Peter Lemon pod wpływem marihuany stawił czoło dwóm falom komunistów z Vietkongu.

Peter Lemon

Aby zasłużyć na zaszczyt bycia odznaczonym Medal of Honor należy wykazać się męstwem znacznie bardziej wykraczającym poza klasyczne znaczenie tego pojęcia – trzeba wykazać się także brawurą, a to już duże ryzyko ponieważ tylko najodważniejsi potrafią być gotowi na poświęcenie swojego życia w obronie kompanów. Właśnie taką postawą wykazał się Peter Lemon.

Reklama

I tacy są właśnie Ci odznaczeni Medal of Honor. Wykazali się bohaterską i godną naśladowania postawą zarówno na polu bitwy, jak i w życiu prywatnym. To herosi, którzy wypełniają rzetelnie swoje wojenne obowiązki niezależnie od okoliczności. Tak jak było to w przypadku bohatera naszej opowieści – Petera Lemona, który pod wpływem marihuany, w pojedynkę stawił odpór zmasowanemu szturmowi Komunistycznej Armii Wietnamu.

Przyszły heros urodził się w Kanadzie

Peter Lemon już na zawsze pozostanie na liście obywateli najbardziej zasłużonych dla Stanów Zjednoczonych, ale w rzeczywistości przyszedł na świat w Kanadzie. Urodził się 5 czerwca 1950 roku, w Toronto, w rodzinie posiadającej wojenne tradycje. Do Stanów Zjednoczonych mały Peter przeprowadził się z rodzicami gdy miał zaledwie 2 latka – jego tata otrzymał nieźle płatną posadę w małym miasteczku Alabaster, w stanie Michigan.

To właśnie w Alabaster mały Peter przez całe swoje dzieciństwo dojrzewał w atmosferze przesyconej duchem patriotyzmu i zwłaszcza, antykomunizmu. Peter Lemon otrzymał amerykańskie obywatelstwo gdy miał 11 lat i wyrósł na zagorzałego patriotę swojej nowej ojczyzny – młodzieńca, który był chętny i gotowy pomóc krajowi, w którym się wychował. Taka okazja nadarzyła się później, gdy przyszedł czas wojny w Wietnamie.

28 lutego 1969 roku, tuż przed swoimi 19-stymi urodzinami, Peter wstąpił do wojska i został skierowany na podstawowe szkolenie militarne do sławnego Fort Knox.

Stworzony do służby w armii

Codzienne życie w rygorze wojskowym prowadzone na terenie Fort Knox nie było łatwe. Wszyscy rekruci musieli być przygotowani w maksymalnym stopniu na zagrożenia czyhające na nich w przepastnych i zdradliwych wietnamskich dżunglach. Wyczerpujące treningi i nieustanna presja sprawiały, że wielu rekrutów po prostu wymiękało, ale nie Peter Lemon – on to po prostu kochał.

Będąc chłopakiem, Peter był niezłym urwisem i nigdy nie mógł usiedzieć w jednym miejscu, cały czas poszukiwał nowych, często ryzykownych, wyzwań. Już mając 7 lat nauczył się strzelać z broni długiej i nawet zorganizował własną ekipę strażników wraz z kolegami z sąsiedztwa. Ale trening strzelecki był tylko kolejnym przystankiem na drodze pełnej wyzwań, jakie wciąż stawiał sobie niepokorny chłopak.

Już będąc w wojsku, mody Peter bardzo szybko zaskarbił sobie szacunek kolegów oraz przełożonych i został dowódcą oddziału – co uznawał za zaszczyt i do czego podchodził bardzo odpowiedzialnie. Żołnierze pod wodzą Petera Lemona górowali nad kompanami z innych oddziałów jeżeli chodziło o wyniki treningowe – i to we wszystkich aspektach sztuki wojennej. Na ten sukces złożyło się m. in. to, że Peter nie zmuszał podwładnych do wypełniania obowiązków, ale raczej stanowił dla nich przykład, który starali się naśladować.

Jako wyróżniający się uczeń w swojej grupie, Peter został wysłany do Fort Polk w stanie Luizjana, gdzie miał odbyć zaawansowany kurs strzelecki. Tutaj również należał do elity wśród uczniów i jego przełożeni zadecydowali, że jest gotów stawić czoła realnemu przeciwnikowi na prawdziwym polu bitwy – 24 czerwca 1969 roku Peter Lemon wsiadł na pokład Boeinga 707 i trafił do Południowego Wietnamu.

Już po kilku miesiącach spędzonych w Wietnamie Peter Lemon nie był tym samym człowiekiem, który z wielkim podnieceniem wsiadał na pokład Boeinga 707. Od czas swojego pobytu w tym azjatyckim kraju jego patriotyczny duch i wiara w szlachetne ideały prysły, jak szklana szybka. Widział mnóstwo przypadków bestialstwa swoich własnych kompanów i oficerów. Wierzył do tej pory, że jego kraj prowadzi wojnę przeciwko komunistycznej zarazie, a brutalna rzeczywistość sprawiła, że usunął mu się grunt pod nogami i jego dotychczasowe wyobrażenia o wojnie legły w gruzach. Jedynym celem Petera stało się po prostu przetrwanie tego okrutnego.

Wraz z upływem dni Peter Lemon coraz to bardziej podupadał psychicznie. Nieustannie dręczył się mnóstwem pytań i zaczął poszukiwać sposobu, który pomógłby mu stanąć na nogi i nieco odciążyć skołataną głowę. Tak się składało, że w amerykańskiej armii popularnym „odstresowywaczem” była marihuana, którą żołnierze palili, aby nie popaść w totalną depresję i monotonię. Peter bardzo szybko odkrył, że marihuana pomaga mu w tej kwestii i został regularnym palaczem zioła.

Jako sierżant w Kompanii E, w 2. Batalionie, 1 Dywizji Kawalerii, Peter Lemon był jednym z żołnierzy, którym powierzono zadanie utworzenia bazy artyleryjskiej Illingworth, w prowincji Tay Ninh, co miało miejsce w marcu 1970 roku. Baza Illingworth była jedną z nielicznych amerykańskich baz znajdujących się wzdłuż granicy z Kambodżą. Zadaniem tej, do której był skierowany Peter Lemon, było zapewnianie wsparcia artyleryjskiego frontowym jednostkom daleko w głębi terytorium wroga.

Baza Illinghworth pełniła także jeszcze jedną, być może i ważniejszą rolę – służyła jako swoisty wabik na czające się w przepastnej dżungli hordy wojsk komunistów z Wietnamu Północnego. Amerykański fort stał samotnie w jej sercu i mógłby być otoczony przez wroga z każdej strony.

Ale komuniści doskonale zdawali sobie sprawę, że atakując bazę mogą znaleźć się pod ostrzałem amerykańskiej artylerii i lotnictwa. Przyjęli inną taktykę – postanowili rzucić się na Illingworth całą chmarą, ale pod osłoną nocy. Wówczas artyleria wroga i jego lotnictwo byłyby bezużyteczne, ponadto istniałoby ryzyko, że Amerykanie zbombardowaliby w mrokach nocy własne jednostki.

Peter Lemon stawił czoło dwóm falom komunistów z Vietkongu

Peter Lemon

Tak naprawdę codzienne życie i monotonia wynikająca z rutyny były dla Lemona i jego towarzyszy broni bardzo nudne. Pomiędzy patrolami większość dni spędzali po prostu paląc marihuanę, aby czas upływał im szybciej. 31 marca Peter Lemon akurat wrócił wraz ze swoim plutonem z wieczornego patrolu i udał się na nocny spoczynek.

Tej nocy nie było dane amerykańskim żołnierzom zaznać spokoju. Tuż przed północą radary naziemne ujawniły masowy ruch jednostek wroga nacierający z głębi dżungli. Dowódca bazy Illingworth, porucznik Michael John Conrad wiedział, że jest to szturm komunistów z Wietnamu Północnego i rozkazał własnym jednostkom prewencyjny ostrzał artyleryjski terenu wokół bazy, aby „przekazać” agresorom, że zdaje sobie sprawę z jego ataku i jest na niego przygotowany.

Peter Lemon wraz z innymi żołnierzami momentalnie wybudzeni alarmem ze snu, stanęli na posterunkach gotowi bronić bazy, ale… atak nie nadchodził i zaległa ogłuszająca cisza. Dowódca odwołał alarm bojowy po dłuższym czasie i żołnierze powrócili do swoich łóżek, ale oczywiście nie byli w stanie zasnąć – wyczuwali, że wróg jest w pobliżu i tylko czyha, aby zaskoczyć ich gwałtownym, zmasowanym atakiem.

I wówczas na pomoc znerwicowanym Amerykanom przyszła marihuana. Peter Lemon upalił się na tyle mocno, że wyostrzyły się jego zmysły. Szturm komunistów nadszedł już 1 kwietnia, o godz. 2:17, w Prima Aprillis – to wówczas pierwsze wietnamskie rakiety uszkodziły anteny radiowe w bazie Illingsworth. Tuż po tym agresor zasypał teren jednostki ostrzałem artyleryjskim, po czym do szturmu rzuciło się ponad 400 żołnierzy Vietkongu. Amerykanów było dwa razy mniej, bo tylko 220 i po zniszczeniu anten stacji radiowej nie mieli możliwości wezwać wsparcia co sprawiało, że zmuszeni byli bronić się do ostatniego żołnierza.

W momencie ataku Peter Lemon był już na swoim stanowisku, na które dotarł w błyskawicznym tempie. Gdy tylko zdążył chwycić za karabin maszynowy 50 cal. pojawiła się fala gotowych na wszystko żołnierzy Vietkongu. Peter tak długo pakował kulki w nacierających komunistów, aż zaciął mu się przegrzany sprzęt.

Następnie chwycił swój karabin, który ponownie w pewnym momencie odmówił mu posłuszeństwa zacinając się. Gdy nie miał już żadnej broni ręcznej walczył gołymi rękoma i podobno w ten sposób zabił co najmniej jednego komunistę.

I wówczas doszło do nieplanowanej przez obie strony sytuacji. Dzień wcześniej do amerykańskiej bazy dowieziono 40 ton 8-calowych pocisków artyleryjskich. Co ciekawe, przez pomyłkę, bo amunicja nie miała trafić do Illingworth. Podczas nocnej bitwy wietnamskie pociski trafiały w różne zabudowania Illingworth i w pewnym momencie doszło do wybuchu zgromadzonej w bazie amunicji artyleryjskiej. W potężnej eksplozji zginęło mnóstwo Amerykanów, ale równie dużo Wietnamczyków.

Impet i skala wybuchu powaliły Petera Lemona na ziemię. Zdołał się jednak podnieść i nawet dociągnąć rannego kolegę do najbliższego punktu pomocowego. Mało tego, nie zważając na własne rany, chwycił wiązkę granatów i ruszył ponownie na linię walki!

Gdy próbował przedostać się do kompanów na drugiej stronie bazy ponownie został ranny, tym razem w wyniku ostrzału karabinowego prowadzonego przez Wietnamczyków. Mimo tego nie zaprzestał walki i wciąż prowadził wymianę ognia z napastnikami. W końcu wycieńczony i osłabiony upływem krwi, Peter Lemon stracił przytomność.

Z każdej strony sypią się nagrody

Gdy się obudził było już po wszystkim. Okazało się, że ktoś przeciągnął go do stacji pomocowej, ale po odzyskaniu przytomności Lemon odmówił poddania się hospitalizacji uznając, że jego rany są niczym wobec tych, które odnieśli jego koledzy. Finalnie wszyscy amerykańscy żołnierze otrzymali pomoc, ponieważ nad ranem w bazie pojawiły się helikoptery, które przetransportowały rannych do innych baz.

Pomimo fatalnego położenia w obliczu wietnamskiej agresji, żołnierzom udało się odeprzeć nocny atak w iście bohaterskiej manierze. Z pośród Amerykanów broniących Illingworth 12 otrzymało Purpurowe Serca, kilku Srebrne i Brązowe Gwiazdy, dwóch Krzyże Wybitnej Służby, a jeden Medal of Honor. Zaszczyt ten przypadł właśnie Peterowi Lemonowi, sierżantowi, który upalony marihuaną stoczył walkę ponad swoje siły w obronie… no właśnie, czego?

Przez kilka następnych dekad, Peter odmawiał noszenia tego zaszczytnego odznaczenia. Jak większość jego tamtejszych towarzyszy był rozgoryczony faktem, iż baza Illingworth miała zostać przeznaczona niejako na stracenie z racji bycia przynętą na komunistyczne wojska. Swój Medal of Honor Peter Lemon trzymał… w pudełku na buty. Nie mógł patrzeć na piękny medal ponieważ nie przywoływało to w nim przyjemnych wspomnień.

Wiele lat później dotarło jednak do niego, że przecież wówczas, 1 kwietnia 1970 roku nie walczył tylko za kraj, do którego miał żal, ale chciał ratować przecież swoich kompanów, towarzyszy broni. Uważał, że należy docenić bohaterstwo także innych żołnierzy, którzy dali odpór wietnamskiej nawale.

Reklama

W końcu Peter Lemon zaczął nosić przyznane mu odznaczenie – nie aby łechtać swoją próżność, ale ku pamięci wszystkich amerykańskich żołnierzy broniących bazy Illingworth przed komunistami.

Reklama

Ostatnio popularne

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Poczytaj więcej

Aktualności

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany” – żali się Ryszard Czarnecki we wpisie na platformie X. Czarnecki wyraził swoje zaszokowanie sytuacją, która ma miejsce w Parlamencie Europejskim, a konkretnie w w części budynku nazwanej na cześć Salvadora de Madariaga. Zgadniecie Europosłowie z jakiego kraju palą w PE zioło? Czarnecki Zwrócił też uwagę na nietypowy wystrój pokoju, w którego wydobywa się aromat palonych konopi. 

Reklama

W budynku Parlamentu Europejskiego w Strasburgu panuje „wszechogarniający zapach marihuany”

Europoseł z ramienia PiS Ryszard Czarnecki, podzielił się na platformie X swoją frustracją związaną z… paleniem marihuany w budynku Parlamentu Europejskiego.

Na korytarzu wszechogarniający zapach marihuany. Dochodzi z biura jednej z niemieckich europosłanek. Biuro jest otwarte. Nie ma w nim mebli, a osoby tam pracujące… siedzą na matach leżących na podłodze! To budynek Parlamentu Europejskiego w Strasburgu, a konkretnie jego cześć nazwana na cześć Salvadora de Madariaga. Zapach 🇪🇺 Anno Domini 2026? Szok!

-czytamy we wpisie na platformie X.

wszechogarniający zapach marihuany

Nie do końca wiadomo co bardziej zszokowało Richarda – palenie marihuany, siedzenie na matach w pokoju bez mebli czy fakt, że byli to Niemcy.

Ciekawy jest też motyw flagi Unii Europejskiej i zdanie sugerujące, że jest to zapach Europy w obecnych czasach. Bardzo byśmy sobie tego życzyli, aczkolwiek Czarnecki chyba jednak nieco przesadził. 

Niestety nie udało się nam znaleźć jakiejkolwiek wypowiedzi posła Czarneckiego, która by krytykowała picie alkoholu w Polskim Parlamencie, który przez lata lał się tam strumieniami.

Reklama

W komentarzach użytkownicy platformy krytykują też posła Czarneckiego za oburzanie się marihuaną podczas gdy jego syn, Przemysław Czarnecki, jest uczestnikiem patologii, która nazywa się Fame MMA.

Reklama

Nasiona marihuany, czy też będąc dokładniejszym – konopi indyjskich to najistotniejsza kwestia, aby móc cieszyć się dobrym i jakościowym plonem. Właściwy wybór nasion ma kluczowe znaczenie dla powodzenia całej uprawy. Odpowiednio dobrane nasiona to lepsza wydajność roślin, jakość przyszłych plonów oraz zdolność adaptacji roślin do określonych warunków środowiskowych. Podjęcie dobrej decyzji już na początku pozwala uniknąć wielu problemów i znacznie ułatwia późniejszą pielęgnację. Dzięki zdobyciu wiedzy o nasionach – łatwiej wybrać z gąszczu producentów to, co nas interesuje najbardziej. Oto więcej informacji.

Reklama

Nasiona marihuany – podstawowe informacje

Nasiona stanowią zawsze pierwszy element uprawy, to od kiełkowania nasion zaczyna się cała zabawa w ogrodzie i to ich jakość ma decydujący wpływ na powodzenie uprawy.  Warto podkreślić, że same nasiona nie zawierają substancji psychoaktywnych, dlatego w wielu krajach ich posiadanie jest legalne.

Każde nasiono marihuany posiada kilka charakterystycznych elementów:

Łupina nasienna – twarda zewnętrzna warstwa chroniąca zarodek przed uszkodzeniami. Dobre nasiona są zwykle twarde i mają ciemnobrązowy lub szarawy kolor z marmurkowym wzorem.

Zarodek – najważniejsza część nasiona, z której rozwija się przyszła roślina.

Kolor nasiona – im ciemniejsze nasiono, tym zazwyczaj bardziej dojrzałe i zdrowsze. Jasne lub zielonkawe nasiona mogą być niedojrzałe i mieć gorszą zdolność kiełkowania.

Twardość – zdrowe nasiona są twarde i odporne na nacisk. Miękkie mogą być uszkodzone lub martwe.

Wzór na łupinie – charakterystyczne marmurkowe lub cętkowane wzory są oznaką dojrzałości nasiona.

Nasiona marihuany – rodzaje

Wyróżniamy cztery rodzaje nasion ze względu na ich genetykę:

Nasiona regularne

Regularne nasiona marihuany są najbardziej naturalną formą nasion konopi. Z takich nasion mogą wyrosnąć zarówno rośliny męskie, jak i żeńskie, zwykle w proporcji około 50/50. Ponieważ charakteryzuje je stabilna jakość, są szczególnie cenione przez doświadczonych hodowców oraz osoby zajmujące się tworzeniem nowych odmian.

Regularne nasiona wykorzystywane są obecnie głównie w projektach hodowlanych. Rośliny męskie wytwarzają pyłek, który jest niezbędny do zapylania roślin żeńskich. Dzięki temu możliwe jest tworzenie nowych odmian oraz utrwalanie pożądanych cech genetycznych.

Zalety nasion regularnych:

  • umożliwiają tworzenie własnych odmian poprzez krzyżowanie

  • brak ingerencji w naturalny cykl rośliny (brak feminizacji)

  • wysoka stabilność genetyczna roślin

Wady nasion regularnych:

  • konieczność identyfikacji i usuwania roślin męskich, jeśli celem jest uzyskanie kwiatów

  • większe wymagania dotyczące wiedzy i doświadczenia ogrodnika

Nasiona feminizowane

Nasiona feminizowane powstają w procesie, który sprawia, że niemal wszystkie rośliny wyrastające z takich nasion są żeńskie. Osiąga się to poprzez specjalne techniki hodowlane, polegające m.in. na opryskami środkami zawierającymi srebro koloidalne. Żeńskie rośliny to właśnie te, które wytwarzają kwiaty, a nie nasiona.

Duża popularność nasion feminizowanych wynika przede wszystkim z wygody uprawy. Ponieważ rośliny żeńskie wytwarzają kwiaty bogate w THC i inne kannabinoidy, ogrodnik nie musi martwić się o usuwanie roślin męskich ani o przypadkowe zapylenie.

Korzyści dla ogrodnika:

  • niemal pewność uzyskania wyłącznie roślin żeńskich

  • większa efektywność uprawy

  • lepsze wykorzystanie dostępnej przestrzeni

Nasiona automatyczne (autokwitnące, autoflowering)

Tzw. odmiany automatyczne wyróżniają się tym, że rozpoczynają kwitnienie niezależnie od długości dnia i nocy. W przeciwieństwie do klasycznych odmian fotoperiodycznych nie wymagają zmiany cyklu oświetlenia, aby wejść w fazę kwitnienia.

Charakterystyczną cechą odmian automatycznych jest z góry określony cykl życia. Niektóre z nich potrzebują jedynie około 8–10 tygodni od momentu kiełkowania do zbiorów. 

Na temat nasion autokwitnących panuje wiele mitów takich jak to, że są odpowiednie dla osób początkujących, że są dyskretnie małe oraz bardzo szybko dają plon, a ogrodnik nie musi mieć żadnej wiedzy o uprawie – tylko, że to wszystko nie prawda, a szerzej temat nasion autoflowering i mitów na ich temat opisaliśmy T U T A J

Nasiona Fast Version

Nasiona Fast Version zostały stworzone z myślą o ogrodnikach, którym zależy na skróceniu czasu uprawy przy jednoczesnym zachowaniu wysokiej jakości plonów. Powstają poprzez skrzyżowanie odmian fotoperiodycznych z genetyką automatyczną, co skutkuje znacznie szybszym kwitnieniem.

Rośliny z tej kategorii mogą osiągać pełną dojrzałość nawet o 2 do 4 tygodni szybciej niż tradycyjne odmiany. Zazwyczaj potrzebują około 6–7 tygodni od rozpoczęcia fazy kwitnienia do zbiorów.

Odmiany Fast Version są szczególnie polecane ogrodnikom w regionach o krótszym sezonie kwitnienia. Dzięki szybszemu dojrzewaniu rośliny są mniej narażone na chłody i wilgoć pojawiające się jesienią, a także dojrzewają w większym natężeniu światła słonecznego.

Ich zalety to między innymi:

  • krótszy czas oczekiwania na zbiory

  • mniejsze ryzyko problemów pogodowych lub chorób

Jak wybrać odpowiednie nasiona marihuany?

Dobór właściwych nasion to jeden z najważniejszych etapów planowania uprawy, a często najważniejszy. Od tej decyzji zależy zarówno przebieg całego procesu uprawowego, jak i końcowy efekt w postaci jakości oraz ilości plonów.

Duże znaczenie ma również sposób prowadzenia uprawy. W chłodniejszych regionach dobrze sprawdzają się odmiany Fast Version, które szybciej dojrzewają i są bardziej odporne na zmienne warunki atmosferyczne. W cieplejszym klimacie można pozwolić sobie na odmiany o dłuższym okresie kwitnienia.

W przypadku uprawy indoor istotne są także takie czynniki jak wysokość rośliny czy jej zdolność adaptacji do ograniczonej przestrzeni.

W opisach odmian podawanych przez producentów można znaleźć wiele przydatnych informacji, takich jak:

  • poziom THC i CBD

  • czas kwitnienia

  • potencjalny plon (g/m² lub g/roślina)

  • wysokość roślin

  • profil terpenowy odpowiedzialny za smak i aromat

Najczęstsze błędy przy wyborze nasion

    • wybór odmian niedostosowanych do lokalnego klimatu

    • niedopasowanie rodzaju nasion do poziomu doświadczenia

    • zakup nasion z niepewnych źródeł

    • brak uwzględnienia dostępnej przestrzeni uprawowej

Legalność nasion marihuany w Polsce i na świecie

W Polsce posiadanie nasion marihuany jest legalne, o ile są one przechowywane w celach kolekcjonerskich. Można je kupować oraz sprzedawać, jednak ich wykorzystanie do uprawy roślin zawierających THC pozostaje nielegalne i w żadnym wypadku to tego nie namawiamy.

Przepisy dotyczące nasion marihuany różnią się w zależności od kraju. W niektórych państwach regulacje są bardziej liberalne.

Holandia – sprzedaż i posiadanie nasion są legalne, a niewielka uprawa jest tolerowana.
Hiszpania – posiadanie nasion i prywatna uprawa na własny użytek są dopuszczalne.
Niemcy – posiadanie nasion jest możliwe, jednak uprawa wymaga odpowiednich zezwoleń.
Czechy – dopuszczalna jest uprawa do pięciu roślin na własny użytek.

Kupowanie nasion od sprawdzonych sprzedawców zmniejsza ryzyko związane z niską jakością produktu oraz problemami prawnymi. Renomowane sklepy oferują szczegółowe opisy odmian i gwarancję kiełkowania.

Gdzie kupić nasiona marihuany?

Zakupy w sklepach internetowych zapewniają znacznie większy wybór odmian, często w atrakcyjniejszych cenach. Dodatkowo można zapoznać się ze szczegółowymi opisami produktów oraz opiniami innych klientów. Sklepy stacjonarne z kolei umożliwiają bezpośredni kontakt ze sprzedawcą i uzyskanie fachowej porady.

Jednym z polecanych sklepów internetowych jest nasionamari.pl. Sklep oferuje szeroki wybór nasion marihuany od znanych producentów. Klienci mogą zapoznać się z dokładnymi opisami odmian, informacjami dotyczącymi poziomu THC i CBD, czasu kwitnienia oraz wymagań uprawowych.

Dodatkowym atutem jest dyskretna wysyłka oraz bezpieczne metody płatności, co sprawia, że zakupy są wygodne i bezpieczne.

Reklama

Przypominamy, że w Polsce uprawa konopi innych niż włókniste jest prawnie zabroniona i zagrożona karą więzienia. Tekst jest kierowany do polskojęzyczych obywateli krajów gdzie uprawa konopi indyjskich jest zgodna z prawem.

Reklama

W części niemieckich sklepów sieci Netto, w ofercie pojawiły się nasiona konopi indyjskich. Nasiona sprzedawane pod marką Gutmut Saatgut są dostępne jako artykuły promocyjne w dziale ogrodniczym – pomiędzy nasionami ziół i warzyw. Na chwilę obecną dostępne są m.in. odmiany „White Runtz” czy „L.A. Kushcake”. A czy wy skusilibyście się na nasiona z dyskontu? 

Reklama

Niemcy: Netto wprowadza do oferty nasiona konopi indyjskich

Jak do tej pory, odkąd w Niemczech wprowadzono częściową legalizację marihuany, produkty związane bezpośrednio z ziołem to nadal temat mocno niszowy. To się jednak zaczyna zmieniać, a konopie indyjskie i rzeczy z nimi związane, co raz częściej wchodzą do codziennego życia jako kolejny produkt dostępny na rynku.

Dlatego do gry wkroczyła sieć dyskontów Netto i w części swoich sklepów wprowadziła nasiona konopi indyjskich, póki co testowo chcąc sprawdzić popyt na nowy produkt.

Dla sprzedawców detalicznych jest to swojego rodzaju próba generalna. Po raz pierwszy nasiona konopi są szeroko dostępne w tradycyjnych supermarketach. Sieć dyskontów nie oferuje gotowych produktów z konopi. Eliminuje to ryzyko prawne związane z takimi produktami.

Uważamy, że wprowadzenie ich do supermarketów to logiczny i spójny rozwój po wprowadzeniu ustawy o konopiach indyjskich. Nasiona konopi – podobnie jak inne produkty nasienne – powinny być dostępne w transparentnych, regulowanych kanałach sprzedaży detalicznej.

-mówi Florian Kröckel, współzałożyciel marki Gutmut. 

Pakiety kosztują 14,99 euro i każdy zawiera trzy nasiona . Oferowane są trzy odmiany: „LA Kush Cake”, „White Runtz” i „Sour Diesel”.

Odmiany zostały wybrane we współpracy z Netto Marken-Discount, aby przyciągnąć zarówno zainteresowanych początkujących, jak i doświadczonych ogrodników-amatorów

– poinformował Gutmut Saatgut w komunikacie prasowym.

nasiona konopi
Oferta nasion konopi indyjskich w niemieckim Netto

Eksperci postrzegają to jako kolejny krok w kierunku normalizacji legalnej uprawy domowej – obok klubów społecznościowych i stowarzyszeń, w ramach których można uprawiać konopie indyjskie na własne potrzeby. Sprzedawcy detaliczni, handlujący nasionami konopi indyjskich, muszą przestrzegać ograniczeń wiekowych i informować klientów o ograniczeniach dotyczących uprawy domowej. Jednak odpowiedzialność za legalność zakupów spoczywa na samych kupujących.

Reklama

Póki co nasiona wprowadzono do oferty w ramach testowania popytu do 255 sklepów na terenie Berlina i północno-wschodnich Niemiec.

Reklama

Wywożenie medycznej marihuany za granice -1 lipca 2026 wejdą w życie zmiany. Do tej pory pacjenci uzyskiwali niezbędne zaświadczenie zwracając się do Wojewódzkiego Inspektora Farmaceutycznego (WIF), szczególnie w przypadku podróży w obrębie strefy Schengen. Procedura ta jest stosunkowo prosta, a przepisy nie określają jednego, ścisłego okresu ważności dokumentu. Jednak od lata wszystko ma się zmienić, niestety na gorsze, a sama procedura będzie bardziej skomplikowana. Więcej informacji znajdziesz w artykule.

Reklama

Wywożenie medycznej marihuany za granicę – zmiany w przepisach

Na chwilę obecną podróżowanie po UE z medyczną marihuaną nie jest skomplikowane, wystarczy zgłosić się do Wojewódzkiego Inspektoratu farmaceutycznego (WIF) po zaświadczenie i to wszystko.

Procedura jest stosunkowo prosta, a przepisy nie określają jednego, ścisłego okresu ważności dokumentu.

Jednak już od 1 lipca 2026 r. obowiązywać będą bardziej sformalizowane zasady. Zaświadczenie WIF zostanie zastąpione imiennym pozwoleniem GIF, sporządzanym według nowych, zabezpieczonych wzorów. Dokument będzie ważny maksymalnie 30 dni. Natomiast wniosek o taki dokument należy złożyć najpóźniej 15 dni przed planowanym wyjazdem / wylotem.

Konieczne będzie również przedstawienie pełnej dokumentacji medycznej potwierdzającej zasadność terapii. Do tej pory pozwolenie na wywóz medycznej marihuany za granicę wydawane było na podstawie recepty.

Najważniejsze zmiany:

  • Dokument – do tej pory było to zaświadczenie z WIF (strefa Schengen). Teraz będzie to imienny dokument wystawiany przez GIF na nowym wzorze i z nowymi zabezpieczeniami.
  • Ważność – do tej pory nie obowiązywał żaden ścisły limit czasowy. Teraz będzie on wynosił maksymalnie 30 dni
  • Czas – do tej pory można było uzyskać zaświadczenie WIF nawet na 2 dni przed wyjazdem. Teraz należy się zgłosić do GIF najpóźniej 15 dni przed podróżą.
  • Zakres dokumentacji – do tej pory zaświadczenie otrzymywało się na podstawie recepty. Teraz konieczne będzie przedstawienie pełnej dokumentacji medycznej uzasadniającej korzystanie z terapii medyczna marihuaną

Jak złożyć wniosek o wywóz medycznej marihuany za granicę?

Pacjent planujący wyjazd z lekami zawierającymi substancje odurzające lub psychotropowe może złożyć wniosek przez ePUAP / e‑Doręczenia. Oto najprostszy sposób krok po kroku:

Reklama
  1. Załóż profil zaufany lub użyj kwalifikowanego podpisu elektronicznego.

  2. Zaloguj się do ePUAPhttps://epuap.gov.pl

  3. Wybierz formularz wniosku dotyczący przewozu leków kontrolowanych.

  4. Dołącz dokumentację medyczną: kopię recepty, zaświadczenie lekarskie, informacje o dawkowaniu i czasie terapii.

  5. Wypełnij wniosek: podaj dane pacjenta, lek, dawkę, cel i okres wyjazdu.

  6. Podpisz elektronicznie za pomocą profilu zaufanego lub podpisu kwalifikowanego.

  7. Wyślij wniosek i zachowaj potwierdzenie wpływu w systemie ePUAP.

  8. Oczekuj na decyzję GIF

Brak wymaganego dokumentu może skutkować zatrzymaniem leku podczas kontroli granicznej. W niektórych krajach przewóz takich substancji bez odpowiedniego potwierdzenia legalności terapii może prowadzić również do konsekwencji prawnych i aresztowania. Dotyczy to także medycznej marihuany, która mimo legalnego statusu w Polsce, w wielu państwach nadal podlega restrykcyjnym przepisom.

Reklama

HERO to wg. nas polska marka roku 2025 i nie tylko ze względu na najlepsze produkty czy ich ceny, chodzi o coś jeszcze. Czymś co wyróżnia HERO jest bardzo aktywne wspieranie konopnej społeczności na różne sposoby. HERO rozwijając swoją markę, poszerzając swoją ofertę o nowe produkty z charakterystycznym logo, nie szczędzi środków na wspomniane wspieranie rozwoju społeczności i branży jako takiej. Jest to przede wszystkim marka tworzona z pasją, a nie kolejny podmiot nastawiony jedynie na zysk. Bez wątpliwości można stwierdzić, że nikt nie robi w ostatnich czasach tyle dla kultury konopnej w Polsce.

Reklama

HERO – Konopna marka roku 2025

HERO to marka, która w ostatnich latach zyskała w naszym kraju rozpoznawalność dzięki swoim produktom, ale nie tylko najwyższa ich jakość jest tym, co wyróżnia tę POLSKĄ MARKĘ.

To co wyróżnia HERO to bardzo aktywne wspieranie szeroko pojętej polskiej kultury konopnej poprzez m.in. mocne wsparcie dla twórców konopnych treści informacyjno-edukacyjnych, którzy robią świetną robotę i mogą się dzięki wsparciu nadal rozwijać, jednym z nich jest np. Adi Lewandowski, który robi bardo dobrą robotę na rzecz kultury i świadomości konopnej w naszym kraju – polecamy sprawdzić T U T A J

Z marką Hero współpracuję już dobry kawałek czasu i przez ten okres zdążyliśmy zbudować naprawdę solidną relację opartą na zaufaniu. To jedna z tych marek w branży, z którymi współpraca przebiega bardzo naturalnie — bez problemów, niedomówień czy zbędnej spiny.

Skoro działamy razem już kolejny rok, to samo w sobie jest najlepszym dowodem, że ta współpraca po prostu dobrze funkcjonuje. Hero robi naprawdę dopracowane produkty i widać, że za marką stoi realne zaangażowanie w rozwój branży konopnej w Polsce. Wspierają wydarzenia, inicjatywy i różne projekty, które budują tę społeczność. Z właścicielem marki, Piotrem, znamy się też prywatnie i bardzo się przyjaźnimy, więc tym bardziej cieszę się, że mogę wspierać i pokazywać markę, która stoi za czymś więcej niż tylko sprzedażą produktów.

-powiedział nam Adi Lewandowski

Ale wspieranie twórców to oczywiście nie koniec. Marka wspiera także wszelkie konopne wydarzenia w Polsce – od dużych eventów typu targi czy konferencje po mniejsze zamknięte spotkania konopnej społeczności.

HERO wspiera także największą polską społeczność medycznej marihuany  – BudCare.pl wspierając także ich wydarzenia integracyjne.

Doceniam markę HERO za otwartość na obecność na wydarzeniach branżowych – a nawet za ich inicjowanie. Widać, że Piotr, właściciel marki, po prostu to kocha: lubi spotykać się z ludźmi i rozmawiać z nimi o produktach. Jest obecny na wszystkich wydarzeniach BudCare.

-mówi Mateusz Strzelec z BudCare.pl

HERO jako producent sprzętu do waporyzacji wspiera też kliniki konopne, a raczej ich pacjentów. W tym przypadku polega to na m.in. na przekazywaniu klinikom waporyzatorów, które potem pacjenci mogą wypożyczyć zupełnie za darmo! Jest to działanie bardzo istotne gdyż urządzenia do waporyzacji sa bardzo różne pod względem jakości oraz oczywiście ceny. Wypożyczenie różnych sprzętów na testy daje super pogląd, który będzie dla danego pacjenta najlepszy. 

Jak sami widzicie, jest to marka, która robi dla polskiej kultury konopnej oraz społeczności konopnych pacjentów bardzo wiele dlatego jesteśmy dumni z tego, że współpracuje także z portalem WeedNews, bo to m.in. dzięki ich wsparciu powstają nasze materiały, które swoją drogą są jedynymi treściami konopnymi w naszym kraju, za którymi nie stoi AI.

Sami, gdy tylko możemy wybieramy produkty HERO, ponieważ cenimy wysoką jakość produktów ale jeszcze bardziej cenimy robotę, jaką HERO wykonuje na rzecz społeczności nie szczędząc na to środków. Śmiało można stwierdzić, że nikt w ostatnim czasie nie zrobił tyle dobrego dla polskiej kultury konopnej i konopnych pacjentów. 

Natomiast co do samych produktów to znajdziecie je w wielu sklepach z konopnymi akcesoriami na terenie całego kraju, oraz online o T U T A J

Sprawdźcie też  XLUX ROFFU X HERO LIMITED EDITION – pierwszy w naszym kraju waporyzator z certyfikatem bezpieczeństwa przebadany w polskim ośrodku badawczym, który potwierdził zgodność z europejskimi normami bezpieczeństwa, bo kto jak kto, ale HERO bardzo dba o jakość swoich produktów.

Reklama

Innym ciekawym produktem od HERO, który opisywaliśmy, jest pochłaniacz dymu umożliwiający dyskretne korzystanie z konopi gdy sytuacja tego wymaga. O pochłaniaczach poczytasz T U T A J

Reklama

Blood Orange Kush to nowa odmiana od Canopy Growth (Spectrum Therapeutics), która lada dzień trafi do polskich aptek. Co ciekawe, nowy produkt Canopy Growth będzie pakowany w opakowania zawierające 15 gramów suszu. To dość znacząca różnica ponieważ do tej pory produkty od tego producenta były pakowane po 5 gramów. Większe opakowanie to też niższa cena dla pacjentów, sporo niższa. Oto więcej informacji.

Reklama

Blood Orange Kush – nowa odmiana od Canopy Growth, 15 g. w opakowaniu i niższa cena

Canopy Growth Polska (Spectrum Therapeutics) wprowadza na polski rynek nową odmianę medycznej marihuany – Blood Orange Kush.

Będzie to odmiana charakteryzująca się najwyższym poziomem THC w portfolio tego producenta.

Bardzo dobrą informacją dla pacjentów jest to, iż produkt pojawi się w zupełnie nowej dla Canopy Growth konfiguracji – w opakowaniu zawierającym 15 gramów suszu.

Jak informuje producent – większa gramatura pozwoliła na obniżenie ceny w przeliczeniu na gram o około 30%, a to już konkretna, dająca się odczuć obniżka ceny regularnej.

„Zmiana gramatury opakowania jest efektem szeroko zakrojonej modernizacji procesów produkcyjnych, kontroli jakości i logistyki, dzięki którym firma znacząco zwiększyła możliwości wytwarzania oraz zapewniła stabilność dostaw. W ostatnich latach zrealizowano kompleksowe modernizacje zakładu oraz wdrożono nowe standardy jakościowe – działania te, choć na pewnym etapie przełożyły się na czasowe ograniczenia dostępności niektórych produktów, dziś umożliwiają większą elastyczność operacyjną i skuteczniejsze reagowanie na zmieniający się rynek”

– poinformował nas producent.

Blood Orange Kush – specyfikacja odmiany

Blood Orange Kush
Specyfikacja Blood Orange Kush

Dominujące terpeny Blood Orange Kush to  Limonen, Mircen i Linalol. 

Nominalne stężenie THC w przypadku tej odmiany to 29% (+ – 10%), czyli jest to odmiana bardzo mocna w działaniu o czym powinni pamiętać początkujący i mało doświadczeni z konopiami pacjenci, którzy powinni zaczynać od niskich dawek.

Reklama

Jest to hybryda z dominacją genów typu Indica. Dobrze sprawdzi się przeciwbólowo, przeciwspastycznie czy nasennie. 

Reklama

Czy niemiecki rząd cofnie częściową legalizację zioła, która w przyszłym miesiącu będzie miała druga rocznicę wprowadzenia w życie? Na chwilę obecną ciężko cokolwiek przewidzieć jednak jest to scenariusz jak najbardziej możliwy. Wynika to przede wszystkim z obecnej sytuacji w Bundestagu, w którym po wcześniejszych wyborach z 2025 decydujący głos ma prawicowe CDU/CSU – partia, która za wszelką cenę chce powrotu dawnych przepisów i jest w stanie zrobić wiele, aby do tego doszło, jej ministrowie zaczęli w ostatnim czasie publicznie mówić o swoich planach szybkiego cofnięcia reformy. Federalna Minister Zdrowia z CDU uruchomiła też procedurę mającą cofnąć zmiany. Oto więcej informacji.

Reklama

Czy niemiecki rząd cofnie częściową legalizację zioła? Są takie plany

Federalna Minister Zdrowia Nina Warken zażądała niedawno cofnięcia CanG – ustawy częściowo legalizującej marihuanę rekreacyjną w Niemczech. Wystosowała w tej sprawie oficjalny wniosek do Bundestagu.

Wniosek został zainicjowany przez Związek Kobiet prowadzony właśnie przez Ninę Warken. Federalna Minister Zdrowia mówi o  wstępnych ocenach CanG, które mają być „znaczącymi tendencjami” w negatywnym kontekście. Mówiąc innymi słowami – Werken twierdzi, że częściowa legalizacja doprowadziła jedynie do negatywnych zjawisk takich jak znaczący wzrost spożycia marihuany. Co tak na marginesie jest kłamstwem.
 
Jej stanowisko popiera także jej partia – CDU/CSU, która jest formacją prawicową.
 
Jest to frakcja, która od samego początku jest przeciwna CanG i jakiejkolwiek reformie prawa dotyczącego konopi. Przeciwne jest także ultraprawicowe AfD, które jest obecnie drugą siłą polityczną Niemiec.
 
Na chwilę obecną rozkład sił w Bundestagu wygląda następująco:
 
  • CDU/CSU – 208 mandatów (28,5%)
  • AfD – 152 mandaty (20.8%)
  • SPD – 120 mandaty (16,4%)
  • Zieloni – 85 mandatów (11,6%)
  • Die Linke 6 mandatów (8,8%)

Dwie pierwsze partie chcą cofnięcia legalizacji i to w trybie natychmiastowym.

Co prawda na chwile obecną koalicję rządzącą tworzą CDU/CSU oraz SPD – wynika to z tego, że żadna licząca się partia polityczna w Niemczech, nie chce być kojarzona z AfD, które jest uznawane za ugrupowanie ekstremistyczne – i to na tyle, że żadna inna partia nie uznaje możliwości współpracy koalicyjnej.

Reklama

Jednak gdyby jutro w Bundestagu doszło do głosowania w sprawie przywrócenia dawnych przepisów – zarówno CDU jak i AfD głosowałyby za cofnięciem legalizacji marihuany nawet bez wcześniejszego ustalania wspólnego stanowiska. I wiele wskazuje, że taki scenariusz może się niebawem wydarzyć.

Reklama
SPD traktuje CanG jako jeden ze swoich wielkich sukcesów, dlatego będzie bronić tego, co sami stworzyli. Czy jednak przedstawiciele SPD zaryzykują zerwaniem koalicji z CDU/CSU? W takim przypadku potrzebne byłyby kolejne przyspieszone wybory ponieważ nie będzie komu utworzyć większościowego rządu.
 
Koalicja, która rządziła przed wcześniejszymi wyborami z 2025 nie uzyskała by na chwilę obecną wymaganych 316 mandatów, które są potrzebne, aby utworzyć rząd koalicyjny. A ponieważ koalicja z AfD nie wchodzi w grę – potrzebne byłyby kolejne przyspieszone wybory.
 
CDU/CSU ani AfD raczej nie zrezygnują ze swoich planów cofnięcia legalizacji, raczej należy się spodziewać natężenia wysiłków prawicy w tej sprawie.
 
Na chwile obecną ciężko jest cokolwiek przewidzieć. Gdy tylko pojawią się nowe informacje – poinformujemy o tym na naszych łamach.

Uprawa konopi zbudowana z klocków Lego? Na taki pomysł wpadł domowy ogrodnik z Niemiec, który najwyraźniej postanowił, że połączy dwie pasje – uprawę konopi oraz zamiłowanie do budowli z klocków. Efektem jego pracy jest projekt BrickGrow czyli pomieszczenie uprawowe zbudowane właśnie z klocków, które doskonale łączy te dwie zajawki ponieważ Lego służą nie tylko do celów praktycznych jak np. ściany, ale jest to też element ozdobny. 

Reklama

Uprawa konopi zbudowana z klocków Lego? Poznajcie projekt BrickGrow

BrickGrow to kanał na Instagramie, na którym możemy śledzić uprawę konopi indyjskich zbudowaną w pełni z klocków Lego.

Z zewnątrz pomieszczenie uprawowe zbudowane z klocków prezentuje się tak:

brickgrow

Oprócz samego boxa uprawowego, który jest w całości zbudowany z klocków Lego, w jego wnętrzu znajdziemy nieco rozbudowaną infrastrukturę. Jest też m.in. otaczająca roślinę fosa, przez którą nawadniane jest medium uprawowe.

Reklama

Wnętrze uprawy zbudowanej z klocków, gdzie to ludziki Lego odpowiadają za naginanie roślin, wygląda natomiast tak:

brickgrow

Reklama

Projekt BrickGrow prezentuje się bardzo oryginalnie i pokazuje, że konopie uprawiać można nie tylko w typowym namiocie uprawowym i można się pobawić w różne warianty – o ile jest to legalne i nie trzeba tego ukrywać, a wręcz można się pochwalić. Całość możecie zobaczyć na IG BrickGrow o T U T A J

Węgry nie zmieniły klasyfikacji marihuany czym złamały prawo UE – orzekł niedawno Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Węgry złamały zasady UE, głosując przeciwko wspólnemu stanowisku wspólnoty w sprawie klasyfikacji marihuany podczas posiedzenia ONZ w 2020, orzekł najwyższy sąd Unii Europejskiej. Rząd premiera Viktora Orbána stosuje politykę „zerowej tolerancji” wobec nielegalnych używek, a podczas sesji Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków w 2020 r. zagłosował przeciwko usunięciu marihuany z listy obejmującej również śmiertelnie niebezpieczne opioidy, takie jak heroina. Węgry zareagowały na orzeczenie krytyką twierdząc, iż są to „działania na rzecz liberalizacji rynku narkotykowego”, które są „błędne i niebezpieczne” i oznajmiły, że nie zmienią swojego stanowiska. Oto więcej informacji.

Reklama

TSUE: Węgry nie zmieniły klasyfikacji marihuany czym złamały prawo UE

Węgierski rząd Viktora Orbána od lat stosuje politykę „zerowej tolerancji” wobec narkotyków. Wyrazem ich stanowiska wobec marihuany było głosowanie podczas sesji Komisji Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków w 2020 r.

Przedstawiciele Węgier zagłosowali przeciwko usunięciu marihuany z listy obejmującej również śmiertelnie niebezpieczne opioidy, takie jak heroina, które jednocześnie nie mają zastosowania medycznego.

W związku ze stanowiskiem Węgier, organ wykonawczy UE, Komisja Europejska, wszczęła przeciwko postępowanie w sprawie uchybienia zobowiązaniom państwa członkowskiego, argumentując, że kraj ten sprzeciwił się stanowisku bloku przyjętemu przez kwalifikowaną większość państw członkowskich.

Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który wydał orzeczenie na korzyść Komisji Europejskiej, stwierdzając, że „Węgry nie dopełniły zobowiązań ciążących na nich na mocy prawa UE”.

TSUE uznał, że klasyfikacja narkotyków leży „w wyłącznej kompetencji Unii Europejskiej”.

Węgry, które nie mogą twierdzić, że to wspólne stanowisko jest niezgodne z prawem, naruszyły wyłączną kompetencję zewnętrzną Unii Europejskiej w tej dziedzinie i działały w sposób naruszający zasadę lojalnej współpracy

– stwierdził sąd z siedzibą w Luksemburgu 

Zgodnie z zasadą lojalnej współpracy państwa członkowskie mają obowiązek ułatwiać realizację zadań Unii Europejskiej i powstrzymać się od podejmowania wszelkich działań, które mogłyby zagrozić osiągnięciu wspólnych celów

– dodano.

Węgry zareagowały na orzeczenie potępiając „działania na rzecz liberalizacji rynku narkotykowego” jako „błędne i niebezpieczne” i stwierdzając, że nie zmienią swojego stanowiska w tej sprawie.

Reklama

Nie ulegniemy żadnym naciskom, które mogłyby kolidować z naszą krajową polityką antynarkotykową lub prowadzić kraj w kierunku liberalizacji przepisów narkotykowych

– oświadczył rząd w oświadczeniu przesłanym agencji AFP.

Reklama

Pasażer lotu z UK do Los Angeles wpadł na nietypowy pomysł i poczęstował obsługę lotu żelkami z THC. Członkowie załogi chętnie się częstowali smakowitymi żelkami kompletnie zapominając o tym, że nie powinno się brać słodyczy od obcych. Odurzona załoga została uziemiona, a służby poszukują teraz dowcipnisia, który zapewnił załodze lot życia. Oto więcej informacji.

Reklama

Poczęstował obsługę lotu żelkami z THC, załoga została na jakiś czas uziemiona

Trzech członków personelu pokładowego trafiło do szpitala po tym, jak nieświadomie spożyli artykuły spożywcze w postaci żelków, które zawierały do 300 mg THC, a to dla osoby nie używającej na co dzień konopi – bardzo duża dawka.

Pasażer miał poczęstować załogę odurzającymi żelkami już po wylądowaniu na lotnisku w Los Angeles (LAX).

Działanie THC poczuli gdy dotarli z lotniska do hotelu. Gdy poczuli pełną moc konopi zaczęli panikować, jedna ze stewardess opowiadał później o „odczuciu opuszczania ciała”.

Poczuli, że zupełnie tracą kontrolę, wpadli w panikę i przestraszyli się. Objawy się nasilały i cała trójka została przewieziona do szpitala

-opowiadają przełożeni załogi

Lekarze uznali, że w każdym ze słodyczy znajdowało się najpewniej ok. 300 mg THC, co czyni je jednymi z najmocniejszych produktów spożywczych na bazie marihuany, przeważnie 450 mg THC przypada na całe opakowanie konopnych słodyczy, dlatego dawka 300 mg w pojedynczym żelku to bardzo dużo.

Wysłaliśmy zastępczą załogę do obsługi lotu powrotnego i nie miało to żadnego wpływu na plany naszych klientów 

-kontynuował przedstawiciel firmy.

Reklama

Zarząd British Airways stwierdził, iż nie ma żadnych dowodów na to, że ktokolwiek z załogi wiedział, co spożywa i nikomu nie grożą konsekwencje dyscyplinarne.

Reklama

Weednews.pl - portal konopny | marihuana | konopie | medyczna marihuana
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.