa odbywała się w sądzie w hrabstwa Wilson w stanie Tennessee, poinformował CNN porucznik Scott Moore z Departamentu Szeryfa Hrabstwa Wilson.

Gdy sędzia Haywood Barry udzielił mu głosu, Boston zaczął wyrażać swoje poglądy na temat tego, dlaczego konopie indyjskie powinny zostać zalegalizowane.
Aby podkreślić swój manifest, sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągną jointa po czym go odpalił. Zanim zareagowali sądowi funkcjonariusze, Spencer zdążył zwrócić się z odpalonym jointem do zebranej publiczności, a sala była niemal pełna.

Ludzie zasługują na cos lepszego!

-powiedział do obecnych.


W reakcji na zaistniałą sytuację, zgromadzeni na sali rozpraw zaczęli się śmiać. Do jego czynu wszyscy podeszli z dystansem. Wielu wyraziło poparcie dla jego manifestu jednocześni dodając, że to co zrobił było nieco lekkomyślne. Pojawiły się żartobliwe komentarze np:

„Pomimo, że wszyscy w mieście się uśmiali, bo to było zabawne. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tego co zrobił w sądzie, ale uważam, że jego rodzice nie będą zadowoleni”

Boston został oskarżony o zakłócanie porządku oraz o kolejne posiadanie marihuany. Za znieważenie powagi sądu skazano go na 10 dni aresztu oraz 3000 dolarów grzywny.

Z pewnością wiedział, że za taką formę protestu spotka go kara, jednak postanowił podjąć to ryzyko, dzięki czemu o jego manifeście zrobiło się głośno. Kontrowersyjne metody często stają się jedynym sposobem zwrócenia uwagi na pewne sprawy.

Kolejne posiedzenie w jego sprawie zaplanowano na 14 kwietnia.

Przeszło wam przez myśl czasem, by rzucić to wszystko i wyjechać… No właśnie, gdzie? Takie pytanie postawiły sobie trzy kobiety mające dość zgiełku miasta, a decyzja jaką wybrały – nas nie dziwi. Porzuciły one życie w mieście na rzecz uprawy konopi indyjskich na swojej farmie pełnej zwierząt

Lexie (28 lat), Amy (31lat) i 39-letnia Doris porzuciły tempo jakie narzuca życie w mieście na rzecz uprawy konopi indyjskich oraz karmienia zwierząt hodowlanych. Wszystko zostaje na bieżąco relacjonowane na koncie Instagram @girlsgoneoffgrid

Kobiety porzuciły życie w mieście na rzecz uprawy konopi na farmie pełnej zwierząt

„Na początku stwierdziliśmy, że możemy zyskać widzów dzięki naszemu seksapilowi, a z czasem każdy z nich zobaczy, że my naprawdę zajmujemy się farmą.”

Jeszcze w ubiegłym roku na farmie były uprawiane konopie przemysłowe, jednak hrabstwo, w którym mieszkają kobiety zakazało komercyjnych upraw. Doris przyznała, że swego czasu była „totalną stonerką”, ale z czasem dotarło do niej, że „nie da rady być produktywnym na haju”. Od tego czasu na farmie obowiązuje bezwzględny zakaz palenia aż do wieczora.

Opieka nad zwierzętami nie ogranicza się do posiadania kilku pupili. Farma jest pełna zwierząt hodowlanych m.in. 40 kur, 15 kaczek, 60 kóz, 65 owiec, osiem perliczek, trzy alpaki, dwa indyki, dwa konie, dwa pasy, dwa koty i jedna świnia – trochę tego jest…

Farma, na której mieszkają i pracują kobiety znajduje się godzinę jazdy od najbliższego miasta. Mieszkanie na farmie zmusiło je do nauczenia się wielu praktycznych umiejętności. Od układania rur PCV, po naprawę drobnych usterek, wymianę oleju w maszynach czy nawet montowania własnych paneli słonecznych.

„Najbardziej jestem dumna z tego, że nauczyłam się obsługiwać piłę łańcuchową”

– mówi Doris

„Niewiele osób, które znam jest w stanie komfortowo obsługiwać piłę łańcuchową. Jest to jedna z niebezpieczniejszych prac na farmie”

– dodaje

Doris wychowywała się w zamożnym gospodarstwie domowych w San Francisco. Przeprowadzka na farmę zmusiła ją do zmiany stylu życia – porzucenia szpilek i designerskich ubrań.

Ojciec Doris sprzedał swoją firmę zajmującą się dystrybucją piwa, wtedy Doris rozpoczęła działalność w zakresie nawozów organicznych oraz podzielała zainteresowanie produkcją żywności. Całe zainteresowanie i chęć zaangażowania się wynikała z marzeń o własnej farmie.

„Praca na roli, spotykanie się z rolnikami, oglądanie tego całego badziewia, którym spryskują naszą żywność, uświadomiło mi, że wole sama wyhodować to, co mam zjeść. Najlepszą rzeczą jaką zyskałam, dzięki pracy na farmie to wiedza, którą zdobyłam. Sprzedanie nawozu rolnikom nie jest takie proste. Trzeba wiedzieć co stoi za tym, że ten nawóz jest dobry”

– relacjonuje Doris

– mówi Doris.

„Brałam udział w kursach, czytałam książki i uczyłam się gleboznawstwa, patologii roślin, mikrobiologii itp. Tego rodzaju umiejętności są kluczowe dla prowadzenia udanego gospodarstwa”.

– dodaje

Życie na farmie może być prezentowane wraz z setką zabawnych, towarzyszących elementów. „Większość naszych problemów na ranczu dotyczy zwierząt hodowlanych. Przy tak wielu zwierzętach dzieje się tu bardzo wiele” – mówi.

„Czasem jest to owca utknięta z szermierką na szyi, a czasem rodząca koza. Zdarza się też tak, że na farmę przyjdzie kojot i będzie próbował zabić moje kurczaki. Raz niedźwiedź zjadł połowę świni, którą odnaleźliśmy dopiero rano. Wciąż żywa, jednak niezdolna do przeżycia. To straszny widok”

– mówi w przerażeniu

„W takiej sytuacji muszę wziąć broń i odstrzelić świnię. Jest to najsmutniejsza część pracy, kiedy zwierzę jest chore, ranne lub urodziło się zdeformowane i trzeba je odstrzelić”

– dodaje ze smutkiem Doris.

W 2020 roku działalność Doris ma się zdecydowanie rozszerzyć. Na farmie powstaną małe domki możliwe do wynajęcia poprzez Airbnb. Dodatkowo na farmie odbywać się będą zajęcia jogi oraz dostępne będą nalewki ziołowe. Kobiety pracujące na famie deklarują, że nigdy nie wrócą do życia w mieście – choć to nie znaczy, że bez dostępu do sieci czują się świetnie.

„Planuje wychować tu swoje dzieci. Duchem jestem przedsiębiorcą, więc zawsze moje działania będą skupiać się na poszerzeniu biznesu. Niezależnie od tego czy będą to produkty czy usługi, to na pewno będzie obracać się wokół prezentowanego stylu życia”

– mówi Doris

– dodaje.

„Jeśli chodzi o minusy życia na farmie, to czasem chętnie zamówiła bym coś do jedzenia. Niestety nie da się, nie ma nic w okolicy. W tym celu zastępuje to tym, że gotuję wszystko od zera. Staram się nie jeść przetworzonej żywności. Czasem po 15-godzinnym dniu pracy, oddałabym wszystko, żeby móc zamówić coś na wynos”

– dodaje z uśmiechem Doris.

Ostatnie artykuły

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.